1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Książki świąteczne - idealne, by poczuć nastrój świąt Bożego Narodzenia

Książki świąteczne - idealne, by poczuć nastrój świąt Bożego Narodzenia

Książki o świętach Bożego Narodzenia. (Fot. iStock, materiały prasowe)
Książki o świętach Bożego Narodzenia. (Fot. iStock, materiały prasowe)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Książki świąteczne - to dzięki nim możemy w pełni poczuć nastrój świąt Bożego Narodzenia. I choć będą to święta zupełnie inne, warto przeżyć je równie mocno jak w każdym minionym roku. Bo właśnie teraz ich niezwykła magia jest nam wyjątkowo potrzebna. Przedstawiamy książki o świętach Bożego Narodzenia - lekkie, optymistyczne, nastrojowe, ale również takie, które wywołają łezkę wzruszenia. 

Richard Paul Evans, "Obietnica pod jemiołą"

Richard Paul Evans, 'Obietnica pod jemiołą', Wydawnictwo Znak. (Fot. materiały prasowe) Richard Paul Evans, "Obietnica pod jemiołą", Wydawnictwo Znak. (Fot. materiały prasowe)

"Obietnica pod jemiołą" Richarda Paula Evansa to przykład książki o świętach Bożego Narodzenia, którą można czytać rok w rok. Została uznana przez czytelników za jedną z najbardziej przejmujących w dorobku pisarza, obok "Obiecaj mi", "Stokrotek w śniegu" i "Szukając Noel". Największe podarunki od losu często dostajemy w najcięższych chwilach życia. Gdyby można było wymazać jeden dzień ze swojego życia, Elise wiedziałaby doskonale, który wybrać. Błąd popełniony w przeszłości sprawił, że dziewczyna zamyka się w swoim cierpieniu. Do chwili, kiedy tajemniczy nieznajomy składa jej niezwykłą obietnicę… Elise ze zdumieniem odkrywa, iż Nicolas ma własny klucz do jej serca. Za ciemną stroną księżyca może kryć się światło. Choć czasem wydaje się, że to miłość jest źródłem wszystkich lęków, nie ma takiego błędu, którego nie może przezwyciężyć siła przebaczenia. To książka, która przypomina, że pojawiliśmy się na ziemi po to, aby nauczyć się kochać.

Magdalena Witkiewicz, "Uwierz w Mikołaja"

Magdalena Witkiewicz, 'Uwierz w Mikołaja', Wydawnictwo Filia. (Fot. materiały prasowe) Magdalena Witkiewicz, "Uwierz w Mikołaja", Wydawnictwo Filia. (Fot. materiały prasowe)

"Uwierz w Mikołaja" to niezwykle ciepła i czarująca świąteczna książka o marzeniach - zarówno dziecięcych, jak i dorosłych. Poznamy w niej wielu bohaterów, a każdy z nich ma inną historię. Agnieszka pragnie spędzić Wigilię z babcią, ale babcia ma zupełnie inne plany. Nie godząc się z tym Agnieszka jedzie do domu babci, położonego w samym środku lasu. Jednak jej tam nie zastaje. Jedna śnieżna noc powoduje, że droga do cywilizacji zostaje odcięta. Pięcioletnia Zosia chciałaby mieć choinkę taką ogromną jak w centrum handlowym, a pod nią mnóstwo prezentów. Jednak tym razem jej wigilia zapowiada się zupełnie inaczej. Robert, policjant, przyjmuje służbę w święta, bo przecież wszyscy mają rodziny, a on jest samotny. Więc może się poświęcić. Sam w wigilijny wieczór jest też pewien starszy pan z długą siwą brodą, ale mu w ogóle to nie przeszkadza. Jest przekonany, że lubi samotność, a ludzi lubi tylko z daleka. Jego żona natomiast ma aż nadto towarzystwa zwariowanych pensjonariuszy domu opieki "Happy End". Jedna świąteczna opowieść, wielu bohaterów. I wiele marzeń do spełnienia. Bo może, żeby pięknie spędzić święta, trzeba uwierzyć w Mikołaja?

Sarah Jio, "Jeżynowa zima"

Sarah Jio, 'Jeżynowa zima', Wydawnictwo Znak. (Fot. materiały prasowe) Sarah Jio, "Jeżynowa zima", Wydawnictwo Znak. (Fot. materiały prasowe)

Świąteczne książki to nie tylko lekkie, umilacze czasu, ale również takie, które skłaniają do refleksji. Taka jest „Jeżynowa zima”, czyli wyjątkowa historia o miłości, rozpaczy i nadziei. Kiedy niespodziewany nawrót zimy paraliżuje miasto, Claire ma wrażenie, że pogoda doskonale odzwierciedla chłód panujący w jej sercu. Przeżyła tragiczny wypadek, po którym nie może się podnieść. Dopiero dziennikarskie śledztwo, jakie prowadzi w sprawie zaginionego przed laty chłopca, pozwala jej zapomnieć o nieszczęściu. W miarę jak kolejne tropy odkrywają przed nią historię uprowadzonego chłopczyka i poszukującej go pełnej nadziei matki, Claire powoli uczy się żyć na nowo. A to jeszcze nie wszystko: ślady zaginionego Daniela zaczynają w zagadkowy sposób splatać się z losami jej własnej rodziny. To przykład książki na święta Bożego Narodzenia, której nie da się łatwo zapomnieć.

Joanna Szarańska, "Cztery płatki śniegu"

Joanna Szarańska, 'Cztery płatki śniegu', Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe) Joanna Szarańska, "Cztery płatki śniegu", Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe)

Gwiazdka za pasem, w powietrzu pachnie makowcem, goździkami i zieloną choinką. Mieszkańcy małego miasteczka myślą już o przygotowaniach świątecznych, ale na drodze lepienia uszek i łańcuchów choinkowych staną im rodzinne perypetie. Zabiegani zapomną, co naprawdę liczy się w świętach. Na szczęście ktoś im o tym przypomni. Ten wyjątkowy czas skrzyżuje ze sobą drogi małżeństwa posądzającego się wzajemnie o zdrady, młodej mamy zmęczonej dobrymi radami teściowej, sknery, którego żona marzy o dziecku, kobiety samotnie wychowującej córeczkę i pewnego przystojnego mężczyzny. Wśród codziennych problemów trudno się zatrzymać i po prostu cieszyć wspólnymi chwilami, ale w miasteczku mieszka ktoś, kto pomoże im na nowo odkryć magię świąt. "Cztery płatki śniegu" to przykład książki o świętach, która jest lekka i zabawna, a jednocześnie poruszająca i wzruszająca.

