Z całego serca życzę ci… Miłosz Brzeziński, trener rozwoju osobistego

Z całego serca życzę ci... Maria Rotkiel, psycholog, trenerka rozwoju osobistego
Codziennie znajdź przynajmniej pół godziny dla siebie. Bez telefonu, bez rozmowy, bez komputera. (Fot. iStock)

W nowym roku zwykle postanawiamy żyć lepiej, mądrzej, być szczęśliwsi, spełniać marzenia. Często jednak źle się do tego zabieramy. Narzucamy sobie rygor, zmuszamy do poświęceń. O wiele lepiej jest pomyśleć: co dobrego mogę zrobić dla siebie i świata. Zrezygnować z „muszę” na rzecz „mogę”.

Poprosiliśmy psychologów i coachów, by złożyli naszym Czytelnikom motywujące życzenia. Mamy nadzieję, że dzięki tym wskazówkom wszystkim nam będzie łatwiej osiągnąć w 2020 roku to, czego zapragniemy.

Przeczytajcie życzenia od Miłosza Brzezińskiego, trenera rozwoju osobistego oraz autora książek „Biznes, czyli kupa ludzi” i „Biznes, czyli budowanie relacji”:

Miłosz Brzeziński

Jest taka historia o osiołku, którego właściciel chciał się pozbyć. Wrzucił więc osiołka do dołu i próbował zasypać. Co nabrał ziemię łopatą i rzucił mu na plecy, to osiołek ją strzepywał i udeptywał pod kopytkami. Z każdym wrzuconym szpadlem ziemi zmyślny osiołek stawał coraz wyżej i wyżej. Aż w końcu wyskoczył z dołka i uciekł. Sprytne, prawda? Każdy bywa w dołku, pytanie, jak szybko go opuścimy. W moim przypadku taka sytuacja ma często miejsce wtedy, kiedy czuję się niezrozumiany, choć bardzo się starałem, i wyczerpany próbowaniem. Gdy już się nad sobą poużalam, stwierdzam, że niezbędna część cierpienia się odbyła, a teraz zaczyna się cierpienie zbędne. Że wystarczy i powinienem się czegoś nauczyć, żeby wyjść z tego silniejszym, niż byłem, kiedy wpadłem. Ale najpierw sobie jem i śpię, w miarę możliwości zajmuję się czymś innym. Potem, już w dobrym stanie, udeptuję pod sobą to, co strząsnąłem, żeby mieć z tego jakiś morał i wyjść wyżej.

Życzę zatem umiejętności otrząsania się i zostawiania za sobą tego, co niepotrzebne. Zwłaszcza jeśli chodzi o emocje. Dzięki temu po porażkach będziemy silniejsi, a nie osłabieni. Spokojniejsi i bliżsi emocjonalnego wyzwolenia.

Aby jednak się otrząsnąć, potrzebujemy dystansu i sił. O to warto zadbać samemu. Najbardziej więc życzę wam tego, żebyście codziennie znaleźli przynajmniej pół godziny, kiedy jesteście sami i się nudzicie. Bez telefonu, bez rozmowy, bez komputera. Momentu, w którym się regenerujecie, a pląsający pomiędzy niebieskimi migdałami umysł szuka odpowiedzi na pytania w stylu: Czy to mi odpowiada? Czy chcę tu być? Gdzie chcę być? Czego w tym momencie życia potrzebuję? Co mi zawadza? Co powoduje, że rozkwitam? Koniecznie codziennie i koniecznie w ciągu dnia, jeszcze przed wieczorem. Życzę wam, żeby dzięki takim momentom regeneracja i refleksja powróciły na należny im tron, dzięki czemu wyskoczymy radośnie z każdego dołka.