1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Jak usprawnić mózg i rozwinąć nowe zdolności?

Jak usprawnić mózg i rozwinąć nowe zdolności?

U dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się. Dlatego intelekt warto stale rozwijać. (fot. iStock)
U dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się. Dlatego intelekt warto stale rozwijać. (fot. iStock)
18 marca obchodzimy Europejski Dzień Mózgu. Warto więc zastanowić się czy wystarczająco dbamy o ten ważny organ. Odpowiednia dieta, ruch na świeżym powietrzu, medytacja, która nas wyciszy i poprawi nastrój - wiemy już, że wpłyną korzystnie na zdrowie szarych komórek. A gdyby jeszcze dołączyć fitness dla mózgu, czy żonglerkę? - Poniższy artykuł może być cenną wskazówką.

Po pięćdziesiątce stajemy się mistrzami podejmowania dobrych decyzji, a nasze wnioski są trafniejsze niż konkluzje 30-latka. Zdecydowanie też lepiej panujemy nad emocjami. Tyle oferuje upływający czas. Ale też i zabiera. Kojarzymy i reagujemy wolniej, trudniej zapamiętujemy, a uwaga nie jest tak wyostrzona jak dawniej. Smutna perspektywa? Niekoniecznie, biorąc pod uwagę fakt, że mózg jest jak plastelina.

Platforma internetowa BrainMax.pl. Migają kolorowe ikonki, zapraszając do rozpoczęcia treningu. Mogę wybrać sobie ćwiczenia zwiększające koncentrację, poprawiające pamięć, szybkość przyswajania informacji albo… uświetniające moją komunikację. Opracowali je naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeśli cierpię na ADHD, znajdę tu grę „leczniczą”. Do wyboru mam również fitness dla szarych komórek, który pozwoli mi myśleć logiczniej. Program treningowy na podstawie tego, jak gram, dopasowuje się idealnie do mojego zaawansowania i optymalizuje tempo pozytywnych zmian. Przechodzę na coraz wyższe poziomy. Są emocje! Elastyczność gry sprawia, że wcale się nie nudzę. Jeżeli będę regularnie ćwiczyć – codziennie przez minimum 30 dni – odczuję wyraźną poprawę i może wreszcie wygram z kimś w szachy. A jeśli po miesiącu zdecyduję się kontynuować granie, awansuję, bo jest duża szansa, że zacznę wkrótce pracować szybciej, swobodniej i wydajniej.

Natykam się w sieci na serwis Neurogra.pl, opracowany przez uczonych ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. A tu… niespodzianka. Dowiaduję się, że m.in. obok koncentracji, szybkości kojarzenia i refleksu ćwiczyć mogę dwa rodzaje pamięci. Podręczną, która pomoże mi wykonywać z uwagą kilka czynności naraz, niczym osławiony w dowcipach makijaż na światłach, oraz pamięć krótkotrwałą, która umożliwi mi bezproblemowe uczenie się np. japońskiego. Oferta szeroka. Fitness dla mózgu ucznia, pracownika, no i seniora. Tak jak w nordic walking buduję stopniowo i niepostrzeżenie subtelną masę mięśniową, tak samo tutaj – pod warunkiem systematyczności – mogę zbudować krok po kroku potęgę swojego intelektu. A jeszcze nie tak dawno temu sądziliśmy, że wraz ze skończeniem liceum rozwijanie nowych zdolności umysłowych staje się niemożliwe.

Moc pod siwym włosem

W XX wieku uważaliśmy, że z wiekiem nasza pamięć, refleks i umiejętność skupiania uwagi skazane są na pogarszanie się. Ale badania ostatnich dekad pokazują, że jest inaczej. Wraz z odkryciem, że mózg jest plastyczny przez całe życie, otworzyły się szerokie perspektywy dla starzejącego się społeczeństwa i tzw. siwiejącej Europy. Jak wyjaśnia psycholog Alicja Leszczyńska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, neuroplastyczność oznacza zdolność mózgu do zmiany pod wpływem nabywanych doświadczeń: – Do pewnego momentu uczeni sądzili, że rozwój układu nerwowego ustaje w okresie dojrzewania i od tego czasu potencjał naszego umysłu jest określony i niemodyfikowalny. Ale niedawne badania pokazały, że u dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się – mówi. – Co z tego wynika? Londyńscy taksówkarze, którzy na co dzień przetwarzają wiele informacji przestrzennych, mają powiększony hipokamp. Ich orientacja przestrzenna w każdym innym miejscu okaże się nadzwyczajna. I – podobnie jak oni – każdy może ją w dorosłym wieku wyćwiczyć. Zmiany w obrębie kory mózgowej zaobserwowano zaś u dwujęzycznych oraz u grających na instrumentach muzycznych. Takie osoby silniej niż inne odbierają wrażenia zmysłowe, także lepiej planują i zapamiętują. Nawet jeśli zaczęły grać w dojrzałym wieku.

Okazało się, że pod wpływem doświadczenia możliwa jest również zmiana funkcjonowania narządów zmysłów. Np. Azjaci stale poszukujący pokarmu w morzu widzą pod wodą dwukrotnie ostrzej niż inni. Tak więc wyćwiczyć możemy zarówno intelekt, jak i słuch, wzrok czy powonienie. I nie przekreśla tego wcale siwy włos. Dziś nikogo już nie dziwi 60-latka ucząca się z powodzeniem pierwszego obcego języka albo 75-latek na kursie komputerów.

– Z wiekiem wzrasta nasza zdolność do wyciągania słusznych wniosków i coraz lepiej analizujemy dane, by podjąć najlepszą dla nas decyzję – mówi neurokognitywistka Anna Maria Wieczorek z warszawskiego oddziału SWPS, autorka serwisu Neurogra.pl. – Nasz mózg jednak między 30. a 90. rokiem życia traci niemal 20 proc. masy, co w oczywisty sposób przekłada się na ubytki komórek nerwowych i połączeń między nimi. Zjawisko w dodatku przyśpiesza, gdy kończymy 50 lat. Trudno czasem to przyjąć, ale jest ono naturalnym procesem biologicznym. Nie znaczy jednak, że jesteśmy skazani na bierne poddanie się upływowi czasu.

Wprawdzie trudno będzie nam zostać nagle Einsteinem, jednak mamy ogromny wpływ na szybkość i jakość procesu starzenia się intelektu oraz na nasze subiektywne poczucie dobrostanu. Kolosalne znaczenie ma nastawienie. Już sama świadomość, że możemy rozwijać nasz umysł nawet po dziewięćdziesiątce, sprawia, że podejmujemy częściej umysłowe wyzwania i faktycznie stajemy się coraz sprawniejsi.

Sport to błyskotliwa przyszłość

Wydawałoby się, że to rozwiązywanie logicznych łamigłówek pomoże nam najbardziej w utrzymaniu świeżego umysłu po pięćdziesiątce. A to wcale nieprawda. Rozwiniemy intelektualne skrzydła tym szerzej, im częściej będziemy dogadzać swojemu ciału, uprawiając sport: – Aktywność fizyczna to numer jeden dla naszych szarych komórek – mówi Anna Wieczorek. – Podczas wysiłku fizycznego mózg produkuje białko BDNF (ang. brain-derived neurotrophic factor), które podtrzymuje wzrost nowych komórek nerwowych. Uprawiając jogging czy pływanie, mamy zwiększone możliwości poznawcze w każdym niemal aspekcie. Lepiej nam idzie nauka, mamy szybszy refleks, sprawniej rozumujemy.

Ciekawostka. Oglądanie sportu w telewizji lub słuchanie transmisji meczu w radiu sprawia, że nasz mózg przyspiesza niczym ferrari. Leniwe śledzenie meczu z kanapy to wprawdzie wykpiona w wielu serialach strata czasu, ale w rzeczywistości – doskonała gimnastyka umysłu. Badacze z Uniwersytetu w Chicago doszli do wniosku, że przyglądanie się wydarzeniom sportowym czy choćby przysłuchiwanie się rozmowom o nich aktywizuje szczególnie rejony mózgu odpowiedzialne za planowanie i kontrolowanie. Interesujące, że tylko u tych osób, które znają zasady uprawiania dyscypliny, na temat której toczy się rozmowa.

Nie jest też złym pomysłem nauczyć się żonglować. Bo regularne przerzucanie trzech piłeczek zmienia architekturę mózgu, wpływając na usprawnienie komunikacji między różnymi jego rejonami. Dzięki temu nasze wszystkie intelektualne aktywności mają szansę przyspieszyć. Powstrzymamy też w ten sposób proces kurczenia się naszego mózgu. Zespół pod kierownictwem Jana Scholza z Uniwersytetu Oksfordzkiego udowodnił, że regularna żonglerka zwiększa objętość tzw. istoty białej w mózgu aż o 5 proc. i zmiana ta jest trwała.

Dobry humor i kontakty towarzyskie usprawniają intelekt

Gdy na początku wieku ogłoszono, że nawet w dojrzałym wieku można stawiać w mózgu kolejne, nowe „rusztowania” pod kolejne umiejętności umysłu, ale też po to, by myśleć i działać szybciej, nastąpił prawdziwy szał. Potrzeba „rozpędzenia” okazała się w naszej kulturze tak duża, że wartość całego rynku oprogramowania tzw. brain fitness sięgnęła pięć lat temu na świecie aż 300 milionów dolarów! Niestety, nie wszystkie platformy internetowe okazały się wiarygodne. Część z nich oferuje komercyjne gry, których wpływ na nasze funkcje poznawcze nie jest zmierzony ani poparty naukowo.

Od dekady rozkwita również gałąź przemysłu farmaceutycznego oferująca leki na przyspieszenie reagowania, rozjaśnienie myśli czy usprawnienie nauki. I bynajmniej nie chodzi o suplementy, ale chemię, która zagościła na stałe w niezbędniku niejednego inteligenta. O zgubnych skutkach ubocznych działania tych leków mówi się coraz częściej. I coraz częściej zwraca się uwagę na znacznie prostsze, naturalne i całkiem bezpieczne dla zdrowia sposoby na wigor umysłu.

– Czasem nie doceniamy tak dostępnych metod na jego stymulację jak spotkania towarzyskie – mówi neuro-kognitywistka Anna Wieczorek. – Uczestniczenie w życiu społecznym i utrzymywanie dobrych relacji wprawia nas w dobrostan, tworząc dla rozwoju umysłu dobre warunki. Kontakty z innymi i rozmowy dają bowiem nie tylko intelektualną inspirację, motywację i wsparcie, ale też wpływają na wydzielanie hormonów mózgowych gwarantujących dobry nastrój. A badania naukowe wykazały, że dobry humor usprawnia intelekt w przeciwieństwie do stanów depresyjnych, które hamują rozwój szarych komórek. Przygnębione osoby wolniej reagują, myślą i mają problem z pamięcią. Coraz więcej jest też doniesień o tym, że im sprawniejsi jesteśmy intelektualnie, tym dłużej żyjemy. Lenistwo, niechęć do uczenia się nowych rzeczy i brak aktywności odbijają się na naszym zdrowiu. Znacznie lepszą postawę przyjął Albert Einstein, który zanim zmarł w wieku 76 lat, powtarzał: „Mając 20 lat, myślałem tylko o kochaniu. Ale potem… kochałem już myśleć”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Antyoksydanty – sposób na młodość i sprawny mózg

Antyoksydanty – najsłynniejszą grupą przeciwutleniaczy wspierających mózg są flawonoidy (fot. iStock)
Antyoksydanty – najsłynniejszą grupą przeciwutleniaczy wspierających mózg są flawonoidy (fot. iStock)
Antyoksydanty, czyli przeciwutleniacze – to naturalni pogromcy wolnych rodników, niszczących nasze białkowe struktury. Zapewniają nam lepsze zdrowie, młodość, witalność i mocniejszy układ nerwowy.

Termin wolne rodniki może brzmieć całkiem atrakcyjnie, niczym nazwa zespołu grającego alternatywny rock, jednak w rzeczywistości to coś, czym należy się martwić. Są to dość paskudne cząsteczki cechujące się jednym, niesparowanym elektronem i bardzo dużą mobilnością, którą wykorzystują w poszukiwaniu brakującego elementu, a mogą go odzyskać tylko „kradnąc” go innej cząsteczce. Szkodliwy wpływ wolnych rodników na komórki, jeśli nie jest właściwie powstrzymywany, ma tendencję do szerzenia się. Niekontrolowane formowanie się i aktywność wolnych rodników w ciele i mózgu prowadzą do niszczenia białek oraz DNA i mogą skutkować powstawaniem wielu groźnych schorzeń, włącznie z nowotworami. Na szczęście przeciwutleniacze – mikro składniki o  działaniu przeciwrodnikowym  – mogą przeciwdziałać szkodliwej działalności wolnych rodników, a także wspomagać spowalnianie procesu starzenia się komórek. Nic dziwnego, że cieszą się one opinią wyjątkowych mikroskładników! Jednak trzeba pamiętać, że ciało nie jest w stanie ich samodzielnie wytwarzać, dlatego należy je dostarczać w diecie.

Choć istnieją tysiące różnych przeciwutleniaczy, a każdy ma swoją „specjalizację”, wszystkie są przyjazne mózgowi. Na przykład witamina C jest jednym z najskuteczniejszych i najbardziej wszechstronnych przeciwutleniaczy obecnych w diecie – między innymi wspomaga rozwój komórek nerwowych i produkcję otoczki mielinowej, która je chroni. Beta-karoten (prekursor witaminy A) znany jest ze swojego działania przeciwzapalnego, może też spowalniać degenerację procesów poznawczych. Witamina E nie tylko chroni komórki, lecz także zwiększa tkankę mózgową i pomaga w uwalnianiu dopaminy. A karotenoidy, takie jak luteina i zeaksantyna (przeciwutleniacze obecne między innymi w zielonych warzywach liściastych i marchewkach), mają opinię wzmacniających procesy poznawcze, w szczególności u osób w starszym wieku. Krótko mówiąc, przeciwutleniacze to kolejny i niebanalny powód, dla którego tak wiele warzyw, korzeni, owoców i innych produktów na bazie roślin tworzy zdrowe środowisko dla sprawnie funkcjonującego mózgu.

Naukowcy zasadniczo skupiają się na kilku przeciwutleniaczach, które cieszą się sławą związków chemicznych zarówno spowalniających degenerację układu nerwowego, jak i poprawiających procesy poznawcze. Astaksantyna pozyskiwana jest z alg i ma tak silne właściwości przeciwrodnikowe, że często jest nazywana „super-antyoksydantem”. Kurkumina, główny składnik kurkumy, cieszy się szczególną uwagą ze względu na jej zdolności między innymi do wspomagania pamięci, poprawiania nastroju i opóźniania starzenia się. Jednak najsłynniejszą grupą przeciwutleniaczy wspierających mózg są flawonoidy (zwane też bioflawonoidami). Należą do przeciwutleniaczy polifenolowych i zdają się cechować właściwościami wspomagającymi pamięć, uczenie się, podejmowanie decyzji i logiczne myślenie. Kolejna dobra wiadomość jest taka, że łatwo je zidentyfikować – to kolorowe pigmenty używane przez rośliny do barwienia kwiatów i  owoców  – a  po spożyciu działają niczym tarcza ochronna dla mózgu, ponieważ utrzymują neurony w optymalnej kondycji dzięki silnemu działaniu przeciwzapalnemu i antyoksydacyjnemu, a nawet wspieraniu komunikacji między neuronami oraz ich wzrostu. Liczne badania wskazują, że flawonoidy bardzo dobrze chronią przed degradacją funkcji poznawczych, co spowalnia lub zapobiega nawet takim zaburzeniom jak choroba Alzheimera czy Parkinsona. Flawonoidy występują w  produktach cechujących się naturalnie ciemnymi barwami, na przykład w czarnych jagodach, ciemnych winogronach, czarnym ryżu, gorzkiej czekoladzie, kawie, a  także w niektórych produktach czerwonych i pomarańczowych. (Co może zaskakiwać, niektóre z  tych najpowszechniej badanych flawonoidów – wspomagających wzrost neuronów – są obecne w różnych polifenolach występujących w miąższu owoców kawowca.)

Roślinne źródła przeciwutleniaczy

Żeby czerpać jak najwięcej korzyści z przeciwutleniaczy, najlepiej włączyć na stałe do menu całą paletę barw – buraki, brokuł, papryki we wszystkich kolorach, pomidory, awokado, jeżyny, truskawki, warzywa liściaste, gorzką czekoladę, marchewki i mnóstwo innych.

Fragment pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris. Jeśli szukasz sposobów na wzmocnienie układu nerwowego, chcesz sprawniej myśleć, poprawić samopoczucie, zdolność uczenia się i kojarzenia  – warto z tej książki skorzystać.

  1. Zdrowie

Matcha – herbata, która pozwala zachować spokój

Matcha (Camellia sinesis) ma smak odrobinę gorzki, z nutą cierpkości, przypomina lekko orzechową zieloną herbatę; matcha wysokiej jakości może być nawet delikatnie słodka (fot. iStock)
Matcha (Camellia sinesis) ma smak odrobinę gorzki, z nutą cierpkości, przypomina lekko orzechową zieloną herbatę; matcha wysokiej jakości może być nawet delikatnie słodka (fot. iStock)
Doskonale wpływa na koncentrację, a jednocześnie wycisza. Przygotowywanie i sposób picia nie są żadną nowością – od ponad tysiąca lat matcha jest używana do przyrządzania napoju wzmacniającego świadomość. Tradycję zapoczątkowali buddyjscy mnisi, którzy pijali ją, by lepiej praktykować medytację. Potem obyczaj ten rozprzestrzenił się w Japonii, gdzie zielony napój zaczął odgrywać szczególną rolę w ceremoniałach herbacianych – pisze Julie Morris w książce „Smart Plants”.

Jasnozielony proszek matcha wytwarza się z liści zielonej herbaty uprawianej w specjalny sposób. Ostatnich kilka tygodni przed zbiorami są one zacieniane, przez co zwiększa się zawartość chlorofilu. Po zebraniu liście są suszone i dokładnie ucierane na drobny proszek, który następnie jest sprzedawany pod nazwą „matcha”.

Jak działa matcha

W świecie syntetycznych nootropików dużą popularność zyskał „mix” (w tym kontekście mowa o kombinacjach dwóch lub więcej substancji odżywczych o wzajemnie korzystnym działaniu) składający się z kofeiny i l-teaniny. Odczucie, jakie ten mix zapewnia, to „wyciszona koncentracja”, a dzieje się tak dlatego, że kofeinę i l-teaninę łączy współdziałająca relacja. To znaczy, że razem działają sprawniej na rzecz wspierania procesów poznawczych niż każda z nich oddzielnie. Jednak natura ma w  ofercie taki mix  – to właśnie matcha. Zawarta w niej kofeina i ogromna ilość l-teaniny zapewniają pracę umysłu, której nie powstydziłby się James Bond – pozwalają zachować spokój, koncentrację i pełną kontrolę. Jest to możliwe, ponieważ kofeina daje wyostrzoną uwagę i wytrwałość, a l-teanina mityguje jej mniej pożądane efekty, czyli rozedrganie i podwyższone ciśnienie krwi, gdyż jest bardzo skutecznym narzędziem przeciwdziałającym stanom lękowym. Teanina może przenikać barierę krew- -mózg, obniża poziom stresu i łagodzi objawy depresji, ponieważ pobudza aktywność „uspokajającego” neuroprzekaźnika GABA. Naukowcy odkryli też, że teanina wzmacnia fale alfa w mózgu, które są powiązane z koncentracją i twórczym myśleniem. I tu zataczamy koło: innym sposobem wzmocnienia fal alfa są praktyki umysłowe, takie jak medytacja… w ten sposób wracamy do buddyjskich mnichów i ich uznania dla matchy.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat matcha wzięła szturmem północnoamerykański (a ostatnio także europejski – przyp. red.) kontynent, gdzie cieszy się opinią napoju o wszechstronnym dobroczynnym działaniu (fot. iStock) W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat matcha wzięła szturmem północnoamerykański (a ostatnio także europejski – przyp. red.) kontynent, gdzie cieszy się opinią napoju o wszechstronnym dobroczynnym działaniu (fot. iStock)

Matcha jest też bogatym źródłem dobrze poznanych przeciwutleniaczy: polifenoli, tanin, katechin i  galusanu epigallokatechiny (EGCG). Z tego względu przypuszcza się, że picie matchy (oraz zielonej herbaty) chroni neurony przed uszkodzeniami i śmiercią, a tym samym pomaga obniżyć ryzyko zaburzeń mózgu, takich jak choroba Parkinsona czy demencja. Natomiast polifenole dodatkowo wpływają na poprawę nastroju, ponieważ zwiększają dostępność dopaminy, gdy mózg jej potrzebuje.

Wiele korzyści płynących z matchy jest podobnych do tych, jakie cechują typową zieloną herbatę, dlatego jest ona rozsądną alternatywą, jeśli pomysł picia matchy do Ciebie nie przemawia. Warto jednak pamiętać, że między tymi napojami jest pewna istotna różnica: zacienianie liści w okresie wzrostu sprawia, że stają się one ciemniejsze, a to znaczy, że jest w nich większa koncentracja chlorofilu i  l-teaniny (oraz innych aminokwasów). Stąd wniosek, że trudno o  lepsze źródło l-teaniny i  innych nootropowych dobrodziejstw niż matcha. Poza tym proszek matcha może być śmiało wykorzystywany w różnych przepisach (na przykład w napojach czy nawet muffinkach).

Ze względu na zawartość kofeiny niektórzy mogą uznać, że matcha nie może być zaliczana do nootropików (kofeina wywołuje skutki uboczne). Z  drugiej strony związki chemiczne obecne w matchy są synergistyczne, czyli razem działają lepiej niż każdy z nich oddzielnie, dlatego śmiało można wpisać matchę na listę najskuteczniejszych naturalnych nootropików wzmacniających świadomość.

Czym różni się teanina od l-teaniny

W świecie suplementów i wartości odżywczych zazwyczaj oba te pojęcia używane są wymiennie. Zasadniczo l-teanina jest pewną odmianą teaniny o  nieco odmiennej strukturze molekularnej. Choć inne odmiany teaniny również niosą wiele korzyści, przewaga l-teaniny polega na tym, że została najlepiej rozpoznana pod kątem działania uspokajającego i  kompatybilności z  kofeiną, dlatego jej obecność w  zielonej herbacie jest nie do przecenienia. Jeśli chcesz dodatkowo skorzystać z  dobrodziejstw suplementów teaniny, i tak sięgaj po l-teaninę.

Jak stosować matchę?

Matcha powstaje z liści zielonej herbaty, jednak w przeciwieństwie do herbaty, którą parzysz (i następnie wyrzucasz liście), proszek matcha można dodawać do innych potraw. Klasyczna ceremonia parzenia herbaty ogranicza się do filiżanki ciepłej wody i niewielkiej łyżeczki proszku, który należy energicznie wymieszać z wodą. Obecnie matchę wykorzystuje się na znacznie większą skalę w przeróżnych propozycjach kulinarnych – od kremowych napojów i smoothies, po sosy, wypieki i desery – gdzie nie wysuwa się na pierwszy plan, tylko ogranicza do dodawania herbacianej nuty. Jeśli masz ochotę wypróbować prosty przepis z matchą, gdzie znajdziesz wskazówki, jak przygotować „doskonałą matcha latte” (podczas pisania tej książki nie zliczę, ile filiżanek tego napoju wypiłam!).

Kupując proszek, prawdopodobnie spotkasz się z takimi opisami jak „ceremonialna” czy „kulinarna”. Choć matcha ceremonialna ma najłagodniejszy smak i przeszła przez najdelikatniejszy proces przetwarzania, jej koszt jest niebagatelny. Jeśli planujesz wykorzystywanie proszku głównie do smoothies czy granoli, to możesz śmiało sięgać po opcję kulinarną – jej wyraźnie niższa cena przyprawi Cię o dobry nastrój niemal tak skutecznie jak zawarte w niej składniki odżywcze.

Dodatkowe korzyści

Matcha działa przeciwrodnikowo, wzmacnia metabolizm, dodaje energii całemu organizmowi, poprawia pracę układu odpornościowego, ma działanie przeciwnowotworowe, działa ochronnie na serce.

W skrócie:

  • Jest źródłem wyciszonej energii.
  • Łagodzi niepokój i stany lękowe, dobrze wpływa na ogólne samopoczucie.
  • Wzmacnia motywację i koncentrację.
  • Poprawia pamięć i inne funkcje poznawcze.
  • Wspiera twórcze i płynne myślenie.
  • Jest silnym neuroprotektorem.
Fragmenty książki „Smart Plants” Julie Morris.

  1. Zdrowie

Nootropiki – 6 naturalnych produktów, które wspomagają mózg i poprawiają nastrój

Warto sięgać po naturalne nootropiki, jeśli chcemy poprawić pracę mózgu. Na zdj. ususzony różeniec górski (fot. iStock)
Warto sięgać po naturalne nootropiki, jeśli chcemy poprawić pracę mózgu. Na zdj. ususzony różeniec górski (fot. iStock)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Nootropiki to substancje, które pobudzają procesy poznawcze. Mają moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania – pisze Julie Morris, autorka książki „Smart Plants”. O czym warto pamiętać, zanim sięgniemy po nootropiki?

Po pierwsze, nie oczekuj, że spektakularne zmiany nastąpią z dnia na dzień. Ramy czasowe u każdej osoby są różne, jednak w większości przypadków zauważalne zmiany następują po okresie kilku dni do kilku tygodni regularnego przyjmowania nootropików.

Po drugie, osiągnięcie pożądanych rezultatów wymaga eksperymentowania. Nootropik, który działa bardzo dobrze na jedną osobę, Tobie może się przysłużyć w znacznie mniejszym stopniu i vice versa. To całkowicie normalne. Na początku trzeba czasu, żeby wypracować optymalne dla siebie kombinacje, ale zdecydowanie warto podjęć ten wysiłek. Jednak zawsze miej z tyłu głowy uniwersalną prawdę dotyczącą substancji o takiej mocy oddziaływania: jeśli będziesz ich używać zbyt mało lub zbyt dużo, ich skuteczność zostanie podważona. Z kolei właściwa ilość może przynieść zmiany, o jakich Ci się nie śniło. Generalna zasada: staraj się przestrzegać dziennych dawek rekomendowanych na opakowaniach używanych produktów.

I na koniec, wybierz dwa nootropiki – lub kilka – z poniższej listy nootropików (nie spiesz się ze stosowaniem wszystkiego naraz, nie ma takiej potrzeby) i przygotuj się na doświadczanie pozytywnych zmian, jakie będą zachodzić w Twoim mózgu.

Kakao – ziarno szczęścia

Fot. iStock Fot. iStock

Jak kakao może Ci się przysłużyć? Okazuje się, że na wiele sposobów. Może się poszczycić zawartością wielu mikroskładników wspierających mózg. Minerał, którego jest w nim szczególnie dużo, to magnez – w tej kwestii należy do światowej czołówki. Poza tym kakao to bogate źródło aminokwasów (szczególnie tryptofanu i tyrozyny), fitozwiązków (jak anandamid i fenyloetyloamina) oraz sporego zestawu witamin (między innymi kilku z grupy B), a także minerałów (na przykład żelaza). Działa też bardzo korzystnie na zdrowie jelit jako prebiotyk, zawiera sporą ilość wolnego od cholesterolu tłuszczu nasyconego, ani odrobiny cukru, a kofeiny zaledwie tyle, by odrobinę Cię doładować (ziarna kakaowca mają w sobie jedną dwudziestą ilości kofeiny występującej w ziarnach kawowca). Jakby tego było mało, w kakao jest też robiąca wrażenie ilość przeciwutleniaczy, głównie polifenoli takich jak flawonoidy i teobromina, która znakomicie wzmacnia koncentrację uwagi. Już sama zawartość substancji odżywczych wystarczy, by zrozumieć, dlaczego kakao jest obecnie przedmiotem wnikliwych badań pod kątem jego korzystnego wpływu na mózg.

Badania dowodzą, że substancje odżywcze w kakao mogą pozytywnie wpływać na emocje, co przekłada się na uczucie spokoju i zadowolenia przy jednoczesnym redukowaniu stanów depresyjnych i lękowych. Prawdopodobnie za takie oddziaływanie odpowiada kilka czynników, między innymi zdolność ziaren kakaowca do stymulowania endorfin w mózgu (związków chemicznych, które potrafią uśmierzyć odczucie bólu i wpływają na poprawę nastroju). Kakao wyposaża też mózg w narzędzia wzmacniające neuroprzekaźniki odpowiedzialne za samopoczucie, ponieważ jest doskonałym źródłem tryptofanu, prekursora serotoniny, a także niemałej porcji tyrozyny, aminokwasowego prekursora dopaminy. Poza tym kakao zawiera związek chemiczny zwany anandamidem, czyli neuroprzekaźnik określany mianem „cząsteczki błogości” – chyba nie trzeba już nic więcej dodawać!

Soplówka jeżowata – grzyb inteligencji

Fot. iStock Fot. iStock

Soplówka jeżowata była od wieków wykorzystywana w medycynie chińskiej, jednak do dziś cieszy się dużą popularnością jako zdrowa żywność w kuchni japońskiej, koreańskiej i indyjskiej. Choć przyciąga oko oryginalną urodą, najprawdopodobniej zapoznasz się z nią w sklepie ze zdrową żywnością, gdzie będzie mieć postać dość ciemnego proszku.

Czy soplówka jeżowata rzeczywiście wspomaga inteligencję? Do pewnego stopnia tak. Ten niezwykły nootropik zawiera wiele związków chemicznych, które wspierają mózg na bardzo wielu poziomach: działają ochronnie i leczniczo, stymulują procesy poznawcze, a nawet wspomagają wzrost neuronów.

Soplówka jeżowata wytwarza kilka nootropowych, neurotroficznych związków (włącznie z wieloma hericenonami i erinacinami), które, wzmacniają wszystkie funkcje mózgu – między innymi różnorodne procesy poznawcze, inteligencję, pamięć, uwagę, koncentrację i nastrój. Jej cząsteczki mogą stymulować otoczkę mielinową, która otacza nerwy. Soplówka jeżowata pomaga też regulować aktywność neuroprzekaźników w mózgu, co przekłada się na bardziej zrównoważony nastrój, łagodzenie depresji i stanów lękowych oraz poprawę jakości snu.

Jagody goji – jagody dobrostanu

Fot. iStock Fot. iStock

Jagody goji – owoce rośliny zwanej kolcowojem chińskim – są od wieków silnie obecne w chińskiej tradycji, zarówno jako środek leczniczy, jak i dodatek kulinarny. Soczyście czerwone, podłużne, suszone owoce można obecnie kupić nie tylko w wszystkich sklepach z azjatycką czy zdrową żywnością, ale nawet w supermarketach.

W niektórych kręgach jagody goji są nazywane „szczęśliwymi jagodami”. Choć na razie nauka nie potwierdziła ich wpływu na nastrój (czyli na zdolności optymalizowania poziomu serotoniny), uczestnicy badań polegających na piciu soku z jagód goji przez 14 dni zauważyli poprawę zarówno na poziomie neurologicznym, jak i psychologicznym, włączając w to odczucie zadowolenia, szczęścia i ogólnego dobrostanu. Inne badania sugerują, że jagody goji mogą być pomocne w poprawie jakości snu, łagodząc jednocześnie stany silnego zmęczenia i stresu.

Jednak jagody goji to nie tylko sposób na przywołanie uśmiechu na twarz – mają też silne działanie neuroprotekcyjne, a nawet mogą wzmacniać sprawność umysłu, poprawiać pamięć i zdolność uczenia się. Jest w nich niebagatelna porcja ważnych aminokwasów, witamin (szczególnie witaminy C), minerałów (zwłaszcza żelaza) oraz cała armia przeciwutleniaczy, które zdają się działać korzystnie na zdrowie oczu, a także na cały układ odpornościowy, wspomagając jednocześnie barierę krew-mózg w konfrontacji z ekscytotoksycznością i wszelką inną aktywnością neurotoksyn. Co ciekawe, jedne z najlepiej poznanych związków chemicznych jagód, zwane kompleksem polisacharydowym (LBP), we wstępnych badaniach na zwierzętach wykazały zdolność nie tylko redukowania symptomów choroby Alzheimera (poprzez redukcję umieralności neuronów), lecz także regenerowania komórek mózgowych w hipokampie.

Różeniec górski – zioło mocy

Fot. iStock Fot. iStock

Różeniec górski, bylina, zwana czasami „złotym korzeniem” lub „arktycznym korzeniem”, jest stosowana jako roślina lecznicza od czasów starożytnych. Był zawsze doceniany przez ludy cechujące się równie niezłomnym charakterem jak ta roślina. Na przykład Wikingowie wspomagali się nim, by przed bitwami wzmacniać siły i łagodzić stres. Różeniec górski jest adaptogenem, czyli pomaga organizmowi utrzymywać stan równowagi – stąd jego szerokie zastosowanie.

Jeśli mowa o skuteczności w pobudzaniu umysłu, to różeniec górski plasuje się w bardzo ścisłej czołówce. Cieszy się ogromną popularnością nie bez powodu – niektórzy odczuwają jego pozytywne działanie niemal natychmiast (innym potrzeba więcej czasu, by osiągnąć pożądany efekt). Wśród szczególnie imponujących oddziaływań różeńca znajdują się: zwiększenie motywacji, wyostrzona koncentracja i zdolność pozostawania „na fali” przez dłuższy czas.

Poza tym jako adaptogen różeniec górski wspomaga odzyskiwanie homeostazy w całym organizmie. Jeśli czujesz, że brak Ci energii i ogarnia Cię przygnębienie, on Cię pozytywnie doładuje; jeśli czujesz nerwowość i targają Tobą niepokoje, on zapewni Ci wyciszenie. Pod pewnymi względami różeniec działa jak antydepresant – oczywiście bez skutków ubocznych – ponieważ poprawia zoptymalizować poziom i aktywność neuroprzekaźników wpływających na nastrój (serotoniny, dopaminy i noradrenaliny). Z kolei w chwilach przeforsowania się lub wypalenia pomoże obniżyć poziom hormonów stresu, takich jak kortyzol, który może wykazywać neurotoksyczność, jeśli jest uwalniany w nadmiernej ilości.

Ashwagandha (Witania ospała) – zioło zadowolenia

Fot. iStock Fot. iStock

Witania ospała, znana też pod nazwą ashwagandha, to roślina z rodziny psiankowatych naturalnie występująca w suchych rejonach Indii, Pakistanu, Sri Lanki i niektórych części Afryki. Rośnie na piaszczystej, pozbawionej wody glebie, najbardziej służy jej umiarkowany, subtropikalny. Korzenie, w których znajdują się aktywne związki chemiczne, zbierane są jesienią, następnie czyszczone, suszone i przerabiane na proszek lub nalewkę. Ashwagandha cieszy się takim poważaniem w medycynie ajurwedyjskiej, że czasami bywa nazywana „królem ajurwedy”.

Posiada rozliczne właściwości korzystnie wpływające na przeróżne aspekty procesów poznawczych. Jednak jedna jej cecha wybija się na pierwszy plan: to przede wszystkim wyciszający adaptogen, który wzmacnia układ hormonalny poprzez wsparcie, jakie daje tarczycy i nadnerczom regulującym pracę hormonów (a więc nastrój przez nie wywoływany). Poza tym ashwagandha pozytywnie wpływa na układ nerwowy, może też zwiększać aktywność GABA, głównego neuroprzekaźnika hamującego, który wytłumia reakcje na stymulację – to kolejny dowód na uspokajające działanie korzenia.

Choć ashwagandha nie jest uznawana za środek pobudzający, może być pomocna w zwalczaniu poczucia wyczerpania i hamować niektóre negatywne skutki stresu wywołanego przez nadmierny poziom kortyzolu, insuliny oraz innych hormonów znajdujących się w stanie nierównowagi. Ze wstępnych badań wynika, że ashwagandha należy do bardzo wąskiego grona produktów żywnościowych, które rzeczywiście wpływają na obniżenie poziomu kortyzolu.

Niektóre badania wskazują, że ashwagandha może wpływać na neurogenezę, czyli zdolność do wytwarzania nowych komórek mózgowych. Dzieje się tak dlatego, że zwiększa ona produkcję BDNF (neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego), a jest jedną z niewielu jadalnych produktów natury, które w ten sposób oddziałują.

Cytryniec chiński – jagoda koncentracji

Fot. iStock Fot. iStock

Cytryniec chiński naturalnie występuje w Rosji, północnych Chinach, Japonii i na Półwyspie Koreańskim, natomiast największe jego uprawy znajdują się w Korei Południowej i Chinach. Jest to roślina pnąca, wytwarzająca ciemnoczerwone jadalne jagody, które po zebraniu są suszone i ucierane na drobny, ciemnofioletowy proszek. W Rosji i różnych regionach Azji stosuje się go jako przyprawę oraz remedium na wiele różnorodnych dolegliwości. Owoce cytryńca są też cenione w tradycyjnej medycynie chińskiej, a w Nepalu i innych częściach świata (również coraz powszechniej w krajach Zachodu) zalicza się je do superfoodów i używa w charakterze składnika różnych przepisów.

Owoce cytryńca są stosowane głównie do przeciwdziałania bezsenności, a ich korzystne działanie zostało potwierdzone w kilku badaniach przeprowadzonych na zwierzętach. Okazuje się, że pomagają one łagodzić niepokój i stany lękowe, a także wspomagają sen – zarówno jego długość, jak i jakość.

Z badań na zwierzętach wynika, że aktywny składnik wzmacnia pamięć (w niektórych przypadkach zaobserwowano nawet cofnięcie zaburzeń pamięci), ponieważ pomaga regulować poziom acetylocholiny. Poza tym jagody cytryńca wspomagają syntezę adenozynotrifosforanu (ATP) – głównego nośnika energii w komórkach. Co więcej uważa się, że pewne związki chemiczne obecne w jagodach przeciwdziałają starzeniu się i aktywnie chronią mózg przed stresem oksydacyjnym oraz deficytem czynności poznawczych, takich ja demencja.

Jagody cytryńca spełniają niemal wszystkie oczekiwania, jakie można mieć wobec nootropiku: pomagają zachować spokój w sytuacjach stresowych, wyciszają, nie odbierając wyostrzonej uwagi i precyzji myślenia – a więc podnoszą produktywność. Nie da się też zaprzeczyć, że wspomagają bystrość, a przynajmniej poprawiają jakość wykonywanej pracy.

Jaka dawka jest właściwa?

Choć naturalne nootropiki to nie leki tworzone w laboratoriach, siła ich oddziaływania może być na tyle duża, że potrzebne są wytyczne odnośnie do wielkości dawek, które mogą się bardzo różnić: od dużych i luźno zdefiniowanych, jak „duża garść” świeżych czarnych jagód, po małe i precyzyjne, jak 150 g (lub 1/16 łyżeczki) różeńca górskiego (rhodiola) w proszku. Co więcej, skuteczność każdego nootropiku jest u każdego człowieka inna i z czasem może zajść konieczność modyfikacji dawki. Jak już zostało wspomniane, na początku stosuj się do zaleceń podanych na opakowaniu (więcej nie znaczy lepiej), wsłuchuj się w swój organizm, a w razie wątpliwości skonsultuj się ze swoim lekarzem.

Więcej informacji na temat nootropików oraz innych związków chemicznych działających na mózg, a także przepisy na dania i napoje, w których występują nootropiki znajdziecie w książce Julie Morris „Smart Plants”.

  1. Zdrowie

Menu dla mózgu. Co jeść w pracy, by być zdrowym i efektywnym?

To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
Nikogo nie dziwi, że urządzenia nie pracują bez zasilania, ale od umysłu wymagamy, żeby „na głodnego” był ostry jak brzytwa. Tymczasem bez jedzenia nie jesteśmy w stanie logicznie myśleć ani rozwiązywać problemów. Dietetyczka Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska przekonuje, że przygotowywanie zdrowych posiłków do pracy zwyczajnie się nam opłaca!

Co najczęściej jadasz w pracy? To, co wcześniej przygotuję. Nie liczę na to, że gdy już dopadnie mnie głód, szybko wyskoczę do sklepiku. To, co mogę znaleźć w sklepie w pobliżu, nie spełnia moich oczekiwań. Dlatego zawsze zabieram ze sobą jogurt, owoce, nasiona i otręby.

Znowu te otręby. Byłam ostatnio w sklepie ekologicznym. Paczka otrębów kosztuje tyle co dobre kolorowe rajstopy. Można zbankrutować! To błędne myślenie. Właśnie wtedy, gdy jesteś nieprzygotowana, kupisz byle gdzie, byle co, przepłacisz i na dodatek wcale się nie najesz. Zdrowo wcale nie znaczy drogo. Nie musisz kupować otrębów ekologicznych, a poza tym worek otrębów starczy ci na wiele tygodni. Przecież nie zjesz ich od razu.

A już myślałam, że mój ekonomiczny argument będzie trafiony. W takim razie nie rozmawiajmy o pieniądzach, tylko o emocjach i nawykach. Podczas wakacji jadałam regularnie i zdrowo, ale po powrocie z urlopu wszystkie złe nawyki wróciły. Co robić, żeby nie wejść w niezdrowe żywieniowe kapcie? Jeść regularnie, nie ma innego wyjścia.

Masa roboty. W domu trzeba myśleć, co jesz, w pracy też... A może wykorzystać osiem godzin w biurze na naturalną głodówkę, czyli oczyszczenie organizmu? Co sądzisz o takim rozwiązaniu? Fatalne! Ośmiogodzinna głodówka, i to w pracy, podczas wysiłku intelektualnego, gdy zapotrzebowanie energetyczne jest bardzo duże, to najgorsze, co możesz sobie zrobić. Nie będziesz mogła normalnie funkcjonować, a co dopiero myśleć.

A mogę wyjść do pracy bez śniadania? Możesz, ale tylko jeśli masz do niej bardzo blisko i zjesz coś od razu po przyjściu. Śniadanie należy zjeść w ciągu godziny po obudzeniu się. Jeśli wypijesz kawę i przez trzy czy cztery godziny nic nie zjesz, to będziesz tak głodna, że w końcu rzucisz się na jakiekolwiek jedzenie. Zjesz znacznie więcej niż potrzebujesz i pięknie zasilisz swoją tkankę tłuszczową.

Wszystko opiera się na regularnym odżywianiu, ale w pracy czasem nie mam dosłownie chwili, by odejść od komputera. Mogę jeść przy biurku? Posiłki powinno się jeść w spokoju. Bez telewizji, nawet bez radia, bez czytania, powoli i w dobrej atmosferze. Wtedy szybciej się najadamy i jedzenie daje nam satysfakcję. Gdy czytasz coś i jednocześnie jesz, to jakbyś wrzucała jedzenie do worka bez dna. Mózg tego nie rejestruje. Na pewno słyszałaś, że najadamy się dopiero po 20 minutach konsumowania, bo wtedy mózgu odbiera sygnał „było jedzone”. Jeśli mózg nie dostanie takiej informacji, upomni się o pokarm. Gdy więc jemy w pośpiechu lub robimy jednocześnie coś innego, w praktyce zjadamy dużo więcej niż potrzebujemy.

Skoro mamy jeść w spokoju, czy to znaczy, że w pracy powinnam siadać przy stoliku sama? Jeśli będzie nas więcej, na pewno będziemy rozmawiać o pracy i od razu się zdenerwuję. Jeśli wiesz z góry, że się zdenerwujesz, to unikaj drażliwych tematów. Powtarzam: posiłki powinno spożywać się w spokojnej atmosferze, oczywiście miłe towarzystwo jest jak najbardziej wskazane.

Kiedy mam do załatwienia stresującą mnie sprawę, jakiś problem albo chcę tupnąć nogą o podwyżkę, to powinnam to zrobić przed jedzeniem czy po nim? Zdecydowanie po jedzeniu. Takie sprawy załatwiaj po przerwie obiadowej. Mózg jest wtedy odpowiednio odżywiony, reaguje stosownie do sytuacji, poziom stresu również jest na odpowiednio niskim poziomie.

Skoro nie głodówka i nie zjadanie czegoś, co się kupiło w sklepiku blisko pracy, to może najlepszym pomysłem byłoby wykorzystanie czasu w pracy na jedzenie owoców? Ludzie jedzą przecież ich zdecydowanie za mało… To też nie jest dobry pomysł. Owoce nie służą do tego, żeby się nimi zapychać, bo wprawdzie zawierają witaminy, ale też duże ilości cukrów prostych. Ktoś, kto uważa, że zdrowo się odżywia, bo kupuje kilogram gruszek i podjada je przez cały dzień, tak naprawdę źle się odżywia. Nadmiar cukrów prostych doprowadzi do tego, że rozhuśtamy gospodarkę cukrową w organizmie i przez to będziemy nieustannie głodni. Owoce są wskazane na początku dnia, nigdy na kolację. Po pracy koniecznie zjedzmy ciepły posiłek.

Czyli nie ma wyjścia – trzeba po prostu zawczasu pomyśleć o tym, co jutro zabierzemy do pracy… …dodam jeszcze, że najważniejsza jest konstrukcja naszego posiłku. Kto nauczy się prawidłowej konstrukcji, będzie mógł raz na zawsze pożegnać swoje problemy żywieniowe.

Masz na myśli wyznaczanie stałych godzin posiłków? Nie. Mam na myśli prawidłowe komponowanie każdego zjadanego dania. Powinnaś nauczyć się myśleć o swoim posiłku jak dajmy na to – o konstrukcji solidnego budynku, która uniesie wszystkich jego mieszkańców. Każdy twój posiłek powinien składać się z węglowodanów, białka, warzyw i owoców. Węglowodany to na przykład razowe, ciemne, pełnoziarniste pieczywo, nieoczyszczony ryż, makaron z mąki razowej czy wafle z niełuskanego ryżu. Białka dostarczysz do swojej diety z produktów zwierzęcych lub roślinnych, takich jak mięso, ryby, jaja, sery, produkty mleczne czy warzywa strączkowe. Warzywa i owoce są z kolei nie tylko bogate w błonnik, ale też zawierają mnóstwo witamin i składników mineralnych, bez których dieta nie byłaby odpowiednio zbilansowana. W okresie jesienno-zimowym spokojnie możesz wzbogacić menu o kiszonki i mrożone warzywa.

Podasz przepis na szybkie, tanie i dobrze skonstruowane danie do pracy? Wstajesz, nastawiasz wodę i gotujesz kaszę. Na garnku kładziesz sitko, a na nim brokuły. Szykujesz się spokojnie do pracy, a w tym czasie robi się danie. Gotową kaszę i brokuły przekładasz do pudełka, dokładasz tuńczyka, łososia lub mięso drobiowe. Do tego zabierasz dodatkową porcję warzyw. Tanio, szybko i zdrowo.

I stało się jasne, dlaczego nie dałaś się zdenerwować moimi pytaniami… Ty też nie będziesz się niczym denerwować, jeżeli twoja dieta będzie odpowiednio zbilansowana. To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji.

Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska specjalistka ds. żywienia, dyplomowana dietetyczka. Właścicielka Poradni Dietetycznej „hälsa”, blogerka kulinarna, propagatorka zdrowego, smacznego jedzenia. Autorka książki „Zdrowe wody, czyli pyszne wody smakowe i izotoniki” (Wydawnictwo Zwierciadło). 

  1. Psychologia

Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Wykrywanie kłamstwa było przedmiotem licznych badań naukowych (Vartanian et al., 2012; Jiang et al., 2015) i dzięki obrazowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego można zauważyć, że mózg inaczej reaguje, kiedy kłamiemy, a inaczej, gdy mówimy prawdę.

Mózg kłamcy

Jeśli na zadane pytanie odpowiadamy zgodnie z prawdą, obszary mózgu odpowiedzialne za słuch, następnie za rozumienie, wreszcie: za refleksję – aktywują się w normalny sposób: słuchamy pytania, rozumiemy je i zastanawiamy się nad odpowiedzią. Jeśli oszukujemy, włączają się liczne wyższe funkcje poznawcze. Można zaobserwować silne pobudzenie płata czołowego (odpowiada za refleksję i planowanie), wzrost aktywności kory przedczołowej (odgrywa rolę w kontroli poznawczej i regulowaniu myśli), zwiększenie się aktywności móżdżka (jest związany z funkcjami wykonawczymi) oraz aktywności kory ciemieniowej i śródmózgowia (zaangażowane w funkcjonowanie pamięci roboczej). Do źródeł pamięci roboczej sięgamy między innymi wtedy, kiedy musimy zastosować kontrolę poznawczą i wdrożyć procesy hamowania. Kłamstwo oznacza bowiem konieczność powstrzymania pewnych obszarów mózgu, które chcą powiedzieć prawdę! Im wyższa aktywność obszarów odpowiedzialnych za uruchomienie procesów hamujących, tym lepsza zdolność do kłamstwa! Innymi słowy, sposób komunikacji między poszczególnymi obszarami jest równie ważny, jak ich poziom aktywności i określa taktykę naszego kłamstwa.

Stwierdzono również, że trudności w kłamaniu, czyli poziom aktywacji obszarów mózgu, a także czas odpowiedzi, zależą od cech charakterystycznych bodźca lub formy, jaką przyjmuje kłamstwo, oraz prawdopodobnie typu stawianych pytań. Zresztą przednia część zakrętu obręczy kory aktywuje się mocniej, gdy musimy skłamać spontanicznie w pojedynczej kwestii niż w przypadku okoliczności zapamiętanej i wpisanej w narrację. Zatem większą trudność sprawi kłamstwo w odpowiedzi na nieprzewidziane pytanie, na przykład „Co twoja mama zrobiła wczoraj na kolację?”.

Konflikt emocjonalny spowodowany kłamstwem uaktywni również połączenie między wzgórzem i wyspą. Stąd biorą się tak silne emocje, gdy kłamiemy. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym, bo jeśli oskarżysz swojego partnera bezpodstawnie, także odczuje on silne emocje: wyrażanie emocji nie wystarczy do stwierdzenia, czy ktoś kłamie, czy nie.

Żeby uniknąć zdemaskowania, oszukujący musi zatem najpierw obliczyć ryzyko przyłapania, przypomnieć sobie, co mógł powiedzieć wcześniej (czyli odwołać się do zasobów pamięci), powstrzymać obszary mózgu, które popychają go do powiedzenia prawdy, a następnie wybrać najlepszą strategię odpowiedzi. Zachodzące wtedy w mózgu procesy tworzą pełne połączenie między partiami odpowiadającymi za pamięć roboczą, procesami hamującymi odpowiedź i uważnościowymi, rachunkiem mentalnym i działaniem.

Badacz i psychiatra Daniel Langleben należy do pionierów stosowania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do wykrywania kłamstwa. Jego zdaniem automatyczną reakcją mózgu jest mówienie prawdy (Langleben, 2008).

Im bardziej ludzie rozwijają zdolność do kłamstwa, tym bardziej maleją różnice między poziomem aktywności obszarów mózgu zaangażowanych w kłamstwo i mówienie prawdy. Wydaje się więc, że mózg przyzwyczaja się do kłamstwa.

A co dzieje się w naszym mózgu, gdy ktoś nas oszukuje?

Niewiele jest na ten temat badań, jednak prace Matthew Rushwortha, profesora neuronauk, dają pewne wskazówki. Podczas konferencji Cell Press Lab Links, która odbyła się w Londynie w 2010 roku, wykazał on, że myśl, iż jesteśmy oszukiwani, silnie uaktywnia grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową. Jeśli mamy poczucie zaufania, pozostaje ona spokojna. Kiedy te przewidywania okazują się fałszywe (ktoś nas oszukuje, choć myśleliśmy, że mówi prawdę, i odwrotnie), aktywność naszego mózgu znów się zmienia, pokazując, że tworzymy nowy obraz tej osoby. Zatem konfrontacja z kłamstwem wywołuje w mózgu stan wzburzenia!

Jeśli cierpisz na zespół stresu po zdradzie lub kłamstwo partnera (niezależnie od jego rodzaju) wywołało w tobie traumę, twój mózg – co logiczne – blokuje się. A ten stan angażuje: ciało migdałowate, hipokamp i korę przedczołową.

Ciało migdałowate odpowiada na bodziec oznaczający niebezpieczeństwo. Wytwarza ono poczucie strachu i aktywuje reakcję obronną, czyli ucieczkę lub walkę.

Hipokamp to ośrodek pamięci. Przechowuje wydarzenia.

Kora przedczołowa szacuje, racjonalizuje, planuje i podejmuje decyzje. Reguluje emocje.

Sytuacja stresu pobudza cały ten system, połączony z wyrzutem hormonów, jak adrenalina i kortyzol. Jeśli stres związany z daną sytuacją przekracza nasze zasoby i dociera do przechowywanych wspomnień, system się blokuje i kora przedczołowa nie może efektywnie pracować. Mózg i ciało pozostają w stanie permanentnego napięcia, co długoterminowo prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Mózg łapie wirusa i nie możemy robić nic innego.

Fragment pochodzi z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”