fbpx

Wszystkie chcą mieć córkę

Wszystkie chcą mieć córkę
123rf.com

Przez stulecia kobiety modliły się o syna. Dziś coraz więcej jest takich, które chciałyby mieć córkę. Dlaczego? I czemu tak trudno im o tym mówić?
Jesteś w ciąży – potwierdził test, a potem lekarz. Teraz zaczyna się fala domysłów, kto się urodzi. Nie ma chyba rodzica, który nie zastanawiałby się: córka czy syn. Kiedyś trzeba było czekać z tym do porodu. Dziś z pomocą przychodzi nam USG i tę informację znamy już czasem w czwartym miesiącu ciąży. Inna zmiana, jaka zaszła, to pożądana płeć. Przez stulecia kobiety marzyły o synu, bo jego urodzenie było dowodem sensu ich istnienia. W wielu sytuacjach oznaczało być albo nie być, wiązało się z sukcesją i potwierdzało pozycję u boku męża i w rodzie. W Chinach i Indiach do dziś zdecydowana większość aborcji dotyczy dziewczynek, które są uważane za dzieci mniej wartościowe. Dlatego rodzi się ich znacząco mniej niż chłopców. W rezultacie w tych krajach zakazano informowania rodziców o płci dziecka w trakcie badania USG. Władze wypróbowywały też takie strategie, jak płacenie rodzicom dziewczynek i rezerwowanie dla nich miejsc na uniwersytetach.

W Polsce, jak wynika z badań GUS, od czasów powojennych dziewczynek i chłopców rodzi się mniej więcej podobna liczba. Ale jeszcze większość kobiet z pokolenia mam obecnych trzydziestolatków chciało mieć syna. W 1977 roku znakomita polska reporterka Barbara Łopieńska napisała reportaż „Syn”, relację z warszawskiego oddziału położniczego. Jej tekst zaczyna się od słów: „Wszystkie chcą mieć syna”. W 2001 roku OBOP zapytał Polaków, jakiej płci dziecko by woleli, gdyby mieli posiadać tylko jednego potomka. Ponad połowa (56 proc.) odpowiedziała, że nie ma to dla nich znaczenia, 22 proc. wolałoby chłopca, przy czym znacznie częściej byli to mężczyźni (32 proc., w stosunku do 11 proc. w przypadku kobiet), a 19 proc. – dziewczynkę, przy czym wśród tych ostatnich więcej jest kobiet (27 proc. w porównaniu z 11 proc. wśród mężczyzn). Co ciekawe, w rozmowach ze znajomymi czy nawet z lekarzem często się do tych preferencji nie przyznają.

Kilku ginekologów mówi mi, że na pytanie o to, jakiej płci oczekują rodzice, mężczyźni częściej odpowiadają, że syna, kobiety zaś mówią: „Najważniejsze, żeby było zdrowe”. Profesor Mirosława Nowak-Dziemianowicz, dziekan Wydziału Pedagogiki Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, badająca problematykę rodziny, tłumaczy to tak: – To, jakiej płci dziecko ludzie chcą mieć, jest tematem tabu. Gdy zadaje się im to pytanie, szukają odpowiedzi zgodnej z oczekiwaniami społecznymi, a te są takie, że to nie ma znaczenia. Łatwiej przyznać się do pragnienia posiadania chłopca, bo przesąd, że „prawdziwy mężczyzna powinien spłodzić syna”, i przekonanie o wartości pierworodnego wciąż są u nas dość silne. Ale to nie znaczy, że wiele kobiet po cichu nie pragnie córki.

Nie tak miało być

Kalina, od dwóch lat szczęśliwa mężatka, pracownica instytucji pozarządowej: – To był piękny, słoneczny dzień, szliśmy na USG w supernastrojach. Pamiętam, że w gabinecie było ciemno jak w planetarium, a pani doktor była bardzo sympatyczna. Zapytała, czy chcemy znać płeć. Penis między nogami dziecka to było dla mnie kompletne zaskoczenie. Wyszliśmy z przychodni i usiedliśmy w kawiarni. Patrzyłam na zdjęcie z USG i po twarzy płynęły mi łzy. Od kiedy zadała sobie pytanie, czy chce mieć dzieci, było dla niej oczywiste, że chciałaby córkę. Ba, była pewna, że tak się stanie. Patrząc na wydruk z USG, myślała: „Ale niefart. XXI wiek to wiek kobiet, idealny moment, żeby przemówiły. A ja nie będę mogła patrzeć, jak moja córka z tego korzysta”. – Najbardziej było mi szkoda, że część doświadczeń już nie będzie nasza wspólna – mówi. – Doskonale wiedziałam, jaką mamą córki będę i jaki wzorzec kobiety chcę jej przekazać – silnej, która akceptuje swoje ciało. Tyle poświęciłam w życiu tematowi kobiecości – literaturze, dyskusjom. A tu pojawia się chłopiec i jakim doświadczeniem mam się z nim podzielić? Przecież nic nie wiem o chłopcach, o ważnych momentach w ich życiu, nie wiem, jak to jest przechodzić mutację.

Dorota, menedżerka w dziale marketingu: – Gdy w czwartym miesiącu lekarz powiedział, że to chłopiec, zapadłam się w sobie. Długo miałam depresję, lekką, ale prawdziwą. Ta jedna rzecz zmienia życie. Wiesz, że będziesz chodzić na gokarty, a nie na balet, grać w piłkę, a nie bawić się domkiem dla lalki. Dorota przyznaje wprost, że nigdy nie marzyła o byciu mamą. Decyzja o zajściu w ciążę, świadoma i przemyślana, jak większość decyzji w jej życiu, to był kompromis z mężem, który tego pragnął. Od początku wiedzieli, że ograniczą się do jednego dziecka, a Dorota myślała: „Z córką wszystko będzie łatwiejsze. Bo to taka mała ja, którą łatwiej zrozumieć, nawet jeśli jeszcze nie mówi”. I w jej głowie pojawiały się obrazki jak z reklam: przebiera córeczkę w śliczną sukienkę albo ubierają Barbie – niespełnione marzenie Doroty z dzieciństwa.

Agata, dziennikarka, mama czterolatka, na informację lekarza, że ma w brzuchu kolejnego chłopca, zareagowała: „Chyba pan żartuje”. Powtórzył to kilka razy, a do niej nie docierało. Po powrocie do domu płakała, jakby się stało coś strasznego. Przecież na USG w 15. tygodniu specjalnie wybrała się do lekarza, który znany jest z tego, że się nie myli w kwestii płci, i powiedział, że będzie córka, a informację potwierdził jej lekarz prowadzący w 20. tygodniu. Szalała z radości. – Poczułam, że jesteśmy pełni – opowiada, a w jej głosie wciąż słychać emocje. – Myślałam: „Mam już w życiu wszystko”. Rodzice szybko przyzwyczaili się do myśli o małej dziewczynce. Na imię dali jej Nina i Agata mówiła: „Wychodzę z Niną”, a jej synek czytał tylko książeczki o starszym bracie i młodszej siostrze. Na wnuczkę czekali dziadkowie, a ciocia z Anglii przysłała śliczne dziewczęce ubranka. O tym, że będzie chłopak, Agata dowiedziała się pod koniec siódmego miesiąca. Mąż Agaty, gdy zobaczył ją zapłakaną po tamtym USG, myślał, że dziecko jest chore. Kiedy dowiedział się, że wszystko z nim OK, tyle że jest chłopcem, nie dziewczynką, zaczął się śmiać. – A ja, kiedy pakowałam te dziewczęce ubranka, czułam się tak, jakbym straciła dziecko – mówi ona. – Wiem, że ktoś, kto ma problem z zajściem w ciążę albo urodzi chore dziecko, mógłby powiedzieć: „Chora kobieta”. Ale ja czułam się, jakby ktoś mi zabrał moją Ninkę i włożył do brzucha obce dziecko.

– Tęsknota za posiadaniem córki to być może dowód na to, że zaczęłyśmy dostrzegać dobre strony bycia kobietą – tłumaczy to nowe zjawisko psychoterapeutka Hanna Samson. – Wcześniej kobiety wolały mieć synów, bo bały się, że córka nie uniknie powtórzenia ich własnego losu. Teraz wierzą, że sama będzie mogła decydować o sobie.

Puzzle

Czy tak się stanie? Choć z badań OBOP wynika, że prawie połowa Polaków uważa, że płeć dziecka nie ma wpływu na wychowanie, okazuje się, że na głębszym, nieuświadomionym poziomie ma ona duże znaczenie. Profesor Mirosława Nowak-Dziemianowicz w swoim badaniu rodziców, którzy mają syna i córkę, zauważyła, że zapytani o to wprost, twierdzą, że jednakowo podchodzą do dzieci obojga płci. Jednak gdy zaczynają przytaczać różne sytuacje z życia rodzinnego, różnice są aż nadto widoczne. O ile chłopcom przekazywany jest obraz świata, w którym mogą wszystko i wszystko od nich zależy, o tyle dziewczynki mają w swoim życiu realizować pewien wzór kulturowy i się do niego dopasować. Te same zachowania rodzice inaczej oceniają u dzieci różnej płci. Chłopiec, który dużo czasu spędza z kolegami poza domem, jest postrzegany jako energiczny i towarzyski, dziewczynka, jeśli tak się zachowuje, nazywana jest latawicą i rodzice się o nią martwią. Chłopiec może się brudzić i zachowywać głośno, dziewczynka powinna być schludna, mówić cicho, a swoimi sprawami może zająć się, kiedy już wypełni obowiązki – odrobi lekcje, pomoże mamie.

Kalina, Dorota i Agata miały poczucie, że dziewczynkę wychować im będzie łatwiej. Najpoważniejszą obawą Kaliny dotyczącą chłopca było to, że ani w swojej, ani w męża rodzinie nie znalazła w pokoleniu rodziców żadnego stuprocentowo fajnego mężczyzny – mądrego, który miałby dystans do siebie, nie był zakompleksiony ani narcystyczny – który dla jej synka mógłby stać się wzorcem. Ci, których zna, to raczej typ „polskiego wujka”: problemy rozwiązują w sposób agresywny, nie potrafią mówić o swoich uczuciach, nie wylewają za kołnierz.

To poważny problem, na jaki w wychowaniu chłopców natykają się współczesne Polki. Niby nowoczesne, łączą życie rodzinne z karierą i dążą do pełnej równości z mężczyznami, a w podejściu do synów automatycznie włącza im się model tradycyjny. I produkują kolejne pokolenie małych królów, przyszłe utrapienie dla swoich partnerek. Agata sama przyznaje, że temu ulega: – Polacy są wychowywani na synów mamusi, mają tylko oczekiwania. Najpierw kierują nimi matki, potem żony. W moim domu mama podawała zupę, a tata czytał gazetę, nadal tak jest. U nas też podział obowiązków jest dość tradycyjny. Łapię się na tym, że nikt mnie nie nauczył, jak inaczej wychowywać chłopca.

Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Dorota: – Wiedziałam, że syna nie mogę za bardzo przyuczać do bliskości, bo nie chcę, żeby wyrósł z niego fajtłapa, chłopak, który się nie obroni na boisku. Gdy będzie malutki, może jeszcze tak, ale potem już nie. Facet delikatniejszy, który o siebie dba, fajnie się ubiera, za chwilę okaże się zniewieściały i gejowaty.

– Samą mnie zaskoczyło, że głęboko we mnie tkwi poczucie, iż chłopca nie można za bardzo rozpieszczać swoją miłością. Już samo to, że myślałam, że wiem, jak wychować córkę, a syna nie, było niepokojące. Bo czy to znaczy, że dla niego będę mniej czuła? – mówi Kalina i podkreśla, jak ważna jest pomoc dziecku w odnalezieniu się w popkulturze, która jest opresyjna nie tylko dla dziewcząt, bo każe im idealnie wyglądać, lecz także dla chłopców, którzy tylko pozornie mają władzę. Jeśli nie wcielają się w rolę tego, który dominuje, natychmiast są spychani do roli ofiary.

– Żyjemy w czasach, w których wszystko się zmienia i nie ma gotowców. Tradycyjna męska figura runęła – twierdzi Hanna Samson. – Warto świadomie wziąć udział w poszukiwaniach nowego wzorca męskości. Urodzenie syna to dla kobiety szansa, by wychodząc poza schematy, przygotować go do życia w świecie, w jakim chciałybyśmy, aby żyły także nasze córki.

Córka dla matki, syn dla świata

Inne argumenty przemawiające za urodzeniem dziewczynek to stworzenie nowej, poprawionej wersji siebie, która nie powtórzy naszych błędów, łatwość porozumienia z własną płcią, wychowanie sobie przyszłej przyjaciółki oraz przekonanie, że syn wyfruwa z domu, a córka na zawsze pozostaje bliżej z rodzicami, a szczególnie z matką.

Ograniczenia takiego myślenia wskazuje Hanna Samson, która podkreśla, że zadaniem rodzica, niezależnie od płci dziecka, nie jest wychowanie go dla siebie, tylko wypuszczenie w świat. I dodaje, że w Polsce silny jest mechanizm trzymania przy sobie dzieci, a szczególnie córek, poprzez wzbudzanie w nich poczucia winy, gdy nie spełniają oczekiwań matki. Do jej gabinetu trafia wiele kobiet, które próbują wyzwolić się z nadmiernej zależności od rodziny. Tymczasem warto dać dzieciom wolność ze świadomością, że przez lata budujemy z nimi więź, która nagle się nie urwie. Terapeutka dodaje, że przyjaźń między matką a córką to mit. Ta relacja nigdy nie jest zupełnie partnerska, bo niezależnie od wieku chcemy, by rodzice pozostali rodzicami, i nie mamy ochoty rozmawiać z nimi o wszystkim. – Oczekiwanie przyjaźni znacznie częściej wypływa ze strony matki niż córki – mówi – i prowadzi czasem do przekraczania granic dorosłego dziecka. Wchodzimy tam, gdzie córka nie chce nas wpuścić, albo wciągamy ją na własne terytorium, wikłamy w sprawy, które do niej nie należą.

Jak sobie z tym poradziły?

Amerykańska terapeutka Virginia Satir pisała: „Kiedy do świata Jonesów wkracza Johnny, nadzieje i potrzeby rodziców już tam na niego czekają”. Może jednak najlepiej nie zakładać, jakiej płci chcielibyśmy mieć dziecko, i zobaczyć, co przyniesie nam życie.

– Czas ciąży w naturalny sposób sprzyja marzeniom – mówi Hanna Samson – ale warto brać w nich pod uwagę różne wersje zdarzeń. Lepiej otworzyć się na przygodę, która zaczyna się wraz z narodzinami dziecka, niż myśleć o przyszłości tak, jakbyśmy miały nad nią władzę. Jej zdaniem zazwyczaj udaje się nam zaakceptować rzeczy, na które nie mamy wpływu. Jeśli jednak przyjęcie płci dziecka przychodzi nam z trudem, warto wziąć przepracowanie tej tęsknoty na siebie (na przykład z pomocą terapeuty), a nie przerzucać jej na dziecko.

Dorota: – Jak sobie poradziłam z tym, że mam syna? Starałam się brać to, co dobre, z tego, co mam. Resztę zdziałały hormony, biologia. Chociaż nie było tak, że doszłam do wniosku, iż byłam głupia, bo chciałam mieć dziewczynkę, a chłopcy są najfajniejsi. Ale można z tym żyć.

Kalina stopniowo zakochiwała się w Krzysiu, który dziś ma osiem miesięcy. Już nie wyobraża sobie, by na jego miejscu mogło być inne dziecko. A w swoich poszukiwaniach dotyczących męskości poczyniła dwie optymistyczne obserwacje. Po pierwsze, zaczęła zauważać wokół fajnych facetów, którzy nie boją się mówić o uczuciach, mają z nimi kontakt, poszukują swojej drogi – tyle że w jej własnym, a nie starszym pokoleniu. Po drugie, dostrzegła, że może właśnie dostała szansę, żeby wychować fajnego mężczyznę dla fajnych kobiet, które widzi wokół. A jeszcze zanim Krzyś przyszedł na świat, zdała sobie sprawę, że jej dziecko to zupełnie oddzielna ludzka istota. Chciała rodzić w domu, ale synek ułożył się pośladkowo, więc było to zbyt niebezpieczne. – Fajne w posiadaniu syna jest to, że nigdy nie będziemy tacy sami – mówi. – Z perspektywy czasu widzę, że chciałam mieć córkę, żeby była moim przedłużeniem, przeżyła moje życie jeszcze raz, tylko lepiej. Zrozumiałam, że to iluzja. Do Krzysia mogę podejść bez oczekiwań i to jest wspaniałe. Chce mieć drugie dziecko, ale już nie będzie czekać na córkę. – Jeśli urodzi się syn, wierzę, że i tak znajdę kobiety, dla których będę mogła być mentorką – mówi. – Skoro jest we mnie taka energia, na pewno na nie trafię.

Gdy kończę ten tekst, przychodzi SMS od Agaty: „Urodziłam pięknego Pawełka, którego nie zamieniłabym na żadną dziewczynkę”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>