fbpx

Liberum veto, mamo!

Liberum veto, mamo!
fot.123rf

Dzieci i ryby głosu nie mają? Nie – wszystko im wolno! Autorytaryzm i wychowanie bezstresowe skompromitowały się tak samo. Może powinna zapanować w rodzinach demokracja?
Krzyś, trzy lata, jest szczególnie zainteresowany tym, co zakazane. Z upodobaniem manipuluje przy sprzęcie audio, kuchence, lodówce. Kiedy po raz kolejny dobiera się do DVD, ojciec nie wytrzymuje i wymierza synkowi klapsa. O! Krzyś nie pozostanie tacie dłużny i rzuca się na niego z pięściami. Gniew taty wzrasta. Do akcji wkracza mama, chce godzić, ale mąż nie daje za wygraną: „nie będzie gówniarz podnosił na ojca ręki”. Żona: „Przecież ty też użyłeś siły.”. Mąż: „Ja to co innego”.

No właśnie – czy faktycznie?

Równi i nierówni

Czy ojciec i mama to „co innego” niż syn czy córka? W sprawach fundamentalnych – prawa do miłości, szacunku, godności – jesteśmy tacy sami. Zarówno noworodek, jak i dorosły członek rodziny mają równe prawo do zaspokojenia swoich potrzeb i poszanowania godności.

Ale w wielu sprawach rodzice to rzeczywiście „co innego” – bo górują nad dziećmi wiedzą i doświadczeniem. Wiedzą, czego się wystrzegać, unikać, co jest zdrowe, dobre, a co nie. Dlatego zabraniają dziecku wkładać palec do kontaktu, biegać z nożem, wychodzić na golasa na dwór, objadać się cukierkami i oglądać całymi dniami telewizję.

Relacja rodzinna odstępuje więc od prawa równości, gdy chodzi o pewne zakazy: ponieważ małe dzieci potrzebują więcej snu, muszą chodzić wcześniej spać niż rodzice. Ponieważ narażone są na niebezpieczeństwo, nie wolno im samodzielnie chodzić po ulicy. Nie mogą oglądać niektórych filmów, czytać pewnych gazet, nosić butów na obcasach, pić alkoholu, palić.

Mamy prawo do tych relacji, a demokracja będzie uszanowana, jeśli zakazy zostaną uargumentowane. Tajemnica wychowawczego powodzenia tkwi w tym, żeby swoje decyzje uzasadnić. Postawa: ma tak być dlatego, że ja tak chcę, jest niedobra, bo po prostu nieskuteczna.

Umawiamy się z synem, że zawsze będzie dzwonił, kiedy nie wraca do domu o umówionej godzinie. Jeżeli takie żądanie postawimy bez uzasadnienia albo powiemy: „bo tak chcę”, chłopak odbierze to jako bezsensowne ograniczanie swobody. Po pierwsze, takie autorytarne postępowanie do niczego dobrego nie prowadzi, a po drugie – nie uczy zasad demokracji. Natomiast argument: „bo martwię się o ciebie, chcę być pewna, że nic się nie stało”, zwykle do dzieci przemawia. Taka informacja może zresztą stać się punktem wyjścia do szerszej dyskusji na temat niebezpieczeństw i odpowiedzialności. Dziecko odpowie zaczepnie: „a co miałoby mi się stać” i mamy pretekst do ważnej i mądrej rozmowy.

Obowiązek rodzica

Jak wytłumaczyć dzieciom, że dorosłym wolno bić mniejszych i słabszych, że wolno im rozrzucać ubrania, bałaganić, a dzieciom tego nie wolno? Nie da się tego wytłumaczyć, wyjaśnienia w takim przypadku należy zwrócić ku dorosłemu. Obowiązkiem rodziców jest pokazywać dziecku, co dobre, a co złe własnym przykładem. A że nie jesteśmy święci? Nikt nie jest. Nie spadnie nam korona z głowy, jeśli przyznamy się do błędu, powiemy szczerze, że zrobiliśmy coś źle i przeprosimy. W ten sposób uczymy też , że ludzie nie są nieomylni, że trzeba mieć swoje zadnie, odważnie go bronić, trzeba też umieć przyznać się do błędu. Gdzie nauczą się tego, jeśli nie w domu?

Dlatego od początku warto pokazywać dzieciom, że każdy członek rodziny może zabrać głos, przedstawić swój pogląd na daną sprawę, a potem wspólnie szukamy rozwiązania dobrego dla wszystkich.

Własny przykład to podstawa. Jeśli chcemy, żeby dzieci nas słuchały, sami powinniśmy słuchać ich z uwagą. Jeśli chcemy, aby nas szanowały, musimy je szanować. Jeśli pragniemy, aby żyły według naszych wskazówek, powinniśmy sami tak żyć. Tylko wtedy wymagania, jakie trzeba stawiać młodym ludziom, będą w zgodzie z zasadami rodzinnej demokracji.

Krytykujesz dziecko za spóźnianie – a czy sam jesteś punktualny?

Masz za złe wtrącanie się w nie swoje sprawy, a czy sam nie jesteś wścibski?

Jeśli nazywasz dziecko tchórzem czy leniwcem – ono nazwie cię zrzędą albo głupkiem. Jeśli lekką ręką szastasz pieniędzmi, nie możesz wyrzucać synowi, że marnotrawi kieszonkowe. Na nic nie zda się wpajanie dzieciom zasad, jeżeli sami ich nie przestrzegamy.

Prawo rodzica

Zasada obowiązująca w demokracji: równe prawa dla wszystkich, w wychowaniu nie zawsze się sprawdza. Nie może być tak, że z góry przyznajemy więcej praw dorosłym (tak jak robiono to w wychowaniu autorytarnym). Równie szkodliwe okazało się pozwalanie dzieciom na wszystko (wychowanie bezstresowe). Pierwszy model zasłynął maksymą: dzieci i ryby głosu nie mają, drugi
– zasadą: dzieciom wolno wszystko. I tak źle, i tak niedobrze. Czasem rodzice, nie chcąc uchodzić za autorytarnych, nie pamiętają, że też mają swoje prawa. Zapomniana bywa arcyważna zasada: wolność i prawo robienia, co się chce, kończy się w momencie, gdy swoim postępowaniem depcze się prawa i potrzeby innego człowieka. Rodzice nie powinni lekceważyć praw dzieci. Ale dzieci też nie mogą łamać praw rodziców.

Ewa i Jacek, rodzice pięcioletnich energicznych bliźniaków, przeszli małą musztrę w domowej demokracji. Ich dzieci cały dzień wpadające na szalone pomysły, bardzo żywe, nie respektowały prawa mamy i taty do wieczornej chwili dla siebie. Po „buzi na dobranoc” protestowały, wbiegały co chwilę w podskokach do dużego pokoju z komunikatami: „co robicie?”, „chce mi się siusiu” itd. Rodzice tłumaczyli, że dorośli też potrzebują czasu dla siebie – a bliźniaki, że w ogóle nie chce im się spać. Rodzice uszanowali ostatni argument, ale wyznaczyli konkretne granice: „Jeśli nie jesteście zmęczeni, wolno wam pooglądać książeczki, pobawić się, ale nie wolno wychodzić z pokoju. Jeśli się do tego nie dostosujecie, zamkniemy drzwi od salonu. A jeśli nie będziecie wychodzić, zostawimy drzwi otwarte, żebyście mogły nas słyszeć”. Dzieci natychmiast przeprowadziły test na wiarygodność rodziców i do dużego pokoju weszły. Tata konsekwentnie wyprowadził je i zamknął drzwi. Bliźniaki zrozumiały, że słowa rodziców to nie przelewki, że tata i mama mówią poważnie. Od tamtej pory nie łamią zakazu.

Rozwiązanie proste, ale wymaga konsekwencji, odpowiedzialności za słowo, spokoju. Dlaczego Ewie i Jackowi udało się to, co nie udaje się wielu rodzicom? Ponieważ zaakceptowali fakt, że nie da się zmusić dzieci do spania. Wyegzekwowali też swoje prawo do spędzenia wieczoru zgodnie ze swoimi planami. Dzieciom przychodzi łatwiej akceptować prawa rodziców, jeśli rodzice akceptują prawa dzieci.

Dochodzenie do rodzinnej demokracji jest procesem. Na początku tej drogi nie ma równowagi między prawami a obowiązkami rodziców i dzieci. Pierwsi mają dużo obowiązków, drudzy – mało samodzielności i wolności. Z biegiem lat dzieci nabywają coraz więcej praw, rodzicom ubywa obowiązków, a obydwie strony stają się dla siebie partnerami.

Jak zagłosowała dziewięciomiesięczna Julka?

Czekał na nią kolorowy pokój z wygodnym łóżeczkiem, początkowo jednak spała z rodzicami. Po ośmiu miesiącach dorośli uznali, że córka jest już duża, i przenieśli ją do jej pokoju. To zarządzenie nie spodobało się Julce. Zagłosowała na „nie” w jedyny znany sobie sposób.

  • Julka staje w łóżeczku i krzyczy. Może ma za ciemno? Rodzice zostawiają zapaloną lampkę.
  • Julka krzyczy. Może czuje się samotna? Zostawiają drzwi otwarte.
  • Julka krzyczy. Przenoszą łóżeczko do swojego pokoju.
  • Julka krzyczy. Przysuwają łóżeczko do swojego tak, by było blisko.
  • Julka się uspokaja.

To rozwiązanie odpowiada całej rodzinie. Pertraktacje zakończone. Strony znalazły wyjście, które zadowoliło wszystkich. Czyż nie w tym tkwi sedno demokracji?

Zasady rodzinnej demokracji

  1. Akceptujemy potrzeby, cechy charakteru i temperamenty dzieci.
  2. Respektujemy ich prawo do miłości, godności, szacunku.
  3. Egzekwujemy swoje prawa i potrzeby.
  4. Słuchamy głosu dziecka i jego argumentów.
  5. Uzasadniamy swoje postępowanie.
  6. Przyznajemy się do błędów i mamy odwagę przeprosić dziecko.
  7. Domagamy się posłuszeństwa w sprawach dotyczących bezpieczeństwa.

Warto przeczytać Becky A. Bailey, Łatwo kochać, trudno dyscyplinować, Rebis, Poznań 2009; Helga Gürtler, Jak rozwiązywać konflikty w rodzinie, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2003; Michael S. Josephson, Val J. Peter, Tom Dowd, Jak kształtować charakter nastolatka, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2004

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze