fbpx

„Dziś jestem blondynką” – recenzja

„Dziś jestem blondynką" - recenzja
mat.prasowe

Masz 21 lat, zaczynasz studia, stoisz u progu życia, jesteś młoda, piękna i bezczelna. I dowiadujesz się, że znaleziono u ciebie raka, którego nie można operować…

Tak to wygląda u Sophie, ślicznej studentki, która chwyta życie garściami. Rak brzmi dla niej jak wyrok. Niemal od razu zaczyna chemioterapię. Przechodzi wszystkie etapy choroby: tygodnie w szpitalu, utrata włosów, osłabienie, wymioty, depresja, żal za przebiegającym gdzieś obok życiem. Jednocześnie Sophie nie chce być postrzegana jako kolejny beznadziejny przypadek medycyny, nie chce wyglądać jak reszta pacjentów. Robi sobie więc sesję zdjęciową, zanim wypadną jej włosy, by pamiętać siebie sprzed choroby. Idzie z przyjaciółką na zakupy i wraca z torbami pełnymi kosmetyków i peruk. Te pierwsze mają zatuszować bladą cerę i sińce pod oczami. Te drugie tworzą Sophie na nowo. Każda peruka zyskuje imię i osobowość, każda jest jak zbroja: ruda, gdy Sophie idzie na kolejną tomografie lub na spotkanie z lekarzem; delikatna blond, gdy widzi się z chłopakiem; czarna, gdy chce choć na jeden dzień znowu stać się studentką.

Mimo choroby i niepewnej przyszłości, w dziewczynie aż kipi życie i ta bezczelna, domagająca się swoich praw młodość. Gdy starszy pacjent mówi jej, że ma szczęście, bo jest młoda i silna, Sophie komentuje po cichu: „No tak, ale on już się nażył, ma dzieci i wnuki, a ja?”. Gdy lekarz pozwala jej – po poprawie wyników – spędzić weekend w domu, Sophie idzie na imprezę, tańczy i upija się do nieprzytomności. Wyrywa z życia co smaczniejsze kąski, jeszcze na oślep, jeszcze nie wiedząc, co dobre. A jednocześnie, powoli, wraz z kolejnymi etapami leczenia, Sophie powoli dojrzewa – do myśli o śmierci, do niepewności jutra, do kapryśnej natury raka. Zmienia się jej spojrzenie na jej własną sytuację i na to co przyniesie przyszłość.

Pod tym względem film niemieckiego reżysera Marca Rothemunda, twórcy m.in. pamiętnego obrazu „Sophie Scholl – ostatnie dni”, jest dość przewidywalny i schematyczny, choć psychologicznie wiarygodny. W końcu to, co mówi nam Sophie – że rak jest lekcją życia, nie śmierci, uczy nas wdzięczności za życie, za każdy kolejny dzień. W ustach umierającej młodej dziewczyny brzmi to bardzo mocno. Rothemund stworzył głęboki obraz o bolesnej utracie, ale też o odzyskaniu życia – nie w ten spektakularny, hollywoodzki sposób, ale zwyczajnie, poprzez zachwyt każdą, nawet przyziemną sprawą, jaka nam się na co dzień przydarza.

ZAMÓW

E-WYDANIE

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>