fbpx

Wyglądać jak Pudzian

123RF.com

Obsesja na punkcie własnego ciała, mordercze treningi, odżywki, suplementy? To może być poważna, męska przypadłość.Jej medyczna nazwa: bigoreksja.

Umięśniona, męska sylwetka to częsty motyw kobiecych fantazji, a także… niedościgniony ideał wielu mężczyzn, cel pełnej wyrzeczeń diety i wyciskania siódmych potów na siłowni. Niestety, twarde bicepsy i wyrzeźbiona klatka są czasem oznaką poważnego psychicznego schorzenia.

Siostra anoreksji

Terminu „bigoreksja” po raz pierwszy użył amerykański psychiatra dr Harrison Pope w 1997 roku. Bigorektykiem określił osobę, która ma obsesję na punkcie muskularnego ciała, uporczywie myśli, że jest „za chuda”, podczas gdy jej BMI (Body Mass Index – wskaźnik masy ciała) dawno już przekroczył granice otyłości. Tym, co wpływa na wzrost masy ciała, nie jest w tym przypadku zbędna tkanka tłuszczowa, lecz o 50–100 procent większa niż u przeciętnego człowieka masa mięśni.

Zdawałoby się, że to zaburzenie jest dokładnie odwrotne do anoreksji. Anorektykowi wydaje się przecież, że jest za gruby, mimo że cierpi na poważną niedowagę. Naprawdę jednak źródło obydwu chorób jest takie samo – brak akceptacji swojego wyglądu, niewyleczone i pogłębiające się kompleksy, wypaczone widzenie. Problemem jest cierpiąca dusza, środkiem w przypadku anorektyka – głodówka, a bigorektyka – kulturystyka.

Psychologowie zauważają, że ofiarami bigoreksji są najczęściej mężczyźni, którzy w dzieciństwie i młodości mieli problem z funkcjonowaniem w grupie rówieśniczej oraz zaburzenia w kontaktach z rodzicami. Stronią od ludzi i są skupieni na sobie, zwłaszcza na swoim ciele, z którego są wiecznie niezadowoleni. Katują je więc wyczerpującymi treningami, najchętniej w zaciszu osiedlowych siłowni. Szacuje się, że na bigoreksję cierpi około 10 procent intensywnie trenujących kulturystów.

Najniebezpieczniejsze w tej chorobie jest ryzyko uzależnienia od przyjmowania sterydów, czyli pochodnych testosteronu. Są najprostszą metodą spowodowania szybkiego przyrostu tkanki mięśniowej, stąd tak nęcącą, jednak na dłuższą metę bardzo szkodliwą. Utrata zdrowia, poważne schorzenia, a nawet śmierć – to jej poważne następstwa.

Jak podają autorzy książki „Piękno ciała”, Milan Čabrič i Leszek Pokrywka, w Polsce 3 procent młodzieży płci męskiej stosowało sterydy anaboliczne, żeby wspomóc efekty treningu siłowego, a na niektórych siłowniach przyjmuje je nawet ponad 50 procent amatorów masy mięśniowej. I choć nie ma konkretnych danych na temat umieralności spowodowanej powikłaniami po ich przyjmowaniu, mamy wiele mówiące wyniki badań przeprowadzonych na zwierzętach. Po roku stosowania pochodnych testosteronu zdechło 52 procent myszy, którym podawano ich duże dawki, i 35 procent myszy przyjmujących małe porcje sterydów.

Rys bigorektyka

Jak odróżnić częstego bywalca siłowni czy fana kulturystyki od osoby uzależnionej od umięśnionego ciała? Skąd mieć pewność, że nasz chłopak, mąż, syn czy przyjaciel nie wpadł już w szpony bigoreksji?

Na jednym z forów internetowych Agnieszka Kamila pisze: „Mój facet trenuje na siłowni 4 razy w tygodniu i nawet dla mnie z tego nie zrezygnuje. (…) Wszyscy mu mówią, że nie powinien już więcej powiększać rozmiaru, ale on ich nie słucha. Przez ostatnie 2 lata przytył ponad 20 kg. Waży 100 kg przy wzroście 183 cm. Kiedyś zapytałam go, co by zrobił, gdybym postawiła mu ultimatum: ja albo siłownia. Muszę mówić, co wybrał…?”.

Inna użytkowniczka forum – Beti relacjonuje: „Mój chłopak brał kiedyś sterydy, ale gdy zaczęliśmy ze sobą być na poważnie, po mojej namowie przestał. Ciągle jednak mówi o swoim wyglądzie, mierzy się i bierze dużo suplementów, przez które źle się czuje. Ćwiczy nawet wtedy, gdy lekarz mu zabrania, bo ma poważne problemy z kręgosłupem. Mówić mu, że wygląda dobrze, ale on i tak zawsze pyta: »czy mi nie spadło?«. I stale przegląda się w lustrze. Okazuje mi uczucia, jednak coraz słabiej, jest bardziej nerwowy. Wygląda na to, że mógłby żyć beze mnie, lecz nie bez siłowni. Na szczęście sam wspomniał, że chciałby o tym porozmawiać, może nawet ze specjalistą, ale jak na razie do żadnego nie poszedł”.

Najbardziej charakterystyczny dla dysmorfobii, której odmianą jest bigoreksja, jest zaburzony obraz własnego ciała. Chory ma ciągle wrażenie, że nie jest wystarczająco „przypakowany”, że może się bardziej postarać. Nie słucha tego, co mówią inni, zwłaszcza jeśli sugerują, że przesadza. On w swoich katorżniczych treningach nie widzi niczego złego, natomiast w swoim ciele – same niedoskonałości. Godzinami potrafi ważyć się, mierzyć obwód swoich mięśni i porównywać z „kolegami” z siłowni lub kulturystami z gazet. Do tego ściśle przestrzega wysokokalorycznej, bogatej w białko diety. Praktycznie nie jada poza domem, bo tam nie może kontrolować zawartości energetycznej spożywanych pokarmów. W ogóle izoluje się od ludzi. Zwykle dlatego, że spotkania z nimi kolidują z jego napiętym planem treningów. W kontaktach staje się spięty, nerwowy, jakby nie potrafił się zrelaksować. Ponieważ stale nie jest zadowolony z przyrostu tkanki mięśniowej, przyjmuje sterydy anaboliczne, nawet jeśli zauważa ich skutki uboczne, takie jak zwiększenie agresji, impotencja czy trądzik.

 

Czy mi to grozi?

To, co łatwo zauważyć u innych, trudno jednak wykryć u siebie. Ja? Skąd! Mnie to przecież nie dotyczy.  
Bigorektycy nie dostrzegają problemu, w związku z tym nie pozwalają sobie pomóc. To jeszcze bardziej izoluje ich od świata i od bliskich. Niektórzy z nich tyle czasu spędzają na siłowni, że nie mają przyjaciół, którym mogliby się zwierzyć. Zresztą, sami często myślą, że są okazem zdrowia i jeśli tylko trochę więcej potrenują, zyskają idealną sylwetkę. Są mistrzami w oszukiwaniu samych siebie, nigdy bowiem nie będą w pełni zadowoleni z efektów własnej pracy.

Jak zauważyć tę cienką granicę, po której przekroczeniu zaczyna się choroba? Można zacząć od szczerej odpowiedzi na poniższe pytania:

  • Ćwiczysz po kilka, kilkanaście godzin dziennie?
  • Kontynuujesz treningi, nawet gdy masz kontuzję?
  • Rezygnujesz ze spotkań z przyjaciółmi, rodziną, bo kolidują z twoim planem zajęć na siłowni lub posiłkami?
  • Wydajesz dużo pieniędzy na odżywki i suplementy?
  • Przyjmujesz środki dopingujące?
  • Czujesz się nieszczęśliwy?

Jeśli na większość odpowiedziałeś: „tak”, zbliżasz się do granicy uzależnienia od umięśnionej sylwetki. Co dalej? Konieczna będzie wizyta u psychologa i długoterminowa terapia, która zmieni twoje myślenie o własnym ciele i nauczy stawiania sobie bardziej realnych celów. Zamiast: „Muszę wyglądać idealnie” – „Chcę utrzymać moje ciało w dobrej formie”, „Potrafię cieszyć się z tego, że jest sprawne”. W końcu o to przecież chodzi we wszelkiej aktywności fizycznej: o poprawę naszego zdrowia i samopoczucia.

Skutki długotrwałego przyjmowania testosteronu i jego pochodnychP

  • Początkowa euforia i dobry nastrój zmieniają się w zaburzenia snu, patologiczny niepokój, halucynacje i depresję;
  • Sterydy wzmagają zachowania agresywne;
  • Powiększenie gruczołów piersiowych (ginekomastia);
  • wzrost stężenia „złego“ cholesterolu, ciśnienia krwi i przerost mięśnia sercowego, co może prowadzić do zawału;
  • Uszkodzenie komórek wątrobowych, nowotwory watroby;
  • Przerost prostaty i związane z tym kłopoty z oddawaniem moczu oraz zanik jąder;
  • Nienaturalnie szybki rozwój mięśni i siły nie idzie w parze ze wzrostem wytrzymałości ścięgien i wiązadeł, co prowadzi do częstych kontuzji;
  • Zastosowanie sterydów przed zakończeniem dojrzewania płciowego hamuje wzrost kości na długość.

Źródło: M.Čabrič, L. Pokrywka, „Piękno ciała“, PWN 2010