1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Stan zapalny organizmu - co to jest i jak sobie z nim radzić?

Stan zapalny organizmu - co to jest i jak sobie z nim radzić?

Badania pokazują, że świetnie przeciwzapalnie działa dieta śródziemnomorska, a zwłaszcza oliwa. (Fot. Getty Images)
Badania pokazują, że świetnie przeciwzapalnie działa dieta śródziemnomorska, a zwłaszcza oliwa. (Fot. Getty Images)
Stan zapalny. Już sama nazwa mówi, co to takiego: pali się! Zgaśmy więc pożar w organizmie dietą. Nie zaszkodzi też picie wody – tak się przecież walczy z ogniem.

Czym jest stan zapalny? To naturalna i wrodzona odpowiedź obronna naszego ciała, która ma za zadanie ograniczenie liczby niebezpieczeństw i napastników. W wersji idealnej stan zapalny to nasilenie reakcji obronnej, która z czasem ulega osłabieniu i samoistnemu wyciszeniu. Główne objawy stanu zapalnego to podwyższenie temperatury, zaczerwienienie, obrzęk i ból.

Niestety, w związku ze zmianami środowiska, nasileniem stresu, wzrostem zanieczyszczeń oraz innych czynników, które wymieniać mogłabym do końca tego tekstu, coraz częściej w naszym ciele wybucha pożar, który wcale nie gaśnie. Co więcej – niekiedy wybucha bez powodu. W przypadku chorób autoimmunologicznych komórki układu odpornościowego atakują swoje własne tkanki (np. tarczycę, trzustkę, stawy czy jelita) i traktują jak wrogów. Wielu z nas żyje z permanentnym stanem zapalnym niektórych tkanek, czuje osłabienie i zmęczenie (bo organizm jest w stanie nieustającej wojny i traci mnóstwo zasobów na jej toczenie), a pacjent nawet nie wie, że może być inaczej, bo zapomniał, jak się czuł, kiedy było dobrze. Zmiany na gorsze zachodziły stopniowo, niepostrzeżenie, każdego dnia. Chociażby w tkance tłuszczowej u osób otyłych – ten pożar tli się nieustannie. Zachęcam do wprowadzenia do diety strażackich produktów, abyśmy mogli ugasić stan zapalny i wrócić do równowagi.

Warzywa i owoce pełne są substancji przeciwutleniających, które radzą sobie ze skutkami stanów zapalnych, ale również wygaszają je – dzięki witaminie C, E oraz beta-karotenowi, który następnie może przekształcić się w witaminę A.

Pomocna może być oliwa. Badania pokazują, że świetnie przeciwzapalnie działa dieta śródziemnomorska, a zwłaszcza jeden z jej składników. Pewien specjalista od zapachów, gdy odwiedził Europę i poczuł zapach świeżej oliwy, pomyślał o lekach przeciwbólowych. Okazało się, że ów zapach to oleokantal – substancja zawarta m.in. w ibuprofenie, przeciwdziałająca m.in. stanom zapalnym stawów. Włączcie więc do diety oliwę extra virgin tłoczoną na zimno – nawet do 50 ml dziennie.

Tłuszcze to chyba najważniejsza zmienna w interesującym nas temacie. Te z grupy omega-3 powinniśmy spożywać w jak największych ilościach (ich źródłem są ryby i wodorosty, olej lniany, orzechy włoskie), bo stany zapalne wyciszają. Z kolei prozapalnie działają tłuszcze z grupy omega-6, a przede wszystkim tzw. tłuszcze trans. Znajdują się one w wysoko przetworzonej żywności, utwardzonych tłuszczach roślinnych (margarynach) i wielu wypiekach cukierniczych. Niestety, polskie ustawodawstwo nie wymaga nawet podawania informacji na opakowaniach produktów o wykorzystaniu takich tłuszczów.

Co jeszcze możemy zrobić? Gryźć orzechy! Według badań Global Burden of Disease na trzecim miejscu przyczyn przedwczesnej śmierci i inwalidztwa jest zjadanie niewystarczającej ilości pestek i orzechów. Garść orzechów każdego dnia może wydłużyć nasze życie w zdrowiu średnio o dwa lata. Zalecam więc różne orzeszki i pestki. I jeszcze jedno: dwa orzechy brazylijskie zaspokajają dzienne zapotrzebowanie na selen. A to kolejna substancja przeciwzapalna (dużo jej również w ostrygach).

Pozostałe słynące z przeciwzapalnych właściwości produkty, które warto dorzucić do codziennej diety, to m.in. imbir, bazylia, mniszek lekarski, stewia, aloes, czarnuszka, nagietek lekarski, zielona herbata, gorzka czekolada i niewielkie ilości czerwonego wina (alkohol generalnie jest w tej szkodliwej grupie).

I wreszcie – grzeb w ziemi. Są w niej bakterie, które podczas pracy w ogródku unoszą się i trafiają do naszych dróg oddechowych i do ust, poprawiają nam humor i również wygaszają zapalenia w organizmie. Dlatego nieumyta marchewka prosto z grządki będzie świetną przekąską.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Ile wody potrzebuje twój organizm? Ciekawostki na temat nawadniania latem

Wystarczy, że stracimy około 2 proc. wody, której organizm potrzebuje do funkcjonowania, by uruchomić pierwszy dzwonek alarmowy: uczucie pragnienia. Jeśli nie wstaniemy po szklankę płynu, ciało zacznie powoli wprowadzać „stan specjalny”. (Fot. iStock)
Wystarczy, że stracimy około 2 proc. wody, której organizm potrzebuje do funkcjonowania, by uruchomić pierwszy dzwonek alarmowy: uczucie pragnienia. Jeśli nie wstaniemy po szklankę płynu, ciało zacznie powoli wprowadzać „stan specjalny”. (Fot. iStock)
Upalne dni coraz bardziej cię męczą i pozbawiają energii? Suchość w gardle, pot na skórze, uczucie rozbicia? Dowiedz się, jak zapewnić sobie zdrowe orzeźwienie i prawidłowo uzupełniać braki płynów.

Łagodne odwodnienie to stan, którego przynajmniej raz w życiu doświadczył każdy z nas. Okazuje się bowiem, że aby się odwodnić, wcale nie trzeba mieć przez kilka dni biegunki i wymiotów (każda z tych dolegliwości szybko odwadnia, a w połączeniu odwadniają wprost błyskawicznie) lub infekcji z wysoką gorączką. – Wodę tracimy cały czas – wyjaśnia Magdalena Rybner, specjalista medycyny rodzinnej. – Nerki przerabiają ją na mocz, wykorzystując codziennie ok. 1,4 litra. Wydychamy 0,4 litra wody na dobę, skóra wypija 0,2 litra dziennie. Z potem tracimy około 0,5 litra.

Ale ta ostatnia wartość obowiązuje w tzw. normalnych warunkach. W czasie upałów lub w trakcie intensywnego wysiłku ilość produkowanego i wydalanego potu może wynosić nawet 4 litry! Okazuje się, że nawet pływając w – wydawałoby się – chłodnej wodzie, także się pocimy... Ale wcale nie trzeba większego wysiłku – zwykle siedzenie przez wiele godzin przy biurku może prowadzić do lekkiego odwodnienia, jeśli przez cały ten czas niczego nie pijemy ani nie zjemy pokarmu bogatego w wodę. Magdalena Rybner twierdzi, że wystarczy jak stracimy około 2 proc. wody, której organizm potrzebuje do funkcjonowania, by uruchomić pierwszy dzwonek alarmowy: uczucie pragnienia. Jeśli nie wstaniemy po szklankę płynu, ciało zacznie powoli wprowadzać „stan specjalny” – będzie wchłaniać wodę z jelit. Odebrana jelitom i nerkom woda jest przekierowywana do osocza.

Jeśli woda wciąż nie trafi do organizmu, już nie tylko mocz się zagęści, ale także osocze, wzrośnie też w nim ilość sodu – to na tym etapie poczujesz, że jesteś osłabiona, masz kompletnie suche usta, a język wprost klei się do podniebienia. Kolejny etap to wzrastające zatrucie organizmu: w końcu nerki przestają pracować, nie są więc usuwane produkty przemiany materii. Wystarczy, by organizm utracił zaledwie jedną piątą swojej wody, by nie przeżyć takiej „posuchy”.

Doceń wodę

Kobiece magazyny i lekarze powtarzają jak mantrę zalecenie: pij każdego dnia półtora litra płynów – najlepiej wody. Minimalna ilość chroniąca cię przed odwodnieniem to około pięciu szklanek na dobę – natomiast ilość zalecana to 8–10 szklanek. Niektórym łatwiej jest liczyć wodę właśnie na szklanki. Inni wolą kupić po prostu zgrzewkę mineralnej z półtoralitrowymi butelkami i codziennie wypić jedną. Ale mało kto pije, bo wie, że powinien – większość z nas wędruje po wodę do kuchni, kiedy poczuje pragnienie. – Tymczasem nie zawsze jest to dobry wskaźnik nawodnienia organizmu! – ostrzega Magdalena Rybner. – Byłoby super, gdybyśmy reagowali odpowiednio szybko. Tymczasem wiele osób nie zauważa lekkiego „przesuszenia”, sięgając po napoje dopiero, gdy czuje wyraźne pragnienie. To błąd, bo takie odczucie oznacza, że organizm już zaczął się odwadniać.

Zdaniem Magdaleny Rybner, dobrym wskaźnikiem właściwego nawodnienia organizmu jest kolor naszego moczu. Kiedy jest jasnożółty bądź słomkowy – wszystko w porządku. Ale kiedy zaczyna ciemnieć – zaniedbaliśmy podaż płynów! Trzeba więc szybko sięgnąć po wodę i wypić przynajmniej szklankę – ale małymi, wolnymi łyczkami. – Jeśli jesteś odwodniona do tego stopnia, że czujesz zawroty głowy i osłabienie, woda może nie wystarczyć – ostrzega Magdalena Rybner. – Wtedy lepiej się nawodnisz płynem z elektrolitami – kupisz je w każdej aptece bez recepty. Podczas upałów dobrze mieć w domu zapas i codziennie je uzupełniać, bo łatwo „uciekają” z potem.

Ciekawostki na temat nawadniania organizmu latem

Ostrożnie z kawą i herbatą. Ich picie nie liczy się w bilansie płynów, a raczej liczy się „odwrotnie”: tyle kawy, ile wypiłaś, powinnaś od ogólnej ilości płynów odjąć. Pamiętaj, że napoje, które podnoszą ciśnienie krwi (należą do nich nie tylko kawa, ale też cola i inne „specyfiki” z kofeiną czy guaraną), sprawiają, że organizm – by ciśnienie obniżyć – wydala więcej płynów!

Nie tylko napoje. Do całkowitego bilansu płynów w ciągu dnia zalicza się nie tylko woda. Wiele pokarmów zawiera jej całkiem sporo, więc także pomagają uzupełniać płyny. Nawet tak „suchy” prowiant jak kanapka zawiera ok. 40 proc. wody, a mięso ma jej 50–75 proc. Zupa to prawie 90 proc. wody. Nie tylko z tego powodu, że warzywa w niej „pływają” – ale też dlatego, że podobnie jak owoce, są niezwykle bogate w wodę. I tak, dla przykładu, melon to 92 proc. wody, truskawki – 90, pomarańcze, jabłka i gruszki ok. 85 proc. Ogórki biją nawet w tej kategorii melony: zwierają aż 96 proc. wody. Cukinia składa się z niej w 93 proc., marchew w 89, a ziemniaki w 77 proc. Osoba, która je dużo warzyw i owoców, może przyjąć, że z samym jadłospisem dostarcza sobie około litra wody. Resztę trzeba „dopić”.

Letni niezbędniczek

  • Ile? O tej porze roku trzeba się nawadniać często, a im goręcej, tym więcej powinniśmy pić. W czasie dużych upałów wskazane jest nawet do 3 litrów dziennie.
  • Co? Sama woda wbrew pozorom wcale nie wchłania się szybko. Najlepiej wzbogacić ją o sól – czyli sód. Pragnienie więc najszybciej ugasisz wodą mineralną o wysokiej zawartości minerałów – w tym sodu.
  • Jak? Trzeba pić małymi łyczkami i powoli, w ten sposób wypełni się łożysko naczyniowe, czyli woda zostanie w organizmie. Picie wody duszkiem sprawi tylko, że przez nas przeleci.
  • Gdy termometr wskazuje powyżej 30°? W okresie intensywnego pocenia się bardziej od wody wskazane są napoje izotoniczne lub rozpuszczane w wodzie elektrolity, które można kupić w aptece – każdy powinien wypić jeden taki napój dziennie. Z bąbelkami czy bez? Nie ma to większego znaczenia, podobnie jak temperatura napoju – pamiętaj jednak, że przy rozgrzanym ciele napój prosto z lodówki może spowodować zbytnie wychłodzenie i przeziębienie.

  1. Zdrowie

Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko ciało, ale i mózg

Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko nasze ciało, ale i mózg, któremu dziś o wiele częściej brak gimnastyki niż analiz i zagadek logicznych. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany i zmęczony – tym więcej się ruszaj.

Lęki, troski, zmartwienia nie zależą wcale od tego, co nam się przytrafia, a od tego, jak zareaguje na to nasz mózg, który jest głównym regulatorem dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego. A mózg potrzebuje nie tylko treningu umysłowego, ale i ćwiczeń fizycznych.

„Pomimo wszystkich korzyści materialnych, jakie dał nam osiadły tryb życia, tkwi w nas pewien niepokój, poczucie niespełnienia” – brzmi motto książki „W zdrowym ciele zdrowy mózg” napisanej przez szwedzkiego psychiatrę Andersa Hansena. Owo poczucie niespełnienia, wewnętrzne rozedrganie dotyka coraz młodszych ludzi. Lekarze, psychiatrzy i terapeuci od lat szukają przyczyn pogarszającej się kondycji fizycznej i psychicznej swoich pacjentów. Powstają nowe jednostki chorobowe, takie jak tężyczka, fibromialgia, Hashimoto, których objawy są w zasadzie bardzo podobne: chroniczne zmęczenie, brak sił witalnych, problemy z pamięcią i koncentracją, okresowe spadki energii, mgła umysłowa, niska odporność na stres albo ataki paniki. Pogarszające się samopoczucie, brak diagnozy i bezradność prędzej czy później doprowadzają zdesperowanego człowieka do gabinetu psychiatry albo psychoterapeuty. Dobrze dobrany antydepresant czy lek przeciwlękowy mogą poprawić komfort życia, ale poczucie oddzielenia: „głowa swoje, a ciało swoje” – pozostaje. Nadmierne obciążenie układu nerwowego przy jednoczesnym zmniejszeniu aktywności układu ruchowego to największa bolączka naszych czasów. Siedzący tryb życia i przeżywanie go – w dużym stopniu – w myślach, zamiast realizowania w działaniu, prowadzą do tego, że mózg staje się coraz bardziej niespokojny i szybciej się starzeje.

W ruchu

Pierwsze komórki mózgowe powstały 600 milionów lat temu. Prawdopodobnie miały koordynować ruchy prymitywnych zwierząt, co oznacza, że podstawowa funkcja pierwotnych neuronów była związana z poruszaniem się. Być może najważniejszym zadaniem mózgu jest skłonić nas do ruchu, a nie do myślenia. Bezruch sprawia, że nasz mózg powoli umiera.

Autor wspomnianej książki przytacza badania 60-latków, z których jedna grupa kilka razy w tygodniu chodziła na spacery, a druga wykonywała spokojne ćwiczenia, w czasie których ich puls nie przyspieszał. Okazało się, że spacerowicze mieli nie tylko lepszą kondycję, ale ich mózgi pracowały bardziej efektywnie (co potwierdzono w trakcie rozwiązywania testów psychologicznych). Zaobserwowano, że wzmocniły się połączenia pomiędzy różnymi płatami mózgu, a to poprawia jego efektywność. Hipokamp – część mózgowia odpowiedzialna przede wszystkim za pamięć i odczuwanie emocji, wręcz się zwiększa. Hansen pisze, że codzienny spacer zmniejsza ryzyko demencji o 40 proc. Jest o wiele istotniejszy niż krzyżówka, nie tylko jako ochrona przed otępieniem, lecz także jako czynnik poprawiający nasze zdolności poznawcze. No cóż, już Hipokrates powiedział, że najlepszym lekarstwem dla człowieka jest chodzenie.

Jak plastelina

Mózg rozwija się przez całe życie. To efekt neuroplastyczności, czyli zdolności tkanki nerwowej do tworzenia nowych połączeń, mających na celu ich reorganizację, adaptację, zmienność i samonaprawę oraz procesy uczenia się i pamięć. Badania nad neuroplastycznością mózgu pokazały, że niewiele rzeczy stymuluje ją równie skutecznie jak aktywność fizyczna – już 20–30 min ruchu dziennie poprawia podatność mózgu na zmiany. Jednym z mechanizmów odpowiedzialnych za ten proces jest GABA – aminokwas, który działa w mózgu jak hamulec spowalniający jego nadaktywność. Mniej aktywny mózg staje się bardziej elastyczny i podatny na reorganizację.

Regularna aktywność fizyczna uczy także nasz organizm „wyważonej” reakcji na stres. To dlatego, że podczas regularnych treningów, które dla organizmu są również w pewien sposób źródłem niepokoju, kortyzol (hormon stresu) wytwarza się stopniowo, w coraz mniejszej ilości przy każdym kolejnym treningu, a po jego zakończeniu spada do poziomu niższego niż przed ćwiczeniami, co powoduje normalizację wydzielania kortyzolu także w innych sytuacjach stresowych.

Aktywność ruchowa dobrze działa również na na płat czołowy, a bardziej aktywny płat czołowy sprawia, że w nagłej sytuacji reagujemy mniej emocjonalnie i mniej irracjonalnie. Lepsza integracja płata czołowego z ciałem migdałowatym (odpowiadającym za emocje) prowadzi do lepszego zarządzania emocjami w obliczu trudnych wyzwań.

Odporność na stres zwiększa także masa mięśniowa, ponieważ mięśnie pełnią funkcję oczyszczalni, która uwalnia organizm od szkodliwych substancji trafiających do krwiobiegu w sytuacji walki lub ucieczki, tzw. chemii stresu. Jedną z nich jest kinurenina – niebezpieczny dla mózgu metabolit. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany, zmęczony psychicznie i fizycznie – tym więcej i częściej się ruszaj.

Bieg o przetrwanie

Owo wspomniane wcześniej wewnętrzne rozedrganie, napięcie czy poczucie niespełnienia to… efekt niespokojnego mózgu. Ponieważ do jego podstawowych zadań należy zapewnienie nam przetrwania, wszystkie zmysły nastawione są na wytropienie potencjalnego niebezpieczeństwa. Mózg wzbudza się, gdy tylko „zwietrzy” zagrożenie, i uspokaja pod wpływem ruchu, bo ruch zwiększał szanse człowieka na przeżycie. Tak to wymyśliła natura i pomimo rozwoju cywilizacji, niewiele się w tej sprawie zmieniło. Nie musimy już uciekać przed groźnym dinozaurem ani polować, żeby zdobyć pożywienie, jednak nadal kiedy biegamy (nawet po bieżni w siłowni), mózg interpretuje aktywność właśnie w taki sposób: robisz coś, by zwiększyć szanse na przetrwanie – zatem twój niepokój i stres się zmniejszają.

Zaburzenia lękowe są efektem zbyt dużej aktywności układu stresowego w mózgu i dostrzeganiu przez ciało migdałowate nieistniejącego zagrożenia. Intensywne ćwiczenia fizyczne wzmacniają mechanizmy hamujące niepokój, które wyciszają ciało migdałowate, obniżając poziom lęku. Odwrażliwiają nasz organizm na podwyższone tętno, które występuje zarówno w trakcie reakcji lękowych, jak i ćwiczeń fizycznych. Uczymy się, że przyspieszona akcja serca i oddech nie muszą być niczym niebezpiecznym. Po intensywnym ruchu odczuwamy spokój i dostajemy nagrodę w postaci endorfin i dopaminy, czyli hormonów zadowolenia i szczęścia. Jeśli cierpisz na ataki paniki, koniecznie zacznij ćwiczyć, ale najpierw powoli i spokojnie, stopniowo podnosząc poprzeczkę tak, by przyzwyczaić swój organizm do wysiłku i odczuć zmiany w ciele z nim związane.

Z badań przytoczonych w książce „W zdrowym ciele zdrowy mózg” wynika, że w depresji aktywność fizyczna może przynosić takie same efekty jak antydepresanty – podnosi poziom serotoniny, noradrenaliny i dopaminy. Poza tym regularna aktywność ruchowa zmniejsza ryzyko nawrotu. Najskuteczniejszą formą ruchu okazuje się bieganie: minimum 30 minut, najlepiej trzy razy w tygodniu. Można zacząć od spaceru, stopniowo zwiększając jego czas i intensywność. Jest tylko jedno „ale”… samo podniesienie poziomu neuroprzekaźników (za pomocą antydepresantów czy ruchu) to za mało. Cudownym „lekarstwem” na depresję, młodość i poprawę funkcji poznawczych jest tak naprawdę BDNF – substancja wytwarzana przez mózg, m.in. w korze mózgowej i hipokampie. Chroni neurony, zapobiega niszczeniu komórek, uczestniczy też w powstawaniu nowych. Wzmacnia połączenia między neuronami, wpływa na zdolność uczenia się i pamięć. Oczywiście poziom BDNF podwyższa aktywność ruchowa, szczególnie wtedy, gdy nasze tętno znacząco przyspiesza.

Wrażliwy, bo solidny

Ale to nie wszystko. Regularne uprawianie jakiejś aktywności sportowej zmienia podstawowe cechy osobowości, np. obniża cynizm i neurotyczność, zwiększa poczucie więzi z innymi. Wzmacnia także siły twórcze; japoński pisarz Haruki Murakami podobno wstaje o czwartej rano, pracuje do dziesiątej, potem je lunch, przebiega 10 km i pływa, popołudnie przeznacza na czytanie i słuchanie muzyki. Twierdzi, że siła fizyczna czerpana z treningu jest równie ważna jak wrażliwość artystyczna. I kreatywność, na którą większy wpływ od zmiany otoczenia ma właśnie spacer i bieg. Podczas intensywnego ruchu zwiększa się przepływ krwi w naszym mózgu, a to potęguje zdolności poznawcze. Jeśli jednak ruch jest zbyt intensywny, krew zostaje przekierowana z mózgu do mięśni.

Wszyscy zgadzamy się z tym, że ruch to nie tylko aktywność fizyczna. Jeśli trzy razy w tygodniu przebiegasz 10 km, a pozostały czas spędzasz przed monitorem komputera albo w fotelu, efekty zdrowotne treningów znacznie się obniżają. Mózg zbyt długo zajęty myśleniem, ale też „bezmyśleniem” (np. przed telewizorem), do tego pozostający w bezruchu, zaczyna się niepokoić. Ruch to także na przykład cogodzinne przerwy od pracy i krzątanie się po domu. Podobnie jak praca na przemian w fotelu i na stojąco, np. przy biurku, przy którym można stać. Regularne „wychodzenie z głowy” i wracanie do ciała; obserwacja oddechu, skanowanie ciała czy choćby rozprostowywanie nóg.

Każdy najmniejszy ruch jako przeciwwaga do aktywności umysłowej przywołuje nas do ciała, ożywia je, przenosi uwagę z myślenia na czucie, uwalnia emocje i pozwala zrealizować podstawową potrzebę człowieka – potrzebę przyjemności.

To działa!

Ruch jest najprostszym, najskuteczniejszym i najłatwiej dostępnym lekarstwem na bolączki ciała, umysłu i duszy we współczesnym świecie. Pamiętaj, że:

  • trening kondycyjny jest bardziej skuteczny niż trening siłowy, czyli: szybki marsz, bieganie, jazda na rowerze, skakanka czy wspinaczka - ważne, by tętno było szybsze niż normalnie;
  • najlepiej zacząć od 20-minutowego treningu, stopniowo zwiększając czas i intensywność ćwiczeń;
  • warto raz w tygodniu dać sobie porządnie w kość, np. wybierając trening interwałowy - tj. krótkotrwałe intensywne ćwiczenia na przemian z lżejszymi;
  • najlepiej ćwiczyć regularnie, min. dwa, trzy raz w tygodniu;
  • jeśli z jakiegoś powodu nie możesz intensywnie trenować, to przynajmniej codziennie spaceruj.

Polecamy: „W zdrowym ciele zdrowy mózg”, Anders Hansen, wyd. Znak

  1. Zdrowie

Woda - źródło życia

fot. istock
fot. istock
Zespół chronicznego zmęczenia, syndrom wypalenia, zespół nieszczelnych jelit – są badacze, którzy twierdzą, że to skutek intensywnej pracy w nowoczesnych biurowcach w obecności smogu elektromagnetycznego. Jak z tym walczyć? Napijmy się strukturalnej wody.

– Kiedyś mieliśmy Dziadka Mroza, który malował na szybach kwiaty. Można je było podziwiać jeszcze w latach 60. i 70. – mówi dr Grażyna Pająk, hydrobiolog, endoekolog. – Dziś, gdy jadę tą samą ulicą, choć część okien ma nadal stare drewniane, skrzynkowe ramy, a mieszkania są ogrzewane piecami, na szybach nie ma już malunków.

Mówi się, że to za sprawą szczelniejszych okien, innego typu ogrzewania itp. Prawdziwym powodem jest zmiana częstotliwości pól elektromagnetycznych w środowisku, które wywołują urządzenia emitujące sztuczne fale elektro­magnetyczne, na przykład: maszty komunikacyjne, przekaźniki telewizyjne, stacje radiolokacyjne, stacje transformatorowe, linie wysokiego napięcia, nadajniki GPRS, słupy wysokiego napięcia, a także wykorzystywane przez nas wszystkich każdego dnia urządzenia zasilane energią elektryczną emitujące sztuczne pola elektromagnetyczne (EM). Te pola, nakładając się na siebie, tworzą właśnie smog elektromagnetyczny (SM), który wpływa na strukturę wody w ten sposób, że przestaje ona być krystaliczna. I z okien, szyb samochodów nie zdrapiemy już śnieżynek. Chyba że w czasie mrozu zaparkujemy w puszczy, tam karoseria zaskrzy się jak posypana gwiazdami. W mieście auto będzie wyglądało jak opakowane w lodowe pleksi.

Dobre słowa

Woda w naturze buduje kryształy. Gdy jest zanieczyszczona smogiem elektromagnetycznym, jej atomy układają się chaotycznie. Japoński badacz, doktor medycyny alternatywnej Masaru Emoto, autor m.in. „Wody. Obrazu energii życia”, eksperymentował z wodą, a potem ją zamrażał i fotografował stworzone przez nią struktury. Wodę pochodzącą z tego samego źródła poddawał wpływowi różnych, wydawać by się mogło, nieistotnych czynników, na przykład stawiał obok głośników, z których płynęła muzyka Beethovena, Mozarta albo heavy metal. Wyjątkowo symetryczne i piękne kryształy, przypominające śnieżynki, tworzyła woda, która słuchała muzyki klasycznej. W przypadku heavy metalu było inaczej – nie miała harmonijnych struktur. Masaru Emoto naklejał także na pojemniki z wodą napisy o różnym zabarwieniu emocjonalnym: „wdzięczność”, „wrogość” itp. Po zamrożeniu okazywało się, że obrazy wody były inne. Jeśli damy mu wiarę, to dajmy ją i mądrości ludowej, która głosi, że woda ma pamięć. Ale nawet jeśli w to nie uwierzymy, urzeknie nas niezwykłością kształtów struktura wody, którą poddano energii słów „miłość” i „wdzięczność”.

– W „Trylogii” Sienkiewicza pewna kobieta mówi do mężczyzn: „Przestańcie się kłócić, bo mi się woda w wiadrze zepsuje” – wspomina dr Grażyna Pająk. – Nie mogłam tego zdania zrozumieć przez lata, tym bardziej że gdy pracowałam w zakładzie naukowym, obowiązywał paradygmat molekularny, na którym oparta jest uniwersytecka nauka. I dopiero kiedy zrozumiałam, że świat można wyjaśnić dzięki fizyce, która uznaje, że wszystko jest energią, jaśniejsze stało się dla mnie, jak funkcjonuje natura, nasze organizmy i co dzieje się z Dziadkiem Mrozem. Teraz mogę metaforycznie powiedzieć, że woda ma pamięć, że jest z nią podobnie jak z nami. Dobre słowa nas prostują, radują, sprawiają, że rośnie nasza energia i nabieramy blasku. Słowa pełne agresji niszczą, pod ich wpływem kurczymy się, źle się czujemy, chorujemy.

Czemu się tak dzieje? Otóż dzięki właściwej informacji poprawia się struktura wody w naszym ciele. A przecież w ok. 70 proc. jesteśmy zbudowani z wody.

– Z  japońskich i koreańskich badań wynika, że agresja i krytyka nasilają procesy utleniania i gnicia. Natomiast radość, miłość i szczęście sprzyjają procesom redukcji i fermentacji, ułatwiającym regenerację i oczyszczanie. Przecież coraz częściej mówi się o tym, że nasze mózgi mają udział nie tylko w percepcji otaczającego nas świata, lecz także w tworzeniu nowej rzeczywistości – mówi dr Pająk.

Holistyczna jedność świata

– W pierwszej połowie XX wieku prof. Aleksander Gurwicz, rosyjski biolog, odkrył doświadczalnie, że woda w naczyniach ze szkła kwarcowego może się komunikować. Udowodnił, że jeżeli do naczynia z wodą destylowaną włożymy naczynie z wodą źródlaną o wysokich wibracjach, to woda destylowana przejmie drgania źródlanej – mówi dr Pająk.

Nauka oparta na paradygmacie chemicznym nie wyjaśni, jak to się dzieje, bo skoro do wody nie dolewamy lub nie dosypujemy niczego, to nie powinna się zmieniać. Ale zgodnie z fizyką kwantową, według której wszystko jest energią i informacją, taka zmiana jest możliwa. Badania w Austrii pokazały, jak bardzo dotyczy to także relacji między człowiekiem a wodą. I oto pijąc 100 ml wody strukturalnej o wyższych wibracjach, możemy przenieść jej drgania i wzmacniać obieg energii w ciele. Działa tu ta sama zasada przenoszenia wibracji.

Ponad 20 lat temu, robiąc badania w jednej z placówek naukowych, przekonałam się, że woda w naturalny sposób sama się oczyszcza. Badając próbki wody pobrane ze zbiornika zaporowego bezpośrednio po burzy, w trakcie której woda intensywnie falowała, widziałam, że samoczynnie się oczyszczała, odzyskiwała właściwą strukturę. Nikt z nas nie wiedział, dlaczego po kilku godzinach znikały z niej komórki glonów wraz z pancerzykami okrzemek, a w zamian pojawiały się miliony bardzo drobnych, nieoznaczalnych wówczas struktur. Dopiero po latach zrozumiałam ten proces, gdy rosyjscy i austriaccy naukowcy potwierdzili, że w wodzie o właściwych wibracjach pojawia się pikoplankton – bardzo drobne bakterie, które samoczynnie ją oczyszczają. Po takiej burzy pikoplankton namnażał się w naturalny sposób, a wówczas zbiornik sam się oczyszczał – opowiada dr Pająk.

Zjawisko samoczynnego oczyszczania zachodzi też, kiedy woda w rzece płynie, pokonując przeszkody, wędrując od brzegu do brzegu. Jeśli brzegi są wybetonowane, proces ten jest ograniczony. Wodzie potrzebna jest swoboda, przepływ przez naturalne koryto, wpadanie w ruch wirowy, napowietrzenie. Niegdyś wodę czerpano wprost ze źródła lub studni. W starożytnym Rzymie płynęła rynnami, które gwarantowały jej swobodny przepływ, co pozwalało zachować życiodajną energię. Współcześnie w rurach, pod wpływem ciśnienia, struktury informacyjne wody ulegają zniszczeniu, a zawartość tlenu jest mniejsza niż w naturalnym środowisku.

Człowiek zagraża śnieżynce

Tempo rozwoju współczesnej cywilizacji jest ogromne, wielokrotnie przerasta szybkość ewolucji. Nasze organizmy nie mają aż takich zdolności adaptacyjnych, by za tymi zmianami w środowisku nadążyć. Już pod koniec XX wieku prof. Ulrich Warnke w książce „Ryzyko utraty zdrowia” pisał, że wchodzimy w wiek wysokiej techniki, mając strukturę człowieka pierwotnego. Jednak większość ludzi nie widzi zależności między środowiskiem a zdrowiem – mówi dr Pająk. Tymczasem żyjemy w skrajnie nienaturalnym środowisku. Wykorzystujemy wiele urządzeń zasilanych energią elektryczną, które emitują sztuczne pola elektromagnetyczne. Źródłem promieniowania elektro­magnetycznego są kuchenki elektryczne, komputery, telefony komórkowe, telewizory, radia itp. Życie spędzamy dziś w smogu elektromagnetycznym, który rozsiewają sieć elektryczna i wszystkie urządzenia wytwarzające fale elektromagnetyczne o wysokiej częstotliwości, o działaniu ciągłym i impulsowym. Skutki nie są do końca poznane przez naukę konwencjonalną. Mimo to w niektórych krajach podczas docieplania budynków zakłada się specjalną siatkę z włókien metalowych tworzących ekran, który ma redukować m.in. promieniowanie wysokiej częstotliwości, w budynkach umieszcza się harmonizatory przestrzeni neutralizujące szkodliwe promieniowanie.

Jak nam dokucza smog

Zespół chronicznego zmęczenia, syndrom wypalenia, zespół nieszczelnych jelit, zespół cieśni nadgarstka – to kilka przykładów dolegliwości przypisywanych intensywnej pracy w biurowcach w obecności smogu elektromagnetycznego i klimatyzacji. Białe kołnierzyki spędzają w nich wiele godzin dziennie. Na lunch wychodzą bladzi, opuchnięci, zmęczeni. Ten charakterystyczny wygląd bierze się stąd, że pracują w zamkniętych pomieszczeniach, nie mają kontaktu ze słońcem, które odpowiada za produkcję witaminy D3. Za to narażeni są na infekcje górnych dróg oddechowych, bo oddycha za nich klimatyzacja. A do tego smog, który rodzi się nad kilometrami kabli, zmienia jonizację powietrza na niekorzystną. Gdy wracają do domu, nie jest lepiej: telewizor, ukochany laptop na kolana, komórka przy uchu i znów... Smog elektromagnetyczny szczerzy kły. Dajmy mu się napić strukturalnej wody, może pęknie? Każdy z nas, gdyby znalazł się w miejscu, gdzie częstotliwości pól elektromagnetycznych byłyby takie jak 140 lat temu na łące, czyli nim włączyliśmy pierwszą żarówkę i zaburzyliśmy środowisko, poczułby ulgę w całym ciele. Ale skąd wziąć takie miejsce? Możemy zrelaksować się w basenie z ożywioną, strukturalną wodą. Kąpiel w niej resetuje szkodliwe częstotliwości i przywraca równowagę w organizmie. Są w Polsce baseny z taką wodą. Są też urządzenia neutralizujące smog i przywracające prawidłową strukturę wody – zbudowane m.in. z krzemu – dzięki którym woda strukturalna może popłynąć nawet z kranu.

– Przez wieki żyliśmy w naturalnym środowisku. Nie mieliśmy sztucznych pól elektromagnetycznych, martwej wody, przetworzonej żywności. Słońce, Księżyc, a także cała przyroda promieniowały właściwą energią, harmonizując otoczenie – mówi dr Pająk. – Chorowaliśmy, ale nie tak jak dziś, kiedy trudno pokonać choroby cywilizacyjne, może właśnie dlatego, że ich przyczyny są poza zasięgiem uniwersyteckiej medycyny.

Ziarno prawdy

Woda żywa znana jest z bajek. Choćby z tej napisanej przez braci Grimm, w której najmłodszy z synów króla zdobywa ją, by go uzdrowić. W baśniach wodę żywą udaje się posiąść tylko temu, kto okazuje szacunek wszelkim żywym istotom. Co więcej, trzeba po nią wędrować w góry. Tymczasem woda z lodowców ma taką samą strukturę jak ta w komórkach naszego ciała. Dlatego łatwo do nich wnika i umożliwia oczyszczenie oraz wzmocnienie. Dowodem są Jakuci, mieszkańcy Syberii, pijący wyłącznie wodę z lodowca i cieszący się dobrym zdrowiem i długowiecznością. Woda ze świętych źródeł to w tym ujęciu ta, która ma harmonijną strukturę, i dlatego po zetknięciu z nią woda w naszym ciele przejdzie w stan właściwej struktury i naprawi oraz oczyści komórki ciała.