1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Jakie błędy robimy w przyjmowaniu leków i suplementów? Pytamy specjalistkę

Jakie błędy robimy w przyjmowaniu leków i suplementów? Pytamy specjalistkę

Fot. Wildpixel/Getty Images
Fot. Wildpixel/Getty Images
Dbamy o siebie. Robimy regularnie badania, bierzemy zapisane przez lekarzy leki. A jednak nie zawsze wszystko działa, jak trzeba, leki nie dają takich efektów, jakich oczekiwaliśmy. Przyczyny mogą być banalne. Jakie robimy błędy i jak ich unikać?

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” /2026.

Nieświadomie – i działając w imię zdrowia – możemy osłabiać działanie leków. Na przykład tym, co jemy. I nie mówimy o jedzeniu śmieciowym, wysoko przetworzonym. Nie – źródłem problemów może być choćby… błonnik. Niezbędny dla organizmu. A jednak zmniejsza wchłanianie niektórych antybiotyków, leków przeciwdepresyjnych czy przeciwbólowych. Dlaczego tak się dzieje? – Błonnik przyspiesza perystaltykę jelit, a to ma istotne znaczenie dla wchłaniania – tłumaczy dr hab. Mariola Herbet, profesorka Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Im szybsza perystaltyka jelit, tym mniej substancji wchłania się do organizmu. Niebezpiecznie bywa, gdy osoba przyjmująca leki nagle zmienia dietę, nie informując o tym lekarza – nawet jeśli kierunek tych zmian jest właściwy. Ciemne pieczywo zamiast białego, więcej błonnika – i okazuje się, że leki słabiej się wchłaniają, ponieważ szybciej przechodzą przez przewód pokarmowy, a wtedy ich skuteczność jest mniejsza. Jeśli planujemy rewolucję w codziennej diecie, a jednocześnie przyjmujemy leki, warto powiedzieć o tym lekarzowi lub farmaceucie.

Minerały, takie jak wapń i magnez, obecne m.in. w produktach mlecznych, mogą tworzyć nierozpuszczalne kompleksy z tetracyklinami, stosowanymi m.in. w leczeniu trądziku pospolitego. Prowadzi to do obniżenia wchłaniania antybiotyków z przewodu pokarmowego, a w efekcie do zmniejszenia skuteczności terapii.

Kolejna ważna sprawa, na którą zwraca uwagę prof. Herbet, to wpływ tłuszczu w posiłku na działanie leków. Niektóre substancje działają skutecznie dopiero po rozpuszczeniu w tłuszczach – należą do nich witaminy A, D, E i K, a także wybrane leki przeciwpasożytnicze, przeciwdepresyjne oraz niektóre stosowane w chorobach układu sercowo-naczyniowego. Tłuszcz może ułatwiać ich wchłanianie z przewodu pokarmowego, ale jednocześnie, zwłaszcza w przypadku bardzo tłustych posiłków, prowadzić do nadmiernego zwiększenia stężenia leku we krwi. Przykładem jest propranolol, lek stosowany m.in. w leczeniu nadciśnienia tętniczego. Przyjęty razem z bardzo tłustym posiłkiem może działać silniej. Czy wobec tego należy całkowicie wyeliminować tłuszcze z diety? – Nie – podkreśla prof. Mariola Herbet. – Te leki powinny być przyjmowane z niewielką ilością tłuszczu, ponieważ w takim środowisku się rozpuszczają. Podstawowa zasada farmakoterapii brzmi: „co się nie rozpuszcza = nie działa”. Pewna ilość tłuszczu jest niezbędna, aby lek mógł wykazywać aktywność farmakologiczną. Groźny jest jednak nadmiar. Profesorka opowiada o pacjencie stosującym beta-blokery, który zasłabł podczas ogrodowego grilla po spożyciu bardzo tłustego posiłku. Nastąpił znaczny spadek ciśnienia tętniczego, zawroty głowy, uczucie osłabienia i krótkotrwałe zaburzenia świadomości. Przyczyną było zwiększone i szybsze wchłanianie leku w obecności dużej ilości tłuszczu, co doprowadziło do silniejszego i szybszego niż zwykle działania leku.

Inne potencjalnie niebezpieczne połączenie dotyczy niektórych leków oraz żywności zawierającej aminy biogenne, przede wszystkim tyraminę. Związki te występują m.in. w długo dojrzewających serach, wędzonych rybach, produktach fermentowanych, a także w przejrzałych bananach czy awokado. – Na co dzień nie musimy się ich obawiać, ponieważ są szybko rozkładane przez enzym monoaminooksydazę – wyjaśnia prof. Herbet. – Problem pojawia się wtedy, gdy enzym ten zostaje zablokowany przez niektóre leki, np. inhibitory monoaminooksydazy stosowane w leczeniu choroby Parkinsona lub niektóre leki przeciwdepresyjne. Tyramina w pożywieniu może wtedy wywołać gwałtowny wzrost ciśnienia tętniczego, kołatanie serca i silne bóle głowy. Kiedyś, zanim wprowadzono obecne zalecenia dietetyczne, opisywano ciężkie powikłania, a nawet przypadki zgonów. Dlatego osoby przyjmujące tego typu leki powinny bezwzględnie przestrzegać zaleceń lekarza dotyczących diety.

Lek plus lek

Kiedy pytam prof. Mariolę Herbet o interakcje między lekami, ona tylko się uśmiecha. – Temat rzeka, nie sposób opowiedzieć o wszystkich. Możemy wymienić jedynie kilka najpopularniejszych, a jednocześnie niebezpiecznych połączeń. Zacznijmy od leków przeciwbólowych. Nadużywamy ich – jeden nie pomaga, sięgamy po kolejny, z innej grupy, a najlepiej dwa albo trzy naraz – mówi prof. Herbet. – Paracetamol jest bezpieczny, o ile stosujemy go w dawkach terapeutycznych. Problem pojawia się, gdy pacjent przyjmuje jednocześnie kilka preparatów zawierających paracetamol, np. różnego rodzaju mieszanki dostępne bez recepty na przeziębienie i grypę, co w sezonie grypowym zdarza się często. Łatwo wtedy o przedawkowanie, a to może prowadzić do uszkodzenia wątroby.

Szczególną ostrożność należy zachować w przypadku leków z grupy NLPZ – niesteroidowych leków przeciwzapalnych, do których należą m.in. ibuprofen, ketoprofen, diklofenak, naproksen. Są to preparaty powszechnie stosowane, zwłaszcza przez osoby starsze, które jednocześnie przyjmują wiele innych leków, co zwiększa ryzyko niekorzystnych interakcji. NLPZ mogą niekorzystnie wpływać na układ sercowo-naczyniowy. U części pacjentów prowadzą do zatrzymania sodu i wody w organizmie, co może skutkować wzrostem ciśnienia tętniczego oraz osłabieniem działania leków stosowanych w leczeniu nadciśnienia Dlatego osoby z chorobami serca i naczyń powinny stosować je ostrożnie i najlepiej po konsultacji z lekarzem.

Leki te mogą również wchodzić w interakcje z lekami przeciwcukrzycowymi. Opisano przypadki, w których stosowanie wysokich dawek NLPZ u pacjentów z cukrzycą typu 2, wcześniej dobrze kontrolowaną, prowadziło do nagłego obniżenia poziomu cukru, co objawiało się omdleniami i upadkami, w efekcie i złamaniami, szczególnie groźnymi u osób w podeszłym wieku.

Mniej oczywistą, lecz istotną interakcją jest jednoczesne stosowanie NLPZ z lekami przeciwdepresyjnymi z grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI). Leki te zaburzają funkcję płytek krwi, a ich połączenie z NLPZ może dodatkowo zwiększać ryzyko krwawień. – Jeśli przyjmujemy jakiekolwiek inne leki, stosowanie preparatów z grupy NLPZ zawsze wymaga konsultacji z lekarzem lub farmaceutą – podkreśla prof. Herbet.

Wiele osób bierze statyny. Na co powinny zwracać szczególną uwagę? – Nieprawidłowe połączenia mogą prowadzić do zwiększenia stężenia statyn lub innych leków w organizmie, co z kolei zwiększa ryzyko działań niepożądanych, takich jak uszkodzenie mięśni czy zaburzenia rytmu serca. Statyny przyjmuje się zwykle przez wiele lat, często do końca życia, dlatego szczególnie ważne jest monitorowanie wszystkich leków, w tym dostępnych bez recepty, suplementów diety czy preparatów ziołowych, które pacjent stosuje równocześnie – mówi prof. Herbet.

Kolejna grupa często stosowanych leków to przeciwdepresyjne, bierze je coraz więcej pacjentów w różnych grupach wiekowych. Mogą one wchodzić w interakcje z wieloma innymi preparatami, a niektóre z tych połączeń bywają szczególnie niebezpieczne – wyjaśnia prof. Herbet. – Na pierwszym miejscu są leki zwiększające stężenie serotoniny i niektóre leki przeciwmigrenowe, na przykład tryptany. Połączenie takich substancji może prowadzić do rozwoju zespołu serotoninowego, czyli stanu potencjalnie zagrażającego życiu, który objawia się gwałtownym wzrostem ciśnienia, podwyższoną temperaturą ciała, przyspieszonym rytmem serca, zaburzeniami świadomości, a czasem omdleniami.

Niektóre leki przeciwdepresyjne, szczególnie citalopram i escitalopram, stosowane w połączeniu z niektórymi lekami przeciwpsychotycznymi, przeciwarytmicznymi lub niektórymi antybiotykami, takimi jak haloperidol, amiodaron czy erytromycyna, zwiększają ryzyko arytmii i nagłego zatrzymania krążenia.

– Nie można też zapominać o przeciwbólowych lekach opioidowych, takich jak tramadol czy oksykodon. W połączeniu z lekami przeciwdepresyjnymi mogą nie tylko zwiększać ryzyko zespołu serotoninowego, ale również prowadzić do depresji oddechowej, zawrotów głowy czy zaburzeń rytmu serca – ostrzega prof. Herbet. Z kolei leki takie jak erytromycyna, klarytromycyna czy flukonazol mogą silnie hamować metabolizm innych leków.

– Zawsze uczulam studentów farmacji, żeby podczas realizacji recepty na te preparaty starannie analizowali całą farmakoterapię pacjenta pod kątem występowania istotnych interakcji lekowych – mówi prof. Herbet. – Niewłaściwe skojarzenie może prowadzić do istotnego wzrostu stężenia leku w organizmie, a w konsekwencji do nasilenia działań niepożądanych.

Profesorka przytacza przypadek pacjenta leczonego przewlekle lekami przeciwdepresyjnymi, który od dermatologa otrzymał jednorazową dawkę leku przeciwgrzybiczego. W trakcie prowadzenia samochodu doświadczył senności, zmęczenia, zaburzeń koncentracji. – Interakcja farmakokinetyczna spowodowała nasilenie działania leku przeciwdepresyjnego i mogła stanowić zagrożenie i dla pacjenta, i dla innych kierowców – podkreśla prof. Herbet. – Dlatego warto prosić farmaceutę o poradę już na etapie realizacji recepty. Bywa to oczywiście kłopotliwe, zwłaszcza gdy dopiero w aptece okazuje się, że konieczna jest konsultacja ze specjalistą, jednak w wielu przypadkach problem da się rozwiązać nawet telefonicznie, farmaceuta może skontaktować się z lekarzem, a ten w razie potrzeby skoryguje e-receptę.

Czytaj także: Depresja lekooporna. Czy coś może pomóc, gdy leki nie skutkują?

Suplementy – duże ryzyko, małe korzyści

Kolejny duży rozdział to suplementy diety. – To środki spożywcze, które nie leczą chorób i nie zapobiegają ich występowaniu; ich zadaniem jest uzupełnienie codziennej diety, choć nie mogą zastąpić zbilansowanego jadłospisu. – I mogą być niebezpieczne, jeśli wchodzą w interakcje z lekami. Dlatego stosujmy je tylko wtedy, gdy badania diagnostyczne wykazują rzeczywistą potrzebę i w dawkach zalecanych przez specjalistę – tłumaczy prof. Mariola Herbet. – Np. pacjenci przyjmujący doustne leki przeciwzakrzepowe powinni unikać suplementów zawierających witaminę E, ponieważ może ona nasilić działanie leków, co zwiększa ryzyko krwawień, krwiomoczu, a na skórze mogą pojawiać się siniaki. Magnez z kolei może osłabiać działanie niektórych leków przeciwbakteryjnych, przeciwzakrzepowych czy przeciwgrzybiczych. Z kolei jednoczesne stosowanie go z lekami przyjmowanymi w chorobie Parkinsona może prowadzić do nasilenia działania leku, powodując drżenia mięśniowe, wymioty, bóle głowy, a nawet zaburzenia rytmu serca.

Prof. Herbet ostrzega także przed suplementami zawierającymi żeń-szeń lub miłorząb japoński. – Geriatrzy zauważają, że stan starszych pacjentów często pogarsza się po „dniach babci i dziadka” lub po świętach Bożego Narodzenia, kiedy wnuki przynoszą w prezencie liczne suplementy diety. W takich preparatach może znajdować się żeń-szeń, który ma poprawiaćwydolność organizmu i pamięć, wchodzi jednak w liczne interakcje z lekami. Może pobudzać działanie ośrodkowego układu nerwowego, zwiększać ciśnienie tętnicze, nasilać działanie leków przeciwcukrzycowych i przeciwzakrzepowych, co prowadzi do nadmiernego obniżenia poziomu cukru we krwi lub do nasilenia krwawień.

Czytaj także: Tabletki od celebryty. Czy warto brać suplementy?

Z kolei połączenie leków przeciwdepresyjnych z żeń-szeniem to ryzyko nadmiernego pobudzenia, bezsenność oraz objawy grypopodobne. Żeń-szeń może dodatkowo obniżać skuteczność leków stosowanych w nadciśnieniu, a jednocześnie nasilać działanie leków przeciwcukrzycowych, co prowadzi do nadmiernego spadku poziomu glukozy we krwi. Szczególnie niebezpieczne jest jednoczesne przyjmowanie preparatu zawierającego miłorząb japoński i leku przeciwbiegunkowego z loperamidem – wówczas lek może przenikać do mózgu i wykazywać działanie neurotoksyczne, a objawy mogą przypominać chorobę Parkinsona. – Dlatego, choć suplementy diety wydają się bezpieczne i „naturalne”, ich stosowanie w połączeniu z lekami wymaga dużej ostrożności i najlepiej konsultacji z dietetykiem lub farmaceutą – podkreśla prof. Herbet.

Popularnością cieszą się dziś adaptogeny, takie jak ashwagandha czy rhodiola. Często reklamowane są jako środki poprawiające nastrój, redukujące stres czy wspierające odporność. Prof. Herbet zaleca ostrożność: – Badania dotyczące adaptogenów nie mają solidnej bazy dowodowej. Działanie tych środków nie zastępuje leczenia przeciwdepresyjnego, a połączenie z lekami przeciwdepresyjnymi może wpływać na neuroprzekaźniki i układ metaboliczny, co wiąże się z ryzykiem nasilenia działań niepożądanych, nawet z możliwością wystąpienia groźnego zespołu serotoninowego. Adaptogeny nie leczą chorób i nigdy nie powinny być stosowane zamiast terapii farmakologicznej.

Im mniej, tym lepiej

Jak mądrze brać leki? – Przede wszystkim im ich mniej, tym lepiej – mówi prof. Herbet. – Oligofarmakoterapia, czyli ograniczenie stosowania leków do niezbędnego minimum, powinna być celem każdego leczenia. Oznacza to przyjmowanie leków wyłącznie wtedy, gdy są rzeczywiście potrzebne oraz ukierunkowanie terapii na przyczynę choroby, a nie jedynie na łagodzenie objawów. Dobrym przykładem jest przypadek pacjentki, która przez dłuższy czas stosowała pseudoefedrynę na przewlekły katar. Przyjmowała lek w dużych dawkach, kilka razy dziennie, także przed snem. Ponieważ pseudoefedryna działa pobudzająco, pacjentka doświadczała zaburzeń snu, co doprowadziło do przepisywania jej kolejnego leku – nasennego. W efekcie rozwinęło się uzależnienie od leku nasennego, podobnie jak wcześniej od pseudoefedryny. To klasyczny przykład kaskady farmakologicznej, sytuacji, w której działania niepożądane jednego leku są błędnie traktowane jako nowa choroba i leczone kolejnym preparatem. A trzeba wyeliminować pierwotną przyczynę problemu.

Druga zasada: leki należy przyjmować wyłącznie pod kontrolą lekarza lub farmaceuty. Nie podejmujmy decyzji na podstawie reklam, rekomendacji znajomych ani opinii influencerów czy celebrytów. Opieramy się wyłącznie na eksperckich źródłach.

Większość leków przyjmujemy na czczo, przed posiłkiem. Prof. Herbet: – Często starsi pacjenci biorą je po jedzeniu, bo „uszkadzają żołądek”. Nieprawda – pełny żołądek może ograniczać wchłanianie leków, a w przypadku preparatów trudno wchłanialnych może sprawić, że lek nie zadziała. Oczywiście są wyjątki: np. lek przeciwcukrzycowy, metforminę, powinno się brać w trakcie posiłku, aby zmniejszyć ryzyko nudności i biegunek, a NLPZ po jedzeniu, by ograniczyć działanie drażniące na błonę śluzową żołądka. Podobnie z niektórymi antybiotykami, preparatami żelaza czy kortykosteroidami – jeśli wywołują dolegliwości żołądkowe, lepiej je brać z niewielkim posiłkiem.

Leki należy popijać odpowiednią ilością wody, około szklanki, najlepiej niegazowanej. Wyjątkiem są preparaty stosowane w chorobie tarczycy – te trzeba przyjmować na czczo, zaraz po wstaniu, popijając jak najmniejszą ilością wody. Czemu? Bo najlepiej wchłaniają się w kwaśnym środowisku żołądka, duża ilość wody może je rozcieńczyć, co obniża skuteczność leku.

Czytaj także: Co należy wiedzieć o chorobach tarczycy?

Rytm dobowy organizmu, metabolizm i aktywność narządów wpływają na skuteczność terapii. Preparaty pobudzające, nootropowe i wspierające przepływ krwi przez mózg najlepiej brać rano lub w południe – w tym czasie układ nerwowy jest najbardziej aktywny, przyjmowanie leków wieczorem mogłoby prowadzić do bezsenności lub nadmiernej stymulacji organizmu.

Statyny z kolei wieczorem – organizm wytwarza większość cholesterolu endogennego w nocy, co zwiększa skuteczność preparatów hamujących jego syntezę.

Witaminę D – podczas posiłku, delikatnie tłuszczowego, bo tłuszcz poprawia jej wchłanianie z jelit. I najlepiej z magnezem, który jest niezbędny do prawidłowego metabolizmu witaminy D oraz przekształcania jej w aktywną formę. Lepiej unikać przyjmowania jej wieczorem, ponieważ może zaburzać produkcję melatoniny.

– I wreszcie należy ściśle przestrzegać zaleceń co do dawki. Panuje błędne przekonanie, że im wyższa dawka lub częstsze przyjmowanie leku, tym silniejszy efekt. To nieprawda – maksymalne działanie terapeutyczne osiąga się przy określonej dawce, jej zwiększenie nie zwiększa skuteczności, nasila jedynie ryzyko działań niepożądanych – podkreśla prof. Herbet.

Mariola Herbet, dr. hab. nauk medycznych i nauk o zdrowiu, profesorka Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prodziekanka Wydziału Farmaceutycznego. Biegła sądowa (toksykologia, farmakologia, farmacja), współautorka podręcznika „Podstawy farmacji klinicznej”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE