fbpx

Śpiący fragment kobiety

Jeszcze kilka lat temu narodziny jesieni kojarzyły mi się tylko z drogą z uczelni do akademika, w czasie której pod stopy pchały się kasztany. W tym roku niemalże codziennie odkrywam, że za często towarzyszą mi spodnie od piżamy i bluza z polaru. Moja wewnętrzna kobieta zapadła chyba w sen zimowy. Rzadko udaje nam się spotkać w ciągu chłodnych tygodni.

Pamiętam, kiedy w czasach licealnych wchodziliśmy z przyjacielem na miejscową wieżę – skostniałe wspomnienie dawnej fabryki urządzeń mechanicznych – i obserwowaliśmy nocami nasze „miniaturowe wesołe miasteczko”. Czekaliśmy na moment, gdy w zakładzie energetycznym ktoś zadecyduje o odłączeniu dopływu prądu (zdarzało się to naprawdę często!). Nagle gasły wszystkie światła, makieta znikała nam z oczu: umierał cały świat. A między nami rodziły się pierwsze miłości. Po kilku minutach wszyscy wracali do życia, a my do domów.

Dzisiaj każda przerwa w dostawie prądu wyprowadza mnie z równowagi. Od razu wydzwaniam na pogotowie energetyczne i nerwowo wypytuję, dlaczego nie ma światła, czy ktoś, kto o tym decyduje, zdaje sobie sprawę, że mam małe dziecko, że wciąż potrzebuję korzystać z pralki, czajnika, że pracuję przy komputerze etc. Jakieś dwa miesiące temu żyłam przy świecach prawie dwa dni! Gdy sfrustrowana zadzwoniłam pod znienawidzony numer i niemalże płacząc, żebrałam o odpowiedź na pytanie „kiedy?”, usłyszałam opryskliwe słowa: „Co pani telewizji nie ogląda?! W każdych wiadomościach gadają, jakie wichury i że prądu nie ma”. Już miałam wydusić z siebie: „Jak mam, bałwanie, włączyć telewizor bez prądu?!”, ale rzuciłam tylko słuchawką i poszłam do sklepu po zapas zapałek i świeczek. Potem sąsiad opowiadał, że podobno wisiały ogłoszenia o przeklinanej przeze mnie przerwie w „cywilizowanej rzeczywistości”. No i było mi trochę wstyd.
 
W tym roku jestem debiutującą mamą. Codzienność całkowicie podporządkowana jest córeczce: rytm dnia wyznaczają jej posiłki, jej sen, jej humory, chęć do zabawy lub pora na kąpiel. Dopiero po zorganizowaniu czasu Małgosi organizuję go dla siebie. I jest mi często wstyd, że malutka dziewczynka potrafi przez ponad dwie godziny leżeć obok mnie i bawić się kolorowymi rybkami (wcale nie marudząc i nie przeszkadzając), a ja czuję się przemęczona i tak trudno mi przez ten czas cokolwiek napisać. Wstydzę się, bo moje dziecko naprawdę pozwala na wiele. Czasem wydaje mi się, że ona doskonale rozumie, że rano trzeba być grzeczną w koszyku, bo mama musi mieć chwilę, żeby wejść do kotłowni i dołożyć do pieca, nakarmić koty, wypuścić na podwórko psa, powiesić pranie. Mniej więcej co trzy dni jestem zmuszona wynająć nianię. Gdy opiekunka zajmuje się małą, ja regeneruję siły na kolejne trzy dni i zarabiam na następne godziny niani. Wstydzę się, gdy w porze obiadowej zauważam, że wciąż jestem w spodniach od piżamy i bluzie z polaru, kiedy odkrywam ten niekobiecy wizerunek przed komputerem, szepczę do siebie: „Rany, jak ja wyglądam w pracy!”. I zaczynam się śmiać, bo wiem, że już za rok razem będziemy zbierać kasztany, zaczniemy kolekcjonować liście, a kolejne lata pozwolą rzeźbić w wosku i w dyni, wprowadzać kolory jesieni do domu.

Pozwolę sobie bywać zakłopotana rano jeszcze przez kilka miesięcy. Może po prostu moja wewnętrzna kobieta potrzebuje więcej snu niż dawniej.

W zeszłym tygodniu na warsztatach fotograficznych prowadzonych przez mojego przyjaciela rozmawialiśmy na temat wstydu. Michał prosił o zaproponowanie naszych fotograficznych definicji pojęcia. Zrobiłam zdjęcie ozdobionych haftem klapek na kafelkach łazienkowych. Pomiędzy klapkami czerwieniły się dwie duże krople „krwi” (krew udawał keczup – dopiero na zajęciach dowiedziałam się, że gdybym bardziej go rozcieńczyła, byłby „rekwizytem idealnym”). W kadrze nie było nic poza kafelkami, kroplami i butami. Taki wstyd sobie ostatnio wymyśliłam: nieustające echo ciąży, które wraz z wciąż zniekształconym brzuchem zmusiło fragment kobiety do zapadnięcia w sen zimowy. Mam jednak przeczucie, że ten sen jest koniecznym etapem na drodze do uzyskania równowagi. Wiosną obudzę nowoczesną mamę i usiądę do pracy w makijażu, już nieonieśmielona nową rolą.