Monochromatyczność wnętrz projektowanych przez Natalię Sokolnicką na pierwszy rzut oka może wydawać się zbyt surowa, a mnogość faktur i wzorów – szokująca. Jednak każdy, kto widział efekt jej pracy, wie, że tworzy to niezwykle spójną, wyrazistą całość. Najlepszym dowodem jest jej własne mieszkanie w jednej z wrocławskich kamienic.
Tekst pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 09/2026.
Nie było w nim właściwie nic, co mogłoby zachwycić. Zabite deskami okna, mrok, tynk odpadający ze ścian. Krótko mówiąc, kompletna ruina – tak Natalia i jej mąż Piotr, współtwórca projektu, wspominają swoją pierwszą wizytę w tym mieszkaniu. Gdyby nie fakt, że mieszkali piętro wyżej i mijali je codziennie, pewnie nigdy nie zdecydowaliby się tu zajrzeć.
– Nie mam pojęcia, co nas w tym wnętrzu ujęło, ale wyszliśmy stamtąd, spojrzeliśmy na siebie i oboje byliśmy pewni, że to idealna przestrzeń dla nas. Być może po prostu trafiliśmy na nie w odpowiednim momencie – mówi Natalia.
Mieszkanie było większe niż to, w którym dotychczas toczyło się ich życie, a za kilka miesięcy miała im się powiększyć rodzina. Potrzebowali też przestrzeni na biuro, ponieważ w czasie pandemii oboje zaczęli pracować zdalnie. Decyzja zapadła więc błyskawicznie. Tego samego dnia wystawili na sprzedaż swoje dotychczasowe mieszkanie i rozpoczęli generalny remont nowej przestrzeni.
(Fot. Martyna Rudnicka)
Największym atutem okazała się architektura budynku. Choć kamienice kojarzą się z długimi, ciemnymi korytarzami i gęstym układem ścian nośnych, tutaj było inaczej. Nietypowa konstrukcja pozwoliła niemal całkowicie otworzyć strefę dzienną. Tak powstała blisko 45-metrowa przestrzeń łącząca salon, jadalnię i kuchnię. Granice między tymi strefami są płynne, na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć, gdzie kończy się salon, a zaczyna kuchnia, ponieważ „zaplecze techniczne” jest niewidoczne.
– Znajomi, którzy przychodzą do nas pierwszy raz, zawsze dopytują, czy mamy lodówkę – śmieje się Natalia. I wyjaśnia, że razem z ekspresem do kawy ukryła ją za wykończonymi tapetą à la len frontami. – Początkowo miałam obawy, czy takie rozwiązanie sprawdzi się w praktyce, ale przetestowałam je już w poprzednim mieszkaniu: z dobrej jakości tapety bez problemu można zmyć wszelkie plamy czy zabrudzenia, powstałe w czasie przyrządzania jedzenia – wyjaśnia.
Tapetę w sypialni stworzono na bazie dyplomowych rysunków Magdaleny Kucharskiej. Naprzeciwko na ścianie wisi obraz jej autorstwa, a na zagłówku obitym tkaniną Casamance Ocema stoi szklana kompozycja artystki. Powyżej wiszą szklane kinkiety Ikea. (Fot. Martyna Rudnicka)
Za częścią oficjalną kryje się jeszcze jedno pomieszczenie – niewielka „brudna kuchnia”, w której można przygotować posiłki podczas rodzinnych spotkań czy odłożyć naczynia, kiedy zmywarka nie nadąża z pracą. To rozwiązanie pozwala utrzymać porządek w głównej części kuchni i ułatwia organizację podczas większych spotkań. Natomiast codzienne życie toczy się głównie wokół kuchennej wyspy, która przez rytmicznie powtarzające się fronty z licznymi, drobnymi uchwytami bardziej przypomina stary mebel odnaleziony w bibliotece lub aptece.
– To projekt, który stworzyłam do poprzedniego mieszkania i tak go polubiłam, że trudno było mi się z nim rozstać. W rzeczywistości za dekoracyjnymi frontami kryją się pełnowymiarowe szuflady i szafki – wyjaśnia Natalia, która równie nieszablonowo zaprojektowała stół w jadalni. Jego masywna drewniana konstrukcja została optycznie odciążona frezowaniami, a w samym środku pojawiła się kamienna wstawka. – To rozwiązanie równie praktyczne co estetyczne. Na kamieniu można bez obaw stawiać gorące naczynia, a w przyszłości wymienić go na inny materiał, nadając meblowi zupełnie nowy charakter – wyjaśnia.
Zabezpieczona
lakierem tapeta Sandberg Pine sprawia, że łazienka wygląda jak przytulny pokój. Na ścianach i podłodze znajdują się płytki Florim,
Heritage Emerald i Grespania Artic. Natalia i Piotr zaprojektowali stelaż pod umywalkę. A artystyczne szkło w oknie specjalnie do
tego wnętrza wykonali Magdalena i Andrzej Kucharscy, rodzice Natalii. (Fot. Martyna Rudnicka)
Choć wiele elementów w tym wnętrzu zaskakuje, odkrywa się je stopniowo. Na przykład ramy okienne wykończone ceramiczną mozaiką subtelnie odbijającą światło wpadające przez wysokie okna czy dywany z płytek fakturą przypominających tkaninę, perfekcyjnie wkomponowane w dębowy parkiet wszędzie tam, gdzie drewno byłoby narażone na uszkodzenia – przy wejściu, pod kominkiem czy wokół kuchni. Zamiast sztywnych podziałów między pomieszczeniami kompozycje z płytek tworzą miękkie przejścia.
– Przyjaciele, którzy odwiedzają nas regularnie, mówią, że dopiero po kilku miesiącach zauważają kolejne szczegóły. I właśnie o taki efekt mi chodzi, bo dzięki temu wnętrze nie nudzi się po tygodniu, a z każdym kolejnym spojrzeniem odsłania nowe detale – tłumaczy Natalia.
Ale zaskakujące jest również to, że nie ma tu typowych dla ponadstuletnich kamienic zdobień czy sztukaterii. – Nie chcieliśmy wprowadzać czegoś, czego w tym budynku nigdy nie było. Choć kamienicę, w której mieszkamy, wybudowano w 1910 roku, od początku miała dość oszczędną architekturę. Oczywiście są charakterystyczne detale, jak boniowania, opaski wokół okien, do których nawiązaliśmy, czy kilka płaskorzeźb, ale całość jest raczej powściągliwa. Nie chcieliśmy więc na siłę stylizować wnętrza ani dopisywać mu jakiejś historii. Bazowaliśmy raczej na subtelnych odniesieniach do klimatu europejskich kamienic – wyjaśnia Natalia.
Nie ma tu mocnych kontrastów ani wyrazistych kolorów. Nic nie dominuje, wszystko współpracuje. Główną rolę odgrywają materiały, faktury i światło. Nawet tapety, choć liczne i ozdobne, są raczej monochromatyczne. Pojawiają się niemal w każdym pomieszczeniu, ale żadna nie pełni wyłącznie funkcji dekoracyjnej. Budują nastrój, wprowadzają miękkość i sprawiają, że nawet kuchnia czy łazienka wydają się bardziej przytulne niż użytkowe. Jedna z nich, zdobiąca ściany w głównej sypialni, to przedruk rysunku piórkiem, który był pracą dyplomową Magdaleny Kucharskiej – prywatnie mamy Natalii. Przed łóżkiem zawisł obraz namalowany przez artystkę, a w oknie łazienki znajduje się dekoracyjna tafla szkła wykonana wspólnie przez oboje rodziców Natalii. Można więc powiedzieć, że to wnętrze to projekt rodzinny.
– Zakorzeniliśmy się tu mocno, choć od początku zakładaliśmy, że być może za kilka lat to miejsce nie będzie już nasze. Po sprzedaży pierwszego lokalu uznaliśmy, że projektowanie własnych wnętrz może stać się naturalnym rozwinięciem działalności naszej pracowni architektonicznej – przyznaje Natalia. I rzeczywiście, gdy ta rozmowa trafi do druku, mieszkanie będzie miało już nowych właścicieli. A co z Natalią i Piotrem? Trudno w to uwierzyć, ale kupili kolejny lokal w tej samej kamienicy – piętro wyżej. I właśnie urządzają go po swojemu.