Prezentownik Agnieszki Kręglickiej. Lubię dostawać rzeczy do kuchni

Prezentownik Agnieszki Kręglickiej. Lubię dostawać rzeczy do kuchni
Agnieszka Kręglicka w restauracji "Opasły tom" (fot. Paweł Starzec)

Lubię dostawać rzeczy do kuchni. Ale tu jednak trzeba uważać. W naszej rodzinie krąży mit nietrafionego prezentu, który mój ojciec kupił mamie. Maszynka do mięsa. To przecież święta, powiew luksusu jest mile widziany.

Teraz w sklepach jest mnóstwo kuchenek i miniaturowych garnuszków do zabawy, ale z dzieciństwa czegoś takiego nie pamiętam. Najwyraźniej przemysł zabawkowy nie wpadł jeszcze wtedy na to, żeby masowo rozwijać ducha gastronomicznego. Nie zapomnę za to mojego pierwszego fantastycznego prezentu – małej poczty. Czegoś takiego nie byłam w stanie sobie nawet wymarzyć.

To dzieciństwo, a teraz? Z entuzjazmem przyjęłam odejście w naszej rodzinie od wręczania sobie gwiazdkowych prezentów. Zawsze jest nas na święta dosyć dużo, koło 20 osób przy stole wigilijnym, i ten model, że każdy każdemu kupuje jakiś drobiazg, był jednak obciążający. Z pięć lat temu podjęliśmy decyzję, że ciągniemy losy, kupujemy prezent tej jednej wylosowanej osobie i wiadomo, że to jest książka. Tylko nieletni są poza tą zasadą. Losy są rozlosowane już pod koniec listopada. Tak wcześnie, bo dla nas, restauratorów, grudzień to gorący czas. Jest bardzo intensywnie, ale tylko do 20 grudnia. Potem się to ucina i jest zupełna „plaża”, sprzątamy i mamy święta.

Z tych prezentów, których nie zapomnę, dostałam też od swoich dzieci kupony na sprzątanie. Pakiet kuponów podpisanych „Tonia i Kajetan”. Jak im daję ten bilet, mają sprzątać bez gadania. Pamiętam też, jak mój brat sprezentował kiedyś wszystkim kobietom w naszej rodzinie – swojej żonie, córkom, mnie, mamie i mojej córce – kurs krav magi. Wstęp do kursu. Żadna z nas nie poszła w to dalej, ale takie zajęcia zmieniają perspektywę, świadomość ciała, inaczej myśli się o własnym bezpieczeństwie.

Bardzo lubię dostawać różne rzeczy kuchenne, ale nie jestem gadżeciarą. Wolę te ponadczasowe, sprawdzone. Wychodzę z założenia, że tak naprawdę kucharzowi z rzeczy niezbędnych potrzebny jest tylko dobry nóż. I że nawet najlepiej wyposażona kuchnia, jeśli się w niej nie gotuje, jest do niczego.

Agnieszka Kręglicka, restauratorka, felietonistka, autorka książek i programu telewizyjnego o tematyce kulinarnej. Z bratem Marcinem prowadzi w Warszawie osiem restauracji, m.in.: Opasły Tom, Chianti, El Popo.

Zamiast albo w komplecie z podróżą do Maroka. Garnek do tażinu od ok. 150 zł.

 

Zestaw do fondue. Sprawdza się w zimie, w większym gronie. Od ok. 150 zł.
W tym glinianym garnku, który namacza się przed włożeniem do piekarnika,
nic się nie przypali ani nie wysuszy. Garnek rzymski RÖMERTOPF® ok. 280 zł.
Żeliwną patelnię, mimo że jest droga, powinien mieć każdy, kto gotuje. Patelnia LE CREUSET ok. 800 zł.

 

W młynkach najważniejsze są „wnętrzności”. Ten posłuży dekady. Młynek PEUGEOT ok. 180 zł.

 

Takie prezenty są może ulotne, za to ultrapraktyczne. Trufle ok. 80 zł. Jeśli kupować trufle, to koniecznie z krajalnicą do nich. Krajalnica od ok. 170 zł.

 

To, że kieliszek do wina jest kryształowy, wpływa na percepcję smaku. Kieliszek RIEDEL ok. 200 zł. Są już polskie winnice, które mogą konkurować z najlepszymi na świecie. Wino Rosé 2018 WINNICA TURNAU 55 zł.
Mój ulubiony model noża i firma z długą historią. Nóż WINDMÜHLE ok. 150 zł.

 

Od lewej: Yotam Ottolenghi, Sami Tamimi „Jerozolima” WYDAWNICTWO FILO 69,99 zł. Kuchnia śródziemnomorska w wersji izraelskiej. 2. To najnowsze wydanie dzieła o kuchni polskiej z XVII w. jest piękne i świetnie opracowane naukowo. Stanisław Czerniecki „Compendium ferculorum albo zebranie potraw” MUZEUM PAŁACU KRÓLA JANA III W WILANOWIE 70 zł. 3. Michael Pollan „Magia gotowania” WYDAWNICTWO VIVANTE ok. 40 zł – autor, mój guru, pisze, dlaczego gotowanie jest takie ważne.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze