Autorzy książki „Teoria drzewa wiśni”, małżeństwo Rich i Rox, swoje próby ratowania starego drzewa porównują do ratowania… samych siebie. W swoim poradniku psychologicznym opisują, jak wykonując krok po kroku niezbędne prace ogrodnicze, doprowadzili do tego, że zaniedbana wiśnia w ich ogrodzie odżyła. Zauważyli, że postępując tak samo z własnym życiem, można odzyskać nadzieję i znów być szczęśliwym. Publikujemy fragment książki, w którym autorzy instruują, jak odciąć się od toksycznej przeszłości, aby zrobić miejsce na nowe.
Fragment książki Rich Pink & Rox Pink, „Teoria drzewa wiśni. Prosty poradnik, jak nie spieprz*ć sobie życia”, wyd. Insignis Media.
Sekator chrupnął. Gałąź odłamała się i spadła. Potem kolejna. I kolejna. Wkrótce dookoła pnia piętrzył się wianek odciętych gałęzi. Kiedyś żyły i drzewo miało z nich pożytek, ale te czasy minęły. Pracowaliśmy metodycznie, usuwając te części, które absolutnie nie rokowały.
Dziwne, prawda? Ciąć, żeby uzdrowić; żeby zrobić miejsce na nowe.
To naturalnie jest zupełnie logiczne. Ale jak człowiek ma coś takiego zrobić we własnym życiu, wydaje się to okropne. Jakoś tak jest, że trzymanie się starego, cokolwiek by to było, wydaje się lepszą opcją niż pozbycie się tego i zostanie z pustymi rękami.
Przemknęły mi przez myśl inne życiowe sytuacje, kiedy musiałam pozwolić czemuś – lub komuś – odejść. Ekspartnerzy. Przyjaciele. Prace. Nawet rodzic, to było najgorsze. Za każdym razem bardzo się starałam zatrzymać to coś lub tego kogoś, bez względu na koszty. Ignorując głębokie poczucie, że to już się skończyło. Pamiętam, że zawsze starałam się je zwalczyć. Lekceważyłam znaki. Trzymałam się kurczowo. Wysilałam się, by wszystko zaczęło działać – bo myśl o potencjalnej utracie danej osoby, domu czy pracy wydawała się straszna jak śmierć. Jakbym nie miała szans poradzić sobie bez tego elementu w moim życiu. Ale… za każdym razem, gdy w końcu odpuszczałam (zwykle wcześniej przeciągając sprawę bez końca i cierpiąc), po czasie docierało do mnie: może i było to diabelnie trudne, ale decyzja była słuszna.
Spoglądając wstecz, widzę teraz wyraźnie: żeby znaleźć się w obecnym miejscu, gdzie czuję się zdrowa i szczęśliwa, musiałam zrezygnować z rzeczy, o których wtedy myślałam, że bez nich nie dam rady. W naturze i w życiu właśnie tak to działa, to brutalna prawda. Z czasem to zrozumiałam.
Może jest to wcześniej bliska ci osoba, z którą nie jest ci już po drodze.
Praca, której masz serdecznie dość od wielu miesięcy.
Miasto, które trzyma cię w szponach złych nawyków.
Przycinanie zachodzi wszędzie. Czasem przebiega cicho i niezauważalnie – na przykład gdy powoli znika z twojego życia szkolny kompan, z którym przyjaźń miała być na zawsze, a teraz wasz kontakt ogranicza się do okazjonalnego lajka na Facebooku. Czasem jednak przycinanie jest brutalne. Świadome. Jest aktem walki o przetrwanie.
W każdej podróży ku lepszemu zachodzi konieczność odcięcia tego, co ci już nie służy. To autentycznie boli, co tu dużo mówić. Utrata ważnej osoby to doświadczenie trudne i przerażające. Jednak nie każda relacja czy sytuacja w twoim życiu jest ci pisana na stałe. Dla niektórych spraw jest miejsce w twoim życiu tylko przez pewien czas.
O tym właśnie jest ten rozdział. I Rich, i ja musieliśmy pozwolić odejść pewnym osobom i pewnym tematom, by znaleźć się w miejscu, w którym jesteśmy dzisiaj. Do każdego z nas dotarło, że choć przycinanie jest piekielnie bolesne, jest to jedyna droga, by zrobić przestrzeń na coś nowego.
Rich
To jeden z najbardziej wymagających aspektów rozwoju. Trzeba się pożegnać z tym, co człowiek kocha, co go uszczęśliwia, w czym czuje się jak ryba w wodzie. Dla mnie były to wypady na piwko z chłopakami. Na pewnym etapie dotarło do mnie, że już do nich nie pasuję. W przypadku Rox był to cały długi rozdział życia, miasto, partner, krąg znajomych. To wszystko utraciła w swej drodze do trzeźwości.
Często jest tak, że zaskakuje nas ten proces. Znikają ludzie i miejsca, które miały być na zawsze. Bywa, że rozważaniom, czy należy wyeliminować z życia daną przyjaźń czy bliską relację, towarzyszy wielka niepewność i poczucie winy. Rzecz jednak nie w tym, by kogoś osądzać czy źle potraktować. Chodzi o bezwzględną szczerość wobec siebie co do tego, jakie życie chcesz prowadzić. To okej, że wzrastamy, że się zmieniamy. Zmiany są częścią życia.
Świat powita twój rozwój z otwartymi ramionami, ale musisz wykazać się odwagą w odrzucaniu tego, co ci nie służy. Przemyśl starannie te swoje bliskie relacje, w których trwasz może po prostu z przyzwyczajenia, bo tak wyszło, albo z powodu źle rozumianej lojalności.
Rozpoczynając swoją drogę do zmiany i podejmując związane z tym trudne decyzje, zaczniesz zauważać, w czyim towarzystwie nie czujesz się swobodnie, co wzbudza w tobie lęk i niepokój, gdzie już nie pasujesz i gdzie być może coś musi się zmienić.
Oto nasze rady dotyczące przycinania:
Zidentyfikuj to, co obumarło.
- Nie wszystko w życiu jest toksyczne, ale są obszary, gdzie już nic nie wzrasta, nic się nie rozwija. Znajomość dobra tylko po pijaku. Praca, na myśl o której co rano ogarnia cię zgroza. Partner, który uwielbiał cię kiedyś, ale nie akceptuje nowej wersji ciebie. Jeśli coś nie może wzrastać wraz z tobą, być może są to „obumarłe gałęzie” twojego życia.
- Kiedy spoglądasz w przyszłość, zadaj sobie pytania: „Czy to będzie dla mnie najlepsze?” oraz „Czy właśnie w tych warunkach mogę stać się najlepszą wersją siebie?”.
Nazwij to, co chcesz odciąć.
- Spisz dokładnie, co drenuje cię z mocy. Osoba, nawyk, miejsce, rola. Zapisz jedno zdanie wyjaśnienia, w jaki sposób to coś pozbawia cię energii. Na przykład: „Po kontakcie z tą osobą czuję lęk i zwątpienie w siebie” czy „W towarzystwie tej osoby piję tak dużo, że nie wiem, czy na trzeźwo w ogóle łączy nas jakaś przyjaźń”. Nazwanie tego wyraźnie pozwala zmienić niejasne odczucia w klarowne myśli.
- Zadaj sobie pytania: „Czy dane zachowanie było kiedyś dla mnie pomocne?” oraz „Ile kosztuje mnie w tej chwili?”. Uznanie, że coś odegrało ważną rolę, zmniejsza poczucie winy. A kiedy dostrzegasz obecne koszty, łatwiej ci podjąć decyzję.
Przygotuj się na rany po cięciu.
- Drzewa „krwawią” po przycinaniu. Ludzie podobnie. Nastaw się psychicznie na uczucia, które nadejdą (gwałtowne przypływy żalu, wątpliwości, osamotnienie). Zanim dokonasz zmian, zorganizuj sobie bezpieczne alternatywy – plan na wieczór bez alko, terapię, mityngi, wsparcie zaufanych znajomych.
- Nie wycofuj się z decyzji pod wpływem strachu. To normalne, że czuje się żal. Daj sobie czas i nie działaj w przypływie silnych emocji. Oczywiście czasem można chcieć wrócić do jakiejś relacji, ponownie nawiązać kontakt, spróbować jeszcze raz. Ale pamiętaj: musi to być przemyślane i wynikać z przekonania, że posłuży to twojej przyszłości, a nie z chęci osiągnięcia chwilowego ukojenia.
Przyjrzyj się własnym zachowaniom.
- Może być tak, że rezygnacja ze związku, zakończenie znajomości czy rzucenie pracy będzie jedynym koniecznym przycinaniem. Bywa jednak i tak, że trzeba przeanalizować własne wzorce postępowania, by zrozumieć, czy przypadkiem nie przyczyniają się walnie do współtworzenia nieszczęść w naszym życiu. Sięgnij myślą wstecz i zastanów się: czy notorycznie rzucasz się w nowe związki? Czy masz trudności z utrzymaniem pracy? Czy często zrywasz kontakty ze znajomymi?
- Rzecz nie w tym, by się obwiniać i czuć jeszcze gorzej. Chodzi o to, by unaocznić sobie, że niekiedy, zupełnie tego nie chcąc, poprzez dokonywanie określonych wyborów generujemy w swoim życiu wiele cierpienia. Porzucenie zachowań raniących nas samych lub innych ludzi wymaga sporo odwagi.
Czekaj cierpliwie, aż nadejdzie nowe.
- Celem przycinania jest zrobienie przestrzeni na nowe życie w miejsce tego, które się porzuca. Ale to zwykle nie dzieje się z dnia na dzień. Zaufaj, że na twojej drodze pojawią się nowi ludzie, przyjaźnie, relacje romantyczne, nowe miejsca. Bardzo możliwe jednak, że przez jakiś czas trzeba będzie pokonywać ją w samotności i zagubieniu.