1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Pragną tylko żyć normalnie. Fragment książki „My, trans” Piotra Jaconia

Pragną tylko żyć normalnie. Fragment książki „My, trans” Piotra Jaconia

Książka „My, trans” to poruszający zbiór wywiadów Piotra Jaconia z osobami transpłciowymi, a także z ich rodzicami, psycholożką, adwokatką, aktywistką i… księdzem, przełamujący tabu i otwierający oczy na potrzeby drugiego człowieka. (Ilustracja: iStock)
Są w różnym wieku, mają odmienne zainteresowania, wykształcenie, pracują w różnych zawodach, studiują. A jednak łączy ich wiele – są transpłciowi. Stale towarzyszą im lęk, samotność, poczucie zagubienia. Cierpią na depresję, a nierzadko podejmują próby samobójcze. Boli ich brak tolerancji i zrozumienia w społeczeństwie. A pragną tak niewiele: żyć normalnie.

Fragment pochodzi z książki „My, trans” Piotra Jaconia, Wydawnictwo RM.

Emilia

Jej mama miała rację: ma ładny uśmiech. Na spotkanie z nią pojechałem do Nowej Huty. Czteropiętrowy blok. Przytulne mieszkanie. Za oknem odgłos szlifierki albo kosiarki, więc przez to okno wpadała zwykłość dnia. Choć była u siebie, czuła się trochę skrępowana. A może to ja tak się czułem? Tak dużo o niej wiedziałem. A przyszedłem po więcej…

Odebrałaś nowy dowód?
Tak.

Z emocjami?
Niby tak sobie mówiłam, że ot po prostu idę odebrać dowód, ale jak już go dostałam, to było takie szczęście!

Dlaczego?
Bo teraz koniec z sytuacjami, że ktoś patrzy na dowód, patrzy na mnie i coś mu nie gra. Dlatego przez długi czas nosiłam taki papier od mojego seksuologa z informacją o tranzycji i potwierdzeniem tożsamości.

Często musiałaś go pokazywać?
Nie. Chyba trafiałam na ludzi, którzy po prostu to rozumieli. Albo nie obchodziło ich to. Przy pokazywaniu dowodu często była taka chwila zawahania, ale zazwyczaj sama informacja o tym, że mam ten papier, wystarczała. To ludzi uspokajało.

Ale ostatecznie za każdym razem była ruletka. Zapytają – nie zapytają. Będzie trzeba się tłumaczyć albo nie.
To zawsze. Pamiętam, jak zapisywałam się na kosmetykę, na studia policealne. Zazwyczaj same dziewczyny tam idą. Pani w sekretariacie popatrzyła na dowód, popatrzyła na mnie i mówi: „Trochę dziwna sprawa”. I że z dyrektorką trzeba porozmawiać. Więc poszłam do dyrekcji, a tam znów – patrzenie na dowód, patrzenie na mnie. „No, takiej sprawy to jeszcze nie mieliśmy” – mówi. „Ale to chyba w niczym nie przeszkadza?” I się zgodziła. Ale musiałam się tłumaczyć z siebie, to duży dyskomfort.

Teraz masz nowy dowód. A sąd jak zapamiętałaś?
Bardzo pozytywnie. Bo bardzo szybko poszło. Jedna rozprawa.

Rzadkość.
Nawet mój prawnik był zaskoczony. Pamiętam, że kiedy sędzia odczytywał wyrok, adwokat patrzył na mnie z takim szokiem w oczach. Potem mama i ja się rozpłakałyśmy. Najfajniej w tamtym czasie.

Trudne pytania na rozprawie?
O dzieci. Sędzia kilka razy o to pytał. Czy jestem gotowa poświęcić możliwość posiadania biologicznych dzieci na rzecz tego, żeby móc być sobą? Mówiłam, że tak. I że dzieci można przecież adoptować.

Ile masz lat?
Teraz dwadzieścia dwa.

Kiedy zrozumiałaś?
Trzy, cztery lata temu. Ale zapędy w tamtą stronę miałam dużo wcześniej. Rzucałam komentarze do koleżanek (w sumie w tamtym czasie miałam tylko koleżanki), że wolałabym być dziewczyną. Że gdybym miała wybór, to wolałabym się urodzić jako dziewczyna. Ale wtedy w ogóle nie wiedziałam o istnieniu kogoś takiego jak osoby trans.

To dlaczego tak mówiłaś?
Bo miałam wewnętrzne uczucie jakiegoś niedopasowania do ciała. Choć chęci do zmiany nie było – nie wiedziałam, że to jest w ogóle możliwe.

Co się stało tych kilka lat temu?
Moja najlepsza przyjaciółka nagle mnie zapytała: „Znamy się tak długo, czy ty przypadkiem nie jesteś trans?”. „A co to w ogóle jest?” Zaczęła mi tłumaczyć i nagle wszystko mi się poukładało – wszystko zaczęło się wyjaśniać.

To, co dotąd było tym niedopasowaniem…
Od dawna borykam się z depresją i stanami lękowymi. Od razu postanowiłam przejść przez całą diagnostykę, żeby mieć pewność, że chodzi o transpłciowość, a nie zaburzenia psychiczne.

Na czym to polegało?
Działanie w roli, czyli funkcjonowanie w dziewczęcych ubraniach, makijażu, posługiwanie się nowym imieniem lub pseudonimem.

Kiedyś to się nazywało: test prawdziwego życia i trwało dwa lata.
Tu chodziło o sprawdzenie, jak się ze sobą czuję. Czy jest lepiej? Czy to faktycznie jest to?

Było?
Każdy następny krok – ubrania czy makijaż – to było kolejne takie kliknięcie. Właściwie jeszcze zanim dostałam diagnozę, miałam pewność, że jestem trans.

Mama zabrała Cię na zakupy. Mocno to przeżywała.
Dla mnie to było bardzo fajne. Bardzo odkrywcze. I takie neutralne – zupełnie inne niż wcześniejsze zakupy.

Czyli idziesz na damski dział i ktoś mógłby pomyśleć, że będziesz tym skrępowana, a tymczasem ty czujesz: to nareszcie jest to?
Czułam się świetnie.

Ale wtedy bywały też różne momenty. Bardzo dramatyczne. Twoja mama o tym opowiadała…
Breakdown po pracy… Nie wiedziałam, że chciała wtedy sięgnąć po broń. W twoim reportażu po raz pierwszy to usłyszałam…

Pamiętasz tamto załamanie?
Tak.

Bo było tak silne?
Bardzo. Splot wszystkiego. Passing czasami miałam, czasami nie. Mój głos mi przeszkadzał. Przeszkadzał całkowity brak akceptacji ze strony ojca. Początkowo brak akceptacji ze strony babci, z którą mam stały kontakt.

Opowiedz o babci.
Babcia od zawsze była raczej bardzo prawicowa i religijna, więc początkowo w ogóle nie akceptowała tej sytuacji. Cały czas słuchała tych swoich mediów, gdzie mówią, że jesteśmy zarazą i chcemy zniszczyć kraj.

Wcześniej miałyście dobry kontakt?
Mieszany. Przez całą podstawówkę i gimnazjum mieszkałam u babci. Mama dużo pracowała – widywałam się z nią tylko w weekendy. Więc byłam właściwie wychowywana przez babcię. A ponieważ, jak mówiłam, ona jest religijna, więc i ja w dzieciństwie byłam religijna. Ale potem mi przeszło i o to było dużo kłótni. Na tematy polityczne w sumie też.

A o tęczową zarazę?
O to była awantura. Siedziałyśmy we trzy przy stole. Babcia mówiła o tej zarazie i że LGBT to zło, a mama jej w pewnym momencie mówi: „Przecież Emilia jest LGBT”. A babcia na to: „O, Emilia to zupełnie co innego”.

Ciągle jest na tym etapie?
Babcia powoli chyba zaczyna może nie tyle coś rozumieć, ile przynajmniej się przystosowywać.

Ojciec?
Ze strony taty nie było żadnej akceptacji. W ogóle bałam się mu powiedzieć, więc poprosiłam, żeby zrobiła to mama. Nigdy nie mieliśmy dobrego kontaktu. Byłam dzieckiem zdrady, więc ojciec był zawsze gdzieś dalej. Więź raczej szczątkowa. Im byłam starsza, tym rzadziej się widywaliśmy. I zawsze trzeba było prosić o spotkanie.

Mama mu powiedziała o Tobie i jak zareagował?
Powiedział, że pewnie sobie to ubzdurała. Że celowo faszeruje mnie hormonami, żebym była gruba, nie potrafiła wyjść z domu i żeby mogła się mną opiekować przez całe życie. Zawsze był zwolennikiem radykalnych teorii spiskowych, więc i tym razem nie zawiódł.

Widywałaś się z nim w trakcie tranzycji?
Tak.

Komentował?
Nie miał specjalnie czego, bo spotykałam się z nim jako deadname w dawnych ubraniach.

Zdecydowałaś się w końcu na szczerą rozmowę?
Nie zdążyłam, bo chyba dwa miesiące przed moją rozprawą ojciec umarł. Zapalenie płuc z powikłaniami.

Do szpitala chodziłaś jako syn czy córka?
Syn.

To Cię musiało dużo kosztować.
Ale uznałam, że i tak mniej, niż gdybym musiała mu tłumaczyć, kim tak naprawdę jestem. On zawsze był bardzo anty-LGBT. Twierdził na przykład, że gejów stworzyli Żydzi.

Dziwna sytuacja – Ty udajesz przed nim syna, choć on od Twojej mamy wie, że czujesz się córką.
No i widzi, że się zmieniam. Mam coraz bardziej androgeniczny wygląd. Biżuterię. Jak zobaczył tę biżuterię, to od razu odpalił, że to niemęskie.

Jak wychodziłaś ze szpitala po takim spotkaniu, to jak Ci było?
W szpitalu starałam się skupić na tym, że on jest chory. Często jeździłam do niego przed pracą, więc gdy wychodziłam ze szpitala, robiłam gdzieś pełny makijaż, miałam też inne rzeczy na przebranie. Było bardzo niekomfortowo.

Wiedział o procesie?
Wiedziałam, że on wie, bo mama mu powiedziała. Potem napisałam mu esemesa, żeby nie zdziwił się, że dostanie pozew. I prosiłam, żeby nie stawił się w sądzie.

Żeby nie przeszkadzał?
Tak.

Odpowiedział?
Nie.

Więc nie miałaś pewności, czy posłucha?
Z moim prawnikiem rozważaliśmy różne scenariusze. Także na wypadek, gdyby przyszedł na rozprawę i próbował obalić pozew. Ale ostatecznie wyszło inaczej. I przyznam, że było to osobliwe uczucie – z jednej strony umiera ojciec, więc smutno, a z drugiej…

Ulga?
Właśnie. Straszne, ale prawdziwe.

To, o czym mówimy – proces, problemy z ojcem – nakłada się na Twoją tranzycję.
Zanim ją zaczęłam, miałam duży problem ze znalezieniem lekarza prowadzącego. Ze środowiskiem LGBT miałam małą styczność – owszem, wśród znajomych była jakaś lesbijka, był jakiś gej – ale to wszystko. W końcu mój terapeuta polecił seksuolożkę, która co prawda nie miała dużego doświadczenia z osobami trans, ale była otwarta. Trzeba było zrobić dużo badań.

Hormony dostajesz od dawna?
Od dwóch lat. Nie mogłam się doczekać. Pół roku straciłam na szukanie lekarza, więc bardzo się niecierpliwiłam. A pierwsza recepta to było ogromne szczęście!

Receptę dostałaś na deadname. Idziesz do apteki i co?
Ten pierwszy raz w aptece – brak reakcji. Ale później często słyszałam, że „jakby sobie pani załatwiła, żeby to było na PESEL żeński, to zniżka by była”.

Czyli jeszcze próbowali ci pomóc!
Tylko raz gdy przyszłam zamówić leki, pani w aptece przez cały czas mówiła do mnie z męskimi końcówkami. Źle się z tym czułam. Ale już następnego dnia, gdy odbierałam zamówienie, to pani się zorientowała, o co chodzi, i strasznie mnie przepraszała.

W sumie modelowa reakcja. Wzięłaś pierwszą dawkę i co po­czułaś?
Że to jest ta droga. Że idę w dobrą stronę.

Wcześniej jak było?
Dysforia straszna…

Czyli?
Trochę tak, jakby wziąć zakłócacz fal, który generalnie działa, ale czasem jednak coś się przez niego przedrze i wtedy to cię dopada. Przypadkowe spojrzenie w lustro i już, już to masz. A niekiedy wystarczy tylko wspomnienie takiej sytuacji i też. Najłatwiej to porównać do stanów, jakie mają ludzie z niską samooceną albo z anoreksją. Czyli takiego całkowitego braku akceptacji. Że się nienawidzi tego, na co się patrzy w lustrze. I widzisz, że coś ci nie pasuje. I nie pasuje tak bardzo, że zaczynasz robić rzeczy groźne dla siebie samej.

Ty też takie robiłaś?
Tak… tak. Uciekałam od dysforii w cięcie się, alkohol, obżarstwo. Źle się czuję, więc dużo jem. Dużo jem, więc potem gorzej się czuję…

Od dawna?
Od początku gimnazjum. Zresztą nie tylko z powodu dysforii, ale też depresji, stanów lękowych, o których Ci mówiłam…

Teraz lepiej?
Już się nie tnę. Przynajmniej na razie. Ale nie wiem, czy to nie wróci. Już miałam długi czas bez cięcia, a później znów był okres bardzo dysforyczny, masakryczny…

Kiedy?
Z rok temu. Byłam już na hormonach, ale wtedy czułam się okropnie samotna. Moja najlepsza przyjaciółka poleciała na Islandię, więc kontakt tylko przez Messengera. W pracy brak zrozumienia, nawet ze strony osób, które teoretycznie są po stronie LGBT, ale nie rozumieją do końca. Jakieś komentarze na temat mojego wyglądu… na przykład kolczyków…

Masz ich trochę.
Dużo transdziewczyn idzie w tym kierunku. W stronę subkultur, a kolczykowanie bywa jak terapia. Nie tylko o estetykę chodzi.

Dlaczego się cięłaś?
Czasem czułam tak wielki ból psychiczny. Jednocześnie nie dawało się go umiejscowić. Jak się cięłam, to następowało takie ufizycznienie tego bólu psychicznego.

Przestawał być niedookreślony – stawał się konkretny.
Tak. I mogłam się na nim skupić.

A gdzie jest granica tego, co sobie można zrobić?
Myślę, że ta granica przesuwa się wraz z twoim stanem psychicznym. Ciągle.

Czułaś, że Tobie się przesuwa?
Tak.

Dokąd doszłaś?
Na szczęście tylko do takiego mocnego cięcia się, przypalania się papierosami… I… mam za sobą dwie próby samobójcze…

Tego mama nie mówiła.
Bo nie wiedziała.

Gdzie to było?
W mieszkaniu babci. Jej nie było wtedy w domu. Mama była w delegacji. Przynajmniej tak mi się wydawało. To był bardzo zły okres. Bardzo duży problem z samoakceptacją, jeszcze nie miałam diagnozy, jeszcze nie wszystko o sobie wiedziałam… Chciałam skoczyć z balkonu. Jakoś wewnętrznie to postanowiłam. To było szóste piętro. Stałam już przy barierkach. Są takie niskie. Już był ten moment, że czułam – teraz, czas pofrunąć… I nagle otworzyły się drzwi do mieszkania. Mama w nich stanęła. Zaczęła pytać o ten balkon, a ja, że gorąco czy coś. A dlaczego nie jest w tej delegacji – pytam ją. I wtedy mi powiedziała: „Miałam takie przeczucie, że musimy pogadać, więc przyjechałam”.

Ona ma przeczucia, bo jest wróżką…
Widać było po niej, że czegoś się domyśla. Ale nigdy wprost o to nie zapytała.

Ile miałaś wtedy lat?
Byłam w gimnazjum.

A drugi raz?
Pierwsza klasa liceum. Znów bardzo zły czas. Problemy z przyjaciółmi. Byliśmy na imprezie w plenerze no i w pewnym momencie powiedziałam, że idę na spacer. I poszłam. Była noc. Szłam taką drogą bez pobocza, dużo tam było samochodów. Bardzo szybko jechały. Zatrzymałam się tam i czekałam, żeby rzucić się pod któryś. Ale ci kierowcy jakby coś przeczuwali. Widzą dziecko, to zwalniają. Na dodatek ci znajomi zaczęli mnie szukać. I znów się nie udało.

Alkohol piłaś na imprezach czy w samotności?
Zazwyczaj sama. Mama rzadko bywała w domu, więc picie samemu nie było problemem. Jak wracała, butelek już nie było.

Piwo, wino?
Wódka z sokiem. Czasem też w plenerze. Niby szło się na imprezę, ale chodziło o to, żeby się napić.

Wracałaś pijana do domu?
Nieraz. Ale ponieważ mama wiedziała, że czuję się supersamotna, więc wydawało jej się, że jak byłam na imprezie, to już fajnie, bo przynajmniej między ludźmi. Więc nie reagowała.

Cięłaś się na trzeźwo?
Tak. Bo to było wymienne. Albo cięcie, albo picie. Cięłam się prawie przez całą podstawówkę. W gimnazjum pierwsze lata to był też tak zwany eskapizm. Idę do szkoły, wracam ze szkoły, robię zadanie, gram do drugiej w nocy, idę do szkoły, wracam ze szkoły, gram do nocy. Ucieczka. Z realnego świata w gry.

Z mamą jak się wtedy dogadywałaś?
Różnie. Miałyśmy kontakt, ale przez jej pracę nie taki stały. Bywały kłótnie. Więc gdy miałam problem, to raczej szłam z nim do brata.

Wiedział o samookaleczeniach?
On zawsze wie, gdy coś jest nie tak. Kiedy się zorientował, zaczął ze mną rozmawiać i radzić jakieś inne sposoby, mniej inwazyjne.

Jak mu powiedziałaś o tym, że jesteś trans?
Byliśmy wtedy na Ukrainie – na wycieczce z jego dziewczyną i przyjaciółmi. Powiedział, że będzie mnie kochał taką, jaka jestem.

Płakaliście?
Ja się rozpłakałam. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak mama zareaguje. Więc brat nawet mówił, że jak mnie mama wyrzuci z domu, to on mi pomoże.

Naprawdę przyszło Ci to do głowy?
Szczerze, jeżeli chodzi o LGBT, to jedyne, co wiedziałam, to że mama jest tolerancyjna. Ale nie miałam zielonego pojęcia, co zrobi.

Więc gdy potem właściwie powtórzyła to, co powiedział brat, musiało Ci ulżyć.
Bardzo. Bardzo się starała. I ciągle mnie zaskakiwała, bo nagle dostaję od niej esemesa: „Zapisałam się do akademii”. „Do jakiej akademii?” – myślę. A to była Akademia Świadomego Rodzica, dla rodziców osób transpłciowych. Wszystkiego się tam nauczyła. A potem zaczęła się wkręcać w aktywizm.

Co przed Tobą?
Mam nadzieję, że operacja dołu. Jestem zdecydowana. Bardzo chcę. Tylko dużo pieniędzy to kosztuje.

Weźmiecie kredyt?
Zobaczymy. Może ze spadku wystarczy.

Po kim?
Los bywa przewrotny… Po ojcu.

Polecamy: Piotr Jacoń, „My, trans”, Wydawnictwo RM (Fot. materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze