fbpx

Poczekać ze zjedzeniem cukierka

Poczekać ze zjedzeniem cukierka
fotochannels.com

Samoograniczanie to żaden masochizm. To szansa na to, abyśmy mogli cieszyć się z tego, co mamy – mówi trenerka rozwoju osobistego Ewa Zaremba.

– Dlaczego tak trudno nam powściągnąć żądzę posiadania coraz większej liczby rzeczy?
– Samoograniczanie ma duży związek z umiejętnością odkładania na później gratyfikacji. Jeżeli nie mamy tej umiejętności, może być nam trudno sobie czegoś odmówić. Jeśli natomiast potrafimy czekać z konsumowaniem nagrody, to nie tylko łatwiej będzie nam się samoograniczać, ale także może nam to zapewnić w przyszłości sukces.

– Co ma piernik do wiatraka?
– Wydaje się, że samoograniczanie ma niewiele wspólnego z sukcesem. Co innego dowodzą jednak badania, które wiele lat temu przeprowadzono w Ameryce. Do udziału w nich zaproszono dzieci. Powiedziano im: Każde z was ma dwa cukierki, możecie zjeść albo obydwa naraz, albo jednego teraz, a drugiego za pół godziny. Jeżeli zostawicie drugiego cukierka na później, to za te pół godziny dołożymy wam dwa. Dzieci były na tyle duże, że wiedziały, co znaczy pół godziny, potrafiły rozłożyć je sobie na osi czasu. Niektóre zjadały obydwa cukierki, inne moment zjedzenia drugiego odkładały. Po 20 latach zbadano sytuację tych ludzi i stwierdzono nieprawdopodobną wprost prawidłowość. Otóż okazało się, że te osoby, które jako dzieci potrafiły poczekać ze zjedzeniem drugiego cukierka, odniosły zdecydowanie większe sukcesy niż te, które zjadały wszystko od razu. Z tego doświadczenia płynie prosta lekcja – że samoograniczanie na dłuższą metę popłaca.

– Co powoduje, że jedne dzieci potrafią odraczać przyjemność, a inne nie?
– Wiele umiejętności dziedziczymy w genach. Badania pokazują, że coś takiego jak poziom odczuwania szczęścia dziedziczymy w 50 procentach. Podobnie jest z odkładaniem gratyfikacji.

– To bardzo wygodne alibi: Nie umiemy się samoograniczać, bo tak mamy zapisane w genach.
– Ale geny to tylko 50 procent i jednocześnie aż 50 procent możliwości do zmiany!

– Co oprócz genów wpływa na naszą nadmierną chęć posiadania i gromadzenia?
– Pachnie mi to autosabotażem. Z 12 wzorców autosabotażu aż sześć dotyczy relacji człowieka z samym sobą lub z najbliższymi. Każda taka relacja przekłada się na jego stosunek do pieniędzy, przedmiotów, rzeczy.

– Na przykład?
– Wzorzec, który ja nazywam wzorcem porzucenia, czyli przekonanie, że wcześniej czy później ktoś nas porzuci, powstaje, kiedy ktoś wychowuje się w rodzinie niezaspokajającej jego potrzeb emocjonalnych, na przykład bliskości i miłości, a także kiedy doświadcza w dzieciństwie śmierci bliskiej osoby lub odejścia któregoś z rodziców. Takie przekonanie o tym, że zostaniemy porzuceni, przekłada się na nasze relacje z ludźmi, na stosunek do rzeczy i pieniędzy.

– W jaki sposób?
– Jako dorośli kurczowo trzymamy się każdego człowieka, a zarabiane pieniądze, rzeczy gromadzimy na czarną godzinę. Chcemy to wszystko mieć zamiast poczucia bliskości, bo te dobra nas nie opuszczą, tak jak w przeszłości zostawili nas rodzice. Albo zachowujemy się wprost przeciwnie – wydajemy wszystko, co mamy, na zasadzie: bo taki jest mój scenariusz, że pieniądze się mnie nie trzymają, po co więc oszczędzać.

– W dłuższej perspektywie brak umiejętności samoograniczania nie wychodzi nam zatem na dobre. A w krótszej?
– Też nie, bo zubaża nasz kontakt ze światem i innymi ludźmi. Im więcej posiadamy, tym mniej doceniamy to, co mamy. Ktoś trafnie porównał nasze współczesne życie do rejsu na „Titanicu”. Każdy walczy o lepsze miejsce, a za chwilę wszyscy utoniemy. Najlepszym przykładem tego, do czego może doprowadzić taka postawa, jest obecna sytuacja w Stanach. Rozpasana do granic konsumpcja, kredyty za minimalną cenę – i koniec ewidentny.

– Ale my, Polacy, jesteśmy chyba jednak trochę usprawiedliwieni. Rekompensujemy sobie lata braków i biedy.
– Zgadzam się, to odreagowywanie tamtych niedostatków. Kupujemy najdroższe ubrania, największe domy, najnowocześniejsze auta. Kiedy mój brat po latach przyjechał do Polski z Kanady, stwierdził, że nawet tam nie widział na ulicach takich modeli jaguarów. Ludzie chcą się tymi dobrami nasycić. Trzeba jednak pamiętać, że ten głód może być wiecznie niezaspokojony. Od czego tak naprawdę zależy sukces? Od wiedzy, stosowania konkretnych procedur, ale także od zdolności do odczuwania spełnienia, gdy już dotrzemy na szczyt. A co my na tym szczycie robimy? Rozglądamy się za następnym szczytem do zdobycia, zamiast postać, powdychać powietrze, popatrzeć, kto jeszcze tam dotarł albo co stamtąd widać. Samoograniczanie to żaden masochizm. To szansa na to, abyśmy mogli cieszyć się z tego, co mamy.

Ewa Zaremba – trenerka rozwoju osobistego i NLP, właścicielka i dyrektorka firmy Masters zajmującej się szkoleniami z zakresu szybkiego i efektywnego uczenia się (www.learning-masters.pl), samodoskonalenia, rozwoju i motywacji (www.life-masters.com.pl). Prowadzi autorskie szkolenia, m.in.: „Zejdź sam sobie z drogi”, „Daj Panu Bogu odpocząć i zaprojektuj siebie od nowa”, „Czego nie zobaczysz w lustrze – wielki umysł, wielkie serce”, i Akademię Life Masters.

?>