1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Poncz imbirowy

Poncz imbirowy

Składniki na 4 duże lub 8 małych szklanek: kawałek świeżego imbiru,1 łyżka przyprawy do grzanego wina (zamiennie: 1 laska cynamonu, 2 goździki, odrobina kardamonu, odrobina pieprzu), 500 ml nektaru z żurawiny amerykańskiej, 500 ml soku pomarańczowego, 4 łyżki cukru

Do przybrania: 4 kumkwaty, 4 laski cynamonu, 2 łyżki świeżej żurawiny amerykańskiej, 1 łyżka cukru

Imbir obrać i pokroić w cienkie plasterki. Razem z przyprawą do grzanego wina umieścić w zaparzaczu lub filtrze do herbaty w kształcie jajka lub w jednorazowym filtrze do herbaty, zamknąć. Zagotować przyprawy z nektarem z żurawiny amerykańskiej i sokiem pomarańczowym, zdjąć z ognia, odstawić na 5-10 minut.

Kumkwaty umyć, pokroić w plastry. Żurawinę amerykańską głęboko naciąć, zwilżyć, zanurzyć w cukrze, umieścić na brzegu szklanki. Jagody można też nadziać na patyczki do szaszłyków i położyć na szklankach.Gorący poncz rozlać do przygotowanych szklanek. Do każdej szklanki wrzucić kilka plasterków kumkwata i laskę cynamonu do mieszania.

Rada: W wersji schłodzonej i przybranej gałązkami mięty, poncz z cranberries jest doskonałym aperitifem na garden party.

Cranberry Marketing Committee

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Harmonia i dobry sen – ajurwedyjskie przepisy na ciepłe śniadania

Zima to czas dominacji doszy vata. Powinien być to czas rozgrzewania i odżywiania. Dodatkowo to czas regeneracji, ponieważ natura niejako przechodzi w stan hibernacji, więc jest to również w pewnym sensie wskazane i dla nas. Zdaniem ajurwedy to czas na to, aby trochę zwolnić i się zrelaksować. (fot. iStock)
Zima to czas dominacji doszy vata. Powinien być to czas rozgrzewania i odżywiania. Dodatkowo to czas regeneracji, ponieważ natura niejako przechodzi w stan hibernacji, więc jest to również w pewnym sensie wskazane i dla nas. Zdaniem ajurwedy to czas na to, aby trochę zwolnić i się zrelaksować. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
– Płatki owsiane są cudownym sposobem na rozpoczęcie dnia. Owies dostarcza nam m.in. błonnika, stymuluje układ trawienny, a zdaniem ajurwedy jest zbożem rozgrzewającym i nawilżającym, więc wspaniale wpisuje się w energetykę zimy – podkreśla Karolina Szaciłło, współautorka książki „DobraNoc”.

Owsianka z dynią

Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło
  • 50 g płatków owsianych
  • 100 g dyni hokkaido startej na tarce o grubych oczkach (jeśli dynia jest mała, to nie trzeba jej obierać)
  • 500 ml wody
  • 1/2 laski cynamonu cejlońskiego
  • 4 ziarenka kardamonu
  • 1 łyżeczka czarnego sezamu
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 250 ml napoju owsianego
  • 1 łyżeczka dobrej jakości masła sklarowanego (najlepiej domowej roboty; na porcję)
  • naturalny miód do podania
Wszystkie składniki (bez napoju owsianego, masła i miodu) gotujemy, aż płatki będą miękkie, a całość się zagęści. Wlewamy napój owsiany i gotujemy jeszcze przez około 5–10 minut, tak aby całość się trochę zagęściła. Podajemy z masłem sklarowanym. Gdy owsianka przestygnie, dodajemy miód do smaku.

Pudding ryżowy z pieczonym jabłkiem

Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło
  • 50 g płatków z brązowego ryżu
  • 150 ml wody
  • 3 rozgniecione ziarenka kardamonu
  • 150 ml napoju owsianego
  • melasa buraczana do smaku
pieczone jabłka:
  • 1 jabłko przekrojone na pół i pozbawione gniazda nasiennego
  • 1 łyżeczka masła sklarowanego
  • 2 szczypty mielonego cynamonu cejlońskiego
Płatki z wodą i kardamonem doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy na małym ogniu, aż się rozkleją. Dodajemy napój owsiany. Gotujemy jeszcze przez kilka minut, aż całość zgęstnieje. W międzyczasie pieczemy jabłka: układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Do wgłębienia po gnieździe nasiennym wkładamy masło i posypujemy szczyptą cynamonu. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200°C z termoobiegiem i pieczemy, aż będą miękkie i delikatnie przypieczone. Pudding podajemy z pieczonymi jabłkami.

Orkiszowe chapati z tahini i miodem

Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło
  • 300 g pełnoziarnistej mąki orkiszowej (typ 2000)
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej
  • około 200 ml wody
  • masło sklarowane dobrej jakości (najlepiej domowej roboty)
do podania:
  • pasta tahini
  • naturalny miód
Mąkę mieszamy z solą. Cały czas mieszając, wlewamy taką ilość wody, aby uzyskać gęste i plastyczne ciasto w konsystencji przypominające ciasto na pierogi. Ciasto wyrabiamy przez 2–3 minuty, a następnie formujemy z niego wałek. Kroimy go na kawałki wielkości śliwki. Z każdego kawałka formujemy kulkę. Podsypując mąką, spłaszczamy ją. Następnie wałkujemy na placek o grubości około 1–2 mm. Każdy placek opiekamy z dwóch stron na mocno rozgrzanej suchej patelni, aż pojawią pęcherzyki i czarne plamki. Placki nim wystygną, smarujemy z jednej strony masłem sklarowanym i układamy jeden na drugim. Najlepiej smakują na ciepło. Podajemy z tahini i miodem.

Uwaga: Aby odświeżyć placki, możesz je zawinąć w mokry papier do pieczenia i włożyć do piekarnika rozgrzanego do 200 °C na około 10 minut.

  1. Kuchnia

Zimowe dania z różnych stron Europy

Podróże kulinarne po czeskich Karkonoszach, Szwajcarii, Tyrolu czy naszym rodzimym Podhalu to proste i smaczne dania, idealne na nadchodzącą zimę. (Fot. iStock)
Podróże kulinarne po czeskich Karkonoszach, Szwajcarii, Tyrolu czy naszym rodzimym Podhalu to proste i smaczne dania, idealne na nadchodzącą zimę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Rejony położone wysoko ponad poziomem morza wyróżnia znacznie więcej niż tylko malownicza rzeźba terenu. Nietypowe położenie geograficzne sprawiło, że równie charakterystyczne są wysokogórskie potrawy, które możemy przyrządzić także w przytulnym zaciszu naszego domu. Smakołyki z górskich krain idealnie wpiszą się w zimową aurę, która coraz częściej gości za oknem.

Podróże kulinarne po czeskich Karkonoszach, Szwajcarii, Tyrolu czy naszym rodzimym Podhalu będą wymagały jedynie dobrze zaopatrzonej kuchni i kilku ochotników, którzy zasmakują przygotowanych przez nas specjałów.

Kwaśny smak z polskich gór

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Górska kuchnia nie mogłaby się obyć bez kiszonej kapusty. Wartym wypróbowania zimą przysmakiem jest nasza rodzima kwaśnica – jak sama nazwa wskazuje, bardzo kwaśna zupa przygotowywana na mięsnym wywarze, najlepiej z dodatkiem wędzonego boczku lub żeberek. Za jej smak, poza kapustą, odpowiadają przyprawy (majeranek, kminek, ziele angielskie, pieprz, sól i liście laurowe) oraz czosnek i suszone grzyby. Wigilijna odmiana tej zupy gotowana jest na wywarze rybnym. Zasadniczą różnicą między górską kwaśnicą, a popularnym kapuśniakiem, jest brak dodatku jakichkolwiek warzyw poza ziemniakami, w szczególności marchewki, która łagodzi intensywnie kwaśny smak.

W Czechach na czosnkowo

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Kultową czeską zupą, serwowaną w każdym wysokogórskim miasteczku, jest česnečka – bardzo wyrazista w smaku, niemniej nie mająca sobie równych, jeśli chodzi o właściwości rozgrzewające. Jej podstawą jest bulion mięsno-warzywny, smażona cebulka, szynka i oczywiście dużo czosnku, który na początku smażymy, a później w wersji surowej dodajemy również do gotowego dania. „Zupa czosnkowa, podobnie jak wiele innych górskich dań, nie może obejść się bez sera żółtego, który w dużej ilości ucieramy do talerza tuż po nałożeniu. To właśnie dzięki niemu danie jest nie tylko rozgrzewające, ale i bardzo pożywne, mimo że sama receptura jest zaskakująco prosta” – mówi Ewa Polińska z MSM Mońki.

Serowo-serowy rarytas

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Na czele kanonu górskich potraw znajduje się oczywiście fondue. To gęste, aromatyczne i niebywale sycące danie nie tylko zaspokoi nawet największy apetyt, ale i rozgrzeje w trakcie zimowych wieczorów. Ponadto jest bardzo proste i szybkie w przygotowaniu. Na liście obowiązkowych składników znajdują się oczywiście sery, najlepiej typu szwajcarskiego, a także śmietana, białe wino, masło, przyprawy (rozmaryn, tymianek, majeranek) oraz utarty czosnek. Po połączeniu ich w kociołku w jednolitą, aksamitną masę, wystarczy namoczyć w nim kawałki ulubionego pieczywa lub warzyw i delektować się przysmakiem wprost ze szwajcarskich stoków.

Tyrolskie knedle

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Malowniczy Tyrol pod względem kulinarnym można nazwać górską krainą klusek wszelkiego rodzaju. To właśnie tam najczęściej zasmakować można knedli i knedlików w niezliczonych odsłonach smakowych. Podaje się je z sosem, warzywami, serem, mięsem, a nawet jako dodatek do zup. Niech nas nie zmyli jednak sama nazwa. Knedle tyrolskie nie są bowiem przygotowywane jedynie z mąki, ziemniaków i jajek, jak ma to miejsce w kuchni polskiej. Ciasto, z którego są formowane, wzbogacane jest pełną gamą pożywnych dodatków, takich jak boczek, kiełbasa, cebula, pietruszka, smalec, pieczywo i skwarki. Zaledwie kilka knedli dostarczyć może energii na wielogodzinne, zimowe szaleństwo na stoku. Nic dziwnego, że należą one do grona ulubionych potraw miłośników zimowych sportów.

  1. Styl Życia

Po prostu napij się herbaty

Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. (Fot. iStock)
Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. (Fot. iStock)
Ta codzienna czynność może być rytuałem, sztuką i głębokim przeżyciem. Filiżanka herbaty to świetny sposób na odnalezienie spokoju ducha.

Chińczycy parzą herbatę od tysięcy lat. Rozróżniają picie herbaty - he cha i jej kosztowanie - pin cha. Pijąc, zaspokajasz pragnienie, ale aby jej naprawdę skosztować, zatrzymaj się, poddaj temu urokowi.

Popatrz na suche liście - zauważ ich kolor, zwinięcie, potem wrzuć je do rozgrzanego czajniczka i wąchaj przed zalaniem wrzącą wodą. Zaparz kilkakrotnie. Sącząc gorący płyn, zwracaj uwagę na jego kolor, zapach i smak. Na koniec wyjmij liście na talerzyk i obejrzyj raz jeszcze. Jeden pęd herbaciany to zwykle jeden pąk xin i trzy liście ye. Xin to po chińsku także serce.

Sztuka herbaty

Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. Podstawowe przybory używane do jej przygotowania to tzw. cztery skarby: duży ceramiczny czajnik do gotowania wody, piecyk opalany węglem drzewnym, czajniczek do parzenia z purpurowej kamionki i porcelanowe lub kamionkowe czarki.

Pierwsze parzenie: jeżeli trwa krótko, zaledwie kilka sekund, nazywane jest „budzeniem herbaty”. Napar z niego można wylać, a jeśli tego nie robimy, dajmy herbacie więcej czasu (co najmniej 30 sekund). Najsilniejszym i najwartościowszym jest z reguły napar z drugiego parzenia. Kolejne powinny być dłuższe, ponieważ herbata staje się coraz słabsza.

Kosztowanie herbaty może prowadzić do cha yi (biegłości, doskonałości warsztatowej), dalej do cha dao (sztuki, tworzenia piękna), by w końcu stać się drogą do samodoskonalenia i duchowego rozwoju.

Cztery obszary tej sztuki to: mei - piękno naczyń oraz innych towarzyszących ceremonii dzieł oraz otoczenia, jian - zdrowie, zarówno duszy, jak i ciała, xing - kształtowanie charakteru i moralności, oraz lun - podtrzymywanie kontaktów międzyludzkich. Są one podstawą harmonijnego życia.

Piękno codzienności

Herbata pomaga oderwać się od trosk, doświadczyć spokoju i dostrzec piękno rzeczy małych. Ma też dobroczynny wpływ na zdrowie. Jeśli nauczymy się pić herbatę w skupieniu, będziemy umieli w skupieniu zajmować się również innymi sprawami. Wtedy nawet krótkie spotkanie przyniesie dobrą zmianę. Bo herbata mówi: „zatrzymaj się”. Przywraca naturalny porządek rzeczy, pokazując, jak niewiele potrzeba, by takim się stał. Wystarczą woda, liście, czajniczek i czarka.

Usiądź i napij się herbaty. Nie rób nic innego. Skup się na tej chwili. Zaproś przyjaciół, przygotuj ładne naczynia i nastrojową muzykę. Herbatę dobrze jest kosztować godzinę po jedzeniu lub pół godziny przed, tak, by w pełni jej posmakować. Zadbaj, by była to herbata dobrej jakości, ładne naczynia, piękne otoczenie i przyjazne osoby.

Jeśli cieszysz się taką chwilą w samotności, rozgrzej najpierw wrzątkiem czajniczek i kubek, filiżankę lub czarkę. Powąchaj suche liście, zobacz, jakie mają kolory i kształty. Potem wylej wrzątek, a do gorącego czajniczka (lub kubka z zaparzaczem) wrzuć liście. Zamknij go i po chwili sprawdź, jak się zmienił ich zapach. Następnie zalej herbatę lekko przestudzoną wodą (odpowiednio do rodzaju herbaty: zieloną - ok. 70 st. C, białą - 80, żółtą - 85, turkusową – 85-90, czerwoną - 90, czarną - 95). Odczekaj około pół minuty (czas zależy od rodzaju herbaty, ilości liści, temperatury wody i tego, jaką moc naparu chcemy otrzymać). Przelej  płyn do naczynia, zobacz, jaki przybrał kolor, poznaj jego smak i zapach. Pomyśl, z czym miłym ci się kojarzy. Gdy wypijesz, zalej tę samą herbatę ponownie wodą. Powtarzaj wszystkie czynności parzenia tak długo, jak długo będziesz mieć na nie i na smak herbaty ochotę.

 

Herbata a filozofia

Jako pierwsi herbatę zaczęli uprawiać mnisi buddyjscy. Cenili ją za to, że orzeźwiała, rozpraszała senność i pomagała wytrwać w medytacjach. Z czasem niektóre jej właściwości zaczęto traktować jako symbole wyrażające pewne myśli buddyjskiej filozofii. Jej gorzki smak kojarzył się z cierpieniem i goryczą, nierozerwalnie związanymi z ludzką egzystencją, a spokój i skupienie, towarzyszące rytuałowi picia herbaty, były podobne do stanu umysłu podczas medytacji.

Prawdziwe kosztowanie herbaty wymaga oderwania myśli od trosk codziennego życia, od przeszłości i przyszłości, od wszystkiego, co może nas rozpraszać. Istnieje nawet takie powiedzenie: „medytacja i herbata mają ten sam smak”. Bo tak jak początkowo gorzki napar zmienia się po chwili w słodki, tak i w medytacji - choć wydaje się trudna i niezrozumiała - można się po pewnym czasie rozsmakować.

Wyraźny wpływ na estetykę herbaty wywarło taoistyczne umiłowanie natury i prostego piękna. Taoiści postulowali dążenie do zatarcia różnicy między „ja” a światem zewnętrznym, co pomagało osiągnąć jedność z naturą. Ta postawa wu ji stała się jedną z najważniejszych myśli związanych ze sztuką parzenia herbaty, która jest towarzyszeniem jej w ciągłych przemianach. Uważana była przez taoistów za drogę do harmonii z naturą, a także za panaceum na wszelkie choroby, a nawet za środek zapewniający nieśmiertelność.

Sztuka parzenia herbaty jest związana z konfucjańską koncepcją „drogi środka”, szukania umiaru i niepopadania w skrajności. Była ulubioną rozrywką wielu konfucjanistów, towarzyszyła spotkaniom artystów i uczonych. Ceniono ją między innymi za to, że nie prowadziła do upojenia. Rytuał picia herbaty sprzyjał także podtrzymywaniu więzi międzyludzkich, kształtował charakter, uczył lojalności, troskliwości, przyjaźni i wzajemności.

6 rodzajów herbaty

Zielone - niefermentowane. Ich liście zachowują zielony kolor i właściwości najbardziej zbliżone do świeżych liści herbacianych. To najstarszy i najpopularniejszy rodzaj herbaty w Chinach.

Białe - lekko fermentowane. Wytwarzane przeważnie z najmłodszych liści i nierozwiniętych pąków liściowych, pokrytych drobnym, białym puszkiem, któremu zawdzięczają swoją nazwę. Ich napar ma słomkowy kolor, delikatny smak i zapach.

Żółte - lekko fermentowane w specjalnym procesie, zwanym fermentacją nieenzymatyczną. Bardzo rzadkie, produkowane wyłącznie w Chinach.

Turkusowe (nazywane też wulongami) - różnorodna grupa herbat częściowo fermentowanych: od lekko fermentowanych o właściwościach zbliżonych do herbaty zielonej, po mocno fermentowane podobne do herbaty czerwonej. Najbardziej popularne w Chinach południowo-wschodnich i na Tajwanie.

Czerwone - całkowicie fermentowane, na Zachodzie zwane czarnymi. Najpowszechniejszy obecnie na świecie rodzaj herbaty pochodzącej z Chin. Wytwarza się ją również w krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej.

Czarne - na Zachodzie nazywane niekiedy czerwonymi. Są to herbaty dojrzewające, poddawane procesowi fermentacji, który nadaje im bardzo ciemny, niemal czarny kolor i specyficzny ziemisty smak. Najbardziej znaną z tej grupy jest herbata Pu’er.

  1. Kuchnia

Dwa przepisy na rozgrzewające kawy

Dobrze przyrządzona kawa skutecznie zrekompensuje brak słońca. (Fot. iStock)
Dobrze przyrządzona kawa skutecznie zrekompensuje brak słońca. (Fot. iStock)
Mieszkańcy Ziemi rocznie wypijają 400 miliardów filiżanek kawy. Każdy z nas ma ulubione sposoby przyrządzania tego napoju. O jakich dodatkach do kawy warto pomyśleć, gdy na zewnątrz coraz chłodniej?

„Jesiennie i zimowe miesiące to czas, kiedy warto zaopatrzyć się w coś, co pomoże nam zrekompensować sobie brak słońca. Dobrze przyrządzona kawa jest fantastycznym sposobem na to”, mówi Jarosław Walczyk, mistrz kulinarny. „Kiedy mamy możliwość zaszycia się w domu z dobrą książką i filiżanką cudownie pachnącego wywaru polecam pokuszenie się o wypróbowanie bardziej złożonych kompozycji.”

Gingerbread Coffee

Choć aromat cynamonu i imbiru najbardziej kojarzą się z Bożym Narodzeniem, kawa piernikowa dobrze sprawdzi się w każdy chłodny dzień.

Składniki:

  • 1/4 łyżeczki cynamonu,
  •  1/8 łyżeczki mielonego imbiru,
  • 2 łyżeczki melasy,
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
  • 3 łyżki mocnej kawy,
  • 1 szklanka mleka (do wyboru: mleko migdałowe, mleko sojowe, itp),
  •  cukier.
Wszystkie składniki należy wymieszać w garnuszku i zagotować. Po przelaniu do kubka, kawę można udekorować bitą śmietaną i lekkim piernikiem.

Chili Latte

Kawa w połączeniu z ostrym smakiem papryczki chili jest propozycją dla odważnych – błyskawicznie rozgrzewa, a jej charakterystyczny aromat przyjemnie pobudza kubki smakowe. Chili Latte można przygotować zarówno z mieloną, jak i świeżą chili, dodając kilka ziarenek albo dużą szczyptę przyprawy – w zależności od smakowych preferencji. Kawa bardzo dobrze komponuje się z gorzką czekoladą, więc osoby o delikatniejszym podniebieniu mogą złagodzić ostrość papryki, dodając kakao lub rozpuszczoną czekoladę.

Składniki:

  • 75 ml kawy (średnio mocnej),
  • kakao deserowe,
  • woda lub mleko do przygotowania kakao,
  • chili (szczypta suszonej przyprawy lub kawałek papryczki),
  • listek mięty lub miętowa posypka.
Kawę wlej do wysokiej szklanki. Przygotuj kakao według instrukcji na torebce, wlej do kawy. Dodaj chili. Napój udekoruj listkiem mięty lub miętową posypką. Chili Latte można podawać jako ciepłą kawę, ale także w wersji mrożonej – wystarczy schłodzić napój, a przed podaniem dodać do niego kruszony lód.

  1. Zdrowie

Dieta na cztery pory roku - co jeść jesienią?

Jak traktować swój organizm jesienią oraz w innych porach roku? Czym karmić, żeby czuć się dobrze? (fot. iStock)
Jak traktować swój organizm jesienią oraz w innych porach roku? Czym karmić, żeby czuć się dobrze? (fot. iStock)
Pory roku zmieniają się niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie. Jeżeli współpracujemy z naturą, żyje nam się dobrze. Jeżeli przestajemy współpracować, wybijamy się z tej całości i zaczyna się choroba – radzi doradca żywieniowy Anna Krasucka.

Co wybierać chłodną jesienią?
Jesienią przygotowujemy się na najcięższą porę roku – zimę. Natura oddaje owoce, żeby za chwilę zrzucić liście, ściągnąć soki do pnia, a potem do korzenia i pójść w stan uśpienia. Ponieważ robi się mokro i chłodno, powinniśmy jeść potrawy rozgrzewające, które nie będą dodatkowo nawilżać organizmu. Odchodzimy od surowizny i jemy coraz więcej potraw gotowanych. Rano dobrze jest zjeść ciepłą owsiankę lub jaglankę z jabłkiem, gruszką, śliwką, dynią, orzechami, pestkami, odrobiną świeżego imbiru lub cynamonu. Takie śniadanie utrzyma ciepło w żołądku i rozgrzeje organizm. Obiady i kolacje też dobrze jeść na ciepło. Dodatkiem może być surówka z marchwi czy selera. Jesienią mamy obfitość wszelkich warzyw: jest papryka, dynia, cukinia, buraki, marchew, kapusta, kalafior, brokuły… Możemy gotować gulasze warzywne, zupy, piec, dusić. Taki warzywny posiłek będzie odżywczy i lekkostrawny, a po posiłku powinniśmy czuć się lekko i pełni energii.

Jesienią zaczynamy się też wyciszać.
Tak. Jesienią drzewa zrzucają liście i udają się w stan spoczynku. My też funkcjonujemy inaczej. Powinniśmy więcej przebywać w domu i dbać o ciepło organizmu. Nie trwonić energii, tylko ją kumulować. Jeżeli zimą będziemy balować, nie dojadać, nie dosypiać, forsować się fizycznie – będziemy tracić energię i za którymś cyklem rocznym zaczniemy chorować.

Wiosna i lato to eksplozja energii, a jesień i zima – czas regeneracji, żeby później na wiosnę móc się odrodzić. Jeżeli kogoś dopada przesilenie wiosenne, to znaczy, że nie ma równowagi w organizmie, że nieodpowiednio się zregenerował zimą.

Na czym polega zimowa regeneracja?
Na otulaniu się tym, co spożywamy – żeby zachować to, co najcenniejsze. Mamy prawo przybrać wtedy na wadze. Powinniśmy jeść posiłki rozgrzewające i tłustsze – nasze babki gotowały rosoły kilka godzin, a bigosy – kilka dni. Jedzmy też dużo kasz i roślin strączkowych – soczewicę, ciecierzycę, groch, fasolę. Kiedyś gotowano zawiesiste grochówki i gulasze fasolowe, i to jest najlepsze jedzenie zimą w naszym klimacie. Później przychodzi czas oczyszczenia z tłustych potraw, u nas to okres Wielkiego Postu. Brak odpowiedniego oczyszczenia organizmu powoduje choroby na wiosnę. Oczyszczenie nie musi oznaczać głodówki – to może być krótki czas na samych warzywach korzennych albo na monodiecie jaglanej czy orkiszowej.

I nadchodzi upragniona wiosna…
…zrzucamy zimowe ubranie, czujemy się lekko na ciele i duszy. W naturze też się budzi życie – pojawia się zielona trwa, liście na drzewach, a na polach – pokrzywa, mniszek lekarski, szczaw, krwawnik, szpinak. Potem pora na nowalijki i botwinkę, wreszcie – szparagi. Wiosną polecam też orkisz, który uspokaja wątrobę. Zachęcam do jedzenia na surowo lub gotowania: pokrzywy, szpinaku i szczawiu. Szparagi są moczopędne i będą ładnie oczyszczać organizm. Nie zaczynajmy tylko zbyt szybko z nowalijkami, bo te najwcześniejsze są zwykle mocno pryskane. Z początkiem wiosny możemy jeszcze jeść kiszonki i warzywa korzeniowe. Od nas zależy, co wybierzemy z tego dobrodziejstwa natury.

Problem wyboru mamy zwykle latem…
Tak, bo nagle pojawia się wszystko… Ale pamiętajmy, że lato jest najcieplejszą i najbardziej suchą porą roku. Ludzki organizm potrzebuje produktów, które będą go nawilżać i schładzać. Wtedy też pojawiają się na polach i na bazarkach owoce, które tak działają – truskawki, maliny, jagody, agrest, porzeczki, czereśnie, wiśnie… Jedzmy je na potęgę. Ja potrafię sobie zrobić np. cały dzień truskawkowy lub czereśniowy. To nawilża i oczyszcza organizm. Z kolei warzywa, takie jak sałaty, pomidory, ogórki, rzodkiewki, zioła, młode buraczki czy młoda marchewka dają dużo energii. Jedzmy sałatki, surowiznę i pijmy świeżo wyciskane soki. Do tego warzywa na parze czy krótko gotowane zupy. Trochę kwaskowych kompotów, mięty czy melisy na orzeźwienie. Latem mamy dużo energii – chodzimy później spać, krócej śpimy, chce nam się ruszać, podróżować, chce nam się żyć.

Co sprawiło, że zaczęłaś interesować się zdrowym odżywianiem?
Byłam jedyną córką w domu (mam jeszcze dwóch starszych braci) i od zawsze lubiłam przesiadywać z mamą w kuchni. Moja babcia, która wychowała siedmioro dzieci, była główną kucharką na wiejskich weselach. Piekła wielkie bochny chleba, tace drożdżówek, wymyślała zupę „nic”, bo trzeba było sobie radzić w trudnych czasach. Najlepsze ziemniaki, jakie wspominam z wakacji u babci, to te uparowane w całości dla świń. Jedliśmy jeszcze gorące z parnika – z masłem i solą. Albo taką pajdę chleba. W tym była magia prostoty i wspólnych posiłków. To wyniosłam z domu. W liceum zapragnęłam dowiedzieć się, jak funkcjonuje ludzki organizm, co trawimy, co jakie ma działanie. Wtedy przeczytałam książkę o diecie rozdzielnej i do tej pory jestem jej zwolenniczką. Później wyemigrowałam do Niemiec, gdzie przez rok jadłam surowiznę, i niestety zaczęłam mieć problemy zdrowotne, m.in. silne bóle miesiączkowe. Trafiłam do lekarza medycyny chińskiej, który zalecił mi trzy zabiegi akupunktury i wykluczył z diety miętę i surowe jedzenie, bo mnie wychładzało. Szybko odczułam różnicę. Dlatego dobrze wiem, że zmiana samopoczucia i jakości życia zaczyna się od jedzenia.

I rozbudzenia świadomości…
Właśnie, zastanówmy się, czy żyjemy świadomie. A jednym z przejawów życia jest właśnie jedzenie. Jeśli zamiast wrzucać kostkę rosołową, ugotujemy zupę na prawdziwej marchewce, to zaczniemy się może zastanawiać, skąd ona pochodzi, jak rośnie, kiedy jest dostępna. Otworzy nam to szansę, by wrócić do naturalnego cyklu, odzyskać poczucie przynależności. A to może nas wyprowadzić z choroby, samotności czy depresji. Czerpmy siłę z naszych korzeni.

Przykładowe menu zimowe:

1. Śniadanie – owsianka z orzechami, suszonymi owocami i imbirem 2. Drugie śniadanie – surowe lub pieczone jabłko z daktylami 3. Obiad – pieczona ryba w ziołach z warzywami + kiszona kapusta 4. Podwieczorek – kompot z suszonych owoców z wanilią (bez cukru) 5. Kolacja
– barszcz ukraiński

Anna Krasucka trener, doradca żywieniowy, dietetyk tradycyjnej medycyny chińskiej, założycielka Akademii Odżywiania dla Zdrowia „Pięć Smaków”, prowadzi praktyczne warsztaty zdrowego i smacznego gotowania.