1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Planujesz urlop jesienią? Zobacz, gdzie warto pojechać... [4 kierunki]

Planujesz urlop jesienią? Zobacz, gdzie warto pojechać... [4 kierunki]

Zobacz galerię 5 Zdjęć
Masz dość tłumów w hotelach i na plaży? Chcesz zwiedzić słynne zabytki i zobaczyć najpiękniejsze miejsca bez przepychania się między ludźmi, nieustannego poganiania i hałasu? Doskonale to rozumiemy! Na szczęście sezon wakacyjny to nie jedyny dogodny czas na urlop. Podpowiadamy, gdzie warto pojechać jesienią!

Urlop w październiku – coraz bardziej popularne rozwiązanie!

Choć urlop poza sezonem wakacyjnym nie jest jeszcze w Polsce tak popularny, jak za granicą, to coraz więcej Polaków rezygnuje z wyjazdu w lipcu czy sierpniu właśnie na rzecz wakacji w październiku. Z czego wynika ta zmiana?

Przede wszystkim wakacje w październiku mogą być zdecydywanie tańsze. Często można w tym okresie wykupić wycieczkę last minute – a te, jak wiadomo, charakteryzują się niższą ceną. Co więcej, ceny samych atrakcji w miejscu docelowym również bywają obniżone – mniej zapłacimy więc za zwiedzanie czy zakup pamiątek.

– Do dłuższego urlopu w październiku łatwiej też przekonać pracodawcę – mówi specjalistka z portalu . – W sezonie wakacyjnym trudniej jest wynegecjować dwa czy trzy tygodnie wolnego – większość pracowników też chce przecież wyjechać i trzeba uzgadniać terminy tak, by w firmie nie zabrakło rąk do pracy. W październiku z reguły cała załoga jest już na miejscu – szef więc z pewnością spojrzy przychylniejszym okiem na nasze plany urlopowe. Dlatego coraz więcej Polaków wybiera wakacje w październiku i listopadzie. Jak pokazują badania, w 2015 roku liczba rodaków wybierających jesienne wyjazdy wzrosła o 17%. Dziś ta liczba jest jeszcze większa. Najczęściej decydujemy się na egzotyczne kierunki, dzięki którym możemy uciec przed jesienną pogodą. Już na południu Europy – we Włoszech czy południowej Hiszpanii – nawet w tym okresie doświadczymy temperatur powyżej 20 stopni.

Gdzie na wakacje w październiku? [4 nasze typy]

Gdzie więc udać się na urlop w październiku? Zobaczcie nasze propozycje!

Sri Lanka

Sri Lanka to państwo położone na wyspie w Azji Południowej i prawdziwy raj dla turystów spragnionych egzotycznych podróży, wspaniałych krajobrazów, fascynujących zabytków, a do tego wszystkiego rajskich plaż. Nawet w październiku średnia temperatura tutaj sięga 29 stopni. Na Sri Lance zobaczymy słonie i lamparty, obejrzymy jedne z najpiękniejszych raf koralowych, zwiedzimy starożytne świątynie i skosztujemy przepysznej herbaty. Co więcej. będziemy mieli szansę zobaczyć, jak ta herbata powstaje! W końcu Sri Lanka to ojczyzna ceylońskiej herbaty – to tu znajdują się plantacje, które przy odrobinie szczęścia będziemy mogli zwiedzić. Jeśli marzymy o poznaniu całkowicie odmiennej kultury i zobaczeniu nieco świata – z pewnością jest to propozycja dla nas!

Republika Południowej Afryki

– W przypadku RPA musimy pamiętać, by unikać przyjazdu w terminie od końca września do 07.10 – mówi specjalistka z Lidl-Podróże.pl. – Wówczas trwają tam wakacje i ceny są zdecydowanie wyższe. Poza tym jednak październik to świetny termin na wyjazd. Średnia temperatura w tym okresie wynosi około 21 stopni, a więc nie jest tak gorąco jak na Kubie czy Sri Lance, ale też nie za zimno.

Będąc w RPA, koniecznie musimy zwiedzić Kapsztad oraz wejść na Górę Stołową. Nie wolno nam też zapomnieć o Parku Narodowym Krugera, gdzie przy odrobinie szczęścia zobaczymy „Wielką Piątkę” ssaków, czyli lwa, słonia, lamparta, nosorożca czarnego i bawoła afrykańskiego.

Bali

Bali to najsłynniejsza z indonezyjskich wysp, na którą co roku zjeżdżają się turyści z całego świata. Nic dziwnego – znajdziemy tu przepiękne plaże, aż 6 wulkanów, kilkanaście tysięcy świątyń, wodospady, pola ryżowe a nawet aquaparki. To świetne miejsce na wypoczynek i relaks na plażach lub w dżungli z dala od cywilizacji – średnia temperatura w październiku to aż 31 stopni! A jeśli szybko nudzimy się jednym miejscem – z Bali blisko jest również na wyspę Borneo, Jawę, Sumatrę czy Gili.

USA

Stany Zjednoczone Ameryki to kraj tak ogromny i zróżnicowany, że trudno polecić jedno konkretne miejsce, w które warto się udać. Atrakcji z pewnością wystarczy na więcej niż jeden urlop – lub też na kilkumiesięczną objazdową podróż.

Miastem, które z całą pewnością warto odwiedzić, jest Nowy Jork. Stolica mody, biznesu, rozrywki i technologii, siedziba ONZ, a zarazem najludniejsze miasto w USA, w którym ludzie mówią w ponad 800 językach. Koniecznie musimy zobaczyć tutaj Central Park oraz Broadway, a także słynny Times Square. Nowy Jork dzieli się na 5 okręgów (Manhattan, Bronx, Brooklyn, Queen i Staten Island), a każdy z nich jest na swój sposób niepowtarzalny – warto odwiedzić je wszystkie.

Innym wartym odwiedzenia miastem w USA jest z pewnością Los Angeles, mieszczące się w słonecznej Kalifornii. To szczególna gratka dla miłośników kinematografii – Los Angeles jest bowiem siedzibą Hollywood, gdzie kręcone są najsłynniejsze amerykańskie produkcje filmowe. Będąc tutaj, nie możemy nie zobaczyć Alei Sław czy pominąć zwiedzania słynnych planów filmowych dostępnych dla turystów.

Warto dodać, że temperatura w Kalifornii jest wyższa niż Nowym Jorku – w październiku możemy liczyć nawet na 26 stopni.

Jak widać urlop w październiku nie oznacza wcale, że musimy spędzić go w domu. Wręcz przeciwnie – możliwości na zagospodarowanie tego czasu jest mnóstwo! Nie trzeba długo szukać, by znaleźć miejsca, które nie tylko wynagroszą nam letnie miesiace spędzone w pracy, ale również zapewnią niezapomniane wrażenia. Jeśli więc nie udało nam się jeszcze w tym roku porządnie odpocząć, nie traćmy czasu – pakujmy walizki i w drogę!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Wakacje z duszą. Letnie odosobnienie wśród łąk i lasów, czyli sztuka sprzątania głowy

W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą. (Fot. iStock)
W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą. (Fot. iStock)
Mamy już mieszkania, domy, dobre ubrania, samochody, coraz lepsze drogi. Przyszedł czas na potrzeby wyższego rzędu. Stąd zamiast wczasów all-inclusive zapotrzebowanie na letnie odosobnienie wśród łąk i lasów. Zdrowe i cenione.

Pytam córkę, jaki prezent chciałaby dostać na 30. urodziny – opowiada przyjaciółka. – Trzydziestkę obchodzi się raz w życiu, więc chciałam jej sprawić coś szczególnego: może mebel do nowego mieszkania, biżuterię. A ona mówi: „Mama, dołóż mi kilka stówek na wyjazd na tygodniowe odosobnienie”. Ucieszyłam się, wiesz, Asia ostatnio tak dużo pracuje, niech pojedzie, odpocznie, złapie oddech…

W ciągu ostatnich lat wiele zmieniło się w naszych wakacyjnych priorytetach. Ciągle lubimy wakacje w ciepłych krajach, jednak coraz częściej wybieramy opcję skromniejszą: kawałek wakacji w ośrodku medytacyjnym czy klasztorze. Bez wystrzałowych ciuchów, zwiedzania zabytków, telefonów, mejli i rozmów. W ciszy. Ośrodki nakierowane na kontemplację i rozwój wewnętrzny powstają w urokliwych miejscach pośród pól, łąk, lasów, nad jeziorami i w górach.

15 lat temu powstał – największy dziś w Polsce – Ośrodek Tu i Teraz w Nowym Kawkowie na Mazurach. 45 hektarów lasów i łąk otacza domy i pola namiotowe. Maja Wołosiewicz, pomysłodawczyni i założycielka ośrodka (wraz z mężem Jackiem Towalskim), przygląda się ludziom, którzy tu przyjeżdżają.

– Bywają napięci, niespokojni. Oferujemy różne formy pracy wewnętrznej, jednak już sam kontakt z przyrodą niesie ogromne korzyści: ukojenie, uspokojenie. Codzienne spacery po lesie, łąkach i wąwozach, kontakt z dzikimi zwierzętami – sarnami, zającami, lisami, które podchodzą do okien – są jak balsam na zmęczone ciała i dusze.

– Cały czas rozbudowujemy ośrodek – mówi Maja. – Powstają nowe domy, sale warsztatowe, jadalnie. Są pokoje z łazienkami, ale też miejsca w namiotach, na strychach. Naród ciągnie do natury.

Ojciec Konrad Małys z klasztoru benedyktynów w Tyńcu opowiada o medytacjach, rekolekcjach i warsztatach rozwijających duchowość, oferowanych przez tynieckich mnichów. Do klasztoru zjeżdżają ludzie najróżniejszych zawodów, orientacji politycznych i wyznań religijnych; klasztor gościł nawet mnichów tybetańskich. Z każdym rokiem jest coraz więcej młodzieży.

– Początkowo w naszym Domu Gości było kilkanaście miejsc – mówi ojciec Konrad. – Kiedy Polska otworzyła się na świat i powstała autostrada do Krakowa, wybudowaliśmy nowy dom. Dzisiaj dysponujemy 90 miejscami i niemal wszystkie – szczególnie w sezonie wakacyjnym – są natychmiast rezerwowane. Mamy grupy krajowe i zagraniczne. Także firmy chętnie organizują u nas dni skupienia, które rozwijają wewnętrzną wrażliwość. Dużą popularnością cieszą się posty według Świętej Hildegardy. Jako społeczność benedyktyńska żyjemy razem, modlimy się i pracujemy. Nasi goście oddychają tą atmosferą, zanurzają się w innym niż na co dzień wymiarze życia, co sprawia, że później na wiele spraw patrzą inaczej, z otwartym sercem i dystansem do siebie.

Jacek Towalski z ośrodka Tu i Teraz zauważa, że z każdym rokiem przyjeżdża coraz więcej ludzi ciężko pracujących, wielu pracowników korporacji, menedżerowie – mężczyźni i kobiety – z najwyższych szczebli zarządzania. Zajeżdżają przed ośrodek wypasionymi furami, zrzucają garnitury i zagłębiają się w siebie.

– Wyraźnie widać taką tendencję: jako społeczeństwo zaczęliśmy się bogacić, mamy już mieszkania, domy, dobre ubrania, samochody, coraz lepsze drogi – mówi Jacek. – Przyszedł czas na potrzeby wyższego rzędu, poszukiwania czegoś głębiej, odkrywanie wartości nie tylko materialnych. Jeszcze 20 lat temu byliśmy zacofanym krajem, także pod tym względem. To się ogromnie zmieniło, aspirujemy, rozwijamy się.

Zauważa też taką tendencję: najpierw przyjeżdża kobieta, potem jej mąż, były mąż, przyjaciele, znajomi przyjaciół, ktoś z rodziny. Ta energia rozchodzi się jak kręgi po wodzie.

Coraz chętniej odwiedzają ośrodek nauczyciele ze świata. Cenią polską otwartość, ciekawość, nastawienie na wiedzę, na rozwój i podnoszenie jakości życia. Harmonizującą moc odosobnień i medytacji chwalą także celebryci. Szczególną popularnością cieszy się joga jako praktyka medytacyjna, nakierowana na pielęgnowanie wewnętrznej harmonii. Asany są najlepszą metodą zwalczania stresu i pokonywania zmęczenia. Z jogi można czerpać siłę i spokój oraz zdystansować od otaczającego świata i problemów. Najwyraźniej ta forma dbania o siebie przypadła nam do gustu. Poszukujemy, odkrywamy i doceniamy nowe możliwości.

  1. Psychologia

Odpuść sobie na wakacje! Urlop niekontrolowany

Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. (Fot. iStock)
Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. (Fot. iStock)
Wakacje stresują nie mniej niż inne codzienne czynności – jeśli traktujemy je jak kolejne zadania do wykonania. A może warto naprawdę otworzyć się na świat i poznanie siebie?

Nastawieni na relaks, dobrą zabawę i odpoczynek wyruszamy na wyczekane wakacje. I tak bardzo jesteśmy przywiązani do tej myśli o upragnionym beztroskim czasie, że wszelkie niedogodności, niekontrolowane przeszkody potrafią wyprowadzić nas z równowagi. Nic dziwnego, w końcu żyjemy w świecie, w którym wiele da się przewidzieć, a nawet zaplanować. Mamy dużo większą wiedzę, GPS-y w komórce i samochodzie, dostęp do wielu narzędzi, ale jeszcze 50, 100 lat temu wyruszanie poza ganek własnego domu było podróżą w nieznane, gdzie mogło nas spotkać wiele nieoczekiwanego. Dziś ubezpieczamy bagaż i wykupujemy polisę na wypadek konieczności leczenia za granicą, dawniej w podróż ludzie zabierali amulety mające chronić przed złem. Jak świat światem, ludzie chcieli czuć się bezpiecznie, kontrolować sytuację, być przygotowanym „na najgorsze”.

Bo podróż to przygoda, ale i spore ryzyko. Nie bez przyczyny wyjazd na urlop jest uznawany za jedno z najbardziej stresujących zdarzeń życiowych. Dlaczego? Po pierwsze, podczas wakacji przekraczamy własną strefę komfortu (podróż łączy się ze zmianą przyzwyczajeń, ustalonych rytuałów, otoczenia, rytmu życia), po drugie traktujemy je jako kolejne zadanie do wykonania (mamy cel, plan i oczekujemy określonego efektu). A gdyby tak spróbować tym razem potraktować wakacje tak jak robią to dzieci? Jako szansę na fajną zabawę, mnóstwo niespodzianek i totalny spontan? Poznawanie świata zacząć od poznawania siebie? Wykorzystując sytuacje, których czasem nie da się przewidzieć, oraz te, które wprawiają nas w lekkie podenerwowanie.

Strachy na Lachy

W wakacje teoretycznie powinniśmy być wyluzowani, nastawieni na relaks, dobrą zabawę i odpoczynek, i w większości sytuacji tak się dzieje, ale niektórzy mają problem z odpuszczeniem kontroli.

Niedawno wracałam z mężem ze spaceru, w planach mieliśmy kolację w restauracyjnym ogródku, ale w powietrzu wisiała burza, o czym przekonywały ołowiane chmury i ciężkie powietrze. Oczywiście, moją pierwszą myślą było dotrzeć szybko do domu, przeczekać burzę i ewentualnie potem wyjść na kolację. Albo zostać już w domu i ugotować szybko jakiś makaron z pesto, w ogóle nie ryzykując zmoknięcia. Po chwili jednak spróbowałam podejść do swojego strachu świadomie, a więc rozwojowo, i przekonałam siebie i męża, byśmy zaryzykowali i usiedli w restauracyjnym ogródku, przecież burzy jeszcze nie ma, najwyżej będziemy musieli z talerzami szybko przenosić się do środka lokalu. I cóż – zjedliśmy pyszną kolację na zewnątrz bez jednej kropli deszczu z pochmurnego nieba.

ĆWICZENIE: Przyjrzyj się temu, czego się boisz. Nie reaguj odruchowo – gdy w jakiejś sytuacji pojawi się chęć ucieczki, spróbuj świadomie zmierzyć się ze strachem. To może być np. niechęć do poznania nowych ludzi, z którymi jadasz wspólne posiłki na wczasach, albo strach przed wodą (nie musisz zanurzać się po szyję, ale spróbuj chociaż do pasa).

Włóż różowe okulary

Jeszcze większą męczarnią okazują się sytuacje, na które nie mamy wpływu, jak odwołany lot czy zgubiony bagaż. Łatwo wówczas wpadamy w panikę, czujemy, że straciliśmy nad czymś kontrolę, że dzieje się coś, na co nie mamy wpływu. Odruchowo pojawia się gniew i złość, ale to nas nie przybliża, niestety, do rozwiązania.

ĆWICZENIE: Spróbuj poćwiczyć oddawanie kontroli komuś innemu. Bo przecież nie sprowadzisz nagle awionetki, by wrócić do domu w czasie, który planowałaś. Nie przekopiesz całego lotniska w poszukiwaniu swojej walizki. Nie wściekaj się, podejdź do sytuacji zadaniowo – sprawdź, kto i jak może ci pomóc, poproś o tę pomoc i czekaj na rozwój wypadków.

Sama utknęłam kiedyś na lotnisku we Włoszech, odsyłana z kwitkiem od okienka do okienka, ostatecznie podróż do domu zajęła cały dzień, z przesiadką na Węgrzech. Mój dobry humor uratowało to, że postanowiłam poszukać pozytywnych stron całej sytuacji – kupiłam nieoczekiwanie węgierskie przysmaki, miałam sporo czasu na rozmowy, na czytanie i na ćwiczenie… cierpliwości.

Innym rodzajem odpuszczania kontroli jest zdecydowanie się na wakacje bez dostępu do komputera. Trudne? Oj, bardzo. Ciężko rozstać się z Facebookiem, ulubioną muzyką, a przede wszystkim dostępem w każdej chwili do świata. Jednak czy wakacje nie są dobrym momentem, by dać odpocząć nie tylko ciału, ale i umysłowi? Zmienić miejsce pobytu i sposób działania? Pamiętaj, że brak poczucia wpływu nierzadko prowadzi do bierności i depresji. Z kolei nadmierna potrzeba kontroli często wynika z podważonego zaufania do świata, czyli braku poczucia bezpieczeństwa.

ĆWICZENIE: Odetnij się od Internetu. Spróbuj sprawdzić, czy przez tydzień albo dwa świat sobie poradzi bez ciebie, a ty bez niego.

Ahoj, przygodo!

Lata temu, kiedy Internet był dobrem rzadkim, roaming za granicą strasznie drogi, o GPS-ie w komórce nie wspominając, pokłóciłam się z ukochanym o to, jak wrócić po długim spacerze po pięknej Pradze do hotelu. A że człowiek wtedy każde nieporozumienie z ukochanym traktował jak koniec świata i rozpad małżeńskiej więzi, obraziłam się śmiertelnie i rozeszliśmy się, każdy w stronę, którą uważał za właściwą. Pojawiły się strach, złość, bezradność wynikająca z bycia w obcym miejscu, nieznajomości czeskiego języka i poczucia, że zawiodła mnie najbliższa osoba.

ĆWICZENIE: Wyłącz emocje, włącz myślenie. Nie jest to proste, bo łatwiej żyć w poczuciu bycia ofiarą i oczekiwać wybawienia z zewnątrz, niż przyznać się, że w zaistniałej sytuacji mieliśmy swój udział. Skoro mieliśmy udział, to odwrót jest tą samą drogą – tyle że bardziej świadomą. Nawet jeśli to oznacza urażoną dumę i przyznanie się do błędu.

W uspokojeniu emocji pomoże ci następująca wizualizacja: usiądź, gdziekolwiek jesteś, nawet w centrum obcego miasta, zamknij oczy, zrób kilka spokojnych oddechów, wyobraź sobie, że siedzisz nad morzem, fala przypływa i odpływa. Wraz z każdym odpływem odchodzi twoja złość, wraz z każdym przypływem przybywa spokój. Trenuj, aż uzyskasz całkowite odprężenie (swoją drogą to ćwiczenie najlepiej wykonywać właśnie nad morzem, nie tylko po to, by wychodzić ze złości, ale też by harmonizować umysł, duszę i ciało).

A teraz, kiedy emocje są już wyłączone, podejdź do zdarzenia jak do zagadki detektywistycznej, jak do łamigłówki, w której brakuje kilku elementów. Ustal, jakich danych potrzebujesz do jej rozwiązania i gdzie są osoby albo miejsca, które będą wskazówką.

Wówczas w Pradze szłam w stronę wzniesień, bo pamiętałam, że hotel był na wzgórzu. Czytałam też (czeski na szczęście jest trochę podobny do polskiego) drogowskazy, no i starałam się odtworzyć w pamięci drogę, przypominając sobie jakieś szczególne miejsca (np. wystawę sklepu z czerwonymi ubraniami, pomnik psa z brązu na skwerze), szukałam znajomych widoków i miejsc, skąd już łatwiej byłoby mi trafić.

Ta przygoda nauczyła mnie kilku rzeczy – po pierwsze we dwoje raźniej i ciekawiej, po drugie – nawet gdy jestem sama, poradzę sobie, po trzecie – świat nie jest taki zły, jak nam się wydaje, zwłaszcza w obcym miejscu, po czwarte – emocje nie zawsze są dobrym doradcą, ale podpowiadają, czemu w sobie warto się przyjrzeć.

Twój urlop zależy od ciebie

Tak naprawdę to ty postanawiasz, czy zbliżająca się burza zmieni twoje plany na wieczór i np. przeszkodzi w smakowaniu romantycznej kolacji, czy będzie fajną przygodą chodzić w t-shirtach męża, bo twój bagaż chwilowo jest w innym miejscu, czy też te wszystkie zewnętrzne okoliczności zepsują ci urlop. Nie możesz zmienić sytuacji? Zmień nastawienie!

Życie to podróż, nie tylko w wakacje. Ty decydujesz, co weźmiesz ze sobą do plecaka. Odróżniaj sytuacje, na które masz wpływ, od tych, na które wpływu nie masz. Jak nie masz – odpuszczaj. Przyglądaj się własnym myślom i odruchowym zachowaniom – może się okazać, że reagujesz nawykowo, nieadekwatnie do sytuacji. Pierwszym krokiem do pozytywnej zmiany jest zauważenie tego, co się w nas dzieje. Wyjazd na urlop jest do tego znakomitą okazją. Udanych wakacji!

  1. Psychologia

Znajdź balans pomiędzy pracą a regeneracją. Sztuka odpoczywania

Często traktujemy odpoczynek jak fanaberię, ale dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To świadomy wybór. (Fot. iStock)
Często traktujemy odpoczynek jak fanaberię, ale dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To świadomy wybór. (Fot. iStock)
Beztroskie próżnowanie na ogół przychodzi nam z trudem, a to głównie dlatego, że kojarzymy je z lenistwem. Jesteś typowym pracusiem? Potraktuj regenerację jak zadanie do wykonania i zacznij odpoczywać bez wyrzutów sumienia! Jak to zrobić? Pytamy psycholog i socjolog dr Joannę Heidtman. 

Intensywnie pracujesz, ale też kilka razy w roku robisz sobie kilkudniowe wyjazdy, małe wakacje. Umiesz więc też odpoczywać. Przyznałaś kiedyś, że wolne chwile przeznaczasz na kontakt z bliskimi, doładowanie baterii w górach lub podróże do różnych miejsc świata. Robisz to naturalnie, czy musiałaś nauczyć się odpoczywać?
Czasami wolne chwile też przeznaczam na to, żeby coś dopracować, do czegoś się przygotować, coś skończyć… ale rzeczywiście utrzymywania tego balansu między pracą a regeneracją musiałam się nauczyć. Jak? W praktyce, od mądrych psychologów. Śmieję się jednak, że najpierw musiałam nauczyć się pracować, a to dlatego, że nigdy nie funkcjonowałam w sztywno wyznaczonych godzinach ze ściśle określonym zakresem obowiązków. Jako młoda doktorantka zajmująca się badaniami i dydaktyką musiałam się tego nauczyć, gdyż wpadłam ze swobodnego trybu studiowania w wir zajęć i obowiązków. Do tego stopnia, że szybko zaczęłam się wypalać. I wtedy właśnie trafiłam na metody pracy ze stresem i wypaleniem Wojciecha Eichelbergera i jego metaforę maratończyka. Według niej zawodowy sportowiec jest oczywiście nastawiony na sukces, wyczyn, a w konsekwencji stanięcie na podium. Żeby się tam jednak znaleźć, musi wydatkować ogrom energii. Nigdy nie dobiegnie w dobrym czasie do mety, jeśli nie będzie regenerował sił. Zasada jest bardzo prosta – im intensywniej pracujesz, im więcej chcesz zrealizować, tym szybciej musisz sobie narzucić mądrą dyscyplinę odpoczywania.

Ale jak to zrobić?
Tego z kolei nauczyli mnie moi przyjaciele himalaiści, którzy pod tym względem bywają szalenie rygorystyczni. Nam często się wydaje, że odpoczynek to strata czasu, wyraz lenistwa lub fanaberia, którą można odsunąć na moment, kiedy będziemy mieli więcej wolnego. Tymczasem dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To jest świadomy wybór, łącznie z tym, czym się odżywiamy czy ile czasu przeznaczamy na sen. To nie kwestia dowolna i banalna, którą zawsze można zepchnąć gdzieś na bok. Jest raczej kluczowa, bo złe wydatkowanie energii kończy się chorobą, utratą sił. Bez możliwości pobiegnięcia dalej. Odpoczywanie to nie sprawa osobowości czy widzimisie, a – zwłaszcza dla tych aktywnych i ambitnych – konieczność.

I powinno odbywać się w jakimś rytmie, w cyklu.
Właśnie! Cykl: wysiłek – odpoczynek. Te niewielkie przerwy są nawet ważniejsze niż najdłuższy urlop, ale odkładany za trzy lata.

Jak w tej przypowieści o ostrzeniu siekiery: przy wyrębie drzew pracowało dwóch drwali – jeden co jakiś czas robił przerwy na ostrzenie siekiery, a drugi nie. Często o tym „czasie na ostrzenie siekiery” zapominamy, uznając, że nie mamy czasu na odpoczywanie. Ale w tej przypowieści drugi drwal, który nie odpoczywał, musiał w końcu przestać rąbać, bo siekiera się stępiła. Jesteśmy jak ta siekiera?
Nieregenerowany na bieżąco organizm zaczyna korzystać z zapasów – w ten sposób skracamy sobie życie! Być może chodzi tu o dobre zrozumienie pojęć. Preferuję słowo „regeneracja” bardziej niż „odpoczynek”, bo osobom nastawionym na cel i działanie łatwiej jest się z nim utożsamić.

Tak, coś w tym jest – mniej wyrzutów sumienia!
Dla osób bardziej zadaniowych, nastawionych na pracę i osiągnięcia, słowo „regeneracja” może brzmieć jako coś ważnego, wartego wykonania, co trzeba uwzględnić w planie. W takim ujęciu tematu ja też mogłam potraktować wypoczynek jako umiejętność konieczną dla efektywnego działania. Musiałam się nauczyć w praktyce planować regenerację sił, bo sama wiedza na temat zbawiennego wpływu odpoczynku nie była wystarczająca. Jeśli rzeczywiście nie będziemy na bieżąco ostrzyć tej siekiery, to nie będziemy mieli narzędzia ani sił, by pracować dalej, zgodnie z ideą work-life balance. Terapeuci mawiają niekiedy, że jeśli ktoś nie ma czasu na odpoczynek, to ma czas na chorobę. Siekiera się stępi – czyli dopadnie cię zawał, wypalenie bądź depresja – i już nic nie zrobisz. To przykra konsekwencja braku czasu na bieżącą regenerację.

Niemniej nie do każdego dotrze racjonalność tych argumentów i nie poradzi sobie z wyrzutami sumienia, zwłaszcza jeśli jest przekonany, że bez jego kontroli, czyli udziału we wszystkim, świat się zawali.
W takich przypadkach przydatna jest praca coachingowa. Trzeba dotrzeć do głęboko zakorzenionych przekonań takiej osoby. Nie da się jej na siłę posadzić na kanapie, w parku na ławce czy wysłać przymusowo na plażę, bo i tak nie odpocznie. Będzie zamartwiać się tym, co ma do zrobienia, a jej organizm dalej będzie wydzielał hormony stresu. Także z powodu wewnętrznego konfliktu. W swojej praktyce miałam do czynienia z klientami, którzy uważali, że rozrywka czy odpoczynek to po prostu marnowanie czasu. Pobrzmiewa tu echo przekazów kierowanych do nas w dzieciństwie i młodości – przez rodziców lub nauczycieli. Ale też echo przekonań i przekazów kulturowych. Na południu Europy niemal wszystko jest „na jutro”, najważniejsza jest długa, czasem wielogodzinna kolacja przy wspólnym stole z rodziną, spotkanie z przyjaciółmi po pracy przy kieliszku wina, poobiednia sjesta. W kulturach północnych, w tym naszej, jest odwrotnie – wszelkie spóźnienia są karygodne, brak planu to wstyd, spacer bez załatwiania różnych spraw to „pusty przebieg”, a przerwy na odpoczynek rozumiane są jako „przestoje”. Kształtują więc nas przekonania, te wyniesione z domu i te wyniesione z kultury, która do czegoś daje nam przyzwolenie lub nie. To na tym poziomie zaburza się nasza percepcja, nasze postrzeganie odpoczywania, i tu by trzeba było zacząć, jeśli chodzi o zmianę naszego podejścia. Ale to wcale nie takie łatwe: z jednej strony pragniemy odpocząć, a z drugiej nie jesteśmy w stanie – nie z braku czasu, ale z braku wewnętrznego przyzwolenia. A nie jesteśmy świadomi naszych głębokich przekonań.

Myślę, że warunki pracy i strach przed jej utratą też nas napędzają do większego wysiłku…
Nie bez znaczenia jest też typ osobowości. Tak zwany typ zobligowany czuje się bardziej skłonny do zaspokojenia oczekiwań zewnętrznych niż własnych – umysł takich osób raczej dostraja się do tego, czego inni chcą, potrzebują i oczekują, co nie pozwala im odpocząć. Trzeba znaleźć równowagę między zobowiązaniami zewnętrznymi i wewnętrznymi, ale łatwo powiedzieć! Zobligowany na poziomie przekonań nie jest w stanie tego zrobić, bo tu ani nie chodzi o czas, ani o poziom obowiązków, tylko o to, w co wierzy, jak myśli.

Z kolei ktoś o silnym rysie perfekcjonistycznym będzie miał kłopot, żeby odpuścić sobie nieustanne doskonalenie i poprawianie efektu, jaki zamierza osiągnąć. Osoby silnie zadaniowe mają podobnie – dopóki nie odhaczą zadania, to się nie uspokoją, mają więc problem z odpoczywaniem na bieżąco. Ja także cierpię z powodu takiego przekonania – że nie mogę zrobić sobie przerwy, dopóki wszystkiego nie dokończę, nie przygotuję, nie uporządkuję. Szybciej zarwę noc lub przełożę wyjazd niż zostawię coś niedokończonego. Nie jest to na dłuższą metę dobre, trzeba mieć w sobie wewnętrzną gotowość do powiedzenia: „Drogie Ważne Sprawy, zajmijcie się na dwa dni same sobą”.

I świat się nie zawali?
Im więcej chcesz zrobić, także dla innych, tym bardziej masz OBOWIĄZEK regenerować swoje siły. To też jest zadanie do wykonania – zjeść, kiedy trzeba, wyspać się, popatrzeć na zielone drzewo, las, morze, robić to, co pozwala nam się zregenerować i odpocząć. Wszyscy mamy jakieś przekonania, chodzi o to, by nam służyły, były zdrowe.

Mój wspólnik, Piotr Piasecki, kiedy ma wolne choćby pół godziny, wsiada na rower i jedzie szybko przez las, przed siebie. Skuteczne? Bardzo, bo pozwala mu pozbywać się na bieżąco z organizmu hormonów stresu. Nie da się z tym czekać do trzytygodniowego urlopu, bo toksyny zatruwają organizm i można fizycznie nie wytrzymać.

Czyli długi urlop – owszem, ale wcześniej na bieżąco krótkie przerwy.
Inaczej ten upragniony urlop odchorujemy. I nie nazywałabym tego przerwą, musi to być jednak regeneracja. Czyli wysiłek fizyczny, ponieważ nie da się inaczej wypłukać z organizmu hormonu stresu. Plus przyjemne chwile (a nie np. napięcie związane ze staniem w korkach przy okazji wyjazdu na długi weekend), bo one potem stanowią miłe wspomnienia, do których odwołuje się nasz mózg. Regeneracja jest tak samo ważna, jak każde inne zadanie do wykonania każdego dnia. To ma być zaplanowany i święty czas, na który umawiasz się sama ze sobą! Amen!

To chodźmy odpocząć! 

  1. Psychologia

Inspiracje na lipiec - wyślij umysł na wakacje

Urlop służy do naładowania wewnętrznych baterii i korzystania z życia pełną piersią. (Fot. iStock)
Urlop służy do naładowania wewnętrznych baterii i korzystania z życia pełną piersią. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Sezon urlopowy od zawsze służył nam do naładowania wewnętrznych baterii i korzystania z życia pełną piersią. Przeszkodzić może w tym tylko wiecznie gadający i mnożący problemy umysł. Dlatego trenerka Dagmara Gmitrzak radzi, by – zanim gdzieś wyjedziemy – najpierw jego wysłać na wakacje.

Ćwiczenie 1. Świadome podróżowanie

Martyna Wojciechowska, podróżniczka i dziennikarka, powiedziała, że podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Podpisuję się pod jej słowami. Podróże wprawdzie nie rozwiążą naszych problemów, ale dzięki tymczasowej zmianie miejsca zyskujemy świeże spojrzenie na swoje życiowe problemy. Wszystko, co dzieje się podczas wyjazdu, może być dla nas nauką, z której wyniesiemy cenne lekcje. Proponuję ci zatem bycie tego lata świadomym podróżnikiem. Jak to zrobić?

Jeśli coś lub ktoś szczególnie przykuwa twoją uwagę albo wywołuje emocje, zapytaj siebie: Dlaczego to mnie tak interesuje? Dlaczego porusza emocjonalnie? Czy przypomina mi się coś z przeszłości? Czego mogę się o sobie dowiedzieć dzięki tej obserwacji? A jeśli podczas podróży coś dzieje się nie po twojej myśli (np. pogoda nagle się zmienia, nie udaje ci się dostać do zaplanowanego miejsca), pobądź chwilę z tym, co czujesz w związku z tą sytuacją. Jeśli odczuwasz rozczarowanie i złość, nazwij te emocje. A potem zapytaj siebie, czy warto je pielęgnować i zatruwać sobie dalszy urlop. Z czego biorą się te emocje? Może w codziennym życiu też chcesz za bardzo kontrolować rzeczywistość i ludzi? Czasami zwyczajnie warto trochę odpuścić. Więcej o rozwijających podróżach przeczytasz na kolejnych stronach w Temacie Numeru.

Ćwiczenie 2. Efekt miesiąca miodowego

Urlop to świetna okazja, by zachwycić się życiem. Ale równie dobrze możesz zrobić to samo bez wyjeżdżania do dalekich krajów. Bruce Lipton, biolog molekularny, stworzył narzędzie do rozwoju osobistego, oparte na odkryciach współczesnej biologii i psychologii. Nadał mu dość romantyczną nazwę: „efekt miesiąca miodowego”. W skrócie chodzi o to, aby wzbudzić w sobie stan zakochania, który przydarzył nam się kiedyś w życiu. Jak to zrobić? Krok pierwszy: przypomnij sobie, jak się czułeś fizycznie i psychicznie, kiedy się w kimś zakochałeś. Zapewne miałeś dużo energii witalnej, odczuwałeś radość i miłość w sercu. Świat i życie wydały ci się o wiele piękniejsze niż zazwyczaj. Po pewnym czasie straciłeś jednak to doświadczenie. Działanie hormonów i neuroprzekaźników osłabło. Romantyzm się skończył, a zaczęło zwyczajne życie. Lipton uważa, że możemy powrócić do stanu zakochania nie tylko w związkach, ale ogólnie w życiu.  Wymaga to jednak świadomej i regularnej pracy: codziennego wprawiania się we wdzięczność i w zachwyt nad swoim życiem, nad tym, co dobrego się zdarzyło i co może się zdarzyć, fascynację pięknem przyrody. Innymi słowy zauważania pozytywnej strony życia. W stanie wdzięczności nasz układ immunologiczny wzmacnia się, mamy więcej energii do działania.

Dlatego: tuż po przebudzeniu pomyśl o kilku rzeczach, za które jesteś wdzięczny (poczuj w sobie wdzięczność). Tę samą praktykę powtórz przed snem. Poza tym słuchaj muzyki, która szybko budzi w tobie radość (tańcz też do niej), spotykaj się z osobami o optymistycznym nastawieniu do życia, słuchaj pozytywnych wykładów na YouTubie, czytaj inspirujące artykuły i książki.

Ćwiczenie 3. Kiedy mówisz do siebie…

Badania wykazały niedawno, że podczas minuty wypowiadamy w myślach około 1300 słów! Co ciekawe, niektórzy z nas mówią również do siebie na głos (np. w domu, kiedy nikt nie widzi, albo idąc ulicą). Pomyśl, jak potężny arsenał słów kreuje twój umysł! Jak mawiają na Dalekim Wschodzie: „nasz umysł jest tak aktywny jak małpa przeskakująca z gałęzi na gałąź”. Łatwo może wymknąć się nam spod kontroli, jeśli nie zastosujemy praktyki uważności – czyli uświadamiania sobie tego, że właśnie myślimy i o czym myślimy. Sęk w tym, że myśli wpływają na aktywność różnych ośrodków w mózgu, czy tego chcemy, czy nie. Mogą np. pobudzić układ limbiczny, związany z emocjonalnymi reakcjami, mogą szybko aktywować reakcję stresową lub wprowadzić nas w przygnębienie. Dlatego nawet kiedy jesteś na urlopie lub odpoczywasz na łonie natury, twój umysł może ci skutecznie przeszkodzić w odprężeniu. Wystarczy, że pozwolisz mu błądzić w ciemniejszych odmętach przeszłości albo zamartwiać się o przyszłość. Powiedz umysłowi: „wybieram bycie w chwili obecnej, chcę się cieszyć z tej właśnie chwili, bo tylko w niej płynie nurt mojej rzeki życia”.

Ćwiczenie 4. Cuda wydarzają się teraz

Karateka i aktor Bruce Lee powiedział: „Zrozumiałem, że życie najlepiej przeżyć, a nie tworzyć na jego temat koncepcje”. Często zamiast żyć i celebrować życie, myślimy o tym, jakie ono ma być. Zastanawiamy się, dlaczego nie jest takie, jak sobie wymarzyliśmy, szukamy odpowiedzi w filmach, książkach i filozofiach. Oczywiście warto myśleć o tym, jak chcemy żyć, nie zapominając jednak, że życie przydarza się nam właśnie teraz. Czasami zatopieni w rozmyślaniach, nie zauważamy drobnych cudów, które wydarzają się każdego dnia. Dlatego wybierz kilka najważniejszych jakości, których chcesz doświadczać w życiu – np. radość, kochanie i bycie kochanym, zdrowie, zachwyt i kreatywność – i poddaj się temu, jak i gdzie życie cię prowadzi, starając się zauważać w nim te właśnie jakości. Możesz codziennie wykonać takie oto ćwiczenie:

Usiądź prosto. Przeciągnij się i poczuj, jak rozciąga się twój kręgosłup. Przenieś uwagę na stopy. Poczuj, jak dotykają ziemi. Jakie to uczucie być ugruntowanym? Przenieś uwagę wyżej: do kostek, łydek, ud i pośladków. Następnie skieruj uwagę do podstawy kręgosłupa, zlokalizuj kość ogonową. Poczuj, jak opiera się o podłoże. To kolejne miejsce twojego ugruntowania. Teraz rozszerz uwagę na miednicę i podbrzusze. Zrób kilka oddechów brzusznych (wraz z wdechem brzuch zwiększa objętość, na wydechu zmniejsza). Przenieś uwagę do klatki piersiowej i zlokalizuj oddech. Poczuj ruch mięśni na wdechu i rozluźnienie na wydechu. Poczuj ramiona, ich przyjemną ciężkość. Uświadom sobie plecy i kręgosłup. A teraz powoli przenieś uwagę do szyi i głowy. Niech uwaga przeskanuje czoło, powieki i zatrzyma się na nozdrzach. Odczuwaj powietrze, które wpływa do nozdrzy na wdechu i wypływa na wydechu. Poczuj jedność ze swoim oddechem. To on jest bramą do bycia tu i teraz. Możesz powiedzieć do siebie w myślach: „Żyję tu i teraz. Dziękuje za moje życie”.

Ćwiczenie 5. Śmiech na zdrowie i dobre relacje

Im częściej się śmiejesz, tym jesteś bardziej lubiany przez otoczenie. Osoby, które się często uśmiechają, oceniamy jako bardziej sympatyczne i otwarte. Nie chodzi jednak o uśmiech sztuczny, ale szczery, autentyczny. Taki śmiech może poprawić samopoczucie nie tylko twojemu rozmówcy, ale tobie też. Kiedy uśmiechasz się, mózg wydziela więcej endorfin, twój układ immunologiczny wzmacnia się, a ciało otrzymuje zastrzyk energii. Warto praktykować jak najczęściej się da i śmiać się np. ze swoich myśli.

  1. Styl Życia

Flow Joga – przyjemność bycia w ciele

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga to powrót do naturalności, do tego, za czym tęsknimy, nie tylko w jodze, także w życiu. Powrót do stanu jedności ciała, duszy i umysłu.

Nie można nauczyć się Flow Jogi, ale można sobie przypomnieć, że „już nią jesteśmy", można przypomnieć sobie, jak wielka przyjemność płynie z bycia w swoim ciele, w stanie flow. Wtedy tracimy poczucie czasu, jesteśmy totalnie zaabsorbowani wykonywaną czynnością.

Płynąc na fali, mamy poczucie bycia w kontakcie ze swoją prawdą, ze swoją naturą, a jednocześnie czujemy się częścią pulsującego życiem świata, częścią wspólnoty ludzkości.

Flow to naturalny stan umysłu. Pojawia się on wtedy, gdy wykonujemy jakąś czynność dla samej przyjemności wykonywania jej. Dysponujemy wówczas wysokim poziomem energii, otwieramy się na swobodny przepływ kreatywności i radości z życia. Każdy kiedyś tego doświadczył, jednak osoby, które na co dzień, w życiu prywatnym i w pracy są w stanie przepływu, należą do rzadkości.

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu podczas zajęć, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. Im częściej doświadczamy flow na zajęciach jogi, tym większe prawdopodobieństwo, że flow spontanicznie zacznie pojawiać się w codziennym życiu. Wykorzystujemy do tego celu rytm, muzykę, naturalny oddech, ruch oraz uważność.

Czego uczy Flow Joga?

Flow Joga uczy, jak płynąć z nurtem życia, jak stawiać czoła wyzwaniom, nie tracąc wewnętrznego spokoju i kontaktu ze sobą na co dzień i w obliczu kryzysu. Płynięcie z nurtem życia to umiejętność stawiania czoła wyzwaniom oraz zachowanie wewnętrznego spokoju wobec zmian, jakie przynosi życie.

Swami Satchitananda powiedział: „Życie to zmiana, naucz się surfować”. Dlatego na zajęciach Flow Jogi uczymy się płynnych przejść z jednej asany w drugą, a sekwencje ruchu budowane są w taki sposób, aby każdy kolejny cykl był okazją do rozwoju (np. silniejsze mięśnie brzucha lub spokojniejszy umysł). Ważnym elementem jest też naturalny ruch, zsynchronizowany z oddechem. Ewolucyjny rozwój to budowanie pojedynczej asany, a także cyklu zajęć - etapami, krok po kroku. Uczestnicy mogą sami wybrać odpowiedni dla siebie wariant ruchu, co wiąże się i z pogłębianiem świadomości ciała, i z przyjmowaniem odpowiedzialności za nie. Zajęcia są okazją do budowania kontaktu z ciałem, zarówno poprzez asany (o sztywno określonej formie z precyzyjnym ustawieniem ciała), jak poprzez spontaniczną ekspresję, poszukiwania swojego ruchu.

We Flow Jodze kluczową rolę odgrywa oddech. Nie chodzi jednak o dążenie do oddychania w konkretny sposób (choć klasyczne pranayamy także się pojawiają), ale raczej o nabieranie szacunku do oddechu jako siły życiowej, która inicjuje każde działanie i ruch we Flow Jodze. Oddech jest traktowany jak specjalny gość, który odwiedza nasz dom (ciało). Nie będziemy mu mówić, gdzie ma usiąść i co ma zjeść. Zapraszamy go do środka, dając swobodę i uważnie słuchając.

Najprzyjemniejszym chyba elementem Flow Jogi jest stwarzanie warunków sprzyjających pojawieniu się stanu „przepływu” (z ang. flow), czyli stanu zjednoczonej świadomości. Termin może brzmieć tajemniczo, ale od dawna funkcjonuje chociażby w psychologii i opisuje sytuację, kiedy jesteśmy w pełni zaabsorbowani wykonywaną czynnością. Tracimy twedy poczucie czasu, wzrasta nasza kreatywność i efektywność działania, pojawia się radość i uważność. W jodze efektem „ubocznym” takiej praktyki jest przyjemność, poczucie bycia na fali i piękno ruchu.

Flow Joga nie mieści się na macie – choć mata niewątpliwie jest przydatna i wygodna, to może stać się ograniczeniem. Flow jest odmianą jogi, która pozwala wyjść poza utarte schematy. Ciało porusza się naturalnie, w swobodny sposób. W efekcie pojawia się poczucie wolności i przyjemność bycia obecnym w ciele. Bezpieczeństwo ćwiczącego jest uwarunkowane przestrzeganiem zasad praktyki, czyli jogicznego BHP. Piękny taniec wolności z ograniczeniami.

Flow Joga jest narzędziem poszerzania i pogłębiania świadomości. Prowadzi ku integracji wewnętrznej. Jest drogą i celem. Stwarza przestrzeń dla tego, co ludzkie i tego, co boskie, łącząc sprzeczności. Transformuje, uzdrawia, przywraca wiarę w siebie, swoją siłę i uwalnia pełnię potencjału każdego człowieka. W konkretny sposób – poprzez ciało.

Czym Flow Joga różni się od innych stylów jogi?

Joga często bywa prowadzona mechanicznie. Na polecenie: z wdechem unieś ręce do góry, większość uczestników zajęć równocześnie unosi ręce do góry, próbując dopasować oddech do wykonywanego ruchu. We Flow Jodze jest odwrotnie, ruch jest inicjowany przez oddech. Dzięki temu jesteśmy w kontakcie ze sobą i czujemy się bardziej zintegrowani. We Flow Jodze bardzo ważne są także płynne przejścia pomiędzy pozycjami oraz uszanowanie każdej fazy cyklu ruchu: wstępu, szczytowego momentu oraz zakończenia. Taki rodzaj pracy pomaga nam być w lepszym kontakcie z ciałem oraz naturą, ponieważ wszystko, co istnieje w świecie, podlega prawom natury i ma cykliczny charakter.

Dla Flow jogi charakterystyczny jest także zmysłowy, pełen gracji, spontaniczny ruch, który przypomina taniec. Ciało nie porusza się jak maszyna, ale raczej jak ciało dzikiego zwierzęcia. To szczególnie cenny element praktyki, który pozwala odblokować zastałą energię, pobudza kreatywność, ekspresję oraz pozwala nam doświadczyć wolności i przyjemności bycia w ciele.

Dla kogo nadaje się Flow Joga?

Flow Joga jest stylem jogi dostępnym i przyjaznym większości osób. Zajęcia ogólnodostępne mogą być nieodpowiednie dla ludzi z poważniejszymi problemami zdrowotnymi lub urazami. Dla nich najlepszym wyjściem może okazać się podejście indywidualne. W przypadku wątpliwości najlepiej skonsultować się z lekarzem prowadzącym oraz nauczycielem jogi.