Peptydy – nie tylko na zmarszczki

Peptydy - nie tylko na zmarszczki
Fot. Studio FRU

Boom na peptydy w kosmetykach zaczął się w latach 90. Największą karierę zrobił Matrixyl. Puszcza do nas oko z etykiet kremów. Ale jak naprawdę działa i co kryje się pod obiecującym młodość hasłem „peptydy biomimetyczne”?

Peptydy to organiczne związki chemiczne będące połączeniem przynajmniej dwóch lub więcej (maksymalnie 50) aminokwasów. Można powiedzieć, że to młodsze rodzeństwo białek.

Tak jak w przypadku kolagenu i elastyny powtórzymy tu smutną formułkę, że wraz z wiekiem nasz organizm produkuje coraz mniej tych cennych składników, co widać na skórze w postaci przebarwień, zmarszczek i utraty jędrności. I tu wchodzą do akcji peptydy zawarte w kosmetykach.
Peptydy to zwykle związki syntetyczne, częściowo lub od początku do końca opracowane w laboratoriach. Jednak odpowiednio dobrana sekwencja aminokwasów pozwala tak wiernie naśladować mechanizm działania naturalnych peptydów, że producenci określają je jako biomimetyczne, czyli imitujące naturę.
Na tej właśnie zasadzie działa wspomniany już Matrixyl, pierwszy sztuczny peptyd. Powstał w latach 90. i do dziś ma się dobrze, bo potrafi skutecznie stymulować produkcję kolagenu, a także elastyny oraz kwasu hialuronowego. Po dwóch, trzech miesiącach używania kremu z tym peptydem rano i wieczorem siateczka zmarszczek jest mniej widoczna, a skóra staje się jędrniejsza. Stosowany jest do dzisiaj, tylko teraz w ulepszonej wersji Matrixyl 3000.

Co robią peptydy?

Matrixyl należy do peptydów sygnałowych. Ich zadaniem jest przekazywanie poleceń, np. że trzeba zwiększyć produkcję kolagenu. Z kolei peptydy transportujące działają jak taksówki – wnikają w głębsze warstwy skóry i przenoszą tam inne pożyteczne składniki. Grupa trzecia to neuropeptydy, profesjonalnie nazywane inhibitorami neurotransmiterów. Blokują mięśnie, gdy chcesz groźnie zmarszczyć brew, czego skutkiem może być pogłębienie się zmarszczek. Ostatnia grupa peptydów to inhibitory enzymów. Spowalniają one m.in. proces glikacji, czyli uszkadzania już istniejącego kolagenu. Mogą też zapobiegać aktywacji terozynazy, czyli enzymu, który prowadzi do powstawania przebarwień.

Antidotum na życie

Jak widać, peptydy to broń w walce z uszkadzającym skórę smogiem, promieniowaniem UV i stresem oksydacyjnym. Naukowcy nieustannie śledzą ścieżki, którymi się przemieszczają, oraz ich regenerujący wpływ na skórę. Trwają badania nad peptydami zapobiegającymi wypadaniu włosów oraz przeciwdziałającymi stanom zapalnym. Szwajcarska marka Natura Bissé do linii swoich najnowszych produktów Diamond Cocoon, chroniących przed wpływem miejskich zanieczyszczeń, wprowadziła ekstrakt fermentowanych bakterii, wzbogacony specjalnym peptydem, by wzmocnić naturalny mikrobiom skóry. O tym, że peptydy to przyszłość kosmetologii, eksperci wiedzą od kilkudziesięciu lat. Jednak po pierwszym zachłyśnięciu się tymi związkami zajęli się innymi składnikami: retinolem, witaminą C czy kwasem hialuronowym. Dlaczego? Ponieważ peptydy miały jedną poważną wadę – ich cząsteczki były zbyt duże, by przeniknąć przez szczeliny między komórkami naskórka. Na szczęście ten problem został rozwiązany. Naukowcy wykorzystali sprawdzoną w życiu codziennym strategię i dołączyli do peptydów cząsteczki kwasu tłuszczowego, które działają jak smar, pozwalając peptydom łatwiej wślizgnąć się pod twardą warstwę rogową. Drugi sposób na przebijanie się przez naturalny pancerz naskórka polega na zamykaniu peptydów w liposomach, które imitują naturalne błony komórkowe. W ten sposób peptydy mogą trafić w głąb skóry, gdzie robią to, co potrafią najlepiej, czyli przyspieszają metabolizm fibroblastów i produkcję kolagenu, aktywują proces gojenia. Bardzo dobre regenerujące i przeciwzapalne właściwości mają peptydy miedzi. Dostarczane są do komórek w specjalnym polimerowym wdzianku i w towarzystwie dodatkowego peptydu transportującego.

Czego szukać na etykietach?

Aminokwasy wchodzące w skład peptydów mogą być ekstrahowane z białek roślin, ryżu, soi, jedwabiu, wodorostów lub produkowane w laboratorium. Niezależnie od pochodzenia są dobrze tolerowane przez skórę. Można je stosować po kuracji retinolem, żeby poprawić nawilżenie skóry, lub łączyć z witaminą C, żeby wzmocnić jej działanie antyoksydacyjne. Nazwy peptydów zwykle zaczynają się prefiksami: penta-, poly-, neuro-, hexa-, octa-, które mówią o liczbie połączonych ze sobą cząsteczek aminokwasów. Ale mogą też ukrywać się pod inną nazwą, jak np. Dermaxyl, Argireline czy Syn-Ake. To dwa peptydy o działaniu podobnym do toksyny botulinowej. Hamują intensywne kurczenie się mięśni, co w efekcie zapobiega tworzeniu się zmarszczek mimicznych.

Kremy z peptydami – nasz wybór

1. Serum Peptide Lift z czterema peptydami, które wygładzają cerę, zwiększają gęstość i napięcie skóry SELVERT THERMAL 30 ml/580 zł.

2. Maska Peptydowa Profilaktyka Przeciwstarzeniowa w formie nasączonej tkaniny z tripeptydem miedziowym L’Biotica 16,80 zł.

3. Przeciwzmarszczkowy Krem Koncentrat Wygładzający na Noc 40+ Japan Lift Bielenda 50 ml/22,99 zł.

4. Magiczny kremożel na dzień, połączenie czterech hi-tech peptydów Rodial 50 ml/315 zł
(pell.pl).

5. Ultra Rich Cream Diamond Cocoon, krem z prebiotykami i peptydem, Natura Bissé 50 ml/1325 zł (Quality.pl).

6. Exclusive Cellular Night Refine & Repair, krem ze specjalnym złuszczającym peptydem, Skincode 50 ml/308 zł.


7. Krem odmładzający Skin Refirmer Nimue 50 ml/559 zł.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze