1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Mit klątwy Kardashianów. Jak Timothée Chalamet niszczy sobie karierę

Mit klątwy Kardashianów. Jak Timothée Chalamet niszczy sobie karierę

Timothee Chalamet i Kylie Jenner na imprezie Vanity Fair z okazji Oscarów 2026 (Fot. Taylor Hill/FilmMagic)
Timothee Chalamet i Kylie Jenner na imprezie Vanity Fair z okazji Oscarów 2026 (Fot. Taylor Hill/FilmMagic)

Odsłuchaj artykuł

Ida Marszałek - Mit klątwy Kardashianów. Jak Timothée Chalamet niszczy sobie karierę

00:00
15s
0,5 x
15s
Timothée Chalamet i Kylie Jenner oficjalnie zaczęli spotykać się w kwietniu 2023 roku. W momencie największej ekspansji w karierze aktora. Właśnie zakończył zdjęcia do drugiej części epickiej „Diuny" i przygotowywał się do roli Boba Dylana, która według licznych głosów miała mu przynieść pierwszego Oscara. Ostatecznie nagrody Akademii nie dostał ani za występ w „Kompletnie nieznanym” ani za kreację w „Wielki Marty'm”. Po kilku zawodowych porażkach i PR'owych wpadkach fani zaczęli łączyć kryzys wizerunkowy Chalameta z funkconującym w popkulturze mitem „klątwy Kardashianów”.

„Popularne przekonanie kulturowe i trop medialny, który głosi, że osoby doświadczają pogorszenia kariery lub życia osobistego po romantycznych związkach z członkami rodziny Kardashian-Jenner.” – można przeczytać na Wikipedii. „Klątwa Kardashianów” tak mocno zapisała się w masowej świadomości, że dorobiła się swojego hasła encyklopedycznego. Lamar Odom, Tristan Thompson, Ben Simmons – to nazwiska, które pojawiają się jako przykłady potwierdzające straszliwą teorię, ale na szczęście nawet Wikipedia tonuje te naciągane spekulacje. Obwinianie kobiet za błędy mężczyzn jest zagraniem typowym dla mizoginii. Trzeba podkreślić, że każdy z tych dorosłych mężczyzn dokonuje samodzielnych decyzji i jest odpowiedzialny za ich konsekwencje. Nie da się jednak nie zauważyć, że wizerunek Timothéego Chalameta i jego obecność mediach uległa zmianie w trakcie związku z Kylie Jenner. Zaryzykowałabym jednak stwierdzenie, że u boku ukochanej 30-letni nie tyle zmienił się, co pokazał swoje prawdziwe oblicze.

Timothee Chalamet w filmie „Kompletnie nieznany” (Fot. materiały prasowe) Timothee Chalamet w filmie „Kompletnie nieznany” (Fot. materiały prasowe)

Kiedy świat obiegły zdjęcia Chalameta i Jenner całujących się podczas koncertu Beyoncé „Renaissance World Tour”, fani podzielili się na trzy ekipy. Sceptyków, którzy twierdzili, że to zagranie czysto PR-owe, kibiców, zachwyconych nieoczekiwaną miłością pary oraz zawziętych krytyków. Jedno jest pewne: tego połączenia nie spodziewał się absolutnie nikt. Wszyscy zastanawiali się, co właściwie trzyma dwójkę zakochanych przy sobie. Czy w ogóle mają o czym rozmawiać. Te wątpliwości wynikały z wyrazistych, pieczołowicie budowanych publicznych wizerunków.

Timothée Chalamet wypłynął przecież dzięki roli nastolatka, który odkrywa swoją homoseksualność w filmie Luki Guadagnino „Tamte dni, tamte noce” (2017). I od tamtego momentu łatka wrażliwego, delikatnego, zbuntowanego i lekko pretensjonalnego intelektualisty przylgnęła do niego na stałe. Bliźniaczo podobne kreacje tworzył później w „Lady Bird” (2017) i „Małych kobietkach” Grety Gerwig, „W deszczowy dzień w Nowym Jorku” Woody'ego Allena, „Kurierze Francuskim z Liberty, Kansas Evening Sun" Wesa Andersona. Nic nie wydawało się przypadkowe: wybór reżyserów, ról fimowych, a także aspekty urodowe. Sięgające ramion czarne loki, eksplorujące jego kobiecą stronę eksperymenty na czerwonym dywanie – wszystko to sprzedawało nam określoną wizję kinofilskiego romantyka. Kylie Jenner, właścicielka kosmetycznego koncernu, która sławę zyskała i wciąż podtrzymuje za sprawą reality show wydawała się być na przeciwnym biegunie popkultury.

Timothee Chalamet w filmie „Tamte dni, tamte noce” (Fot. materiały prasowe) Timothee Chalamet w filmie „Tamte dni, tamte noce” (Fot. materiały prasowe)

„Wiem, że działamy w subiektywnym biznesie, ale prawda jest taka, że ​​naprawdę dążę do wielkości. Wiem, że ludzie zazwyczaj tak nie mówią, ale chcę być jednym z wielkich. Inspirują mnie wielcy. Inspirują mnie wielcy, którzy są tu dziś wieczorem. Inspirują mnie Daniel Day-Lewis, Marlon Brando i Viola Davis, tak samo jak Michael Jordan, Michael Phelps i chcę być ta, gdzie oni” – deklarował Chalamet odbierając nagrodę SAG za rolę Boba Dylana. Jasne zaznaczenie własnych ambicji było podziwiane przez jednych, przez innych postrzegane jako wyjście przed szereg. Nie ulegało jednak wątpliwości, że 30-letni aktor chce postawić Oscara na swojej półce.

Trzeba też przyznać, że jego nadzieje były uzasadnione. Do roli w nadchodzącym „Wielkim Marty'm” ćwiczył grę w tenisa stołowego w dosłownie każdej wolnej chwili. Istnieją również poszlaki, że wzorem swoich idoli postawił na tzw. „Method Acting” i postanowił zatrzeć granicę między sobą, a swoją postacią. Dawnej uroczy Chalamet stawał się coraz bardziej bezczelny w swoich wypowiedziach medialnych. Styl, który zmienił już mocno przy okazji promocji „Kompletnie nieznananego”, teraz przeszedł zupełną rewolucję. Timothée zgolił swoje słynne loki, topy wiązane na plecach zamienił na szerokie ortaliony. Po delikatnym chłopcu nie było już śladu.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Na moment przed rozdaniem Oscarów w sieci ukazała się rozmowa Timothéego Chalameta i Matthew McConaugheya przeprowadzona na Uniwersytecie Teksańskim w Austin.

„Nie chcę pracować w balecie, operze ani, no wiesz, w miejscach, gdzie liczy się tylko utrzymanie tego przy życiu. Z całym szacunkiem dla ludzi baletu i opery”.

Ale ludzie baletu i opery nie odebrali tego z szacunkiem. Chociaż podczas rozmowy Chalamet zażartował, że te słowa sprawią, że straci „14 centów z transmisji”, okazało się, że to właśnie on stracił szacunek sporej rzeszy dawnych fanów. B yć może swoją wypowiedzią przyczynił się do kolejnej przegranej na Oscarach, a już z całą pewnością do niewybrednych żartów w sieci.

Jak widać, Timothée Chalamet nie potrzebował niczyjej pomocy, by się pogrążyć. Ale wydaje się, że w kampanii „Wielkiego Marty'ego” ktoś mu jednak pomagał. Twarz Chalameta w roli Marty'ego na płatkach śniadaniowych Wheaties, pomarańczowe sterowce podpisane: „Marty Supreme. Mierz wysoko” nad Los Angeles, umieszczenie aktora, jako pierwszej osoby na świecie, na szczycie Las Vegas Sphere, podczas gdy budynek został przekształcony w gigantyczną pomarańczową piłeczkę pingpongową. Wydaje się mało prawdopodobne, by niezależna firma produkcyjna A24, mimo że popularna i wpływowa, była w stanie sfinansować marketing tego kalibru. Podobnie reżyser filmu Josh Safdie i sam Timothée Chalamet. Pojawiły się głosy, że w kampanii „Mary Supreme” czuć rękę Kris Jenner. Nawet jeśli słynna „mamagerka” nie zainwestowała w film chłopaka swojej córki, to wysoce prawdopodobne, że charakter jej machiny marketingowej stanowił dla niego inspirację.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Majątek Kylie Jenner jest szacowany na 700 milionów dolarów, w przypadku Timothéego Chalameta jest to 25 milionów. Przychody za udział filmach, nawet jeśli jest to kasowa „Diuna” Denisa Villeneuve'a, nie są równe przychodom z urodowo-socialmediowego imperium. Chcę wierzyć, że ta różnica w zarobkach nikomu nie przeszkadza, jednak można zauważyć, że Chalamet zaczął ostatnio podejmować interesujące decyzje finansowe. Ponownie w ogniu krytyki aktor znalazł się, gdy światło dzienne ujrzała jego kampania dla platformy hazardowej Kalshi, która udowodniła, że gwiazdor faktycznie ma wiele wspólnego z granym przez siebie oportunistą Marty'm.

Timothee Chalamet w filmie „Wielki Marty” (Fot. materiały prasowe) Timothee Chalamet w filmie „Wielki Marty” (Fot. materiały prasowe)

W ostatnim czasie do osób łączonych z klanem Kardashianów dołączyło kolejne, nieoczekiwane nazwisko. Jacob Elordi, utalentowany aktor, gwiazda „Euforii”, „Frankensteina”, „Wichrowych Wzgórz”, również identyfikowany z ambitniejszymi rolami, jest w oficjalnym związku z Kendall Jenner, siostrą Kylie i słynną modelką. Nie sądzę jednak, żeby jego fani mieli powód do zmartwienia. „Klątwa Kardashianów” nie istnieje i przykład Chalameta to potwierdza. Jeśli Elordi dla odrobiny rozgłosu obierze inną drogę kariery, będzie to wyłącznie jego wina.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE