1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Nastolatek dla początkujących, czyli co można zobaczyć na YouTubie, żeby wiedzieć, czym żyją nastolatki

Nastolatek dla początkujących, czyli co można zobaczyć na YouTubie, żeby wiedzieć, czym żyją nastolatki

-Ty jesteś taki analogowy - westchnęła Córka. -Nikogo nie znasz. To mnie zabolało. Inni rodzice - owszem, zgodzę się. Oni nikogo nie znają. Nie wiedzą nawet, kto wymyślił iPhone'a, nie wiedzą, o co chodzi w Battlefield, i nie mają pojęcia, czym różni się creative od survivalu w Minecrafcie.

Ja jednak wszystko to wiem.

-Nic nie wiesz. Nie masz pojęcia, kto to jest ReZigiusz, nie wiesz, kto to Blowek. Musisz to nadrobić - powiedziała Córka. -Jak chcesz opisać nastolatków, skoro nie oglądasz YouTube'a?

Przyznałem jej rację, zarzuciłem telewizję i przerzuciłem się na YouTube'a. Naprawdę jestem stary, bo się nudzę, a nudzę się, bo oglądam kolejny filmik - a każdy trwa 20, a nawet 30 minut - i przez cały czas oglądam tę samą grę.

Sam bym wolał zagrać w tę grę, zamiast oglądać tych facetów, ale w końcu kilka milionów nastolatków też ogląda. To więcej niż dowolny serial w telewizji. To pierwsza rzecz, której się dowiedziałem - a już mną wstrząsnęła. Miliony nastolatków w Polsce wolą oglądać, jak ktoś gra w grę - zamiast zagrać w nią sami. Czemu, dlaczego, na miłość boską jak to możliwe - nic z tego nie rozumiałem.

Też nie rozumienie, też być może macie nawet dobre chęci, ale po prostu nie wyrabiacie czasowo? A może nawet nie macie czasu, by mieć dobre chęci, po prostu nie wyrabiacie? Lub nie chcecie się przyznać, ale świat internetowych twórców was nie kręci i nie zamierzacie udawać? Usiadłem rano przed komputerem i zostałem tam kilka dni, żeby nadrobić braki.

Zobacz tych najpopularniejszych, a potem pogadamy - powiedziała mi Córka. Łatwo powiedzieć - najpopularniejszych. Ilu mam obejrzeć? Tysiąc? Dwustu? A może wystarczy pięćdziesięciu? Ale zapamiętacie najwyżej 10.

Wszystko, co chcecie wiedzieć o YouTubie, ale nie macie siły obejrzeć - a przynajmniej kilka nazw, żebyście nie byli ciemni jak tabaka w rogi. SA Wardęga - to najpopularniejszy polski youtuber. To on przebrał psa za pająka, a potem kręcił z ukrycia reakcje przechodniów zwiewających z wrzaskiem, kiedy widzieli włochatego stwora wyłaniającego się z ciemności. Ten film obejrzało ponad sto milionów ludzi na całym świecie. Potem obejrzałem film o tym, jak Wardęga sprawdza, czy rzeczywiście w Krakowie kierowcy, którzy wjadą przypadkiem na dworzec, są automatycznie kasowani po 80 złotych za parking na podstawie niewidocznego regulaminu.

Rzeczywiście są kasowani. Wardęga wjechał, wyszedł ochroniarz i kazał mu zapłacić 80 złotych. Wardęga zaczął rozpytywać, dlaczego ma płącić, a potem przyjechała policja. Najpierw chciała Wardęgę ukarać mandatem i pięcioma punktami karnymi za to, że nie zapłacił, a następnie go złomotała, i to dosłownie. Jeden policjant go obezwładnił, drugi dusił i nie mogłem uwierzyć, w to, co widzę, podejrzewając, że zaraz wszyscy wstaną, otrzepią się i zawołają, że to była taka youtuberska prowokacja, a policjanci to koledzy youtuberzy. Tak się jednak nie stało. Gdyby nie to, że Wardęga nosi bródkę i warkoczyk, to materiał mógłby iść w programie telewizyjnym jakiejś prawdziwej telewizji i stały się hitem omawianym przez czołowych komentatorów, o który kłóciliby się najważniejsi politycy. A tak po prostu obejrzało go kilka milionów nastolatków przyzwyczajonych do tego, że policja tak się właśnie zachowuje, więc nawet nie trzeba się temu dziwić, więc też się nie dziwcie. Wardęga wciąż natyka się na stróżów prawa i sąd skazał go za to, że przebrał się za Dartha Vadera i jechał metrem i to też nie mieści się w głowie w moim świecie.

Dzieci nie były za bardzo Wardęgą zachwycone. Wyglądał na zbyt starego i za bardzo to było podobne do normalnej telewizji.

Abstrachuje - oni są jak dobry kabaret i kręcą dziesiątki filmików, które po trzecim trochę mnie znużyły, ale to dlatego, że nie byłem targetem. Nastolatków w ogóle to nie zraża, że wszystkie filmy są podobne do siebie, a ja po cichu kręcę nosem, że choć wcale nie jestem aż tak bardzo bywały na YouTubie, to jednak widzę zapożyczenia z zagranicznych filmików. Na YouTubie to nie powód do wstydu.

Po kolejnym filmiku Abstrachujów zawołałem dzieci. Ten był o różnicy między chłopakiem a mężczyzną. Jako Chłopak przychodzi do taty i mówi: "Daj pięć dych na grę, wszyscy koledzy mają". Jako Mężczyzna robi sobie wyliczenie budżetu i stwierdza, że zostało mu 8,40 na życie. Jako Chłopak leży w łóżeczku, a mama mierzy temperaturę i sprawdza, że ma aż 38, po czym mówi, że na pewno nie pójdzie do szkoły. Jako Mężczyzna, zakatarzony siedzi w pracy, a szef mówi mu, że może wziąć zwolnienie i już nie wracać. To bardzo życiowe - pomyślałem.

Dzieci obejrzały w milczeniu.

-Jakiś słabszy odcinek im wyszedł - Wzruszyły ramionami.

Rezigiusz - przystojny brunet z szerokim uśmiechem. Czego on nie kręci. Ma serię Q&A (pytania i odpowiedzi), w której odpowiada na pytania wielbicieli i wielbicielek.

-Chciałbyś mieć rodzeństwo?

-Mam już siostrę. Uwierz, że to wystarczy.

-Co sądzisz o aferze z Popkiem?

-Nic nie sądzę, nie mam pojęcia, co to za afera.

-Jeździłeś kiedyś na koniu?

-Kiedyś spadłem i nie chcę już tego powtórzyć.

Rezigiusz ma też serię filmów z grami i jest dobry, ale najlepszy jest jego sklep. Ten facet naprawdę potrafi robić pieniądze. Bluzy za 159 złotych, skarpetki za 19 złotych, etui do telefonu za 39, i to prawie do każdego. Dzieci mówią, że zarobił 3 miliony złotych, podobno wszyscy to wiedzą, ale nagrywa filmy w swoim pokoju, gdzie stoi zwykłe łóżko i zwykłe biurko. To był pierwszy sklep youtubera, na jaki trafiłem, a potem odkryłem, że mnóstwo youtuberów sprzedaje swoje bluzy i etui - byłem pod wrażeniem. Oni są przecież wszyscy nastolatkami.

(...)

 

Więcej w książce "Nastolatek dla początkujących. Nie daj się wylogować z ich życia" Leszka Talko, wyd. Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Świat oczami nastolatków. Dlaczego ich nie rozumiemy?

Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
„Mam iść do szkoły w tych obciachowych spodniach? Rzucić wszystko tylko po to, by wynieść śmieci? A może jeszcze sprzątać codziennie swój pokój?! Akurat!”. Jeśli słyszysz taką tyradę, a zaraz po niej trzaśnięcie drzwiami, zachowaj spokój i… postaraj się zrozumieć punkt widzenia młodego człowieka.

Jesteś mamą, tatą lub ciocią nastolatka? Współczujemy. Naprawdę: i tobie, i jemu. Bo zapewne żyjecie w dwóch osobnych galaktykach. To, co tobie wydaje się normalne i właściwe, jest prawdopodobnie niedopuszczalne i niezrozumiałe w jego światopoglądzie. Ale jest szansa na międzygalaktyczne porozumienie. Po prostu na chwilę wejdź w jego skórę.

Same sprzeczności

Jednym z najpoważniejszych problemów życia nastolatka jest funkcjonowanie w dwóch rządzących się odmiennymi prawami przestrzeniach: świecie rówieśników i świecie dorosłych. To, co jest istotne dla rodziców (pracowitość, rzetelność, kultura osobista, rozsądek, dbanie o bezpieczeństwo i myślenie długoterminowe), koledzy mają w głębokiej pogardzie. Dla nich liczy się: refleks, tupet, talent, odwaga i brak strachu przed łamaniem zasad. Można to porównać do sytuacji, w której podlegasz dwóm szefom, a każdy ma absolutnie inną koncepcję prowadzenia firmy, inny styl zarządzania, inny system nagród i przydzielania urlopów, a ty nie chcesz zostać zwolniona. Warto pamiętać o tym, zanim zaczniesz narzekać na nastolatka, że jest wiecznie taki skrzywiony. Inną paraliżującą sprzecznością są dwie naturalne potrzeby rozwojowe człowieka w tym wieku: „Chcę nie wyróżniać się z tłumu rówieśników” oraz: „Jestem niezwykle skomplikowany, dziwny, nietypowy, nienormalny (to dla nastolatka cecha pozytywna), niedopasowany”. Nastolatki stosują różne nazewnictwo, ale chodzi im zawsze o to samo: „Jaki ja jestem niebywale oryginalny”. Nie ma ani jednego nastolatka, który uważa, że jest „typowy”. Dlatego tak bardzo się denerwują, kiedy mówisz: „Ja w twoim wieku… To typowe w okresie dojrzewania”. On jest przecież niepowtarzalny i nikt nigdy przed nim tego nie przeżywał. Gdybyśmy pamiętali, w jak wyjątkowy sposób widzi siebie nastolatek, uniknęlibyśmy wielu konfliktów.

„Zaraz” i „potem”

„Wyrzuć śmieci, idź z psem, zadzwoń do ojca, pomóż siostrze, weź się za lekcje, powieś pranie, odkurz, kup bułki…”. „Zaraz!” albo „Potem!” – to najczęstsze odpowiedzi nastolatków na wszelkiego rodzaju prośby i polecenia. Dlaczego tak się w nich lubują? Po prostu nie chce im się po raz kolejny tłumaczyć, że nie mogą się natychmiast oderwać od tego, czym się zajmują, bo zajmują się zawsze bardzo ważnymi sprawami. To, że rodzic uważa to wyłącznie za stratę czasu, jest jedynie jego opinią. Dorastający człowiek ma inną. On te sytuacje widzi inaczej: jest kardiochirurgiem i właśnie przeprowadza operację na otwartym sercu (konkretnie: ogląda film na YouTube, gada „na Fejsie”, chodzi po stronach z grami na komórkę), a mama każe mu wynieść śmieci. Czyż to nie może człowieka zdenerwować? Żeby uniknąć konfliktów z nastolatkiem, warto pamiętać, że cokolwiek robi, ma to znaczenie dla losów świata. Nie chcąc słuchać „zaraz” i „potem”, może lepiej postawić sprawę inaczej – zamiast rozkazywać: „Wyrzuć śmieci”, spróbuj zapytać: „Czy możesz przyjść w ciągu pięciu minut i mi pomóc?”.

Sens robienia porządków

Sprzątanie to główny powód domowych konfliktów z nastolatkiem. Niemal we wszystkich domach toczą się o to wojny. Dlaczego nastolatki nie chcą sprzątać? Warto zadać odwrotne pytanie: Dlaczego rodzice mają taką obsesję na punkcie porządkowania? Przecież wszyscy wiemy, że to tylko stwarzanie pozoru panowania nad chaosem świata, co między innymi wiąże się z potrzebą zagłuszania strachu przed śmiercią. Ale to nasze, dorosłe lęki. Dlatego dorośli, a zwłaszcza rodzice, tak lubią porządek w pokoju dziecka. Nastolatek w ogóle nie bierze pod uwagę faktu, że kiedyś umrze (śmierć jest dla starych i chorych, czyli osobników z którymi on nie ma i nie będzie miał nigdy nic wspólnego) i dlatego idea prasowania, wynoszenia śmieci, zmywania naczyń, ścierania podłogi czy zmiany pościeli, o myciu okien nie wspominając, jest nastolatkom kompletnie obca. Postrzegają to jako stratę czasu.

Moda niezbędna do życia

Gdyby dorośli zrozumieli, jak ważne jest ubranie, kilka problemów nastolatka zniknęłoby w jednej chwili. On sam czasem już nie ma zdrowia do rodziców. Jak oni nic nie rozumieją! „Przecież to nowe spodnie, buty, kurtka, bluza… Dlaczego w tym nie chcesz chodzić?” – takie pytania kompromitują rodziców. Świadczą o tym, że nie ma z nimi o czym rozmawiać, bo niczego nie rozumieją. Pomysł, by wyjść z domu w czymś „obciachowym” jest dla nastolatka tak samo głupi, jak dla ciebie wyszykowanie się do pracy w przezroczystą koszulę nocną. Z powodu silnej potrzeby poczucia przynależności nastolatek musi mieć rzeczy identyczne z tymi, jakie noszą jego koledzy. Najmniejsze odstępstwo od tej zasady, zazwyczaj niedostrzegalne dla rodzica (inny szew, krój czy odcień), dyskwalifikuje ubranie raz na zawsze. I cóż z tego, że jest drogie i podoba się rodzicowi? Zapobieganie konfliktom na tym polu jest zatem bardzo proste: pozwalaj swojemu nastolatkowi na to, by sam wybierał dla siebie ubrania. Pamiętajmy, że aspekt praktyczności, trwałości, jakości to jedynie kryteria wyboru u dorosłych. Nie warto kupować nastolatkowi ubrań w prezencie, bo zawsze kupi się złe. Trzeba przecież wiedzieć, co się nosi w środowisku aktualnie ważnym dla nastolatka. Przy czym „aktualnie” w przypadku nastolatka oznacza „dziś”, a nie „wczoraj”.

Dorośli, czyli ludzie pierwotni

Nastolatka cechuje też kompletny brak świadomości, że jest nastolatkiem i że to stan chwilowy. Nie chodzi bynajmniej o bezrefleksyjność, nic podobnego! Nastolatek jest wysoce refleksyjny, tylko że w innych tematach. Osoby w wieku 12–15 lat najczęściej w pierwszym odruchu uważają, że ludzie są w jakimś wieku, bo tak wybrali. Babcie zawsze były stare, a nauczyciele nigdy nie byli młodzi. Oczywiście w drugim odruchu rozumieją, że tak nie jest, ale dopiero po dłuższym zastanowieniu. Poza tym nastolatek inaczej postrzega upływ czasu. Dla niego 10 lat to wieczność, a co za tym idzie, młodość mamy i era mezozoiczna miały miejsce właściwie w tym samym okresie. Wypowiedzi w rodzaju „za moich czasów…”, „kiedy ja byłam młoda…” traktuje więc z takim samym respektem, z jakim ty byś traktowała rady człowieka pierwotnego.

  1. Psychologia

Jak reagować, gdy dziecko używa wulgarnych słów?

Przekleństwa wypowiadane przez dziecko mogą śmieszyć, oburzać, irytować. Niezależnie od tego, jakie wywołują uczucia, warto wypracować metodę reagowania w takich sytuacjach. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Przekleństwa wypowiadane przez dziecko mogą śmieszyć, oburzać, irytować. Niezależnie od tego, jakie wywołują uczucia, warto wypracować metodę reagowania w takich sytuacjach. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Zdarza się, że w najmniej sprzyjających okolicznościach dziecko nagle użyje wulgarnego słowa, którego na pewno nie usłyszało w domu. Co robić? Zawsze tylko jedno – zachować stoicki spokój.

1. Gdy dziecko przeklnie w złości, nie odbieraj mu prawa do wyrażania silnych emocji.
Powiedz: „Jesteś bardzo zły. Tylko że to bardzo brzydkie słowo, lepiej jest mówić…” – i tu zaproponuj ciekawe zamienniki w rodzaju: „do licha, o, mamuniu”.

2. Gdy w normalnej rozmowie dziecko użyje wulgaryzmu, zapytaj spokojnie
: „Co to znaczy?” Udaj, że nie wiesz. Odpowiedź będzie wymagać od dziecka wysiłku (tłumaczenia), więc je speszy. Gdy nie będzie ci chciało powiedzieć albo zacznie coś nieporadnie tłumaczyć, powiedz jakby cię nagle olśniło: „Aha, tobie chodzi o kupę, waginę, członka, uprawianie miłości, bo chodzi ci o to, żeby ktoś wyszedł?”. Zastąp słowo niewłaściwe właściwym i na tym zakończ temat.

3. Czasem dzieci przeklinają z premedytacją.
Gdy dziecko przeklina przy dziadkach lub na ulicy przy obcych, to sygnał, że walczy z tobą.Ono już wie jak wielką moc mają brzydkie słowa i że za ich pomocą, jak za pomocą czarodziejskiego zaklęcia wywołuje się twoją frustrację. Odbierz mu władzę nad sobą – przestań słyszeć przekleństwa. Nie reaguj. Ignoruj. Zmieniaj temat, udawaj, że byłaś tak zamyślona, że nie usłyszałaś.

4. Nie popadaj w skrajności, nie przywiązuj do tego aż takiej wielkiej wagi.
To, że dziecko użyje czasem wulgaryzmu, nie świadczy o matce. Przestań tak myśleć. Z drugiej strony, w żadnym razie nie wybuchaj śmiechem, nie powtarzaj reszcie domowników, co mały dziś powiedział. Nie zachęcaj go do przeklinania.

5. Gdy na ulicy ktoś usłyszy przekleństwo i zareaguje, pozwól mu zwrócić swojemu dziecku uwagę.
Niech ono zobaczy, jaki jest oddźwięk społeczny na takie zachowanie. Raczej zrób minę, że się zgadzasz z tymi uwagami. To, że ktoś zwróci twojemu dziecku uwagę, nie jest dla dziecka traumą, nie odbieraj tak tego.

6. Jeśli twoje dziecko interesuje się wulgaryzmami, to znaczy, że interesuje się językiem i ma niezaspokojoną potrzebę imponowania.
Czas zatem, żebyś nauczyła go trudnych logopedycznie wierszyków, słów, którymi może zaimponować dorosłym. Rozszerz słownictwo dziecka o niebanalne słowa, a będzie miało coś pozytywnego do popisywania się.

7. Jeśli dziecko często wplata wulgaryzmy, na przykład w samotnej zabawie czy podczas rozmowy, przyjrzyj się jak w domu mówicie.
Czasem zupełnie nieświadomie używa się wulgaryzmów lub śmieje z żartów z brzydkim słowem.

8. Nie przejmuj się, gdy drugi rodzic przeklina przy dziecku, pęka ze śmiechu, słysząc w jego ustach wulgaryzmy.
Jeśli nie możesz się w tej sprawie porozumieć – zachowaj swoje priorytety. Nie martw się, że dziecko poczuje się zagubione. Nic podobnego. Dziecko ma naturalny dar wyczuwania, co przy kim mu wolno. Mama nigdy nie przeklina i nie lubi przekleństw – niech dziecko wyrasta, widząc, że żyjesz według tej zasady.

9. Jeśli twoje dziecko ma kolegę, który przeklina, to jeszcze nie powód, żeby z nim zrywać znajomość.
To raczej dobra okazja na akcję wychowawczą. Zaproś kolegę do domu i zwyczajnie, jak z własnym dzieckiem, zastąp, zamień, wytłumacz. Nie obrzydzaj tego kolegi i nie osądzaj go, nie podawaj jako przykład najgorszego zachowania, tylko potraktuj jak swoje dziecko. Wychowaj go. Przecież w końcu wszystkie dzieci są nasze!

 

  1. Psychologia

Przemoc w szkole. Jak reagować?

Przemoc dotyka zwykle tych, którzy postrzegani są jako słabsi lub inni. (Fot. Getty Images)
Przemoc dotyka zwykle tych, którzy postrzegani są jako słabsi lub inni. (Fot. Getty Images)
To nieprawda, że w szkole nie ma przemocy. Bywa – i prawdopodobnie nie tylko  fizyczna: szczypanie, kopanie, bicie, szarpanie. Jest też werbalna, po której rany na duszy leczy się latami: wyśmiewanie, poniżanie, wykluczanie z grupy. Przyzwyczajamy się do niej albo pracujemy nad samokontrolą, by nie ujawnić swojej rozpaczy i bezradności. Ale czy naprawdę to jest dobra metoda?

Po powrocie ze szkoły i zjedzeniu obiadu Kasia zwykle nie była rozmowna. Znikała za drzwiami swojego pokoju, by odrabiać lekcje. Jakież było moje zdziwienie, gdy któregoś dnia tam weszłam i zastałam ją tonącą w łzach z poduszką przy twarzy, tak bym nie słyszała jej łkania. Zaczęłam pytać. Wychowawczyni nie wiedziała, co się dzieje z córką, bo poza swoją lekcją jej nie widuje. Gdy nalegałam, by to sprawdzić, okazało się, że większość czasu na przerwach Kasia spędza w toalecie. I boi się z niej wychodzić. Tuż za drzwiami łazienki na każdej przerwie stoją trzy klasowe gwiazdy. Codziennemu zastraszaniu, rozsiewaniu kłamstw, przezwiskom „ty gruba świnio”, popychaniu, podstawianiu nogi, niszczeniu jej prac czy plecaka nie było końca. Rozmiar bólu i cierpienia mojej córki, obojętność szkoły i rodziców poraziły mnie. Poszłam do dyrektorki z prośbą o podjęcie działań: zignorowała mnie. Poradziła, abym „poczytała, czym jest przemoc, i nie wywoływała problemów tam, gdzie ich nie ma”. Poczytałam i wróciłam do wychowawczyni. Rozpłakała się, twierdząc, że nie może „dyskryminować” trójki klasowych prymusów, bo cieszy się „ich szczególnym zaufaniem”. A Kasia jest „zbyt słaba i wrażliwa”. I najlepiej będzie, jeśli znajdę dla niej inną szkołę, ponieważ „skalą wrażliwości wykracza daleko ponad przeciętną w naszej szkole.”

Bezradność wobec przemocy

Czasem znajome lub własne dziecko opowiada nam jakąś trudną historię i czujemy się bezradni. Co zrobić? Mieszać się w czyjeś życie? Krytykować nauczycielkę za to, że nie umie postawić granic? Często zamiast działać, zrozpaczeni, w akcie desperacji, przekonujemy własne dzieci: „oddaj mu - ale tak, żeby pani nie zauważyła... no wiesz”. Albo racjonalizujemy sytuacje: "to było tylko popchnięcie".  Że za mocno? „Oj, nie przesadzaj, nie bądź taki przewrażliwiony, przecież w zabawie wiele rzeczy może się zdarzyć”. Tak, ale są i takie, które nie mogą się zdarzyć.

Jak więc poznać, że to była szkolna przemoc? Jak rozmawiać o niej z dzieckiem?

  1. Przemoc to nie jest pomyłka, która przydarzyła się sprawcy, on/ ona robi to celowo. Z intencją, by przestraszyć, zranić, zawstydzić czy poniżyć.
  2. Przemoc nie jest jednorazowym aktem, zawsze się powtarza.
  3. Zwykle sprawca dokonuje przemocy publicznie. Potrzebuje nie tylko przekonać się, że mu ulegniesz, ale chce, żeby inni to widzieli.
  4. Przemoc dotyka zwykle tych, którzy postrzegani są jako słabsi lub inni. Zawsze gdy dotyka ciebie jakaś forma przemocy, dzieje się tak, bo sprawca wierzy, że może ciebie przekonać, że jesteś słabszy niż on. To, że sprawca ciebie tak postrzega, nie oznacza że taki jesteś.
Naucz także swoje dziecko rozróżniać niewinną zabawę od przemocy. Bo prawdziwy kolega czy koleżanka:
  1. Żartuje w taki sposób, że dla was obu/obojga jest to fajne i śmieszne.
  2. Nie żartuje po to, by celowo zranić twoje uczuci albo ci „dopiec".
  3. Przestaje żartować, jeśli domyśla się, że mógłby ciebie zranić. Zadaje pytania, robi jakieś gesty – sprawdza, czy ciebie uraził. I nie denerwuje się, gdy na jego żart odpowiadasz swoim. Sprawca przemocy zawsze żartuje specjalnie, by ciebie zranić, nie zgadza się na żarty na swój temat, nadal obraża mimo świadomości, że rani. Denerwuje się, gdy ignorujesz jego żarty.
Powiedz dziecku, że nigdy nie jest winne jakichkolwiek aktów przemocy na nim. Nie jest przyczyną czy powodem przemocy, niezależnie od tego, w co się ubiera, jaką muzykę lubi. To nie z nim jest coś nie tak, to sprawca ma problem. A my wszyscy wraz z nim. Nasza kultura, społeczeństwo, model życia, dążenie do sukcesu za wszelką cenę sprawia, że wzorzec siło jest ciągle bardziej popularny niż model wrażliwości i siły jednocześnie. Wspieramy przemoc, kiedy jesteśmy jednostronni i  latami nieświadomie tkwimy w roli ofiary: państwa, rodziny, firmy czy partnerki/ra. Albo gdy nauczyliśmy się reagować z pozycji siły, walcząc, krytykując; gdy wymuszamy zamiast prosić czy mówić o tym, co nas boli. A dzieci uczą się przecież od nas.

Obojętność świadków przemocy

Oprócz sprawcy i ofiary jest jeszcze trzecia rola do obsadzenia: świadek. Wśród wielu zwierzeń ofiar przemocy najbardziej poruszające są te, gdy na pytanie: „czy ktoś to widział?", „jak zareagował?" pada odpowiedź: „ludzie stali i odwracali wzrok". Albo: „tak, moja przyjaciółka była w klasie, słyszała, jak krzyczałam, i nic nie zrobiła, gdy kopał mnie po brzuchu”. O świadkach, którzy nie reagowali, zapomina się jeszcze trudniej niż o sprawcach przemocy. Dzieci, których po raz kolejny nikt nie obronił,  rosną w przekonaniu, że nie ma i nie będzie nikogo, kto mógłby je kiedykolwiek chronić. Ten rodzaj myślenia jest uwewnętrzniany, dlatego w ich świecie nie ma nadziei. Nie ma nikogo i nic. Żadnej kiełkującej nawet, pojedynczej myśli, że nie zasługują na to, co je spotkało, i że znajdzie się ktoś, kto wreszcie powie „DOSYĆ!” .

Dzieci mogą sobie nie poradzić z przemocą bez wsparcia dorosłych. I nie ma co spychać roli świadka, który powie „STOP”, na nauczyciela albo dyrekcję szkoły, albo na rodzica. To my wszyscy – dorośli, jeśli tylko zauważamy jakiekolwiek sygnały, niepokojące zachowanie, wejdźmy w role świadka. Zacznijmy od krótkich komunikatów „STOP”, „NIE ZGADZAM SIĘ NA PRZEMOC”, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z przemocą werbalną, wykluczeniem czy przemocą fizyczną.

Dorota Biały, psychoterapeutka, coach, z Instytutu Psychologii Procesu www.processwork.pl, pracuje w  Ośrodku Poza Centrum www.pozacentrum.pl w Warszawie z dziećmi, młodzieżą, rodzicami i nauczycielami. Więcej na www.dorotabialy.com.pl oraz na FB spotkaniazesoba.

  1. Psychologia

Jak pomóc nastolatkowi uporać się z hejtem, odrzuceniem i silną potrzebą akceptacji?

Niejeden nastolatek cierpi z powodu odrzucenia. (Fot. iStock)
Niejeden nastolatek cierpi z powodu odrzucenia. (Fot. iStock)
Na kolegach świat się nie kończy – mówią rodzice swoim dorastającym dzieciom. Dla nastolatka świat kończy się właśnie na kolegach! Jak pomóc mu uporać się z hejtem, odrzuceniem i silną potrzebą akceptacji – radzi pedagożka Ewa Nowak.

Choć minęło wiele lat, wciąż pamiętam, jak bardzo byłam nieszczęśliwa, gdy przez okno zobaczyłam trzy koleżanki z klasy, które szły gdzieś razem roześmiane i nawet nie spojrzały w moją stronę. Może dlatego dokładnie rozumiem, jakie emocje przeżywa odrzucony przez kolegów nastolatek. Kiedy rodzice mówią swoim dzieciom, że im nigdy nie zależało na byciu lubianym, brzmią po prostu śmiesznie. Zaprzeczanie najsilniejszej potrzebie emocjonalnej tego okresu, czyli potrzebie akceptacji rówieśniczej, kończy się tym, że między nastolatkiem a nami rośnie mur.

Bez nich nie wiesz, kim jesteś

W okresie 12–17 lat liczą się tylko i wyłącznie rówieśnicy. Nie ma znaczenia, że babcia powie „jaki jesteś przystojny” albo tatuś zapewni, jak bardzo jest dumny z córeczki. Nastolatkom nie zależy na pochwałach płynących ze świata dorosłych, bo nie cenią sobie w ogóle opinii tego świata. Koledzy bywają ważniejsi nawet niż rodzina i czasem mają większy wpływ na ich kształtującą się osobowość niż rodzice czy rodzeństwo. Dlatego tak ważne jest, żeby jakość kontaktów ze znajomymi nie była traumą.

Grupa rówieśnicza determinuje rozwój procesów identyfikacji. Nastolatek bez takiej grupy nie ma się z kim utożsamić, do kogo się porównać, nie czuje się częścią większego obrazka. Jeśli twoje dziecko nie ma znajomych rówieśników (również tych w sieci), jest nieszczęśliwe.

Ryba chce być częścią ławicy

Okres dorastania jak żaden inny sprzyja pojawianiu się kompleksów (kompleks to utrwalony, negatywny i rzutujący na wybór aktywności obraz samego siebie). Wśród swoich znajomych nastolatek co kilka sekund jest wystawiany na bodźce, które mogą być pożywką dla jego nadwątlonej samooceny. Jest wyzywany, znieważany, porównywany, ośmieszany. „Ty złamasie, ty debilu, idioto, kretynie, mutancie! Widzieliście mordę jego ojca? Śmierdzisz, kurde! Gdybym był takim tępakiem, tobym się powiesił” – młody człowiek słyszy takie teksty kilkanaście razy dziennie. To dlatego wraca ze szkoły lub ze spotkania z „kolegami” zmęczony i wściekły. Nie chce mówić, jak było, bo jest na skraju załamania nerwowego. I tu zaczyna się wielki paradoks tego okresu życia: mimo że powinien odruchowo uciekać od takich ludzi, nie może tego zrobić. Jak ryba chce być w ławicy, nawet jeśli ta ławica prowadzi do piekła.

Nastolatek, który lubi samotność (na przykład ucieka w gry komputerowe) i nie przesiaduje poza domem, zwykle cieszy rodziców, a powinien zaniepokoić. Zazwyczaj kryje się za tym odrzucenie przez grupę rówieśniczą. Ze statystyk wynika, że doświadcza go jeden na ośmiu nastolatków. Niemal wszyscy rodzice chcieliby mówić, że ich dziecko lubi samotność, tymczasem samoakceptacja to potężny filar osobowości. Opinia, którą budujemy na swój temat, ma korzenie właśnie w okresie dorastania. Kiedy grupa postrzega kogoś jako niewartego akceptacji, on zaczyna widzieć sam siebie jako niezdolnego do uzyskania akceptacji. Dzieje się tak dlatego, że jaźń kształtuje się w oparciu o ważne kontakty z innymi, w tym wypadku z kolegami.

Złapani w sieć

Nastolatki spędzają w Internecie przeciętnie 4–5 godzin dziennie. Tu mają swoich znajomych, miłości, przyjaciół, tu dowiadują się, czy są fajne, czy beznadziejne. Nie ignoruj tego. Jeśli myślisz: „I oni się teraz przejmują, że ktoś dostał za mało lajków?”, to znaczy, że masz lekceważący stosunek do świata nastolatków i nie ochronisz swojego dziecka, bo do tradycyjnego nielubienia doszło teraz coś o wiele większego kalibru: hejt w sieci. Hejt to forma rozładowania emocji, ale często też po prostu niewybredna rozrywka. Aż 96 proc. nastolatków uważa, że hejt to „wyrażanie swojego zdania”!

W 2003 r. 15-letni Ghyslain Raza nagrał niewinny filmik „Star Wars Kid”, na którym udaje, że walczy mieczem świetlnym. Doświadczył takiej fali hejtu, że przeszedł załamanie nerwowe. Był pierwszym tak szeroko omawianym przypadkiem psychicznego sadyzmu swoich znajomych. Według raportu Global Dignity „Wilki i owce w Internecie” co siódma osoba, która sama była hejterem, doświadczyła wcześniej cyberprzemocy. Dlatego nie zakładaj, że skoro inni dokuczają twojemu nastolatkowi, to on nie dokucza innym. Niejeden nastolatek cierpi z powodu odrzucenia, a jednocześnie sam jest hejterem. Porozmawiaj z nim o obu tych rolach. Nie zakładaj, że twoje dziecko nigdy by czegoś takiego nie zrobiło.

Nastolatki zazwyczaj nie ujawniają, jakiej doświadczają traumy, bo boją się reakcji rodziców. Piętnastoletnia M. zwierzyła mi się, że nienawidzi swojej szkoły, bo jej były chłopak wrzucił do sieci zdjęcia jej piersi. Stała się pośmiewiskiem, została nazwana szmatą i kurwą. Jej koledzy pisali: „Ja bym się brzydził takie wory dotknąć. Ale masz krzywe, ale brzydkie”.  M. nic nie powiedziała rodzicom, bo wstydziła się i bała reakcji mamy. Dopiero jej próba samobójcza, na szczęście nieudana, ujawniła, co „znajomi” jej zrobili i jaki dramat przeżywała od wielu tygodni.

Z lęku i bezradności

Z raportu badawczego NASK „Nastolatki 3.0” wynika, że 32 proc. dorastających dzieci dotknęły wyzwiska, 19 proc. było poniżanych, 14 proc. straszonych, 12 proc. doświadczyło rozsyłania na ich temat kompromitujących materiałów, a 11 proc. szantażowano. To skutkuje poczuciem bezradności, spadkiem samooceny, obniżonym nastrojem, depresją i zaburzeniami somatycznymi. Dlaczego wciąż nie dotarło do nas, że dzieci w wieku szkolnym tak dużo chorują ze stresu?

Już jednorazowe doświadczenie cyberprzemocy wpływa bardzo niekorzystnie na rozwój osobowości, a  bycie narażonym na powtarzającą się przemoc prowadzi do ciężkich zaburzeń psychicznych.  Jeśli dziecko boi się reakcji dorosłych (rodziców, nauczycieli, dziadków) – zostaje samo. Nie poprosi nikogo o pomoc, a zaszczute – może nawet próbować się zabić. Nasze „nie przejmuj się” powiedziane do nastolatka on odczyta tak: „Jesteś z tym sam, mnie to nie obchodzi”.

Oaza akceptacji

Wielu rodziców próbuje rywalizować z kolegami swoich dzieci. To bez sensu, bo nawet najcudowniejsi rodzice nie zastąpią nastolatkowi towarzystwa rówieśników. Jest jednak coś, co możesz zrobić. Ponieważ szkoła jest najbardziej stresogenną przestrzenią w jego codziennym życiu, dla równowagi zapewnij mu środowisko, które go akceptuje. Boks, wspinaczka, nurkowanie... Nawet jeśli ciebie to nie zachwyca, ale on jest na takich zajęciach lubiany — pilnuj, żeby systematycznie w nich uczestniczył. I bądź przy nim, mimo wszystko. Pamiętaj, że nawet najlepsi znajomi nie zastąpią wsparcia rodziców!

  1. Zwierciadło

Zdrowe, orzeźwiające wody smakowe, które podnoszą poziom energii – nie tylko na piknik

5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki
5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki "Zdrowe wody")
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Pysznie i energetycznie to dwa słowa, którymi z powodzeniem można opisać każdą z moich wiosennych wód. Od ciebie zależy, którą wybierzesz, a i tak każdy wybór będzie właściwy.

Składniki:

  • grejpfrut (1 sztuka mała - 220g)
  • cynamon (laska)
  • rozmaryn (2 gałązki)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Grejpfruta nie obieramy, jedynie szorujemy porządnie szczoteczką pod bieżącą wodą. Pokrojonego w plastry wrzucamy do dzbanka. Dodajemy gałązki rozmarynu i laskę cynamonu. Całość zalewamy wodą średniozmineralizowaną. Pozgniatamy wszystkie składniki drewnianą łyżką i dokładnie mieszamy. Po dziesięciu minutach woda smakowa jest już gotowa.

5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki 'Zdrowe wody')5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki "Zdrowe wody")

Składniki:

  • cytryna (1 sztuka duża - 130g)
  • mięta cytrynowa (11 świeżych listków)
  • pokrzywa (11 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Cytryna chociaż wcale nie jest liderem wśród cytrusów pod względem zawartości witaminy C, to bogata jest w witaminy z grupy B, potas, wapń, o czym nie każdy wie. Oczywiście dzięki zawartej w niej witaminie C moja orzeźwiająca woda smakowa ma moc energetyzującą, natomiast dzięki witaminom z grupy B, takim jak B3, czyli niacynie i witaminie B6, czyli pirydoksynie, usprawnia pracę układu nerwowego i wzmacnia układ immunologiczny. Zalecam celebrowanie święta cytryny nie tylko pod koniec zimy w miasteczku Mentona, ale dużo, dużo częściej.

Składniki:

  • kawa (2 łyżeczki mielonych ziaren)
  • grejpfrut (1/3 sztuki - 90g)
  • limonka (1 sztuka - 100g)
  • mięta cytrynowa (10 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Kawa znalazła się w mojej wodzie smakowej nie tylko ze względu na zawartość kofeiny. Oczywiście jej właściwości pobudzające są najbardziej znane, co nie oznacza, że kawa nie może się też pochwalić innymi. Pozwólcie, że wymienię niektóre jeszcze przed wypiciem mojej wody smakowej: poprawia perystaltykę jelit, wzmacnia pamięć, przyspiesza metabolizm. Nie wymieniając dodatkowo zalet grejpfruta, limonki i mięty, czyli reszty składników mojej mieszanki, zapewniam, że jest to woda smakowa bardzo zdrowa.

Składniki:

  • zielona herbata (2 łyżeczki suszu)
  • pomarańcza (1/2 małej sztuki - 100g)
  • mięta cytrynowa (10 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Do dzbanka wsypujemy zieloną herbatę i zalewamy średniozmineralizowaną wodą o temperaturze 80 stopni. Czekamy, aż napar wystygnie i dodajemy listki mięty i plastry pomarańczy. Mieszamy całość drewnianą łyżką, rozgniatając plastry pomarańczy, a po chwili woda smakowa jest już gotowa.

Składniki:

  • czarny bez (2 łyżki soku z owoców)
  • ogórek gruntowy (3 sztuki - 90g)
  • mięta zwyczajna (6 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Ogórki myjemy pod bieżącą wodą i kroimy je w plastry, nie obierając ze skórki. Pokrojone warzywa wrzucamy do dzbanka i wlewamy dwie łyżki stołowe bezcukrowego, ekologicznego soku z czarnego bzu. Dodajemy listki mięty i całość zalewamy wodą średniozmineralizowaną. Mieszamy składniki drewnianą łyżką. Woda smakowa jest gotowa po 10 minutach od zamieszania.

Zdjęcia z książki „Zdrowe wody. Pyszne wody smakowe i izotoniki” Anety Łańcuchowskiej-Jeziorowskiej. Więcej przepisów na wody na każdą porę roku znajdziecie w książce dostępnej w naszym sklepie internetowym.