fbpx

„Pod Mocnym Aniołem” – premiera

„Pod Mocnym Aniołem” wkrótce na ekranach
fot. materiały prasowe Kino Świat

„Chciałbym, żeby przez pierwszą część filmu widz się świetnie bawił (kto z nas się nie śmiał z pijaka?), przez następną czuł narastające zażenowanie, a na koniec, żeby przerażony milczał” – mówi Wojtek Smarzowski o swoim najnowszym obrazie.

Jerzy, pisarz i alkoholik, pod wpływem miłości do kobiety próbuje wyjść z nałogu. Tak można by jednym zdaniem streścić fabułę filmu Smarzowskiego. Zgrabnie i na okrągło. Tyle tylko, że zdanie to nijak nie oddaje istoty tej opowieści, w której poza kształtem pętli, po jakiej bohater krąży między odwykiem a barem Pod Mocnym Aniołem, żadna okrągłość nie występuje. Nie ma tu pięknie i składnie domykających się ciągów przyczynowo-skutkowych, tu światem przedstawionym rządzi mgławicowy, pełen czarnych dziur ciąg alkoholowy. Film o miłości? Też. Ale dokonana przez Smarzowskiego adaptacja powieści Jerzego Pilcha to przede wszystkim wstrząsające studium alkoholizmu. I to pokazanego do samego spodu, z całą jego odrażającą, upodlającą człowieka fizjologią. Ktoś powie, że Smarzowski zszedł do poziomu rynsztoka. Może i tak, ale twórca paradoksalnie dotknął też i olimpu. Bo ten film mówi nie tylko o piciu, to także opowieść o pijackich narracjach, o rozmijaniu się obrazu i słowa, które dając alibi ludzkim upadkom, mitologizuje rzeczywistość. Czy nie o to właśnie chodzi w literaturze? Mocne, nieoczywiste i wielowymiarowe dzieło. Może nawet najlepsze w całym dorobku reżysera.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze