„W tańcu przez chwilę jestem hetero” – mówi Michał Kassin, tancerz i choreograf, który przez lata uczył się funkcjonować w świecie pełnym oczekiwań, ocen i stereotypów. Zaczynał w niewielkich Pszczółkach, zafascynowany telewizyjnym „Tańcem z gwiazdami”. Dziś wie, że talent to dopiero początek, a droga do zawodowego sukcesu wymaga nie tylko ciężkiej pracy, ale też odporności psychicznej, odwagi i zaakceptowania samego siebie. W rozmowie z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską w podcaście „Soft power” opowiada o presji wyglądu, kompleksach, pochodzeniu, seksualności i szczęściu, które czasem przychodzi w najmniej spodziewanym momencie.
Nie każda kariera zaczyna się w prestiżowej szkole artystycznej, pod okiem uznanego pedagoga czy w wielkim mieście. Czasem jej początkiem jest mała miejscowość, domowa kamera i program telewizyjny, który otwiera przed dzieckiem zupełnie nowy świat. Tak było w przypadku Michała Kassina. Jako chłopiec z Pszczółek zafascynował się „Tańcem z gwiazdami”, a oglądanie występujących w nim artystów szybko przestało mu wystarczać. Chciał spróbować sam.
Przełomem okazała się wizyta tancerzy z Gdańska w jego szkole. Pokaz, który zobaczył, zrobił na nim ogromne wrażenie i zmotywował go do dołączenia do projektu „Szkoła marzeń”. Jak wspomina, taniec wydawał mu się wówczas zupełnie innym światem – fascynującym, trochę niedostępnym, ale takim, do którego bardzo chciał należeć.
W rozmowie z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską Kassin wraca do początków swojej drogi, pokazując, jak wielkie znaczenie ma pierwszy impuls i spotkanie z kimś, kto potrafi dostrzec w młodym człowieku potencjał. Bo marzenia, nawet te najbardziej odległe, potrzebują czasem tylko jednego konkretnego doświadczenia, żeby przestały być fantazją.
Zawodowy taniec kojarzy się z elegancją, pięknymi kostiumami, perfekcyjnymi ruchami i spektakularnymi występami. Za kulisami kryje się jednak branża wymagająca nie tylko fizycznej sprawności, ale też wyjątkowej odporności psychicznej. Kassin nie ukrywa, że wielu jego znajomych ostatecznie zdecydowało się na zmianę zawodu. Powód? Taniec jest sztuką niezwykle subiektywną, w której ocena umiejętności często splata się z oceną wyglądu.
Ciało tancerza staje się narzędziem pracy, ale też przedmiotem nieustannej obserwacji. Liczą się proporcje, sylwetka, prezencja, sposób poruszania się. Łatwo w takich warunkach zacząć traktować własny wygląd jak projekt, który zawsze wymaga kolejnej poprawki. Nawet osoby wysportowane, sprawne i podziwiane przez publiczność mogą zmagać się z poczuciem, że coś jest z nimi nie tak.
Michał opowiada o kompleksie uszu, który przez długi czas zajmował w jego głowie zaskakująco dużo miejsca. W pewnym momencie postanowił, że zrobi operację plastyczną. Nie była to jednak jedyna część ciała, z którą musiał się oswoić. Miał również trudność z zaakceptowaniem własnej nagości, choć dziś, patrząc na swoje dawne zdjęcia, widzi piękne, wysportowane i smukłe ciało.
Jedna z najbardziej poruszających historii, którymi dzieli się Kassin, dotyczy sesji fotograficznej. Zamiast bez końca analizować swoje niedoskonałości, zdecydował się na doświadczenie, które pozwoliło mu spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Zamówił sesję u fotografa specjalizującego się w aktach. Efekt okazał się piękny, ale ważniejsze od samych zdjęć było to, co wydarzyło się w jego głowie.
To ciekawy przykład na to, że akceptacja ciała nie zawsze przychodzi dzięki powtarzaniu sobie, że powinniśmy siebie lubić. Czasem potrzebujemy konkretnego doświadczenia, które pozwoli nam zobaczyć siebie inaczej niż przez filtr wieloletnich kompleksów. Zmiana perspektywy może być początkiem znacznie głębszej zmiany.
W świecie, w którym media społecznościowe nieustannie podsuwają nam wyretuszowane obrazy doskonałości, taka opowieść nabiera szczególnego znaczenia. Zwłaszcza dla osób pracujących przed kamerą, na scenie czy w zawodach, w których wygląd jest częścią zawodowej oceny. Czy można wykonywać pracę opartą na ekspresji ciała, jednocześnie nie czując się dobrze we własnej skórze? I jak oddzielić zawodową dyscyplinę od osobistej presji, by nieustannie wyglądać lepiej?
W karierze Michała Kassina nie zabrakło chwil zwątpienia. Co ciekawe, nie dotyczyły one samego tańca ani przekonania, że powinien robić coś innego. Pojawiały się wtedy, gdy zaczynał porównywać swoje możliwości z możliwościami osób pochodzących z bardziej uprzywilejowanych środowisk.
Prywatne treningi, dodatkowe lekcje, wyjazdy i rozwijanie umiejętności kosztują. W profesjonalnym tańcu inwestowanie w siebie jest często nie tyle luksusem, ile warunkiem rozwoju. Kassin obserwował, ile pieniędzy jego koledzy i koleżanki przeznaczają na doskonalenie warsztatu, i zadawał sobie pytanie, czy on, chłopak ze wsi Pszczółki, ma w ogóle szansę konkurować z nimi na równych zasadach.
To doświadczenie dotyka problemu znacznie szerszego niż środowisko artystyczne. O możliwościach zawodowych często mówimy w kategoriach talentu, determinacji i ciężkiej pracy, zapominając, że startujemy z różnych pozycji. Dla jednych dodatkowy kurs czy prywatne lekcje są oczywistym elementem rozwoju. Dla innych oznaczają konieczność rezygnacji z innych potrzeb albo finansowe ryzyko.
Właśnie dlatego Kassin zwraca uwagę na wartość inwestowania w kompetencje. Jego zdaniem najlepszą poduszką finansową są umiejętności. Jeśli mamy możliwość, warto inwestować w siebie, bo wiedza i doświadczenie pozostają z nami nawet wtedy, gdy zmieniają się okoliczności. To nie jest obietnica łatwego sukcesu, ale ważna wskazówka dla każdego, kto buduje swoją zawodową przyszłość.
W biografiach ludzi sukcesu lubimy szukać przełomowych decyzji, starannie zaplanowanych strategii i konsekwentnie realizowanych celów. Tymczasem życie potrafi napisać scenariusz, którego nie przewidziałby żaden doradca kariery. W przypadku Kassina ważny zawodowy impuls pojawił się podczas podróży BlaBlaCarem.
W samochodzie poznał tancerkę i choreografkę Wiolę, która zasugerowała mu, że mógłby odnaleźć się w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Z pozoru zwyczajne spotkanie stało się jedną z tych sytuacji, które otwierają drzwi do kolejnego etapu życia. Kassin nie przedstawia swojej drogi wyłącznie jako efektu własnej pracy. Przyznaje, że szczęście i ludzie spotkani po drodze również odegrali istotną rolę.
Nie bez znaczenia było także wsparcie rodziny. Mama kibicowała jego tanecznej pasji, jednocześnie pilnując, by nie zaniedbywał nauki. To ważny wątek, bo rozwijanie talentu nie musi oznaczać rezygnacji z innych możliwości. Dobrze rozumiane wsparcie daje przestrzeń do realizowania marzeń, ale też pomaga zachować kontakt z rzeczywistością.
W rozmowie pojawia się również temat, który dla wielu osób wciąż pozostaje trudny: akceptacja własnej orientacji seksualnej w środowisku zawodowym i społecznym. Kassin przyznaje, że długo nie potrafił pogodzić się ze swoją seksualnością. Taniec, paradoksalnie, bywał przestrzenią, w której mógł na moment wejść w rolę zgodną z heteronormatywnym wyobrażeniem relacji.
Praca z partnerkami, bliskość fizyczna, romantyczna choreografia – wszystko to jest częścią scenicznego języka. Jednak poza parkietem pojawiały się pytania, które potrafiły być znacznie bardziej kłopotliwe. Skoro tańczy z pięknymi kobietami, dlaczego wciąż nie ma dziewczyny? Za pozornie niewinną ciekawością kryje się założenie, że wygląd partnerki i bliskość na scenie powinny coś mówić o prywatnym życiu tancerza.
To doświadczenie pokazuje, jak łatwo otoczenie próbuje dopasować człowieka do gotowego scenariusza. Wystarczy zawód, sposób poruszania się czy relacje widoczne na scenie, by inni zaczęli dopisywać do nich własne interpretacje. Tymczasem zawodowa rola nie jest deklaracją tożsamości, a taniec nie musi tłumaczyć prywatnych wyborów artysty.
W rozmowie z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską Michał Kassin opowiada o tym, jak wiele energii kosztuje próba sprostania cudzym oczekiwaniom i jak ważne jest stopniowe odzyskiwanie prawa do bycia sobą.
Historia Michała Kassina to opowieść o tańcu, ale nie tylko o nim. To także historia chłopaka z niewielkiej miejscowości, który musiał zmierzyć się z ograniczeniami finansowymi, presją wyglądu, własnymi kompleksami i trudnością w zaakceptowaniu swojej tożsamości. Po drodze spotkał ludzi, którzy pomogli mu uwierzyć w siebie, ale też sam szukał sposobów, by przekraczać granice wyznaczane przez cudze oczekiwania.
W podcaście „Soft power” Sylwia Sitkowska, psycholożka, i Magdalena Kuszewska, dziennikarka, przyglądają się tej drodze bez lukrowania rzeczywistości. Bo siła nie zawsze oznacza przebojowość, bezkompromisowość czy nieustanne udowadnianie swojej wartości. Czasem zaczyna się od uznania własnych słabości, rozprawienia się z kompleksami i przyznania, że nie wszystkie warunki startu były równe.
A może właśnie na tym polega prawdziwa niezależność – nie na tym, by za wszelką cenę dopasować się do świata, lecz by znaleźć w nim miejsce, w którym można być sobą?