1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Dalida. „Życie stało się dla mnie nie do zniesienia"

Dalida. „Życie stało się dla mnie nie do zniesienia"

Dalida w Rzymie w 1965 roku. (Fot. Keystone Pictures USA/Forum)
Dalida w Rzymie w 1965 roku. (Fot. Keystone Pictures USA/Forum)
Wychodziła na scenę i śpiewała to swoje „r”, przypominające odgłos traktora, już za życia stając się ikoną. Była trzecią kobietą w historii Francji, której postawiono pomnik. Ciekawe, co Dalida powiedziałaby dziś, oglądając film o sobie. Czy miałaby do swojej biografii tyle dystansu, żeby dostrzec w niej idealny materiał na melodramat?

"Włoski Bob Dylan”, czyli Luigi Tenco, wchodzi na scenę zdenerwowany, podpity i pod wpływem leków uspokajających. Mikrofon chwieje mu się w dłoni, a już po pierwszych dźwiękach piosenki słychać, że orkiestra ledwo może nadążyć za rozdygotanym piosenkarzem. Kiedy jest już po wszystkim, rozchełstany i spocony ucieka do garderoby, a na wieść o tym, że nie przeszedł do finału, zamyka się w swoim pokoju w hotelu Savoy. W środku nocy hotelowe korytarze przeszywa przeraźliwy krzyk.

Dalida znajdzie Luigiego zalanego krwią z raną postrzałową głowy. Jest początek 1967 roku. Samobójstwo włoskiego piosenkarza przejdzie do historii jako najtragiczniejsze wydarzenie w dziejach festiwalu w San Remo. Ale dla jego narzeczonej, legendarnej diwy francuskiej piosenki, jest to dopiero początek złej passy.

Kair: okulary jak denka

Pietro Gigliotti był pierwszym skrzypkiem w kairskiej operze, ale najwięcej serca wkładał w granie nad łóżkiem swojej małej córeczki. Przez dwa tygodnie mała Iolanda leżała w nim z zabandażowanymi oczami, a muzyka miała łagodzić ból wywołany ostrą infekcją oczu. Jej skutki – okulary o grubych szkłach, szereg operacji i nadwrażliwość na światło – towarzyszyły Iolandzie przez całe życie.

W przyszłości drażniąca jasność reflektorów miała stać się istnym utrapieniem, ale w dzieciństwie dziewczynka bardziej niż z powodu owej przypadłości cierpi przez rówieśników. Przezywana przez nich „Czterooką” po szkole ucieka do domu. Tam, gdzie jej matka Giuseppina codziennie serwuje mężowi i dzieciom (dziewczynka ma dwóch braci) dania typowe dla włoskiej Kalabrii. Regionu, z którego rodzina Gigliotti przyjechała do Egiptu na początku XX wieku.

W 1940 roku ku rozpaczy siedmioletniej Iolandy ojciec zostaje internowany pod zarzutem popierania Mussoliniego. Wychodzi cztery lata później odmieniony – agresywny wobec wszystkich, których dawniej obdarzał czułością. Córka po cichu życzy mu śmierci. Kiedy jednak Pietro niedługo potem umiera, zalewa ją fala wyrzutów sumienia. Poczucie winy i wieczne poszukiwanie utraconego ojcowskiego ciepła wpędzą ją w kłopoty. Odtąd będzie wpadać w miłość jak śliwka w kompot, a mężczyzn rzucać jak niedopałki papierosów (które swoją drogą nałogowo paliła).

Na razie wyrzuca przez okno znienawidzone okulary. Świat staje za mgłą, ale ona nie boi się już do niego wyjść. W 1954 roku startuje w konkursie na Miss Egiptu. Wygrana działa jak katapulta – Hollywood Orientu, czyli egipski przemysł filmowy, staje przed nią otworem, a ciemnooka i czarnowłosa Iolanda przyjmuje pseudonim „Dalila”. W końcu w wigilię Bożego Narodzenia 1954 roku wsiada w samolot, marząc o karierze filmowej w Paryżu.

Olipmia: konkurs młodych talentów

Bruno Coquatrix, przedsiębiorczy impresario, autor i kompozytor piosenek, przejmuje stare paryskie kino. Dzieje się to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy na głowie Iolandy ląduje korona najpiękniejszej kobiety Egiptu. Coquatrix remontuje – o czym wkrótce usłyszy świat – wiekowy obiekt na salę koncertową. I to właśnie Dalida będzie miała niemały udział w przywracaniu słynnej Olimpii dawnej świetności. Najpierw jednak przekonuje się, że przebicie się w paryskim światku filmowym jest o wiele trudniejsze, niż myślała. Żywi się głównie herbatnikami, a z braku innych zajęć zapisuje się na lekcje śpiewu. Z czasem dostaje rolę w kilku kabaretach, a ktoś doradza jej, żeby w swoim pseudonimie zamieniła „l” na „d”. Już jako Dalida w 1956 roku bierze udział w konkursie młodych talentów, po raz pierwszy stając na deskach Olimpii. Nie wygrywa, ale pod wpływem jej charakterystycznego niskiego głosu o wyjątkowej ciemnej barwie (tej samej, którą publiczność pokocha w śpiewanym z Alainem Delonem przeboju „Paroles… paroles…” czy bijącym rekordy popularności hicie „Gigi L’amoroso”) dwóm panom na widowni miękną kolana. Owi dwaj panowie to Lucien Morisse, dyrektor artystyczny radia Europe 1, i producent muzyczny Eddy Barclay. Razem podsuwają Dalidzie pod nos piosenkę „Bambino” – jej paszport do sławy.

Cannes: mogę prosić do tańca? 

Jean Sobieski pojawia się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie, a dokładniej na przyjęciu zorganizowanym po koncercie Dalidy w Cannes w 1961 roku. Ma 24 lata, polskie korzenie, jest początkującym malarzem i prosi ją do tańca. Ona odmawia, tłumacząc, że nie tańczy do szybkich piosenek. Chwilę później muzyka się zmienia, a i w sercu zaproszonej do tańca Dalidy następuje nieodwracalna zmiana. I byłaby to całkiem przyjemna okoliczność, gdyby nie fakt, że wyrastająca na gwiazdę numer jeden artystka dopiero co wyszła za mąż.

Cofnijmy się o cztery lata, kiedy to wraz z pierwszym wielkim przebojem w życiu Dalidy wybuchła pierwsza wielka miłość. Żonaty, ale oczarowany jej występem w Olimpii Lucien Morisse został jej menedżerem, szybko awansując na wybranka serca. Problemy tych dwojga zaczęły się niemal od razu. Bo o ile Lucien doskonale dbał o karierę Dalidy, o tyle głuchy był na potrzeby Iolandy, która czekając na jego rozwód, marzyła o ślubie i gromadce dzieci. Kiedy w końcu w 1961 roku biją im kościelne dzwony, serce Dali (tak pieszczotliwe ochrzciła ją francuska publiczność) nie bije już tak namiętnie jak wcześniej. I to właśnie wtedy, niespełna miesiąc po ślubie, Dalida jedzie do Cannes, gdzie młodziutki malarz wyciąga ją na parkiet. Ich romans wybucha na oczach całego kraju, raniąc na próżno czekającego na żonę w Paryżu Luciena.

Pierwszy występ po rozstaniu z mężem przez całe życie wspominała jako koszmar. „Bez Luciena Morisse’a Dalida jest nikim”; „Dziś wieczorem w Olimpii będziemy asystować przy śmierci Dalidy” – straszyły nagłówki gazet. Kiedy na koniec ludzie, klaszcząc, wstali z krzeseł, poczuła wielką ulgę. „To moja publiczność pokazuje mi, czym jest miłość” – będzie od tej pory powtarzać za każdym razem, kiedy w owacjach swoich fanów znajdzie pocieszenie i ucieczkę od kolejnych traum. Burzliwy romans z malarzem przetrwa bowiem niespełna dwa lata, a kolejny związek Dalidy skończy się nie tylko szybko, ale i tragicznie.

San Remo: list pożegnalny

Rewolucja w życiu uczuciowym Dalidy zbiegła się w czasie z tą, która wybuchła w muzyce. Lata 60. przyniosły boom muzyki yéyé, czyli francuskiego rock’n’rolla. Ta nowa fala bynajmniej nie zmiotła Dalidy z piedestału – gwiazda dodała do swoich piosenek więcej rytmu, a przy „Le petit Gonzales”, kolejnym z jej hitów, żwawo podrygiwały wszystkie pokolenia.

Tymczasem w jej życiu pojawia się wspomniany Luigi Tenco. Poznaje ich ze sobą brat i zarazem nowy menedżer Dali, który namawia zakochaną parę na udział w festiwalu San Remo.

Pomysł był z pozoru doskonały. Zgodnie z zasadami każda konkursowa piosenka musiała być wykonana przez dwóch artystów. Kompozycja „Ciao amore, ciao” w połączeniu z mrocznym spojrzeniem Tenki i renomą Dalidy miała przynieść im pewną wygraną. Któż mógł przewidzieć, że wisząca w powietrzu presja i zainteresowanie dziennikarzy, jakie wzbudził Luigi, ogłaszając swoje zaręczyny z Dali, zdecydowanie przerosną młodego piosenkarza?

Po jego fatalnym występie ona wyrywa się za nim do garderoby, ale brat menedżer zatrzymuje ją i wypycha na scenę. Wykonanie Dalidy przyjęto entuzjastycznie, jednak werdykt był bezlitosny – piosenka otrzymała jedynie 38 z 900 głosów publiczności.

„Mam nadzieję, że dzięki temu ktoś coś zrozumie” – napisał Luigi w swoim pożegnalnym liście, tłumacząc, że jego samobójstwo jest aktem protestu przeciwko decyzjom jury i publiczności.

Dali ma wtedy 34 lata. Marzenie o rodzinie znów przeleciało jej koło nosa. Po latach wyzna, że od tamtej pory za każdym razem, gdy śpiewała „Ciao amore, ciao”, chciała umrzeć. Niedługo po śmierci ukochanego wynajęła pokój w hotelu i połknęła całą butelkę barbituranów. Gdyby nie czujność hotelowego personelu jej historia skończyłaby się właśnie w tym miejscu.

Piosenki córeczki

„Próba samobójcza to traumatyczne doświadczenie. Ale dzięki niemu dowiedziałam się, kim jestem” – opowiadała po latach.

Romans z Lucio, 22-letnim włoskim studentem, okazuje się skutecznym okładem na poranioną duszę.

Do koncertów wraca błyskawicznie. Długie białe i skromne suknie, charakterystyczne „granie” rękami podczas śpiewania, smutniejsze i poważniejsze piosenki – po pięciu dniach w śpiączce Dalida jakby narodziła się na nowo, co było widać również na scenie. „Nowa Dali” zaczytuje się w pismach Freuda i Junga, fascynuje się buddyzmem, jogą i medytacją.

Jej sława dawno już przekroczyła granice Francji. W Niemczech piosenka „Il venait d’avoir 18 ans” sprzedaje się w zatrważającej liczbie trzy i pół miliona kopii. Dali odwiedza też m.in. USA i Egipt, gdzie jest osobiście witana przez ówczesnego prezydenta Sadata. Zmienia image. To czas, kiedy lansuje pierwsze francuskie hity disco. Nie wie jeszcze, że oto wyrasta na ikonę, niewyczerpane źródło inspiracji dla sceny queerowej. Że już wkrótce trudno będzie sobie wyobrazić udany występ drag queen bez jednego choćby przeboju Dalidy.

Lata 70. to także czas dzielony z czwartym mężczyzną jej życia. Richard Chanfray jest iluzjonistą, ponoć inkarnacją hrabiego Saint-Germaina. I chociaż zapewnia Dalidzie wiele szczęśliwych chwil, to z czasem zazdrosny o jej sukcesy zamienia ich związek w toksyczne piekło. Mimo to w pełne kiczu lata 80. Dali wchodzi jak burza – świecąca cekinami oraz w towarzystwie 11 tancerzy i 13 muzyków. W przygotowaniu show z okazji 25-lecia na scenie pomaga jej odpowiedzialny za choreografię w kinowym hicie „Gorączka sobotniej nocy” Lester Wilson. Podczas dwugodzinnego występu Dali zmienia kostiumy 12 razy i codziennie przez ponad dwa tygodnie zapełnia po brzegi salę w Palais des Sports. W jej rękach ląduje Diamentowa Płyta. A jednak, podczas gdy wszystkie kobiety na widowni chcą być piękne i uwielbiane jak ona, gwiazda po kolejnym i trudnym rozstaniu z Richardem chce tylko jednego – być zwyczajną kobietą jak one. Żyje ze świadomością, że nie może mieć dzieci (przyczyną była ponoć źle przeprowadzona aborcja sprzed lat). Utracone marzenia o macierzyństwie to kolejna rana, która już nigdy się nie zagoi. „Publiczność to moja rodzina, a piosenki to moje córeczki” – mówiła, spuszczając oczy w jednym z wywiadów.

Na domiar złego krążąca wokół niej kostucha wciąż zbiera swoje żniwo. Łzy Dalidy podczas koncertu w Olimpii w 1971 roku nikogo nie dziwią. Kilka miesięcy wcześniej dociera do niej wiadomość o kolejnym samobójstwie bliskiej osoby. Tym razem życie odebrał sobie Lucien, z którym mimo rozwodu pozostawała w przyjacielskich stosunkach. Czarę goryczy przepełniło wydarzenie z czerwca 1983 roku, kiedy to Richard wsiada do swojego renault 25. Odpala silnik, ale nie wyjeżdża z garażu. Zatruty spalinami przechodzi do historii jako trzeci mężczyzna w życiu Dalidy, który odbiera sobie życie.

Wybaczcie

Przygwożdżona przeświadczeniem, że przynosi nieszczęście tym, których kocha, popadła w letarg. Podobno najbardziej na świecie nienawidziła niedziel. Żeby zagłuszyć paraliżującą ją w te dni samotność, co tydzień zapraszała do siebie chmary znajomych.

A jednak, dopingowana przez stęsknionych fanów, ruszyła jeszcze w trasę. To wtedy, w 1983 roku, po raz drugi w swojej karierze odwiedziła Polskę (dokładnie 20 lat po pierwszym koncercie w naszym kraju). Wystąpiła w katowickim Spodku i warszawskiej Sali Kongresowej, gdzie w czasie ukłonów dyskretnie zbierała z podłogi zgubione podczas tańca klipsy.

„Moje cierpienie było nie do wytrzymania. Ale miałam wielkie szczęście, że przeżyłam. Trzeba żyć!” – opowiadała o swojej próbie samobójczej  sprzed lat na spotkaniu z francuskimi fanami w 1985 roku. Być może jeszcze wtedy w to wierzyła. Wkrótce dwie operacje oczu zmuszą ją do zrezygnowania z koncertów, a droga ucieczki przed poczuciem samotności zostanie definitywnie zamknięta. Wieczorem, 2 maja 1987 roku, uhonorowana medalem przez Charles’a de Gaulle’a zdobywczyni 70 złotych płyt pisze pożegnalny liścik: „Życie stało się dla mnie nie do zniesienia… Wybaczcie mi”. Czesze się, maluje, zakłada satynową piżamę i kładzie się na łóżku. Połyka 120 pigułek nasennych i popija je szklanką whisky. Swoją śmierć planuje z największą precyzją, bo sama myśl o obudzeniu się następnego dnia jest dla niej nie do wytrzymania. Być może dlatego, że nazajutrz była niedziela.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).