Charlotte Link, "Dom sióstr"

Charlotte Link, 'Dom sióstr', Wydawnictwo Sonia Draga. (Fot. materiały prasowe) Charlotte Link, "Dom sióstr", Wydawnictwo Sonia Draga. (Fot. materiały prasowe)

Idealna pozycja dla tych, który szukają książki o świętach Bożego Narodzenia w kryminalnej odsłonie. Wyjazd na Boże Narodzenie do Yorkshire, krainy wyżynnych torfowisk w północnej Anglii, miał być prezentem urodzinowym i ostatnią próbą uratowania rozpadającego się małżeństwa. Jednak od początku Barbarze i Ralphowi Ambergom nic się nie układa. Już od pierwszej nocy wynajęta przez nich posiadłość Westhill House zostaje odcięta od świata z powodu śnieżycy. Barbara, myszkując po domu, natrafia niespodziewanie na zapiski byłej właścicielki posiadłości, Frances Gray. Ich lektura ożywia niezwykłą historię sprzed pięćdziesięciu lat. Zagłębiając się w aurę miłości, nienawiści, pogardy i tęsknoty za wolnością, Barbara zaczyna poznawać własną duszę i dojrzewa do najważniejszej decyzji. Decyzji, która nie tylko zmieni jej życie, ale będzie zarazem dopełnieniem losu Frances Gray.

William Wharton, "W księżycową jasną noc"

William Wharton, 'W księżycową jasną noc', Wydawnictwo Rebis. (Fot. materiały prasowe) William Wharton, "W księżycową jasną noc", Wydawnictwo Rebis. (Fot. materiały prasowe)

Charles Dickens, 'Opowieść wigilijna', Wydawnictwo SBM Renata Gmitrzak. (Fot. materiały prasowe) Charles Dickens, "Opowieść wigilijna", Wydawnictwo SBM Renata Gmitrzak. (Fot. materiały prasowe)

Świąteczne książki - co pierwsze przychodzi na myśl? Oczywiście "Opowieść wigilijna", czyli pozycja, której nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu. Poznajemy w niej Ebenezera Scrooge'a: skąpca i samoluba, który wprost nie cierpi świąt Bożego Narodzenia. Ta książka, do której piękne ilustracje przygotowała utalentowana hiszpańska artystka, Ana Garcia, opowiada o tym, jak w jedną noc wszystko może się odmienić. Utwór Karola Dickensa, zaliczany do klasyki literatury, stanowi pouczającą lekturę dla kolejnych pokoleń czytelników.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Carlos Ruiz Zafón: "Zazdroszczę umiejętności zapominania"

Carlos Ruiz Zafón. Jego powieść „Cień wiatru” została przetłumaczona na ponad 30 języków, opublikowana w 45 krajach i sprzedana w ponad 14 milionach egzemplarzy.
 (Fot. materiały prasowe)
Carlos Ruiz Zafón. Jego powieść „Cień wiatru” została przetłumaczona na ponad 30 języków, opublikowana w 45 krajach i sprzedana w ponad 14 milionach egzemplarzy. (Fot. materiały prasowe)
Swoim powieścią „Cień wiatru” oczarował cały świat. Książka ta stała się fenomenem współczesnej literatury i została sprzedana w ponad 14 milionach egzemplarzy. Carlos Ruiz Zafón zmarł przedwcześnie w zeszłym roku. Niebawem ukaże się jego ostatnia książka „Miasto z mgły”.

Fragment opowiadania "Blanca i Pożegnanie" z książki Carlosa Ruiza Zafona "Miasto z mgły", Wydawnictwo MUZA S.A., premiera: 5 maja

Zazdroszczę i zawsze będę zazdrościć owej niezwykłej umiejętności zapominania, którą obdarzeni są niektórzy szczęśliwcy. Dla nich przeszłość jest jak sezonowe ubranie albo jak stare buty, które wystarczy schować gdzieś głęboko w szafie i uznać, że już się nie nadają do jakichkolwiek wycieczek w przeszłość. Bo ja na swoje nieszczęście wszystko zachowywałem w pamięci i wszystko zachowywało w swojej pamięci mnie. Pamiętam wczesne dzieciństwo spędzone o chłodzie i głodzie, pełne samotności i martwej pustki, i siebie wpatrującego się w szarość kolejnych dni. I pamiętam czarne lustro zaćmiewające złym urokiem spojrzenie mego ojca. Nie pamiętam za to żadnego z bliskich kolegów. Mogę oczywiście przywołać w myślach twarze dzieciaków z mojej dzielnicy, z którymi bawiłem się albo tłukłem, ale żadnej z nich nie pragnę odzyskać z krainy obojętności. Żadnej prócz twarzy Blanki. Blanca była o parę lat starsza ode mnie. Poznałem ją w kwietniowy dzień, tuż przy bramie mojego domu, kiedy szła, trzymając się ręki panny służącej, która kierowała się ku małemu antykwariatowi naprzeciwko budynku sali koncertowej. Traf chciał, że antykwariat tego dnia czynny był dopiero od godziny dwunastej, one zaś zjawiły się pół godziny wcześniej i teraz musiały jakoś przeczekać tych trzydzieści minut, podczas których miał zostać naznaczony mój los, czego zresztą nie przeczuwałem w najmniejszym nawet stopniu. Jeśli o mnie chodzi, nigdy nie ośmieliłbym się do Blanki odezwać. Strój, zapach i wielkopańska prezencja panienki z bogatego domu, odzianej w jedwabie i tiule, nie pozostawiały wątpliwości, że ta istota nie należy do mojego świata, a ja jestem dla niej z zupełnie innej planety. Dzieliło nas zaledwie kilka metrów ulicy, ale całe kilometry niewidzialnych norm, zasad i praw. Mogłem tylko patrzeć na nią, tak jak się patrzy z podziwem, bałwochwalstwem niemal, na przedmioty wystawione w witrynach sklepów, do których drzwi zdają się stać otworem, ale człowiek dobrze wie, że nigdy nie przekroczy ich progu. Często myślałem, że gdyby nie stanowczość mojego ojca w sprawach higieny, Blanca nigdy nie zwróciłaby na mnie uwagi. Mój ojciec uważał, że w czasie wojny napatrzył się na parchów aż nadto, i choć byliśmy biedni jak myszy kościelne, od małego przyzwyczajał mnie, bym nie dąsał się na lodowatą wodę ciurkającą, a i to nie zawsze, z kranu nad umywalką i zaprzyjaźnił się z kostkami mydła, które cuchnęło chlorem, ale usuwało każdy brud, łącznie z wyrzutami sumienia. W ten właśnie sposób, liczący sobie dokładnie lat osiem sługa uniżony David Martin, schludny chudopachołek w przyszłości aspirujący do roli trzeciorzędnego literata, zebrał się na odwagę, by nie uciec wzrokiem w bok, kiedy ta laleczka z dobrej rodziny utkwiła we mnie swe oczy i uśmiechnęła się nieśmiało. Ojciec powtarzał mi nieustannie, że należy zawsze ludziom odpłacać taką samą monetą. Odnosiło się to co prawda do mordobicia i tym podobnych afrontów, niemniej postanowiłem być wierny jego naukom i odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech, a do uśmiechu dodać lekkie skinienie głową. To ona wolno podeszła do mnie i przyglądając mi się bacznie, zrobiła coś, czego nikt nigdy przedtem wobec mnie nie uczynił – wyciągnęła do mnie rękę. – Mam na imię Blanca – powiedziała. Blanca, z wyrazem znudzenia na twarzy, trzymała dłoń lekko zgiętą niczym paryska młoda dama albo panienki w komediach salonowych. Nie miałem najmniejszego pojęcia, że powinienem był natychmiast skłonić się i nachylony delikatnie musnąć wargami tę wyciągniętą dłoń. Nie doczekawszy się, Blanca cofnęła rękę i zmarszczyła brew. – Ja jestem David. – Zawsze jesteś tak źle wychowany? Zacząłem szukać jakiegoś elokwentnego wyjścia, by zatrzeć nieco moje nieokrzesanie popisem błyskotliwości i polotu, który uratowałby mój wizerunek, kiedy podeszła do nas panna służąca z wyrazem niedowierzania na twarzy i spojrzała na mnie jak na wściekłego psa szwendającego się po ulicy. Była to młoda kobieta, nazbyt poważna jak na swój wiek, o przepaścistych czarnych oczach, w których trudno było uświadczyć choćby odrobiny sympatii względem mej osoby. Ujęła Blancę za ramię i odciągnęła ode mnie. – A z kim to panienka Blanca rozmawia? Panienka wie przecież, że ojciec panienki nie lubi, by panienka rozmawiała z obcymi ludźmi. – To nie jest obcy człowiek, Antonio. To mój przyjaciel David. Mój ojciec go zna. Zatkało mnie. Służąca bacznie mi się przyglądała. – David jak? – David Martín, proszę pani. Sługa uniżony. – Antonii nikt nie usługuje, Davidzie. To ona służy nam. Nieprawdaż, Antonio? To była chwila zaledwie i nikt nie mógł tego zauważyć poza mną, bo ciągle czujnie się jej przyglądałem. Antonia wpierw obrzuciła Blancę krótkim mrocznym spojrzeniem pełnym jadowitej nienawiści, które zmroziło mnie całkowicie, ale w sekundę zgasiła je potulnym uśmiechem, a następnie pokręciła głową, jakby bagatelizując rzecz całą. – Dzieciaki… – bąknęła pod nosem i zawróciła do antykwariatu, w którym już otwierano drzwi. W tym samym momencie Blanca zrobiła taki ruch, jakby chciała usiąść na schodku przy drzwiach. Nawet ja, nieokrzesany żółtodziób, wiedziałem, że jej ubranie żadną miarą nie powinno wejść w kontakt z niezbyt szlachetnymi, pokrytymi pyłem węglowym kamieniami, z których zbudowany był mój dom. Zdjąłem więc szybko swoje połatane paletko i rozłożyłem je przed nią niczym dywanik. Blanca usiadła na najlepszym z mych ubrań i westchnęła, spoglądając na ulicę i spieszących nią przechodniów. Antonia, stojąc jeszcze w drzwiach antykwariatu, nie spuszczała z nas oka, a ja udawałem, że tego nie widzę. – Mieszkasz tu? – zapytała Blanca. Wskazałem sąsiedni dom i przytaknąłem. – Ty też? Blanca spojrzała na mnie, jakby właśnie usłyszała najgłupsze pytanie w swoim krótkim życiu. – A skądże znowu. – Dzielnica ci się nie podoba? – Brzydko pachnie, ciemno tu, zimno, ludzie są brzydcy i straszny tu hałas. Do głowy by mi nie przyszło opisanie mojego dotychczasowego świata tymi słowami, ale niestety nie potrafiłem znaleźć żadnego kontrargumentu. – To po co tu przychodzisz? – Mój tata mieszka niedaleko targowiska Born. Często go odwiedzam, Antonia mnie tu przyprowadza. – A ty gdzie mieszkasz? – W dzielnicy Sarriá, z mamą. Nawet ja, biedak, słyszałem o tej dzielnicy, choć nigdy tam nie byłem. W mojej wyobraźni miejsce to jawiło się jako warowny gród z wielgachnymi domami i lipowymi alejami, z luksusowymi pojazdami, bujnymi ogrodami – świat zaludniony takimi osobami jak ta panieneczka, ale sporo starszymi. Bez wątpienia jej świat był światem pachnącym, świetlistym, owiewanym świeżutką bryzą, a jego mieszkańcy byli wytworni i cisi. – A dlaczego twój tata mieszka tutaj, a nie z wami? Blanca wzruszyła ramionami i spuściła wzrok. Temat ją chyba krępował, więc wolałem go nie drążyć. – To tylko na jakiś czas – powiedziała po chwili. – Niedługo wróci do domu. – Jasne – odparłem ze współczuciem w głosie, nie bardzo wiedząc, o czym właściwie mówimy. Jako przegrany już w chwili urodzenia zawsze skory byłem do namawiania, by pokornie godzić się z losem. – Wiesz co, nasza dzielnica nie jest taka zła, sama zobaczysz. Na Riberze da się żyć, przyzwyczaisz się. – Ale ja nie chcę się przyzwyczaić. Nie podoba mi się ta dzielnica, nie podoba mi się dom, który kupił tata. Nie mam tutaj przyjaciół. Przełknąłem ślinę. – Ja mogę być twoim przyjacielem, o ile tylko zechcesz. – A kim ty jesteś? – Jestem David Martín. – Już to mówiłeś. – Wydaje mi się, że jestem kimś, kto też nie ma przyjaciół. Blanca odwróciła się i spojrzała na mnie z ciekawością i nieufnością zarazem. – Nie lubię bawić się w chowanego ani grać w piłkę nożną – zaznaczyła. – Ja też nie lubię. Blanca uśmiechnęła się i znów wyciągnęła do mnie rękę. Tym razem dołożyłem wszelkich starań, żeby złożyć pocałunek na jej dłoni. – Lubisz baśnie? – spytała. – Najbardziej na świecie. – Znam kilka takich, których nikt nigdy nie czytał – powiedziała. – Mój tata pisze je specjalnie dla mnie. – Ja też piszę baśniowe opowieści. To znaczy wymyślam je sobie, a później uczę się ich na pamięć. Blanca zmarszczyła brwi. – No to opowiedz mi jedną z nich. – Teraz? Zaraz? Blanca przytaknęła i spojrzała na mnie wyzywająco. – Mam nadzieję, że nie będzie o księżniczkach – zagroziła. – Nienawidzę księżniczek. – No cóż, występuje w niej taka jedna księżniczka… Ale jest wredna. Twarz jej się rozpromieniła. – Jak bardzo wredna?

Tego dnia Blanca została moją pierwszą czytelniczką, słuchaczką i publicznością. Opowiedziałem, jak najlepiej umiałem, swoją pierwszą baśń o księżniczkach, czarownikach, o magii, zatrutych pocałunkach w świecie czarów i o ożywionych pałacach, które pełzały po stepach mrocznego świata niby piekielne bestie. Pod koniec opowieści, kiedy bohaterka tonęła w mroźnych wodach czarnego jeziora, trzymając w dłoni przeklętą różę, Blanca, zapomniawszy, że jest panienką z dobrego domu, uroniła łzę i szeptem wyznała, że ta opowieść jest piękna. Tym samym na zawsze przypieczętowała wybór mojej życiowej drogi. Wszystko bym oddał za to, żeby ta chwila trwała wiecznie. Padający na nas cień Antonii przywrócił mnie do szarej rzeczywistości. – Blanco, musimy już iść, ojciec panienki nie lubi, kiedy spóźniamy się na obiad. Służąca odciągnęła Blancę i kiedy prowadziła ją w dół ulicy, ja odprowadzałem ją wzrokiem, póki całkiem nie zniknęła mi z oczu, a ona na krótko przedtem pomachała mi ręką na pożegnanie. Podniosłem swoje paletko i założyłem je, czując ogarniające mnie ciepło i zapach Blanki. Uśmiechnąłem się w myślach, bo dotarło do mnie, że może i na krótko, ale po raz pierwszy w życiu byłem szczęśliwy i że skoro raz poczułem smak tej trucizny, moje życie nigdy już nie będzie takie samo. Gdy wieczorem jedliśmy zupę z pajdą chleba, ojciec przyglądał mi się bacznie. – Dziwnie inaczej wyglądasz. Coś się stało? – Nie, ojcze. Położyłem się wcześnie, żeby uciec przed dołującymi nastrojami ojca. Wyciągnąłem się w ciemnościach na łóżku, rozmyślając o Blance, o opowieściach, jakie miałem zamiar dla niej wymyślić, ale zdałem sobie w pewnym momencie sprawę, że nie mam pojęcia, gdzie mieszka ani kiedy znów będę mógł ją spotkać, i czy w ogóle taka sposobność się nadarzy. Przez następne dni szukałem Blanki. Po obiedzie, gdy mój ojciec udawał się na drzemkę albo zamykał się w pokoju, by odgrodzić się od świata i siebie samego, ja wychodziłem i ruszałem w dół dzielnicy, a potem kręciłem się po wąskich i ciemnych uliczkach otaczających aleję Born z nadzieją, że spotkam tam Blancę albo jej groźną pannę służącą. Na pamięć znałem już wszystkie zaułki, każdy cień tego labiryntu, którego ściany zdawały się napierać na siebie, zbiegać, jakby chciały się zewrzeć w plątaninę tuneli. Stare szlaki średniowiecznych cechów kreśliły siatkę korytarzy, które brały swój początek przy bazylice Santa María del Mar, by później rozwidlać się i ponownie schodzić, rozgałęziać i przecinać, tworząc splot pasaży, łuków i niemożliwych zakrętów, do których światło słoneczne docierało za dnia ledwie przez kilka minut. Skrzyżowania sygnalizowały gargulce i reliefy, tam gdzie stare pałace w ruinie sąsiadowały z budynkami wyrastającymi jeden na drugim niczym napierające na siebie skały. Wyczerpany wracałem o zmierzchu do domu, w tym samym czasie, kiedy mój ojciec się budził. Szóstego dnia, gdy już skłonny byłem uznać, że spotkanie z Blancą po prostu mi się przyśniło, poszedłem ulicą Mirallers w kierunku bocznego wejścia do bazyliki Santa María del Mar. Gęsta mgła spowiła miasto i snuła się nad brukiem ulic niczym białawy welon. Drzwi do kościoła były otwarte. W nich właśnie spostrzegłem zarys kobiecej sylwetki, a obok niej dziewczęcej postaci. Obie ubrane były w białe suknie, które chwilę później mgła przywłaszczyła sobie i przesłoniła. Pobiegłem w tamtą stronę i wpadłem do bazyliki. Prąd powietrza wciągał mgłę do wnętrza kościoła i widmowa smuga batystu płynęła nad ławkami nawy głównej rozświetlana płomykami świec. Zobaczyłem Antonię, pannę służącą klęczącą przy jednym z konfesjonałów w błagalnej i pełnej skruchy pozie. Nie miałem wątpliwości, że spowiedź tej harpii spowijały gęste opary smoły. Blanca siedziała w jednej z ław, machając nogami i błądząc oczyma po ołtarzu. Gdy podszedłem do ławy z drugiej strony, Blanca się odwróciła. Ujrzała mnie i jej twarz się rozjaśniła. Uśmiechnęła się i w jednej chwili uleciały mi z pamięci wszystkie te ponure dni, podczas których usiłowałem ją odnaleźć. Usiadłem obok niej. – Co ty tutaj robisz? – spytała. – Przyszedłem na mszę – wymyśliłem na chybcika. – O tej porze nie ma mszy – zaśmiała się. Nie chciałem jej okłamywać, więc spuściłem wzrok. Obyło się bez słów. – Ja też stęskniłam się za tobą – wyznała. – Myślałam, że o mnie zapomniałeś. Pokręciłem głową. Atmosfera szeptów i mgieł dodała mi skrzydeł, więc zebrałem się na odwagę, by głośno wypowiedzieć jedno z tych wyznań, które układałem w swych opowieściach pełnych magii i bohaterstwa. – To niemożliwe, bym mógł cię zapomnieć. Te słowa brzmiały pewnie niepoważnie i komicznie, tym bardziej w ustach ośmioletniego chłopaka, który być może nawet nie wiedział, co mówi, ale powiedziałem to, co czułem. Blanca spojrzała na mnie z dziwnym smutkiem, niepojętym zupełnie w tych dziewczęcych oczach, i mocno ścisnęła moją dłoń. – Przyrzeknij, że nigdy o mnie nie zapomnisz. Antonia, panna służąca, najwyraźniej wolna już od grzechu wszelakiego i gotowa do recydywy, stanęła przy naszej ławie, spoglądając na nas z nieukrywaną niechęcią. – Proszę panienki? Blanca ciągle patrzyła mi w oczy. – Przyrzeknij. – Przyrzekam. I znowu panna służąca zabrała mi moją jedyną przyja­ciółkę. Patrzyłem, jak oddalają się główną nawą bazyliki i znikają w drzwiach wychodzących na aleję Born. Tym razem jednak moją melancholię osładzała szczypta przebiegłości. Coś mi mówiło, że panna służąca jest wrażliwego sumienia, co zmusza ją, celem jego podreperowania, do częstych wizyt w konfesjonale. Dzwony bazyliki wybiły czwartą, a w mojej głowie zaczął kiełkować pewien plan. Od tego dnia codziennie za piętnaście czwarta stawiałem się w kościele Santa María del Mar i siadałem w jednej z ław nieopodal konfesjonałów. Minęło zaledwie kilka dni, gdy znów zobaczyłem je obie. Odczekałem chwilę, by służąca uklękła przy konfesjonale, i podszedłem do Blanki. – Co drugi dzień o czwartej – przekazała mi szeptem informację. Nie chciałem tracić ani chwili, więc ująłem jej dłoń i ruszyliśmy na spacer po bazylice. Przygotowałem dla niej opowieść, która toczyła się właśnie tu, wśród tych kolumn i kaplic, i kończyła się walką pomiędzy złym duchem z popiołu i krwi a bohaterskim rycerzem, odbywającą się w krypcie pod ołtarzem. Miał to być pierwszy odcinek tasiemcowej powieści pod tytułem Widma katedry pełnej przygód, strachów i romansów, w każdym najdrobniejszym szczególe wymyślonej dla Blanki. To dzieło w swym debiutanckim zadufaniu uznawałem za szczytowe osiągnięcie literackie. Ostatnie zdania odcinka udało mi się wypowiedzieć, kiedy dochodziliśmy już do konfesjonału, od którego służąca właśnie wstawała. Tym razem mnie nie zauważyła, zdążyłem bowiem schować się za kolumną. Przez dwa tygodnie co drugi dzień spotykałem się z Blancą w bazylice. Dzieliliśmy się przeróżnymi historiami, zwierzaliśmy się sobie z dziecięcych marzeń, podczas gdy służąca katowała księdza drobiazgowym wyliczaniem swoich grzechów.

Carlos Ruiz Zafón. 'Miasto z mgły', Wydawnictwo: MUZA S.A. Carlos Ruiz Zafón. "Miasto z mgły", Wydawnictwo: MUZA S.A.

  1. Kultura

Nora Roberts - książki o miłości. Najlepsze romanse autorki

Łączny nakład wszystkich książek Nory Roberts na świecie to ponad 400 milionów. (Fot. materiały prasowe)
Łączny nakład wszystkich książek Nory Roberts na świecie to ponad 400 milionów. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Wakacyjna, pierwsza, trudna, dojrzała, przez całe życie - miłość to doskonały temat na książki. Romanse od lat cieszą się ogromną popularnością, a ich niekwestionowaną królową jest amerykańska pisarka Nora Roberts. Przedstawiamy nasz wybór najlepszych powieści o miłości autorki. 

Nora Roberts, a właściwie Eleanor Marie Robertson, urodziła się w Silver Spring w stanie Maryland, jako najmłodsze z pięciorga dzieci. W wieku 19 lat poślubiła swoją pierwszą miłość i zamieszkała w Keedysville, w domu na wzgórzu. Przez krótki czas pracowała jako sekretarka prawna. Po urodzeniu synów, Dana i Jasona, zdecydowała pozostać w domu, zająć się dziećmi i próbować swoich sił w przeróżnych rzemiosłach. Pisać zaczęła w 1979 roku, podczas zamieci śnieżnej, która odcięła ją i dwójkę jej małych dzieci od świata. Wyciągnęła ołówek i zeszyt i zaczęła spisywać jedną z historii, które przez lata gromadziły się w jej głowie. Jej pierwsza książka, "Irlandzka wróżka", została opublikowana w 1981 roku.

Nora przez całe życie była otoczona mężczyznami. Była jedyną dziewczynką w swojej rodzinie, wychowała dwóch synów, miała dwóch mężów. Dzięki temu wykształciła w sobie ciekawy pogląd na działanie męskiego umysłu, czym zachwyca swoich czytelników.

Nora Roberts książki o miłości pisze niemal bez przerwy, ale próbuje również swoich sił w tematyce kryminalnej, fantastycznej i sensacyjnej. Łączny nakład wszystkich książek Nory Roberts na świecie to ponad 400 milionów. Na listę bestsellerów New York Timesa trafiło 147 jej tytułów, w tym 18 napisanych pod pseudonimem J.D. Robb. W 2000 r. zapełniła listę bestsellerów „Publishers Weekly” 13 tytułami, dwa lata wcześniej 11 jej książek trafiło na listę „New York Timesa”, a cztery z nich dotarły na sam szczyt. "The New Yorker" nazwał ją "ulubioną powieściopisarką Ameryki". Powieści Amerykanki przetłumaczono na ponad 25 języków, niektóre z nich zostały zekranizowane.

Nora Roberts - książki o miłości

Cykl książek "Kwartet weselny"

Nora Roberts, pierwszy tom z cyklu „Ślubny kwartet” 'Portret w bieli, Wydawnictwo: Prószyński i S-ka. Nora Roberts, pierwszy tom z cyklu „Ślubny kwartet” "Portret w bieli, Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.

Na cykl składają się cztery tytuły: "Portret w bieli", "Posłanie z róż", "Smak chwili" i "Miłosne przysięgi". To niezwykłe opowieści o miłości, przyjaźni i nieprzewidywalnych kaprysach losu. Bohaterkami są cztery przyjaciółki z dzieciństwa, Parker, Emma, Laurel i Mac, które prowadzą jedną z najlepszych agencji ślubnych w Connecticut. Po latach urządzania wymarzonych ślubów i przyjęć weselnych, przygotowywania bukietów, deserów i dopracowywania każdego szczegółu – właśnie w tym są najlepsze – gwarantują swoim klientom idealną, niepowtarzalną uroczystość, po której wspomnienia pozostaną na całe życie. I choć potrafią perfekcyjnie zorganizować najpiękniejszy dzień w życiu zakochanych par, skrycie każda z nich marzy o prawdziwej miłości. Cykl "Kwartet weselny" to bezapelacyjnie najlepsze powieści Nory Roberts.

Cykl książek "Marzenia"

Nora Roberts, pierwszy tom z cyklu 'Marzenia' 'Śmiałe marzenia', Wydawnictwo: Książnica. Nora Roberts, pierwszy tom z cyklu "Marzenia" "Śmiałe marzenia", Wydawnictwo: Książnica.

W barwnej scenerii urwistych wybrzeży Kalifornii, wśród przepychu luksusowej rezydencji nad oceanem dorastają trzy dziewczynki. Laura jest córką jej właścicieli, Kate adoptowaną kuzynką, zaś Margo córką gospodyni. Przyjaźnią się serdecznie, a każda z nich snuje własne marzenia o przyszłości. Każdy z tomów cyklu "Marzenia", "Śmiałe marzenia", "Odnalezione marzenia" i "Spełnione marzenia", opowiada o jednej z dziewczynek. Margo Sullivan robi międzynarodową karierę jako fotomodelka, prawdziwe szczęście znajdzie jednak dopiero u boku wymarzonego mężczyzny. Kate Powell to młoda kobieta, robiąca karierę zawodową. Pewnego dnia przypadkowo dowiaduje się, że jej ojciec, który wraz z matką zginął w wypadku samochodowym, oskarżony był o kradzież sporych pieniędzy. Kate czuje się rozżalona i rozczarowana, jednak to nie koniec niepowodzeń - niebawem sama zostaje posądzona o sprzeniewierzenie pieniędzy firmy. Laura Templeton to niepoprawna romantyczka marząca o wielkiej miłości. Gdy jej małżeństwo kończy się fiaskiem, a mężczyzna jej życia okazuje się wyrachowanym i cynicznym draniem bezwzględnie wykorzystującym pozycję społeczną i towarzyską żony, Laura traci wiarę w pomyślny los.

"Trylogia Boonsboro"

Nora Roberts, pierwsza część z serii 'Trylogia Boonsboro' 'Teraz i na zawsze', Wydawnictwo: Prószyński i S-ka. Nora Roberts, pierwsza część z serii "Trylogia Boonsboro" "Teraz i na zawsze", Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.

Nora Roberts romanse ma niemal we krwi, a "Trylogia Boonsboro" to wręcz doskonały gatunkowy popis. Stary hotel w Boonsboro w stanie Maryland przetrwał czasy wojny i pokoju, krążyły nawet plotki, że jest nawiedzony. Teraz przechodzi generalny remont dzięki braciom Montgomery, którzy są głównymi bohaterami trylogii. Życie towarzyskie Becketta, rodzinnego architekta, polega głównie na rozmowach o interesach przy pizzy i piwie. Jednak oprócz renowacji hotelu ma on na oku jeszcze jeden projekt, związany z dziewczyną, którą pragnie pocałować, odkąd skończył piętnaście lat. Owen z kolei jest organizatorem. Rodzinną firmę budowlaną prowadzi żelazną ręką – oraz przy pomocy jeszcze mniej elastycznych arkuszy kalkulacyjnych. I chociaż bracia Owena drwią z jego obsesji planowania, hotel Boonsboro zostanie otwarty w terminie. Jedynym elementem, którego Owen nie zaplanował, jest Avery McTavish. Ze wszystkich braci Montgomery najtrudniej rozgryźć Rydera – twardy jak skała, opryskliwy i nietowarzyski, ale żadna kobieta nie może mu się oprzeć. Najwidoczniej z wyjątkiem Hope Beaumont, która jest menedżerką Hotelu Boonsboro. Dzięki doświadczeniu i niezawodnemu instynktowi Hope hotel funkcjonuje bez zarzutu, jednak jej wielkomiejska przeszłość przypomina o sobie serią zawstydzających wydarzeń.

"Dom na skarpie"

Nora Roberts, 'Dom na Skarpie', Wydawnictwo: Słowne (dawniej Burda Media Polska). Nora Roberts, "Dom na Skarpie", Wydawnictwo: Słowne (dawniej Burda Media Polska).

"Niebo Montany"

Nora Roberts, 'Niebo Montany', Wydawnictwo: Książnica. Nora Roberts, "Niebo Montany", Wydawnictwo: Książnica.

Jack Mercy zgromadził ogromny majątek, ale jego trudny charakter przysporzył mu wielu wrogów. Kiedy umarł, piękna posiadłość w Montanie przypadła jego trzem córkom. Jedynie najmłodsza z nich wychowała się przy boku ojca. Przyrodnie siostry poznały się dopiero na pogrzebie ojca i zupełnie zaskoczyła je wiadomość, że aby objąć spadek, będą musiały spędzić razem rok. W 2007 roku na podstawie powieści powstał film pod tym samym tytułem.

  1. Kultura

Książki z sensem, które warto przeczytać w kwietniu

W tym miesiącu polecamy waszej uwadze cztery fascynujące lektury. (Fot. iStock)
W tym miesiącu polecamy waszej uwadze cztery fascynujące lektury. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Oto nowości wydawnicze, które polecamy waszej uwadze w tym miesiącu. Książki rekomenduje Monika Stachura. Życzymy miłej lektury! 

„Stroiciel”, Daniel Mason

Zapowiedź książki nasunęła mi na myśl dokument pt. „Stroiciel Himalajów” opowiadający o transporcie stuletniego pianina do osady położonej ponad 4 tys. m n.p.m. (można go obejrzeć w serwisach VOD). I choć jest to zupełnie inna opowieść, to wspomnienie tamtego filmu towarzyszyło mi podczas lektury. Pewnie dlatego, że w obu przypadkach głównymi postaciami są renomowani stroiciele fortepianów z Londynu, otrzymujący zlecenie wymagające podróży na Daleki Wschód. W powieści Daniela Masona celem jest Birma, pod koniec XIX wieku należąca do Imperium Brytyjskiego. Jej bohater, Edgar Drake, nie ma wielkiego pola manewru, bo owiane tajemnicą zlecenie trafia do niego z Ministerstwa Wojny, gdzie przedstawiane jest jako misja wielkiej wagi państwowej. Drake niechętnie rozstaje się na kilka miesięcy z żoną, ale wraz z każdym dniem spędzonym w położonej w głuszy fortecy jego zainteresowanie obcym miejscem i obcą kulturą rośnie. Zwłaszcza że poznaje tam fascynującą kobietę. I tu nasuwa się nam kolejne skojarzenie, a mianowicie opera „Madame Butterfly”. Jak się kończy tamta opowieść, wiemy, ale wcześniej Puccini dostarcza nam silnych wzruszeń. Nie chcę zdradzać zakończenia „Stroiciela”, ale towarzyszące bohaterom poczucie niepewności jest podobne...

„Stroiciel”, Daniel Mason, wyd. Rebis „Stroiciel”, Daniel Mason, wyd. Rebis

"Co mówią kości", Sue Black

Wydawałoby się, że w dobie DNA antropolodzy sądowi nie mają wielkiego pola do popisu. Żeby zidentyfikować ofiarę, wystarczy przecież porównać jej materiał genetyczny z próbą pobraną od krewnych. To prawda, tyle że nie zawsze jest skąd wziąć materiał porównawczy. I wtedy pozostaje prześledzenie historii życia danej osoby, zapisanej w kościach. Jak to zrobić, opowiada antropolożka i biegła sądowa Sue Black. Zdumiewające, ile można wyczytać z jednego zęba!

'Co mówią kości', Sue Black, wyd. Feeria "Co mówią kości", Sue Black, wyd. Feeria

"Baletnice. Prawie idealna", Elizabeth Barféty

Maya, Zoya i Constance... No i jeszcze Sofia, Colin i Bruno. Szóstka przyjaciół jest na pierwszym roku szkoły baletowej w Paryżu i wokół tego toczy się ich życie. A teraz dokładniej wokół prestiżowego pokazu uczniów, który co roku odbywa się w Operze Paryskiej. Nic dziwnego, że presja jest bardzo wielka, dla niektórych wprost paraliżująca. Ale przecież jeśli ktoś kocha tańczyć, można to robić także poza wielkimi scenami. Do takiego wniosku dochodzi jedna z bohaterek. I to piękne przesłanie tej opowieści.

'Baletnice. Prawie idealna', Elizabeth Barféty, Ilust. Magalie Foutrier, wyd. Znak Emotikon "Baletnice. Prawie idealna", Elizabeth Barféty, Ilust. Magalie Foutrier, wyd. Znak Emotikon

"Broń się. Jak dbać o swoją odporność", Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak

Margit Kossobudzka i Katarzyna Staszak – to dziennikarki i redaktorki od dawna piszące o zdrowiu. Dziś, gdy lęk o zdrowie zajmuje wiele miejsca w naszym życiu, do nich jako do specjalistek trafia bardzo wiele pytań, powtarza się zwłaszcza: „skoro antidotum na COVID-19 może być odporność, to w jaki sposób ją wzmocnić?”. W poszukiwaniu odpowiedzi autorki zwróciły się do ponad 30 specjalistów: lekarzy, dietetyków, trenerów. To praktyczna wiedza, której nie sposób zignorować – a przede wszystkim warto ją wcielić w życie!

'Broń się. Jak dbać o swoją odporność', Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak, wyd. Agora "Broń się. Jak dbać o swoją odporność", Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak, wyd. Agora

  1. Styl Życia

Na progu wiosny - inspiracje na kwiecień

Biżuteria z kwiatowym wzorem to świetny wybór na początek wiosny. Motyw stokrotki przypomina o magii natury i daje nadzieję na nowy początek. (Fot. materiały prasowe)
Biżuteria z kwiatowym wzorem to świetny wybór na początek wiosny. Motyw stokrotki przypomina o magii natury i daje nadzieję na nowy początek. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Z jednej strony bardzo chcemy, by wszystko już zakwitło i ruszyło z kopyta. Z drugiej – odczuwamy jakąś taką słabość i rozdrażnienie. Oto, co pomoże w tym czasie.

Czytelnicze zaległości

Jeśli po zimie wyrzucasz sobie nie tylko przybrane kilogramy, ale i nieprzeczytane książki, przynajmniej w tej drugiej kwestii służymy podpowiedzią. Oczywiście niemożliwością byłoby przeczytać teraz wszystkie najgorętsze premiery, ale zwłaszcza dwóm z nich warto poświęcić kilka wieczorów. Nagrodzona Nike baśniopowieść Radka Raka oraz wyróżniona Paszportem Polityki książka Miry Marcinów to opowieści z krwi i kości oraz dowód wielkiego talentu.

Radek Rak „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”, wyd. Powergraph; Mira Marcinów „Bezmatek”, Wydawnictwo Czarne. Radek Rak „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”, wyd. Powergraph; Mira Marcinów „Bezmatek”, Wydawnictwo Czarne.

Zrollowana

Masażery do twarzy z naturalnych kamieni to hit ostatnich miesięcy. Już kilkuminutowy masaż nimi pobudza krążenie krwi i limfy, redukuje opuchliznę i obrzęki pod oczami. Ujędrnia skórę i rozluźnia spięte mięśnie twarzy. A kojący chłód kamienia orzeźwia i zamyka pory.

Masażer do twarzy z kwarcu różowego crystallove (135,99 zł), w perfumeriach Douglas. Masażer do twarzy z kwarcu różowego crystallove (135,99 zł), w perfumeriach Douglas.

Okadź się

Kadzidła są stosowane w ceremoniach leczniczych, ale i duchowych. Coraz częściej korzystamy z nich również w domach lub biurach, by oczyścić powietrze, zabić przykre zapachy lub pomóc sobie w skupieniu. W Ruah Store można kupić dowolne kadzidło: palo santo, yerba santa, białą szałwię, sosnę, kopal, sweetgrass lub eukaliptus.

Kadzidło Yerba Santa Purnama Rituals, pęczek/34 zł, do kupienia w Ruah Store. (Fot. materiały prasowe) Kadzidło Yerba Santa Purnama Rituals, pęczek/34 zł, do kupienia w Ruah Store. (Fot. materiały prasowe)

Dłuższa chwila relaksu

Dziwiło mnie, gdy słyszałam, że koleżanka obejrzała podczas kąpieli odcinek serialu lub przeczytała rozdział książki. Czy to znaczy, że trzymała książkę cały czas mokrymi rękami? Gdzie ustawiła smartfon, żeby dobrze widzieć ekran? Aż odkryłam dobrodziejstwa półek do wanny. Na takiej stabilnej podpórce można zamontować uchwyt na smartfon, ale też ustawić świece czy nawet kieliszek prosecco.

Półka do wanny z drewna bambusowego Belvedere (159,90 zł), westwing.pl. (Fot. materiały prasowe) Półka do wanny z drewna bambusowego Belvedere (159,90 zł), westwing.pl. (Fot. materiały prasowe)

Motyw stokrotki

Kwiatowe wzory biżuterii Pandora Garden symbolizują magię natury i nadzieję na nowy początek. A czyż nie wszyscy tego właśnie teraz potrzebujemy? Urocze i delikatne pierścionki, ale też charmsy i zawieszki z motywem różowej lub fioletowej stokrotki nadadzą lekkość i świeżość nawet domowej stylizacji. „Ta kolekcja ma inspirować do spojrzenia na świat z nutą dziecięcej niewinności” mówią Francesco Terzo i A. Filippo Ficarelli, dyrektorzy kreatywni marki.

Kolekcja Pandora Garden, ceny od 199 zł do 399 zł. (Fot. materiały prasowe) Kolekcja Pandora Garden, ceny od 199 zł do 399 zł. (Fot. materiały prasowe)

Bardzo intymnie

Ten preparat wypełnia lukę w pielęgnacji ciała. Bo choć troskliwie dbamy o wszystkie części ciała, to najmniej czasu poświęcamy okolicom intymnym. Olejek Your Kaya w aż 99 proc. jest pochodzenia naturalnego. Zawiera ekstrakt z nagietka, aloesu oraz olejki jojoba, z nasion konopi i ze słodkich migdałów. Dzięki czemu łagodzi podrażnienia, nawilża, odżywia i uelastycznia skórę okolic intymnych.

Olejek intymny Your Kaya, 30 ml/49 zł. Olejek intymny Your Kaya, 30 ml/49 zł.

Kąp się, kąp

Jak wynika z badań University of Oregon regularne kąpiele mogą obniżać ciśnienie krwi. A według National Center for Sport and Exercise Medicine podczas godzinnej kąpieli w gorącej wodzie tracimy tyle samo kalorii co w trakcie półgodzinnego spaceru. To, co przyjemne, może być też prozdrowotne. Lubisz, jak kąpiel pięknie pachnie, pieni się, a mimo to działa łagodząco? Spróbuj nowych płynów Farmony.

Płyn do kąpieli Herbal Care dzika róża z olejkiem perilla, 500 ml/14,99 zł. Płyn do kąpieli Herbal Care dzika róża z olejkiem perilla, 500 ml/14,99 zł.

Zasłuchaj się

Kasi Miller zawsze warto słuchać. A jak cudownie posłuchać jej piosenek! Psycholożka, psychoterapeutka i mentorka wielu kobiet wydała właśnie swoją debiutancką, w pełni autorską płytę. Nie tylko na niej śpiewa, ale jest też autorką słów piosenek i ich melodii. Jak powiedziała w wywiadzie dla SENSu: „Nie znam nut, ale muzycy zapisują mi to, co wyśpiewam”. Aranże do płyty przygotowali muzycy z Live Art Group, którzy są również producentami płyty. Solidna dawka muzykoterapii na jednym krążku!

Płyta Katarzyny Miller „Choćby tylko na chwilę”, wydawnictwo MTJ. Płyta Katarzyny Miller „Choćby tylko na chwilę”, wydawnictwo MTJ.

  1. Styl Życia

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Nadbużański Dom niedługo będzie obchodzić setne urodziny. Dla drewnianego budynku to moment przełomowy. Jeśli się o niego troskliwie nie zadba, zacznie się sypać. Ten dom miał szczęście. Trafił na Wojtka. A właściwie trafili na siebie nawzajem. Wpadliśmy do nich z wizytą tuż przed Wielkanocą…

Niedaleko, jakieś dziesięć kilometrów stąd, jest wieś Mierzwice – mówi Wojtek Błaszczyk. – 25 lat temu kupiłem tam rodzicom domek letniskowy. Nad Bugiem. Zaczęliśmy tu przyjeżdżać. Potem pojawił się syn, pies, a że domek mały, zaczęło brakować miejsca. Wyczułem w kościach, że dobrze byłoby mieć coś swojego. A ponieważ dobrze się w tej okolicy czułem, rozesłałem wici, może ktoś o czymś słyszał. Mały domek w środku lasu najchętniej. W pewnym momencie znajomy napisał, że gmina Sarnaki organizuje przetarg na sprzedaż dawnej szkoły ludowej. Ani to mały domek, bo prawie 300 metrów, ani w środku lasu, bo we wsi, ale fajne miejsce, urokliwe, obok rezerwatu przyrody. Wsiadłem w samochód, pojechałem obejrzeć. Tyle że z drogi przez gęstwinę drzew nic właściwie nie zobaczyłem. I następnego dnia na przetargu kupiłem kota w worku, czyli mój Nadbużański Dom. Było to 11 lat temu. Po jakimś czasie Wojtek przypomniał sobie, że rodzina taty pochodzi z Kosowa Lackiego, niecałe 60 kilometrów w linii prostej – może dlatego tak dobrze wszyscy się w tym rejonie czują? Lepiej niż w Szczecinie czy w Zakopanem – bo to powrót do korzeni. Na początku był w rozkroku między tym miejscem a Warszawą. Traktował dom nad Bugiem jak daczę. Wpadał na przedłużone weekendy, nic nie przerabiał, nie remontował. Ale stopniowo zaczęło się to zmieniać. Przyjeżdżali znajomi, przekonywali, że to wspaniałe miejsce, że trzeba je inaczej wykorzystać, może agroturystyka? – Zacząłem więc małymi kroczkami tę przestrzeń przekształcać, adaptować – opowiada Wojtek. – Z pomocą miejscowych majstrów, z roku na rok, bez pośpiechu. Najpierw zrobiłem wszystkie drzwi. Potem odmalowałem i odświeżyłem pokoje. Przełomowym momentem była śmierć mojego ojca. Wcześniej rodzice tu przyjeżdżali, pomagali mi, mama uprawiała ogródek, sadziła kwiaty, warzywa. A po śmierci ojca chciałem dać mamie więcej zajęć, aby miała mniej czasu na rozmyślania o stracie. Ona świetnie gotuje. Gotowała zawsze, kiedy byli goście, wszyscy się zachwycali, chwalili, ona się cieszyła. A że zawsze chwalili, to zawsze się cieszyła. Zaczęli przyjeżdżać różni goście, już nie tylko znajomi, ale znajomi znajomych. Zrobił się taki dom gościnny z domową, nieformalną atmosferą. Wojtek zostawiał tu czasem mamę samą z tym całym zamieszaniem. A zawsze jest co robić: nakarmić gości, ogarnąć, posprzątać… Pandemia spowodowała, że rok temu przeniósł się tu właściwie na stałe.

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Minimalistyczny miszmasz

Pokoje gościnne są trzy. Jeden wielki, z kominkiem, kiedyś była tu świetlica, a rano – przedszkole. Znajomi radzili: podziel to ściankami, będziesz mieć więcej pod wynajem. Ale Wojtek pomyślał, że to zmieni jednak charakter domu, odbierze mu autentyczność i zachowany klimat starej szkoły. Kiedy gmina zabierała rzeczy, Wojtek odkupił, co mógł, za niewielkie pieniądze. Na przykład większość krzeseł to stare krzesła szkolne. Teraz zresztą bardzo modne. Wystrój wnętrza to, jak określa to właściciel, minimalistyczny miszmasz. Są stare kanapy z targu staroci, ale są też kanapy z Ikei. I są takie, które Wojtek wypatrzył w ogłoszeniach. Sporo mebli pochodzi z okolicy. Różnorodnie, ale jednocześnie spójnie. – W Białej Podlaskiej – mówi Wojtek – jest moja ulubiona galeria z antykami, gdzie sprzedają regionalne starocie. Sporo rzeczy tam kupiłem. Kilimy, wyszywane obrusy oraz makatki. Chcę w miarę możliwości mieć oryginalne rzeczy z tego rejonu. W dwóch pokojach są narzutokilimy z Ukrainy, są dwie narzuty od mojej babci spod Kosowa Lackiego, sporo rzeczy zza wschodniej granicy.

Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król) Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król)

Kiedy dom był już urządzony, Wojtek zastanawiał się, czy jeszcze bardziej nie otworzyć się na gości. – Znajomi powiedzieli mi o serwisie Slowhop – ogłaszają się tam sprawdzone, fajne pensjonaty agroturystyczne. Twierdzili, że mój dom to miejsce, które idealnie wpisuje się w ten klimat. I faktycznie – zgłosiłem się, zaakceptowali mnie od razu.

Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król) Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król)

Mam dziennie po kilka zapytań o możliwość przyjazdu. Chcę, żeby pobyt tu był doświadczeniem wielowymiarowym. Kiedy ktoś do mnie pisze, staram się dowiedzieć, kim jest, jaki jest, czy będzie pasować do tego miejsca, do innych gości. No i do mnie. Trochę wymusza to przestrzeń, jest specyficzna, ja tych ludzi przyjmuję dosłownie u siebie. Tak naprawdę jesteśmy razem prawie przez cały czas. Struktura funkcjonalności domu jest taka, jaka była w szkole. Goście mieszkają w byłych klasach, reszta pomieszczeń to część wspólna. Muszą to więc być osoby, które potrafią i lubią być z innymi. I nie mają takich oczekiwań, jakie miałyby w pięciogwiazdkowym hotelu. Na ogół jest super, choć raz trafili się goście, którzy nie rozumieli, dlaczego nie ma kiełbasy i disco polo.

Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król) Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król)

Regionalne smaki

A kiełbasy nie ma, bo Wojtek od 24 lat nie je mięsa. I taką właśnie wegetariańską kuchnię prowadzi w swoim domu, także dla gości. – Jestem w tym konsekwentny i pewnie to też kolejna zaleta tego miejsca – bo w okolicy wielu takich nie ma – mówi. – Goście mogą zgłaszać swoje potrzeby – czy kuchnia wegańska, czy bez laktozy. Musimy tylko wcześniej o tym wiedzieć. Takie gotowanie to w tym regionie rzadkość, choć to oczywiście kolejny paradoks – kiedyś przecież mięso było kilka razy w roku. Na co dzień, zwłaszcza na wsiach, jedzono jarsko: kasze, ziemniaki, warzywa. Potem ludzie zachłysnęli się „lepszym życiem” i zarzucili starą, tradycyjną kuchnię – dodaje. Wojtek od jakiegoś czasu organizuje w Nadbużańskim Domu kulinarne festiwale – sezonowe i jarskie. Były dwa festiwale szparagów – sąsiedzi mają obok plantację. Był festiwal truskawek, grzybów, ziemniaków. – Przyjeżdżają często szefowie kuchni nie tylko z Polski, lecz także z zagranicy. Siedzimy pod drzewami, mamy menu degustacyjne. A jeśli pada, ustawiamy w holu szkolnym długi stół festiwalowy. Ważną rolę gra wtedy rodzinny duet: wnuczek, czyli syn Wojtka, Donald, z babcią Teresą. Są gotującą festiwalową parą. Tworzą potrawy tradycyjnej polskiej kuchni (wersja wegetariańska) – ale w nowoczesnym, autorskim wydaniu. Donald zresztą jest profesjonalistą, na co dzień pracuje jako kucharz w Berlinie. Ale urlopy i wolne dni spędza w Nadbużańskim Domu, gdzie – rzecz jasna – gotuje. Skąd pomysł na festiwale? Wojtek: – Pomyślałem, że czasem nie chce mi się stać przy kuchni, pojechałbym gdzieś coś zjeść, ale nie ma gdzie. To zrobię festiwal, niech ludzie posmakują, zobaczą, jakie cuda można robić choćby z ziemniaków, czyli z tego, z czego przecież na co dzień korzystają. Chciałem zainspirować innych – i siebie przy okazji.

Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król) Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król)

Przepisy na wielkanocne przepisy z Nadbużańskiego Domu znajdziecie tutaj: