1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Ona z miłości była w stanie zrobić wszystko, on zamknął ją w złotej klatce. Recenzja filmu „Priscilla” Sofii Coppoli

Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)
Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)
Sofia Coppola w charakterystycznym dla siebie stylu bierze na warsztat historię Priscilli, żony króla rock and rolla Elvisa Presleya. W efekcie otrzymujemy opowieść niesamowicie smutną i przejmującą, zamkniętą w niewątpliwie pięknym obrazku.

Produkcji filmowych poświęconych postaci Elvisa Presleya powstało już wiele. Wystarczy wspomnieć ubiegłoroczną biografię w reżyserii Baza Luhrmanna, która stała się przebojem w kinach i zdobyła masę nagród. Teraz jednak przyszedł czas, aby pewien ważny wycinek życia gwiazdora przedstawić z nieco innej perspektywy – z perspektywy jego wieloletniej ukochanej i jedynej żony. Głos Priscilli Presley oddaje ekspertka od kobiecego kina Sofia Coppola („Między słowami”, „Maria Antonina”), która z typową dla siebie wrażliwością – ale też elegancją i niewymuszoną swobodą – serwuje nam przejmującą historię młodej i do szaleństwa zakochanej bohaterki oraz pełne emocji i chwytające za serce love story, odsłaniając przy tym liczne rysy na pomnikowym obliczu Presleya, któremu zdecydowanie bliżej tutaj do czarnego charakteru niż nieskazitelnej ikony popkultury. Jednocześnie twórczyni po raz kolejny rozprawia się z tzw. male gaze, czyli męskim spojrzeniem w kinie. I robi to z niezwykłą, godną podziwu klasą.

Jacob Elordi i Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)

Tytułową bohaterkę poznajemy jako 14-letnią (sic!) dziewczynę. W barze zauważa ją pewien mężczyzna, który zaprasza młodziutką, nieco zagubioną i naiwną pannę Beaulieu na przyjęcie do samego Elvisa Presleya. Tam między nieśmiałą nastolatką a znanym gwiazdorem rodzi się wzajemna fascynacja, a po kilku kolejnych spotkaniach – również gorące uczucie. I tu widzom może zapalić się pierwsza lampka ostrzegawcza, bo co tak naprawdę dorosły, 24-letni mężczyzna mógł zobaczyć w tej dziewczynce? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, jednak oczywiste wydaje się, dlaczego Priscilla zakochała się w Elvisie. Wówczas kochał go cały świat. W filmie widzimy zatem, jak Presley staje się jej pierwszą wielką miłością, sprzymierzeńcem w samotności i najlepszym przyjacielem. W efekcie nastolatka szybko trafia do bezlitosnego świata dorosłych, w którym władzę mają przede wszystkim mężczyźni.

Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)

W kolejnym etapie Elvis zapoznaje Priscillę ze swoją rodziną i przyjaciółmi, a następnie sprowadza do luksusowej posiadłości Graceland. Początkowo jest dla swojej młodziutkiej partnerki opiekunem – otacza ją troską, posyła do katolickiej szkoły i pilnuje, aby jej wyniki w nauce były na tyle satysfakcjonujące, aby rodzice pozwolili jej dalej u niego mieszkać. A jest to nie lada gratka, bo w Graceland bohaterka ma okazję zaznać naprawdę wystawnego życia. Niestety, szybko okazuje się, że wszystko ma swoją ciemną stronę. Z jednej strony Elvis dba o to, aby Priscilla miała wszystkiego pod dostatkiem, z drugiej zaś jest też tym, który dyktuje warunki – mówi jej, co ma robić, czego nie robić i jaka ma być. „Pofarbuj włosy”, „Włóż inną sukienkę”, „Nie zachowuj się jak facet” – to tylko niektóre z wielu poleceń, jakie dostaje Cilla [tak ją nazywał Presley – przyp. red.], której głównym celem jest przede wszystkim „bycie grzeczną”. Wtedy staje się już jasne, dlaczego Elvis wybrał sobie o wiele młodszą od siebie partnerkę – taką, którą łatwo zmanipulować i owinąć sobie wokół palca.

Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. BEW Photo)

Priscilla dorasta szybko, a jej życie – chociaż pokryte toną lukru – powoli zamienia się w złotą klatkę. Z kolei Elvis, który miał być księciem z bajki, okazuje się egoistycznym manipulantem z obsesją na punkcie kontroli. Zaślepiona uczuciem bohaterka godzi się na wszystko, jednak im więcej daje od siebie, tym mniej otrzymuje w zamian, a jej potrzeby nie mają tu kompletnie żadnego znaczenia. To daje jej permanentne poczucie głodu, bo z jednej strony ma wszystko, ale z drugiej – nie ma nic. Układ ten od początku opierał się bowiem na pewnym konkretnym założeniu, w którym chodziło przede wszystkim o przyuczanie do roli posłusznej żony. Priscilla miała zatem zawsze czekać na Elvisa w domu, być na każde jego zawołanie i co najważniejsze – nigdy się nie zmieniać. Miała też poświęcić dla niego wszystko, a przy tym całkowicie wyzbyć się siebie, własnego zdania i własnej woli.

Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)

Niesamowicie poruszająca i rozpalająca wyobraźnię „Priscilla” to przede wszystkim opowieść o przedwczesnym dojrzewaniu, życiu w cieniu wielkich figur i odnajdywaniu swojego miejsca w świecie. Historię głównej bohaterki można traktować również jako przestrogę w szerszym kontekście. Obraz zachęca bowiem, aby nigdy nie rezygnować z siebie i pozostać zawsze wierną sobie. I chociaż opowieść kończy się happy endem [nie jest tajemnicą, że Priscilla odchodzi finalnie od przemocowego męża, aby zacząć nowe życie – przyp. red.], daje ona ogromne pole do refleksji na temat związków, roli kobiety w relacji, a także niezależności i emancypacji. A że historia ta nie jest jedynie wytworem wyobraźni twórczyni, a czymś, co wydarzyło się naprawdę, robi jeszcze większe wrażenie, a wręcz przyprawia o ciarki na plecach i pozostawia jeszcze więcej przestrzeni do przemyśleń.

Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)

Poza emocjonującą historią, którą przedstawia nam Coppola, obraz zachwyca również wizualnie. To niesamowicie stylowo nakręcona biografia, w której wszystko dopięte jest na ostatni guzik: zarówno scenografia, jak i kostiumy oraz zjawiskowe charakteryzacje, które tworzą niepowtarzalny klimat lat 60. Szczególnie zachwycające są makijaże i fryzury Priscilli, która w trakcie trwania filmu i w miarę rozwoju relacji z Elvisem przechodzi prawdziwą metamorfozę, zmieniając swój wizerunek z grzecznej i nieco zahukanej nastolatki w dojrzałą, świadomą swojego seksapilu kobietę. Czy dzięki „Priscilli” moda z tamtych lat oraz charakterystyczne kocie oko w stylu głównej bohaterki wrócą do łask? Wiele na to wskazuje. Fantastyczna jest też ścieżka dźwiękowa, chociaż na próżno szukać w niej wielu przebojów Elvisa Presleya. „Love Me Tender” wybrzmiewa jedynie w wersji instrumentalnej, są jednak takie utwory jak „Nobody Knows” The Youth For Christ czy zamykające cały film „I Will Always Love You” w wykonaniu Dolly Parton.

Jacob Elordi i Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)

Zachwycający są także główni aktorzy (brawa za casting) – przede wszystkim debiutująca w tytułowej roli na dużym ekranie Cailee Spaeny, która w swojej kreacji jest naprawdę świetna, choć nieco powściągliwa. Może nie jest to występ oscarowy, ale z pewnością intrygujący i budzący ciekawość, a to dobrze wróży na przyszłość. Elvisa portretuje natomiast Jacob Elordi, gwiazda serialu „Euforia” oraz filmu „Saltburn”, który ostatnio zaczyna coraz wyraźniej zaznaczać swoją obecność na filmowym firmamencie. Australijski aktor wypada tu niezwykle przekonująco, a jego kreacja jest zdecydowanie bardziej naturalna i mniej przerysowana niż ta, która stworzył Austin Butler („Elvis”). Butler chciał bowiem jak najwierniej odwzorować oryginał, natomiast Elordi skupił się na emocjach – i to przyniosło lepszy efekt. Podsumowując, oboje głównych aktorów udźwignęło swoje role, a dźwigać było co, bo bohaterów drugoplanowych w „Priscilli”, która jest tak naprawdę spektaklem dwóch postaci, jest jak na lekarstwo.

Cailee Spaeny w filmie „Priscilla” (Fot. materiały prasowe Best Film)

Historią Priscilli Coppola pokazuje również, ile kobieta jest w stanie zrobić dla mężczyzny, ile poświęcić, jak bardzo się zmienić, ile znieść i ile wybaczyć – często nie otrzymując nic w zamian. Tym samym twórczyni dodaje otuchy i zapewnia wszystkie kobiety, które tkwią w niesatysfakcjonujących związkach, że zawsze warto zawalczyć o siebie – i lepiej zrobić to szybciej, jak Priscilla, niż później. Coppola świetnie pokazuje także, że miłość potrafi być pułapką, którą łatwo można pomylić z urokiem, a z czasem może zmienić się w uzależnienie. Zatem, jeśli lubicie dobre kino biograficzne o kobietach i dla kobiet, „Priscilla” z pewnością was nie zawiedzie. Teraz pozostaje nam czekać na produkcję filmową skupiającą się na równie barwnym etapie życia Priscilli po opuszczeniu Graceland, w której moglibyśmy zobaczyć m.in. to, jaką była matką i babcią, jak trafiła na plan „Nagiej broni” oraz jak została teściową Michaela Jacksona. Nie mamy wątpliwości, że powstałaby z tego kolejna emocjonująca biografia, która mogłaby zainspirować wiele kobiet.

„Priscilla” w kinach od 9 lutego 2024 roku.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze