fbpx

Mitologie – O co modlą się „zakodnelki” i „modelnice”

Jedna z bohaterek „Mitologii”, najnowszego spektaklu Pawła Świątka, próbuje określić swoją tożsamość. Tworzy więc neologizmy pochodzące od słów, które w równym stopniu ją definiują – „modelka” i „zakonnica”. Kobiety, takie jak Ewa, modlą się o to, by zdjęcia się udały.
Ale nie tylko, bo nie są przecież egoistkami. Modlą się więc także za koleżanki – by nie przewróciły się na wybiegu. Troszczą się też o ludzi, którzy nigdy nie będą mieli okazji, żeby nosić ubrania z Prady. Mitologie w ironiczny sposób prezentują świat modelingu, rozszerzając tematykę o kwestię medialnych pogrzebów – wśród nich w szczególny sposób wyróżnia się pogrzeb Jana Pawła II.

Świątek stworzył spektakl pod pretekstem „Mitologii” Rolanda Barthesa – nie na podstawie, nie inspirując się, ale właśnie pod pretekstem książki francuskiego badacza. Na scenie ta subtelna różnica jest bardzo widoczna.

Wyimki z koncepcji mitu jako rodzaju współczesnego opowiadania, które tłumaczy zjawiska występujące w danej kulturze, zostały przedstawione w sposób niemal akademicki – Michał (Michał Chorosiński) i Adam (Adam Szczyszczaj) prowadzą dialog: pierwszy z wymienionych wciela się w rolę wykładowcy i prezentuje idee Barthesa. Z jednej strony dość przystępnie, z drugiej jednak – zbyt „sucho”, żeby poruszaną tematyką zaintrygować. Scenografia, której jedynymi elementami są wybieg otoczony sztuczną zielenią oraz trumna umieszczona pośrodku konstrukcji, stanowi zapowiedź zbliżającego się pokazu i skutecznie odwraca uwagę od wykładu Michała. Wydaje się więc, że mitologia Barthesa nie zostanie przez widzów zbyt dobrze przyswojona. Znaczenie samego mitu zepchnięto na drugi plan.

O wiele skuteczniejsze są wypowiedzi przedstawicielek świata mody. Ewa Skibińska, Małgorzata Gorol, Bożena Baranowska, Joanna Woźnicka i cztery zawodowe modelki prezentują się na wybiegu w coraz dziwniejszych strojach – od klasycznych, czarnych sukni, po wielkie materiałowe kule, noszone z nadzwyczajną gracją. Kilka pokazów z towarzyszeniem głośnej muzyki i błyskających fleszów stanowi tylko jeden z elementów życia modelek – o innych aktorki opowiadają w monologach. Pojawiają się wątki, które mogłyby być zaczerpnięte wprost z plotkarskich portali czy pism – zażywanie narkotyków, osamotnienie w świecie modelingu, w którym każdy troszczy się o siebie i życzy innym wszystkiego najgorszego, zakaz zakładania rodziny, co jest równoznaczne z końcem kariery oraz starzenie się ciała, które przynosi identyczny skutek, co ciąża. Reżyser utrwala stereotypy, ale jest to zabieg trafiony, pozwalający stworzyć obraz słodko-gorzkiego losu modelki. Współczujemy jej, choć śmiejemy się jednocześnie z wierszyka o Śnieżynce, która „zamarznie wnet cała, bo tak się nawciągała”. Najlepiej w tych autoironicznych wynurzeniach sprawdziła się Małgorzata (Małgorzata Gorol), snująca bardzo sugestywną opowieść o sesji zdjęciowej do kalendarza Pirelli. Modelka ma pokazać „obojętne egzystencjalne znużenie” albo „drapieżny intelektualizm jako mechanizm obronny” i nie może zapominać o tym, by szerzej rozstawić nogi.

Co z tym wszystkim ma wspólnego pogrzeb Jana Pawła II? Według twórców spektaklu – bardzo wiele, ponieważ tak medialne pogrzeby, jak ten, stają się pretekstem (czyżby „pretekst”` był słowem-kluczem, a nie tylko objaśnieniem związku z teorią Barthesa?) do stworzenia zmyślnie wyreżyserowanego przedstawienia, w którym żałobników, ubranych w nieprzypadkowe kostiumy, ustawiono w równie nieprzypadkowy sposób, aby wywoływać w widzach określone emocje. Świątek idzie w swych refleksjach nawet krok dalej – tworzy niemal spiskową teorię, w której słynne zamknięcie Biblii przez podmuch wiatru było również medialnym zamysłem, zostało sprowokowane w mechaniczny sposób albo też cały pogrzeb został nakręcony gdzie indziej i kiedy indziej, aby wyglądać lepiej w telewizji – czyli bardziej widowiskowo – niż w rzeczywistości. Wszystkie te pomysły są dosyć interesujące choćby dlatego, że dotyczą wydarzeń, wobec których nie dało się kilka lat temu być obojętnym, , nawet jeśli ktoś nosił wcześniej koszulkę z napisem „Nie płakałem po papieżu”. Pomysłowe jest również sięgnięcie po historię sióstr Bannabikira, ujawnienie ich sposobu przeżywania śmierci papieża.

Mimo to trudno nie odnieść wrażenia, że wszystkie sploty tematyczne, z których składa się spektakl, są jednak szyte bardzo grubymi nićmi i chwilami rozchodzą się w szwach. Jako osobne refleksje są intrygujące, wielu z nich trudno odmówić trafności. Spektakl stał się jednak workiem, do którego twórcy wrzucili zbyt wiele wątków, niemających większego sensu, gdy się je zestawi; traktowane zaś osobno – spychają się wzajemnie i nie do końca wiadomo, na które właściwie zwrócić uwagę. Wśród obowiązujących trendów teatralnych spektakl trwający siedemdziesiąt pięć minut jest wyjątkowo krótki – tym trudniejsze jest upchnięcie w nim takiej liczby problemów, a przecież sporo czasu pochłaniają też pokazy mody. „Mitologie” pozostawiają więc z jednej strony poczucie niedosytu, a z drugiej – spory mętlik w głowie, bo liczba postawionych pytań znacznie przewyższa liczbę udzielonych odpowiedzi. W związku z tym spektakl, który miał pretensje do bycia interesującą refleksją nad współczesnością, być może o charakterze filozoficznym, staje się niemal wyłącznie przyjemnym estetycznie obrazem i zbiorem kilku trafionych w punkt uwag o świecie modelingu.

Artykuł pochodzi z portalu Teatralia.