Autopromocja
WOS 7 - pc
WOS 7 - pc
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Miał być hit, jest fenomen – widowisko z Ryanem Goslingiem bije rekordy popularności. „Kto nie widział, niech żałuje”

Miał być hit, jest fenomen – widowisko z Ryanem Goslingiem bije rekordy popularności. „Kto nie widział, niech żałuje”

Ryan Gosling w filmie „Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP)
Ryan Gosling w filmie „Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP)
„Projekt Hail Mary” jeszcze przed premierą rozgrzał Internet do czerwoności – wszyscy czuli, że może to być hit roku, i trudno się im dziwić: fundamentem filmu został bowiem bestseller Andy’ego Weira, a jego adaptacją zajął się Drew Goddard, twórca słynnego „Marsjanina”. Do tego duet gwiazd – Ryan Gosling i Sandra Hüller – oraz reżyserski tandem Lord & Miller. Brzmiało jak przepis na kinową petardę… i dokładnie tym się okazało. Hail Mary nie tylko doleciała do celu – ona po prostu rozbiła bank. Misja? Spektakularnie zakończona sukcesem.

W miniony weekend „Projekt Hail Mary” z Ryanem Goslingiem zobaczyło w Polsce ponad 100 tysięcy widzów. Wynik ten imponuje, bo to nie tylko najlepsze otwarcie kinowe miesiąca, ale też najlepsze w całej historii Amazon MGM Studios. Monumentalna produkcja na podstawie bestsellerowej powieści Andy’ego Weira w reżyserii laureatów Oscara Phila Lorda i Christophera Millera bije jednak rekordy popularności nie bez powodu.

„Tego filmu się nie ogląda, ten film się przeżywa”; „Żaden tytuł mnie tak nie rozbawił i wzruszył jednocześnie”; „Niesamowite widowisko. Kto nie widział, niech żałuje”

– piszą w sieci zachwyceni widzowie, podkreślając, że film nie tylko wywołuje całą gamę emocji, ale też doskonale wygląda i brzmi. W recenzjach dziennikarzy filmowych regularnie padają natomiast taki zwroty jak: „przyszły klasyk”, „kino absolutne”, a także „petarda”, „majstersztyk” i „perełka”. Co więcej, już teraz mówi się o tym, że tytuł ma w przyszłym roku całkiem spore szanse na Oscara, a także, że to najlepszy film sci-fi od lat, bo klimatem przypomina „Marsjanina” i „Interstellar”, a emocjonalnie rozwala na łopatki niczym „Wall-E” lub „E.T.”. Za co więc widzowie pokochali ten film?

„Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP) „Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP)

Człowiek i kamień ratują wszechświat. Recenzja filmu „Projekt Hail Mary” z Ryanem Goslingiem

Nauczyciel i biolog molekularny Ryland Grace (Ryan Gosling) budzi się na statku kosmicznym oddalonym lata świetlne od Ziemi, nie pamiętając, kim jest ani jak się na nim znalazł. W końcu powoli zaczyna przypominać sobie cel swojej misji: rozwiązać zagadkę tajemniczej substancji, która powoduje obumieranie Słońca. Ryland wykorzystuje więc wiedzę naukową i niekonwencjonalne pomysły, aby uratować planetę przed zagładą. Niespodziewana przyjaźń sprawi natomiast, że nie będzie musiał robić tego samotnie.

„Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP) „Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP)

„Projekt Hail Mary” to jednak coś więcej niż film o międzygalaktycznych podróżach i ratowaniu świata. W rzeczywistości jest to niesamowita opowieść o pięknej przyjaźni i odwadze – i chociaż rozgrywa się w kosmosie, pozostaje zaskakująco ludzka, jeśli chodzi o emocje i podejmowane przez bohaterów decyzje, a przy tym bardzo dobrze wyważona i zachowująca odpowiedni balans między komedią a dramatem.

Osią filmu są dwa łączące się ze sobą wątki fabularne – jeden z nich rozgrywa się w teraźniejszości, gdzie główny bohater próbuje rozwikłać zagadkę niszczycielskiej substancji. Druga natomiast dzieje się w przeszłości, w której dowiadujemy się, jak Grace trafił do Projektu Hail Mary i dlaczego jest teraz w kosmosie, chociaż wcześniej uczył biologii w liceum (dowiaduje się tego również sam Grace, który stracił pamięć po wybudzeniu z niezbędnej do dalekich podróży kosmicznych śpiączki). „Projekt Hail Mary” działa jednak najlepiej, gdy nasz naukowiec – z pomocą nowego przyjaciela Rocky’ego – zaczyna uczyć się na nowo zarówno siebie, jak i sztuki komunikacji. I to właśnie ta podróż, jaką Grace odbywa jako postać, sprawia, że ​​historia jest tak satysfakcjonująca, a sam film wyzwala tak wiele skrajnych emocji: momentami bawi, a kiedy indziej wyciska łzy.

„Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP) „Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP)

Inne powody, dla których „Projekt Hail Mary” to udana produkcja? Po pierwsze: między bohaterem Goslinga, a Rockym, istnieje prawdziwa chemia i ogląda się to świetnie. Ich relacja to bezapelacyjnie najmocniejszy element filmu, a to z kolei prowadzi do drugiego powodu: idealnie dobrana obsada, choć film opiera się w dużej mierze na jednym aktorze. Gosling, uroczy jak zwykle, niesie więc film na swoich barkach, i radzi sobie z tym wyśmienicie. Aktor daje bowiem swojej postaci nie tylko charyzmę i wiarygodność, ale też emocjonalną głębię, a także po raz kolejny udowadnia, że potrafi nie tylko udźwignąć trudne sceny dramatyczne, ale ma też znakomite wyczucie komediowe. Czy to najlepsza rola w jego karierze? Niewykluczone. Jest też trzeci powód: rezygnacja z green screenów i ograniczenie efektów cyfrowych do minimum, co okazało się naprawdę trafną decyzją.

Czytaj także: Ryan Gosling – filmy z jego udziałem. Przegląd najlepszych ról

Wszystko to składa się na ostateczny werdykt: „Projekt Hail Mary” to zaskakujący buddy movie oraz solidne kino sci-fi zrealizowane z mistrzowskim rozmachem, ale i ogromnym sercem – urocze, lekkie, zabawne i pełne luzu, ale też emocjonalne, pokrzepiające i wciąż pozostające wysokich lotów rozrywką. Dopracowane narracyjnie, zachwycające wizualnie, fabularnie i aktorsko. Efektowne, ale prowadzone z dużą świadomością formy. Imponujące skalą, precyzją i świetnym wyczuciem atmosfery. Przez cały seans twórcy utrzymują też dobre tempo, więc 2,5-godzinny seans mija w mgnieniu oka. Widzowie opuszczają natomiast kino poruszeni i rozbawieni jednocześnie, nawet jeśli sci-fi nie jest ich ulubionym gatunkiem. Takiego filmu po prostu nie było w kinach od lat.

„Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP) „Projekt Hail Mary” (Fot. materiały prasowe UIP)

„Projekt Hail Mary” to pozycja obowiązkowa do obejrzenia w kinie

Feel good movie, którego wszyscy potrzebowaliśmy – tak w skrócie można opisać „Projekt Hail Mary”. Dziś już wiemy, że to jeden z tych filmów, do których na pewno będziemy wracać – ponadczasowa opowieść o sile przyjaźni, odwadze i ludzkiej pomysłowości w obliczu nadciągającej apokalipsy, a także pełna nadziei i pozytywnych emocji historia o tym, że trzeba patrzeć szerzej i ponad podziałami. Z jednej strony zadaje filozoficzne pytanie o to, czym jest bohaterstwo, z drugiej – pozwala odnaleźć w sobie wewnętrzne dziecko i czerpać czystą radość z seansu, dlatego z powodzeniem można obejrzeć ją z całą rodziną.

Czytaj także: Filmy o kosmosie, które warto obejrzeć. Najlepsze produkcje o podróżach w kosmos

Produkcja absolutnie zasługuje więc na ocenę 10/10 – tym bardziej, że to również bardzo udane przeniesienie historii na duży ekran, a seans nie zawodzi nawet po przeczytaniu książki, co zdarza się naprawdę rzadko (oczywiście jest sporo uproszczeń względem książki, ale fani oryginału mogą być spokojni). To naprawdę niesamowite kino, które daje efekt „wow”, i bez wątpienia pozycja obowiązkowa do obejrzenia w kinie (koniecznie w IMAX-ie i z zapasem chusteczek w kieszeni). Taką perełkę naprawdę szkoda byłoby przegapić.

„Projekt Hail Mary” w kinach od 20 marca.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE