„Długa droga do domu” – recenzja książki

Okładka książki
fot. materiały prasowe

Rzadko trafiają do nas informacje o życiu codziennym w Korei Północnej. Relacje byłych więźniów obozów pracy są jeszcze rzadsze. „Długa droga do domu” to jedno z tych nielicznych świadectw.

Okładka książki
Swiat Ksiązki

Kim Yong miał najlepiej widziane w ludowo-demokratycznym państwie pochodzenie: był wychowankiem domu dziecka, zaadoptowanym przez prominentnych urzędników. I choć nowi rodzice przysposobili go nie z porywu serca, lecz z nakazu „Wielkiego Wodza Kim Ir Sena”, to umożliwili mu dostęp do przywilejów: pieniędzy, rozrywek niedostępnych rówieśnikom ze zwykłych rodzin, dobrej szkoły (dobrej, czyli przygotowującej wysokie kadry funkcjonariuszy). Dorosły Kim Yong ożenił się z dziewczyną z podobnego środowiska, miał prestiżową pracę i był lojalnym obywatelem. Do dnia, gdy odkryto jego rzeczywisty rodowód i aresztowano za szpiegostwo.

W ubiegłym roku w Wydawnictwie Czarne ukazała się książka „ Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej”. Amerykańska autorka przywołuje historie cywilnych Koreańczyków, którym udało się zbiec z kraju. „Długa droga do domu” jest ważnym uzupełnieniem tamtego tytułu, pokazuje życie widziane oczami człowieka głęboko wierzącego w ideę Wielkiego Wodza i za tę lojalność wynagradzanego. Przed aresztowaniem Kim Yong wykonywał pracę zarezerwowaną dla najwierniejszych: zajmował się tajnym pozyskiwaniem walut zagranicznych dla Kim Ir Sena. To praktyka znana z ustrojów, gdzie obrót dewizami jest zakazany (nie inaczej było w Peerelu). Dzięki temu spotykał się z zagranicznymi kontrahentami, nie miał kłopotów finansowych, mógł swobodnie poruszać się po całym kraju. Korzystał z przywilejów, ale nie oczekiwał niczego poza typową ścieżką awansu. Paradoksalnie, właśnie sukces zawodowy i chęć awansowania przez zwierzchników doprowadziły go do obozu pracy karnej. Zesłanie do obozu to w Korei Północnej kara śmierci, jedynie odroczona w czasie. Galernicza praca przez kilkanaście godzin dziennie, głód i całkowite uzależnienie od strażników właściwie uniemożliwiają przetrwanie.

Kim Yongowi udało się przeżyć w tych warunkach 6 lat i uciec. W marcu 2003 r. trafił do Nowego Jorku. W 2004 r. na konferencji poświęconej prawom człowieka poznał Kim Suk-Young, Koreankę z Południa, która przeprowadziła z nim serię wywiadów. Te rozmowy, przełożone przez nią na angielski i zredagowane w formie subiektywnej narracji, złożyły się na książkę.

„Długa droga do domu” jest zapisem w I osobie, z niewielką ingerencją edytorską. I dobrze, ponieważ ta forma pozwala poznać bohatera nie tylko przez to, co mówi, ale i jak mówi. Niestety w polskim tłumaczeniu kilkakrotnie trafiłam na jakieś archaizmy, co dla mnie o tyle istotne, że może sugerować czas zaprzeszły wydarzeń, a to dzieje się „tu i teraz”. Ta drobna niedoróbka nie umniejsza jednak dramatyzmu przekazu. Jest on bardzo silny m.in. dzięki suchemu, wojskowemu stylowi opowieści, w którym liczą się fakty, liczby, geografia. Kim Yong nie był ani oficerem politycznym, ani oficerem służb specjalnych, więc nie jest to typowy język politruka, ale jednak naszpikowany ideologiczną terminologią i zwrotami, które według zachodniego rozumienia są puste, a dla narratora wciąż coś znaczą. „Długa droga do domu” bardzo zyskuje w ten sposób na wiarygodności.

Długa droga do domu, Kim Yong we współpracy z Kim Suk-Young, tłum. Urban Markiewicz, Świat Książki 2012, s. 240