1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Miejski ekosystem - „Na tropie zwierząt warszawskich” w Muzeum Warszawy

Miejski ekosystem - „Na tropie zwierząt warszawskich” w Muzeum Warszawy

(Fot. materiały prasowe Muzeum Warszawa)
(Fot. materiały prasowe Muzeum Warszawa)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Warszawa to nie tylko mieszkający w niej ludzie, ulice i architektura. Wśród budynków, w tym szczególnym ekosystemie, żyją także zwierzęta. Przypomina o tym Muzeum Warszawy, które w swoim nowym cyklu online „Na tropie zwierząt warszawskich” opowiada historie czworonożnych i skrzydlatych mieszkańców stolicy.

Ile zwierząt jest w Warszawie? Chociaż w Warszawie żyje kilka tysięcy gatunków zwierząt, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z ich obecności. Niektóre nawet – dzikie i oswojone – mieszkają z nami pod jednym dachem. Muzeum Warszawy w programie „Na tropie zwierząt warszawskich” stara się spojrzeć na relacje między człowiekiem a zwierzętami z wielu różnych perspektyw. Przez krótkie filmy przyrodnicze odbiorcy będą mogli zobaczyć z bliska mieszkańców lasów, które stanowią 14% powierzchni miasta, poznać historię zwierząt hodowlanych i dowiedzieć się, jak ich obecność wpływa na współczesny kształt miasta oraz przyjrzeć się pracy zwierzęcej siły roboczej: sokołom w metrze i na lotnisku, pszczołom, psom policyjnym i przewodniczym, kotom i alpakom terapeutycznym czy bioindykatorom z Grubej Kaśki.

Naczynie do miodu Józef Fraget lata 20.-30. XX w. MHW 20474, Muzeum Warszawy(Fot. A. Czechowski) Naczynie do miodu Józef Fraget lata 20.-30. XX w. MHW 20474, Muzeum Warszawy
(Fot. A. Czechowski)

 

Czapeczka z amarantowymi piórami lata 50./60. XX w. MHW 25754, Muzeum Warszawy(Fot. E. Pawlak) Czapeczka z amarantowymi piórami lata 50./60. XX w. MHW 25754, Muzeum Warszawy
(Fot. E. Pawlak)

Czy zwierzętom w mieście żyje się dobrze? Do udziału w projekcie Muzeum Warszawy zaprosiło specjalistów: przyrodników, badaczy, aktywistów działających na rzecz zwierząt i artystów. Filmy i debaty z ich udziałem dostępne będą bezpłatnie na stronie internetowej oraz na profilu na Facebooku Muzeum Warszawy. Wszystko po to, by spojrzeć na zwierzęta jak na mieszkańców stolicy i zabrać głos w obronie miejskiej przyrody. Chcemy pokazać, że nasze codzienne wybory mogą mieć na warunki życia zwierząt w mieście i zastanowić się, jak sprawić, by te warunki były bardziej przyjazne. Z projektantką Anną Piętą porozmawiamy o wykorzystaniu surowców pochodzenia zwierzęcego w przemyśle modowym i współczesnych alternatywach dla tych materiałów. Z artystką Dianą Lelonek będziemy snuli wizję przejęcia miasta przez zwierzęta. A naszym przewodnikiem po świecie miejskiej fauny będzie publicysta Stanisław Łubieński – mówi Weronika Sołtysiak z Muzeum Warszawy.

Międzygatunkowi mieszkańcy dzielnicy Tak, jak każda warszawska dzielnica ma swój unikalny charakter pod względem historii i zabudowy, tak i każda stanowi dom dla innych zwierząt. Ich historie związane z konkretnymi miejscami w Warszawie, będzie można odkrywać całą rodziną, dzięki części cyklu „Na tropie zwierząt warszawskich” skierowanej do najmłodszych odbiorców. Filmy będą też zachętą do wspólnych działań twórczych, które będzie można wykonać z dostępnych w domu materiałów, bez pomocy ekranów.

Program jest zapowiedzią planowanej w Muzeum Warszawy wystawy poświęconej zwierzętom w Warszawie, która ze względów na sytuację epidemiologicznej została przeniesiona na przyszły rok.

Figurka leżącego kota syjamskiego Bracia Łopieńscy lata 20. XX w. MHW 23042, Muzeum Warszawy (Fot. A. Czechowski, M. Matyjaszewski) Figurka leżącego kota syjamskiego Bracia Łopieńscy lata 20. XX w. MHW 23042, Muzeum Warszawy (Fot. A. Czechowski, M. Matyjaszewski)

 

Spódnica z halką i kamizelka z jedwabnej tafty Grażyna Hase lata 90. XX w. MHW 29799, Muzeum Warszawy (Fot. A.Niakrasau) Spódnica z halką i kamizelka z jedwabnej tafty Grażyna Hase lata 90. XX w. MHW 29799, Muzeum Warszawy (Fot. A.Niakrasau)

Filmy, debaty i spacery online będą dostępne bezpłatnie na profilu na Facebooku i na stronie internetowej Muzeum Warszawy. Pierwsze publikacje pojawią się już 9 listopada. Pełen program dostępny jest na stronie internetowej Muzeum Warszawy.

Zadanie jest realizowane w ramach dofinansowania ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację projektu pn. „Na tropie zwierząt warszawskich” w ramach programu MKiDN na rok 2020 pn. „Wspieranie działań muzealnych”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Dzieje się w kulturze - nasze rekomendacje

„Pływaczki” (1953),  „Sekret narzeczonych” (1962), „Autobus” (1969). (Fot. materiały prasowe)
„Pływaczki” (1953), „Sekret narzeczonych” (1962), „Autobus” (1969). (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Sprawdzamy, co dzieje się w kulturze - co warto zobaczyć, czym się zachwycić, czego posłuchać w najbliższym czasie.

Wystawa malarstwa Jerzego Nowosieskiego

Jerzy Nowosielski – artysta, który należy do kanonu historii sztuki, a jednocześnie nie przestaje fascynować. Pracujący na styku tradycji Wschodu i Zachodu, figuracji i abstrakcji, awangardy i ikony. Mistyk, mistrz przedstawiania „bytów subtelnych”, był także twórcą zmysłowym, erotycznym, zapatrzonym w postaci kobiet. To właśnie ich wizerunki stanowią przewodni motyw nowej wystawy, która na żywo ma potrwać do maja (zwyczajowo przestrzenie galerii Spectra Art Space dla zwiedzających otwiera się w weekendy), a tymczasem oglądać można jej wirtualną wersję. Obrazy pochodzą z kolekcji rodziny Staraków, Andrzeja Starmacha oraz Muzeum Sztuki w Łodzi. „Tego, co ja myślę o kobiecie – pisał Jerzy Nowosielski – nie mogę opowiedzieć, ja to mogę tylko namalować. I ja to już zrobiłem. Co ja myślę czy odczuwam na temat kobiety, to już namalowałem i nie mam tu już nic do dodania”.

„Pływaczki” (1953), „Autobus” (1969) „Sekret narzeczonych” (1962) . (Fot. materiały prasowe) „Pływaczki” (1953), „Autobus” (1969) „Sekret narzeczonych” (1962) . (Fot. materiały prasowe)

Wystawa „Jerzy Nowosielski” potrwa do 30 maja w Spectra Art Space w Warszawie i/lub na starakfoundation.org

Nie mówcie mi, co mam robić

Opowieści o bohaterkach, które miały odwagę postawić na swoim. Na przekór konwenansom, mimo szyderstw i prób zamknięcia im ust. Tom pierwszy „Tupeciar” z miejsca stał się bestsellerem. Drugi jest jeszcze lepszy. Tym razem poznajemy losy między innymi: afgańskiej raperki Sonity, indyjskiej wojowniczki Phoolan Devi, kolekcjonerki sztuki nowoczesnej Peggy Guggenheim, wulkanolożki Katii Krafft czy Hedy Lamarr (której postać przybliżamy na str. 114). Autorka komiksu biografie mocno fabularyzuje i ma do tego talent. Z tą samą łatwością potrafi u czytającego wywołać śmiech i łzy wzruszenia.

(fot. materiały prasowe) (fot. materiały prasowe)

A to Polska właśnie

Nowa wystawa Domu Spotkań z Historią wydana w formie albumu. Zbiór zdjęć ukazujących się w „ITD”. To wychodzące w latach 1960–1990 pismo słynęło ze świetnych fotoreportaży. Są tu więc zdjęcia z wizyty uzdrowiciela Clive’a Harrisa, z hippisowskiego zlotu w Częstochowie (w tekście po interwencji cenzury ani razu nie mogło paść słowo „hippis”) czy to umieszczone na okładce. Przedstawiające dzieci, które przekraczają rzekę San na szczudłach, żeby dostać się do szkoły.

(fot. materiały prasowe) (fot. materiały prasowe)

Debiutant Stuhr - "Filmowe Miniastuhrki"

Tymi wydanymi właśnie na DVD krótkimi metrażami Maciej Stuhr debiutuje jako filmowy reżyser i scenarzysta. W obsadzie studenci wydziału aktorskiego, ale gościnnie wystąpili też między innymi: Joanna Szczepkowska, Magdalena Popławska, Eliza Rycembel i sam autor. Cztery historie, każda utrzymana w innej konwencji. Jest zabawnie, ale do czasu. Ostatnia miniaStuhrka, napisana do muzyki Pawła Mykietyna (nie pada tu ani jedno słowo), to przejmująca historia oparta na faktach.

Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Operowe mosty

Opera Rara znana jest z oryginalnych pomysłów i zestawień: starego z nowym, klasyki z awangardą. W tegorocznym programie oprócz grającej na historycznych instrumentach Capelli Cracoviensis znalazła się choćby Spółdzielnia Muzyczna, jeden z pierwszych w Polsce ansambli muzyki współczesnej. Capella na rozgrzewkę przed festiwalem 6 stycznia zagra koncert z najbardziej rozchwytywanym kontratenorem świata – Jakubem Józefem Orlińskim. A i później nie zabraknie operowych gwiazd: z Leą Desandre i Dorotą Szczepańską na czele.

Dorota Szczepańska. (Fot. Świeczkowska Photographer) Dorota Szczepańska. (Fot. Świeczkowska Photographer)

Festiwal Opera Rara potrwa od 24 stycznia do 28 lutego w Krakowiei/lub na playkrakow.com

  1. Styl Życia

Fotografia przyrody - jak to robią mistrzowie

(Fot. Stefan Christmann/Nature Talks)
(Fot. Stefan Christmann/Nature Talks)
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Już w najbliższy weekend 12-13 grudnia odbędzie się festiwal fotografii Nature Talks Photo Festival. W tym roku, ze względu na pandemię, w formule online. Podczas imprezy zostanie ogłoszony Fotograf Przyrody 2020.

Miłośnicy fotografii i przyrody z całego świata połączą się wirtualnie. Nature Talks Photo Festival to wydarzenie poświęcone różnym gatunkom fotografii przyrodniczej: zdjęcia makro, fotografia krajobrazu, zdjęcia przyrody oraz tzw. story.

W tym roku uczestnikom festiwalu biorącym udział w imprezie zostanie udostępniona specjalna platforma do wymiany doświadczeń. W warsztatach mogą wziąć udział profesjonaliści i amatorzy.  25 najlepszych fotografów przyrody na świecie zapowiedziało swoje wykłady, podczas których podzielą się tajnikami swojej pracy i zaprezentują swoje najlepsze prace.

Kursy mistrzowskie poprowadzą w tym roku między innymi: Andrew (Andy) Parkinson z Wielkiej Brytanii - „Sztuka podświetlania”, Johan Lolos (Belgia) - „Wskazówki i triki, jak poprawić swój Instagram”, Emanuele Biggi (Włochy) - „Fotografia makro z szerokim kątem oraz innymi <szaleństwami>”.

W ofercie festiwalu znajduje się również możliwość przeglądu twojego portfolio zorganizowanego przez ekspertów.

Dochody z festiwalu i konkursu przeznaczone jest na wsparcie projektów związanych z ochroną przyrody na małą skalę, takich jak na przykład organizacja Butterfly Vlinderstichting lub Photographers Against Wildlife Crime.

Więcej na: www.naturetalks.com/festival-program

  1. Kultura

Christo i Jeanne-Claude w Paryżu - piękny epilog

Christo i Jeanne-Claude (1997) (Fot. BE&W)
Christo i Jeanne-Claude (1997) (Fot. BE&W)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Warto zobaczyć ich paryską wystawę. A wkrótce po niej ostatni projekt autorstwa Christo i Jeanne-Claude, najsławniejszego duetu artystycznego przełomu XX i XXI wieku.

Łuk Triumfalny w Paryżu zostanie opakowany. Spowije go 25 tys. mkw. srebrzystobłękitnej tkaniny, a sam akt pakowania odbędzie się w niedzielę 18 września 2021 r. Po 16 dniach łuk na nowo ukaże się oczom świata. Nie zobaczy już tego ani Christo, ani Jeanne-Claude. Ona odeszła 11 lat temu, Christo zmarł w maju tego roku. W oczekiwaniu na epilog jedynego w swoim rodzaju zjawiska, którym była ich twórczość, świeżo otwarte po pandemii Centrum Pompidou pokazuje wystawę poświęconą ich paryskim projektom i spędzonym w tym mieście latom.

Pierwszy wspólny monumentalny projekt duetu – mur z beczek po oleju na Rue Visconti (1962). (Fot. materiały prasowe) Pierwszy wspólny monumentalny projekt duetu – mur z beczek po oleju na Rue Visconti (1962). (Fot. materiały prasowe)

Legendy

Opakowywali rzeczy, miejsca, wybrzeża. Wyspy, mosty i budowle. Można śmiało powiedzieć, że tworzyli największe dzieła sztuki współczesnej. Format ich realizacji liczyło się nierzadko w kilometrach. Nie bez znaczenia jest też fakt, że ostatni akord ich historii wybrzmi właśnie w Paryżu.

Christo i Jeanne-Claude byli parą nomadów, w stolicy Francji żyli zaledwie kilka lat i porzucili ją dla Nowego Jorku. A jednak to miasto odgrywa w ich biografii szczególną rolę. To w Paryżu zaczęli opakowywać, choć z początku nie miejsca czy budowle, lecz meble i przedmioty codziennego użytku. I to w Paryżu się poznali, by związać się na całe życie. Przyszli na świat tego samego dnia, 13 czerwca 1935 r. Christo Wladimirow Jawaszew na północy Bułgarii. Później nie było mu po drodze ani z socrealizmem, ani ze stalinowskim reżimem, który panował w jego ojczyźnie, i w 1956 r. udało mu się nielegalnie dostać do Wiednia. Jeanne-Claude urodziła się w Maroku, wychowywała w Szwajcarii, w Tunisie studiowała filozofię. Do Paryża przybyła w 1957 r. Wkrótce potem poznała błąkającego się po Europie Christo.

Wczesne „opakowane prace” z okresu paryskiego.  W tle widać młodego Christo (1963). Wczesne „opakowane prace” z okresu paryskiego.  W tle widać młodego Christo (1963).

Stworzyli idealny duet, w którym on odpowiedzialny był za wizualne koncepcje realizacji, a ona zajmowała się ich logistyką. Żadne z ich najważniejszych dzieł nie istnieje dziś fizycznie; opakowanie Łuku Triumfalnego będzie spektakularnym zdarzeniem, ale szybko przejdzie do legendy. Istotą twórczości pary artystów był proces kreowania takich legend – zdobywanie pozwoleń, gromadzenie funduszy, opracowywanie rozwiązań technicznych, często również negocjacje polityczne.

„Opakowany konik” (1963). (Fot. materiały prasowe) „Opakowany konik” (1963). (Fot. materiały prasowe)

Nic więcej?

Kluczową pracą na wystawie w Pompidou jest dokumentacja opakowania Pont Neuf. Artyści (którzy mieli już wtedy na koncie m.in. „zapakowane wybrzeże” w zatoce Little Bay koło Sydney) zawinęli ikoniczny paryski most i jego 44 latarnie w złotawą połyskliwą tkaninę w 1985 r. Projekt w ciągu dwóch tygodni istnienia instalacji przyciągnął 3 mln turystów i wprowadził twórczość duetu do świadomości masowego odbiorcy.

„Opakowany” Pont Neuf (1975–85). (Fot. materiały prasowe) „Opakowany” Pont Neuf (1975–85). (Fot. materiały prasowe)

Dlaczego pakowali budynki, wyspy i realizowali inne zakrojone na tytaniczną skalę instalacje? „Ponieważ jest to piękne” – odpowiadali z rozbrajającą prostotą. Nie dopisywali swoim pracom symbolicznych znaczeń. „Opakowany” Pont Neuf to most zapakowany w tkaninę, nic więcej. Nigdy nie przyjmowali zamówień od rządów, władz miejskich czy korporacji, nie korzystali z grantów, darowizn ani wsparcia sponsorów. Monumentalne dzieła powstały z ich funduszy, uzyskiwanych ze sprzedaży kolekcjonerom rysunków, projektów i kolaży związanych z danym przedsięwzięciem.

Geniusz Christo i Jeanne-Claude polegał też na tym, że choć nie nadawali pracom symbolicznych znaczeń, to prace chłonęły znaczenia niczym gąbki. Tak było z Reichstagiem, który opakowywali w 1996 r. W Berlinie, gdzie dopiero co upadł mur dzielący miasto w czasie zimnej wojny. Podobnie będzie z Łukiem Triumfalnym, którego budowę zlecił Napoleon dla upamiętnienia bohaterów rewolucji i wojen, jakie po niej nastąpiły. Plac Zgody rozciągający się u stóp łuku całkiem niedawno był głównym polem bitew, które policja toczyła z uczestnikami protestów ruchu „żółtych kamizelek”. Opakowane przez artystów miejsca nie znikają, przeciwnie, stają się bardziej widoczne. Moment odpakowania przypomina akt odrodzenia. To proste, ale właśnie dlatego takie piękne.

Wystawa „Christo et Jeanne-Claude. Paris!” w Centrum Pompidou w Paryżu potrwa do 19 października.

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.

  1. Kultura

Wyhaftuj mi świat

 Portrety z serii Black (Fot. archiwum artystki)
Portrety z serii Black (Fot. archiwum artystki)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Hafciarstwo to jej artystyczne przeznaczenie. Odkryła je niedawno, przyglądając się poduszkom, które otrzymała od babci Anastazji. Igłą i nićmi maluje emocje, ludzkie twarze i ciała. Jako pierwsza w Polsce realizuje haft w animacji filmowej. Rozmowa z artystką Ewą Cieniak.

Zajmujesz się hafciarstwem - na czym dokładnie polega ta technika? W uproszczeniu to ozdabianie tkanin i innych powierzchni kolorowymi nićmi. Fascynujące jest to jakie możliwości dają dwa proste narzędzia - igła i nitka.

Dziś nie jest to zbyt popularna dyscyplina, jak na nią wpadłaś? To było wielkie zaskoczenie w moim życiu. I spełnienie. Jeszcze nie tak dawno nie miałam z haftem nic wspólnego i nie zgadłabym, że to będzie tak bardzo „moja” technika. Momentem iluminacji było dostrzeżenie na nowo piękna haftowanych poduszek, które dostałam od babci Anastazji. Dzięki nim wróciłam do sztuki i tworzenia.

Masz artystyczne wykształcenie? Tak. Skończyłam liceum plastyczne w Łodzi oraz studia na wydziale grafiki warsztatowej na Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie. Zaraz po studiach zaczęłam pracę w agencji reklamowej Saatchi & Saatchi jako dyrektorka artystyczna. Tworzyłam kampanie reklamowe, wymyślałam je a potem nadzorowałam ich powstawanie, od strony artystycznej. Ale to, co dawało mi największą satysfakcję wówczas, to wymyślenie projektów zaangażowanych społecznie. Najbardziej jestem dumna z wymyślenia postaci Pajacyka dla Polskiej Akcji Humanitarnej. W międzyczasie współtworzyłam dwie marki odzieżowe. Od kilku lat prowadzę warsztaty artystyczne, wymyślam i koordynuję projekty współpracując z ośrodkami kultury i organizacjami pozarządowymi. Na początku 2019 roku zatęskniłam za tworzeniem.

I sięgnęłaś po igłę i nici. Tak. Zamiast po farby i pędzel, sięgnęłam po nici i igłę. Od tamtej pory hafciarstwa uczę się cały czas. Eksperymentując na swoich pracach. To technika, która daje wiele możliwości - pozwala mi na realizowanie projektów zarówno malarskich, graficznych, jak również instalacji. W zależności od tego, jaki efekt chcę osiągnąć, stosuję różne narzędzia. Najczęściej używam kordonka, ale robię też projekty, w których stosuję włóczki. Jeśli chcę stworzyć portret – wybieram blejtram (płótno naciągnięte na ramy) lub korzystam z kawałka materiału zamocowanego tymczasowo na tamborku. Zdarzyło mi się haftować na fotelu bujanym, siedziskach krzeseł, lampie i na maseczkach ochronnych. Gdy chcę zrobić projekt bliższy grafice, wyszywam kontur. Innym razem gęsto nakładam kolorowe nici. Ostatnio eksperymentuję z pozostawianiem końcówek nici i supełków po prawej stronie, przez co zaczęła zacierać się granica pomiędzy tym, co jest frontem, a co tyłem obrazu. I to mi się bardzo podoba.

Czasem stosuję nić pojedynczą, innym razem podwójną. Jeśli chcę stworzyć portret przy użyciu tylko jednego koloru – jak w przypadku portretów z serii „Drzewo genealogiczne” – „rzeźbię” twarz za pomocą wielokrotnych przeszyć. Buduję trójwymiarową strukturę, która w efekcie przypomina relief. Staram się przy każdym projekcie podchodzić do tematu w nieco inny sposób, chcę żeby kolejne prace były przygodą i odkrywaniem. Większość z nich układa się w cykle. Lubię to, bo dzięki temu z pacy na pracy mogę ulepszać swoją technikę, a jednocześnie powiedzieć coś więcej, niż byłoby to możliwe przy okazji pojedynczego dzieła.

Jola (Fot. archiwum artystki) Jola (Fot. archiwum artystki)

Jola - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki) Jola - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki)

Seria Heads. (Fot. archiwum artystki) Seria Heads. (Fot. archiwum artystki)

Haftujesz portrety na zamówienie. Łatwiej wyhaftować uśmiech czy smutek? Portrety to niemal 100 proc. mojej twórczości. Przyglądanie się twarzom, emocjom, które na nich widać, a potem przenoszenie ich na płótno to ogromna radość, ale też wyzwanie. Bo jest pewien rodzaj niepokoju związanego z tym – czy się ta portretowana osoba rozpozna, polubi, zaakceptuje. Do tej pory tylko raz usłyszałam, że ktoś na zamówionym portrecie nie był zadowolony z tego, że za mało się uśmiecha… Cóż, ja mam takie przekonanie, że na obrazach uśmiechy się nie sprawdzają. Sama nie chcę patrzeć na siebie „wiecznie” uśmiechniętą. Chyba wolę spokojny wyraz twarzy i pogodne spojrzenie. Zupełnie inaczej jest w przypadku mojego projektu „Emocje”, czyli cyklu haftów na krzesłach, gdzie jest miejsce nawet na bardzo wyrazisty uśmiech.

Wyjaśnij na czym polega projekt „Emocje” z krzesłami i ich ambasadorami? Na siedziskach sześciu krzeseł wyhaftowałam twarze znanych aktorów: Adama Drivera, Meryl Streep, Jacka Nicholsona, Glenn Close, Violi Davis, Mahershala Ali. Na ich twarzach widać smutek, gniew, radość, tęsknotę, pewność siebie, zdziwienie. Słowa opisujące emocje pojawiają się w języku angielskim – tak, by korespondowały z osobami, które na nich przedstawiam. Wybrałam aktorów, których lubię i cenię, i którzy kojarzą mi się (często poprzez ich najwybitniejsze role) z daną emocją. Ich zadaniem jest dodać odwagi odbiorcy do większej swobody w ich wyrażaniu. Krzesła są obiektami prowokatywnymi - mogą oglądającego instalację zaskoczyć, zaintrygować, rozbawić, oburzyć. Są zaproszeniem do tego, by na takim krześle usiąść i poczuć daną emocję. Potem może także zastanowić się, czy sami mamy do tej emocji dostęp, akceptujemy ją. A w efekcie, czy pozwalamy sobie na jej wyrażenie i jak to przebiega. Po sobie wiem, że większa świadomość własnych emocji przełożyła się na większy spokój i lepsze relacje z innymi.

Krzesła emocji. (Fot. archiwum artystki) Krzesła emocji. (Fot. archiwum artystki)

Przyznam, że największe wrażenie zrobiły na mnie kolekcja „anatomia” i efekty trójwymiarowości, które udało Ci się tam osiągnąć. Projekt anatomiczny rozpoczął się nieco przypadkowo. W trakcie realizacji „Drzewa Genealogicznego” – serii portretów wykonanych w całości białą nicią na białym tle – pomyślałam, a co by się stało, gdyby tak zajrzeć pod skórę, pod powierzchnię? I wówczas powstała pierwsza praca – „Moja lewa ręka”. Tu, tak jak w białych portretach – jest biała dłoń na białym tle. Tylko jej fragment jest pozbawiony skóry. Widać żyły, mięśnie, ścięgna. Efekt tak bardzo mi się spodobał, że szybko zaczęłam tworzyć kolejne prace, w których „odkrywałam” inne fragmenty ciała ludzkiego: policzek, szyję, ramię, bark, plecy, stopę. Wielką radość sprawia mi za każdym razem, gdy nićmi oddaję strukturę mięśni, grafikę żył, sieć ścięgien. Uważam, że nici i haft idealnie nadają się do pokazywania układu mięśniowego - pozwala na pokazanie kontrastu jaki jest pomiędzy monochromatyczną białą częścią obrazu, a częścią kolorową - mięśniową. Niedawno zgłosiła się do mnie pani, która zamówiła stworzenie dwóch obrazów, w tym portretu dla swojego nastoletniego syna fascynującego się anatomią. To była wielka przyjemność stworzyć coś, co będzie zarówno cieszyć oko jak i uczyć. Sama dzięki haftowaniu projektu anatomicznego – wiele się dowiedziałam o anatomii ludzkiego ciała. To jest kolejny, po wspomnianych wcześniej studiach emocji – profit z tego co robię.

Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki) Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki)

Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki) Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki)

Aktualnie pracujesz nad animacją… Otrzymałam stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację filmu animowanego. „Tabula Rasa” - to roboczy tytuł krótkiego, około dwudziestosekundowego filmiku, w której ilustracje będą wyhaftowane. Od dawna marzyło mi się zrealizowanie takiego projektu - „uruchomienie“ haftu. Znalazłam tylko kilka podobnych projektów na świecie – to mnie jeszcze bardziej zmotywowało do poszukiwania sposobu, żeby swój pomysł zrealizować. Niedługo od wypowiedzianego w eter życzenia – pojawiła się możliwość. MKiDN w ramach programu stypendialnego „Kultura w sieci” ogłosiło nabór, na który się zgłosiłam i.. dostałam stypendium. Cieszę się, że zdobyłam zaufanie i finansowanie mojego pomysłu. To dodaje skrzydeł.

W filmie Tabula Rasa postać bohaterki pojawia się, wypowiada tytułową frazę dwukrotnie i znika. Żeby powstał nawet krótki film – potrzebnych jest wiele ilustracji. Żeby rozpocząć haftowanie, potrzebowałam najpierw sfilmować swój pomysł, stworzyć prototypową - rysunkową animację. Obecnie jestem na półmetku haftowania poszczególnych plansz. Po zakończeniu tego etapu przyjdzie czas na sfotografowanie i połączenie ilustracji w programie komputerowym oraz zaanimowanie ich i udźwiękowienie. Projekt realizuję od początku sierpnia, myślę, że w drugiej połowie października będzie można zobaczyć w sieci efekty mojej pracy. W trakcie realizacji wzrósł mój apetyt na robienie kolejnych, bardziej złożonych animacji. W przyszłości marzy mi się, współpraca z firmą produkującą animacje trwające więcej niż kilkadziesiąt sekund.

Najbliższa wystawa prac Ewy Cieniak odbędzie się w Galerii Apteka Sztuki w Warszawie w dniach: 14.10.2020 - 14.11. 2020

Galeria "Apteka Sztuki" to miejsce niezwykłe - działa nie tylko z miłości do sztuki, ale też daje zatrudnienie 24 osobom z niepełnosprawnościami, będąc Zakładem Aktywności Zawodowej Stowarzyszenia Otwarte Drzwi. Leczy otwartością i rehabilituje poprzez obcowanie z pięknem. 

Autoportret w okularach. (Fot. archiwum artystki) Autoportret w okularach. (Fot. archiwum artystki)

  1. Kultura

Surrealistki - malarki, które nie dały o sobie zapomnieć

Frida Kahlo „Ranny jeleń” (1946). (Fot. materiały prasowe (Louisiana Museum of Modern Art, kolekcja prywatna ©Banco de México Diego Rivera Frida Kahlo Museum Trust/VISDA 2019)
Frida Kahlo „Ranny jeleń” (1946). (Fot. materiały prasowe (Louisiana Museum of Modern Art, kolekcja prywatna ©Banco de México Diego Rivera Frida Kahlo Museum Trust/VISDA 2019)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
„Fantastyczne kobiety” – to byłby dobry tytuł dla nowego serialu o superbohaterkach. Tym razem nie chodzi jednak o telewizyjny show, lecz o wystawę.

Jej premiera miała miejsce w Schirn Kunsthalle we Frankfurcie w przededniu wybuchu pandemii. Wystawę otwarto, żeby wkrótce potem zamknąć ją na czas sanitarnego lockdownu. Na szczęście „Fantastyczne kobiety” powracają, by wybrzmieć w pełni. Tym razem w kultowym muzeum Louisiana pod Kopenhagą.

Jeden z budynków Muzeum Sztuki Nowoczesnej „Louisiana”, w którym otwarta zostanie wystawa „Fantastyczne kobiety”. (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Jeden z budynków Muzeum Sztuki Nowoczesnej „Louisiana”, w którym otwarta zostanie wystawa „Fantastyczne kobiety”. (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Tytułowe „Fantastic women” to surrealistki. Kobiety, które współtworzyły jeden z najważniejszych i zarazem najbardziej szalonych nurtów sztuki XX wieku. Wkład artystek w surrealistyczną rewolucję był ogromny i zarazem długo marginalizowany. Teraz odkrywamy go na nowo i okazuje się, że surrealistyczne artystki na swój sposób naprawdę były superbohaterkami.

Wyliczanka

Ta historia zaczyna się w zdewastowanej pierwszą wojną światową Europie lat 20. ubiegłego wieku. Mówimy o jednym z najbardziej burzliwych momentów w dziejach zachodniej cywilizacji. Upadły XIX-wieczne cesarstwa i królestwa, tradycyjny porządek się skompromitował. Po 1918 roku europejskie społeczeństwa próbują wymyślić się na nowo, zarówno w sensie politycznym, jak i artystycznym. Mnożą się nowe kierunki w sztuce. Surrealizm okaże się jednym z najistotniejszych. Jest czymś więcej niż kolejnym stylem. Surrealiści marzą o szeroko pojętej rewolucji. Nie chodzi tylko o zmianę systemu politycznego, lecz także o przewrót w dziedzinach wyobraźni, seksualności, mitologii. Inspiracji szukają więc w równym stopniu w marksizmie, co w pismach Freuda, Carla Gustava Junga, w ezoteryce, magii, snach.

Epidemia surrealizmu, która wybuchła na gruncie literatury, szybko rozprzestrzeniła się na sztuki wizualne. Max Ernst, Salvador Dalí, Joan Miró, Óscar Domínguez, René Magritte, Man Ray – od tych nazwisk zaczynała się wyliczanka sztandarowych surrealistycznych artystów w tradycyjnej (czytaj: patriarchalnej) historii sztuki. No dobrze, a kobiety?

Jane Graverol „Szkoła próżności” (1967) (Fot. Jane Graverol/VISDA 2020, Renaud Schrobiltgen, The Metropolitan Museum of Art, New York; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Jane Graverol „Szkoła próżności” (1967) (Fot. Jane Graverol/VISDA 2020, Renaud Schrobiltgen, The Metropolitan Museum of Art, New York; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Cudowne i niepokojące

„Problem kobiety stanowi to, co jest na świecie najbardziej cudowne i niepokojące” – powiadał nieformalny „papież” ruchu André Breton w „Drugim manifeście surrealizmu”. Na czym polegał ów „cudowny” i „niepokojący” problem?

Problemem podstawowym był seksizm i mizoginia, którą przesycona była międzywojenna kultura, włącznie z ówczesną awangardą. Ruch surrealistyczny nie był wyjątkiem. On również był w gruncie rzeczy męskim klubem. Wiele wypowiedzi i przekonań czołowych surrealistów razi współczesne ucho maczyzmem. Z drugiej strony – nie można wrzucać Bretona i jego kolegów do jednego worka ze wszystkimi seksistami ich czasów. W XX-wiecznym modernizmie były takie kierunki jak choćby futuryzm, którego teoretycy zupełnie otwarcie deklarowali pogardę wobec kobiet. W ruchu surrealistycznym artystki nie mogły wprawdzie liczyć na równe szanse z mężczyznami, ale i tak surrealizm pozostawał najbardziej sfeminizowaną frakcją międzywojennej awangardy.

Frida Kahlo, Leonor Fini, Leonora Carrington, Toyen, Meret Oppenheim, Dora Maar – to tylko niektóre z fantastycznych kobiet, które na różnych etapach swojej twórczości znalazły się w orbicie surrealizmu. Co przyciągało je do tego ruchu? Najkrótsza odpowiedź brzmi: seksualność.

Leonor Fini „Bóstwo chtoniczne czuwające nad snem młodzieńca” (1946) (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Leonor Fini „Bóstwo chtoniczne czuwające nad snem młodzieńca” (1946) (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Śnią, patrzą, dominują

Surrealiści mężczyźni nie byli wolni od charakterystycznych dla sztuki ich czasów tendencji do uprzedmiotawiania, fetyszyzowania, mitologizowania oraz demonizowania kobiet. A jednak spośród wszystkich modernistycznych kierunków napędzany teoriami Freuda surrealizm pozostawał najbardziej otwarty na kwestionowanie tradycyjnych kategorii płci. Surrealiści na długo przed powstaniem gender studies rozpoznawali wywrotową moc erotyki i intuicyjnie przeczuwali, że rewolucji kulturalnej oraz politycznej nie będzie bez rewolucji seksualnej. Dlatego w ruchu mogło się znaleźć miejsce dla takich postaci jak Claude Cahun, queerowa fotografka, która w autoportretach zacierała podział na męskie i żeńskie, pokazując, że tożsamość płciowa jest czymś, co jednostka może swobodnie kreować. Prezentowane na wystawie wizjonerki malarstwa, takie jak Leonor Fini czy Leonora Carrington, potrafiły przechwycić męskie fantazje – figurę femme fatale czy erotyczne fetysze – i przerobić je na swoje własne, feministyczne narzędzia. W ich onirycznych obrazach kobiety nie są biernymi obiektami męskich spojrzeń i fantazji. To one fantazjują, to one śnią, patrzą i dominują. Surrealiści, idąc tropem psychoanalizy, fascynowali się mitologią. Prace surrealistek również pełne są mitologicznych figur: kobiet sfinksów, kobiet lwic, modernistycznych bóstw emancypacji.

Claude Cahun „Autoportret. Odbywam trening, nie całuj mnie” (1927). (Fot. Claude Cahun, Rosine Ortmans; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Claude Cahun „Autoportret. Odbywam trening, nie całuj mnie” (1927). (Fot. Claude Cahun, Rosine Ortmans; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Wyjście z cienia

Man Ray nazwał artystkę Meret Oppenheim muzą surrealizmu. Modernistyczna sztuka uchylała furtkę dla kobiet, ale przez to wejście do świata sztuki wpuszczano przede wszystkim muzy, kochanki i żony modernistów. Wiele surrealistek również kroczyło tą drogą. Jednak artystki takie jak Frida Kahlo czy wieloletnia towarzyszka życia Picassa – Dora Maar nie tworzyły dzięki wsparciu swoich partnerów artystów, lecz raczej na przekór nim, walcząc, by wydobyć się z ich cienia. „Fantastyczne kobiety” nie zadowoliły się rolami muz ani maskotek awangardy. Studiując twórczość uczestniczek tej wystawy, nie sposób nie dostrzec, że ich surrealizm jest nie tylko równie wizjonerski i śmiały, co propozycje męskich luminarzy ruchu. Jest także inny. Surrealizm postulował wyzwolenie wyobraźni. Surrealistki poszerzyły ten postulat, ogłaszając wyzwolenie wyobraźni kobiecej. A od rewolucji w dziedzinie fantazji zaczyna się każda rzeczywista rewolucja.

Leonora Carrington „Autoportret. Zajazd świtu konia” (1937–38). (Fot. Leonora Carrington/VISDA 2020, Weinstein Gallery, San Francisco and Francis Naumann Gallery, New York ©VG Bild-Kunst, Bonn 2019; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Leonora Carrington „Autoportret. Zajazd świtu konia” (1937–38). (Fot. Leonora Carrington/VISDA 2020, Weinstein Gallery, San Francisco and Francis Naumann Gallery, New York ©VG Bild-Kunst, Bonn 2019; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Wystawa „Fantastic Women. Surreal Worlds from Meret Oppenheim to Frida Kahlo” w Louisiana Museum of Modern Art w Humlebæk w Danii potrwa do 8 listopada. 

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.