Człowiek – najlepszy przyjaciel psa

Empatia i miłość, wiedza i świadomość. Te elementy muszą się łączyć. wtedy będziemy szczęśliwi ze szczęśliwym psem. (Fot. Zuzanna Zajbt)

Psa trzeba słuchać, nauczyć się psiego języka i cierpliwie czytać sygnały. Jeśli my się przyłożymy i zrozumiemy psa, to możemy zyskać prawdziwego przyjaciela nawet w najbardziej doświadczonym przez los zwierzaku ze schroniska – mówi Piotr Wojtków, behawiorysta psów.

Statystycznie w Polsce psów jest niezwykle dużo, to jeden z najwyższych „wskaźników” w Europie. Polacy kochają psy. Czy je rozumieją?
Świadome podejście do zwierząt, postrzeganie zwierzęcia jako istoty – to zmieniło się w ostatnich latach na korzyść, relacje ze zwierzętami domowymi stały się bardziej empatyczne, ludzie zwracają uwagę na potrzeby zwierząt, chcą się edukować. Przez ostatnie lata nastąpił niesamowity wzrost świadomości w podejściu do psów. Kiedy zaczynałem pracę kilkanaście lat temu, poziom wyedukowania opiekunów, którym trzeba było tłumaczyć nawet banalne rzeczy (takie jak to, że pies odczuwa strach czy zagrożenie, i stąd agresja), był dużo, dużo niższy. Psy były postrzegane i traktowane bardziej przedmiotowo.

Od czego zależy dobra relacja z psem?
Żeby być szczęśliwym ze szczęśliwym psem, muszą być połączone dwa elementy: uczucia, czyli – użyjmy tych słów – miłość i empatia, oraz – to drugi element – wiedza i świadomość. Każdy opiekun powinien znać potrzeby swojego psa, wiedzieć, co pies lubi, czego nie, jak postępować, by czuł się przy nas bezpiecznie. Jeżeli nie będziemy tego wiedzieć, to mimo nawet wielkiej empatii i najszczerszych chęci nie nawiążemy prawdziwej więzi z psem. Uczucia, wiedza i świadomość muszą się łączyć.

Państwa książka ma tytuł „Słuchając psa”. Zgodnie z powszechnym przekonaniem to pies ma się słuchać: od „podaj łapę” po „nie gryź tego pana po kostkach”, nie mówiąc o sprawach bardziej serio – psach niebezpiecznych.
Specjalnie wybraliśmy dość przewrotny tytuł. Jako behawioryści chcemy, by opiekun najpierw wsłuchał się w swojego psa, zaczął go obserwować. W książce zwracamy uwagę na sygnały, które może wysyłać nam pies. Zauważając te sygnały i właściwie je interpretując, łatwiej zrozumiemy, jakie emocje odczuwa pies w różnych sytuacjach, łatwiej będzie nam zatem działać w taki sposób, aby pies czuł się bezpiecznie, czuł się spełniony, aby miał zaspokojone swoje psie, drapieżne potrzeby, aby dostarczać mu odpowiedniej stymulacji. Kiedy to wszystko nam się połączy, okaże się, że szkolenie nie jest już jakimś wielkim problemem i wyzwaniem, jakim mogłoby się wydawać, gdybyśmy od razu przeszli do tresury i instrumentalnego podejścia. Okazuje się – i takie jest jedno z głównych przesłań naszej książki – że pies, który jest przy nas szczęśliwy i czuje się bezpiecznie, stwarza mniej problemów, jest bardziej posłuszny. W takich warunkach szkolenie przeprowadzamy dla przyjemności, a nie jako jakąś akcję ratunkową dla sfrustrowanych właścicieli.

Przestrzega pan ludzi przed odruchową i płynącą właśnie z empatii antropomorfizacją psów, przed przypisywaniem im ludzkich cech, uczuć i motywacji.
Tak, ale to absolutnie nie sprowadza się do twierdzenia, że psy nie odczuwają w sposób złożony i nie mają także skomplikowanych emocji.

Kartezjusz uważał wręcz przeciwnie, że zwierzęta to tylko „maszyny”. Nie mają „prawdziwych” uczuć, tak naprawdę nie cierpią.
Wolę powoływać się na współczesnego naukowca, którego bardzo cenię – Frans de Waal mówi: w traktowaniu psów dużo gorsze jest „antropozaprzeczenie” niż antropomorfizacja. Jeżeli będziemy negować, że psy przeżywają nie tylko te najprostsze emocje (jak radość, smutek, gniew), ale także bardziej złożone (tęsknota, zazdrość), to będzie nam trudniej nawiązać z nimi dobrą relację. Oczywiście, trzeba zachować rozsądek i szukać złotego środka, potrzebne jest coś, co można określić jako patrzenie na psa „po psiemu”.

Czyli?
Prosty przykład: często chcemy dać psu dużo dobra i ciepła. Ale nasz pies nie do końca lubi dotyk, bliskość z człowiekiem. Są takie psy – mniej „dotykalskie”, takie, które lubią odpoczywać w samotności. Jeżeli będziemy na siłę tego nieśmiałka czy samotnika przytulali, głaskali, podnosili i podchodzili do niego, gdy odpoczywa, on może wbrew naszym intencjom stracić do nas zaufanie, a nie nawiązać silniejszą więź i się do nas przekonać. To nie oznacza, że odbieram psu możliwość przeżywania – znowu umowne określenie – „ludzkich” emocji, nie, ale musimy pamiętać, że psy żyją w trochę innym świecie i naszym obowiązkiem jest zrozumieć ten psi świat i tak dostosować nasze postępowanie wobec psa, by ten czuł się bezpieczny i szczęśliwy.

Mówi pan to właścicielowi psa podczas wizyty domowej, a on na to: „Zaraz, to po co mi pies, który nie lubi się przytulać i mnie unika? Pies miał być elementem mojego chilloutu”…
Nie chodzi o to, że pies nie lubi przytulania, jedne są bardziej przytulaśne, inne mniej, generalnie pies jest zwierzęciem, które lubi dotyk, ciepło. Ale musi sam się do tego przekonać i czuć się w tym bezpiecznie. Jeżeli wybierze sobie samotność w strefie odpoczynku – uszanujmy to.

Jakie największe błędy popełniamy jako właściciele psów?
Niedawno byłem u psa (i właścicieli) przygarniętego ze schroniska, które nie ma najlepszej opinii – psy mieszkają tam na bardzo małej przestrzeni w dużych grupach, muszą niemal walczyć o jedzenie, nie mają zaspokojonych potrzeb. Ten pies – skrzywdzony przez los – trafił do Warszawy. Właściciele zgłaszali problem: pies szczeka, wyrywa się, rzuca się na inne psy bez względu na odległość. Poprosiłem właścicieli, żeby przygotowali mi materiał filmowy, żebym to zobaczył przed wizytą i konsultacją. Oglądam ten materiał i od razu widzę: idzie sobie ten mały piesek, widzi z naprzeciwka innego psa, zaczyna odchodzić gdzieś na bok, próbuje zawracać, udając, że jakiś zapach go zainteresował, ale właściciel ciągnie go na smyczy do przodu, nie widząc, że ten psiak próbuje mu powiedzieć: „Ej, nie idźmy tam, ja się tamtego psa boję”. Mały pies już nie wytrzymuje i w pewnym momencie wybiera inną strategię – nie radzi sobie ze strachem, pojawia się frustracja: „Nie udało mi się inaczej poradzić z własnym strachem, to teraz muszę nastraszyć tamtego”. I szczeka, ciska się, odstrasza. Wystarczyło o kilkanaście metrów zboczyć z codziennej spacerowej trasy… Pozwolenie na to byłoby elementem budującym zaufanie psa do właścicieli: „Oni są po mojej stronie, rozumieją mój strach”.

To jednak jest antropomorfizacja…
[Śmiech]. Być może tak, ale – OK – nie boję się tego pojęcia. Zwierzęta się z nami komunikują i często, aby wytłumaczyć coś opiekunom, „wklejam” ludzkie słowa w psi pysk. Robię to po to, aby opiekunowie widzieli pewne sygnały, zwracali uwagę na mowę ciała pupila. Taki disnejowski trik dobrze się sprawdza i pozwala opiekunom zapamiętać to, co istotne. Pomaga uważnie obserwować, interpretować i działać.

Ma pan ulubione rasy?
Powszechnym błędem jest także etykietowanie psów. Na przykład te „smutne i miłe” goldeny, spaniele i labradory – przylgnęła do nich łatka psów miłych, ciepłych, potulnych, nawet niepotrzebujących wyjątkowo długich spacerów itd. Tymczasem te trzy popularne wymienione rasy są w istocie rasami myśliwskimi, stworzonymi do tego, by przez dziesięć godzin biegać po lesie czy polu, płoszyć zwierzynę. Nie chodzi o to, że każdy pies rasy myśliwskiej musi jeździć na polowania, broń Boże! Chodzi o to, żeby nie za łatwo przypinać rasom takie, a nie inne łatki, które sprawiają, że zapominamy o psich potrzebach koniecznych do sprawienia, by pies nie był sfrustrowany. Przestrzegam przed pułapką mód, etykiet i wizerunków niektórych ras.

No to przejdźmy do kundelków, takich ze schroniska. Poświęcają im państwo dużo czasu i miejsca w książce. Współpracujecie ze schroniskiem w Korabiewicach. Czy psa ze schroniska – takiego paroletniego – można sobie wychować?
Pracując ze szczeniakiem, możemy uniknąć pewnych błędów. Łatwiej psa wychować. Oczywiście, dotyczy to cech niezwiązanych z genetyką, bo i wśród szczeniaków zdarzają się bardziej odczuwające strach czy mniej cierpliwe – to są czasem cechy dziedziczone genetycznie. Zresztą zdarza się, że biorąc psa również z hodowli, która akurat nie dba o reprodukowane cechy, możemy trafić na niezłego furiata czy strachusia. Ale jeżeli chodzi o dorosłe psy ze schroniska: większość schronisk dość odpowiedzialnie podchodzi do adopcji – to się w ostatnich latach zdecydowanie poprawiło. Są w schroniskach współpracujący behawioryści, trenerzy, którzy obserwują psy, poznają je i potrafią osobom zainteresowanym podpowiedzieć: „Słuchaj, jeśli prowadzisz bardziej towarzyski tryb życia, to może akurat nie jest dla ciebie najlepszy ten pies, który jest nieco nieufny wobec obcych, ale popatrz na tych kilka innych, które lubią zawierać nowe znajomości, mimo że one niekoniecznie spodobały ci się na zdjęciach”. Schronisko pomaga adoptować w świadomy sposób. Oczywiście, zawsze podczas adopcji mogą się wydarzyć jakieś niespodzianki, ale właśnie poprzez współpracę ze specjalistami można dobrać psa, który będzie się dobrze czuł z nami i naszym stylem życia. Skądinąd wśród znajomych i klientów mam też sporo osób ambitnych, które adopcję „problemowego” psa traktują jako rodzaj wyzwania. I najczęściej dzięki świadomemu podejściu udaje im się takiego psa oswoić. Pies ze schroniska może być idealnym towarzyszem. Nie powinniśmy się tego bać.

Interwencja behawiorysty była do niedawna postrzegana jako coś trochę ekscentrycznego, jak sesja u psiego psychoanalityka, co zdarzało się – powiedzmy – w Hollywood.
Zgłaszają się do nas w większości osoby, które wiedzą, co to znaczy. Rozumiem, że pewną próżnością może być zabieranie psa na manikiur czy wiązanie kokardki (akurat nie ma w tym niczego złego, jeśli taki york dobrze się z tym czuje), ale korzystanie z naszej pracy nie jest ekstrawagancją. Zrozumienie psa, jego zachowania i potrzeb jest tak naprawdę obowiązkiem właścicieli. Nie chcę się reklamować, broń Boże, ale trzeba zaznaczyć, że to nie jest jakiś kosmiczny koszt. To nie kwestia próżności ani snobizmu.

Jako behawioryści obserwują państwo najpewniej nie tylko psy, ale także właścicieli.
Oczywiście! Obserwujemy tak naprawdę relację opiekun – pies i na odwrót. 95 proc. naszej pracy to praca z właścicielem – rozmowy, konsultacje, bo to opiekun może zmienić coś w zachowaniu psa i w swojej z nim relacji. My tylko pomagamy i doradzamy – powtórzę to na koniec – jak być szczęśliwym ze szczęśliwym psem.

Zofia Zaniewska-Wojtków, Piotr Wojtków i owczarek szwajcarski Bordo. (Fot. Zuzanna Zajbt)

Piotr Wojtków, absolwent ochrony środowiska na Politechnice Warszawskiej.
Przez lata zajmował się szkoleniem psów asystujących dla osób z niepełnosprawnościami
ruchowymi. Jako behawiorysta współpracuje z fundacją Viva! i schroniskiem w Korabiewicach; Zofia Zaniewska-Wojtków behawiorystka i trenerka psów.
Absolwentka stosowanej psychologii zwierząt, magister bioetyki.
Poznali się na uczelni. Razem wydali właśnie książkę „Słuchając psa” (wyd. Buchmann),

prowadzą szkołę Psiedszkole, członkiem ich rodziny jest biały owczarek szwajcarski Bordo.