1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. LPP stawia na zrównoważony rozwój

LPP stawia na zrównoważony rozwój

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Myśląc o modzie często mamy przed oczami wystawy sklepowe lub wybiegi, na których prezentowane są nowe kolekcje. Tymczasem to efekt końcowy, na który składa się konieczność zadbania wcześniej o wiele elementów procesu powstawania i dystrybucji odzieży. Przykładem spółki, która w tych kwestiach stawia na zrównoważony rozwój, jest LPP. Ta polska firma odzieżowa, do której należy m.in. Reserved i Mohito, sukcesywnie wdraża nowe rozwiązania i realizuje kolejne plany w tym zakresie. Jak wygląda to w praktyce?

Choć nasze codzienne wybory – również te konsumenckie – mają dla środowiska znaczenie, niezwykle ważny jest też sposób funkcjonowania dużych przedsiębiorstw. Ze względu na skalę działania mogą one przyczynić się do zachowania naszej planety w jak najlepszym stanie dla kolejnych pokoleń. Dostrzega to także branża fashion. W ramach przewidzianej na lata 2020-2025 pod hasłem „For People For Our Planet” swojej Strategii Zrównoważonego Rozwoju LPP sukcesywnie wdraża działania mające na celu ograniczenie wpływu spółki na środowisko w czterech kluczowych obszarach: projektowanie i produkcja, opakowania, bezpieczeństwo chemiczne, a także infrastruktura i budynki.

Zielone metki i eko dżinsy – czyli co oznacza odpowiedzialna produkcja?

W branży odzieżowej niezwykle ważną kwestią związaną ze zrównoważonym rozwojem jest dbałość o każdy etap procesu produkcji, począwszy od pozyskiwania materiałów. LPP w ramach swojego programu Eco Aware Production w 2020 roku skupiło się na wypracowywaniu jakościowych i ekologicznych standardów dotyczących ograniczania zużycia wody i energii w procesie obróbki tkanin i produkcji odzieży, a także wdrażaniu ich przez dostawców. W 2021 roku opierać ma się na nich już 30% wszystkich fabryk szyjących dla LPP w południowej Azji, a do 2023 roku – 100% fabryk dżinsów. Ponadto w 2020 roku LPP jako pierwsza polska firma dołączyło do globalnej inicjatywy ZDHC (Zero Discharge of Hazardous Chemicals), przyczyniającej się do poprawy bezpieczeństwa chemicznego w produkcji branży odzieżowej.

O zrównoważony rozwój LPP dba także poprzez konsekwentne zwiększanie udziału kolekcji Eco Aware w ofertach swoich marek. Od 2019 roku opatrzona tym znakiem odzież produkowana z materiałów bardziej przyjaznych środowisku, czyli organicznych, pochodzących z recyklingu lub wykonanych w zrównoważonym procesie, jest obecna w propozycjach wszystkich brandów spółki, czyli Reserved, House, Mohito, Cropp i Sinsay. Obecnie już 23% dostępnych w nich rzeczy jest przyjazna środowisku, co oznacza, że LPP już w pod koniec 2020 roku jest blisko realizacji celu założonego dopiero na 2021 rok (25%). Prym wiedzie tu Reserved, gdzie 33% asortymentu to rzeczy z zieloną metką Eco Aware.

525 ton plastiku mniej

Ważną kwestią, którą mają na uwadze przedsiębiorstwa stawiające na zrównoważony rozwój, jest również eliminowanie nadmiaru tworzyw sztucznych w obiegu. LPP konsekwentnie ogranicza wykorzystywanie opakowań i wypełniaczy wykonanych z jednorazowego plastiku. Dzięki podjętym działaniom ta polska firma odzieżowa już wyeliminowała ten surowiec z opakowań do wysyłki zamówień online marek Mohito i Reserved, redukując w ten sposób w 2020 roku zużycie jednorazowego plastiku o 255 ton. Do zamówień online marek House, Cropp i Sinsay od 2020 roku w 100% wykorzystywana jest z kolei folia z recyklingu. Przewidywany na koniec roku zakres redukcji plastiku zsumowany z wynikiem z trzech ubiegłych lat ma pozwolić spółce na wyeliminowanie z obiegu łącznie aż 525 ton tego tworzywa w ciągu ostatnich czterech lat. Do końca 2025 roku ta polska firma odzieżowa z Gdańska planuje natomiast w pełni wyeliminować opakowania niepodlegające obiegowi zamkniętemu z sieci sprzedaży i łańcucha dostaw.

Biura i salony przyjazne środowisku

Choć mogłoby się wydawać, że zrównoważony rozwój w branży odzieżowej odnosi się tylko do procesu odpowiedzialnej produkcji, to LPP jest przykładem na to, że przedsiębiorstwo z tego sektora może działać proekologicznie na różne sposoby. Dla tej polskiej firmy odzieżowej bardzo istotna jest też bowiem kwestia energii wykorzystywanej w sklepach oraz biurach. W zmniejszaniu jej zużycia pomaga spółce wdrażanie nowego konceptu salonów, którego podstawą jest inteligentny i energooszczędny system zarządzający m.in. oświetleniem, ogrzewaniem, wentylacją czy klimatyzacją. LPP planuje też, że w 2021 roku wszystkie serwery i sklepy internetowe spółki będą zasilane wyłącznie poprzez „zieloną energię”. Dodatkowo nowe budynki spółki są projektowane i budowane według zasad zrównoważonego rozwoju, a także zgodnie z nimi będą eksploatowane.

Jak widać zrównoważony rozwój w przypadku polskiej firmy odzieżowej może opierać się na różnych filarach i odnosić się nie tylko do procesu produkcji ubrań. Długofalowa perspektywa działalności przedsiębiorstwa z myślą o kolejnych pokoleniach, a zarazem konsekwentna realizacja konkretnych prośrodowiskowych działań wynikających ze Strategii Zrównoważonego Rozwoju LPP to dla spółki pomysł na biznes prowadzony w sposób odpowiedzialny wobec ludzi i środowiska. Dla naszej planety niezwykle ważne jest, by zarówno nasze codzienne decyzje, jak i aktywności dużych przedsiębiorstw miały wspólny kierunek – dążenie ku zrównoważonej działalności.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Pomarańczowa energia – ile można „wycisnąć” ze sfermentowanych odpadów?

Gorzkie pomarańcze sprowadzili do południowej Hiszpanii Arabowie 10 wieków temu. (fot. iStock)
Gorzkie pomarańcze sprowadzili do południowej Hiszpanii Arabowie 10 wieków temu. (fot. iStock)
Sewilla – piękne, zabytkowe miasto w południowej Hiszpanii. Słynie między innymi z flamenco i pomarańczowych drzewek, które upiększają miejskie ulice i place. Niestety, przychodzi czas, gdy pomarańcze spadają i gniją na chodnikach, stając się prawdziwym utrapieniem. Kiedy zlatują się do nich muchy, do akcji wkraczają służby porządkowe… A gdyby tak zrobić z owoców praktyczny użytek?

Na taki właśnie pomysł wpadły władze miasta i miejskie przedsiębiorstwo wodociągowe Emasesa (autorzy projektu). Okazało się, że z owoców wyprodukowanych przez andaluzyjskie drzewka można „wycisnąć” całkiem sporo energii.

W Sewilli rośnie prawie 50 tysięcy drzew gorzkich pomarańczy. Cieszą mieszkańców i przyjezdnych swoim wyglądem i zapachem. Nie nadają się jednak do jedzenia (ani na sok). Z części owoców można co najwyżej wytwarzać dżemy i marmolady (istniała zresztą tradycja, zapoczątkowana przez hiszpańskich monarchów Alfonsa XIII i Wiktorię Eugenię, gdy marmoladę z gorzkich pomarańczy, rosnących w ogrodach Alkazar, dostarczano królowej Anglii). Miasto co roku musi sobie radzić z nadwyżką pomarańczy i przeznaczać ogromne fundusze na ich uprzątnięcie. W dodatku 2021 r. zapowiadał się dość urodzajnie (około 5,7 mln kilogramów zebranych owoców). Na szczęście nowy projekt to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też mniejszy problem dla miasta.

Pomarańcze na elektryczność

Pomysł wykorzystuje już istniejącą technologię. Emasesa, spółka zajmująca się gospodarką wodną, zaczyna produkować energię elektryczną z metanu powstającego w procesie fermentacji pomarańczy. Cały proces zaczyna się od fermentacji biomasy. Następnym krokiem jest oczyszczanie biometanu wytwarzanego dzięki niestrudzonej pracy bakterii. Pozyskana w ten sposób czysta energia to klasyczny przykład gospodarki o obiegu zamkniętym.

Do tego celu przeznaczono 35 ton owoców. - Sok to fruktoza złożona z bardzo krótkich łańcuchów węglowych, a wydajność energetyczna tych łańcuchów podczas procesu fermentacji jest bardzo wysoka – powiedział Benigno López, szef działu ochrony środowiska w Emasesa. - Mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli poddać recyklingowi wszystkie pomarańcze w mieście (źródło: The Guardian).

Obliczono, że gdyby wszystkie pomarańcze w mieście zostały poddane recyklingowi, a energia wróciłaby do sieci, można by zasilić 73 tys. domów. Tym razem wytworzona energia zostanie przeznaczona do zasilania jednej z miejskich oczyszczalni wody.

Sewilla 'tonie' w pomarańczach. Drzewka na skwerze w centrum miasta (fot. iStock) Sewilla "tonie" w pomarańczach. Drzewka na skwerze w centrum miasta (fot. iStock)

 

„Zielona energia elektryczna” to ważny kierunek w ekologii. Coraz więcej firm i instytucji wdraża gospodarkę cyrkularną (czyli gospodarkę obiegu zamkniętego). To jedna z podstaw dla ratowania Ziemi i klimatu. „Zieloną energię elektryczną” (wytwarzaną z odnawialnych źródeł) można pozyskiwać z wody, wiatru, słońca lub biomasy. Pomarańcze są właśnie doskonałym przykładem pozyskiwania energii z biomasy. Takich „spożywczych” źródeł energii wykorzystuje się coraz więcej. Warto tu wymienić choćby fusy po kawie, czy energię pozyskiwaną z odpadów po produkcji piwa (tu cały czas trwają badania, ale z „piwnego” biogazu korzystało już wiele lat temu miasto Southwold w hrabstwie Suffolk we wschodniej Anglii, gdzie około 200 prywatnych domów było ogrzewanych energią pochodzącą z rafinacji odpadów z przeróbki piwa w procesie fermentacji beztlenowej).

Jednym z najnowszych wynalazków, o którym warto jeszcze wspomnieć, jest innowacyjny materiał AuREUS – jego twórca Carvey Ehren Maigue (dwudziestosiedmioletni student z Filipin, z Uniwersytetu Mapua) w listopadzie ubiegłego roku otrzymał tytuł zwycięzcy International Sustainability Award w konkursie James Dyson Award, pokonując propozycje ponad 1800 uczestników. Jak zamienił resztki owoców i warzyw w energię elektryczną? Wszystko opiera się na procesach rozkładu odpadów. Dzięki tym procesom można uzyskać cząsteczki, z których tworzy się nowy materiał (służący np. do pokrycia ścian zewnętrznych). Te cząstki mają szczególną zdolność pochłaniania i przechowywania promieni UV, aby ostatecznie przekształcić je w energię elektryczną. W przeciwieństwie do zwykłych paneli słonecznych, system AuREUS jest w stanie wytwarzać energię nawet wtedy, gdy nie jest bezpośrednio wystawiony na działanie słońca. Dzieje się tak dlatego, że jest również w stanie pochłaniać promienie UV przechodzące przez chmury. Pomysł znalazł aprobatę samego założyciela nagrody, Jamesa Dysona, i otrzymał pożyczkę w wysokości 30 tys. funtów (na cele doskonalenia).

Warto też zaznaczyć, że do 30 czerwca 2021r. możliwa jest rejestracja zgłoszeń do tegorocznej, pierwszej w Polsce, edycji konkursu o Nagrodę Jamesa Dysona (do wygrania jest od 10 do 152 tys. zł, w zależności od kategorii). Wyboru krajowego zwycięzcy i dwóch wyróżnień dokona trzyosobowe lokalne jury składające się z przedstawicieli świata nauki i technologii. Więcej informacji na oficjalnej stronie wydarzenia www.jamesdysonaward.org

  1. Styl Życia

Nie tylko w Dzień Ziemi. 20 codziennych nawyków, które ratują naszą planetę

Przyszłość Ziemi zależy tylko od nas, budujmy ją z miłością, małymi krokami. (Fot. iStock)
Przyszłość Ziemi zależy tylko od nas, budujmy ją z miłością, małymi krokami. (Fot. iStock)
22 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Ziemi, czyli najważniejsze święto naszej planety. My jednak jesteśmy zdania, że świętowanie raz w roku to zdecydowanie za mało. Co powiecie na to, by robić małe święto Ziemi codziennie? Przedstawiamy 20 małych kroków, dzięki którym możemy pielęgnować naszą Matkę Ziemię na co dzień.

 

Historia Dnia Ziemi zaczęła się pod koniec lat 60. w Stanach Zjednoczonych - wtedy, gdy rozkwitał ruch hipisów, trwały szalone lata Janis Joplin i Jimiego Hendrixa, a USA od kilku lat były ogarnięte protestami przeciwko wojnie w Wietnamie. Kwestie związane z ekologią nie były wtedy tematem doniesień prasowych, ludzie nie interesowali się ochroną środowiska, samochody spalały ogromne ilości paliwa, a smród z fabryk uchodził za zapach dobrobytu.

Stan środowiska zaniepokoił jednak jednego człowieka, Gaylorda Nelsona, który postanowił wziąć ekologiczne sprawy naszej planety w swoje ręce. W styczniu 1969 roku był świadkiem największej katastrofy ekologicznej w Stanach Zjednoczonych - wycieku oleju do oceanu u wybrzeża Santa Barbara. Wyciek ten doprowadził do zniszczenia środowiska na długie lata oraz śmierci tysięcy ptaków, delfinów i innych zwierząt morskich. Gaylord Nelson stworzył więc ruch edukacyjny w celu ochrony środowiska, a już 22 kwietnia 1970 roku około 20 milionów Amerykanów wyszło na ulice miast po to, by pokazać, że chcą razem walczyć o zdrowe i zrównoważone środowisko. Tak wyglądał pierwszy w historii Dzień Ziemi.

Święto Ziemi jest więc obchodzone od 51 lat, a do zapoczątkowanych przez Stany Zjednoczone obchodów z biegiem lat dołączały kolejne państwa na całym świecie. Co roku, podczas Międzynarodowego Dnia Ziemi, cały świat mobilizuje się do podjęcia najważniejszych zmian w celu walki o dobrą, ekologiczną przyszłość naszej planety. My chciałybyśmy zachęcić do podejmowania takiej walki codziennie - nie na ogromną, światową skalę - a raczej maleńką, domową, osobistą, a jakże ważną. Proponujemy 20 prostych kroków, dzięki którym możemy pielęgnować naszą Matkę Ziemię na co dzień. Bo żeby zrobić coś wielkiego, trzeba zacząć od najmniejszych nawyków.

  1. Oszczędzaj prąd - stare żarówki wymień na LED-y, nie zapalaj niepotrzebnie światła, nieużywane urządzenia wyjmij z kontaktu, sprawdzaj klasę efektywności energetycznej urządzeń.
  2. Nie wyrzucaj, naprawiaj - próbuj samodzielnie naprawiać sprzęty, które już posiadasz, a jeśli to się nie uda, pójdź do specjalisty. Jeszcze do niedawna przemysł naprawiania popsutych rzeczy był bardzo silny - wróćmy do tego!
  3. Zwracaj uwagę na swoją dietę - korzystaj z produktów sezonowych, ogranicz konsumpcję mięsa i nabiału, za bazę dania głównego staraj się wybierać rośliny strączkowe, wybieraj lokalne produkty.
  4. Oszczędzaj wodę - zamiast kąpieli w wannie weź szybki prysznic, nie wylewaj niepotrzebnie wody, zadbaj o szczelność kranów, zreperuj nieszczelną toaletę (nieszczelna toaleta to strata nawet 757 litrów wody dziennie!).
  5. Zrezygnuj z plastiku - całkowicie zrezygnuj z używania jednorazowych, plastikowych rzeczy - słomek, reklamówek, kubeczków, talerzy (mogą rozkładać się od 100 do nawet 400 lat!), nie kupuj napojów w plastikowych butelkach, zamiast z plastikowych butelek, pij wodę z kranu.
  6. Na zakupy weź własną torbę i pojemniki - zamiast pakować owoce i warzywa do plastikowych reklamówek, używaj wielorazowych torebek, w wielu sklepach produkty "na wagę" można pakować do własnych pojemników, wystarczy tylko poprosić o to sprzedawcę.
  7. Gotuj ekonomicznie - dzięki gotowaniu "pod przykryciem" możesz ograniczyć straty energii o nawet 30 proc., staraj się piec kilka rzeczy jednocześnie, częściej rób dania jednogarnkowe.
  8. Nie marnuj jedzenia - staraj się planować zakupy i posiłki tak, by jedzenie się nie psuło, gotuj w duchu "less waste", wykorzystuj resztki jedzenia.
  9. Kupuj mniej - przemysł odzieżowy jest coraz większym zagrożeniem dla środowiska, a nadmierna konsumpcja jest głównym powodem postępującej zmiany klimatu, dlatego kupuj ubrania tylko wtedy, gdy są ci naprawdę potrzebne, nie wyrzucaj starych ubrań, naprawiaj je, kupuj rzeczy z drugiej ręki.
  10. Zamiast samochodu wybierz rower - gdy zrezygnujesz z samochodu bezpośrednio przyczynisz się do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, pomożesz w walce ze smogiem, a w pakiecie dostaniesz lepszą kondycję fizyczną.
  11. Segreguj śmieci - to łatwy do opanowania nawyk, pamiętaj jednak, by robić to w odpowiedni sposób.
  12. Nie kupuj chemicznych produktów do czyszczenia - można je zrobić w prosty sposób we własnym domu, wystarczy soda oczyszczona, ocet, sok z cytryny i woda.
  13. Kupuj produkty ekologiczne - bambusowa szczoteczka do zębów, biodegradowalne podpaski i tampony, kubeczki menstruacyjne, bawełniane płatki, które można prać, ekologiczne pieluchy, papier toaletowy z recyklingu - to wszystko i wiele innych ekologicznych produktów jest w zasięgu twojej ręki!
  14. Wykorzystuj dobrodziejstwa technologiczne - wybieraj e-faktury, e-booki i bilety elektroniczne, skanuj zamiast drukować, a jeśli musisz coś wydrukować, zrób to dwustronnie.
  15. Zamrażaj - mrożenie mięsa, warzyw i gotowych już obiadów to dobry sposób na przygotowanie szybkiego obiadu, a jednocześnie dbanie o środowisko. Zamrażarka zużywa znacznie mniej energii, gdy znajduje się w niej jedzenie.
  16. Miej w domu rośliny - większa liczba roślin w twoim otoczeniu to większa ilość tlenu, a co za tym idzie działanie proekologiczne. A zielony dom, to piękny dom!
  17. Kupuj online - w dobie pandemii koronawirusa to jedyne słuszne wyjście, słuszne również pod względem ekologicznym. Kupując online bardziej trzymamy się przygotowanej wcześniej listy zakupów i nie kupujemy niepotrzebnych rzeczy.
  18. Pracuj zdalnie - kolejna czynność, dzięki której w dobie pandemii dbamy o środowisko. Gdy jednak wrócimy już do "normalnej" pracy, w miarę możliwości staraj się o pracować z domu. Zmniejszysz dzięki temu emisję dwutlenku węgla.
  19. Wybieraj kosmetyki w kostce - to mały krok, a dzięki niemu możemy zrobić wiele. Mydło czy szampon w kostce nie ma plastikowej butelki, zwykle pakowane jest w kartonik z recyklingu, nadający się do ponownego przetworzenia. Przy jego produkcji zużywa się mniej wody a transport zostawia mniejszy ślad węglowy, bo produkty jest lżejszy. I jest wydajne - np. szampon w kostce odpowiada około 2 butelkom zwykłego szamponu.
  20. Czytaj i ucz się - spróbuj edukować zarówno siebie, jak i innych w kwestiach związanych z ekologicznym życiem. Dzięki temu razem, małymi kroczkami, zrobimy coś wielkiego!
Źródło informacji dotyczących historii Dnia Ziemi: https://www.earthday.org/history/

  1. Styl Życia

Chemiczne środki czystości trują planetę i nas. Jak dbać o porządek w zgodzie z naturą?

Każdy ma w swojej kuchni składniki czyszczące, którymi z powodzeniem posługiwały się nasze babcie. Są to między innymi ocet spirytusowy, soda oczyszczona, szare mydło oraz kwasek cytrynowy. (Fot. iStock)
Każdy ma w swojej kuchni składniki czyszczące, którymi z powodzeniem posługiwały się nasze babcie. Są to między innymi ocet spirytusowy, soda oczyszczona, szare mydło oraz kwasek cytrynowy. (Fot. iStock)
Bałaganiarze pewnie się ucieszą, a pedanci poczują przyspieszone bicie serca – otóż sprzątanie może wcale nie służyć naszemu zdrowiu. Spokojnie, nie nawołujemy do życia w brudzie, a jedynie do umiaru w stosowaniu chemicznych środków czystości i sięgania po stare metody utrzymania porządku. 

Niedawno świat obiegły wyniki pierwszych badań dotyczących długofalowego wpływu domowych środków czystości na zdrowie. Naukowcy z Uniwersytetu w Bergen przez 20 lat monitorowali zdrowie sześciu tysięcy osób z firm sprzątających, głównie kobiet. Jak wynika z badań, regularny kontakt z chemikaliami zawartymi w środkach czystości, a zwłaszcza ich oparami, szkodzi podobnie jak palenie 20 papierosów dziennie! Na tym nie koniec. Według naukowców z Municipal Institute of Medical Research w Barcelonie już sprzątanie domu raz na tydzień może wywołać astmę.

Niektóre substancje zawarte w detergentach podejrzewane są o właściwości rakotwórcze, zaburzające działanie hormonów, a także o wzrost występowania alergii, zwłaszcza u dzieci. To dlatego że układ immunologiczny rozwija się także poprzez kontakt z bakteriami i drobnoustrojami. Wbrew pozorom jałowe, maksymalnie wydezynfekowane środowisko nikomu z nas nie służy.

Czy to znaczy, że w trosce o własne zdrowie lepiej w ogóle nie sprzątać? Absolutnie nie, w końcu to właśnie poprawa higieny pozwoliła gatunkowi ludzkiemu na wyeliminowanie wielu chorób. Ważne, by mieć świadomość, co zawierają  środki czystości, i stosować je z umiarem.

Niebezpieczne związki

Już same opakowania niektórych domowych środków czystości powinny wzbudzić naszą czujność. Opatrzone ostrzeżeniami o niebezpiecznym wpływie na skórę, oczy czy środowisko naturalne, konieczności chowania ich przed dziećmi, łatwopalności… Jak taki produkt może nie mieć wpływu na nasze zdrowie? – Niestety, na ostrzeżeniach zazwyczaj się kończy, a jako konsumenci nie zawsze mamy szansę zweryfikować, jakie konkretnie substancje wchodzą w skład danego środka czystości – wyjaśnia coach zdrowia Magdalena Szymanowska. – Producenci tłumaczą to niechęcią do ujawniania chronionych patentami receptur. Skutek jest taki, że większość z nas nie ma świadomości, co kryje się w najpopularniejszych domowych środkach i jak szkodliwy wpływ mogą mieć one na nasze zdrowie i samopoczucie – dodaje.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że zazwyczaj nie stosujemy jednego uniwersalnego produktu do sprzątania, za to wiele wyspecjalizowanych. Nawet jeśli w każdym z nich toksyczne składniki nie przekraczają norm, to w kumulacji stają się dla nas niesłychanie szkodliwe. – W tradycyjnych detergentach możemy spotkać przede wszystkim takie substancje, jak amoniak, czwartorzędowe sole amoniowe (CSA) czy wodorotlenek sodu – tłumaczy technolog kosmetyczny Ewa Kusiak. – Opary amoniaku mogą podrażniać skórę, oczy, gardło oraz płuca, a sama substancja powodować uszkodzenia nerek i wątroby. Amoniak występuje w sposób naturalny w środowisku, ale stosowanie środków czyszczących zawierających tę substancję naraża nas na przekroczenie bezpiecznych dawek. Czwartorzędowe sole amoniowe podrażniają i uczulają, wywołują alergie skórne, a także mogą mieć niepożądany wpływ na funkcje rozrodcze i genetyczne organizmu. Są to substancje antybakteryjne i ich zastosowanie w środkach dezynfekujących i kosmetykach przyczynia się do mutowania bakterii odpornych na antybiotyki, co z kolei ogranicza możliwości leczenia infekcji mikrobowych. Wodorotlenek sodu, czyli popularna soda kaustyczna, to wysoce żrąca substancja, która może wypalić oczy, skórę i płuca oraz podrażnić cały układ oddechowy. Lista jest o wiele dłuższa – są na niej agresywne środki powierzchniowo czynne, barwniki, konserwanty, związki zapachowe. Nie da się im odmówić skuteczności w czyszczeniu i eliminowaniu zarazków, jednak nie są one obojętne ani dla naszego zdrowia, ani dla środowiska. Przecież ich resztki spływają do kanalizacji, a opary unoszą się w powietrzu – dodaje ekspertka.

Skóra na celowniku

Popularne środki czystości to też bardzo częsta przyczyna alergii skórnych, z którymi pacjenci zgłaszają się do dermatologów. – Wiele środków powoduje tzw. reakcję kontaktową. Zmiany – podrażniona, piekąca, czerwona skóra – dotyczą zwłaszcza grzbietów dłoni. Często przechodzą jednak na przedramiona nawet aż do łokci w charakterystycznej formie zacieków – tak jak spływał po skórze podrażniający środek. Alergia kontaktowa może pojawić się też na twarzy, najczęściej w okolicach oczu. Wszystkiemu winne są opary wydzielające się z produktów domowej chemii, które mają działanie silnie drażniące. Z kolei chlor powszechnie stosowany do dezynfekcji toalet może w konsekwencji spowodować pojawienie się alergii na udach, zwłaszcza jeśli nie spłuczemy go wystarczająco dokładnie – tłumaczy dermatolog dr Ewa Chlebus z kliniki Nova Derm.

Mnogość środków do czyszczenia sprawia, że niejeden z nas mógłby założyć domowe laboratorium. Dlatego często na początku nie jesteśmy w stanie zweryfikować, co nas konkretnie uczuliło i dopiero systematyczna eliminacja kolejnych preparatów połączona z uważną obserwacją pozwala znaleźć winowajcę. – Najgorsze są zdecydowanie dwa konserwanty: methylisothiazolinone (zwany też MI) oraz formaldehyd. Ten drugi ma właściwości rakotwórcze. Nawet pozornie nieszkodliwe produkty, choćby mydło w płynie, mogą mieć fatalny wpływ na zdrowie, zwłaszcza dzieci. Wszystko z powodu wysokiej zawartości wspomnianych już składników konserwujących oraz substancji zapachowych – ostrzega Ewa Daniél, toksykolożka i szefowa europejskiej organizacji Allergy Certified.

Umiar i babcine triki

Czy naprawdę potrzebujesz wszystkich tych wyspecjalizowanych środków czystości? Być może lepiej po nie sięgać rzadziej – i zawsze rozcieńczać wodą! A na co dzień po prostu zamiatać podłogę i ścierać kurze zwilżoną wodą ściereczką.

Ważna jest także profilaktyka. – By nie dopuścić do pojawienia się alergii, warto zakładać rękawiczki i maseczki ochronne. Podrażnienia wokół oczu będą miały mniejsze szanse się pojawić, jeśli będziesz sprzątać w okularach – podpowiada dr Chlebus.

Magdalena Szymanowska przypomina natomiast, żeby dobrze zmywać wodą czyszczone powierzchnie, a pranie dwukrotnie płukać. Pomoże to usunąć z ubrań resztki drażniących i alergizujących substancji, niebezpiecznych dla zdrowia ftalanów i fosforanów, które może zawierać proszek. Przy stosowaniu domowej chemii należy też bardzo dokładnie wietrzyć pomieszczenia.

Na szczęście na rynku jest coraz więcej naturalnych środków czystości, które skutecznie działają i są dla nas bezpieczne – dzięki wyeliminowaniu toksycznych składników. Jak je wybierać? Na przykład kierując się certyfikatami Unii Europejskiej: Eco Label – produkt spełniający wysokie standardy jakościowe i zdrowotne, przyjazny dla środowiska, a także Allergy Certified – środek pozbawiony substancji potencjalnie drażniących, kancerogennych, powodujących alergie czy wpływających na działanie hormonów.

Wreszcie, warto poszukać tradycyjnych, by nie powiedzieć starych, sposobów na domowe porządki. – Tak naprawdę każdy ma w swojej kuchni składniki czyszczące, którymi z powodzeniem posługiwały się nasze babcie. Są to między innymi ocet spirytusowy, soda oczyszczona, szare mydło oraz kwasek cytrynowy – podpowiada Ewa Kusiak.

„Najwięcej nieporządku robią ci, co robią porządek”– napisał George Bernard Shaw. I choć raczej nie miał na myśli szkodliwości współczesnego nadmiaru domowej chemii, to rzeczywiście do sprzątania – jak zresztą do wszystkiego w życiu – warto podchodzić z umiarem.

Zdrowe sposoby na czysty dom

  •  Oliwa plus sok z cytryny (w równych proporcjach) to świetna mieszanka do polerowania drewnianych mebli,
  • Ocet spirytusowy doskonale usuwa tłuszcz, a jego zapach szybko wietrzeje. Niezastąpiony w odkamienianiu czajnika, myciu luster i okien (bez smug!),
  • Soda oczyszczona zastąpi wybielacz do prania, usunie niechciane zapachy (nawet czosnku i cebuli), oczyści każdy kuchenny sprzęt – przypaloną patelnię i brudny zlew,
  • Szare mydło wywabi uporczywe plamy z ubrań. Wyszorujesz nim także podłogę,
  • Proszek do pieczenia nadaje się do czyszczenia fug,
  • Kwasek cytrynowy ma właściwości antybakteryjne, odplamiające i odtłuszczające. Usunie osad po herbacie, oczyści sitko zlewozmywaka, wzmocni działanie proszku do prania,
  • Fusy po kawie świetnie się sprawdzą w roli udrażniacza rur,
  • By pozbyć się śladów po wodzie z aluminiowych kranów, wypoleruj je ręcznikiem frotté.

  1. Moda i uroda

Zostań częścią modowej rewolucji

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
19 kwietnia rusza Tydzień Fashion Revolution, najważniejsze wydarzenie w rocznym kalendarzu międzynarodowej organizacji działającej na rzecz mody odpowiedzialnej. Kampania nagłaśniająca kluczowe modowe wyzwania, której towarzyszą spotkania z ekspertami, panele dyskusyjne oraz szereg innych działań skupionych wokół hasła #whomademyclothes, skierowana jest do wszystkich osób oczekujących realnych zmian w systemie przemysłu odzieżowego. 

Dwa dni przed rozpoczęciem tegorocznego Fashion Revolution Week (19-25.04.2021) odbędzie się wydarzenie eksperckie „Okrągły stół mody cyrkularnej”. Do dyskusji zaproszeni zostali specjaliści obserwujący zjawiska związane z gospodarką obiegu zamkniętego z wielu perspektyw. W tym roku Fashion Revolution Polska koncentruje się na przyszłości mody cyrkularnej, jako części gospodarki o obiegu zamkniętym. Celem wydarzenia jest rozpoznanie największych wyzwań związanych z modą cyrkularną w Polsce. Spotkanie ma stanowić twórczą wymianę poglądów, ale przede wszystkim praktycznych doświadczeń i pomysłów, które przyczynią się do wprowadzenia zmian - na wielu płaszczyznach - już w niedalekiej przyszłości.

„Zależy nam, by wśród zaproszonych gości budować sojusze i łączyć ze sobą potencjalnych partnerów, ale także by nie uciekać od wnikliwych pytań i dociekać odpowiedzi, również tych niewygodnych. Chcemy dążyć do realnych zmian i konkretnych rozwiązaniach rozwijających modę cyrkularną w Polsce. Wskazywać obszary do poprawy, ale także patrzeć z nadzieją w przyszłość” - podkreślają przedstawicielki Fashion Revolution Polska. 

Spotkanie poprowadzi Ola Bąkowska - autorka pierwszego w Polsce bloga o innowacjach i modzie zrównoważonej, obecnie pracująca w organizacji pozarządowej Circle Economy w Amsterdamie, która zajmuje się wcielaniem w życie gospodarki obiegu zamkniętego.

W dyskusji udział wezmą: Dorota Jankowska-Tomków - dyrektor zakupów i działu zrównoważonego rozwoju LPP S.A., Paweł Urbański, reprezentujący pralnię i farbiarnię KNK-KANAKA, mec. Magdalena Niewelt, pomysłodawczyni (wraz z mec. Olegiem Marcinkowskim) Kodeksu Etyki Branży Odzieżowej, Zofia Zochniak - współzałożycielka firmy zajmującej się zbiórką i recyklingiem tekstyliów Ubrania do Oddania, Aleksandra Kuta - pomysłodawczyni, projektantka, konstruktorka startupu Decloths, Agata Frankiewicz - założycielka upcyklingowej platformy Deko Eko, Miłosz Marchlewicz reprezentujący Forum Odpowiedzialnego Biznesu, dr Magdalena Płonka, związana z MSKPU ekspertka w dziedzinie edukacji oraz projektowania mody, wykładowczyni oraz przedsiębiorca, Dobrosława Gogłoza - założycielka All Hands Agency,  Joanna Burzec -badaczka i managerka w jednej z największych na świecie firm konsultingowych, kierownik projektu e-Pack dr Piotr Nowak, Agnieszka Oleksyn-Wajda – radca prawny, dyrektor Instytutu Zrównoważonego Rozwoju i na Uczelni Łazarskiego, pisarka i reporterka Karolina Sulej, ekonomista i przedstawiciel Fundacji Instrat Damian Iwanowski oraz Tomasz Morozgalski, prawnik, aktywista miejski i działacz społeczny.

Efektem spotkania będzie raport uzupełniony o najnowsze dane z Polski i ze świata oraz komentarze ekspertów. Zostanie przekazany politykom wszystkich opcji, instytucjom publicznym i organizacjom pozarządowym, a także udostępniony uczelniom, z którymi współpracuje stowarzyszenie. Wnioski i ustalenia będące efektem spotkania będą wykorzystywane w działaniach informacyjnych, promocyjnych i edukacyjnych Fashion Revolution Polska. Podsumowanie spotkania będzie udostępnione jako materiał filmowy jeszcze w trakcie Tygodnia Fashion Revolution w mediach społecznościowych polskiego oddziału.

#whomademyclothes: rozmowy o przyszłości mody cyrkularnej

Tydzień Fashion Revolution to także spotkania z ekspertami - prowadzone w formie rozmów na żywo za pośrednictwem kanałów w mediach społecznościowych i na platformie Zoom. O odpowiedzialnym podejściu do mody, szansach mody cyrkularnej, inspiracjach i czekających modę wyzwaniach opowiedzą: projektantka innowacyjnych materiałów Weronika Banaś, autorka bloga i podcastów, wykładowczyni, projektantka Katarzyna Zajączkowska, prawnik związany z Instytutem Prawa Mody Arkadiusz Szczudło oraz trendwatcherka Natalia Hatalska.

W ramach Tygodnia Szkolni Ambasadorzy Fashion Revolution przygotowują także cykl praktycznych warsztatów wcielających w życie założenia mody cyrkularnej.

Fashion Revolution Polska jest częścią międzynarodowej organizacji założonej w Wielkiej Brytanii po tragicznych wydarzeniach w kompleksie fabrycznym Rana Plaza w Bangladeszu, gdzie w kwietniu 2013 r. zginęło ponad 1100 pracowników fabryki odzieżowej, a kolejne 2500 odniosło obrażenia. W kwietniu każdego roku Fashion Revolution zachęca do aktywnego udziału w kampanii nagłaśniającej najważniejsze modowe wyzwania, łączącej pamięć o tragicznych wydarzeniach z 2013 r. z edukowaniem, wywieraniem nacisku na globalne marki i legislatorów oraz dążeniem do realnych zmian.

W trakcie Tygodnia Fashion Revolution każda i każdy z nas może stać się częścią modowej rewolucji. Masowo zadawane pytania o warunki produkcji naszych ubrań, obuwia i dodatków, pokazywanie metek danej marki i korzystanie z hasztagów #whomademyclothes i #whatsinmyclothes pozwalają wciągnąć przedstawicieli przemysłu odzieżowego i konsumentów w dyskusję dotyczącą mody odpowiedzialnej, transparentnej działalności oraz gospodarki obiegu zamkniętego.

Szczegółowy harmonogram tegorocznego Tygodnia Fashion Revolution można znaleźć na facebookowej stronie Fashion Revolution Poland oraz Instagramie (@fash_revpoland).

Sponsorem głównym Okrągłego stołu mody cyrkularnej jest LPP S.A.

Wydarzenie patronatem objęli: Kupuj Odpowiedzialnie, Deko Eko, MSKPU , Ubrania do Oddania, All hands, KNK-KANAKA, UP DIWU, Adwokat Magdalena Niewelt, Adwokat Oleg Marcinkowski, Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Fundacja Instrat, Instytut Zrównoważonego Rozwoju i Środowiska Uczelni Łazarskiego, Instytut na Rzecz Ekorozwoju, Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

  1. Moda i uroda

Dawid Hady: krawiec slow fashion

Dawid Hady ze swoją ulubioną maszyną do szycia z 1967 roku. (Fot. materiały prasowe)
Dawid Hady ze swoją ulubioną maszyną do szycia z 1967 roku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
W jego pracowni nic nie ma prawa się zmarnować. Ubrania powstają na zamówienie ze starannie wyselekcjonowanych tkanin w maksymalnie kilku egzemplarzach. Inne dostają drugie życie i ponownie trafiają do obiegu. Wierny tradycyjnemu krawieckiemu rzemiosłu stara się tworzyć etycznie i ekologicznie, bo wierzy, że wspólnymi siłami uda nam się zbudować nową jakość – modę, która nie zadaje bólu i nie niesie cierpienia.

W latach 80. na terenie Świlczy, niewielkiej wioski oddalonej kilka kilometrów od Rzeszowa, prowadzono prace archeologiczne, które wykazały, że osadnicy zamieszkujący te tereny w V w. zajmowali się obróbką bursztynu. W 2021 roku w swojej pracowni w Świlczy urzęduje Dawid Hady, krawiec slow fashion, który tworzy modę odpowiedzialną. Skąd wziął się tam Dawid i jak to się stało, że postanowił zostać krawcem? Świlcza to moje korzenie, tutaj się urodziłem i spędziłem osiemnaście lat mojego życia. Dorastanie na wsi było cudownym doznaniem, ukształtowało moją wrażliwość i sprawiło, że od najmłodszych lat obdarowany zostałem miłością bezwarunkową przez Matkę Ziemię. Przebywanie blisko natury to błogosławieństwo. W dzieciństwie dużo rysowałem, rzeźbiłem i malowałem. Byłem dzieckiem z artystyczną duszą, które wakacje spędzało leżąc na kocu pod swoją ulubioną wielką brzozą, rozwijając swoje artystyczne pasje.

Miłość do ubrań istniała we mnie od zawsze, już w szkole podstawowej chciałem tworzyć ubrania, zostać projektantem mody. Po ukończeniu szkoły podstawowej przystąpiłem do egzaminu wstępnego do Liceum Sztuk Plastycznych w Rzeszowie. Byłem młodym chłopakiem z marzeniami, wydawało mi się, że jedyne czego potrzebuję żeby zostać dobrym projektantem, to wykształcenie dobrej kreski. Sądziłem, że liceum plastyczne i tytuł artysty plastyka uczyni ze mnie projektanta mody. Na szczęście podczas egzaminów wstępnych poległem właśnie na rysunku i do liceum plastycznego się nie dostałem. Na ławce rezerwowych było technikum odzieżowe i to był strzał w dziesiątkę! Oprócz rysowania i projektowania ubioru, posiadłem magiczną umiejętność szycia ubrań, i co za tym idzie, materializowania własnych projektów, to było niesamowite doznanie. Do dzisiaj pamiętam emocje, które towarzyszyły mi po zrealizowaniu pierwszego własnego projektu.

Prawdopodobnie los czuwał nade mną i zaprowadził w najbardziej dogodne dla mnie miejsce, tak po prostu musiało być. Teraz  mogę mówić o sobie technik technologii odzieży, czy też krawiec slow fashion. Zabawne, bo jako jedyny w klasie nigdy wcześniej nie szyłem na maszynie, wcześniej tworzyłem ręcznie jedynie stroje dla lalek siostry. Pamiętam jak z trudem utrzymywałem linię prostą szyjąc na maszynie.

Po szesnastu latach jestem tutaj, we własnej pracowni krawieckiej, gdzie z pedantyczną dokładnością przeszywam każdy milimetr tworzonego ubrania. Dwa lata temu wróciłem do Polski po dekadzie spędzonej za granicą, żeby zrealizować marzenie o modzie, która nie krzywdzi. Od marca 2020 roku działam pod własnym nazwiskiem.

Dawid Hady z psią asystentką Fridą (Fot. materiały prasowe) Dawid Hady z psią asystentką Fridą (Fot. materiały prasowe)

Przed naszym spotkaniem robiłam mały research na twój temat i trafiłam w sieci na artykuł z 2005 roku. Widzę, że dość wcześnie wzbudzałeś zainteresowanie mediów. Jak to było być młodym chłopakiem, który interesuje się modą, ubiera inaczej niż 99 proc. społeczeństwa i mieszka w Rzeszowie? Pozwolę sobie przytoczyć tutaj moją ulubioną historię z dzieciństwa. Wydarzyła się ona w przedszkolu, miałem sześć lat. Pewnego dnia pani poinformowała nas o przyjeździe fotografa, który następnego dnia miał zrobić nam pamiątkowe zdjęcie na zakończenie przedszkola. Od razu zacząłem myśleć,  jak się ubiorę do tego historycznego zdjęcia. Wybór był oczywisty, miałem swój ulubiony komplet, w którym czułem się najlepiej. Był to wełniany sweter w niebiesko-czerwone pasy i jeansowe ogrodniczki z kaczorem Donaldem. Zapomniałem dodać, że był czerwiec, a tego dnia było bardzo gorąco. W południe przyjechał fotograf zrobić nam zdjęcia na przedszkolnym placu zabaw. Pamiętam doskonale jak bardzo było mi gorąco i pytania kierowane w moją stronę, czy aby na pewno nie chcę zdjąć z siebie swetra lub przebrać się w coś lżejszego. Nie było takiej opcji, chciałem za wszelką cenę mieć na sobie moje ulubione ubrania. Cierpiałem, ale czułem, że jestem szczęśliwy. Zdjęcie przedstawia grupkę dzieci na placu zabaw, wszyscy ubrani w letnie sukienki, koszulki, spodenki, i ja w centralnej części tego zdjęcia, siedzę w promieniach słońca, mam na sobie wełniany sweter, jeansowe ogrodniczki oraz szczęście wyrysowane na twarzy. Do dzisiaj, gdy myślę o tej sytuacji, patrzę na tego małego chłopca z wielką czułością i podziwem.

Mówię żartobliwie, że innym trzeba się po prostu urodzić. Przyzwyczaiłem się do tej  swojej inności dość wcześnie. Bywały chwile mało przyjemne, to fakt. Zwracanie na siebie uwagi innych jest wpisane w życie tych, którzy odbiegają wyglądem od reszty społeczeństwa. Nieprzyjemny był dla mnie okres dojrzewania, kiedy bardzo pragnąłem pokazać światu swoją odzieżową inność, niestety nie była ona odbierana pozytywnie. Słyszałem wtedy wiele nieprzyjemnych określeń, a to nie jest dobre dla dorastającego, wrażliwego dziecka. Brałem to wszystko do siebie i długo nosiłem w sobie. Na szczęście z upływem czasu to się zmieniło. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem świadomym swojej wartości człowiekiem. Bardzo cenię swoją wrażliwości, uważam, że jest ona moim największym skarbem. Świadomość siebie i tego, że jest się cudem przychodzi z czasem. Mam ją od ponad dziesięciu lat i czuję się z tym wspaniale.

Po ukończeniu rzeszowskiego Technikum Odzieżowego marzyłeś o wielkich pokazach w Londynie. Chciałeś zostać drugim Arkadiusem? Arkadius inspirował mnie do bycia sobą, wyrażania siebie poprzez ubiór. Jako nastolatek przeczytałem wszystkie wywiady z Arkadiusem i z wypiekami na twarzy oglądałem jego kolekcje. Byłem nim zafascynowany, ale nigdy nie chciałem być drugim Arkadiusem, wręcz przeciwnie, coraz bardziej chciałem być sobą.

W tamtym wywiadzie wspomniałeś, że twoim marzeniem są studia projektowania ubioru w Krakowie. Czy twoja zawodowa ścieżka potoczyła się tak jak sobie to zaplanowałeś? Po ukończeniu technikum odzieżowego i zdobyciu tytułu technika technologii odzieży wyprowadziłem się ze Świlczy do Krakowa z zamysłem studiowania projektowania ubioru. Jednak już po pierwszym semestrze stwierdziłem, że to nie dla mnie. Nie znalazłem tam niczego, co mogłoby mnie zafascynować i zachęcić do pozostania tam dłużej. O wiele ciekawsze było codzienne życie miasta, poznawanie jego mieszkańców i rozmowy z nimi. W Krakowie poznałem Hankę Podrazę, z którą stworzyłem duet HadyPodraza. Wyznaczaliśmy modowe trendy, szyliśmy ubrania, zajmowaliśmy się kreowaniem wizerunku własnego i innych, stylizacjami do zdjęć, teledysków, powołaliśmy do życia zakład krawiecki Igiełka, w którym działaliśmy. Twórczość HadyPodraza była wizjonerska, do dzisiaj taka pozostaje, gdy patrzę na to, co tworzyliśmy razem ponad jedenaście lat temu. Z czasem Kraków zrobił się dla mnie zbyt mały i podjąłem decyzję o wyjeździe do Londynu, chciałem spróbować swoich sił w wielkim mieście. W Londynie odkryłem siebie na nowo, wielkie miasta są najlepszymi nauczycielami życia. Dowiedziałem się co lubię, a czego nie. Mieszkając w Londynie po raz pierwszy w życiu zobaczyłem jak bardzo jesteśmy uzależnieni od konsumpcji, ciągłego kupowania, tego, że życie większości z nas ogranicza się do zarabiania pieniędzy i ich wydawania. Przeraziło mnie to, w jaki sposób funkcjonuje przemysł modowy, nie chciałem być jego częścią.

Co się stało, że zrezygnowałeś z marzeń o pokazach w wielkim świecie mody i postanowiłeś zostać klimatycznym i ekologicznym wojownikiem, który będzie tworzył modę odpowiedzialną? Przeprowadzka do Londynu miała być przepustką do wielkiego świata mody, kariery i spełnienia. Jednak życie i krążące wokół kosmiczne energie piszą dla nas czasem zupełnie inne scenariusze. Po prawie dziesięciu latach życia w Londynie, gdzie mocno doświadczyłem struktur rządzących tym światem, uświadomiłem sobie jak bardzo nasze życie okupione jest cierpieniem innych ludzi. Nadal bardzo niewiele osób jest świadomych tego, że przemysł odzieżowy, zaraz po paliwach kopalnych, najbardziej zatruwa środowisko. Były to dla mnie szokujące informacje. Oglądając najmodniejsze londyńskie witryny sklepowe widziałem jedynie cierpienie, ból i wyzysk. Nie chciałem być częścią tego przemysłu.

Kiedy zgiełk wielkiego miasta stał się nie do zniesienia, przeniosłem się do Hiszpanii na wieś. Tam przez rok odpoczywałem, zachwycając się cudownymi krajobrazami. Marzenia o byciu projektantem i pokazach mody zamieniłem na walkę o lepsze jutro dla nas, ludzi i planety, której mieszkańcami jesteśmy. Zacząłem dużo czytać o ekologii, o eksploatowanej do granic wytrzymałości Ziemi, o kryzysie klimatycznym i  wyzysku ludzi, o tym jak wygląda produkcja ubrań fast fashion. Przyswojenie ogromu cierpienia zawartego w tych informacjach było niezwykle trudne, wtedy pojawiły się pytania w jaki sposób ja, swoim działaniem mogę przyczynić się do poprawy kondycji modowego świata, w którym żyjemy. Dużo myślałem nad przyszłością, moją i naszą jako ludzi, nad wizją nadciągającego kryzysu klimatycznego

Tak narodził się nowy Dawid, klimatyczny i ekologiczny wojownik, który stoi na czele marki Dawid Hady, opiekującej się ludźmi, ubraniami i naszą wspaniałą planetą. Od dwóch lat jestem w Polsce, i to tutaj w Świlczy od roku działam pod własnym nazwiskiem, tworząc modę etycznie skrojoną, pełną miłości do ludzi i planety. Przez ponad dziesięć ostatnich lat życie kierowało mnie w różne części świata, dużo podróżowałem, czytałem, uczyłem się siebie, aby rok temu stanąć na czele własnej firmy. Tak po prostu miało być.

Dawid Hady w swojej pracowni (Fot. materiały prasowe) Dawid Hady w swojej pracowni (Fot. materiały prasowe)

W twojej pracy najważniejsza jest przejrzystość. Pokazujesz jak wygląda twoje miejsce pracy, podkreślasz też, że ubrania powstają w maksymalnie kilku egzemplarzach. Czy w ten sam sposób podchodzisz do tkanin czy dodatków, np. guzików, których używasz? Znasz ich miejsce pochodzenia, wiesz w jaki sposób zostały wyprodukowane? Transparentność procesu produkcji jest dla mnie bardzo ważna. Jednym z jej elementów jest właśnie pokazanie mojego miejsca pracy, tego w jakich warunkach powstają tworzone przeze mnie ubrania. W moich relacjach na Instagramie pokazuję również cały proces tworzenia ubrań: krojenie, szycie czy prasowanie. Próbuję szczegółowo dokumentować każdy krok mojej pracy, tak aby było to jak najbardziej przejrzyste, a zarazem ciekawe dla osób zainteresowanych procesem produkcji ubrań slow fashion. Aby ograniczyć do minimum wpływ mojej produkcji na środowisko, ubrania, które dostępne są w więcej niż jednym egzemplarzu szyję jedynie na zamówienie. W przypadku mody odpowiedzialnej oraz produkcji indywidualnej, dobór tkanin i dodatków nie może być przypadkowy, nieprzemyślany czy z niesprawdzonego źródła. Wszystkie miejsca, w których zaopatruję się w tkaniny i dodatki muszą być dokładnie przeze mnie przefiltrowane. Tkaniny, których najczęściej używam to len, konopie, mieszanka bawełny z lnem, tkaniny bambusowe pochodzące z recyclingu czy certyfikowana bawełna, z której szyję koszulki. Jeśli jest to możliwe, wspieram lokalne firmy i ich produkty. Dodatki są tak samo ważne jak dobór odpowiednich tkanin, muszą być przyjazne środowisku, wykonane z naturalnych materiałów, np. bambusowe guziki czy też pochodzące z odzysku. Marzę o bazowaniu wyłącznie na produktach lokalnych.

Absolutnie pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że wyprodukowanymi przez siebie ubraniami opiekujesz się dożywotnio, a co jeszcze ciekawsze, można je odesłać do ciebie nawet po kilku latach użytkowania, dostając w zamian rabat na kolejne zakupy. Gospodarka obiegu zamkniętego to superważne dla środowiska zagadnienie, którym dopiero zaczynają interesować się wielkie marki odzieżowe. U ciebie już to działa! Tak, działa, i co cieszy mnie najbardziej, to pozytywny odbiór tej idei. Ludzie, z którymi obcuję na co dzień, są zmęczeni słabą jakością ubrań oraz brakiem odpowiedzialności marek odzieżowych za produkt, który sprzedają. Obieg zamknięty w modzie od zawsze był dla mnie ważny, już ponad dekadę temu tworzyłem ubrania z tkanin zakupionych w sklepach z odzieżą używaną, oferowałem naprawę ubrań, które tego wymagały.

Współczesny świat nauczył wielu z nas, że za niewielkie pieniądze możemy dostać coś nowego, zgodnego z najnowszymi trendami. Co najgorsze, zakupami często poprawiamy sobie humor. Zapomnieliśmy też, że ubrania można oddać do naprawy, odświeżyć je, wymienić guziki na zupełnie inne, dodać haft, który urozmaici stare jeansy, które nam się znudziły. Wszędzie promuje się ideę posiadania wielkiej garderoby pełnej ubrań, nie ważne czy dobrej jakości, ważne, aby było ich dużo.

Ja oferuję dożywotnią opiekę nad stworzonymi przeze mnie ubraniami,  ponieważ one żyją razem z ze swoimi właścicielami, a ich użytkowanie jest procesem. Rzeczą naturalną jest to, że wraz z upływem czasu ubranie może wymagać naprawy, wymiany podszewki, zacerowania dziury, zwężenia, skrócenia. Biorę odpowiedzialność za jakość uszytych przeze mnie ubrań, jeśli zakupionego  u mnie ubrania nie chcesz już dłużej nosić, to masz możliwość odesłania go do mnie, w zamian daję ci rabat na zakup czegoś nowego. Oddane ubranie po przeglądzie, odświeżeniu i ewentualnych poprawkach trafi znowu do sprzedaży w moim dziale Druga Ręka. Gospodarka obiegu zamkniętego to zdecydowanie numer jeden przyszłości w modzie.

(Fot. Piotrek Książek/ materiały prasowe Dawid Hady) (Fot. Piotrek Książek/ materiały prasowe Dawid Hady)

Pisze o sobie, że jesteś feministą i że marzysz o świecie, w którym kobiety będą bezpieczne, zaopiekowane i niezależne. Swoją twórczością wspierasz działalność Fundacji Feminoteka. Możesz opowiedzieć więcej na ten temat? Feministą jestem od bardzo dawna. Prawdopodobnie od momentu przyjścia na świat, kiedy po raz pierwszy poczułem miłość matki. Wychowałem się w domu zaopiekowanym przez kobiety. Podczas pięcioletniego okresu nauki w technikum odzieżowym byłem jedynym mężczyzną w klasie, byłem rodzynkiem i uwierz mi na słowo, ten klasowy mikroświat rządzony przez kobiety był pełen miłości i zrozumienia, nikt nie czuł się odtrącony, niezrozumiały lub wykluczony. Nieustannie marzę o świecie, w którym patriarchalizm to przeszłość, w którym my, mężczyźni, uczymy się od kobiet miłości. Swoją twórczością bardzo chciałbym wspierać działania fundacji, które opiekują się kobietami i walczą o ich prawa. Dlatego tworząc damską koszulkę Hello Mother Earth zdecydowałem o przekazaniu części zysku ze sprzedaży na rzecz Fundacji Feminoteka.

Na koniec chciałabym zapytać, jak widzisz przyszłość mody. Światowa pandemia jeszcze bardziej obnażyła wszystkie grzechy przemysłu odzieżowego, skalę nadprodukcji, wyzysku ludzi i planety. Jak myślisz, w jakim kierunku w najbliższych latach będzie podążać moda? Czy zaczniemy kupować mniej i zwracać uwagę na jakość? A może to wszystko pójdzie w zupełnie inną stronę? Czuję, że jesteśmy na początku modowej rewolucji, to na pewno. Pandemia i kryzys klimatyczny zmienią świat. Ten, który znaliśmy odchodzi i nigdy już w znanej nam formie nie powróci. Z moich obserwacji wynika, że coraz więcej ludzi budzi się i zaczyna dostrzegać ogrom cierpienia i problemów, z którymi przychodzi nam się mierzyć. Zaczynamy żyć bardziej świadomie, chcemy być odpowiedzialnymi konsumentami, którzy stawiają nie na ilość, ale na jakość, wspierają lokalne marki, naprawiają, to co się zepsuło. W kolejnych latach docenimy rzemieślników – szewca, kaletnika czy krawca, którzy mają zakłady za rogiem. Cieszy mnie bardzo, że temat mody odpowiedzialnej przedziera się do mediów mainstreamowych i jest częstym tematem nawet w programach śniadaniowych. Wierzę, że wspólnymi siłami zbudujemy zupełnie nową jakość, modę, która nie zadaje bólu i cierpienia, gdzie z slow produkcyjnej taśmy wychodzą jedynie ubrania nasączone w 100% miłością. Tego wam i sobie życzę. Miłości!