fbpx

Sungazing – słoneczna terapia

Słoneczna terapia
"Nie ma lepszego leku na Ziemi niż słońce" przekonuje Hira Ratan Manek, twórca sungazingu. (Fot. iStock)

„Spróbuj choć raz odsłonić twarz i spojrzeć prosto w słońce” – śpiewał Varius Manx. Do tego samego przekonuje sungazing, metoda, która opiera się na starożytnej praktyce Indian, Azteków i Aborygenów. Ale czy można patrzeć słońcu w oczy, bezpiecznie i z pożytkiem dla zdrowia?

Patrzeć w słońce? Szaleństwo! Słońce parzy, niszczy. Jest agresywne. Szkodliwe. Pojawiają się głosy, że przecież oczy, siatkówka… Że to może zaszkodzić. Przyznaję, to kontrowersyjna metoda, przez niejednego krytykowana i odradzana. Ale są też tacy, którzy mówią o spektakularnych efektach, namawiają, żeby spróbować. Hindus Hira Ratan Manek, twórca sungazingu, jest przekonany, że regularne wpatrywanie się w tarczę słońca (zgodnie z zasadami) znakomicie wpływa na samopoczucie. Rezultaty mogą być nieocenione:

  • spokój umysłu
  • zdrowie fizyczne
  • witalność
  • spowolnienie procesów starzenia
  • niższy poziom stresu
  • wyższy poziom energii
  • poszerzona świadomość

Czy można patrzeć w słońce?

Jakie są zasady? Przede wszystkim patrzeć na słońce wolno tylko raz dziennie, w wybranych, bezpiecznych porach. Chodzi o pierwszą i ostatnią godzinę przebywania słońca na horyzoncie (trzeba dokładnie sprawdzić godziny wschodu i zachodu). Ale uwaga! Dawki muszą być minimalne – w przeciwnym razie narażasz się na zniszczenie siatkówki! Pierwsza sesja nie może trwać dłużej niż 10 sekund, następnego dnia dodajesz kolejne 10. I tak codziennie, wciąż o 10 sekund dłużej. Przez dziewięć miesięcy. Co prawda Hira Ratan Manek zaleca, żeby w trakcie obserwowania słońca stać bosymi stopami na gołej ziemi, ale nie wszyscy tego przestrzegają. Nie należy też przejmować się utrzymywaniem oczu w bezruchu – mogą mrugać. Ale nie mogą być uzbrojone – trzeba zdjąć soczewki czy okulary.

Przy regularnej praktyce po upływie trzech miesięcy patrzenie w słońce trwa już kwadrans. Sporo. Promienie słoneczne przechodzące przez oko zasilają obszar podwzgórza, stopniowo uaktywniają się móżdżek, przysadka i szyszynka. Zmienia się nastawienie umysłu, problemy życiowe postrzegane są inaczej niż dotychczas, rozpuszczają się niepokoje, fobie, zmartwienia, a umysł osiąga stan równowagi. Pojawia się radość życia, odwaga, zaufanie do siebie. Niektórzy adepci sungazingu utrzymują, że nawiązują kontakt z osobistą mocą, stają się bardziej współczujący.

W kolejnym okresie patrzenia w słońce (3–6 miesięcy) podobno poprawia się nasz stan zdrowia. Hira Ratan Manek tłumaczy to tym, że oczy otrzymują całe spektrum barw światła słonecznego, które następnie rozprowadzane jest przez mózg do różnych części ciała. Prana dociera do poszczególnych narządów i wykonuje tam stosowne prace regeneracyjne. Przypomina to terapię kolorami (np. nerki zasilane są czerwienią, wątroba zielenią itd.). W tym czasie zmniejsza się zazwyczaj potrzeba spożywania pokarmów. Powód? Znaczna część energii pozyskiwanej z pożywienia wykorzystywana jest do podsycania napięć umysłowych. A kiedy te napięcia rozpuszczają się, kiedy umysł staje się spokojny… Cóż, nie ma potrzeby tyle przeżuwać.

Po upływie dziewięciu miesięcy (44 minuty patrzenia!) czas zakończyć terapię. Można wracać do niej co jakiś czas, by utrzymać wysoki poziom energii w ciele. Jednocześnie Hira Ratan Manek zaleca codzienne chodzenie boso przez 45 minut jako praktykę uziemiającą i doładowującą organizm (cóż, w naszym klimacie to nie lada wyzwanie). Poza tym ze względu na ograniczenia w dostawie promieni słonecznych – nie jest łatwo przejść u nas pełen, 9-miesięczny proces.

W co wierzysz?

Wielu lekarzy kategorycznie odradza nadmierną ekspozycję na słońce, a co dopiero patrzenie na nie! Tymczasem Hira Ratan Manek traktuje słońce jako najprostsze remedium na wiele dolegliwości, darmowe źródło zdrowia. Zgodnie z zasadą, że wszystkie oce natury nam służą – o ile umiejętnie z nich korzystamy. „To starożytna praktyka. Ja ją tylko wskrzesiłem” – przypomina Hindus. Twierdzi, że przed praktykowaniem sungazingu zmagał się z wieloma problemami – stres, bezsenność, depresja… I że potem wszystko ustąpiło. Chciał, by inni też skorzystali z tej starożytnej wiedzy – znanej Indianom, Egipcjanom, Aborygenom, Grekom, Inkom, Aztekom, Majom… By poprawili jakość swojego życia. Zapewnia, że – mimo zaawansowanego wieku (skończył 82 lat) – pozostaje żywotny właśnie dlatego, że czerpie energię bezpośrednio ze słońca.

I jeszcze duchowy aspekt sungazingu – bo kontakt ze słońcem pozwala przestawiać się stopniowo na bardziej medytacyjny tryb.

„Nie ma lepszego leku na Ziemi niż słońce” – przekonuje Manek. „Słońce nigdy was nie skrzywdzi, jeśli właściwie z niego korzystacie. Staniecie się mentalnie zdrowi i spokojni i to stanie się waszym wkładem w pokój i dobrobyt na świecie. Cały świat można bardzo łatwo przekształcić poprzez wpatrywanie się w słońce”.

Jest jeszcze jogin Sunyogi Umasankar, który też podkreśla dobroczynny wpływ patrzenia w słońce. Mówi się o nim, że – korzystając z energii słońca – przemierzył w Indiach 62 tysiące kilometrów po to, by nauczać. Pytanie, czy my też możemy porywać się na takie rzeczy…

Zanim podejmiesz decyzję, możesz obejrzeć amerykański film dokumentalny o sungazingu „Słoneczna karma” (org. „Eat The Sun”, reż. Peter Sorcher, 2011). Usłyszysz w nim opinie ludzi, zdaniem których pod wpływem praktyki „świat się zatrzymuje”, „życie rośnie”. Mówią, że umysł jest odżywiony, następuje przypływ energii, wkracza się na wyższy poziom funkcjonowania… Ale jest też głos: ostrożnie, kiedy przyjmuje się tak dużo energii, trzeba wiedzieć, jak się z nią obchodzić. Jest doktor optometrii, który mówi, że za sprawą praktyki jego wzrok się poprawił, i okulistka, która diagnozuje u jednego z bohaterów poparzenie plamki żółtej (choć ten nie zgłasza zaburzeń widzenia) i twierdzi kategorycznie, że patrzenie na słońce, nawet krótkie, nie jest bezpieczne. „Albo każdy ma rację, albo nikt jej nie ma” – podsumowuje bohater. „W zależności od tego, w co wierzysz”.

Za czy przeciw?

„Parę lat temu natknęłam się na badania dotyczące korzyści wynikających z odstawienia okularów przeciwsłonecznych. Okazało się, że ludzie, którzy zdecydowali się z nich zrezygnować, odzyskiwali zdrowie, czuli się sprawniejsi. Uwalniali się od nadciśnienia, chorób reumatycznych… Nawiązywanie bliskiego kontaktu ze słońcem to nic nowego, praktykowane jest od tysięcy lat. Rozumiem, że można mieć obawy, zwłaszcza że od najmłodszych lat jesteśmy straszeni słońcem. Ale to natura, do której właśnie wracamy…” – Ewa Kamińska, naturopatka.

„Przyznaję, że Sungazing to dziedzina, której nie znam. I że bardzo mnie zaintrygowała. Nie ulega wątpliwości, że światło słoneczne ma silne działanie antydepresyjne. Kontakt z nim znakomicie wpływa na pracę szyszynki i przysadki mózgowej, a to przekłada się na właściwą gospodarkę fosforowo-wapniową, sprawne działanie układu hormonalnego, zdrowszą psychikę… Co do bezpieczeństwa patrzenia w słońce: nie sądzę, żebym mogła rozstrzygnąć tę kwestię” – Ewa Pietkiewicz-Rok, lekarz medycyny holistycznej.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>