Ten wyciskający łzy dramat na podstawie kultowej duńskiej powieści to propozycja przede wszystkich dla tych, którzy cenią kino skłaniające do refleksji i przejmujące historie, które bardziej się przeżywa niż ogląda, a także takie, które zostają z widzem jeszcze na długo po seansie. Jeśli więc od dawna odkładasz ten film „na później”, warto się pospieszyć, bo już wkrótce zniknie z biblioteki Netflixa.
Akcja filmu „W czepku urodzony” na motywach kultowej powieści duńskiego noblisty, przenosi widzów do Danii końca XIX w., gdzie pewien utalentowany inżynier, dzięki swojej wiedzy i determinacji, ma szansę wkroczyć do świata kopenhaskich elit. To mężczyzna, który marzy przede wszystkim o uznaniu, wpływach i sukcesie. Droga na szczyt szybko okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż przypuszczał...
(Fot. materiały prasowe)
„W czepku urodzony” to realistyczne, subtelne kino, które nie ucieka od trudnych emocji. Pozornie proste, a jednak pozostawia po sobie ślad. Opowiada bowiem przede wszystkim o przewrotności życia, ludzkich ambicjach i motywacjach oraz trudnych wyborach i ich konsekwencjach. Reżyser nie ocenia jednak swoich bohaterów, lecz z dużą wrażliwością pokazuje, jak relacje rodzinne i dziecięce doświadczenia wpływają na dorosłe życie. W tle pojawia się także temat toksycznych rodziców oraz tego, jak ogromne znaczenie ma szczęśliwe dzieciństwo dla późniejszych decyzji i poczucia własnej wartości. Wielu widzów może też utożsamić się z głównym bohaterem, który nie może realizować swoich marzeń przez wieczne wątpliwości, jakie mu towarzyszą.
(Fot. materiały prasowe)
„W czepku urodzony” zachwyca również stroną wizualną. Malarskie zdjęcia, dopracowane kostiumy i piękna muzyka tworzą bowiem atmosferę, która idealnie współgra z fabułą. Ta rozwija się jednak powoli – niczym mgła unosząca się nad duńskim pejzażem. Film nie uwodzi więc szybkim tempem, lecz stopniowo odsłania kolejne warstwy opowieści i otwiera przed widzem swoje przesłanie, tak jak klasyczne XIX-wieczne powieści. Z tego względu niektórzy porównują go do nawet do „Lalki” czy „Ziemi obiecanej”, choć podkreśla się również, że ostatecznie jest to dzieło całkowicie oryginalne. Aby dostrzec jego ukryte piękno trzeba jednak poświęcić mu sporo swojego cennego czasu i uwagi.
(Fot. materiały prasowe)
Choć fabuła jest spokojna, w przypadku tego seansu trudno mówić o nudzie. To raczej historia, która wymaga od widza cierpliwości, odwdzięczając się głębokimi emocjami. Główny bohater to bowiem człowiek rozdarty między marzeniami a nieustannymi wątpliwościami, próbujący odnaleźć swoje miejsce w świecie. Film stawia więc pytania o sens pogoni za sukcesem, marnowanie życiowych szans i o to, czy zawodowe spełnienie rzeczywiście potrafi zastąpić bliskość oraz poczucie bezpieczeństwa.
Czytaj także: Dobre melodramaty Netflix, których nie da się oglądać bez chusteczek. Każdy z tych filmów zostawia po sobie trwały ślad
Nie brakuje w nim też momentów, które poruszają do łez, a wielu widzów zgodnie przyznaje, że seans stanowi niezwykle emocjonalne doświadczenie. W internetowych opiniach można przeczytać: „Oglądałam z ciekawością. Kilka razy się nawet popłakałam”, „Dla mnie dycha. Niesamowity film”, „Wyjątkowy”, „Genialny” czy nawet:
„Tego filmu nie da się obejrzeć tylko raz”.
(Fot. materiały prasowe)
Nie jest to jednak film, który spodoba się każdemu. Widzowie oczekujące dynamicznej akcji mogą poczuć się zaskoczone jego spokojnym rytmem. Jeśli jednak lubicie ambitne dramaty, piękne kino kostiumowe i cieszące oko historie opowiadające o człowieku z dużą psychologiczną wnikliwością, trudno o lepszą propozycję na spokojny wieczór. To jedna z tych niepozornych perełek w katalogu Netflixa, które łatwo przeoczyć, a jeszcze trudniej zapomnieć. Skłania do refleksji, wzrusza i przypomina, że największe życiowe sukcesy nie zawsze są tymi, za którymi gonimy przez całe życie. Jeśli masz ten tytuł na swojej liście, to dobry moment, aby wreszcie dać mu szansę – zanim zniknie z serwisu.