1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony
  4. >
  5. Wiara w PESEL

Wiara w PESEL

Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
W internecie o pewnej piosenkarce piszą tak: „Śpiewa już prawie 50 lat! W jej PESEL aż trudno uwierzyć”. Najpierw myślę, że to głupie, potem ogarnia mnie wzruszenie. Bo chciałbym, żeby w mój PESEL najbliżsi mi ludzie nigdy wierzyć nie przestali.

Wiara w PESEL jest fundamentem uczucia. Do przysięgi małżeńskiej powinno być dopisane: „I że nigdy nie zwątpię w twój PESEL”. Piosenki powinny powstawać: „Na najzwyklejszym z wiejskich wesel/ Ujrzała chłopca śliczna dziewczyna/ Nie uwierzyła w jego PESEL/ Że tak się wcześnie zaczyna”. A później, po 50 latach małżeństwa: „Myślę o sprawach wielu/ Jaką przeszliśmy drogę/ No i o twoim PESEL-u/ Myśleć przestać nie mogę”.

W telewizji trafiam głównie na programy o remontach i urządzaniu wnętrz. Pan, który tłumaczył, jak będzie wyglądało mieszkanie po przebudowie, powiedział (naprawdę!): „Sercem tej toalety będzie bidet”. To po to ci wszyscy poeci nie spali po nocach? Po to byli rzucani przez swoje ukochane? I cierpieli? I wymyślali, że „to najpiękniejsze słowo świata”, że „z młodej piersi się wyrwało”, że „puka w rytmie cza-cza”? Żeby teraz się dowiedzieć, że bidet może być sercem?

Na restauracji w Poznaniu jest światowo. W środku też. Ale najpierw od zewnątrz zobaczyłem, że na oknach są napisy w dwóch językach. Po polsku i po angielsku. Żeby i krajowiec, i obcokrajowiec zostali odpowiednio zachęceni: „Smak pasji – The taste of passion” i „Szczerość kulinarnej formy – Authentic cuisine”. Nigdy nie zastanawiałem się nad szczerością kuchni. Czy coś, co mam zamiar zjeść, jest wobec mnie szczere. Nie liczyłem na szczerość naleśników czy prawdomówność bitki wołowej. A tu się okazuje, że powinienem.

Kilka razy próbowałem podchodzić do nauki języka angielskiego. Podczas pierwszej próby, kiedy na pytanie przyszłej nauczycielki: „Na ile już znasz angielski?”, odpowiedziałem: „Wcale”, usłyszałem: „To niemożliwe, teraz każdy zna angielski, nawet jeśli o tym nie wie”. Rzeczywiście – filmy, piosenki, nazwy firm, reklamy. I nie wiem, czy nie nadszedł właśnie czas przywracania proporcji. Żeby każdy posługujący się językiem angielskim mimowolnie zaczął się posługiwać polskim. Pierwsze sygnały takiego działania już są. Gdzieś na Dolnym Śląsku wypatrzyłem przy drodze tabliczkę z napisem „Service opon”. Małymi kroczkami polonizujmy angielskie nazwy! System „pół na pół” powinien za jakiś czas przynieść efekty. Od banalnych „Ice cream śmietankowe”, przez intrygujące „Hot dog świętokrzyski”, po bardzo poważne „National Biblioteka”. Właściwie wszystkie nazwy spolszczające anglicyzmy powinny być na tyle intrygujące, żeby zmuszać do sprawdzania w słownikach, co to może znaczyć.

Pan wulkanizator dolnośląski niech informuje, że ma do wyboru „winter opony” i „summer opony”. Doprowadzimy wreszcie do takiej sytuacji, że Anglik zaczynający kurs polskiego dowie się, że teraz każdy zna polski, nawet jeśli o tym nie wie.

Szwagier pochwalił mój pomysł. Ze znajomą polonistką, która uczy w School Podstawowa im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego, pracują nad podręcznikiem do oduczania angielskiego. Szwagier wymyślił ćwiczenie szeleszczące: „Szyła szale dla Szczercowa/ Szwaczka szczera jak szczawiowa”. Zapytałem, czy chodzi o szycie szali dla mieszkańców miejscowości Szczerców w powiecie bełchatowskim, czy dla kogoś, kto nosi takie nazwisko, na przykład Kazimierza Szczercowa? Szwagier odpowiedział, że mu to obojętne.

A wracając do PESEL-u. Zawsze pod koniec grudnia aż mi trudno uwierzyć w mój. Ale potem przychodzi wiosna i PESEL puszcza pędy. To już niedługo!

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE