fbpx

Szwedka, która stwarza światy

123RF.com

Surowy skandynawski klimat wyrobił w Erice Janunger zamiłowanie do niebanalnego piękna. Po rodzicach odziedziczyła doskonały słuch oraz kompozytorskie zdolności. Wrażliwość na sztuki wizualne i talent plastyczny odkryła w sobie sama. 32-letnia szwedzka artystka wykorzystuje dar wszechstronności do realizowania niezwykle oryginalnych projektów, łączących dizajn z emocjami.

Zakochanie w muzyce

Kontaktuję się z Eriką kilka dni po tym, jak zostaje szczęśliwą matką. Mimo przełomowego momentu w życiu, poświęca mi czas i chętnie opowiada o swojej twórczości. Zastanawia się, czy dziecko pozwoli jej na komponowanie muzyki, którą traktuje wyłącznie jako pasję, nigdy w kategoriach profesji. „Nie zajmuję się muzyką zawodowo, żeby nie zabić w sobie tej iskry. Ona często gaśnie, kiedy robi się coś dla pieniędzy. Zawsze traktuję świat dźwięków jako czystą przyjemność, nawet kiedy wykorzystuję go do jakichś projektów.” Matka Eriki była nauczycielką muzyki i kościelną organistką, a ojciec, z wykształcenia chirurg, doskonale grał na pianinie. To dzięki rodzicom artystka zajęła się komponowaniem. Nagrała piękny, pełen delikatnych dźwięków album „Hazy”, jednak nie chce się przywiązywać  do rynku muzycznego. Jej głównym źródłem utrzymania jest dizajn.

Kontrasty w pięknie

„Urodziłam się w, znanym z melancholijnego rocka, mieście Umea, na północy Szwecji”, opowiada Erika. „Wydaje mi się, że surowy klimat mógł wpłynąć na nastrój moich prac. Kiedy dorastałam, spędzałam mnóstwo czasu w lesie i zawsze czułam się z nim jakoś związana. Z olbrzymią, ciągnącą się w nieskończoność, sosnową puszczą, przez którą można dojść aż do Norwegii. Ten rodzaj pustki i ascetycznego piękna bardzo na mnie działał.” Widać to wyraźnie na przykładzie ostatniego projektu Eriki – 3 żelaznych, 16-metrowych drzew, spełniających funkcję słupów reklamowych na trasie lotnisko Arlanda-Sztokholm. Gigantyczne, ażurowe konstrukcje, w których nawet proces rdzewienia ma zaplanowany, dekoracyjny charakter, to monumentalne ozdoby. Jednocześnie  są nieco posępnymi pomnikami, przypominającymi o wykarczowanym na potrzeby autostrady, lipowym lesie. „Żeby osiągnąć piękno trzeba zmieszać trochę przeciwności, znaleźć pierwiastek drażniący oko i umysł w jakiś sposób” tłumaczy kontrast reklamy i pomnika Janunger. „Czasem wykorzystuje się coś strasznego, smutnego, trochę nie na miejscu. Rzeczy, które są tylko ładne czy wesołe to naprawdę nuda (no, może nie dla mojego synka). Prawdziwe piękno ma w sobie zawsze coś bolesnego.”

Ta dziwna melancholia pobrzmiewa w innych użytkowych projektach artystki. Nawet we wnętrzu firmy zajmującej się produkcją cukierków. Oponowate, czarne fotele wdzierają się w kolorową słodycz wystroju, dodając do niego intrygujący pazur.

Pojedynek z grawitacją

Projekt dyplomowy Eriki (kończyła architekturę wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych) stanowi niezwykłą syntezę muzyki i dizajnu. Artystyczny teledysk pt. „Weightless” to taneczna opowieść o przełamywaniu granic niemożliwych do pokonania. „Mam wielką niechęć do wszelkich zwierzchnictw i zasad. Znajduję jakieś prawo, które nie ma oczywistego powodu i czuję, że muszę je jakoś zwalczyć, przełamać, oszukać. Tak było na przykład z głupim prawem grawitacji – nie chciałam mu się podporządkować” zdradza buntowniczą naturę Erika. Tłumaczy również, że „Weightless” jest w pewnym sensie niezwykle osobiste, a na innym poziomie ściśle naukowe. „W obu przypadkach jest o pragnieniu wyzwolenia się od czegoś, co trzyma nas przy ziemi i o możliwości latania czy robienia niesamowitych rzeczy. Jednocześnie ukazuje grawitację w odmienny sposób, jej siłę (tancerki rzeczywiście chwilami mocno się siłują). Czasami ruch wydaje się spowolniony, ale naprawdę wszystko jest ukazane w czasie rzeczywistym, tak działa ziemskie przyciąganie.”

Zabawa w demiurga

W tej chwili Erika pracuje nad wizualizacjami do koncertów muzyki klasycznej. Szczególnie emocjonuje się nowoczesną interpretacją kompozycji Korngoldsa do „Wiele hałasu o nic” Szekspira. Czasem robi scenografie teatralne, innym razem bawi się światłem, zmieniając na przykład kolor leśnych drzew na niebieski. Najbardziej jednak lubi kreować całe mikroświaty, precyzyjnie przemyślane przestrzenie. „Bardzo fascynuje mnie wszystko co ustanawia atmosferę miejsca, co widzimy, słyszymy i czujemy” zwierza się artystka.  „Jeżeli można nauczyć się oddziaływania na zmysły, to da się również wytwarzać otoczenie, które oddziałuje na ludzi. Czyli sprawiać, że inni odbierają świat tak, jak ja.” Erika Janunger, jak sama przyznaje na swoim blogu (http://www.erikajanunger.com/), uwielbia bawić się w Boga.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze