„Bokserka” – nowa powieść Grażyny Plebanek

„Bokserka" - nowa powieść Grażyny Plebanek

W swojej najnowszej powieści Grażyna Plebanek powraca do Brukseli. Ale Bruksela z „Bokserki” ma niewiele wspólnego ze stolicą Europy, jaką znamy z telewizyjnych przekazów. Autorka opowiada nam o prawdziwej atmosferze miasta i o otwartej na tę inność tytułowej „bokserce”.
Która to już twoja brukselska książka?

Druga, po „Nielegalnych związkach”.

Czy obłaskawiałaś Brukselę podobnie jak bohaterka? Najpierw była to tylko trasa: praca-dom, a potem pojawiły się inne przestrzenie i inni ludzie?

Pracowałam nad tym oswojeniem Brukseli. Bardzo się starałam, żeby było to miejsce emocjonalne, żeby być związaną z ludźmi, żeby mieć fajne wspomnienia. I to pomogło mi się zaadaptować. Bruksela bardzo mnie też przywiązała swoim klimatem, bo nie jest aż tak wielka jak Warszawa, jest w niej pewien chaos, a ja nie lubię miast uporządkowanych.

Bruksela z twojej powieści jest bardzo multikulti. Z tego, co mówiłaś, niektóre postaci mają swoje pierwowzory w rzeczywistości. Czy na co dzień miasto też jest takie kolorowe?

To nie tyle pierwowzory, ile oni są inspiracjami wielokrotnymi. Weźmy przykład Cheicka, który jest tak naprawdę zlepkiem informacji od kilku osób. Z jednej strony trener, z drugiej zbiera informacje o Kongu, próbuje odzyskać kulturę swojego rodzinnego kraju, z trzeciej − jest bardzo charyzmatyczny. Największe wrażenie zrobił na mnie raper belgijski o korzeniach kongijskich, Pitcho, który opowiadał o tym, że jako kilkulatek uciekł ze swoim ojcem przed reżimem dyktatora Mobutu w Kongu. Wymazał wszystkie wspomnienia z Konga i stał się brukselczykiem, ale nagle te wspomnienia zaczęły do niego wracać. To odzyskiwanie pamięci sprzed okresu traumy przeprowadzkowej wydaje mi się bardzo ciekawe. Tak więc moja Bruksela jest bardzo międzynarodowa, bo mam tu dużo znajomych moich zawodów i pokrewnych, ale znam także różne inne dziwne środowiska jak klub bokserski, gdzie oczywiście narodowości się bardzo mieszają.

Bruksela kojarzy się ze stolicą Europy, a tu wnosisz rys, który dla Polaków może się wydawać zaskakujący. Co innego Londyn, Paryż, Nowy Jork. I nagle ta urzędnicza Bruksela okazuje się taka kolorowa i zróżnicowana!

To jest kwestia odkrycia miasta. Na urzędniczej części skupiłam się, kiedy pisałam „Nielegalne związki”. Teraz wrosłam w ten inny świat i wydaje mi się, że to jest prawdziwe miasto, a urzędnicze środowisko jest stosunkowo świeżym dodatkiem, który, co więcej, raczej nie wnosi wiele do życia kulturalnego, podczas gdy artyści, którzy tam przyjeżdżają, żeby tworzyć albo się uczyć, albo pracować na uniwersytecie, są warstwą bardzo twórczą. To mieszanka bardzo ciekawych umysłów. Poza tym przez rok studiowałam na wydziale afrykanistyki, gdzie byli ludzie z różnych krajów. To mi dało bardzo dobre środowisko uniwersyteckie.

Mówisz o studiach uniwersyteckich, więc to brzmi poważnie. Czy już wcześniej miałaś zainteresowania afrykańskie, czy dopiero tam się pojawiły?

Szczerze mówiąc tam. Ja w Polsce miałam takie klasyczne polskie désintéressement wynikające z przekonania, że to jest za daleko. My jesteśmy bliżej wschodu, bardziej nas interesują kraje bałtyckie, Ukraina, Rosja, co zauważam, gdy oglądam informacje albo porównuję serwisy internetowe polskie i belgijskie czy anglojęzyczne. W Brukseli natomiast musiałam zetknąć się z tematem Konga i innych krajów afrykańskich.

Zaczęło się od przyjaźni z autorem wybitnej książki „Kongo. Historia”. To był olbrzymi sukces, w samej Belgii sprzedano 200 tys. egzemplarzy, a w tej chwili książka zdobywa szturmem inne rynki. Wkrótce także ma się ukazać w Polsce. To bardzo ciekawa rzecz, która łączy różne formy: fakty historyczne i archeologiczne, dzienniki, wywiady. David Van Reybrouck jest głosem nowego pokolenia, które się rozlicza z kolonialną przeszłością. Dzięki niemu zaczęłam się na ten temat czegoś dowiadywać, zaczęłam mieć znajomych z różnych krajów afrykańskich: z Rwandy, stosunkowo dużo z Konga, malarkę z Mali. Chodziłam też na wiele imprez kulturalnych, żeby poznać ich obecną twórczość. Ten rok studiów poświęciłam na to, żeby się dowiedzieć czegoś na temat literatury mówionej, bo u nas trudno się do tej tradycji dogrzebać. Nawet na studiach polonistycznych mówiliśmy niewiele o przekazie ustnym. Natomiast w Afryce jest to nadal bardzo żywe, na przykład w Rwandzie do tej pory literatura to właśnie literatura ustna. Pisarze to ludzie z mojego pokolenia i trochę starsi, ale nie ma ich wielu, natomiast są opowiadacze, zwłaszcza w Mali, tzw. griots. Fascynuje mnie ta różnica między konstrukcją powieści mówionej i pisanej.

Twoja bohaterka, Lu, jest bardzo otwarta na takie znajomości. To jej dałaś z siebie?

Tak, to jej dałam z siebie. Ja mam w sobie taką psią ciekawośc, żeby pochodzić i węszyć. Czasami trafiam na środowiska mocno podejrzane, ale myślę, że chroni mnie jakaś naiwność. Przeczytałam we wstępie do wznowienia twórczości Kapuścińskiego, że miał on w sobie taki brak lęku i myślę, że to cechuje niektórych ludzi. Oczywiście czasami instynktownie cofam się przed jakimiś znajomościami, ale jestem bardzo ciekawa ludzi i nigdy się nie zasklepiałam w żadnych grupach.

Za te swoje znajomości Lu „dostaje czasem po głowie”. Nie tylko w światku ambasady, w której pracuje, ale nawet w klubie bokserskim. Jej trener, Ricky wypowiada się dosyć krytycznie na temat jej znajomych.

Ocenia ją, jak umie. To jest właśnie taka nauczka. Specjalnie wprowadziłam taki wątek, że Lu, która podchodzi z pełną naiwnością do kontaktów z ludźmi, „dostaje po głowie”, bo niektórzy ludzi oceniają, jak umieją, i ona tego nie może zmienić. To podobny mechanizm jak psychologia plotki: jak coś do nas przylgnie, to naprawdę nie sposób nic z tym zrobić. Są ludzie, którzy celują w czymś takim. Czasami działa tylko odcięcie się od nich. Tak zrobiła Lu, kiedy trafiła na osobę, która ją w jakiś sposób zdradziła czy oplotkowała.

Powiedziałaś, że jest naiwna. Czy to znaczy, że te wszystkie przygody przydarzają się jej przez naiwność?

To jest programowa naiwność, raczej dziecięca otwartość. Bo ciekawość jest silniejsza niż wszystkie ostrzeżenia, które się dostaje z domu. Wchodzi się w pewne sytuacje, bo coś z nich może wyniknąć. I wynika.

Lu jako dziewczynka mieszkała w Szwecji. Myślę, że też to doświadczenie spowodowało jej otwartość.

Myślę, że w ogóle doświadczenie bycia jako dziecko gdzie indziej albo częstego zmieniania szkół czy klas powoduje, że człowiek zyskuje umiejętność zamykania pewnych znajomości i otwierania nowych. Oczywiście zależy to też od charakteru, ale zasadniczo dzieciom, które często zmieniają środowisko, łatwiej przychodzi nawiązywanie kontaktów. Myślę, że Lu coś takiego się zdarzyło, bo musiała się zaadaptować w Szwecji ze wszystkim: z językiem, z kulturą, z programem szkolnym i z kolegami.

Czy w jej poszukiwaniach w relacjach z mężczyznami też prowadzi ją taka otwartość?

Już w kilku rozmowach starałam się wyjaśnić, że w tej książce chcę przestawić środek ciężkości. Nie ustawiam Lu na pozycji kobiety, która poszukuje mężczyzny, tylko kobiety, która żyje, a mężczyźni przychodzą i ona się ewentualnie na niektórych otwiera. Ale to nie jest jej cel, żeby z nimi być. Pokazują to jej historie. W pewnym momencie odczuwa namiętność do żonatego mężczyzny, która ją zżera, ale w momencie, kiedy się z niej wyzwala, jest już inną kobietą. Wychodzi z tej sytuacji silniejsza. Myśli sobie; „będzie – to świetnie, nie będzie – to też sobie poradzę”.

W powieści jest zdanie, które może być mylące, bo pojawia się co jakiś czas, kiedy Lu już zmęczona zwrotami akcji męsko-damskimi powtarza coś, o co w dzieciństwie zapytała swoja mamę, mianowicie, czy są jeszcze na świecie jacyś normalni mężczyźni. Ale to jest jak westchnienie, jak zwyczajowe zdanie z dzieciństwa. Bo w gruncie rzeczy sobie radzi. Nie jest ani programowo antyzwiązkowa, ani programowo poszukująca związku, bo ją zegar biologiczny ściga, tylko jest osobą, która przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza różne kontakty z ludźmi.

I jest też chyba zainteresowana męskim światem. Wchodząc w świat boksu, przełamuje jakąś barierę.

To faktycznie jest przełamanie. W pewnym momencie trzeba się pozbawić poczucia wstydu, poczucia obciachu. Powiedzieć sobie, że to jest bardzo trudne i mogę zostać wyśmiana, wręcz upodlona, ale spróbuje to zrobić. I Lu próbuje. Myślę, ze w jej przypadku jest to też poszukiwanie silnych bodźców , bo ma w sobie taką cechę. Potrzebuje pasji. Wcześniej na śmierć bliskiej osoby zareagowała wejściem w szalenie namiętny związek, a teraz odchodzi od żonatego kochanka i potrzebuje innej pasji, którą odnajduje w boksie.

Lu w ogóle jest jakoś podwójna: podwójne związki, ona sama jednego dnia piękna modelka, drugiego poobijana po walce bokserskiej…

Fajnie, że zauważyłaś tę podwójność. Bardzo dbałam o to, żeby się pojawiła. W tekście jest takie zdanie o Lu, że ona dobrze się czuje w środku, gdy ma coś z obu stron. Ma taką cechę osobowości. Potrzebuje czegoś, co w naszym monogamicznym myśleniu nazwano by się nadmiarem czy byciem zachłanną. Całą książkę rozpięłam na kontrastach. Czasami one są podane bardzo wyraźne, bo są kontrasty typu kolonizatorzy-kolonizowani, swojskość-obcość, ale Lu się odnajduje pośrodku tych kontrastów. Nie jest nigdy w ekstremum i zależało mi na tym, żeby taka była.

W każdym związku bohaterka ma inne imię, raz jest Lu, raz jest Mimi albo Emi. Czy ona zmienia się w każdym związku?

Zmienia się. Zawsze się zmieniamy, bo to jest kwestia kompromisu, ale też efekt tego, jaki cień lub światło ktoś na nas rzuca. Wydaje mi się, że ona jako otwarta osoba wchodzi w związek i daje sobie pozwolenie na to, żeby się trochę dostosować albo zmienić. Granicą jest dla niej ten moment, kiedy staje się obrazem tego, kto chce ją taką widzieć. Wtedy się wycofuje, bo to jest pogwałcenie jej wolności.

Powieść nosi tytuł „Bokserka”. Czy to znaczy, że to jest ważna tożsamość? Coś więcej niż tylko uprawianie sportu?

Myślę, że poznajemy ją już jako bokserkę. Wszystkie pozostałe wcielenia poznajemy obok. Bycie modelką czy praca w ambasadzie są na pograniczu, a w boksie Lu jest najbardziej szczera.

Sama w pewnym momencie mówi, że boks miał być lekarstwem na stratę Barta, a stał się czymś bardzo ważnym.

Tak, staje się siłą, przeciwwagą do związku, który ją osłabiał w pewnym momencie. Myślę, że we wszystkich związkach jest pewna dynamika i to chciałam oddać. Na początku związek był jej potrzebny i wtedy dobrze te rolę spełnił, ale potem przestał ją budować, a zaczął niszczyć. Boks był instynktownym odejściem w coś, co ją będzie odbudowywało. I tak się stało.

W powieści pojawia się także wątek hajtera. Pewien bloger bardzo agresywnie opisuje Lu. Musi to być ktoś z klubu. Lu już przełamała swój wstyd, obnażyła się i czuła bezpiecznie, a nagle ktoś pogwałcił mir tego miejsca.

Myślę, że chciałam tu pokazać dwie rzeczy. Jedna to taka, że rzeczy się w życiu kończą. Są sygnały, zanim do tego dojdzie. Ten klub też miał się rozpaść. I to poprzedzały różne znaki. Między innymi odchodzili najlepsi ludzie, pojawił się ten dziwny bloger. A druga rzecz jest taka, że mnie interesuje psychologia plotki i po raz pierwszy dotknęłam tego tematu w książce. W „Bokserce” plotka pojawia się dwa razy: raz właśnie jako blog, którego autor „obsmarowuje” Lu, a jeszcze wcześniej przy okazji Sylwii, koleżanki z pracy, która Lu w jakiś sposób zdradza. To jest przykład złej energii, od której należy uciekać.

Ale Lu dobrze sobie z tym radzi w gruncie rzeczy. Ona w ogóle ma cenną umiejętność akceptowania odpływania ludzi, kończenia się rożnych spraw.

Już w drugiej książce używam metafory podróży, bo to pozwala zaakceptować etapowość życia. Nasza ciągota do stałości to ciągota do poczucia bezpieczeństwa, ale w życiu z różnych względów jest tak, że etapy się kończą. Kończą się małżeństwa, kończy się szkoły , kończą się fajne rzeczy i kończy się życie. To jest właśnie pierwszy etap , żeby pogodzić się z tą myślą, zaakceptować ją.

Lu wchodzi w nowy związek. Kiedy decyduje się na wyjazd, Cheick mówi do niej, że jest mężczyzną i nie wie, czy będzie na nią czekał. Dosyć brutalnie to brzmi.

Faktycznie, to jest trochę odzierające ze złudzeń. To jest konfrontacja modeli miłości. Lu wyrosła z miłości bardzo ozdobnej, zwłaszcza z Bartem, który co innego mówi, a co innego robi. Natomiast Cheick w ogóle nie ma z problemu z mówieniem wprost i to jest lekcja upokorzenia do przełknięcia, ale z drugiej strony otwierająca oczy, że przecież Bart chciał tego samego, tylko nie był w stanie jej tego powiedzieć.

I w końcu Lu rusza w podróż. Co będzie z nią dalej? Czy wracasz do bohaterów?

Bardzo rzadko, ale z Lu miałam taką myśl, że poczekam, bo ona może się jeszcze objawić w jakiś sposób. Nie jestem pewna, ale gdzieś tkwi. Natomiast teraz mam dwa pomysły związane z innymi bohaterami i tym się zajmę. Jeden z nich to scenariusz, drugi to sztuka teatralna. Ponieważ to będzie współpraca z osobami z dwóch różnych kultur, myślę, że to mi da dobry rozwojowy bodziec. Bardzo lubię takie próby, za każdym razem wymyślam inna formułę książki, staram się wcielać w różne postaci, bo to bardzo rozwija nie tylko mnie wewnętrznie, ale też narrację

A czy masz już w planie kolejną powieść?

Kusi mnie, żeby z tego scenariusza zrobić powieść. Scenariusz będzie pisany z innym autorem po francusku, a wiem, że gdy siadam do pisania po polsku, to wyzwala to we mnie nowe spojrzenia na postać. Jestem bardzo ciekawa tej przygody pisarskiej. Takie przeskakiwanie między formami i językami jest dla mnie fascynujące.

fot. Ingrid_Otto, C.Grażyna_Plebanek

Grażyna Plebanek jest absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2005 r. mieszka w Brukseli, gdzie znalazła się w gronie międzynarodowych artystów, których portrety można zobaczyć na wystawie zaaranżowanej na stacji metra Gare de l’Ouest.

Debiutancka powieść Plebanek Pudełko ze szpilkami (2002; wyd. III W.A.B. 2010) została nagrodzona w konkursie literackim wydawnictwa Zysk i S-ka. Rozgłos zdobyły także kolejne powieści Dziewczyny z Portofino (W.A.B. 2005) i Przystupa (W.A.B. 2007). Bestsellerowe Nielegalne związki (W.A.B. 2010) zostały przetłumaczone na język angielski i wyróżnione w New Europe Books 2013. W 2013 r. ukazała się jej książka Córki Rozbójniczki, a w maju 2014 r. nowa powieść „Bokserka”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze