1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Na wakacje w góry czy nad Bałtyk?

Na wakacje w góry czy nad Bałtyk?

123rf.com
123rf.com
Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie Polskich Kolei Linowych* wskazuje, że Polacy licznie wybiorą się w tym roku w Tatry Bieszczady i Beskidy. Do podróży na południe kraju zachęcają ich przede wszystkim piękne widoki, górski mikroklimat i świeże powietrze. 

Z badania wynika, że najważniejszą atrakcją w Tatrach dla aż 82 proc. badanych planujących wyjazd w polskie góry jest obszar Tatrzańskiego Parku Narodowego. Kolejne miejsce wśród najciekawszych destynacji zajmuje Morskie Oko (78 proc.), Kasprowy Wierch (54 proc.) i Gubałówka (52 proc.).  Blisko połowa respondentów planuje zdobyć jakiś szczyt, nieco ponad 40 wybiera spacer po Krupówkach.

Kto w góry a kto nad morze ? 18 proc. uczestników badania planuje wyjazd w góry, a 17 proc. na wybrzeże. Na górskie szlaki wybierają się przede wszystkim osoby po czterdziestce  (aż 78 proc. wszystkich planujących urlop w górach), natomiast wśród osób deklarujących spędzeniu urlopu nad polskim morzem dominują trzydziestolatkowie  ( aż połowa badanych w grupie wiekowej 18-39 lat).

Osoby z wyższym wykształceniem w 24 proc. planują wyjechać w góry, a w 19 - nad Bałtyk. Na szlakach w tym sezonie będzie można spotkać także więcej kobiet, niż mężczyzn – takie plany wakacyjne ma co piąta przedstawicielka płci pięknej i tylko 15 proc. panów.

* Badanie zrealizowane w kwietniu 2017 r. metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI), mat.pras.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Wakacje z duszą. Letnie odosobnienie wśród łąk i lasów, czyli sztuka sprzątania głowy

W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą. (Fot. iStock)
W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą. (Fot. iStock)
Mamy już mieszkania, domy, dobre ubrania, samochody, coraz lepsze drogi. Przyszedł czas na potrzeby wyższego rzędu. Stąd zamiast wczasów all-inclusive zapotrzebowanie na letnie odosobnienie wśród łąk i lasów. Zdrowe i cenione.

Pytam córkę, jaki prezent chciałaby dostać na 30. urodziny – opowiada przyjaciółka. – Trzydziestkę obchodzi się raz w życiu, więc chciałam jej sprawić coś szczególnego: może mebel do nowego mieszkania, biżuterię. A ona mówi: „Mama, dołóż mi kilka stówek na wyjazd na tygodniowe odosobnienie”. Ucieszyłam się, wiesz, Asia ostatnio tak dużo pracuje, niech pojedzie, odpocznie, złapie oddech…

W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą: kawałek wakacji w ośrodku medytacyjnym czy klasztorze. Bez wystrzałowych ciuchów, zwiedzania zabytków, telefonów, mejli i rozmów. W ciszy. Ośrodki nakierowane na kontemplację i rozwój wewnętrzny powstają w urokliwych miejscach pośród pól, łąk, lasów, nad jeziorami i w górach.

15 lat temu powstał – największy dziś w Polsce – Ośrodek Tu i Teraz w Nowym Kawkowie na Mazurach. 45 hektarów lasów i łąk otacza domy i pola namiotowe. Maja Wołosiewicz, pomysłodawczyni i założycielka ośrodka (wraz z mężem Jackiem Towalskim), przygląda się ludziom, którzy tu przyjeżdżają.

– Bywają napięci, niespokojni. Oferujemy różne formy pracy wewnętrznej, jednak już sam kontakt z przyrodą niesie ogromne korzyści: ukojenie, uspokojenie. Codzienne spacery po lesie, łąkach i wąwozach, kontakt z dzikimi zwierzętami – sarnami, zającami, lisami, które podchodzą do okien – są jak balsam na zmęczone ciała i dusze.

– Cały czas rozbudowujemy ośrodek – mówi Maja. – Powstają nowe domy, sale warsztatowe, jadalnie. Są pokoje z łazienkami, ale też miejsca w namiotach, na strychach. Naród ciągnie do natury.

Ojciec Konrad Małys z klasztoru benedyktynów w Tyńcu opowiada o medytacjach, rekolekcjach i warsztatach rozwijających duchowość, oferowanych przez tynieckich mnichów. Do klasztoru zjeżdżają ludzie najróżniejszych zawodów, orientacji politycznych i wyznań religijnych; klasztor gościł nawet mnichów tybetańskich. Z każdym rokiem jest coraz więcej młodzieży.

– Początkowo w naszym Domu Gości było kilkanaście miejsc – mówi ojciec Konrad. – Kiedy Polska otworzyła się na świat i powstała autostrada do Krakowa, wybudowaliśmy nowy dom. Dzisiaj dysponujemy 90 miejscami i niemal wszystkie – szczególnie w sezonie wakacyjnym – są natychmiast rezerwowane. Mamy grupy krajowe i zagraniczne. Także firmy chętnie organizują u nas dni skupienia, które rozwijają wewnętrzną wrażliwość. Dużą popularnością cieszą się posty według Świętej Hildegardy. Jako społeczność benedyktyńska żyjemy razem, modlimy się i pracujemy. Nasi goście oddychają tą atmosferą, zanurzają się w innym niż na co dzień wymiarze życia, co sprawia, że później na wiele spraw patrzą inaczej, z otwartym sercem i dystansem do siebie.

Jacek Towalski z ośrodka Tu i Teraz zauważa, że z każdym rokiem przyjeżdża coraz więcej ludzi ciężko pracujących, wielu pracowników korporacji, menedżerowie – mężczyźni i kobiety – z najwyższych szczebli zarządzania. Zajeżdżają przed ośrodek wypasionymi furami, zrzucają garnitury i zagłębiają się w siebie.

– Wyraźnie widać taką tendencję: jako społeczeństwo zaczęliśmy się bogacić, mamy już mieszkania, domy, dobre ubrania, samochody, coraz lepsze drogi – mówi Jacek. – Przyszedł czas na potrzeby wyższego rzędu, poszukiwania czegoś głębiej, odkrywanie wartości nie tylko materialnych. Jeszcze 20 lat temu byliśmy zacofanym krajem, także pod tym względem. To się ogromnie zmieniło, aspirujemy, rozwijamy się.

Zauważa też taką tendencję: najpierw przyjeżdża kobieta, potem jej mąż, były mąż, przyjaciele, znajomi przyjaciół, ktoś z rodziny. Ta energia rozchodzi się jak kręgi po wodzie.

Coraz chętniej odwiedzają ośrodek nauczyciele ze świata. Cenią polską otwartość, ciekawość, nastawienie na wiedzę, na rozwój i podnoszenie jakości życia. Harmonizującą moc odosobnień i medytacji chwalą także celebryci. Szczególną popularnością cieszy się joga jako praktyka medytacyjna, nakierowana na pielęgnowanie wewnętrznej harmonii. Asany są najlepszą metodą zwalczania stresu i pokonywania zmęczenia. Z jogi można czerpać siłę i spokój oraz zdystansować od otaczającego świata i problemów. Najwyraźniej ta forma dbania o siebie przypadła nam do gustu. Poszukujemy, odkrywamy i doceniamy nowe możliwości.

  1. Psychologia

Odpuść sobie na wakacje! Urlop niekontrolowany

Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. (Fot. iStock)
Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. (Fot. iStock)
Wakacje stresują nie mniej niż inne codzienne czynności – jeśli traktujemy je jak kolejne zadania do wykonania. A może warto naprawdę otworzyć się na świat i poznanie siebie?

Nastawieni na relaks, dobrą zabawę i odpoczynek wyruszamy na wyczekane wakacje. I tak bardzo jesteśmy przywiązani do tej myśli o upragnionym beztroskim czasie, że wszelkie niedogodności, niekontrolowane przeszkody potrafią wyprowadzić nas z równowagi. Nic dziwnego, w końcu żyjemy w świecie, w którym wiele da się przewidzieć, a nawet zaplanować. Mamy dużo większą wiedzę, GPS-y w komórce i samochodzie, dostęp do wielu narzędzi, ale jeszcze 50, 100 lat temu wyruszanie poza ganek własnego domu było podróżą w nieznane, gdzie mogło nas spotkać wiele nieoczekiwanego. Dziś ubezpieczamy bagaż i wykupujemy polisę na wypadek konieczności leczenia za granicą, dawniej w podróż ludzie zabierali amulety mające chronić przed złem. Jak świat światem, ludzie chcieli czuć się bezpiecznie, kontrolować sytuację, być przygotowanym „na najgorsze”.

Bo podróż to przygoda, ale i spore ryzyko. Nie bez przyczyny wyjazd na urlop jest uznawany za jedno z najbardziej stresujących zdarzeń życiowych. Dlaczego? Po pierwsze, podczas wakacji przekraczamy własną strefę komfortu (podróż łączy się ze zmianą przyzwyczajeń, ustalonych rytuałów, otoczenia, rytmu życia), po drugie traktujemy je jako kolejne zadanie do wykonania (mamy cel, plan i oczekujemy określonego efektu). A gdyby tak spróbować tym razem potraktować wakacje tak jak robią to dzieci? Jako szansę na fajną zabawę, mnóstwo niespodzianek i totalny spontan? Poznawanie świata zacząć od poznawania siebie? Wykorzystując sytuacje, których czasem nie da się przewidzieć, oraz te, które wprawiają nas w lekkie podenerwowanie.

Strachy na Lachy

W wakacje teoretycznie powinniśmy być wyluzowani, nastawieni na relaks, dobrą zabawę i odpoczynek, i w większości sytuacji tak się dzieje, ale niektórzy mają problem z odpuszczeniem kontroli.

Niedawno wracałam z mężem ze spaceru, w planach mieliśmy kolację w restauracyjnym ogródku, ale w powietrzu wisiała burza, o czym przekonywały ołowiane chmury i ciężkie powietrze. Oczywiście, moją pierwszą myślą było dotrzeć szybko do domu, przeczekać burzę i ewentualnie potem wyjść na kolację. Albo zostać już w domu i ugotować szybko jakiś makaron z pesto, w ogóle nie ryzykując zmoknięcia. Po chwili jednak spróbowałam podejść do swojego strachu świadomie, a więc rozwojowo, i przekonałam siebie i męża, byśmy zaryzykowali i usiedli w restauracyjnym ogródku, przecież burzy jeszcze nie ma, najwyżej będziemy musieli z talerzami szybko przenosić się do środka lokalu. I cóż – zjedliśmy pyszną kolację na zewnątrz bez jednej kropli deszczu z pochmurnego nieba.

ĆWICZENIE: Przyjrzyj się temu, czego się boisz. Nie reaguj odruchowo – gdy w jakiejś sytuacji pojawi się chęć ucieczki, spróbuj świadomie zmierzyć się ze strachem. To może być np. niechęć do poznania nowych ludzi, z którymi jadasz wspólne posiłki na wczasach, albo strach przed wodą (nie musisz zanurzać się po szyję, ale spróbuj chociaż do pasa).

Włóż różowe okulary

Jeszcze większą męczarnią okazują się sytuacje, na które nie mamy wpływu, jak odwołany lot czy zgubiony bagaż. Łatwo wówczas wpadamy w panikę, czujemy, że straciliśmy nad czymś kontrolę, że dzieje się coś, na co nie mamy wpływu. Odruchowo pojawia się gniew i złość, ale to nas nie przybliża, niestety, do rozwiązania.

ĆWICZENIE: Spróbuj poćwiczyć oddawanie kontroli komuś innemu. Bo przecież nie sprowadzisz nagle awionetki, by wrócić do domu w czasie, który planowałaś. Nie przekopiesz całego lotniska w poszukiwaniu swojej walizki. Nie wściekaj się, podejdź do sytuacji zadaniowo – sprawdź, kto i jak może ci pomóc, poproś o tę pomoc i czekaj na rozwój wypadków.

Sama utknęłam kiedyś na lotnisku we Włoszech, odsyłana z kwitkiem od okienka do okienka, ostatecznie podróż do domu zajęła cały dzień, z przesiadką na Węgrzech. Mój dobry humor uratowało to, że postanowiłam poszukać pozytywnych stron całej sytuacji – kupiłam nieoczekiwanie węgierskie przysmaki, miałam sporo czasu na rozmowy, na czytanie i na ćwiczenie… cierpliwości.

Innym rodzajem odpuszczania kontroli jest zdecydowanie się na wakacje bez dostępu do komputera. Trudne? Oj, bardzo. Ciężko rozstać się z Facebookiem, ulubioną muzyką, a przede wszystkim dostępem w każdej chwili do świata. Jednak czy wakacje nie są dobrym momentem, by dać odpocząć nie tylko ciału, ale i umysłowi? Zmienić miejsce pobytu i sposób działania? Pamiętaj, że brak poczucia wpływu nierzadko prowadzi do bierności i depresji. Z kolei nadmierna potrzeba kontroli często wynika z podważonego zaufania do świata, czyli braku poczucia bezpieczeństwa.

ĆWICZENIE: Odetnij się od Internetu. Spróbuj sprawdzić, czy przez tydzień albo dwa świat sobie poradzi bez ciebie, a ty bez niego.

Ahoj, przygodo!

Lata temu, kiedy Internet był dobrem rzadkim, roaming za granicą strasznie drogi, o GPS-ie w komórce nie wspominając, pokłóciłam się z ukochanym o to, jak wrócić po długim spacerze po pięknej Pradze do hotelu. A że człowiek wtedy każde nieporozumienie z ukochanym traktował jak koniec świata i rozpad małżeńskiej więzi, obraziłam się śmiertelnie i rozeszliśmy się, każdy w stronę, którą uważał za właściwą. Pojawiły się strach, złość, bezradność wynikająca z bycia w obcym miejscu, nieznajomości czeskiego języka i poczucia, że zawiodła mnie najbliższa osoba.

ĆWICZENIE: Wyłącz emocje, włącz myślenie. Nie jest to proste, bo łatwiej żyć w poczuciu bycia ofiarą i oczekiwać wybawienia z zewnątrz, niż przyznać się, że w zaistniałej sytuacji mieliśmy swój udział. Skoro mieliśmy udział, to odwrót jest tą samą drogą – tyle że bardziej świadomą. Nawet jeśli to oznacza urażoną dumę i przyznanie się do błędu.

W uspokojeniu emocji pomoże ci następująca wizualizacja: usiądź, gdziekolwiek jesteś, nawet w centrum obcego miasta, zamknij oczy, zrób kilka spokojnych oddechów, wyobraź sobie, że siedzisz nad morzem, fala przypływa i odpływa. Wraz z każdym odpływem odchodzi twoja złość, wraz z każdym przypływem przybywa spokój. Trenuj, aż uzyskasz całkowite odprężenie (swoją drogą to ćwiczenie najlepiej wykonywać właśnie nad morzem, nie tylko po to, by wychodzić ze złości, ale też by harmonizować umysł, duszę i ciało).

A teraz, kiedy emocje są już wyłączone, podejdź do zdarzenia jak do zagadki detektywistycznej, jak do łamigłówki, w której brakuje kilku elementów. Ustal, jakich danych potrzebujesz do jej rozwiązania i gdzie są osoby albo miejsca, które będą wskazówką.

Wówczas w Pradze szłam w stronę wzniesień, bo pamiętałam, że hotel był na wzgórzu. Czytałam też (czeski na szczęście jest trochę podobny do polskiego) drogowskazy, no i starałam się odtworzyć w pamięci drogę, przypominając sobie jakieś szczególne miejsca (np. wystawę sklepu z czerwonymi ubraniami, pomnik psa z brązu na skwerze), szukałam znajomych widoków i miejsc, skąd już łatwiej byłoby mi trafić.

Ta przygoda nauczyła mnie kilku rzeczy – po pierwsze we dwoje raźniej i ciekawiej, po drugie – nawet gdy jestem sama, poradzę sobie, po trzecie – świat nie jest taki zły, jak nam się wydaje, zwłaszcza w obcym miejscu, po czwarte – emocje nie zawsze są dobrym doradcą, ale podpowiadają, czemu w sobie warto się przyjrzeć.

Twój urlop zależy od ciebie

Tak naprawdę to ty postanawiasz, czy zbliżająca się burza zmieni twoje plany na wieczór i np. przeszkodzi w smakowaniu romantycznej kolacji, czy będzie fajną przygodą chodzić w t-shirtach męża, bo twój bagaż chwilowo jest w innym miejscu, czy też te wszystkie zewnętrzne okoliczności zepsują ci urlop. Nie możesz zmienić sytuacji? Zmień nastawienie!

Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. Odróżniaj sytuacje, na które masz wpływ, od tych, na które wpływu nie masz. Jak nie masz – odpuszczaj. Przyglądaj się własnym myślom i odruchowym zachowaniom – może się okazać, że reagujesz nawykowo, nieadekwatnie do sytuacji. Pierwszym krokiem do pozytywnej zmiany jest zauważenie tego, co się w nas dzieje. Wyjazd na urlop jest do tego znakomitą okazją. Udanych wakacji!

  1. Psychologia

Znajdź balans pomiędzy pracą a regeneracją. Sztuka odpoczywania

Często traktujemy odpoczynek jak fanaberię, ale dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To świadomy wybór. (Fot. iStock)
Często traktujemy odpoczynek jak fanaberię, ale dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To świadomy wybór. (Fot. iStock)
Beztroskie próżnowanie na ogół przychodzi nam z trudem, a to głównie dlatego, że kojarzymy je z lenistwem. Jesteś typowym pracusiem? Potraktuj regenerację jak zadanie do wykonania i zacznij odpoczywać bez wyrzutów sumienia! Jak to zrobić? Pytamy psycholog i socjolog dr Joannę Heidtman. 

Beztroskie próżnowanie na ogół przychodzi nam z trudem, a to głównie dlatego, że kojarzymy je z lenistwem. Jesteś typowym pracusiem? Potraktuj regenerację jak zadanie do wykonania i zacznij odpoczywać bez wyrzutów sumienia! Jak to zrobić? Pytamy psycholog i socjolog dr Joannę Heidtman. 

Intensywnie pracujesz, ale też kilka razy w roku robisz sobie kilkudniowe wyjazdy, małe wakacje. Umiesz więc też odpoczywać. Przyznałaś kiedyś, że wolne chwile przeznaczasz na kontakt z bliskimi, doładowanie baterii w górach lub podróże do różnych miejsc świata. Robisz to naturalnie, czy musiałaś nauczyć się odpoczywać? Czasami wolne chwile też przeznaczam na to, żeby coś dopracować, do czegoś się przygotować, coś skończyć… ale rzeczywiście utrzymywania tego balansu między pracą a regeneracją musiałam się nauczyć. Jak? W praktyce, od mądrych psychologów. Śmieję się jednak, że najpierw musiałam nauczyć się pracować, a to dlatego, że nigdy nie funkcjonowałam w sztywno wyznaczonych godzinach ze ściśle określonym zakresem obowiązków. Jako młoda doktorantka zajmująca się badaniami i dydaktyką musiałam się tego nauczyć, gdyż wpadłam ze swobodnego trybu studiowania w wir zajęć i obowiązków. Do tego stopnia, że szybko zaczęłam się wypalać. I wtedy właśnie trafiłam na metody pracy ze stresem i wypaleniem Wojciecha Eichelbergera i jego metaforę maratończyka. Według niej zawodowy sportowiec jest oczywiście nastawiony na sukces, wyczyn, a w konsekwencji stanięcie na podium. Żeby się tam jednak znaleźć, musi wydatkować ogrom energii. Nigdy nie dobiegnie w dobrym czasie do mety, jeśli nie będzie regenerował sił. Zasada jest bardzo prosta – im intensywniej pracujesz, im więcej chcesz zrealizować, tym szybciej musisz sobie narzucić mądrą dyscyplinę odpoczywania.

Ale jak to zrobić? Tego z kolei nauczyli mnie moi przyjaciele himalaiści, którzy pod tym względem bywają szalenie rygorystyczni. Nam często się wydaje, że odpoczynek to strata czasu, wyraz lenistwa lub fanaberia, którą można odsunąć na moment, kiedy będziemy mieli więcej wolnego. Tymczasem dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To jest świadomy wybór, łącznie z tym, czym się odżywiamy czy ile czasu przeznaczamy na sen. To nie kwestia dowolna i banalna, którą zawsze można zepchnąć gdzieś na bok. Jest raczej kluczowa, bo złe wydatkowanie energii kończy się chorobą, utratą sił. Bez możliwości pobiegnięcia dalej. Odpoczywanie to nie sprawa osobowości czy widzimisie, a – zwłaszcza dla tych aktywnych i ambitnych – konieczność.

I powinno odbywać się w jakimś rytmie, w cyklu. Właśnie! Cykl: wysiłek – odpoczynek. Te niewielkie przerwy są nawet ważniejsze niż najdłuższy urlop, ale odkładany za trzy lata.

Jak w tej przypowieści o ostrzeniu siekiery: przy wyrębie drzew pracowało dwóch drwali – jeden co jakiś czas robił przerwy na ostrzenie siekiery, a drugi nie. Często o tym „czasie na ostrzenie siekiery” zapominamy, uznając, że nie mamy czasu na odpoczywanie. Ale w tej przypowieści drugi drwal, który nie odpoczywał, musiał w końcu przestać rąbać, bo siekiera się stępiła. Jesteśmy jak ta siekiera? Nieregenerowany na bieżąco organizm zaczyna korzystać z zapasów – w ten sposób skracamy sobie życie! Być może chodzi tu o dobre zrozumienie pojęć. Preferuję słowo „regeneracja” bardziej niż „odpoczynek”, bo osobom nastawionym na cel i działanie łatwiej jest się z nim utożsamić.

Tak, coś w tym jest – mniej wyrzutów sumienia! Dla osób bardziej zadaniowych, nastawionych na pracę i osiągnięcia, słowo „regeneracja” może brzmieć jako coś ważnego, wartego wykonania, co trzeba uwzględnić w planie. W takim ujęciu tematu ja też mogłam potraktować wypoczynek jako umiejętność konieczną dla efektywnego działania. Musiałam się nauczyć w praktyce planować regenerację sił, bo sama wiedza na temat zbawiennego wpływu odpoczynku nie była wystarczająca. Jeśli rzeczywiście nie będziemy na bieżąco ostrzyć tej siekiery, to nie będziemy mieli narzędzia ani sił, by pracować dalej, zgodnie z ideą work-life balance. Terapeuci mawiają niekiedy, że jeśli ktoś nie ma czasu na odpoczynek, to ma czas na chorobę. Siekiera się stępi – czyli dopadnie cię zawał, wypalenie bądź depresja – i już nic nie zrobisz. To przykra konsekwencja braku czasu na bieżącą regenerację.

Niemniej nie do każdego dotrze racjonalność tych argumentów i nie poradzi sobie z wyrzutami sumienia, zwłaszcza jeśli jest przekonany, że bez jego kontroli, czyli udziału we wszystkim, świat się zawali. W takich przypadkach przydatna jest praca coachingowa. Trzeba dotrzeć do głęboko zakorzenionych przekonań takiej osoby. Nie da się jej na siłę posadzić na kanapie, w parku na ławce czy wysłać przymusowo na plażę, bo i tak nie odpocznie. Będzie zamartwiać się tym, co ma do zrobienia, a jej organizm dalej będzie wydzielał hormony stresu. Także z powodu wewnętrznego konfliktu. W swojej praktyce miałam do czynienia z klientami, którzy uważali, że rozrywka czy odpoczynek to po prostu marnowanie czasu. Pobrzmiewa tu echo przekazów kierowanych do nas w dzieciństwie i młodości – przez rodziców lub nauczycieli. Ale też echo przekonań i przekazów kulturowych. Na południu Europy niemal wszystko jest „na jutro”, najważniejsza jest długa, czasem wielogodzinna kolacja przy wspólnym stole z rodziną, spotkanie z przyjaciółmi po pracy przy kieliszku wina, poobiednia sjesta. W kulturach północnych, w tym naszej, jest odwrotnie – wszelkie spóźnienia są karygodne, brak planu to wstyd, spacer bez załatwiania różnych spraw to „pusty przebieg”, a przerwy na odpoczynek rozumiane są jako „przestoje”. Kształtują więc nas przekonania, te wyniesione z domu i te wyniesione z kultury, która do czegoś daje nam przyzwolenie lub nie. To na tym poziomie zaburza się nasza percepcja, nasze postrzeganie odpoczywania, i tu by trzeba było zacząć, jeśli chodzi o zmianę naszego podejścia. Ale to wcale nie takie łatwe: z jednej strony pragniemy odpocząć, a z drugiej nie jesteśmy w stanie – nie z braku czasu, ale z braku wewnętrznego przyzwolenia. A nie jesteśmy świadomi naszych głębokich przekonań.

Myślę, że warunki pracy i strach przed jej utratą też nas napędzają do większego wysiłku… Nie bez znaczenia jest też typ osobowości. Tak zwany typ zobligowany czuje się bardziej skłonny do zaspokojenia oczekiwań zewnętrznych niż własnych – umysł takich osób raczej dostraja się do tego, czego inni chcą, potrzebują i oczekują, co nie pozwala im odpocząć. Trzeba znaleźć równowagę między zobowiązaniami zewnętrznymi i wewnętrznymi, ale łatwo powiedzieć! Zobligowany na poziomie przekonań nie jest w stanie tego zrobić, bo tu ani nie chodzi o czas, ani o poziom obowiązków, tylko o to, w co wierzy, jak myśli.

Z kolei ktoś o silnym rysie perfekcjonistycznym będzie miał kłopot, żeby odpuścić sobie nieustanne doskonalenie i poprawianie efektu, jaki zamierza osiągnąć. Osoby silnie zadaniowe mają podobnie – dopóki nie odhaczą zadania, to się nie uspokoją, mają więc problem z odpoczywaniem na bieżąco. Ja także cierpię z powodu takiego przekonania – że nie mogę zrobić sobie przerwy, dopóki wszystkiego nie dokończę, nie przygotuję, nie uporządkuję. Szybciej zarwę noc lub przełożę wyjazd niż zostawię coś niedokończonego. Nie jest to na dłuższą metę dobre, trzeba mieć w sobie wewnętrzną gotowość do powiedzenia: „Drogie Ważne Sprawy, zajmijcie się na dwa dni same sobą”.

I świat się nie zawali? Im więcej chcesz zrobić, także dla innych, tym bardziej masz OBOWIĄZEK regenerować swoje siły. To też jest zadanie do wykonania – zjeść, kiedy trzeba, wyspać się, popatrzeć na zielone drzewo, las, morze, robić to, co pozwala nam się zregenerować i odpocząć. Wszyscy mamy jakieś przekonania, chodzi o to, by nam służyły, były zdrowe.

Mój wspólnik, Piotr Piasecki, kiedy ma wolne choćby pół godziny, wsiada na rower i jedzie szybko przez las, przed siebie. Skuteczne? Bardzo, bo pozwala mu pozbywać się na bieżąco z organizmu hormonów stresu. Nie da się z tym czekać do trzytygodniowego urlopu, bo toksyny zatruwają organizm i można fizycznie nie wytrzymać.

Czyli długi urlop – owszem, ale wcześniej na bieżąco krótkie przerwy. Inaczej ten upragniony urlop odchorujemy. I nie nazywałabym tego przerwą, musi to być jednak regeneracja. Czyli wysiłek fizyczny, ponieważ nie da się inaczej wypłukać z organizmu hormonu stresu. Plus przyjemne chwile (a nie np. napięcie związane ze staniem w korkach przy okazji wyjazdu na długi weekend), bo one potem stanowią miłe wspomnienia, do których odwołuje się nasz mózg. Regeneracja jest tak samo ważna, jak każde inne zadanie do wykonania każdego dnia. To ma być zaplanowany i święty czas, na który umawiasz się sama ze sobą! Amen!

To chodźmy odpocząć! 

  1. Psychologia

Inspiracje na lipiec - wyślij umysł na wakacje

Urlop służy do naładowania wewnętrznych baterii i korzystania z życia pełną piersią. (Fot. iStock)
Urlop służy do naładowania wewnętrznych baterii i korzystania z życia pełną piersią. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Sezon urlopowy od zawsze służył nam do naładowania wewnętrznych baterii i korzystania z życia pełną piersią. Przeszkodzić może w tym tylko wiecznie gadający i mnożący problemy umysł. Dlatego trenerka Dagmara Gmitrzak radzi, by – zanim gdzieś wyjedziemy – najpierw jego wysłać na wakacje.

Ćwiczenie 1. Świadome podróżowanie

Martyna Wojciechowska, podróżniczka i dziennikarka, powiedziała, że podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Podpisuję się pod jej słowami. Podróże wprawdzie nie rozwiążą naszych problemów, ale dzięki tymczasowej zmianie miejsca zyskujemy świeże spojrzenie na swoje życiowe problemy. Wszystko, co dzieje się podczas wyjazdu, może być dla nas nauką, z której wyniesiemy cenne lekcje. Proponuję ci zatem bycie tego lata świadomym podróżnikiem. Jak to zrobić?

Jeśli coś lub ktoś szczególnie przykuwa twoją uwagę albo wywołuje emocje, zapytaj siebie: Dlaczego to mnie tak interesuje? Dlaczego porusza emocjonalnie? Czy przypomina mi się coś z przeszłości? Czego mogę się o sobie dowiedzieć dzięki tej obserwacji? A jeśli podczas podróży coś dzieje się nie po twojej myśli (np. pogoda nagle się zmienia, nie udaje ci się dostać do zaplanowanego miejsca), pobądź chwilę z tym, co czujesz w związku z tą sytuacją. Jeśli odczuwasz rozczarowanie i złość, nazwij te emocje. A potem zapytaj siebie, czy warto je pielęgnować i zatruwać sobie dalszy urlop. Z czego biorą się te emocje? Może w codziennym życiu też chcesz za bardzo kontrolować rzeczywistość i ludzi? Czasami zwyczajnie warto trochę odpuścić. Więcej o rozwijających podróżach przeczytasz na kolejnych stronach w Temacie Numeru.

Ćwiczenie 2. Efekt miesiąca miodowego

Urlop to świetna okazja, by zachwycić się życiem. Ale równie dobrze możesz zrobić to samo bez wyjeżdżania do dalekich krajów. Bruce Lipton, biolog molekularny, stworzył narzędzie do rozwoju osobistego, oparte na odkryciach współczesnej biologii i psychologii. Nadał mu dość romantyczną nazwę: „efekt miesiąca miodowego”. W skrócie chodzi o to, aby wzbudzić w sobie stan zakochania, który przydarzył nam się kiedyś w życiu. Jak to zrobić? Krok pierwszy: przypomnij sobie, jak się czułeś fizycznie i psychicznie, kiedy się w kimś zakochałeś. Zapewne miałeś dużo energii witalnej, odczuwałeś radość i miłość w sercu. Świat i życie wydały ci się o wiele piękniejsze niż zazwyczaj. Po pewnym czasie straciłeś jednak to doświadczenie. Działanie hormonów i neuroprzekaźników osłabło. Romantyzm się skończył, a zaczęło zwyczajne życie. Lipton uważa, że możemy powrócić do stanu zakochania nie tylko w związkach, ale ogólnie w życiu.  Wymaga to jednak świadomej i regularnej pracy: codziennego wprawiania się we wdzięczność i w zachwyt nad swoim życiem, nad tym, co dobrego się zdarzyło i co może się zdarzyć, fascynację pięknem przyrody. Innymi słowy zauważania pozytywnej strony życia. W stanie wdzięczności nasz układ immunologiczny wzmacnia się, mamy więcej energii do działania.

Dlatego: tuż po przebudzeniu pomyśl o kilku rzeczach, za które jesteś wdzięczny (poczuj w sobie wdzięczność). Tę samą praktykę powtórz przed snem. Poza tym słuchaj muzyki, która szybko budzi w tobie radość (tańcz też do niej), spotykaj się z osobami o optymistycznym nastawieniu do życia, słuchaj pozytywnych wykładów na YouTubie, czytaj inspirujące artykuły i książki.

Ćwiczenie 3. Kiedy mówisz do siebie…

Badania wykazały niedawno, że podczas minuty wypowiadamy w myślach około 1300 słów! Co ciekawe, niektórzy z nas mówią również do siebie na głos (np. w domu, kiedy nikt nie widzi, albo idąc ulicą). Pomyśl, jak potężny arsenał słów kreuje twój umysł! Jak mawiają na Dalekim Wschodzie: „nasz umysł jest tak aktywny jak małpa przeskakująca z gałęzi na gałąź”. Łatwo może wymknąć się nam spod kontroli, jeśli nie zastosujemy praktyki uważności – czyli uświadamiania sobie tego, że właśnie myślimy i o czym myślimy. Sęk w tym, że myśli wpływają na aktywność różnych ośrodków w mózgu, czy tego chcemy, czy nie. Mogą np. pobudzić układ limbiczny, związany z emocjonalnymi reakcjami, mogą szybko aktywować reakcję stresową lub wprowadzić nas w przygnębienie. Dlatego nawet kiedy jesteś na urlopie lub odpoczywasz na łonie natury, twój umysł może ci skutecznie przeszkodzić w odprężeniu. Wystarczy, że pozwolisz mu błądzić w ciemniejszych odmętach przeszłości albo zamartwiać się o przyszłość. Powiedz umysłowi: „wybieram bycie w chwili obecnej, chcę się cieszyć z tej właśnie chwili, bo tylko w niej płynie nurt mojej rzeki życia”.

Ćwiczenie 4. Cuda wydarzają się teraz

Karateka i aktor Bruce Lee powiedział: „Zrozumiałem, że życie najlepiej przeżyć, a nie tworzyć na jego temat koncepcje”. Często zamiast żyć i celebrować życie, myślimy o tym, jakie ono ma być. Zastanawiamy się, dlaczego nie jest takie, jak sobie wymarzyliśmy, szukamy odpowiedzi w filmach, książkach i filozofiach. Oczywiście warto myśleć o tym, jak chcemy żyć, nie zapominając jednak, że życie przydarza się nam właśnie teraz. Czasami zatopieni w rozmyślaniach, nie zauważamy drobnych cudów, które wydarzają się każdego dnia. Dlatego wybierz kilka najważniejszych jakości, których chcesz doświadczać w życiu – np. radość, kochanie i bycie kochanym, zdrowie, zachwyt i kreatywność – i poddaj się temu, jak i gdzie życie cię prowadzi, starając się zauważać w nim te właśnie jakości. Możesz codziennie wykonać takie oto ćwiczenie:

Usiądź prosto. Przeciągnij się i poczuj, jak rozciąga się twój kręgosłup. Przenieś uwagę na stopy. Poczuj, jak dotykają ziemi. Jakie to uczucie być ugruntowanym? Przenieś uwagę wyżej: do kostek, łydek, ud i pośladków. Następnie skieruj uwagę do podstawy kręgosłupa, zlokalizuj kość ogonową. Poczuj, jak opiera się o podłoże. To kolejne miejsce twojego ugruntowania. Teraz rozszerz uwagę na miednicę i podbrzusze. Zrób kilka oddechów brzusznych (wraz z wdechem brzuch zwiększa objętość, na wydechu zmniejsza). Przenieś uwagę do klatki piersiowej i zlokalizuj oddech. Poczuj ruch mięśni na wdechu i rozluźnienie na wydechu. Poczuj ramiona, ich przyjemną ciężkość. Uświadom sobie plecy i kręgosłup. A teraz powoli przenieś uwagę do szyi i głowy. Niech uwaga przeskanuje czoło, powieki i zatrzyma się na nozdrzach. Odczuwaj powietrze, które wpływa do nozdrzy na wdechu i wypływa na wydechu. Poczuj jedność ze swoim oddechem. To on jest bramą do bycia tu i teraz. Możesz powiedzieć do siebie w myślach: „Żyję tu i teraz. Dziękuje za moje życie”.

Ćwiczenie 5. Śmiech na zdrowie i dobre relacje

Im częściej się śmiejesz, tym jesteś bardziej lubiany przez otoczenie. Osoby, które się często uśmiechają, oceniamy jako bardziej sympatyczne i otwarte. Nie chodzi jednak o uśmiech sztuczny, ale szczery, autentyczny. Taki śmiech może poprawić samopoczucie nie tylko twojemu rozmówcy, ale tobie też. Kiedy uśmiechasz się, mózg wydziela więcej endorfin, twój układ immunologiczny wzmacnia się, a ciało otrzymuje zastrzyk energii. Warto praktykować jak najczęściej się da i śmiać się np. ze swoich myśli.

  1. Styl Życia

Medytacja z oddechem – prosta technika na wyciszenie według Katarzyny Chusteckiej, instruktorki jogi

Medytacja nie tylko wycisza i uspokaja. Uczy też sztuki odpuszczania. Pozwala otworzyć się na radość i szczęście. Na zdjęciu Katarzyna Chustecka, instruktorka jogi mieszkająca na Bali (fot. archiwum prywatne).
Medytacja nie tylko wycisza i uspokaja. Uczy też sztuki odpuszczania. Pozwala otworzyć się na radość i szczęście. Na zdjęciu Katarzyna Chustecka, instruktorka jogi mieszkająca na Bali (fot. archiwum prywatne).
Najprostsza technika medytacji polega na koncentracji na oddechu. Wycisza, uspokaja umysł i przygotowuje do bardziej zaawansowanych technik medytacyjnych. Dzięki niej poczujesz się lekko, ponieważ obserwując oddech i nie podążając za myślami, stopniowo uwolnisz się od ich natłoku. Odpuścisz kontrolę nad rzeczywistością i wreszcie będziesz mogła naprawdę zrelaksować się i odpocząć. Nauczysz się ufać życiu, twoje serce się otworzy, a intuicja przebudzi.

Medytuj w ten sposób regularnie rano i wieczorem, a po pewnym czasie zaobserwujesz wspaniałe efekty. Powodzenia!

Technika medytacji z oddechem

1. Usiądź na poduszce ze skrzyżowanymi nogami albo na krześle. Zadbaj o to, by kręgosłup był pionowo. Jeśli masz z tym problem, usiądź oparta o ścianę.

2. Ułóż dłonie luźno na udach wnętrzem ku górze lub połącz dłonie na brzuchu, kładąc prawą na lewej. Zamknij oczy. Utrzymując wyprostowane plecy, rozluźnij całe ciało. Aby to zrobić, przesuń powoli ośrodek swojej uwagi przez całe ciało, od palców stóp do czubka głowy, poczuj każdą część ciała i obejmując ją miękkim wydechem, pozwól jej się odprężyć. Początkowo nawiązanie kontaktu ze swoim ciałem i rozluźnienie go będzie zajmowało ci trochę czasu, lecz szybko nabierzesz w tym wprawy.

3. A teraz przenieś uwagę na oddech. Skup się na wdechach i wydechach. Nie powtarzaj w umyśle słów „wdech” lub „wydech”, lecz po prostu bądź świadoma, że wdychasz i wydychasz powietrze. Nie zmieniaj oddechu ani go nie reguluj. Czuj ruchy klatki piersiowej wraz z oddechem, czuj przepływ powietrza przez nos, dotyk wydechu na skórze nad górną wargą. Wczuwaj się w oddech z najdrobniejszymi szczegółami, tak jakby w tej chwili była to jedyna istotna rzecz na świecie. Niech nie umknie ci żaden wdech i żaden wydech. Pozwalaj na naturalny przepływ powietrza, obserwuj i czuj, delektuj się oddechem, nic więcej.

Kiedy zorientujesz się, że wcale nie obserwujesz oddechu, tylko zajmujesz się myśleniem o przeszłości, przyszłości lub ocenianiem rzeczywistości, nie strofuj się, tylko spokojnie spróbuj od nowa. Nie denerwuj się na siebie ani na swój umysł. On właśnie taki jest – rozbrykany i niezdyscyplinowany, taka jest jego natura. Nie złość się, to nie pomoże, a wręcz przeciwnie. Twój umysł będzie umykał ci jeszcze wiele, wiele razy, możesz być tego pewna. Ważne jest, aby od początku podchodzić do niego z życzliwością, ale i konsekwencją, jak do małego dziecka. W czasie medytacji nie krytykuj się i nie twórz negatywnych emocji: złości, zniecierpliwienia czy rozżalenia. Moment, w którym uświadamiasz sobie, że straciłaś koncentrację na oddechu, jest kluczowy dla postępów w medytacji na początku praktyki.

Rozwijaj postawę serdeczności i łagodności wobec siebie - przyniesie ci ona zadowolenie i sprawi, że medytacja będzie przyjemna, a po pewnym czasie zauważysz, że okresy obserwacji oddechu zaczną się wydłużać. Będziesz mogła dłużej przebywać w chwili obecnej, rozluźniona i spokojna. Zauważysz także, że jesteś w stanie poczuć oddech o wiele dokładniej. Doznanie oddechu stanie się bardzo, bardzo przyjemne, tak jakby każdy wdech był łykiem przepysznego życiodajnego nektaru, a wydech błogim odpuszczeniem. To wspaniały moment na ścieżce medytacji, delektuj się nim.

Medytuj w ten sposób przez pół godziny, najlepiej jeśli nastawisz budzik w telefonie, by nie kontrolować czasu. Kiedy czas dobiegnie końca, połącz dłonie na mostku, pochyl głowę i w duchu podziękuj sobie za medytację. Unieś głowę i powoli otwórz oczy.

Jak wybrać miejsce i czas na medytację?

Najlepiej medytować dwa razy dziennie po 30 minut. Jeśli to nie jest możliwe, niech będzie to raz dziennie, ale staraj się, aby zawsze było to o tej samej porze i w tym samym miejscu. Wybierz czas, kiedy w domu będzie cicho i nikt nie będzie ci przeszkadzał. Ranek jest bardzo dobrą porą, ponieważ umysł jest świeży i stabilny, bo nieobciążony wydarzeniami dnia. Możesz wstawać pół godziny wcześniej i po krótkiej toalecie siadać do medytacji. Co za cudowny początek dnia! Przez kilka pierwszych poranków być może będziesz zasypiała w medytacji, warto to przetrzymać — umysł szybko przywyknie do regularnej praktyki.

Kilka uwag na koniec

W trakcie medytacji zapewne zdrętwieją ci nogi, to normalne. Nie przerywając, a więc utrzymując uwagę na oddechu, powoli zmień pozycję (np. wyprostuj zdrętwiałą nogę), a kiedy krążenie wróci do normy, powróć do wyjściowej pozycji.

Może się zdarzyć, że któregoś dnia, kiedy już nabierzesz wprawy, poczujesz, że ciało jest bardzo lekkie, tak jakby go wcale nie było, lub też zaznasz stanu, w którym w ogóle nie będziesz czuła ciała. To także normalny objaw. Nie przejmuj się tym, medytuj dalej, pozostając w swojej przestrzeni wewnętrznej wraz z oddechem. Pomyśl — co za ulga i lekkość, co za frajda nie mieć ciała choćby przez ten krótki czas!

Medytacja to praktyka duchowa, a ciało należy do wymiaru materialnego. I wreszcie — czasem pół godziny to za długo, więc nie zmuszaj się, nic na siłę. Innym razem może okazać się, że choć alarm w telefonie zadzwonił, ty jesteś w tak głębokiej medytacji, że wcale nie chcesz kończyć, więc zostań dłużej. Podążaj za sobą z życzliwością dla siebie :)

Katarzyna Chustecka - jestem nauczycielką jogi, praktykuję jogę wg metody BKS Iyengara od 20 lat, uczę od 15. Założyłam i przez wiele lat prowadziłam ośrodek jogi i medytacji Equanimus na warszawskim Wilanowie. Dużo podróżuję, ale moje serce skradło Bali i tu stworzyłam swój drugi dom. Od lat organizuję wyprawy z jogą na Bali i do Indii. Mam dwie córki. Z wykształcenia jestem socjologiem. Pasjonuję się ajurwedą.