Magda Kuydowicz - Dlaczego w związkach wciąż powtarzamy te same schematy w relacjach, choć wiemy, że nas krzywdzą? Psychoterapeuta wyjaśnia, czego potrzeba do zmiany
00:00
10:56
Dlaczego zachowuję się w taki, a nie inny sposób? Co aktywuje moje emocje? Z jakiego powodu wchodzę w relacje o określonym wzorcu? W odpowiedziach na te pytania chodzi o zrozumienie, co za tym stoi. Z ciekawości osadzonej we własnym doświadczeniu rodzi się zmiana – mówi psychoterapeuta Aleksander Łączyński.
- Dlaczego czasem wciąż wybieramy podobnych partnerów, choć kolejne związki przynoszą nam cierpienie? Odpowiedź może kryć się w schematach, których sami nie rozumiemy.
- Mentalizacja pomaga przyglądać się własnym emocjom, potrzebom i intencjom, ale także lepiej rozumieć zachowania innych ludzi. To umiejętność, którą możemy rozwijać.
- „W terapii nie chodzi więc o ocenianie tych wyborów, ale o wspólne przyglądanie się temu, co dzieje się w umyśle pacjenta” – wyjaśnia psychoterapeuta Aleksander Łączyński.
- „Zmiana zaczyna się często wtedy, gdy zamiast mówić: «jestem beznadziejny», zaczynamy pytać: «co sprawia, że właśnie tak reaguję?»” – podkreśla ekspert.
Wywiad pochodzi z miesięcznika „Sens” 09/2026.
Magda Kuydowicz: Zauważyć problem to pierwszy krok, potem trzeba zrozumieć, co się dzieje, ale i to nie wystarczy do zmiany. W swojej pracy terapeutycznej wykorzystuje pan metody oparte na mentalizacji. Na czym polegają?
Aleksander Łączyński: Jako psychoterapeuta pracuję z osobami uzależnionymi, ale także z ich partnerami czy dziećmi, kiedyś opisywanymi syndromem DDA (dorosłe dzieci alkoholika). Dziś odchodzi się od tego określenia, ponieważ niewiele mówi ono o konkretnym człowieku – dwie osoby wychowane w rodzinie z problemem alkoholowym mogą doświadczać zupełnie innych trudności i potrzebować odmiennego sposobu pracy terapeutycznej. W terapii często pracujemy nad emocjami i budowaniem relacji i bliskości, analizując powtarzające się wzorce wchodzenia w trudne związki.
Jeśli wracamy do minionych doświadczeń, na przykład przemocowego dzieciństwa, to dlatego, żeby lepiej zrozumieć aktualne funkcjonowanie i pomóc je zmienić.
Jednym z podejść, które jest mi szczególnie bliskie, jest właśnie terapia oparta na mentalizacji. Jej celem nie jest dawanie gotowych odpowiedzi, ale rozwijanie zdolności do lepszego rozumienia własnych emocji i motywów działania oraz sposobów, w jaki przeżywają świat inni ludzie. Pacjenci przychodzą do mnie, bo cierpią, nie radzą sobie w życiu – ich relacje utykają w martwym punkcie, a oni tego nie rozumieją. Zdarza się, że wchodzą wciąż w te same schematy, nie wiedząc dlaczego, ale widzą, że coś się w ich życiu powtarza.
Zatrzymajmy się przy tych schematach – dlaczego bywa, że ludzie wciąż wiążą się z podobnymi „partnerami katastrofalnymi”, którzy wikłają ich w swoje problemy, na przykład uzależnienie?
Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie, bo obszar relacji to skomplikowana dziedzina, niekonkretna i płynna. Dlatego korzystamy z różnych modeli psychoterapii, które pomagają lepiej rozumieć takie zjawiska.
O tak zwanym przymusie powtarzania pisał już ponad 100 lat temu twórca psychoanalizy Zygmunt Freud. To on zauważył fenomen polegający na tym, że powtarzamy pewne, często niekorzystne dla nas wzorce.
W psychoterapii widzimy w tym źródło cierpienia, ale także szanse na lepsze zrozumienie siebie, a więc i zmianę. Jeśli więc ktoś zgłasza się z problemem powtarzającego się schematu w związku, to zajmujemy się tym problemem, choć nie zawsze tkwi on w tym związku właśnie. Często dla osób z boku pierwszą reakcją jest: to po co wchodzisz w to samo? Albo: dlaczego tak trudno jest ci z tego zrezygnować? Taka postawa rzadko bywa pomocna, bo jest w niej zawarte upraszczające założenie, że ta osoba wie, dlaczego to robi. Tymczasem często wcale tak nie jest. W terapii nie chodzi więc o ocenianie tych wyborów, ale o wspólne przyglądanie się temu, co dzieje się w umyśle pacjenta – jakie emocje przeżywa, jak rozumie zachowania innych i co sprawia, że interpretuje je w taki sposób; oraz że właśnie tak buduje relacje.
Osoby, które wikłają się w związek z alkoholikiem lub innym uzależnionym, często mają silną barierę wstydu, żeby o tym mówić, i jeszcze silniejszą tendencję do wypierania faktów na temat swojego związku.
Wstyd, ukrywanie problemu, zakopywanie go gdzieś głęboko może być reakcją obronną, związaną z jakimiś doświadczeniami tych osób. Być może pilnują, by sprawa nie wyszła na jaw, bo tego nauczyli się w przeszłości.
Osoby współuzależnione często robią wiele, aby utrzymać swoje kłopoty w tajemnicy, i często mają nadzieję, że swoją wiernością, szczególnie pojmowaną lojalnością i obecnością uzdrowią drugą stronę. I pat relacyjny trwa.
To dobry moment, żeby powiedzieć o mentalizacji, bo właśnie w takich sytuacjach najlepiej widać, czym ona jest. Najprościej mówiąc, mentalizacja to zdolność rozumienia tego, co dzieje się we własnym umyśle i w umyśle drugiego człowieka. Podczas terapii zastanawiamy się wspólnie, jakie emocje, myśli, potrzeby czy intencje mogą stać za zachowaniem naszym i innych osób. To jednak nie jest umiejętność, którą na stałe mamy albo której nie mamy. U każdego z nas zdarzają się momenty, kiedy pod wpływem silnych emocji przestajemy trafnie rozumieć zarówno siebie, jak i ludzi, z którymi jesteśmy w różnych interakcjach. Wtedy łatwo o pochopne wnioski, nieporozumienia i impulsywne decyzje.
Umiejętność mentalizowania przydaje się właściwie we wszystkich obszarach życia, a uczymy się jej już w dzieciństwie od naszych opiekunów. Jeśli nasi bliscy dobrze mentalizują i regulują emocje, my też mamy szansę się tego nauczyć. Im więcej takich osób w naszym otoczeniu, tym lepiej.
Przy podejmowaniu trudnych decyzji dobrze sięgać do doświadczeń osób, które uważamy za mądre życiowo?
Tu dotykamy istotnej kwestii – umiejętności sięgnięcia po pomoc. Radzenie się przyjaciółki, gdyby się temu bliżej przyjrzeć, nie jest takie proste i oczywiste. Najczęściej wolimy rozwiązywać swoje problemy samodzielnie. Umiejętność dzielenia się problemami i sięgania po doświadczenia innych świadczy o dobrym regulowaniu emocji i właśnie dobrej mentalizacji. Korzystając z naszych wcześniejszych dobrych doświadczeń z innymi, postanawiamy po raz kolejny zwrócić się do nich po pomoc, bo wierzymy, że będzie skuteczna.
Pomóc czasem może ludzka empatia, możliwość zwierzenia się czy to, że ktoś podzieli się z nami swoimi doświadczeniami. Psychoterapeuta pomaga jednak w inny sposób.
Przy czym ważne jest jedno: terapeuta nie przychodzi z gotowym zestawem odpowiedzi. Wiedza pomaga nam lepiej rozumieć ludzkie doświadczenie, ale każda historia jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. Dlatego bardziej niż przekonanie, że „wiemy”, przydaje się postawa ciekawości.
W życiu, ale i w psychoterapii łatwo o uproszczenia: „ona już taka jest”, „ja już taki jestem”, „to przez dzieciństwo”. Tymczasem znacznie bardziej pomocne jest wspólne zastanawianie się, dlaczego właśnie ta osoba reaguje w taki sposób i jakie znaczenie mają jej doświadczenia.
Zachęcam pacjentów, aby z życzliwością przyglądali się temu, co przeżywają, zamiast siebie oceniać. Zmiana zaczyna się często wtedy, gdy zamiast mówić: „jestem beznadziejny”, zaczynamy pytać: „co sprawia, że właśnie tak reaguję?”. Samo zrozumienie jest ważne, ale zwykle nie wystarcza. Równie istotne jest nowe doświadczenie – możliwość przeżywania emocji i bycia w relacji w sposób, którego wcześniej często nie było. To właśnie połączenie lepszego rozumienia i doświadczenia najczęściej stwarza szansę na trwałą zmianę.
W psychoterapii ważna jest też postawa życzliwości i ciekawości wobec siebie. Dzięki niej możemy stopniowo lepiej rozumieć własne przeżycia i sposób, w jaki tworzymy obraz siebie.
Kiedy spotkanie terapeutyczne jest udane, a leczenie działa? Idąc na pierwsze spotkanie, chcemy być bezpieczni, a towarzyszy nam lęk, bo powierzamy całkiem obcej osobie swoje sekrety.
Pierwszym sygnałem jest to, że pacjent stopniowo zaczyna czuć się na tyle bezpiecznie, aby mówić nie tylko o tym, co wie o sobie, lecz także o tym, czego się wstydzi, czego się boi albo czego sam jeszcze nie rozumie. Taka relacja nie powstaje od razu, buduje się stopniowo.
Jak już wspominałem, dla mnie skuteczna psychoterapia opiera się na dwóch równoległych procesach. Z jednej strony pacjent coraz lepiej rozumie siebie – swoje emocje, potrzeby i powtarzające się schematy. Z drugiej strony – równie ważne jest nowe doświadczenie relacyjne.
W gabinecie może stopniowo doświadczać innego sposobu bycia z drugim człowiekiem. To właśnie połączenie zrozumienia i nowego doświadczenia najczęściej prowadzi do trwałej zmiany. Doświadczony terapeuta będzie wiedział, kiedy pacjent jest gotowy do intensywniejszej pracy, a kiedy jego napięcie jest na to zbyt duże. Dzięki współczesnej wiedzy o funkcjonowaniu układu nerwowego mamy świadomość, że zbyt wysoki poziom lęku może utrudniać refleksję i korzystanie z psychoterapii. Dlatego jednym z ważnych elementów pracy jest jego uważna obserwacja i regulowanie w trakcie sesji.
Jeśli czujemy, że nie radzimy sobie z powtarzaniem złych dla nas schematów zachowań, zwróćmy się po pomoc, żeby odnaleźć ich przyczynę. Jak już wspomnieliśmy, to jest proces niełatwy, bywa, że bolesny, ale uświadomienie sobie, dlaczego cierpię i jak moje zachowania do tego cierpienia się przyczyniają, bywa krzepiące, wręcz uzdrawiające.
Aleksander Łączyński, psycholog, psychoterapeuta, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień. Pracuje w poradni „Konteksty” m.in. z osobami zmagającymi się z nadużywaniem substancji psychoaktywnych i uzależnionymi behawioralnie. Prowadzi terapię indywidualną i grupową.