fbpx

W kobiecym kręgu – o seksie w krajach arabskich

Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. (Fot. iStock)

Na pierwszy rzut oka łączy je tylko to, że są seksuolożkami. Ale szybko okazuje się, że obie mają doświadczenie zderzenia z kulturą arabską. Jak wpłynęło to na psycholożkę, która regularnie bywa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a jak na ginekolożkę, która pracowała w Arabii Saudyjskiej?

Ameera Anna Ibrahim: Dlaczego Arabka postanowiła zostać seksuologiem? – zapytano mnie na egzaminie. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, że to faux pas, natychmiast odpowiedziałam, że to właśnie w krajach arabskich zobaczyłam, jak ważna jest seksualność. I że to Arabowie traktują ją jak integralną część życia, a nie oddzielną wyspę, która powinna być tabu. Owszem, jest tam dużo pruderii, ale na nią też można spojrzeć z innej perspektywy – może całe to zakrywanie ciała jest afrodyzjakiem?

Lekcja otwartości

Arabki pod hidżabem często mają piękną bieliznę, wspaniałe makijaże. A zakrycie ciała podtrzymuje pożądanie. W końcu jak długo może podniecać coś, co zawsze jest na wierzchu? Niestety, stereotyp na temat Arabów jest taki, że to bardzo zamknięta społeczność. Więc Arabka mówiąca o seksie, nawet dla seksuologa egzaminującego przyszłych studentów, to lekko dziwaczna sprawa.

Wychowałam się w Warszawie, w domu dwukulturowym: mama Polka, tata Palestyńczyk. Rodzice z dwóch różnych światów, kultur, religii, ale nigdy nie wydawało mi się to schizofreniczne. Wręcz przeciwnie, dorastałam w przekonaniu, że to, co skrajne, można łączyć. I że ludzie, którzy są zupełnie inni, mogą ze sobą żyć. Mama psycholożka – na pierwszy rzut oka delikatna i efemeryczna, ale wiele razy widziałam ją w sytuacji, w której stawiała na swoim. Ojciec – lekarz. Romantyczny i jednocześnie stanowczy. Pewność siebie i zdecydowanie mam bardziej po nim. Miał siedem lat, kiedy z rodziną uciekał z Palestyny – najpierw do Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu, w końcu osiedli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kiedy byłam mała, zamiast bajek opowiadał mi swoje wspomnienia – podkoloryzowane, ale urocze. To przez nie bardzo chciałam poznać Palestynę. Kiedy miał 18 lat, przyjechał na studia do Polski, a kiedy ja wydoroślałam, poleciałam do Palestyny. Sama. Nie była to dla mnie łatwa podróż, ale utwierdziła mnie w przekonaniu, że tam jestem u siebie. Od pierwszych zapachów: rozgrzanego powietrza, ciężkich przypraw, kardamonu i cynamonu, do widoku muru dzielącego ją od Izraela. Szok i jednocześnie poczucie bliskości z ojcem. I zakorzenienia.

Do Emiratów zaczęłam latać znacznie wcześniej – bywałam u dziadków i ciotek, odkąd skończyłam dwa lata. Pamiętam Dubaj bardziej pustynny niż nowoczesny. Do tej pory Emiraty to dla mnie kraj tradycji: targów, pustyni i poławiaczy pereł, a nie wieżowców i najdroższych domów handlowych. Teraz mieszkają tam nie tylko wszystkie moje ciotki, ale też dwie starsze siostry. Ja nie myślałam o tym, żeby zamieszkać tam na stałe, zawsze po wakacjach lubiłam wracać do Polski. Poza tym w kulturze arabskiej psycholog jest postrzegany trochę jak szarlatan. A seksuolog w ogóle nie istnieje. Ludzi tam bardzo ciekawi, czym się zajmuję, ale jednocześnie nie do końca mają jasność, co ten zawód znaczy. Pamiętam, jak podczas rodzinnego obiadu opowiadałam kuzynce, że zaczynam nową specjalizację, studia seksuologiczne. Po angielsku, bo nie mówię płynnie po arabsku. Widziałam, jak z każdą minutą zmienia jej się twarz – wzbierała w niej złość, ponieważ wiedziała, że to, co opowiadam z takim entuzjazmem, za chwilę będzie musiała tłumaczyć! I faktycznie, zainteresowała się nami babcia. Kuzynka spojrzała na mnie, potem na nią i wypaliła jednym tchem: „Ameera zajmuje się tym, co zawsze, tylko teraz to pogłębia!”. To było podczas studiów, potem babcia dokładnie wiedziała, jak wygląda moja praca. I nie miała z tym problemu.

Ciotki zresztą też nie. To dzięki nim jestem tak otwarta w kontekście ciała, nagości, kobiecości, seksu. U nich przeżyłam pierwszą miesiączkę – nigdy nie zapomnę, jak się z tego cieszyły, nie tworząc jednocześnie atmosfery sztucznego święta. Pamiętam, że wszystkie wieczorem wpadły do babci – pośmiałyśmy się, pogadałyśmy, one opowiedziały mi swoje historie. Jasno dały mi do zrozumienia: teraz jesteś jedną z nas. Dzięki nim naturalnie i swobodnie weszłam w krąg kobiet. Może ich otwartość wynika z tego, że w Emiratach, które są dość nowoczesne, ale jednocześnie jednak tradycyjne, seksualność też jest dwutorowa: na zewnątrz zamknięcie, zakrycie każdego kawałka ciała, ale w domu kobiety są niesamowicie postępowe. One rządzą.

Oczywiście nie wszystkie aspekty podejścia do seksualności w kulturze arabskiej pochwalam – zakaz pornografii, który paradoksalnie skutkuje uzależnieniem od niej, czy zakaz bliskości fizycznej przed ślubem – to może się kończyć różnymi trudnościami. Ale! Wiem na pewno, że Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. Z drugiej strony kobiety w Emiratach dużo o seksie mówią, ale nie zawsze w kontekście, który mi się podoba, bo zwykle to jest jednak troska o przyjemność partnera, zadowolenie kobiety nie jest tak istotne. Seks bywa tam kartą, narzędziem manipulacji, elementem gry, a nie sytuacją, z której radość mają czerpać obie strony. Dlatego najchętniej połączyłabym umiejętność mówienia o seksie Arabów z otwartością seksualną Europejczyków. Może dlatego zostałam seksuolożką?

Ameera Anna Ibrahim, psycholożka, seksuolożka, terapeutka. Zdobywała doświadczenie w Ośrodku Rehabilitacji Socjopsychiatrycznej w Zagórzu, Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia w Pruszkowie, na oddziale terapii uzależnień w areszcie śledczym, w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Współpracowała przy tworzeniu opinii sądowo-seksuologicznych. Pracuje w gabinecie prywatnym, mieszka w Warszawie. Prowadzi profil strefa (bez)wstydu. (Fot. Michał Borecki)

Walka z bólem

Ewa Baszak-Radomańska: Pierwsze, co usłyszałam od mojej szefowej, kiedy tylko przyleciałam do Arabii Saudyjskiej: „Każdej kobiecie mów po zabiegu, kiedy może wrócić do współżycia. Jeśli nie będzie tego wiedziała, po operacji wróci do domu i będzie uprawiać seks. A to może powodować powikłania”. Drugie: „Nie wolno ci reperować błony dziewiczej. Bo nie wyjdziesz z więzienia!”. Pomyślałam wtedy, że właściwie nie trzeba mnie przed tym ostrzegać, bo i tak niespecjalnie chciałabym to robić. A potem zdarzało się, że przychodziła matka z córką, która była na wydaniu i właśnie na stół wpadła! Trzeba było jej zszywać błonę. Matki myślały, że lekarze z Europy czy Stanów mają inne standardy. Odmawiałam, bo taki zabieg to grzech, haram, czyli przestępstwo w ich kulturze.

Dwadzieścia lat temu, właściwie przypadkiem, trafiłam na propozycję pracy w Arabii Saudyjskiej. Byłam w dziwnym okresie swojego życia, na zakręcie – musiałam coś zmienić, a mój kolega akurat dostał ofertę. Miał na imię Marian. Ale coś się komuś pomyliło i dostał ofertę dla kobiety – Mariam, czyli Marii. Przeczytałam ją i stwierdziłam, że jest dla mnie idealna.

Ruszyłam dość beztrosko – niby się przygotowałam, ale nie doczytałam, że trzeba mieć ze sobą abaję, czarną pelerynę sięgającą do kostek, i włożyć ją już na lotnisku. Więc pierwsze zderzenie – strój. Potem okazało się, że na zewnątrz trzeba mieć też szal na głowie. Jeśli się zsunął, natychmiast pojawiał się muttawa – policjant religijny – i przywoływał do porządku, krzycząc: „Kobieto, zakryj głowę!”. Pamiętam żonę japońskiego ambasadora, która zapomniała zabrać ze sobą szal, więc abają zakryła głowę, jednocześnie odsłaniając kostki, więc policjant zaczął ją po tych kostkach okładać kijem!

Ale to był dopiero początek listy moich zdziwień. Szybko okazało się, że w poradniach nie ma foteli ginekologicznych, bo samo wejście na fotel i rozchylenie nóg przekracza normy obyczajowe – musiałam badać pacjentkę na leżance. Poza tym kobiety często przychodziły z mężem. Zdarzało się, że tylko on mówił po angielsku, więc nigdy nie miałam pewności, czy on tłumaczy dokładnie to, co ona mówi. I co jej przekazuje ode mnie. No i miałam mnóstwo pacjentek z bólem. To wynika z ich kultury, bo narzeczeni się nie widzą, nie rozbudzają przed ślubem. Są sobie przydzieleni. Mężczyzna, który do tej pory oglądał wyłącznie pornografię – choć to oczywiście zabronione – nie widział nagiej kobiety na żywo, tylko te dziury na oczy, i nagle widzi gołą żonę! Ona się spina, a on przyspiesza, bo nareszcie może zaspokoić potrzebę seksualną w sposób, który do tej pory był niedostępny. Kolega opowiadał mi o pacjentce Saudyjce, którą bolało tak strasznie, że jak tylko ten mężczyzna się do niej zbliżał, to ona drapała i kopała. Sprowadzał więc anestezjologa, który ją znieczulał od pasa w dół, żeby w ogóle mogło dojść do stosunku. Byli u wszystkich możliwych lekarzy. I nic. Nie było mowy, żeby ten stosunek odbył się normalnie.

Przychodziły też do mnie kobiety, 45, 50 plus, które miały już po kilkoro dzieci, przestawały miesiączkować, więc były przekonane, że znów są w ciąży. Kiedy mówiłam, że to menopauza, to był dla nich niewyobrażalny dramat. Koniec świata. Bo przekaz tam jest taki, że kobieta za wszelką cenę musi zatrzymać mężczyznę, więc musi też rozumieć, że dla niego najważniejszy jest seks. I powinna się tak ułożyć, żeby móc rozdawać karty. Pamiętam kobiety, które były w stanie wyegzekwować od swoich mężów wszystko, ponieważ miały to, czego on potrzebował.

Tak więc z jednej strony instrumentalne traktowanie seksu, patriarchat, zero praw. A z drugiej – to właśnie tam przekonałam się, jak wielka jest siła kobiet. One się niesamowicie wspierają, najlepiej to widać w szpitalu. Kiedy jedna leży po zabiegu albo rodzi dziecko, cała reszta – siostry, matki, babki, przyjaciółki, po prostu przy niej koczują. Zabawiają, karmią, pielęgnują. Spełniają każdą jej zachciankę. Kapitalne baby! Kiedy któraś z nich nie ma wsparcia od innych kobiet, dzieją się straszne rzeczy. Raz byłam świadkiem dramatycznej sytuacji: kobieta spała znieczulona po zabiegu, a jej mąż przyprowadził dzieci i sobie poszedł. Dzieci po niej skakały, a jedno zakrztusiło się piłeczką pingpongową. Do tego stopnia mężczyźni tam nie są w stanie zająć się rodziną.

Kiedy wróciłam do Polski, do Lublina, wiedziałam już, że odejdę z uniwersytetu – zamiast robić habilitację, w wieku 42 lat urodziłam trzecie dziecko w nowym związku, i zaczęłam pracować z pacjentkami z bólem. Wiedziałam, że u nas też są takie kobiety i tutaj też nikt nie wie, jak im pomóc. Młode pacjentki nie mówią lekarzom, że czują ból przy stosunkach, bo, po pierwsze, nie chcą krępować lekarza – co samo w sobie jest kuriozalne – a po drugie, myślą, że lekarz nie ma wystarczającej wiedzy na ten temat. I niestety, często mają rację.

To właśnie mi dało zderzenie z kulturą arabską: pomysł na Terpę. Wymyśliłam tam wszystko, począwszy od nazwy. Terpa, czyli terapia par – chciałam, żeby o parach, które do mnie przychodzą, można było powiedzieć, że są partnerami, a nie oderwanymi od siebie jednostkami. I ten zachwyt, zachłyśnięcie się energią kobiet. Ja w ogóle lubię kobiety, lubię je wspierać, obserwować, jak się rozwijają. I zdrowieją. Patrzę na nie podczas ostatniej wizyty po terapii bólu sromu i widzę, że mają światło w oczach, nadzieję. To mi daje siłę, inaczej dawno straciłabym skrzydła.

Ewa Baszak-Radomańska ginekolożka, seksuolożka, założycielka gabinetów Terpa w Lublinie. Zajmuje się chorobami sromu, diagnostyką i leczeniem dyspareunii i wulwodynii. Laureatka nagrody National Vulvodynia Association za koncepcję stworzenia ośrodka leczenia bólu sromu w Polsce. Autorka wielu publikacji na ten temat, wykładowczyni, organizatorka warsztatów medycznych. Ma trzech synów, troje wnuków. Mieszka w Lublinie. (Fot. Michał Borecki)

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze