Żyj szczęśliwie z cukrzycą!

Żyj szczęśliwie z cukrzycą!
123rf.com

Mimoże cukrzyca to choroba aż 300 tysięcy Polaków i wydaje się, że powinniśmy mieć dużą wiedzę na jej temat, obrosła wieloma mitami i nieporozumieniami. Postanowiliśmy się z nimi rozprawić.
Choć mówiąc o tym schorzeniu, używamy jednej nazwy, kryje się pod nią kilka chorób, których wspólnym mianownikiem jest wzrost stężenia glukozy we krwi, ale przyczyny zgoła inne. Cukrzyca może występować w każdym wieku. Dlatego powinniśmy zapomnieć o przekonaniu, że to choroba jedynie ludzi starych i otyłych, jak często zwykło się uważać. Najczęstszą postacią tej przypadłości jest cukrzyca typu 2, rzadziej rozpoznajemy cukrzycę typu 1 i inne postacie wynikające np. z chorób pozostałych narządów jak wątroba czy trzustka. – Obiegowa opinia, że cukrzyca pojawia się u osób starszych, dotyczyła przed laty chorych z cukrzycą typu 2. Wtedy rzeczywiście ten typ cukrzycy występował częściej po 60. roku życia, następnie granica ta przesuwała się stopniowo do 40. roku życia – mówi diabetolog dr n. med. Beata Mrozikiewicz-Rakowska z Centrum Medycznego „Lekarium” w Warszawie. Dziś wiek nie ma znaczenia dla rozpoznania cukrzycy typu 2. Coraz częściej na ten typ chorują ludzie młodzi, nawet dzieci. W USA połowa dzieci powyżej 10. roku życia to chorzy z typem 2.

Skąd bierze się ta choroba? Cukrzyca typu 2 jest wynikiem złej diety i niedoboru wysiłku fizycznego. Faktycznie częściej pojawia się z wiekiem, kiedy nasz organizm przestaje być tak sprawny jak za młodu, a gdy dołożymy do tego upodobanie do węglowodanów, wykorzystanie insuliny wytwarzanej przez trzustkę zaczyna być coraz mniej sprawne. Nadmiar wytwarzanej insuliny powoduje, że organizm w większym stopniu przekształca spożyte pokarmy w tkankę tłuszczową i odkłada na zapas. Jeśli go nie zużyjemy, tłuszczu odłoży się jeszcze więcej. We krwi zaś cały czas krąży nadmiar cukru. To bardzo źle wpływa na organizm. Z czasem różne tkanki przestają być wrażliwe na insulinę, co powoduje, że komórki ją produkujące nasilają swoje działanie. Na efekt nie trzeba długo czekać. Wkrótce tracą zdolność do wytwarzania wystarczającej ilości insuliny. I powstaje błędne koło. Im dana osoba jest bardziej otyła, tym bardziej prawdopodobne, że rozwinie cukrzycę – mówi dr Mrozikiewicz-Rakowska. – Jednak otyłość nie musi być wcale rozumiana jako fałdy tłuszczu na brzuchu. Przede wszystkim groźna jest tzw. trzewna tkanka tłuszczowa otaczająca narządy jamy brzusznej, a więc wątrobę, serce i naczynia krwionośne jelit. Coraz częściej obserwujemy osoby z prawidłową masą ciała wyrażoną wskaźnikiem masy ciała (BMI), ale z rozwijającą się cukrzycą typu 2 – właśnie z powodu owego „wewnętrznego tłuszczu”.

Kiedy trzustka to wróg
Inaczej jest w przypadku cukrzycy typu 1. Tu brak insuliny w organizmie spowodowany jest przez przewlekły proces chorobowy prowadzący do powolnego zniszczenia produkujących insulinę komórek β znajdujących się w wyspach trzustkowych. Komórek tych nie niszczy wirus, bakteria, nowotwór, ale własny układ odpornościowy chorego. Dlaczego to robi?
Nie ma co do tego pewności. Jest hipoteza, która mówi o mimikrze tkankowej. Mimikra oznacza upodobnienie. W tym wypadku upodobnienie fragmentów DNA chorobotwórczych drobnoustrojów do fragmentów DNA naszych własnych tkanek. Komórki układu odpornościowego rozpoznają wroga, ucząc się jego portretu pamięciowego. Może się zdarzyć, że nieco przypomina on jakąś tkankę własnego organizmu. I nasi policjanci zaczynają tropić i zwalczać nie bakterię czy wirusa, ale właśnie na przykład komórki β
trzustki, które kojarzą im się z wrogiem. Niektórzy ludzie mają do tego większą skłonność, ich układ odpornościowy jest jakby mniej uważny, zapamiętuje wrogów bardziej „po łebkach” i potem częściej się myli. Tak rozwija się cukrzyca typu 1 – występująca częściej u dzieci i ludzi młodych. Do tego przeglądu warto także dodać cukrzycę ciężarnych. Bo właśnie w okresie ciąży może dojść do zaburzenia produkcji insuliny w organizmie. Odpowiedzialne są za to hormony produkowane przez łożysko. To one sprawiają, że organizm przyszłej mamy uodparnia się na insulinę, przy czym wątroba zaczyna w większym stopniu uwalniać glukozę. U trzech do ośmiu proc. kobiet trzustka nie jest w stanie zaspokoić zwiększonego zapotrzebowania na insulinę. Cukrzyca ciężarnych objawia się głównie w trzecim trymestrze, gdy wspomniane hormony działają najsilniej, i choć często mija po zakończeniu ciąży, zagraża przedwczesnym porodem i zwiększa prawdopodobieństwo rozwinięcia się cukrzycy typu 2 w przyszłości. No dobrze, czy to się leczy? – To złożony problem – odpowiada dr Mrozikiewicz-Rakowska. – Na występowanie choroby wpływa wiele czynników. Bywa czasami tak, że u jednej osoby spotykamy dwa, a nawet trzy czynniki sprawcze (np. rodzinne występowanie cukrzycy, stosowanie glikokortykosteroidów i przewlekłe zapalenie trzustki). Zmniejszenie nasilenia którejś z przyczyn wpływających na wzrost stężenia glukozy, normalizacja diety przyczyniają się często do znacznej poprawy, ale choroby nie eliminują. Dlatego do końca życia trzeba kontrolować poziom cukru i zażywać leki. Pewna nadzieja pojawiła się ostatnio dla chorych na cukrzycę typu 1. To eksperymentalna terapia, która może ich wyleczyć. Prowadzi ją prof. dr hab. Wiesław Wiktor Jędrzejczak, hematolog, szef Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Warszawie.

Restart odporności
Jak pamiętamy, w tej odsłonie cukrzycy układ odpornościowy zaczyna atakować komórki trzustki, które wytwarzają insulinę. Można go powstrzymać i spróbować zlikwidować te komórki, które w tkankach własnego organizmu widzą wroga. Jednak trzeba działać szybko po rozpoznaniu choroby. Chodzi o to, by zahamować niszczycielską działalność układu odpornościowego, zanim całkiem wykończy on produkujące insulinę komórki. Bo wtedy nie ma już co ratować. Jeśli jednak przeszkodzi mu się w odpowiedniej chwili, to te komórki, które ocalały, często wystarczają, by pacjent w ogóle nie musiał przyjmować insuliny lub przyjmował ją tylko w niewielkich dawkach. Agresywne komórki układu odpornościowego powstają w szpiku. Terapia polega na zniszczeniu szpiku pacjenta i zastąpieniu go nowym, który powstaje z pobranych od niego wcześniej krwiotwórczych komórek macierzystych. To takie komórki, które potrafią się przekształcać w każdą dowolną komórkę układu krwiotwórczego. – Zanim zniszczymy układ odpornościowy, skłaniamy szpik, by wyprodukował znacznie więcej niż normalnie komórek macierzystych, pobieramy je od pacjenta i zamrażamy – tłumaczy prof. Jędrzejczak. – Potem, gdy zniszczymy układ odpornościowy, podajemy je z powrotem i one go na nowo odbudowują. W efekcie nowy układ odpornościowy „zapomina”, że należy atakować trzustkę, a ta jest w stanie wznowić produkcję insuliny. Do tego to układ odpornościowy „wyhodowany” z własnych komórek, nie od obcego dawcy, więc nie ma ryzyka odrzucenia przeszczepu. To jakby restart układu odpornościowego. Tę metodę niszczenia szpiku stosuje się przy innych chorobach autoimmunologicznych, w leczeniu cukrzycy to nowość. O ile jednak cukrzycę da się kontrolować, nie znaczy to wcale, że szkody, których zdążyła narobić w organizmie, są do odwrócenia. Wahania insuliny wpływają na kondycję różnych narządów, mogą też uszkadzać nerwy. Te zmiany, jeśli do nich doszło, są nieodwracalne.

Niedopuszczalne jest, aby dziecko do szkoły zamiast kanapki dostawało batonik. przesadzanie ze słodyczami to prosta droga do cukrzycy.

Bardzo często zdarza się, że osoby z cukrzycą zaczynają przesadnie ostrożnie się ze sobą obchodzić, unikając na przykład wysiłku fizycznego. To kolejny mit do obalenia. Trzeba się ruszać! – Aktywność fizyczna jest zalecana w każdym typie cukrzycy, niezależnie od wieku – twierdzi dr Mrozikiewicz-Rakowska. – Intensywność i rodzaj wysiłku trzeba jednak dostosować do możliwości i wieku danej osoby. W przypadku osób starszych można rozpocząć ćwiczenia nawet w pozycji leżącej czy siedzącej. U osób młodych zaleca się regularne ćwiczenia, których zakres powinien ustalić lekarz prowadzący. Należy jednak pamiętać, że osoba z cukrzycą musi zbadać cukier przed wysiłkiem, czasami w trakcie jego trwania, tuż po, a nawet w dłuższym okresie po jego zakończeniu. Chodzi tutaj o ryzyko niedocukrzenia, do którego nie powinno się dopuszczać. No i na koniec rzecz dla chorych (zwłaszcza dzieci) często najbardziej bolesna: dylemat, czy chorzy na cukrzycę mogą jeść słodycze? – Powinno się ich w zasadzie unikać – odpowiada radyklanie specjalistka. – I to odnosi się do ogółu społeczeństwa. Zgodnie z zaleceniami towarzystw zajmujących się ustalaniem prawidłowego sposobu odżywiania klasyczne słodycze można spożywać tylko kilka razy w roku w wyjątkowych okolicznościach. Epidemia cukrzycy, szczególnie u osób młodych, w dużej mierze wynika właśnie z łatwej dostępności produktów zawierających cukry proste. Niedopuszczalne jest, aby dziecko do szkoły zamiast kanapki dostawało batonik czy wafelki. Podobnie jest w przypadku dorosłych. Oni podobnie jak dzieci nie zjadają śniadania i pędzą do pracy, w której przed południem orientują się, że są głodni. Zabijają głód łatwo dostępnymi słodyczami, czego efektem jest spożywanie ogromnego posiłku po powrocie do domu z pracy. Na efekty nie trzeba długo czekać. U wielu takich osób rozwija się nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe, otyłość i cukrzyca. Nie brzmi dobrze? Dlatego warto rozwijać w sobie odpowiednią motywację. Wsparcie psychologiczne jest tu niezwykle ważne. Cukrzyca to choroba przewlekła. Trudno w tak długim czasie wykrzesać z siebie siłę do ciągłego przestrzegania zaleceń, które pomagają w utrzymywaniu choroby w stanie kontrolowanym. Dlatego, jeśli już nie dajemy rady, idźmy do psychologa, a w sytuacjach tego wymagających (np. przy objawach depresji) – do psychiatry. Warto także poszukać psychodietetyka – to specjalista, któremu nieobca wiedza zarówno z zakresu zdrowego odżywiania, jak i psychologii. On pomoże nam przejść przez trudne zmiany, jakich wymaga życie z cukrzycą. Warto. Bo dziś z cukrzycą można długo żyć. A przecież można też żyć szczęśliwie.

Cukrzyca może wystąpić w każdym wieku, dlatego powinniśmy zapomnieć o przekonaniu, że to choroba jedynie ludzi starych i otyłych.