1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Piękno wokół nas - biżuteria Marceliny Jarnuszkiewicz

Piękno wokół nas - biżuteria Marceliny Jarnuszkiewicz

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe
Zobacz galerię 14 Zdjęć
Sikorka, stonka, karp, jemioła, kwiat jabłoni. To świat, który nas otacza. Jest tak blisko,  że umyka nam jego piękno. Dzięki pinom Marceliny Jarnuszkiewicz możemy ponownie je odkryć. I cieszyć się tym światem natury na co dzień w wyrafinowanej formie biżuterii.

Sikorka, stonka, karp, jemioła, kwiat jabłoni. To świat, który nas otacza. Jest tak blisko, że umyka nam jego piękno. Dzięki pinom Marceliny Jarnuszkiewicz możemy ponownie je odkryć. I cieszyć się tym światem natury na co dzień w wyrafinowanej formie biżuterii.

Staram się zajmować tym, co mnie zachwyca, wybierać w mojej pracy tematy, które dają mi radość. Taką właśnie relację mam z przyrodą – mówi Marcelina Jarnuszkiewicz, warszawianka, absolwentka etnologii, sztuki mediów i scenografii.

Fot. Anna Bystrowska Fot. Anna Bystrowska

Wszystko, co robi, łączy się z ilustracją. To rysunek obok przyrody jest bazą dla jej biżuterii, dla tych precyzyjnie i syntetycznie zarazem odtworzonych wizerunków zwierząt, owadów, roślin, które stały się delikatnymi złoconymi broszkami-pinami, ręcznie zdobionymi barwną emalią.

Fot. STUDIOCIENIA Fot. STUDIOCIENIA

Ale wieś i przyroda to dopiero połowa historii Marceliny Jarnuszkiewicz. – Urodziłam się w Warszawie, w rodzinie, w której wszyscy zajmowali się sztuką. Najpierw postanowiłam od tego uciec, na etnologię, ale w końcu wróciłam, na ASP. I teraz łączę te dwa światy: upodobanie do natury i do sztuki, do wsi i do miasta. Żyję na poły tu, na poły tam. Tak znajduję równowagę – mówi Marcelina.

Fot. STUDIOCIENIA Fot. STUDIOCIENIA

Jej broszki łączą w harmonijną całość to, co naturalne, z tym, co artystyczne. Kultura i natura nie muszą przecież być zjawiskami przeciwstawnymi, mogą tworzyć jedność. Bohaterami opowieści Marceliny Jarnuszkiewicz są znane wszystkim zające, sikorki, wiewiórki, jaskółki, ale też tajemnicze krawce głowacze, słoniki orzechowce i wojsiłki.

Fot. STUDIOCIENIA Fot. STUDIOCIENIA

Czasami Marcelinę ponosi fantazja i wtedy powstają zagadkowe gryfy i bazyliszki. Wszystkie są uroczymi drobiazgami, a dorosły może cieszyć się ich pięknem jak dziecko.

Fot. STUDIOCIENIA Fot. STUDIOCIENIA

Źrodła inspiracji wynikają wprost z życia Marceliny. – Kiedy byłam dziewczynką, moi rodzice kupili stareńki dom na Mazurach. Spędziłam tam dzieciństwo z moimi siostrami, w ogrodzie, w czystym, naturalnym środowisku, blisko zwierząt i roślin. Wiele z tych, które stały się ozdobami, widuje na co dzień,  żyją tuż obok jej domu, a o innych marzy, żeby je zobaczyć.

Więcej prac Marceliny Jarnuszkiewicz obejrzyjcie w galerii zdjęć.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Najpiękniejsza biżuteria na lato

Fot. Imaxtree (Dior)
Fot. Imaxtree (Dior)
Biżuteria to stały element większości stylizacji. W najbliższych miesiącach polujemy przede wszystkim na tą delikatną, zmysłową, która sprawdzi się jako dodatek do zwiewnych, letnich sukienek i bikini.

Jedna z ulubionych kolekcji Polek od marki W. Kruk - Kwiaty Nocy doczekała się nowej odsłony. Kolekcja Kwiaty Nocy prezentuje niepowtarzalny urok kolorowych kwiatów w eleganckim wydaniu. Malowana emalią biżuteria to wyjątkowe wzornictwo nawiązujące do najnowszych trendów. Na pierwszy rzut oka najbardziej spodobały nam się łańcuszki wykonane z żółtego złota i pokryte różnobarwnymi kamieniami szlachetnymi. Po dłuższym namyśle dobieramy do nich idealnie pasujące pierścionki i długie kolczyki. Wyglądają przepięknie i zmysłowo do letnich stylizacji.

Fot. materiały prasowe W.KrukFot. materiały prasowe W.Kruk

Błękit letniego nieba, czy pudrowy róż płatków kwiatów to tylko niektóre kolory, które odnajdziecie w kolekcji Duro Trend od marki Sadva z wymiennymi eko skórkami. Unikatowa kolekcja składa się z idealnie współgrającymi z letnimi outfitami bransoletek, pozłacanych i srebrnych naszyjników oraz twarzowych kolczyków. Cała kolekcja dostępna jest w różnych wariantach kolorystycznych, a wszystko to za sprawą wymiennych eko skórek, które w zależności od upodobań możemy zmieniać i dobierać do stylizacji.

Fot. materiały prasowe SadvaFot. materiały prasowe Sadva

To co odległe, niecodzienne i różnorodne fascynuje nas od wieków. Nowe wzory Lilou to egzotyczne, energetyczne projekty biżuterii o wyrazistych detalach i stylu. To talizmany składające się z czterech zdobionych okręgów i symbolizujące energię oraz moc jaką niesie poznawanie świata i kultur. Model kolczyków i naszyjnika to pierwsze wzory z kolekcji Etno, która składać się będzie z wyrazistych bransolet, pierścionków i długich kolczyków. Na bransoletach i pierścionkach będzie można nanieść osobisty grawerunek.

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Wszyscy kochający dalekie podróże zachwycą się kolekcją Anki Krystyniak inspirowaną starożytnym Egiptem. Choć uwielbiamy jej kultowe lunule i naszyjniki ze słońcem, w nowej kolekcji zakochałyśmy się równie szybko. Nową kolekcję tworzą naszyjniki, kolczyki oraz pierścienie. Symbole: Oka Horusa, Krzyża Ankh, Pierścienia Shen, Skarabeusza czy Solejki. Symbolika zamknięta w biżuterii to ucieleśnienie ciągłego trwania i nieustającego ruchu. I tak Oko Horusa – to strażnik bezpieczeństwa i zdrowia, Krzyż Ankh – to życiodajne ramiona, Pierścień Shen – wieczna ochrona, Skarabeusz – nieustający ruch, czyli stały rozwój, a Solejka to promienie dobra. Już wiemy, jaki kierunek obierzemy tego lata!

Fot. materiały prasowe Anka KrystyniakFot. materiały prasowe Anka Krystyniak

Najmodniejsze zegarki tego sezonu? Klasyczne na bransolecie lub na subtelnym skórzanym pasku w obłędnych kolorach - żywym pomarańczowym, klasycznym beżu bądź połyskującym granacie. Nowa linia zegarków Longines inspirowana słynnym włoskim hasłem "Dolce Vita" to hołd dla słodyczy życia. Świetny dodatek dla wszystkich, którzy cenią to co solidne, eleganckie i stylowe.

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

  1. Psychologia

Czas na zatrzymanie. Luksus, fanaberia czy potrzeba?

Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. (Fot. iStock)
Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. (Fot. iStock)
Zatrzymaj się, pomyśl, poczuj, odkryj sens, znajdź swoją misję, stwórz wizję... Jesteśmy zachęcani do zatrzymania się, zadawania sobie niewygodnych pytań i dzięki temu poznawaniu siebie. Po co przeszukiwać wnętrza naszych osobowości? Czy to moda, czy prawdziwa potrzeba?

Zatrzymaj się, pomyśl, poczuj – słyszymy, czytamy w wypowiedziach coachów, trenerów, psychoterapeutów czyli osób zajmujących się rozwojem osobistym. Jesteśmy zachęcani do wyjazdów w miejsca odosobnienia w kontakcie z naturą, podróży vision quest, medytacji, zadawania sobie często niewygodnych pytań: „kim jestem?”, „jaki jest sen moich działań?”. Po co mamy to robić? Po co mamy przeszukiwać wnętrza naszych osobowości, czyli – potocznie mówiąc: „grzebać w sobie”? Czy to moda, czy prawdziwa potrzeba?

Nie każdy tego potrzebuje i też nie na każdym etapie życia jest to niezbędne. Jeżeli zebrałeś już dość wiedzy i każda dodatkowa informacja przepełnia cię jak przysłowiowa herbata filiżankę – działaj. Ale może nie masz nawet czasu napełnić taczek, z którymi biegasz, nie wiedząc, co budujesz, komu i po co – zatrzymaj się. A może od dłuższego czasu leżysz na kanapie i nie sprawia ci to już przyjemności – zadaj sobie pytanie: co dalej?

Ale tak naprawdę, nic nie musisz zmieniać. Może twoją misją życiową jest właśnie bieganie z tą taczką. Może twoje leżenie na tej kanapie ma swój sens. Może nie potrzebujesz niczego więcej wiedzieć - wiesz, co robisz i co jest dla ciebie dobre. Ale jeżeli odczuwasz dyskomfort, to może warto się zatrzymać i sprawdzić, czy nie leżysz w objęciach wroga lub nie biegasz na jego usługi.

Jest czas na zadawanie pytań, czas na odpowiedzi, czas na działanie i czas na odpoczynek. Ale zbyt długie przebywanie tylko w jednym z tych okresów kończy się dyskomfortem, zniechęceniem, wypaleniem zawodowym lub nawet depresją - i wtedy może warto zatrzymać się i zadać sobie kilka ważnych pytań.

Kto jest wrogiem, a kto sprzymierzeńcem?

Carlos Castaneda, amerykański antropolog, wskazał czterech wrogów człowieka wiedzy: strach, jasność umysłu, moc, starość. Można na nich spojrzeć również jako na wrogów lub przyjaciół naszego rozwoju. Na podobnej zasadzie jak nasze cechy, które w niektórych sytuacjach mogą być naszymi zaletami, a w innych – wadami. Coś co w danej sytuacji jest dla nas sprzymierzeńcem, za chwilę może zmienić się we wroga. I odwrotnie. Przyjrzyjmy się więc bliżej sposobom ich działania.

Strach

Dzisiejszy świat oferuje nam ciągle nowinki. Można powiedzieć, że zmiana goni zmianę. Wychodzenie ze strefy komfortu pomału staje się codziennością. Naszą biologiczną reakcją na to, co nieznane, odziedziczoną po praprzodkach jest strach, bo kiedyś wiązało się to często z zagrożeniem życia. Odziedziczyliśmy więc w prezencie trzy reakcje: ucieczka, zastygnięcie lub walkę. To nas chroni przed nowym, innym, nieznanym, czyli tym, co narusza nasze dotychczasowe przekonania i związane z nimi poczucie bezpieczeństwa. Wolimy więc zaprzeczyć, wycofać się odmówić, ośmieszyć. Ale strach i tak jest z nami, a to są jego strategie, których celem jest – odciąć nas od wiedzy. I dlatego strach jest jednym z największych wrogów człowieka i tym samym pierwszym do pokonania na naszej ścieżce rozwoju. Sposobem na pokonanie go jest zyskanie świadomości: poszukiwanie informacji, zdobycie wiedzy na dany temat, poznanie punktów widzenia innych osób.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Czym jest ta nowa sytuacja? Jak inni ją widzą? Na ile ta sytuacja jest zagrożeniem, a na ile szansą? Jaki mam wybór?

Gdy nieznane zostaje poznane, a nowe oswojone i zaprzyjaźnione z nami – strach znika.

Świadomość

Mamy już więc niezbędną wiedzę i własne zdanie na temat nowej sytuacji. Zyskujemy coraz większą pewność siebie, zaczynamy dzielić się naszą wiedzą z innymi. Ludzie słuchają nas z zainteresowaniem. Zaczynamy mieć poczucie omnipotencji, jesteśmy traktowani jako eksperci, coraz częściej widzą nas w roli lidera. Jeżeli jednak pozostajemy dłużej na etapie „gadającego guru”, nie tylko inni, ale też my sami wkrótce nie będziemy już chcieli siebie słuchać. Utkniemy w świecie naszych racji, poglądów, zaniedbując potrzebę sprawczości. Zaczniemy mieć wątpliwości, do głosu dojdzie krytyk podważający nasze kompetencje. Ratunkiem z tej sytuacji jest moc osobista i działanie.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Jak chcę skorzystać z mojej wiedzy? Jakie są moje mocne strony? Jakie działania dają mi poczucie sensu? Co jest moją mocą osobistą?

Gdy mamy gotowość do działania, znika stagnacja, pojawiają się możliwości, propozycje.

Moc osobista

Mając wiedzę i kontakt z osobistą mocą, działamy, tworzymy w świecie nowe projekty. Rozwijamy się, inspirujemy innych, włączając ich do wspólnych działań. Świat nam na to odpowiada różnymi gratyfikacjami – finansami, uznaniem, awansem. Nabieramy poczucia, że nasze możliwości są nieograniczone, chcemy sięgać po kolejne wyzwania. Wiemy już jak to zrobić żeby osiągnąć sukces i osiągamy kolejny. Po pewnym czasie stajemy się cynicznym Midasem – wszystko jesteśmy w stanie przemienić w złoto. Co tracimy? Często poczucie wyższego sensu, bliskie relacje. Pojawia się poczucie pustki, którego nie jest w stanie wypełnić kolejna „zabawka”. Wyzwolenie często przychodzi w postaci zmęczenia, choroby, kryzysu albo jeszcze innej sytuacji, która zmusza nas do zatrzymania się, do konfrontacji ze swoją słabością, ze świadomością, że wszystko ma swój koniec, że nasze zasoby i nasz czas jest ograniczony. Zaczynamy nas coraz częściej myśleć o starości.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Jaki świat chce zostawić moim dzieciom? Jakie były kiedyś moje marzenia? W co wierzę? Co chciałbym usłyszeć od bliskich na moje 80. urodziny? na własnym pogrzebie? Jaki jest w ogóle sens życia? Dokąd zmierza moje życie?

Starość

Mam na myśli starość nie tyle metrykalną co stan kontaktu ze swoją starością, a właściwie ze starszyzną w sobie. Czas, kiedy mamy za sobą już wiele osiągnięć, doświadczeń. Kiedy nie ogranicza nas strach, nie dajemy się uwieść władzy. Mamy świadomość swojej mocy i używamy jej rozważnie, w sprawach ważnych. Problemem jest zmęczenie i zniechęcenie. Szukanie odpowiedzi na wielkie pytania przytłacza nas niejednoznacznością i ambiwalencją, czujemy się wobec nich mali. Kanapa i ciepły kocyk ciągną coraz bardziej, szczególnie gdy mamy komfort finansowy. Można zasnąć, odejść, zniknąć…

Na szczęście budzi nas nasz przyjaciel strach! I tak ten cykl toczy się mniej lub bardziej dla nas świadomie.

Zadaj sobie pytania: Czy opisane tutaj sytuacje są ci znane? Ile cyklów jest już za tobą? Kto jest twoim największym wrogiem? Kto jest twoim sprzymierzeńcem? W której sytuacji bywasz najczęściej? W której jesteś teraz?

Powrót do natury

Samotność, post, modlitwa, medytacja i kontakt z naturą - to nieodłączne elementy rytuałów szamańskich ale też religijnych, które przez wieki towarzyszyły człowiekowi. Jeśli coś było dobre i potrzebne człowiekowi kiedyś, to może również teraz? Czy tak bardzo zmieniły się nasze potrzeby? A może wręcz przeciwnie, zostały te same, a my żyjemy w jeszcze trudniejszych warunkach, w odcięciu od natury i naszych biologicznych potrzeb. Spopularyzowana pod angielską nazwą metoda vision quest wywodzi się z tradycji indiańskiej, obecnie często jest elementem rozwoju osobistego (psychoterapia, coaching) w postaci różnych form warsztatów, medytacji, odosobnień w kontakcie z naturą, w celu uzyskania intuicyjnych odpowiedzi na pytania o sens, cel. Frank Grant światowej sławy praktyk w nurcie Wilderness & Adventure Therapy, zapytany o to jak głęboka jest praca metodą Vision Quest odpowiada: „Taka, na jaką jesteś gotowy”.

Pielgrzym również decyduje się na odosobnienie, nie tyle od ludzi, co od świata, jaki zna na co dzień, w którym nie ma zbyt wiele okazji i czasu na duchowe poszukiwania. Pielgrzymowanie z każdy krokiem oddala od tego, czym wypełniona jest nasza codzienność. Na drugi plan schodzi dom, rodzina, praca, obowiązki, najważniejsze staje się miejsce, do którego zmierzamy. Jest to jednocześnie intymna podróż w głąb siebie.

Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. W naturze, której jesteśmy jednym z elementów, łatwiej jest szukać odpowiedzi na podstawowe pytania: „kim jestem?”, „jaki jest sens mojego istnienia?”.

Czas dla siebie – strata czy zysk?

Mówimy: „czas jest luksusem”, „najcenniejszą walutą jest czas”, tylko nikt nie wie, jaki jest dokładnie stan jego konta.

Może warto więc zastanowić się, na co go wydajemy, a może rozdajemy? Czy żyjesz na kredyt, rozrzutnie – na wszystko masz czas. A może oszczędzasz - odkładasz czas na ważne dla siebie sprawy na później. Może mówisz: „tracę czas na zatrzymywanie się”? A może właśnie wtedy go odzyskujesz?

Jak pisała Wisława Szymborska”: „Żyjemy dłużej ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami. Podróżujemy szybciej, częściej, dalej choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy”.

Autorka jest coachem i właścicielką „Domu Pod Aniołami”, w którym z dala od zgiełku miasta towarzyszy osobom, które potrzebują się zatrzymać, spotkać ze sobą i znaleźć odpowiedzi na ważne dla siebie pytania.

  1. Zdrowie

Chaber i jego lecznicze właściwości

W płatkach chabrów ukrywają się cenne składniki zdrowotne. (Fot. iStock)
W płatkach chabrów ukrywają się cenne składniki zdrowotne. (Fot. iStock)
Kiedyś chaber bławatek traktowany był jako zbożowy chwast, dziś coraz częściej trafia na rabaty. I nic dziwnego, bo szafirowe, fioletowe albo różowe kwiaty są bardzo ozdobne. A przy tym to właśnie w płatkach ukrywają się cenne składniki zdrowotne.

Mnogość regionalnych nazw chabra bławatka przemawia za tym, że w Polsce od dawna występuje on powszechnie. Niektóre określenia, jak żytny kwiatek, odnoszą się do miejsca występowania, inne, np. kościan czy szczotkarz, wzięły się prawdopodobnie stąd, że łodyga jest dość szorstka w dotyku. W większości jednak honorują kolor płatków, jak modrak, modrzeniec, bławacz, a nawet niebo. I słusznie, gdyż surowcem zielarskim są kwiaty, bogate przede wszystkim w liczne antyoksydanty oraz flawonoidy. Oprócz nich w płatkach rośliny znajdują się również garbniki, sole mineralne (wysokie stężenie potasu, magnezu i manganu), związki gorzkie, śluzy oraz witamina C.

Płatki chabra zbiera się przy suchej i słonecznej pogodzie i suszy się krótko, ponieważ przy przedłużającym się suszeniu tracą swoją przepiękną barwę – bledną na skutek rozpadu niebieskiego barwika, cyjaniny. Wysuszony surowiec trzeba przechowywać w szczelnym opakowaniu, w suchym i zacienionym miejscu, co pozwala na długotrwałe utrzymanie dobroczynnych właściwości.

W starym zielniku i na aptecznej półce

Chaber jest rośliną leczniczą o długiej historii. W starych księgach zielarskich na temat jego właściwości czytamy m.in.: „Krew z nosa i ran tamuje, gdy się go wącha, korzeń chabrowy na szyi nosząc, a proszkiem z niego rany posypuje”. Używano go przy problemach z wątrobą, na ukąszenia żmij czy zapalenie dziąseł. Proszkiem z kwiatów posypywano z kolei trudno gojące się rany.

Chaber zasłużył się także w ludowej „okulistyce”, a dziś nadal można znaleźć go w składzie produktów do zwalczania zapalenia brzegów powiek oraz spojówek. Sprawdza się przy łagodzeniu skutków nadwrażliwości oczu na promieniowanie słoneczne czy – to informacja przydatna dla nas wszystkich – z monitorów komputerowych. Na bazie wyciągu wodnego z kwiatów chabra bławatka produkuje się ponadto krople oczne o działaniu ściągającym i usuwającym podrażnienia.

Naparu z kwiatów można również używać do płukania gardła, ponieważ chaber bławatek działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie na błony śluzowe jamy ustnej.

W twojej kosmetyczce

Dobroczynny wpływ wyciągu z chabra bławatka stawia go w rzędzie cenionych składników kosmetycznych. Można go znaleźć m.in. w:

  • kremach i tonikach do skóry trądzikowej i tłustej – działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie i zmiękczająco,
  • kremach pod oczy – łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia oraz niweluje widoczne sińce pod oczami,
  • preparatach do cery naczynkowej – wzmacnia naczynia i łagodzi zaczerwienienia,
  • preparatach do cery suchej – zmniejsza łuszczenie oraz przywraca jędrność i elastyczność skóry,
  • szamponach – dzięki dużej zawartości antocyjanów ma właściwości łagodnie myjące oraz pomaga w walce z łupieżem,
  • płukankach do pielęgnacji włosów siwych – niweluje odcień żółci i nadaje włosom jasny, popielatoniebieski kolor,
  • hydrolatach bławatkowych – działa przeciwzapalnie i tonizująco,
  • olejkach eterycznych – są wykorzystywane w przemyśle perfumeryjnym.

Na upalne dni

Chaber to nie tylko roślina lecznicza i składnik używany w kosmetykach, ale także w kuchni. Oto przepis na domową lemoniadę orzeźwiającą z jego dodatkiem:

  • 1/2 l płatków kwiatu
  • 4 l wody
  • miód
  • 2 cytryny lub pomarańcze

Sposób przygotowania:

  • Wodę gotujemy, studzimy i dosładzamy miodem.
  • Płatki chabra wkładamy do słoika, zalewamy wodą i odstawiamy w słoneczne miejsce.
  • Po tygodniu przecedzamy, dodajemy świeżo wyciśnięty sok z cytryn lub pomarańczy. Przelewamy do butelek, wstawiamy do lodówki.
  • Można również dodać kilka kropli.
  1. Styl Życia

Las na receptę

Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Dawniej podczas zarazy królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej. Teraz znów to robimy, wracamy do lasu – mówi Katarzyna Simonienko, doktor psychiatrii, przewodniczka kąpieli leśnych, autorka książki „Lasoterapia”.

Co pani czuje, gdy wchodzi do lasu?
To zależy, z jaką głową tam wchodzę. Kiedy jestem bardzo zapracowana, idę do lasu, by na chwilę się zresetować, odpocząć. Wnoszę więc do niego mnóstwo splątanych myśli, stopniowo robi się ich coraz mniej, aż pojawia się spokój. Innym razem już od początku czuję energię i zaciekawienie, bo mam wolny dzień, dobry humor i wchodzę do lasu z nastawieniem: co mnie dziś zaskoczy? Czasem przepełnia mnie radość, czasem – refleksyjność. Las też się zmienia... Parafrazując – nie można wejść dwa razy do tego samego lasu. Mam wrażenie, że nawet ten sam las i ta sama w nim ścieżka, którą idę, nigdy nie są takie same.

Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)

Wiele osób boi się lasu. W literaturze i kinie las jawi się jako złowrogi, można się tu zgubić. Z jakimi reakcjami spotyka się pani najczęściej?
Na szczęście wśród osób, z którymi wybieram się na leśne wyprawy w ramach lasoterapii, strach pojawia się najrzadziej, ale się pojawia. Przychodzą na przykład osoby, które mają niewiele wspólnego z lasem, a chciałyby się przełamać i go lepiej poznać. Takie podejście zwykle wiąże się z tym, co nam się wpaja na temat lasu w dzieciństwie lub późniejszym życiu – że to miejsce niebezpieczne i że może nas tam spotkać wiele złego zarówno ze strony przyrody, jak i ludzi. Jeśli najbliższe środowisko nasiąka taką niechęcią do przyrody – że to tylko kleszcze, komary i inne choroby – w dziecku pojawia się opór lub niechęć. Choć niekiedy dzieje się też odwrotnie – na zasadzie buntu i tego, że zakazane pociąga.


Jeżeli las jest czymś, czego nie znamy i nie rozumiemy, to rzeczywiście może przerażać. Nie tylko dzieci. Kiedy byłam na zjeździe International Forrest Therapy Days w Finlandii, pojawił się nawet pomysł, by relaksować się w lesie, rozstawiając namiot z wydrukiem drzew od środka. Wielu uczestników w ogóle nie miało doświadczenia kontaktu z lasem naturalnym, dzikim, jakim jest nasza Puszcza Białowieska. Było dla nich nie do pojęcia, że u nas są żubry i wilki. Moja koleżanka Basia Bańka, też przewodniczka po Białowieskim Parku Narodowym, powiedziała wtedy: „Ale nie da się nauczyć pływać, jeśli człowiek się nie zamoczy”. To nic, że las jest dziki, on ma swoje zasady. Wystarczy je poznać – mam tu na myśli choćby zwyczaje mieszkających w nim zwierząt – i nie ma co bać się ataku wilka czy żubra, przy zachowaniu odpowiedniego dystansu i szacunku są to fantastyczne spotkania. Nie warto też rezygnować z bycia w przyrodzie z powodu obaw przed złapaniem kleszcza, którego spotkać można także w mieście. Lepiej zapoznać się z profilaktyką.

Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)

Część z nas wchodzi do lasu jak do świątyni. Część wchodzi do niego jak do siebie, do domu. Dla pani las to dom czy świętość?
Osobiście łączę oba podejścia. Dziś czuję się tu bardzo swobodnie, choć doskonale pamiętam moment, kiedy jako już dorosła osoba po raz pierwszy weszłam do Puszczy Białowieskiej i miałam wrażenie, że nie jestem u siebie. Dobrze znałam lasy hodowlane, w których bioróżnorodność jest skromna i gdzie niewiele mnie mogło zaskoczyć, natomiast w puszczy poczułam ogromny respekt i szacunek do przyrody. Pojawiła się chęć, by zgłębiać ten ekosystem. Im więcej się dowiadywałam na temat puszczy, tym mniej się jej obawiałam i bardziej się zaprzyjaźniałyśmy.

Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)

Las to dziś moje miejsce pracy i relaksu, ale też świątynia. Bywa, że nadal czuję się w niej jak mrówka. Dla nas, ludów praindoeuropejskich, symbol drzewa czy gaju zawsze był święty i pojawiał się w bardzo wielu kulturach. U Słowian wierzono w święte drzewo, wokół którego powstał świat. Tak samo było w kulturach nordyckich, gdzie czczono ogromny jesion Yggdrasil, który był osią świata i łączył różne rzeczywistości – ludzi, duchów i istot nadprzyrodzonych. Jest nawet termin axis mundi – „oś świata”, w wielu kulturach wyobrażana przez drzewo, które gałęziami wrasta w niebiosa, a korzeniami w świat podziemny, łącząc je ze sobą oraz z ziemią, czyli światem doczesnym.

Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)

W kulturze chrześcijańskiej jest ogród rajski, a w nim drzewo poznania dobra i zła. Słowianie wierzyli, że wśród drzew, w świętych gajach, słuchają nas bogowie, chrześcijanie – że las jest dziełem Stwórcy, czyli jest doskonały taki, jaki jest. W naszym kręgu kulturowym, który jest nie tylko słowiański, lecz także chrześcijański, mamy więc możliwość obcowania z prawdziwym sacrum.

W książce „Lasoterapia” pisze pani, że już jako dziewczynka czuła pani więź z lasem, którą wzmagały opowieści o Robin Hoodzie. Dla niego las był schronieniem, ale i ucieczką. Dziś, w czasach pandemii, las znów pełni te funkcje. Nigdy nie bywałam tak często w lesie jak ostatnio.
Wielokrotnie w różnych kryzysowych sytuacjach uciekaliśmy do lasu. Robin Hood to piękna legenda z czasów średniowiecza, ale przypomnijmy sobie choćby naszych partyzantów w trakcie drugiej wojny światowej. W dawniejszych czasach, kiedy panowała zaraza, królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej, żeby nie zachorować. I teraz znów to robimy.

Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej. (Fot. iStock)Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej. (Fot. iStock)

Las nam daje poczucie bezpieczeństwa, i to są atawistyczne, czyli bardzo pierwotne reakcje, które przypływają do naszej świadomości z przyczyn ewolucyjnych. Jako gatunek wychowaliśmy się na sawannie, potem przenieśliśmy się do lasu i właściwie wyprowadziliśmy się z niego dopiero około 200 lat temu do dużych miast. My wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego kiedy tylko do niego wracamy, pojawiają się w nas sygnały, że nasze podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone: od wyżywienia, przez to, że będzie woda, po drewno, które da nam schronienie i ciepło ogniska. Naturalnie gdyby ktoś z nas zmuszony był nagle, z godziny na godzinę, zacząć żyć w lesie, prawdopodobnie nie wiedziałby, jak się do tego zabrać, ale gdzieś głęboko w naszej podświadomości jest informacja, że to jest możliwe. Nic dziwnego, że niejako z automatu zaczynamy się odprężać, gdy tylko wchodzimy między drzewa.

A skoro jesteśmy przy temacie pandemii – las jest bezpiecznym miejscem także dlatego, że jest tu mniejsze ryzyko zakażenia się koronawirusem. Po pierwsze, swobodnie można zachować dystans, nawet mimo tego, że obecnie w lasach są tłumy. Po drugie, jest świeże powietrze, a po trzecie, drzewa i roślinność wydzielają substancje antywirusowe wzmacniające naszą odporność.

Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)

Jest pani lekarzem psychiatrą, przyrodniczką i przewodniczką kąpieli leśnych. Co te perspektywy wnoszą do pani wiedzy na temat wpływu lasu na nasze samopoczucie?
Punktem stycznym tych profesji jest praca ze stresem. Jako psychiatra i jako przyrodnik mam tym większą świadomość tego, jak kojąco przyroda wpływa na nasz system nerwowy. Obecnie to ogólnie dostępna wiedza naukowa, nie tylko intuicyjna.

Dziś, jeśli z różnych przyczyn nie mogę wysłać pacjentów na zorganizowane treningi relaksacyjne, mogę po prostu wysłać ich do lasu, bo wiem, jak wiele dobrego kontakt z przyrodą robi dla odporności, psychiki oraz wielu innych systemów i układów w naszym ciele. Las nigdy nie zastąpi leków, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z kliniczną depresją. Nie wyleczy ze wszystkich chorób, ale może być świetną profilaktyką, uzupełnieniem klasycznego leczenia oraz narzędziem rehabilitacji. W dodatku jest za darmo i nie powoduje żadnych niekorzystnych interakcji. Jeśli traktujemy dziką przyrodę z odpowiednim szacunkiem i wiedzą.

Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)

  1. Psychologia

Jak wypoczywać, żeby wypocząć? W otoczeniu natury

Najbliżej natury jesteśmy wtedy, gdy nie interesuje nas podbijanie świata, tylko jesteśmy w stanie fascynacji nim. (Fot. iStock)
Najbliżej natury jesteśmy wtedy, gdy nie interesuje nas podbijanie świata, tylko jesteśmy w stanie fascynacji nim. (Fot. iStock)
Rezygnując z kontaktu z naturą, tracimy wolność – przestrzega filozof Marcin Fabjański. Podpowiada, jak rozwijać w sobie wrażliwość na przyrodę i jaki rodzaj bliskości z nią przynosi nam najwięcej pożytku.

Ostatnio słyszymy o wielu nowych trendach, w których natura gra główną rolę. Skąd wziął się ten dzisiejszy zwrot ku naturze?
Jesteśmy związani z naturą od początku istnienia człowieka jako gatunku. Na to, co się dzieje teraz, patrzę nie jak na coś nowego, jakieś odkrycie, tylko jak na powrót. Możemy się tylko dziwić, dlaczego musimy wracać do czegoś, co jest tak oczywiste.

Według naukowców w latach 50. XX wieku rozpoczął się antropocen, czyli nowa era geologiczna, którą charakteryzuje niszczycielski wpływ człowieka na Ziemię. Czy to wtedy odwróciliśmy się od natury?
To stało się dużo wcześniej. Kiedy spojrzymy na to, jak się toczyły nasze dzieje, zobaczymy, że zawsze było napięcie i konflikt między czymś, co można nazwać zbiorczo naturalizmem, a personalizmem, który stawia jednostki ponad naturę. Elementy odrywania się od natury widać już na początku naszej cywilizacji, np. w filozofii Platona. Potem było jeszcze kilka zdarzeń, które nas stopniowo od natury odsuwały. Jednym z nich są narodziny chrześcijaństwa, które, karmiąc się Platonem, stworzyło pojęcie niezależnej duszy. A dla niej rozgrywka o szczęście ma miejsce nie tylko w przyrodzie, ale też w pewnej opowieści toczącej się w innym świecie. Trudno oczekiwać od formacji kulturowej, która przyjęła taki pogląd za podstawowy, żeby żyła w harmonii z naturą. W obrębie filozofii chrześcijańskiej mamy też św. Franciszka, który dostrzegał jedność człowieka i natury, ale on jest wyjątkiem. Potem był Kartezjusz, który podzielił świat na substancję myślącą, czyli istotę ludzką, i substancję rozciągłą: drzewa, kwiaty, noc, dzień, słońce czy cień. Według zapoczątkowanej przez niego filozofii nowożytnej nie dość, że substancja myśląca nie styka się w ogóle z substancją rozciągłą, to nie styka się nawet z ciałem. I tak oto mamy współczesnego człowieka z technologią, która zupełnie odcięła go od naturalnych procesów. Na szczęście zreflektowaliśmy się, że ponieważ tak odeszliśmy od natury, to nie przetrwamy jako cywilizacja. I stąd pewnie ten powrót.

Wracamy ze strachu?
To najlepszy nauczyciel.

Mam wrażenie, że nasz stosunek do natury zależy też od tego, ile mamy lat. Wczesne dzieciństwo i późna dojrzałość to dwa okresy, w których jesteśmy chyba najbardziej otwarci na przyrodę.
Najbliżej natury jesteśmy wtedy, gdy nie interesuje nas podbijanie świata, tylko jesteśmy w stanie fascynacji nim. Dziecko może się w pełni jej oddać, bo ma ten komfort, że przez pierwsze lata życia jest chronione. Potem zostaje wessane przez system edukacji, który tę fascynację zabija. Zaczyna podbijać świat, serca rówieśników i rynek pracy. Do momentu, gdy orientuje się, że ta ekspansja nie jest źródłem szczęścia. Podboje przestają być atrakcyjne. Czasem dzieje się to w starszym wieku, ale niekoniecznie – na przykład ekolodzy rekrutują się głównie z młodych ludzi. I dobrze, bo młodzi mają więcej energii, żeby dajmy na to tygodniami blokować wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej.

Sądzi pan, że niektórzy z nas mają większą inteligencję przyrodniczą, zdolność dostrajania się do natury?
Ja nazywam to „inteligencją otwartego źródła”, która bierze się z pełnego połączenia ze środowiskiem. Jej wyrazem są na przykład tamy budowane przez bobry. Kiedyś zastanawiałem się, skąd one wiedzą, jak zrealizować tak skomplikowany projekt, jak potrafią przewidzieć, kiedy rzeka będzie wzbierać, a kiedy wysychać... Człowiek do tego celu musiałby stworzyć plan techniczny wielkości grubej książki. Ale jeśli te bobry poobserwujemy, to zrozumiemy, że ich inteligencja bierze się ze współistnienia ze środowiskiem. Pochodzi z zewnątrz, jest wynikiem interakcji z naturą. Jeśli wysłalibyśmy bobry na Marsa – załóżmy, że miałyby tam czym oddychać – to one stałyby się tam zupełnie głupie, bo Mars nie jest ich naturalnym środowiskiem. Po iluś pokoleniach pewnie rozwinęłyby w sobie inteligencję nowego środowiska, ale wtedy nie byłyby już bobrami.

Czy tę inteligencję otwartego źródła możemy w sobie wykształcić?
Oczywiście. Człowiek ma w sobie ogromny potencjał, tyle że jest trenowany w innym kierunku, dlatego tę inteligencję w sobie zatraca. Rozwijanie jej polega na nauce obdarzania natury uwagą w określony sposób. Chodzi o to, by zainteresować się przebiegiem różnych procesów, które w niej zachodzą, ale nie po to, by wykorzystać je do jakiegoś celu, tylko by być obecnym. Konieczna jest też zmiana hierarchii wartości. Teraz na jej szczycie u większości z nas są ludzie, zwłaszcza ci, którzy mogą nam coś dać. Zwierzęta, jeśli są gdzieś wyżej, to głównie w roli pieszczochów z Facebooka, a już rośliny znajdują się bardzo nisko. Są jakimś poślednim bytem. Nie chodzi o to, by postawić przyrodę na szczycie nowej hierarchii, ale by w ogóle ją dostrzegać. Zrozumieć, że życie na naszej planecie opiera się na współistnieniu.

Jak się przebudowuje taką hierarchię?
Za pomocą refleksji, introspekcji, lektury, wyeksponowania swojego ciała na przyrodę i obserwacji tego, co się potem stanie. W Apenińskiej Szkole Żywej Filozofii odnajdujemy różne perełki historyczne i próbujemy spojrzeć na świat w taki sposób jak wielcy myśliciele. Leonardo da Vinci uważał planetę za żywy organizm. Woda była jej krwią, ziemia – mięśniami, a łańcuchy górskie – kośćcem. Na podstawie średniowiecznych traktatów medytacyjnych zaprojektowałem serię ćwiczeń poświęconych czterem pierwiastkom, żywiołom: wodzie, ziemi, ogniowi i powietrzu. Najciekawsza z perspektywy pedagogicznej jest dla mnie woda – bardzo dobry pośrednik między nami a środowiskiem. Jej obserwacja jest w stanie sprawić, że będziemy spokojniejsi, cierpliwsi, łagodniejsi.

Mnie obserwowanie wody kojarzy się głównie z siedzeniem nad morzem i patrzeniem na fale.
Chodzi o coś zupełnie innego. Kiedy siedzimy nad morzem i obserwujemy fale rozbijające się o brzeg, to cały czas jesteśmy w świecie koncepcji: plaża, my, morze i poszczególne fale. Natomiast nasze ćwiczenia polegają na śledzeniu pierwiastka wody w ciele. Według wspomnianych traktatów ma ona różne cechy: płynność, wilgotność, łagodność, zdolność dostosowania się czy wiązania – na przykład piasku. Właśnie ich szukamy w ciele – płynności pod językiem czy wokół gałki ocznej. Chodzi o uwagę, uczymy się pewnego doznania. Skanujemy całe ciało i odkrywamy swoje hydroterytorium. To pozwala uzyskać wewnętrzny spokój już po dwóch minutach, jeśli wykona się ćwiczenie prawidłowo. W celu medytacji pierwiastków jedziemy też nad wodospad. Siadamy w miejscu, w którym unoszą się drobinki wody. Obserwujemy, jak to wilgotne powietrze oddziałuje na naszą skórę. W pewnym momencie dociera do nas, że woda na zewnątrz i wewnątrz nas jest tym samym. Pojawia się silne poczucie współistnienia z krajobrazem. Podobnie postępujemy z kolejnymi pierwiastkami. Na przykład z ogniem związane jest ciepło i zimno, z powietrzem – nacisk, ciśnienie, a z ziemią – miękkość i twardość…

Co tracimy, rezygnując z kontaktu z naturą?
Mówienie o tym, że „coś tracimy”, jest zdecydowanie zbyt delikatne.

To może „odcinamy kawałek siebie”?
Jeśli założę, że „ja” to jest ten, który siedzi za biurkiem 10 czy 12 godzin i tylko czasem ma kontakt z przyrodą, to z tej perspektywy można mówić o odcinaniu kawałka siebie. Ale moim zdaniem „ja” to ten, który jest częścią naturalnego procesu życia i z tego punktu widzenia nie tyle odcinamy kawałek siebie, co stajemy się patologią. Jesteśmy coraz głupsi. Tracimy wolność. Młodzi ludzie, którzy całe godziny spędzają wpatrzeni w ekran, zapędzają się w ślepą uliczkę. Wszystko zmierza do tego, by jednym przyciskiem sterować człowiekiem. Wyobraźmy sobie, że dajemy hasło „idź, zabijaj!” osobie, która jest osadzona w naturze i dzieciakowi, który godzinami wpatruje się w ekran. Kto będzie bardziej odporny na wpływ?

Mamy jakieś szanse na realny powrót do natury?
Wiem, że najlepiej by było powiedzieć: „Drodzy czytelnicy, medytujcie 10 minut dziennie i oddychajcie głęboko, a będziecie prowadzić szczęśliwe życie”, ale, niestety, tu nie ma prostych rozwiązań i łatwych wyborów. Zwykle potrzebny jest jakiś impuls, żeby się przebudzić, czasem tragedia, która odziera nas ze złudzenia, że można sobie szczęście skumulować, gromadząc przedmioty, będąc ponad innymi, zdobywając władzę. Warto zrobić taki eksperyment: zakwestionować znane prawdy, stwierdzić „nic nie wiem” i spojrzeć świeżym okiem na życie. Zastanowić się nad przyczynami swoich działań i wyborami, których dokonujemy mechanicznie. Pomyśleć o konsekwencjach dla nas, natury, innych ludzi, naszych dzieci. Zawsze też jest jakaś możliwość przeorganizowania życia. Można świadomie zwiększać kontakt z przyrodą: wyjeżdżać za miasto, wybierać drogę do pracy, która wiedzie przez park, nawet jeśli zabetonowaną ulicą byłoby szybciej.

Naukowcy zbadali, że natura ma na nas dobry wpływ, nie tylko kiedy jesteśmy w lesie, ale też gdy uprawiamy ogródek czy nawet patrzymy na namalowany pejzaż.
Ten wpływ jest jednak najbardziej korzystny, gdy jesteśmy w naturze i nie mamy do wykonania żadnych zadań. Gdy przyroda nie jest dla nas środkiem do żadnego celu. Tak wynika z badań nad flow, czyli stanem przepływu.

A hodowanie roślin? Możemy przecież dbać o roślinkę, obserwować, jak rozwija się, uczyć się jej.
Wszystko zależy od podejścia, bo mogę rośliny hodować, żeby je sprzedać, a mogę je uprawiać, żeby obserwować różne procesy i naszą wzajemną relację. Tak samo jak mogę iść do lasu, by pobiegać i budować Twoje ego albo by kontemplować przyrodę. Uważam, że im mniej ingerencji w naturę, tym lepiej. Las sadzony przez człowieka niewiele nauczy nas o procesie życia. Co innego puszcza. W niej jesteśmy świadkami ciągłej transformacji. Z gnijących drzew wyrastają pędy i nie da się określić, które ich części są młode, a które stare.

W jaki sposób pan stara się zbliżyć do natury?
Wyniosłem się z miasta, staram się wyjść na tyle, na ile się da z obrotu kapitalistycznego. Przestałem latać do Azji, bo wiem, jak transport lotniczy szkodzi naszej planecie. Próbuję nie pracować zbyt ciężko.

Widzi pan w sobie jakąś zmianę?
Zdecydowanie tak. Mam większą wrażliwość, widzę szczegóły, intensywniej odczuwam bodźce, mam lepszą intuicję. Kiedyś, gdy szedłem do lasu, w głowie kłębiły mi się różne myśli. Dziś jestem nastawiony na dostrzeganie.

Źródło deficytu natury

To termin stworzony przez dziennikarza i reportera Richarda Louva jako nazwa dla zaburzenia, które się pojawia, gdy ludzie, a przede wszystkim dzieci, spędzają zbyt mało czasu na świeżym powietrzu. Brak kontaktu z naturą powoduje problemy fizyczne i psychiczne, z lękami i dystrakcjami włącznie. Wśród najczęstszych konsekwencji wymienia się:

  • choroby cywilizacyjne wynikające z braku ruchu i nieodpowiedniej diety, pojawiające się na coraz wcześniejszych etapach życia;
  • trudności w koncentracji uwagi;
  • utratę umiejętności radzenia sobie w warunkach odbiegających od tych sztucznie wykreowanych przez cywilizację;
  • przewlekły stres, którego nie potrafimy w zdrowy sposób odreagować, popadając w pracoholizm, nałogi i zaburzenia psychiczne;
  • zmniejszenie kreatywności i produktywności.