Anna Jantar – wiecznie trwać

Anna Jantar - wiecznie trwać
Anna Jantar na sopockiej scenie w 1976 roku. (Fot. Janusz Uklejewski/PAP CAF)

40 lat temu Polskę sparaliżowała wieść, że uwielbiana gwiazda piosenki Anna Jantar, która właśnie wracała do domu ze Stanów Zjednoczonych, zginęła w katastrofie lotniczej tuż przed lądowaniem w Warszawie. Mijają kolejne rocznice, a pamięć o Annie Jantar nie gaśnie. Fani palą znicze na grobie, a młodzi artyści śpiewają jej przeboje.

Były różne wersje tego, co się stało. Ponieważ w 1980 r. władza nie lubiła informować obywateli o tym, co ich poruszało, ludzie sami snuli scenariusze. Według jednego z nich samolot rozbił się na pasie startowym, na oczach bliskich czekających na tarasie widokowym. Wśród tych świadków katastrofy miała być też mała córeczka Anny Jantar. Wersje zdarzeń były różne, ludzie opowiadali je sobie w biurach, w tramwajach i przy wieczornej telewizji.

W rzeczywistości samolot rozbił się niecały kilometr od lotniska i bliscy czekający na pasażerów nie od razu wiedzieli, co się stało. W końcu podano komunikat. Wieść rozniosła się błyskawicznie. Maria Szabłowska, muzyczna dziennikarka radiowa, wspomina: – To szokująca wiadomość, która poruszyła nie tylko Polskę. Byłam wtedy we Francji, siedziałam z koleżanką w knajpce, kiedy radio podało, że w Warszawie była katastrofa samolotowa i że zginęła w niej bardzo znana polska piosenkarka. To było nie do pojęcia.

Zbigniew Hołdys, muzyk zespołu Perfect, który pod koniec lat 70. grał z Anną Jantar i się z nią przyjaźnił: – Skomponowałem dla niej utwór, do którego słowa napisał Bogdan Olewicz: „A może by tak spocząć, odejść w cień”. To była ostatnia piosenka, jaką Ania w życiu nagrała. Znamienne, bo naprawdę chciała zmienić swoje życie i swoją karierę. I naprawdę odeszła, tylko w sposób, którego nikt się nie spodziewał.

Ksiądz profesor Andrzej Witko, przyjaciel rodziny Kukulskich i autor biografii Anny Jantar: – Lekarz medycyny sądowej, obecny przy badaniu skutków katastrofy lotniczej, przekazał później mamie Ani mały różaniec, który trzymała w zaciśniętej dłoni. W ciągu tych ostatnich sekund z pewnością miała świadomość, co ją czeka, i musiała wierzyć, że wkracza w nowy obszar życia.

ZAMÓW

E-WYDANIE
Anna Jantar - wiecznie trwać
Anna Jantar (fot. East News)

Anna Jantar zginęła 40 lat temu, 14 marca 1980 r. w katastrofie samolotu LOT, który wracał ze Stanów Zjednoczonych. Była jedną z 87 ofiar. Była gwiazdą na szczycie, na widok której, jak mówi Zbigniew Hołdys, zatrzymywał się ruch uliczny. Na lotnisku czekała na nią matka i córka Natalia z bukiecikiem frezji. Samolot nie lądował i nie lądował, ludzie zaczęli przekazywać sobie straszne informacje, a kiedy ogłoszono, że nie wyląduje, babcia wyrwała Natalce bukiecik i rzuciła na ziemię. Natalia opowiada to jako dorosła kobieta w programie radiowym u Marii Szabłowskiej: – Pamiętam to jak przez mgłę, miałam wtedy cztery lata. Widziałam, że jest jakieś zamieszanie, panika, że coś złego się dzieje. Nie rozumiałam jednak, co się stało.

Na dwa dni ogłoszono żałobę narodową. Pogrzeb Anny Jantar był 11 dni później. Zebrało się na nim ok. 40 tys. osób. Żeby lepiej widzieć uroczystość i Olbrychskiego przemawiającego nad trumną, niektórzy wchodzili na drzewa i słupy. Tłum, który nie mieścił się w murach cmentarza Wawrzyszewskiego, zablokował sąsiednie ulice, unieruchomił tramwaje. Kilka osób zemdlało. „Potem sprawdzam i widzę, że 35 lat później prawie tyle samo będzie fanów Anny Jantar na Facebooku” – pisze Marcin Wilk w biografii „Tyle słońca. Anna Jantar, biografia”. Zginęła w wieku 29 lat. Chociaż mijają kolejne rocznice jej śmierci, nadal jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich gwiazd lat 70. Legenda artystki jest wciąż żywa.

Sekret Anny

Na cześć Anny Jantar organizuje się jubileuszowe koncerty, w których współczesne gwiazdy śpiewają jej piosenki. Powstają nowe interpretacje. Festiwal w Opolu przyznaje nagrodę jej imienia.

O nieprzemijającej popularności piosenkarki świadczy fakt, że nadal można na niej dobrze zarobić. W księgarniach i na portalach aukcyjnych wciąż można kupić nowe składanki jej piosenek. – Niektóre z nich powstają wbrew woli spadkobierców – mówi Natalia Kukulska. – Czasem są to byle jakie produkcje ze słabą grafiką i jakością nagrań, z doborem piosenek bez żadnego klucza, ale sprzedają się, bo fani chcą mieć w kolekcji wszystko, co się ukazało.

Anna Jantar - wiecznie trwać
Ludzie bez trudu odkrywali, że Anna Jantar jest autentyczna. W jej piosenkach była taka sama radość, życzliwość i ciepło, jak w niej samej. (Fot. East News)

Anna Jantar nieustannie budzi zainteresowanie pism i portali plotkarskich. – Byłam dzieckiem wychowywanym na oczach całej Polski, litowano się nade mną, że straciłam mamę, którą wszyscy znali – mówi Natalia Kukulska. – Media nadal przy mnie są i szukają tajemnic związanych z mamą. Regularnie czytam, że przeżywam coś, co ma z nią związek, czymś jestem oburzona albo wzruszona, że znajduję coś na jej temat, odkrywam sekret. Nic takiego się nie dzieje. Dziennikarze sami tworzą sensacyjny serial, wymyślają historie. Jedna z nich opowiada o rzekomych wspomnieniach małej Natalki na temat ostatnich świąt Bożego Narodzenia spędzonych z mamą, na których mama śpiewała jej kolędy. – Nie pamiętam żadnych świąt z mamą – mówi Natalia.

Twórczość i popularność matki nabrały dla Natalii nowego wymiaru, kiedy jako dorosła kobieta sama zaczęła śpiewać. – Chciałam zapracować na własny sukces i rozpoznawalność, a wciąż dostawałam propozycje nagrania albumu z piosenkami mamy albo mnie do niej porównywano. Choć odmawiałam konsekwentnie, długo musiałam bronić się przed tymi propozycjami. Dopiero kiedy miałam już własny dorobek i byłam z nim kojarzona, poczułam gotowość na spotkanie z jej piosenkami. Na mój trzeci solowy album nagrałam moją wersję „Tyle słońca w całym mieście” z jej głosem. Piosenka odniosła sukces, choć nie każdemu się podobała, bo różniła się od pierwowzoru. W 2000 roku odbył się koncert „Tyle słońca” poświęcony mamie, do którego zaprosiłam świetnych polskich wykonawców. I sama zaśpiewałam kilka piosenek. Bardzo się wtedy wzruszyłam, ale cieszyłam się, że stać mnie było na to emocjonalnie.

W roku 2005 Natalia Kukulska nagrała jeszcze cztery mniej znane piosenki Anny Jantar, sama napisała tekst pt. „Po tamtej stronie”, mierząc się z tematem jej śmierci. Jedna ze zwrotek:

„Po swojemu Ciebie znam, myślę, że właśnie taka mogłabyś być, jaką stworzyłam, gdy brakowało mi Ciebie”

Dba o pamięć matki, z jej inicjatywy powstała strona internetowa na temat Anny Jantar, pod jej kuratelą artystyczną odbył się również koncert utworów matki i Jarosława Kukulskiego „Życia mała garść”. Sama jednak idzie własną drogą. Jak mówi, złożyła mamie hołd i przymknęła drzwi do jej twórczości, bo tworzy sama i na własnych warunkach.

– Nie wiadomo, w którą stronę mama poszłaby artystycznie – dodaje Natalia. – Pod koniec życia była odważna w wyborach muzycznych, to, co robiła, różniło się od słodkich piosenek z początku lat 70., za które kochała ją Polska. Miała w sobie dramatyzm, rozwijała się i chciała więcej.

Anna Jantar - wiecznie trwać
Po lewej: Anna Jantar, Warszawa, 1979 rok (fot. East News). Po prawej: Natalia Kukulska, Warszawa, 2017 rok (fot. Zuza Krajewska).

Tragiczna śmierć czy słońce w mieście

Kim by była, gdyby jej życia nie przerwała katastrofa? Dlaczego wszyscy wciąż ją pamiętają? – Gdyby to było wiadomo, odkrylibyśmy największą tajemnicę show-biznesu – śmieje się Maria Szabłowska.

W 1973 r. Anna Jantar śpiewa w Opolu „Najtrudniejszy pierwszy krok”, dziewczęco, świeżo, radośnie. Piosenka staje się przebojem lata. W 1974 – „Tyle słońca w całym mieście”, nie dostaje nagrody, ale wzbudza entuzjazm publiczności. Ładna, wielkimi niebieskimi oczami i długimi, brązowymi, falującymi włosami. Delikatna, szczupła, urocza. Z naturalnym dziewczęcym uśmiechem, a jednocześnie z seksapilem.

Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, również 1974 r., nagroda Polskich Nagrań za „Nie żałujcie serca, dziewczyny” oraz tytuł Miss Obiektywu.

Na scenach festiwalowych nagrody i wyróżnienia zgarniają wtedy Prońko, Połomski, Rodowicz, Skaldowie, Dwa Plus Jeden. 1975 – Jantar zdobywa w Sopocie cztery nagrody, w tym publiczności za „Tyle słońca w całym mieście”. Kiedy śpiewa, publiczność kiwa się, tańczy i śpiewa razem z nią. Ludzie ją kochają. Ma w sobie wdzięk i naturalność, które sprawiają, że chce się ją uściskać. Jej piosenki od razu wpadają w ucho, śpiewa się je na wieczorkach towarzyskich, słychać je z tranzystorów nad jeziorami.

– Była megagwiazdą, trudno byłoby dziś wskazać porównywalnie popularne nazwiska – mówi Zbigniew Hołdys. – Wtedy na tym samym poziomie co ona była Rodowicz czy Dwa Plus Jeden. A ona była na fali wznoszącej. Artysta był mitem. Nie istniały Internet, tabloidy, paparazzi. Gwiazdy były nieosiągalne, można było najwyżej poczytać wywiady, w których dziennikarze nie pytali o sprawy prywatne. Ludzie żyli tym, jaką ona piosenkę zaśpiewa i w jakiej sukni wystąpi. To ma wpływ na legendę.

Anna Jantar - wiecznie trwać
Anna Jantar, Warszawa, 1979 rok. (Fot. archiwum prywatne Natalii Kukulskiej)

– Jeśli artysta ginie w młodym wieku, ma to znaczenie dla powstawania jego mitu – uważa Maria Szabłowska. – Widziałam, jak na jej grobie przy okazji rocznic zbierają się fani, wśród nich młodzież. Na ile to zasługa talentu, osobowości, repertuaru, a na ile to efekt śmierci w głośnej katastrofie, trudno powiedzieć.

Ksiądz profesor Andrzej Witko zwraca uwagę, że Jantar była jedną z najpopularniejszych polskich gwiazd już za życia, dlatego katastrofa niewiele w tej sprawie zmieniła. O powstaniu legendy w niewielkim stopniu zdecydowały także jej przeboje. I stawia diagnozę: – Anna Jantar była nie tylko wyjątkową artystką, której śmierć wcześnie przerwała karierę, ale przede wszystkim wyjątkowym człowiekiem. Ludzie bez trudu odkrywali, że jest autentyczna. W jej piosenkach była taka sama radość, życzliwość i ciepło, jak w niej samej. To emanowało z jej śpiewu. Właściwy trop odkrycia legendy Anny Jantar wiedzie przez tajemnicę jej człowieczeństwa.

Jarek

– Z reguły artysta dostaje w prezencie szczęście – mówi Zbigniew Hołdys. Rodowicz miała swoją Osiecką, dla Ani szczęściem był bigbitowy zespół Waganci założony w 1969 r. przez Jarosława Kukulskiego. Waganci mieli ambicje, ale nie wyróżniali się, postanowili więc coś ze sobą zrobić i znaleźć wokalistkę. I tak Ania spotkała Jarka. Poznali się bliżej w trasie koncertowej. Do autobusu, który miał wyruszyć w podróż, 19-letnią Anię Szmeterling (tak nazywała się Anna, Jantar to pseudonim) odprowadziła babcia. Rozejrzała się, wytypowała człowieka, który wydał jej się najbardziej odpowiedni, i poprosiła, żeby opiekował się wnuczką. Był to Jarosław, który potraktował prośbę babci sumiennie. – Opowiadał mi kiedyś, że Ania od razu mu się spodobała, bo była bardzo szczupła i miała lekko krzywe nogi, co uwielbiał – mówi Maria Szabłowska. – Zaiskrzyło. Czy w niej też, nie wiem, bo z nią o tym nie rozmawiałam.

Anna Jantar - wiecznie trwać
Anna Jantar i Jarosław Kukulski, Berlin, 1985 rok. (Fot. archiwum prywatne Natalii Kukulskiej)

Wtedy wszystko się zaczęło. Kariera, miłość i kolejne ich etapy. – To, że się spotkali, było szczęśliwym zbiegiem losu dla niej, dla niego i dla polskiej piosenki – mówi dalej Maria Szabłowska. – On znalazł idealną odtwórczynię swoich kompozycji, a ona swojego kompozytora.

Powstały z tego przeboje, które ludzie umieją nucić do dziś.

– Jarek ją wykreował – dodaje ksiądz profesor Andrzej Witko.

Maria Szabłowska: – Sukces przyszedł szybko. Sopoty, wiwaty, nagrody. Ania już na starcie miała przeboje. Nie musiała martwić się o repertuar jak większość piosenkarek, które szukały dla siebie kompozytorów. Miała swojego, w domu, w dodatku pisał hity. Koleżanki wokalistki zazdrościły jej tego.

Małżeństwo prosperowało jak świetne przedsiębiorstwo. Jednak ta sytuacja miała też swoje minusy. W książkach i tekstach na temat Anny Jantar można przeczytać, że Kukulski kontrolował ją przy współpracy z innymi twórcami, pouczał, jak ma śpiewać i działać. Był o nią zazdrosny, zwłaszcza kiedy zaczęła poszukiwać innej muzyki niż ta, którą on jej dawał. Nie rozumiał tej potrzeby, bo kiedy pisał żonie ambitne piosenki, nie były tak popularne jak chwytliwe przeboje. Anna to jego projekt i jego dzieło, tak to widział.

Natalia Kukulska: – Tata miał charakter menedżera, walczył o mamę na festiwalach, w radiu, ale był też dominujący. Wciąż miał pomysł, jak powinna coś zrobić, dla mamy to było uciążliwe. Mój mąż, chociaż też jest muzykiem, nie robi mi tego.

„W 1974 roku Ania ma 24 lata, Jarek kończy trzydziestkę i są w wirze pracy. Wyjazd za wyjazdem, koncert za koncertem, nagranie za nagraniem. Kalendarz jest wypełniony po brzegi, a Jarek to mózg całego przedsięwzięcia, które nazywa się »Anna Jantar«. Czuwa nad każdym szczegółem. Potrafi o nią walczyć i się wykłócać, gdy niesprawiedliwie jest potraktowana. Bliskość nie pociąga za sobą żadnej taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie. Ania więc słyszy także cierpkie słowa, bo przecież w pracy często coś się nie udaje, a Jarek, kiedy mu się coś nie podoba, nie waha się powiedzieć o tym otwarcie. Krytykuje na przykład zły taniec Ani” [Marcin Wilk, „Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia”].

Jantarka rzeczywiście nie ma wybitnego talentu do tańca. Ruchy są sztywne. Znajomi śmieją się, że wygląda, jakby ugniatała nogami kapustę. Nie ma choreografa, który nauczyłby ją, jak się ruszać na scenie. Sama wymyśla detale swoich występów.

W PRL nawet największa gwiazda jest zdana na siebie, jeśli chodzi o styl i wizerunek. Sama musi się wymyślić. Kreatorów mody jest dosłownie kilku. W sklepach nie ma ubrań oprócz kilku smutnych fasonów. Piosenkarki kupowały ciuchy i buty, kiedy miały szczęście pojechać w trasę do NRD albo do Jugosławii. – Nawet nie było zwyczaju, że ubiera je Moda Polska, wyjątkiem były Filipinki – opowiada Szabłowska. – Zresztą bez straty, bo tym wielkim gwiazdom styl Mody Polskiej nie pasował.

Anna też zaopatruje się za granicą, gdzie często jeździ na koncerty. Kupuje długie sukienki, dzwony i kapelusze. Na jeden z występów znajduje gdzieś piękną zieloną suknię, w której wygląda obłędnie, ale okazuje się bliższa ciału, niż się wydaje – po jej zdjęciu Jantar też jest cała zielona. Sama maluje się na sesje u Marka Karewicza, najmodniejszego wówczas fotografa. Trochę za mocno, ale nie ma też najlepszych kosmetyków, jedynie to, co można było kupić w PRL-owskich drogeriach, chyba że coś przywiezie z zagranicy. Nie ma stylisty, który doradziłby jej, żeby ubierała się bardziej lekko. – Siermiędze PRL podlegało wszystko bez wyjątku, także rozrywka – mówi Szabłowska. – Z wyjątkiem przebojowych piosenek i głosów wykonawców, którzy byli świetni. Nasze gwiazdy dorównywały w Polsce popularnością gwiazdom zachodnim, a nawet je przebijały. Ich hity były bardziej chwytliwe niż zagraniczne. Jednak sprzedaż piosenek nie przekładała się na ich zarobki.

Dlatego Jantar za granicą nie szaleje z zakupami strojów scenicznych, chce przywieźć do domu gotówkę, kupuje prezenty dla bliskich i płyty winylowe.

– Mama miała w sobie naturalną, niezaprogramowaną, niewykreowaną kobiecość – mówi Natalia Kukulska. – Dbała o wygląd, ale miała też klasę, dzięki której nie przekraczała granicy. Ten nobliwy gust miała po swojej mamie, mojej babci Halince, której typowe zdanie brzmiało: „Ładne, bo skromne”.

Anna Jantar - wiecznie trwać
Anna Jantar wśród fanów, Września, 1976 rok. (Fot. archiwum prywatne Natalii Kukulskiej)

Wielka dama tańczy sama

– Z biegiem lat ambicje Anny Jantar rosły – wspomina Maria Szabłowska. – Chciała mieć poważniejsze rzeczy w repertuarze. Wtedy ich drogi z Jarkiem zaczęły się rozchodzić. On był kompozytorem masowych przebojów, ona chciała odmiany. Na polską scenę wchodziła muzyka rockowa, ona była jej ciekawa, a on na muzyków rockowych mówił „szarpidruty”.

Ksiądz profesor Andrzej Witko: – Chciała zmienić swój image, sięgając po ambitniejszy repertuar, nie zważając na opinie słuchaczy. Takie kompozycje tworzyli dla niej m.in. Mikołaj Hertel, Jerzy Milian, Waldemar Parzyński, ale również Jarosław Kukulski tworzący już w nowej estetyce, bliskiej zespołom Perfect i Budka Suflera, z którymi współpraca odtwierała nowy rozdział kariery. Szkoda, że dziś wspomina się ją głównie przez te łatwe, pogodne przeboje, które przyniosły jej sławę za życia. Wracając zza granicy, przywoziła muzyczne inspiracje: Robertą Flack, Arethą Franklin czy Dianą Ross, fascynowała ją czarna muzyka. Nagrała piosenki Olivii Newton-John z filmu „Grease” w duecie ze Stanisławem Soyką. Śmiano się wówczas, że Olivia Newton-John chciała poznać swoją pogromczynię, gdyż wersje Ani uznano za ciekawsze od oryginału – mówi ksiądz profesor Witko.

Kiedy śpiewała poważne, dojrzałe utwory, porównywano ją do Ewy Demarczyk. Jedną z takich piosenek była „Tylko mnie poproś do tańca”, kompozycja Wandy Żukowskiej do słów Bogdana Olewicza. – W polskim bagienku się zakotłowało, gdy Ania pokazała, że potrafi śpiewać na miarę najbardziej uznanych przez krytykę artystów – opowiada ksiądz Witko. – Na półtora roku przed śmiercią otworzył się dla niej czas fascynujących poszukiwań sięgających różnych stylistyk, z jazzem i swingiem włącznie. Współpracując z Budką Suflera, nagrała nie tylko swój wielki przebój „Nic nie może wiecznie trwać”, lecz także przeznaczoną na festiwal do Tokio piosenkę, która zdawała się wyprzedzać swoją epokę: „Stay with Your Wife” z tekstem Wojciecha Manna i muzyką Romualda Lipki. To był głos w pełni dojrzałej artystki nowej epoki.

Kiedy nagrywała „Wielka dama tańczy sama”, rozpłakała się. – To niesamowite, jak piosenki i ich tytuły opisują życie wykonawców, u mamy tak było, to metafizyka – mówi Natalia.

Równa dziewczyna

Zbigniew Hołdys: – Wyróżniała się głosem, urodą i wdziękiem. Wszyscy ją kochali. Kiedy milicjant zatrzymywał samochód, w którym jechała, na jej widok kłaniał się i puszczał dalej. I ta gwiazda w futrze trafiła na zespół złożony z łobuzów. Mówiono jej, że źle się prowadzimy i miano rację. Byliśmy młodzi, żyliśmy według wzorca chłopaków uliczników, po swojemu.

Hołdys z Perfectem zostali zatrudnieni jako zespół akompaniujący Annie Jantar w koncertach. Grali tak też z innymi wykonawcami, zarabiali w ten sposób na życie i granie własnej muzyki. Wyruszali z Anią w trasy, meldowali się w hotelu i jeździli stamtąd na koncerty w okolicy. Byli też razem w Stanach Zjednoczonych.

Okazało się, że wielka dama jest nimi zachwycona. Okazało się, że oni są zachwyceni wielką damą. – To była równa dziewczyna – mówi Hołdys. – Myśleliśmy, że będzie zadzierać nosa, a ona chyba tęskniła za normalnym życiem, w którym idzie się z kumplami na piwo. W hotelu dostawała apartament, a my pokoje dwuosobowe. Po koncertach stawiała czajnik, kanapki i wołała nas do siebie. Gadaliśmy do późnej nocy, wypytywała nas o muzykę, zobaczyła, że to, co nie jest wpuszczane do radia, ma w sobie prawdziwe emocje, i to jej się podobało. Wtedy mogła zrodzić się w niej myśl, że mogłaby porzucić status gwiazdy, że nie musi śpiewać słodkich piosenek, że można inaczej. W jej życiu to był moment przełomowy, można powiedzieć zamach stanu.

Anna Jantar - wiecznie trwać
Anna Jantar, Warszawa, ok. 1975 roku. (Fot. East News)

Poprosiła Hołdysa, żeby zaśpiewał z nią wspólnie piosenkę „Ktoś między nami”. – Nie chciałem, nie lubię śpiewać, tłumaczyłem, że nie jestem Wodeckim – opowiada. – Anka się jednak uparła. Zgodziłem się. Potem robiła mi na scenie kawały. Kiedy śpiewałem swoje fragmenty tej piosenki, „byłaś mym pragnieniem, stałaś się cierpieniem” – ona stawała tyłem do widowni, przodem do mnie i robiła małpie miny, a ja musiałem być śmiertelnie poważny. Fajna była.

Ksiądz profesor Witko uważa, że przemiana stylistyczna Anny Jantar wiązała się z jej dojrzewaniem i relacją z mężem. – Chciała uwolnić się nie tylko od muzycznej kurateli Jarka. Tajemnicą pozostanie, czy ostatecznie chciała od niego odejść. Nie potrafiła zdecydować się na ten krok również dlatego, że była głęboko wierząca – mówi.

Hołdys, który widział, jak zaprzyjaźniła się z nim i kolegami z jego zespołu, a nawet jak pojawiła się w tych przyjaźniach sytuacja romantyczna, potwierdza te słowa: – Ta sytuacja rozwijała się jakiś czas, to nie było powierzchowne zniechęcenie dotychczasowym życiem, ona miała plany, chciała kupić dom, mówiła, że się przeprowadzi, że będzie grać w klubach, że sława jej niepotrzebna. Naprawdę chciała odmienić swoje życie. Co jednak by w końcu zrobiła? Nigdy się tego nie dowiemy.

Wspomnienia

Natalia ma trzy wspomnienia związane z mamą. Pierwsze – toaletka w jej sypialni, lusterko, niebieski kuferek na kosmetyki. Mama kręci sobie włosy lokówką i powtarza, żeby Natalka jej nie dotykała, bo się oparzy. Natalka musiała sprawdzić, oparzyła się i bolało.

Wspomnienie drugie – dłonie mamy. Z długimi paznokciami, którymi ją zadrapywała przy myciu. Trzecie – ma trzy latka, bierze udział w nagrywaniu programu dla dzieci, w którym mama śpiewa kołysanki i opowiada bajki. Natalia jest jednym z krasnoludków, uwiera ją przyklejona broda, pamięta ból przy jej zdzieraniu. – Zapamiętałam te trzy sytuacje, bo wiązały się z odczuciami fizycznymi – tłumaczy. Nic więcej. Może pamięć wyparła wspomnienia w odruchu obronnym.

Anna Jantar - wiecznie trwać
Anna Jantar z córeczką, Natalią. Warszawa, 1977 rok. (Fot. East News)

Strata wraca, kiedy sama rodzi dzieci. Pojawia się raczej potrzeba przetrawienia tej straty, przerobienia tematu macierzyństwa. – Kiedy moje dzieci kończyły cztery lata, zastanawiałam się, czy to możliwe, że mogłyby mnie nie pamiętać. Przecież tyle nas łączy, jesteśmy sobie tak bliscy, czy to możliwe, że nie mogłyby nie mieć ze mną wspomnień? Chyba moja niepamięć jest darem, który uratował mnie przed cierpieniem?

Nie wiadomo, kim byłaby dziś Anna Jantar. Czy nadal by śpiewała, jakie byłyby to piosenki, czy miałaby kolejne przeboje na miarę „Tyle słońca w całym mieście”? Wiadomo, że w 2020 roku, czyli w roku jej 70. urodzin i 40 lat po katastrofie, nadal jest obecna, jej przeboje śpiewają kolejne pokolenia. Były i będą kolejne koncerty „Życia mała garść”. Zaskakująco mała. Anna Jantar żyła przecież tylko 30 lat.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>