Twórcza integracja – rozmowa z Magdaleną Libuchą-Zdrojewską, założycielką Splotu Artystycznego

www.splotartystyczny.pl, fot. Anna Jakubczyk.

O swoim pomyśle łączenia pokoleń i twórczego integrowania osób z różnych środowisk poprzez wspólne uczenie się nowych rzeczy – opowiada założycielka Splotu Artystycznego, miejsca oferującego niezwykle twórcze warsztaty.
Co można robić na zajęciach w Splocie Artystycznym?

Prowadzimy warsztaty obejmujące szeroko pojęte rękodzieło: szycie, patchwork, ceramikę, tworzenie biżuterii, szydełkowanie. Są warsztaty haftu historycznego, prowadzone przez kostiumolożkę, oraz szycia wiktoriańskich gorsetów. Proponujemy także zajęcia ze śpiewu i tańca intuicyjnego oraz kurs tworzenia ekokosmetyków. Od czasu do czasu pojawiają się warsztaty recyklingowe. Mamy też pomysł na warsztaty tworzenia biżuterii, które łączyłyby recykling z bardziej tradycyjnymi technikami. W niedługiej przyszłości chcielibyśmy też rozszerzyć ofertę o warsztaty dla dzieci.

Skąd wziął się pomysł na warsztaty rękodzielnicze?

Moja córka dostała kiedyś na urodziny zestaw do szydełkowania. Prezent długo leżał nieotwarty, aż w końcu postanowiłam sprawdzić, czy pamiętam jeszcze coś z dzieciństwa, kiedy moją pasją były robótki ręczne. Na początku mi nie szło, ale po jakimś czasie przypomniałam sobie gesty i ściegi. Szydełkowanie tak mnie wciągnęło, że trzeba było dokupić jeszcze trzy zestawy. Potem zaczęłam robić kapy. I wtedy pierwszy raz pomyślałam, że świetnie by się pracowało w gronie kilku kobiet. Ponieważ nie umiałam czytać wzorów z książek o szydełkowaniu, poprosiłam o pomoc przyjaciółkę. Spotkałyśmy się u nas w domu – przyjaciółka przyprowadziła znającą się na szydełkowaniu znajomą, wpadła moja druga przyjaciółka, po powrocie ze szkoły dołączyła do nas moja córka… I nagle okazało się, że w grupie całkiem różnych kobiet wytworzyła się niezwykła więź. I wtedy wiedziałam już, że chcę zorganizować warsztaty.

Kto przychodzi na zajęcia?

Bardzo różne osoby: studentki, panie z korporacji, panie, które zawodowo zajmują się wykonywaniem strojów historycznych. Zależy mi też, by przychodziły do nas na zajęcia w ciągu dnia nieco starsze osoby, by się u nas dobrze czuły. Splot to dla mnie przede wszystkim miejsce spotkań dla kobiet w różnym wieku i z różnych środowisk. Takie współczesne „darcie pierza” – bezpieczna przestrzeń, w której kobiety mogą dzielić się swoimi pasjami i doświadczeniami. Zajęcia są odpłatne, więc dla niektórych osób stanowi to barierę. Dlatego moim marzeniem jest założenie fundacji, która zapewniłaby dofinansowanie kursów i pozwoliła nam zgromadzić więcej kobiet z różnych pokoleń i o różnych umiejętnościach, a także brać udział w projektach aktywizujących środowiska seniorów z naszej dzielnicy.

Splot Artystyczny to dla pani coś więcej niż miejsce, gdzie można rozwijać swoje hobby?

Chciałabym, by zdobyte na warsztatach umiejętności mogły się czasem stać impulsem do zmian. Są przecież osoby, których hobby stało się zawodem – bo odkryły w sobie talent, z którego są w stanie się utrzymać. Sama tego doświadczyłam. Kiedy zaczęłam szydełkować, od razu miałam coraz więcej różnych pomysłów, zupełnie tak, jakby banalna, prosta czynność uruchomiła ukryte dotychczas pokłady kreatywności. Myślę, że uczenie się nawet niewielkich z pozoru rzeczy może nas sprowokować do podjęcia ważnych decyzji o życiowych zmianach. Kiedy odkrywamy, że umiemy coś robić, zaczynamy wierzyć w swoje możliwości i nie boimy się nowych pomysłów.

Magdalena Libucha-Zdrojewska pracowała w korporacji, potem przejęła rodzinną firmę i od 15 lat zarządza biurowcem w przedwojennej kamienicy w centrum Warszawy. Jest też założycielką Splotu Artystycznego – funkcjonującego od września 2013 roku miejsca w centrum Warszawy, stworzonego z myślą o kreatywnym spędzaniu czasu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »