1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. "Stulecie Winnych" - o czym jest serial, gdzie i kiedy oglądać?

"Stulecie Winnych" - o czym jest serial, gdzie i kiedy oglądać?

Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Nowa produkcja Telewizji Polskiej "Stulecie Winnych" to serial oparty na motywach powieści Ałbeny Grabowskiej. Już teraz nowy obraz telewizyjnej "Jedynki" zanosi się na ogromny hit, który będzie miał premierę 3. marca. W nowym serialu zobaczymy takie gwiazdy jak chociażby Rafał Królikowski, Olaf Lubaszenko, czy Jan Wieczorkowski.

Nowa produkcja Telewizji Polskiej "Stulecie Winnych" to serial oparty na motywach powieści Ałbeny Grabowskiej. W nowym serialu zobaczymy takie gwiazdy jak chociażby Rafał Królikowski, Olaf Lubaszenko czy Jan Wieczorkowski.

Stulecie Winnych serial - gdzie i kiedy obejrzeć?

Pierwszy sezon serialu "Stulecie Winnych" wyemitowany został na wiosnę 2019 w telewizyjnej "Jedynce". Serial składał się z 13 odcinków.

"Stulecie Winnych" - o czym jest?

Produkcja nakręcona została na podstawie sagi "Stulecie Winnych" Ałbeny Grabowskiej, która ukazała się w 2015 roku, wydana przez Wydawnictwo Zwierciadło. Serial opowiada  historię rodziny Winnych zamieszkujących podwarszawski Brwinów, którym przyszło doświadczyć najcięższych wydarzeń XX w. Fabuła skupia się na życiu dwóch bliźniaczek Ani i Mani, które zostają osierocone przez zmarłą przy porodzie matkę. Akcja serialu rozpoczyna się podczas I wojny światowej i trwa aż do czasów współczesnych.

"Stulecie Winnych"  serial - obsada

Wśród gwiazd, które znalazły się w obsadzie znajdziemy takie nazwiska jak: Rafał Królikowski, Katarzyna Kwiatkowska, Kinga Preis, Katarzyna Wajda, Jan Wieczorkowski, Olaf Lubaszenko, Adam Ferency oraz debiutujących, młodych aktorów. Za reżyserię odpowiedzialny jest Piotr Trzaskalski, znany z takich produkcji jak "Edi", czy "Mój rower", zdjęcia do serialu wykonał natomiast Witold Płóciennik.

"Stulecie Winnych" - książka

Saga obyczajowa Ałbeny Grabowskiej, na motywach której powstał serial, dostępna jest w naszym sklepie internetowym.

 

 

 

 

 

Pokaz przedpremierowy serialu "Stulecie Winnych"

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło poleca

"Stulecie Winnych" wraca na ekrany

"Stulecie Winnych" (fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Serial „Stulecie Winnych” niezbicie pokazuje, że Polacy uwielbiają produkcje kostiumowe, historyczne i patriotyczne. Odcinki emitowane w TVP jak i udostępniane w Internecie obejrzało średnio 2,6 mln widzów. Adaptację II tomu powieści Ałbeny Grabowskiej będzie można oglądać już od niedzieli 15 marca w telewizyjnej Jedynce.

Serialowa wersja I tomu bestsellerowej trylogii Ałbeny Grabowskiej pt. „Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli” cieszyła się ogromną popularnością wśród fanów. Produkcja opowiada o dramatycznych losach rodziny Winnych, mieszkających w małym Brwinowie na początku XX w. Widzowie serialu będą mogli cieszyć się nowymi odcinkami już od 15 marca na antenie TVP, a jak zapowiada Ilona Łepkowska, trwają już prace nad scenariuszem do trzeciego sezonu.

„Stulecie Winnych” odcinek 1, sezon 2 – co się wydarzy? Kiedy w TVP? Kiedy online? O której godzinie pierwszy odcinek?

Akcja drugiego sezonu entuzjastycznie przyjętego serialu pt. „Stulecie Winnych” toczy się w podczas burzliwych lat 1939-1952  na ziemiach polskich. Życie Winnych biegnie dalej, bohaterowie muszą się zmierzyć nie tylko z własnymi słabościami i dramatami, ale także z okrutną rzeczywistością wojenną i powojenną. Na ekranie ponownie zobaczymy większość dobrze nam znanych z poprzednich odcinków bohaterów, w których wcielili się m.in. Kinga Preis (Bronisława Winna), Jan Wieczorkowski (Stanisław Winny), Roman Gancarczyk (Antoni Winny), Katarzyna Kwiatkowska (Kazia Winna), Arkadiusz Janiczek (Władysław Winny), Karolina Bacia (Mania Winna) i Weronika Humaj (Ania Winna).

Pierwszy odcinek zostanie wyemitowany w niedzielę 15 marca 2020 roku o godz. 20.15. Podobnie jak w pierwszym sezonie TVP zaprezentuje 13 odcinków serialu „Stulecie Winnych”.

'Stulecie Winnych' (fot. materiały prasowe) "Stulecie Winnych" (fot. materiały prasowe)

'Stulecie Winnych' (fot. materiały prasowe) "Stulecie Winnych" (fot. materiały prasowe)

'Stulecie Winnych' (fot. materiały prasowe) "Stulecie Winnych" (fot. materiały prasowe)

'Stulecie Winnych' (fot. materiały prasowe) "Stulecie Winnych" (fot. materiały prasowe)

'Stulecie Winnych' (fot. materiały prasowe) "Stulecie Winnych" (fot. materiały prasowe)

'Stulecie Winnych' (fot. materiały prasowe) "Stulecie Winnych" (fot. materiały prasowe)

https://youtu.be/1cvjRKtj3Io

Saga obyczajowa Ałbeny Grabowskiej, na motywach której powstał serial, dostępna jest w naszym sklepie internetowym.

  1. Kultura

Kinga Preis - poszukująca, przenikliwa, przebojowa

Kinga Preis marzy o życiu blisko przyrody. (Fot. Marta Wojtal)
Kinga Preis marzy o życiu blisko przyrody. (Fot. Marta Wojtal)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Kinga Preis każdą rolę gra tak, jakby była pierwsza, a żadna wcześniejsza nie zostawiła śladu. Wybitna osobowość aktorska. Mogliśmy oglądać ją w serialu „Stulecie Winnych” (według wydanej przez Wydawnictwo Zwierciadło sagi Ałbeny Grabowskiej), w którym grała Bronisławę, „szefową” rodu Winnych. TVP potwierdziła, że powstanie drugi sezonu serialu - w lipcu ruszają prace na planie. 

Bronia mało mówi, ale trzyma w karbach tę rodzinę, tę historię… Przy niej nic nie może się rozpaść?

Mężczyźni w tej opowieści są delikatni, nie mają odwagi zawalczyć o miłość. Mąż Broni dużo pije, traktuje się go, jakby nie umiał poradzić sobie z życiem. To Bronia jest „szefową” rodziny. Przeżywa niepowodzenia swoich dzieci. To prosta kobieta, chłopka, ale z głodem wiedzy. Chce, aby jej dzieci się uczyły, chce je otworzyć na świat. Sama nie miała szansy wyruszyć poza Brwinów, który pewnie bardzo kocha.

Bronia ma w rodzinie respekt. Widać, że kiedy na coś reaguje, powie dosadniej słowo, wszyscy się wycofują.

Autorytetu nie zdobywa się histerią, narzucając coś. Zdobywa się go spokojem i determinacją. Bronia chce wszystkim pomagać. Opiekuje się chorymi w szpitalu. Walczy o prawa kobiet. Wyrastałam w domu, w którym ważną rolę odgrywały kobiety.

Miała pani w głowie kobiety ze swojej rodziny, grając tę rolę?

Moja mama i babcia były związane z Wrocławiem, ze środowiskiem artystycznym. Babcia Marysia tańczyła w Zespole Pieśni i Tańca „Śląsk”, a potem przez wiele lat pracowała w Operze Wrocławskiej, gdzie większość zawodowego życia przepracowała też moja mama. Nie mogę więc powiedzieć, żeby to były proste kobiety. Każda z nas wychowała jedno dziecko. Nie wyobrażam sobie posiadania drugiego, a co dopiero czwórki własnych dzieci, i do tego gromady wnuków. Dla mnie Antoni był ogromnym wyzwaniem i jest pępkiem świata. Bronia tych światów miała dużo więcej. Życie na wsi zależało od przyrody, pór roku, od Boga, wiary, w której została wychowana. My tak nie postrzegamy własnego losu. Inaczej też walczymy z melancholią, depresją. Bronia na smutek duszy czytała książkę przy świecy, rozmawiała z bliskimi. Tak naprawdę wszystko nas różni. Moje życie jest prostsze, nie muszę podejmować wyborów ostatecznych, żyję szybciej, intensywniej. Ale czy jestem przez to szczęśliwszym człowiekiem?

Grając, sięga pani do intuicji?

Nigdy nie staram się kopiować, odwzorowywać. Na pewno do roli dostają się jakieś okruchy z mojego życia, ale z mojej strony nie jest to działanie z premedytacją. Lubię być zaskakiwana w trakcie sceny czymś, co się nagle pojawia albo co proponuje partner. Sama również lubię zaskakiwać. W „Stuleciu Winnych” kimś szczególnym i bliskim był dla mnie reżyser Piotrek Trzaskalski. Mam różne doświadczenia na tym polu. A tu spotkałam człowieka, który mając przed sobą blisko sto dni zdjęciowych, na każdej stronie scenariusza narysował kadry do poszczególnych scen, był dociekliwy i czuły wobec wszystkich aktorów. Niezwykłym partnerem dla mnie był również operator Witold Płóciennik. To jest wielki artysta, który dzięki swojej wrażliwości za pomocą kamery namalował świat z początku XX wieku. Scena, w której Kasia, synowa Broni, rodzi, jest jak z Rembrandta. Uwielbiam obserwować operatorów w pracy. Jesteśmy w tym samym miejscu, patrzymy na to samo, ale operator widzi świat, jakiego ja nie jestem w stanie dostrzec. Każdy artysta, z którym się spotykam, buduje swoją przestrzeń, przekracza ją, nawzajem z siebie czerpiemy, i tak powstaje Bronia Winna.

Jak wyglądałaby pani saga rodzinna?

Moi pradziadkowie Jan i Michalina Pieszkowie pochodzili ze Lwowa. Uciekli z kresów, kiedy moja babcia Marysia była malutka. Przyjechali najpierw do Wojcieszowa na Dolnym Śląsku, a potem do Wrocławia. Prawie nie pamiętam swoich  pradziadków. Na różnych uroczystościach rodzinnych wtrącało się coś bałakiem [lwowska gwara uliczna – przyp. red.], śpiewało piosenki ze Lwowa, ale nikt mnie nie wychowywał w kulcie tego miasta. Dopiero dzisiaj się zastanawiam, czym musiało być dla moich bliskich wysiedlenie bez możliwości powrotu…

Jacy byli pani dziadkowie?

Mam superbabcię i bardzo opiekuńczą mamę, one się wspaniale uzupełniały.

W domu rządziła babcia czy mama?

Babcia chciała rządzić, ale słuchałam mamy. Marzeniem babci był śpiew, ale ponieważ los płata figle, to całe życie przetańczyła. Najwyższą ze sztuk była dla niej zawsze muzyka. Moja mama skończyła liceum w klasie fortepianu, ale dalej tą drogą nie poszła. Potem była próba zachęcenia mnie do pójścia w tym samym kierunku. Równie nieudana. W domu stało pianino, babcia goniła mnie do lekcji. Kiedy poszłam do szkoły podstawowej, były różne akademie ku czci. Pamiętam mój pierwszy występ. Miałam zagrać fragment piosenki „Czy pozwoli panna Krysia, młody ułan pyta...”. Z nerwów nie trafiłam w żadną czystą nutę. To była kakofonia. A potrafiłam ten utwór zagrać. Ale i tak najpełniej realizuję artystyczne ambicje swojej babci.

Pamięta pani ojca?

Nie. Mam jedno wspomnienie z tatą… zostawmy. Jak ważny jest ojciec, wiem, bo patrzę na więź mojego Piotra z Antonim. Sama tego nie doświadczyłam. Trudno jest żałować uczucia, którego się nigdy nie przeżyło.

Nigdy nie chciała się pani dowiedzieć czegoś o ojcu?

Miałam taką potrzebę, kiedy miałam kilkanaście lat, ale szybko zgasła, ponieważ do niczego się nie dokopałam.

A jego rodzina?

Nie utrzymywaliśmy żadnego kontaktu.

Nie myślała pani, że może opowiedzieliby coś ważnego?

Więzy krwi nie powodują, że ktoś jest dla nas ważny.

Nie miała pani czasem poczucia, że przez brak ojca…

…coś mnie ominęło? Mam syna i myślę, że wychowanie syna jest naprawdę czymś innym niż wychowanie córki. Kiedy byłam w ciąży, mówiłam do swojego brzucha: „Marysiu”. Marzyłam o urodzeniu dziewczynki. Niefrasobliwy lekarz powiedział mi na tydzień przed porodem, że jednak będzie syn. Przeżyłam jeden z najpoważniejszych kryzysów w swoim życiu. Dziś, oczywiście, się z tego śmieję. Krzyczałam do mojego męża: „Za co to wszystko?! Po co te dziewięć miesięcy udręki? Żeby syna urodzić?!”. Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieć córkę.

Ale skąd to w pani było?

Klasyka stereotypu. Tak jak większość mężczyzn chce mieć syna, by grać z nim w piłkę i móc po męsku pogadać, tak większość kobiet pragnie córeczki, z którą będzie się wspólnie bawić w domek i rodzinkę. Ja się ze swoim synem świetnie dogaduję. To spokojny, fajny facet. Zawsze był taki. A u dziewczynek zauważam feerię niezdrowych ekscytacji. Mam ukochaną sąsiadkę Stenię. Kiedy coś razem oglądamy i występuje mała dziewczynka, porozumiewawczo spoglądamy na siebie, a w oczach: „Gardzę różem”. Wiem, to okropna klisza, ale utrwalił ją mój zawód. Dziewczynki na planie bywają szalenie rezolutne, takie stare malutkie.

Kinga Preis najbardziej ceni pracę w teatrze (Fot. Marta Wojtal) Kinga Preis najbardziej ceni pracę w teatrze (Fot. Marta Wojtal)

W zawodzie od razu trafiła pani na mistrza. Na trzecim roku studiów zagrała pani główną rolę u Jerzego Jarockiego w „Kasi z Heilbronnu”, dzisiaj opisywaną jako legendarna. Czym to dla pani było?

Nie umiem odpowiedzieć, na czym polegała technika prof. Jarockiego. Nie czułam, że to lekcja, jakiś konkretny przekaz. Byłam jedną z osób, którymi w umiejętny sposób poruszał. Umiał znakomicie użyć aktora. Myślę, że brał z tego, kim byłam. Przecież Kasia jest łatwowiernym, nieświadomym, zaczarowanym człowiekiem. Dokładnie taka byłam. Chciałam kochać teatr. Jeśli wyobrażałam sobie zawodowe życie, to tylko w teatrze. W ogóle nie myślałam o graniu w kinie.

Czym dzisiaj jest dla pani teatr?

Miejscem, z którego w porę uciekłam, myślę o Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie pracowałam 17 lat. Odeszłam, zanim doprowadzono do jego zniszczenia. Mówiło się, że jest to teatr zespołowy, nie gwiazdorski. Byliśmy skupieni na pracy, tam w pewnym odizolowaniu nie chcieliśmy uciekać do Warszawy, gdzie czekało zapewne więcej propozycji. Był miejscem dla tak różnych twórców, jak Jerzy Jarocki, Krystian Lupa, Jan Klata. Wystarczyła chwila, żeby to wszystko zniweczyć. W ubiegłym roku byłam w Teatrze Polskim. Śpiewałam podczas gali piosenek Wojciecha Młynarskiego. Niewielu moich kolegów tam zostało. Weszłam do smutnego miejsca, gdzie ludzie siedzący w bufecie niespecjalnie się lubią. Dzisiaj nie mam żadnej potrzeby wejścia w spektakl teatralny. Koledzy mówią: „Przestań, na pewno żałujesz”. Nie żałuję. Mam dużo więcej wolnego czasu i to uwielbiam. Jestem wolnym człowiekiem. Może kiedyś zatęsknię.

To co pani właściwie robi, kiedy nic nie robi?

Czytam, rozmawiam z mężem, mam dużo więcej czasu dla syna albo idę na spacer, albo nie idę i po prostu sobie siedzę. Wyjeżdżam, chodzę do kina, takie tam.

I marzy pani?

Jestem człowiekiem, którego uruchamia wyobrażenie o wygranej w totolotka. Gram bardzo rzadko, ale w momencie obstawienia liczb już stąd wyjeżdżam, już pakuję walizkę, już jestem na drugim końcu świata. Marzenia? Nie pracować. Albo nie pracować w tym zawodzie. Teraz marzę już o przeprowadzce, bo niebawem przeniosę się na wieś. Potrzebuję przyrody.

Kupiła pani dom?

Buduję. Nie potrafię czerpać przyjemności z miasta. Mając wolny dzień, pakowałam plecak i jechałam z rodziną w góry. Wychowałam się na Sępolnie. To dzielnica jak z programów Davida Attenborough. Dzieciństwo było bez telewizora, bez iPhone’a, więc miałam wyrobione inne części ciała niż kciuk. Jako dzieciaki wariowaliśmy na ogródkach działkowych, zakładaliśmy się, kto po zmroku przejdzie po cmentarzu…

Gdzie pani buduje dom?

Na wsi pod Wrocławiem. Dom jest otwarty na przyrodę.

A co przed oknem?

To, co nam wyrośnie. Mąż namawiał, żebyśmy kupili duże drzewa. „Piotrusiu – mówię – chcę patrzeć, jak rosną”. Wczoraj pojechaliśmy z mężem do lasu pod Trzebnicą i byliśmy tam siedem godzin. To mi sprawiło autentyczną przyjemność.

Siedmiogodzinny spacer?

Idziemy, zatrzymujemy się, obserwujemy. Drogę przebiegł nam piękny byk. Potem podglądaliśmy łanie daniela. Pierwsza szóstka stała na polanie. To były dosyć drobne łanie, szarobrązowe. Mąż mówi: „Pójdę lasem i wypłoszę ci je, żeby na ciebie wyszły”. Zrobił to tak skutecznie, że jak doszłam do granicy polany, to już tylko widziałam ich lusterka, czyli zadki, gdy stały w rządku, by przeskoczyć przez rzekę. W pewnym momencie żuraw z polany wyleciał tak nisko, jakby spod nas. Widzieliśmy też cztery orły. Tam są ogromne stawy i jest coraz więcej orłów. Przed samym zmrokiem mąż zauważył następne daniele. „Są na mojej czternastej” – powiedział. Jak się na nie spojrzy, to udają, że nie patrzą. Chociaż wiem, że cały czas nas obserwują. Czy to nie jest fascynujące, taki spacer po lesie?

Syn zajął się kinem?

Tak, przechodzi swoją drogę w tej branży. Przez półtora roku miał zaszczyt i szansę pracować z wybitnymi ludźmi kina, reżyserami, operatorami i aktorami. Aż mu zazdroszczę.

Wyobrażała sobie pani, że syn staje za kamerą, a pani gra? W jaki sposób patrzyłby na panią?

Uważa pewnie, że jesteśmy z Piotrem takie „wariatuńcie”, jak to się u nas w domu mówiło. Ale rodzina zawsze ma dyskomfort, oglądając najbliższych na ekranie. Myślę, że kiedy mój syn zobaczył scenę gwałtu w „Pod Mocnym Aniołem”, to nie było pozytywne przeżycie.

Rozmawialiście o tym?

Myślę, że Antoni docenia ten film, bardzo mu się podoba, ale nie komentuje mojego w nim udziału. Bardzo mnie kocha jako mamę i ceni jako aktorkę, ale zobaczyć rodzica w takiej roli to duże wyzwanie. Mój mąż też jest z tej branży, ale nie sądzę, że nie pika mu serce, gdy gram tego typu sceny. Zabrałam kiedyś moją mamę na premierę spektaklu Teatru Telewizji „Stygmatyczka”. Były tam sceny, kiedy Wandzie Boniszewskiej, zakonnicy, którą grałam, otwierają się rany na rękach, stopach, na czole. Moja mama przeżyła to bardzo dramatycznie. Myślę, że nie widziała w tej bohaterce zakonnicy, tylko córkę. Staram się wejść na sto procent w sytuację i w jakimś sensie wyzbyć się siebie, zatracić w tym, co robię. Grając, nie jestem Kingą Preis, aktorką wcielającą się w filmie „Pod Mocnym Aniołem” w postać Mani, która jest gwałcona. W tym momencie jestem tą Manią. To się dzieje w mojej świadomości, w mojej psychice, w moim ciele. Czuję tak, jakby to było naprawdę. Widz, mam nadzieję, też w to wierzy.

Co dzieje się w pani po zagraniu ekstremalnie trudnej sceny?

Czuję przyjemność, że coś przeżyłam. Na pewno nie czuję tego, co człowiek zgwałcony, czyli zbrukania, raczej zmęczenie, utratę ogromnej energii. I wbrew pozorom niechęć powrotu do realności, do świata. Pewnie, że nie czuję się dobrze po scenie gwałtu ani po tym, jak w „Domu złym” mąż zabił mnie siekierą. Leżałam w błocie, półnaga, było potwornie zimno. Ale był to dla mnie zarazem koniec zdjęć. Pojawił się żal, jaki mają dzieci, kiedy odbiera im się coś najcenniejszego. Odebrano mi coś, co już nigdy się nie przydarzy. Nigdy już nie zagram w „Domu złym” i nie przeżyję podobnych emocji. Nie umiem tego inaczej powiedzieć. Wielu aktorom ciężko jest się rozstać z rolą. Kiedy patrzę na dobrych aktorów, nie myślę jedynie o ich fizycznej zmianie, ale że zostaje jakiś ślad tego, co zagrali. Czasem, kiedy kończę zdjęcia, jest mi żal, czasem się cieszę, że już koniec, a czasem nic mnie to nie obchodzi. Bywa, że za role, które są lżejsze do udźwignięcia, widzowie kochają nas najbardziej. Kiedy to słyszę, myślę: „Fajnie, miło”. Ale czekam na nowe wyzwania.

Kinga Preis, grając, lubi uciekać od samej siebie. (For. Marta Wojtal) Kinga Preis, grając, lubi uciekać od samej siebie. (For. Marta Wojtal)

Na reżysera, który widzi panią inaczej niż wszyscy?

Teraz pracuję z Piotrem Domalewskim. Zmusza mnie do wydobycia czegoś zupełnie innego. A ja lubię uciec samej sobie.

Jest pani w zawodzie nienasycona?

Zna pan serial „Gdzie jest mój agent?”. Każda z postaci jest wspaniale napisana. Tego naprawdę zazdroszczę – dobrze napisanych ról. U nas albo trzeba się zrzygać do umywalki, albo być korpo-glamour. Tak bym chciała w telewizji odwagi. Nie tylko u aktorów.

 

Saga obyczajowa Ałbeny Grabowskiej, na motywach której powstał serial "Stulecie Winnych", dostępna jest w naszym sklepie internetowym:

  1. Kultura

Adele - dowcipna i sarkastyczna

W 2017 roku Adele odebrała aż 5 statuetek Grammy, m.in. za utwór roku („Hello”) i album roku („25”). Na zdjęciu wokalistka razem z producentami podczas ceremonii rozdania nagród w Staples Center w Los Angeles. (Fot. Kevin Mazur/ Wireimage/ Getty Images/ Gallo Images)
W 2017 roku Adele odebrała aż 5 statuetek Grammy, m.in. za utwór roku („Hello”) i album roku („25”). Na zdjęciu wokalistka razem z producentami podczas ceremonii rozdania nagród w Staples Center w Los Angeles. (Fot. Kevin Mazur/ Wireimage/ Getty Images/ Gallo Images)
Wydała album "25" z megahitem "Hello", po czym zapadła się pod ziemię. Adele kilka razy uciekała w stan zawodowej hibernacji. Dziś kończy 33 lata, a fani z niecierpliwością czekają na jej wielki powrót. Z okazji urodzin artystki przypominamy artykuł z archiwalnego wydania "Zwierciadła" przybliżający jej sylwetkę. 

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 6/2017.

Oscarowy wieczór w 2013 roku. Dawno niewidziana Adele odebrała pierwszego w życiu Oscara za piosenkę „Skyfall” do kolejnej części przygód Jamesa Bonda. Zaśpiewała niedługo po urodzeniu syna, a statuetkę postawiła, jak na Brytyjkę przystało, w toalecie obok małego Oscara za najlepszą mamusię. Potem zniknęła na cztery lata i wróciła niespodziewanie w finale brytyjskiej edycji programu „X Factor”. Wtedy widzowie zamiast tradycyjnej reklamy zobaczyli zaskakujący spot: czarne tło, znajomy głos i nikomu wówczas nieznane: „Cześć, to ja. Zastanawiałam się, czy po latach chciałbyś się spotkać, by wszystko powtórzyć? Mówią, że czas leczy rany, ale ja nie czuję się uleczona” i trzy kropki. 30-sekundowy fragment obiegł Twittera w okamgnieniu, a fani rozpoznali, że oto właśnie, po latach milczenia, usłyszeli utęskniony głos. To był głos Adele, na który czekaliśmy cztery długie lata.

https://www.youtube.com/watch?v=YQHsXMglC9A

W październiku 2015 roku udowodniła, że można wrócić na rynek muzyczny po przerwie i zostać przyjętym z otwartymi ramionami, co wcale nie było oczywiste: „Bałam się, że wrócę, a Wy powiecie mi, żebym spieprzała”. Zapamiętaliśmy ją jako krnąbrną nastolatkę z albumu „19” i dojrzałą dziewczynę ze złamanym sercem z kultowej już płyty „21”. Po spektakularnym sukcesie drugiego krążka przerażona nagłym zainteresowaniem mediów skryła się w domu w Londynie i została w nim na kilka lat. W tym czasie związała się ze swoim obecnym mężem Simonem Koneckim (założycielem organizacji charytatywnej Drop4Drop, która dostarcza wodę pitną do Afryki), urodziła syna, a w efekcie życiowych zmian nagrała trzecią, zupełnie inną płytę pt. „25”. W przeciwieństwie do poprzednich, traktujących o nieszczęśliwej miłości, ta jest rozliczeniem z przeszłością: „Tęsknię za tym, kiedy życie było tylko beztroską zabawą, ale to było milion lat temu” – śpiewa. Kiedyś modliła się o nową miłość, a gdy ją dostała, rozpaczliwie woła o powrót do przeszłości. Nie bierze się to znikąd.

https://www.youtube.com/watch?v=08DjMT-qR9g

Sława przyszła nagle, a zupełnie nieprzygotowana na to Adele została wtłoczona w nieubłaganą machinę show-biznesu („Lata nastoletnie to były najprawdziwsze i najlepsze momenty mojego życia i szkoda, że wtedy nie wiedziałam, że nigdy więcej nie będę mogła już sobie po prostu usiąść w parku i wyżłopać cydru czy piwa ze znajomymi”). A dlaczego? Bo życie jej i kumpli z Brit School się zmieniło. Każde z nich poszło w zupełnie innym kierunku i bez względu na to, czy ona została znaną piosenkarką, a pozostali poświęcili się rodzinie bądź pracują w spożywczym, ich wspólne chwile bezpowrotnie minęły. I o tym właśnie śpiewa na „25”, sygnalizując, ile zmieniło się od czasu ukazania się debiutanckiego krążka dziewięć lat temu. Zapewnia, że okres między drugą a trzecią płytą przyniósł najwięcej zmian („Wierzę w trylogię. To mój ostatni album sygnowany moim wiekiem. Następny nazwę po prostu »Adele«”).

„Paraliżujący strach przed występami nasila się wraz z wiekiem”
Spektakularny show z załogą tancerzy w stylu Beyoncè czy Lady Gagi i trasa koncertowa po całym świecie to nie jej bajka. Dotychczas koncerty organizowała w małych arenach, bo zbyt duża publiczność wywoływała w niej paraliżujący strach. Mogłoby się zdawać, że dziesięć lat bycia na scenie sprawi, że Adele oswoi się z występami. Nic z tych rzeczy. „Jest coraz gorzej” – przyznaje w wywiadach. Kiedyś ze strachu odpalała jednego papierosa od drugiego, z płaczem chowała się w toalecie, uciekała z miejsca koncertu, a nawet regularnie wymiotowała za kulisami. Po wyjściu na scenę wcale nie jest lepiej. Adele potrafi przerwać piosenkę w połowie i używając wiązanki przekleństw, tłumaczyć, że ze stresu zapomniała tekstu. W takich chwilach klnie i ma słowotok („Tak oswajam tremę, że kręcę się w kółko, nie kontroluję tego, co mówię”).

https://www.youtube.com/watch?v=BW9Fzwuf43c

Biorąc to wszystko w nawias, zacisnęła zęby, wzięła głęboki wdech i zdecydowała się ruszyć w międzynarodową trasę koncertową promującą jej ostatni album „25”. Nie zrobiła tego dla siebie, ale dla fanów. Oni od dekady słuchają jej utworów i gdy tylko nadarza się okazja, przychodzą na koncerty. Wbrew sobie, a więc znienawidzonym lotom samolotami, chorobliwemu strachowi przed występami i niechęci do oddalania się od rodzinnego Londynu, po raz pierwszy opuściła dom na kilkanaście miesięcy („To nie jest coś, w czym jestem dobra. Aplauz sprawia, że czuję się bezbronna. Wzbudza we mnie wycofanie, strach. Nie wiem, czy kiedykolwiek ponownie się na to zdecyduję. Ta trasa to moje największe osiągnięcie w karierze”). Im więcej występuje, tym większą czuje presję, a co za tym idzie – większy lęk. Podczas pierwszego koncertu na tej trasie w irlandzkim Belfaście serwowała publiczności opowieści o tym, jak pół dnia przed występem spędziła w toalecie, bo tak jej organizm zareagował na stresującą sytuację: „Miałam ostre zaparcia. Kiedy stanęłam na tej pieprzonej scenie w ciemności, myślałam, że umrę”. Fani tym bardziej doceniają to, że chciała się z nimi spotkać.

Berlin. Tu dała kilka występów, a jeden z nich na pewno zostanie w pamięci grupy Polaków. Wraz z fanami z innych stron świata nastolatki koczowały pod areną Mercedes Benz kilka godzin przed koncertem. „Wiedząc, że Adele wcześniej zaprosiła na scenę kilkoro fanów, mieliśmy jeden cel – też się tam znaleźć” – przyznaje młodzież. Przygotowali prześcieradło z napisem: „W nasze 18. urodziny prosimy tylko o uścisk z kimś takim jak ty”, ale podczas kontroli osobistej przy bramkach ochroniarz chciał skonfiskować baner i podtrzymujące go kije. Jednak Polak potrafi. Jeden z chłopców owinął płótno wokół swojego ciała, założył koszulę, wcisnął spodnie i tak wszedł do środka „Wniesienie tego było jedną z najbardziej przerażających chwil w moim życiu” – wspomina.

https://www.youtube.com/watch?v=rYEDA3JcQqw

Koncert trwa. Co widzi Adele ze sceny? Kilkadziesiąt tysięcy ludzi z telefonami w dłoniach, przytulone pary, dzieci tańczące na krzesełkach, a pośród nich pięcioro nastolatków z Radomska, którzy wytrwale trzymają cudem wniesione prześcieradło w górze. Adele skierowała wzrok w ich stronę: „Chodźcie tutaj. Wszyscy macie 18. urodziny? Cudownie!” – mówiła, kiedy oni w podskokach wbiegali na scenę. „Przytuliła każdego z nas, zapytała, jak mamy na imię, skąd jesteśmy i jak udało nam się wnieść tak duży plakat. Nie czuliśmy żadnego dystansu. Zachowywała się, jakby była naszą przyjaciółką” – opowiadają Polacy. Zrobili zdjęcia Instaxem [czyli aparatem typu polaroid – przyp. red.], a jedno z nich wręczyli artystce na pamiątkę. Nie tylko oni zapamiętają to spotkanie, również sama Adele. Trzy dni przed koncertem w Berlinie artystka skończyła 28 lat i to właśnie Polacy zachęcili 23 tysiące ludzi w arenie do zaśpiewania jej sto lat. O tym spotkaniu i niespodziance Adele opowiadała w innych miastach. Kilkukrotnie pytała, czy wśród publiczności są fani z Polski.

„Wszystko, co się dzieje wokół mojej kariery, jest absurdalne. Cały czas mam wrażenie, że przyjdzie ktoś i powie, że mam wracać do Tottenham”
Świadomie zrezygnowała z wyścigu o sławę, a teraz wiemy, że nie dość, że ją wygrała, to od kilku lat nosi miano największej gwiazdy muzyki spoza USA. Adele jako kolejna po m.in. Amy Winehouse, Ellie Goulding czy Davidzie Bowiem udowodniła, że Brytyjczycy znów znajdują uznanie także w hermetycznej Ameryce. „To śmieszne. Nie jestem nawet Amerykanką. Może myślą, że jestem spokrewniona z królową?” – żartuje Adele pytana o swoją receptę na sukces za oceanem. Jej trzy albumy „19”, „21” i ostatni „25” rozeszły się kolejno w 3, 35 i 20 mln egzemplarzy na całym świecie, a poszczególne single triumfują na szczytach list przebojów nawet po latach od premiery. Ostatni ranking „Billboardu” pokazał, że album „21” już 319 tygodni nie schodzi z zestawienia top 200, co daje płycie pierwsze miejsce w historii. Wcześniej żadnej wokalistce nie udało się tego osiągnąć. Adele zdobyła właściwie wszystkie najważniejsze nagrody, jakie może otrzymać artysta w branży muzycznej. Kiedy w 2009 roku dostała dwie pierwsze nagrody Grammy, w najśmielszych snach nie śniła, że w 2017 roku na jej koncie będzie ich aż 15. Ma także m.in. pięć American Music Awards, 18 Billboard Music Awards, dziewięć Brit Awards. Nawet rekordy Guinnessa Adele Adkins pobiła 11 razy!

https://www.youtube.com/watch?v=hLQl3WQQoQ0

Wartość jej majątku może przyprawić o zawrót głowy, bo co jak co, ale 80 mln funtów na koncie robi ogromne wrażenie. To zadziwiające, tym bardziej że jako jednej z niewielu gwiazd nadal udaje jej się zarabiać na muzyce, a nie np. na kampaniach reklamowych czy kontrowersjach. A w dobie piractwa internetowego i serwisów streamingowych to prawdziwy wyczyn. Fani inwestują nie tylko w jej płyty, ale przede wszystkich w koncerty. Rozmach ostatniej trasy promującej krążek „25” przeszedł najśmielsze oczekiwania publiczności, ale przede wszystkim jej samej. Jak to wygląda w liczbach? Podczas 19 miesięcy wraz z całą ekipą odwiedziła 22 miasta europejskie, 24 w Ameryce Północnej i po sześć miast w Australii i Nowej Zelandii. Robi wrażenie? To jeszcze nie koniec. Bilety na spotkania z Adele każdorazowo rozchodziły się w setkach tysięcy sztuk, i to nie dłużej niż w ciągu 15 minut.

Choć Adkins jest niezaprzeczalnie gwiazdą wielkiego kalibru, ma świadomość, że gdyby nie cała masa zatrudnionych przez nią ludzi, nie byłaby w stanie sprzedać takiej liczby biletów na koncerty i dalej grałaby na gitarze dla 20 osób w pubie w Notting Hill. Jak na diwę przystało, dysponuje ogromnym majątkiem, ale i wydatki małe nie są. Gwiazdę trzeba ubrać, umalować, dbać o jak najwyższy komfort oraz bezpieczeństwo jej i rodziny, a to, jak wiadomo, kosztuje. Jej najbliższa ekipa to kilkadziesiąt zaprzyjaźnionych przez lata osób. Współpracuje z tym samym menedżerem od dziesięciu lat, niektórzy członkowie zespołu również się nie zmienili, tak jak osobisty stylista fryzur i makijażysta Michael Ashton. To on odpowiada za kultowy już wizerunek Adele, a więc wielkie peruki, czarne kreski na oczach i charakterystyczne sztuczne rzęsy. Do kompletu brakuje ubrań, a o te dba jej stylistka Gaelle Paul. Podczas ważnych wyjść, takich jak Oscary, Grammy czy Brit Awards, Adele zwraca uwagę klasycznymi, ale przepięknymi kreacjami, które podkreślają jej kształty. Zazwyczaj wybiera stroje Burberry, Chloé, Stelli McCartney, Givenchy, Dolce and Gabbana czy Valentino. Ich ceny to minimum kilka tysięcy funtów, a artystka tego formatu ubrania kupuje, a nie wypożycza. Sesje zdjęciowe to też ogromne przedsięwzięcia, ponieważ zarówno do zdjęć, jak i do wywiadów Adele podchodzi niechętnie. Aby nawiązać kontakt z osobami blisko z nią związanymi, trzeba mnóstwa cierpliwości i wielu prób. Adele pokazuje się tylko tam, gdzie chce, a nie tam, gdzie musi, co sprawia, że jej pojawienie się jest naprawdę wielkim świętem. Nie bryluje na czerwonym dywanie, ale także okładki wybiera z wielką ostrożnością. Na początku kariery mówiła, że jej marzeniem jest bycie na okładce „Rolling Stone”, a nie okładka w „Playboyu”. Dziś na jej koncie są nie tylko okładki wymarzonego tytułu, ale i nie mniej ważnych: „Vogue’a”, „Vanity Fair” czy „iD Magazine”.

https://www.youtube.com/watch?v=DDWKuo3gXMQ

Po czym poznać wielką gwiazdę? Po dystansie, którego Adele nigdy nie brakowało. Choć często oceniana jest przez pryzmat swojej twórczości, a więc smutnych tekstów i melancholijnych melodii, ona w bezpośrednim kontakcie okazuje się „wesoła, dowcipna i bardzo sarkastyczna”. Podczas publicznych wystąpień – koncertów czy wywiadów – nie przebiera w słowach, wali prawdą między oczy, a w dodatku wszystko jest w stanie obśmiać, nawet samą siebie. Jej charakterystyczny śmiech ma już nawet swoje konto na Instagramie, a fani regularnie tworzą nowe kompilacje wideo ze śmiesznymi wypowiedziami i fragmentami wywiadów. Można śmiało przyznać, że promocja albumu „25” budowana była na poczuciu humoru i talentach komediowych Adele. Kiedyś wolała się użalać, na co teraz szkoda jej energii: „Kurew...o kochałam całą tę dramę. Dużo rzeczy musiałam wypier... z głowy, co jest bardzo dobrą terapią”. Jej wystąpienia u Ellen DeGeneres, Jimmy’ego Fallona czy w aucie u Jamesa Cordena zapamiętamy na długo. Ukrywany przez lata talent aktorski sprawdził się w programie Grahama Nortona w BBC. Zrobiła widzom kawał, biorąc udział w przesłuchaniu na swojego sobowtóra. Z maskującą charakteryzacją i w rękawiczkach zasłaniających tatuaże zaśpiewała „Make You Feel My Love” przed pozostałymi kandydatkami. Żadna z nich nie miała pojęcia, że kobieta z wielkim tyłkiem, z którą rozmawiają za kulisami, to prawdziwa Adele. W „Carpool Karaoke” zaśpiewała piosenkę ukochanej grupy Spice Girls, żartując, że odejście z Geri Halliwell z zespołu było momentem, kiedy po raz pierwszy pękło jej serce. Największą popularnością w sieci cieszy się jednak fragment, gdy Adele rapuje w cockneyu, czyli londyńskim dialekcie, i klnie w utworze Nicki Minaj.

„Show-biznes to straszne miejsce. Ratuje mnie rodzina i poczucie normalności”
Może i często wypadała przed doświadczonymi twórcami i producentami na krnąbrną dziewuchę z północnego Londynu, ale za to zawsze działała na własnych zasadach. Mimo że wielki sukces przyszedł, gdy miała niespełna 20 lat, nie dała się przebrać i zmienić na potrzeby komercyjnych działań. Kiedy proponowano jej, aby schudła i bardziej o siebie zadbała, mówiła: „Kocham jeść, a poza tym nie muszę wyglądać, bo muzyka jest dla uszu, nie dla oczu”, i nadal nosiła podziurawione skarpetki, wyciągnięte swetry z ukochanego Primarku, włosy niedbale związywała na czubku głowy. Zamiast słuchawek i odtwarzacza muzyki w garści trzymała paczkę papierosów i wieśniacko żuła gumę. W branży po brzegi wypełnionej banalnymi piosenkami i karierami, które kończą się po pierwszym przeboju, to właśnie ta jej zwyczajność sprawiła, że pokochały ją miliony. Ludzie poczuli, że jest taka jak oni. „Nie chodzi o to, że chcę być taką je...ą pi...ą, która udaje, że zupełnie nie obchodzi jej sława, ale chcę po prostu mieć prawdziwe życie, aby móc tworzyć kawałki. Nikt nie chce słuchać muzyki kogoś, kto stracił kontakt z rzeczywistością”.

https://www.youtube.com/watch?v=fk4BbF7B29w

Wielkie peruki, złote kolczyki, charakterystyczny makijaż, eleganckie kreacje – to wszystko, co widać, gdy pojawia się na scenie, szybko idzie w kąt. Gdy tylko gasną światła, milknie publiczność, a ona trafia do garderoby, natychmiast pozbywa się atrybutów wielkiej gwiazdy i znów jest zwykłą Delly. Zakłada ukochane legginsy, wielki sweter i sportowe buty Nike’a. Wypracowany przez lata wizerunek sceniczny to jej tajna broń („Poza sceną trudno mnie rozpoznać, bo bez make-upu i wyszczuplających galotów wyglądam zwykle jak żul. Ludzie myślą, że żyję jak pustelnik, ale to dlatego, że nie rozpoznają mnie, gdy wychodzę z domu”). A ona tymczasem spokojnie jeździ na zakupy do Tesco, regularnie odwiedza muzea, spaceruje po Hyde Parku, chodzi z synem do zoo i plotkuje z innymi matkami na placach zabaw. Woli celebrować swoje normalne życie, a to dzieje się w Londynie, poza kamerami i wzrokiem paparazzich. Zamiast lansować się w ekskluzywnych restauracjach, na kolację zjada pizzę albo zwykłego chińczyka, a piątkowe popołudnia spędza w aucie, słuchając kupionej właśnie płyty („To mój moment. Takie moje cotygodniowe święto”). W domu maniakalnie ogląda „Nastoletnie matki” w MTV, „American Horror Story” i „Sąsiadów”, a kiedy przychodzą goście, tańczy na kawowym stoliku do piosenki „Hotline Bling” Drake’a: („Tak robię, choć to naprawdę żenujące”). Przyznaje, że jej życie jest nadzwyczaj zwyczajne, a nawet nudne.

Zachowanie go w takiej postaci kosztuje ją sporo wysiłku („Czuję się bardzo niekomfortowo, gdy ktoś mi robi zdjęcie w supermarkecie. To jest sława bez powodu. Ja tego nie chcę i się temu sprzeciwiam”). Jak lwica broni swojej rodziny. Jej najbliżsi znajomi i mąż Simon Konecki nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego z show-biznesem. Artystka przyznaje: „Wspierają mnie, a ja ich chronię, bo to ja jestem osobą publiczną, nie oni”. Najszczelniejszy parasol ochronny rozkłada jednak nad czteroletnim synem Angelem Jamesem („Urodził się parę nocy przed premierą »Skyfall«, dlatego w ogóle się wtedy nie udzielałam”). A od chwili, gdy została matką, wszystkie sprawy zawodowe zeszły na dalszy plan („Kiedyś mój własny świat kręcił się wokół mnie, a teraz kręci się wokół niego”). Choć początki macierzyństwa Adele łączy z traumatycznymi przeżyciami, Angelo jest dla niej najważniejszy („Jest kurew...o trudno. Myślałam, że będzie łatwiej, ale to najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie w życiu”).

https://www.youtube.com/watch?v=Ri7-vnrJD3k

Wychowana została przez samotną matkę i babcię, więc to, czego chce najbardziej dla swojego dziecka, to aby czuło się kochane tak jak ona („To, jak wychowuję mojego syna, różni się tylko środowiskiem, miejscem, ale zasady pozostały niezmienne. Chcę, aby miał poczucie, że bez względu na to, kim zostanie i czym będzie się zajmował, będę go wspierać”). O swoich dwóch mężczyznach życia mówi niewiele. Na palcach jednej ręki można zliczyć, ile razy wymówiła ich imiona, co tylko pokazuje, jak silnie ich chroni. Podczas finalnego koncertu trasy w Auckland ze łzami wzruszenia zadedykowała im piosenkę Boba Dylana „Make You Feel My Love”. „Sprawiają, że jestem lepszą wersją siebie. To piosenka dla Angela i Simona”.

Długa trasa sprawiła, że zżyta z rodziną i przyjaciółmi Adele z radością wraca do rodzinnej Anglii. „Gdy wyjeżdżam, to bardzo tęsknię za swoim życiem w domu. Nigdzie indziej nie potrafię oddychać”. Tu czeka na nią rodzina, bliscy i jej najlepsza przyjaciółka Laura Dockrill, zwariowana autorka książek dla dzieci. Po ostatnim koncercie na Wembley, Adele ściąga z siebie piękną suknię, odlepia sztuczne rzęsy i wraca do domu. Do syna i męża. A fani? Po raz kolejny będą mieli kilka lat, aby za nią zatęsknić, bo zgodnie z obietnicą wróci na pewno!

  1. Kultura

Powstaje nowy serial twórców "Dark". W obsadzie zobaczymy polskiego aktora

Kadr z serialu
Kadr z serialu "1899". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Ruszyły prace nad nowym serialem twórców wielokrotnie nagradzanej produkcji "Dark". Serial "1899" będzie międzynarodową, wielojęzyczną opowieścią, a w jego produkcji wykorzystano najnowocześniejsze technologie. 

Netflix oraz Dark Ways, nowo założona spółka producencka, na której czele stanęli Jantje Friese i Baran bo Odar (twórcy niemieckiego serialu "Dark"), ogłosili start prac na planie serialu „1899” – kolejnej produkcji własnej Netflixa. Serial ma być międzynarodową i wielojęzyczną opowieścią, w której nie zabraknie polskiego akcentu. Zagra w nim bowiem Maciej Musiał. Oprócz niego w "1899" zobaczymy: Emily Beecham, Aneurin Barnard, Andreas Pietschmann, Miguel Bernardeau, Lucas Lynggaard T0nnesen, Rosalie Craig, Clara Rosager, Maria Erwolter, Yann Gael, Mathilde Ollivier, Jose Pimentao, Isabella Wei, Gabby Wong, Jonas Bloquet, Fflyn Edwards, Alexandre Willaume i Anton Lesser.

– "1899" ma być serialem prawdziwie europejskim, a jego bohaterowie pochodzący z różnych krajów będą używać ojczystych języków. Jesteśmy dumni z tego, że udało nam się zaprosić do udziału w tym ekscytującym przedsięwzięciu utalentowane osoby z całego świata - mówi scenarzystka, producentka i showrunnerka nowej produkcji, Jantje Friese.

Serial ma być wyjątkowy również ze strony technologicznej. Będzie bowiem kręcony na wybudowanym specjalnie na jego potrzeby wirtualnym planie filmowym. Największy w Europie wirtualny plan filmowy wykorzystujący ekrany LED typu „Volume”  zapewnia twórcom filmowym ogromne możliwości i umożliwia opowiadanie historii w zupełnie nowy, innowacyjny sposób. – „1899’” stał się pionierską produkcją, zarówno w kontekście Niemiec, jak i całego regionu. Stworzona na potrzeby naszego serialu infrastruktura to niezwykle nowoczesna innowacja na niemieckim rynku produkcji filmowej, która może przynieść ogromne kreatywne korzyści filmowcom i innym twórcom na całym świecie - mówi reżyser i producent, Baran bo Odar.

https://www.youtube.com/watch?v=x5MuFjoU_BQ

O czym będzie opowiadał serial „1899”? To rozpisana na osiem odcinków historia tajemniczych losów statku z imigrantami, który płynie z Europy do Nowego Jorku. Pasażerowie reprezentują różne środowiska i narodowości, ale wszyscy mają te same marzenia i nadzieję na odmianę losu w nowym stuleciu oraz nowe życie za granicą. Gdy niespodziewanie na otwartym morzu napotykają drugi statek, który od miesięcy uważano za zaginiony, zdarzenia przybierają nieoczekiwany obrót. To, co znajdują na pokładzie drugiego statku, zamieni ich podróż do ziemi obiecanej w przypominającą koszmar łamigłówkę, w której skupiają się tajemnice przeszłości łączące wszystkich bohaterów. Data premiery "1899" na platformie Netflix nie jest jeszcze znana.

  1. Kultura

Co czytać w najbliższych miesiącach? Polecamy najciekawsze pozycje

Co czytać w najbliższych miesiącach? Oto lista, którą trzeba poznać. ( fot. Imaxtree)
Co czytać w najbliższych miesiącach? Oto lista, którą trzeba poznać. ( fot. Imaxtree)
Zobacz galerię 7 Zdjęć

Co będziemy czytać w nadchodzących miesiącach? Oto propozycje, które warto poznać.

"Dziewczyna, kobieta, inna" B. Evaristo

"Siostrom, sistas, sistahs, siostrzeństwu, kobietom, womxn, wimmin, womyn, braterstwu, braciom, bredrin, bruvs, naszym mężczyznom i facetom, a także wszystkim osobom LGBTQI w wielkiej ludzkiej rodzinie" - taką dedykacją zaczyna swoją oszłałamiającą opowieść o dwunastu różnych kobietach B. Evaristo, za którą została nagrodzona m.in. Nagrodą Bookera w 2019 r. Od niedawna możemy przeczytać ją także po polsku w tłumaczeniu Agi Zano, która wykonała mistrzowską robotę w przełożeniu tego żywego języka (unikającego znaków interpunkcyjnych jak ognia). "Dziewczyna, kobieta, inna" to historie dwunastu kobiet i ich życiowej podróży, w której pojawia się wiele wątków - miłość, zdrada, niezrozumienie, poszukiwanie własnej tożsamości i wyobcowanie. Wszystkie łączy to, że są czarnoskóre, o czym kobiety mówią często nie wprost, nie dosłownie, czasem dając jedynie przykład rasistowskiej odzywki czy zachowania, z którymi musiały borykać się przez całe życie. To wyjątkowa pozycja dla wszystkich fanek dobrej i mądrej lektury - nie tylko tych, które interesuje feminizm, zwłaszcza że Evaristo maluje jego różne oblicza, nie zawsze skłaniające się ku tezie, że "feminizm to suma doświadczeń wszystkich kobiet". To pozycja obowiązkowa.

'Dziewczyna, kobieta, inna' Bernardine Evaristo, Wydawnictwo Poznańskie "Dziewczyna, kobieta, inna" Bernardine Evaristo, Wydawnictwo Poznańskie

 

"Proszę bardzo" A. Rottenberg

Autobiografia znanej polskiej historyczki sztuki, krytyczki i publicystki, a także wieloletniej dyrektorki Galerii Sztuki "Zachęta". W wydanej ponownie opowieści o swoim życiu Rottenberg szczerze i bez tajemnic mówi m.in. o wątku zaginionego syna, dziejach rodziny, szukaniu korzeni i własnej drogi. Jest tu też mowa o depresji, samotności i wielu innych ciężkich momentach w życiu, a także łączących autorkę więziach z najbliższymi - ojcem, matką, synem. Historię Rottenberg czyta się z ogromnym zaciekawieniem, nie tylko dlatego, że opowiadając historię własnej rodziny, autorka niejako tworzy historyczny obraz XX w., ale także ze względu na to, że stworzył ją osoba całe życie obcująca ze sztuką, kulturą, której wpływ czuć tu na każdej stronie. Urozmaicona ilustracjami i anegdotami opowieść o odkrywaniu siebie, otwieraniu nie do końca zabliźnionych ran, przepracowywaniu własnej traumy to książka, po którą naprawdę warto sięgnąć.

'Proszę bardzo' Anda Rottenberg, Wydawnictwo Marginesy "Proszę bardzo" Anda Rottenberg, Wydawnictwo Marginesy

"Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet" M. Chollet

Świetnie opisana przez dziennikarkę Monę Chollet historia polowań na czarownice, która wbrew pozorom miała ogromny wpływ na mizoginiczne poglądy o kobietach funkcjonujące dalej we współczesnym świecie. Użycie przez nią figury czarownicy stara się uświadomić nam, jak - wbrew pozorom - wiele i niewiele zmieniło się od czasów, gdy za bycie kobietą - zwłaszcza taką, którą swoją postawą jakkolwiek wykraczała poza przyjęte schematy i granice - można było zostać spalonym żywcem. Chollet bezbłędnie nakreśla też, jak sposób, w jaki wychowywane są wciąż młode dziewczęta nie sprzyja ich rozwojowi, wierze w ich możliwości, własne siły, bycie niezależnymi i posiadającymi własne zdanie. Inny aspekt, który analizuje dziennikarka to stereotyp kobiety bezdzietnej, która w społeczeństwie wciąż często postrzegana jest jako osoba, która utraciła coś na zawsze, traktowana jako "niespełniona", nieszczęśliwa. Pasjonujący esej, w którym autorka pokazuje, jak wielowieczna dyskryminacja kobiet i ich wykluczenie wpłynęły na dalszy rozwój zachodniego świata.

'Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet' M. Chollet, Wydawnictwo Karakter "Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet" M. Chollet, Wydawnictwo Karakter

"Świat bez kobiet" A. Graff

Kolejne wydanie "Świata bez kobiet" autorstwa Agnieszki Graff - znanej polskiej kulturoznawczyni, tłumaczki i publicystki, w którym ukazuje najnowszą historię Polski z perspektywy feministycznej. Choć wydawać by się mogło, że współczesny feminizm nie ma już tak "mocnych" haseł i stał się zjawiskiem masowym, który nie budzi kontrowersji, Graff wskazuje nam, jak bardzo wciąż narażony jest na kontrdziałania i nienawiść. Autorka śledzi to, jak bardzo współczesna kobieta jest wciąż nieobecna w życiu publicznym i dalej chce się decydować za nią w każdym aspekcie. Przejawia się to w każdej dziedzinie - od polityki, przez kulturę, religię, zwyczaje.

'Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym' Agnieszka Graff, Wydawnictwo Marginesy "Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym" Agnieszka Graff, Wydawnictwo Marginesy

"Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia" H. Kelaher

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka prosta. Przyjaźń to jedno z najważniejszych uczuć w życiu każdego człowieka - mówi się, że ludzie pozbawieni przyjaciół są samotni i sfrustrowani. Ale jak pozyskać przyjaciół prawdziwych? Takich, którzy będą oddani, lojalni i godni zaufania? I przede wszystkim - jak zrobić to w późniejszym czasie, kiedy wiele osób ma już swoje towarzystwa i niechętnie nawiązuje nowe, zwłaszcza silne relacje. Poradnik w ciekawy i przystępny sposób pomaga dowiedzieć się, jak rozmawiać, by wyjść poza "small talk", jak zbudować i pielęgnować krąg własnych znajomych oraz jak rozróżniać zdrowe i toksyczne relacje.

'Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia' Hope Kelaher, Wydawnictwo Zwierciadło "Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia" Hope Kelaher, Wydawnictwo Zwierciadło

"Zemsta. Zapomniane powstania w obozach zagłady" M. Wójcik

Michał Wójcik w książce "Zemsta..." poruszył mało znane, bądź rzadko wspominane fakty dotyczące żydowskiego oporu stawianego w obozach koncentracyjnych. Autor rozprawia się tu z mitem ofiar jako osób, które nie stawiały oporu i nie sprzeciwiały wobec dramatycznego losu. We wszystkich obozach - Auschwitz-Birkenau, Treblince, czy Sobiborze istniała konspiracja, która doprowadzała do zbrojnych wystąpień i buntów. "Dzięki heroicznej postawie więźniów, walczących z minimalną ilością broni, często na noże i gołe pięści, dwa z nich uwieńczone zostały spektakularnym sukcesem. Również za sprawą kobiet - żydowskich bohaterek". O tym trzeba wiedzieć i trzeba pamiętać.

'Zemsta. Zapomniane powstania w obozach zagłady' Michał Wójcik, Wydawnictwo Poznańskie "Zemsta. Zapomniane powstania w obozach zagłady" Michał Wójcik, Wydawnictwo Poznańskie