1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Demencja cyfrowa – co z naszym mózgiem robią nowe technologie?

Demencja cyfrowa – co z naszym mózgiem robią nowe technologie?

fot.123rf
fot.123rf
Niezliczona ilość możliwości, pomoc w pracy, nauce, sposób na nudę i atrakcyjna, nowoczesna forma – oto co oferują nowe technologie. Niestety, wyręczają nas również w myśleniu i rozleniwiają mózg, a zjawisko to ma już nawet swoją nazwę - demencja cyfrowa. Ogranicz nowe technologie, jeśli nie chcesz, aby Twój mózg przedwcześnie przeszedł na emeryturę - ostrzegają naukowcy.

Postęp technologii – regres dla mózgu

Dynamiczny rozwój technologii to znak naszych czasów. Nowoczesne gadżety zmieniają nawyki i uczą funkcjonować w nieco innym świecie niż ten, do którego przyzwyczajeni byli nasi rodzice czy dziadkowie. Postęp techniczny dostarcza nowych możliwości, ale i niebezpieczeństw. Atrakcyjna forma i nadmiar bodźców mogą uzależniać i jak się okazuje – szkodzić szarym komórkom. Niektórzy mówią wręcz o tzw. demencji cyfrowej, która ma dotyczyć przede wszystkim pokolenia młodych, uzależnionych od nowych technologii i cierpiących na zaburzenia pamięci krótkotrwałej. Badania przeprowadzone w Korei Południowej, gdzie ponad 67 proc. społeczeństwa korzysta z urządzeń cyfrowych, dostarczyły niepokojących informacji na temat mózgów młodych ludzi. Często spędzają oni nawet ponad 7 godzin dziennie surfując po Internecie, korzystając z nieodłącznych tabletów, smartfonów czy konsol do gier. Efekty? Pogorszenie sprawności umysłowej.

- Mózg to bardzo wrażliwy, a zarazem bardzo plastyczny organ. W ciągu naszego życia mają na niego wpływ różnorodne czynniki. Mózg rozwija się, zmienia, jego kondycja niestety pogarsza się wraz z wiekiem. Ulega on licznym przemianom oraz procesom na poziomie komórek nerwowych i ich połączeń (sieć neuronalna). Co oddziałuje na komórki nerwowe? Choćby doświadczenia i bodźce, które odbieramy - nie tylko w dzieciństwie, ale także przez całe życie. To, co nas otacza ma więc ogromny wpływ na rozwój mózgu, funkcji poznawczych, odbiór świata i sprawność umysłu - mówi dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda z kliniki Neuro-Care w Katowicach.

Problem społeczny czy już medyczny?

Wnioski południowokoreańskich naukowców potwierdzają także inne badania, np. Uniwersytetu Kalifornijskiego. Mówią one, że nadmiar bodźców spowodowany nowoczesnymi technologiami może zmniejszać wydajność naszego umysłu i powodować m.in. zaburzenia pamięci krótkotrwałej. Ważne informacje, numery telefonów, nazwiska, daty – kiedyś znało się je na pamięć, teraz wszystko zapisujemy w elektronicznych notatnikach, na komputerze czy komórce. To urządzenia pamiętają – my już nie musimy. Co to oznacza dla naszego mózgu?

Nadmiar bodźców, tak samo jak ich brak, jest dla mózgu szkodliwy. Mnogość impulsów, których dostarczają nowoczesne urządzenia elektroniczne może nie tylko niepotrzebnie stresować, rozpraszać naszą uwagę i koncentrację, ale także rozleniwiać nasze komórki nerwowe, które lubią „pracować”. Gdy zapewniamy im wygodne rozwiązania – nie muszą „wysilać się” lub robią to w ograniczonym stopniu.

- Mózg to taki organ, który niczym mięsień, potrzebuje ciągłych bodźców, impulsów, ale kreatywnych, stymulujących, pozwalających mu się rozwijać i zachować dobrą formę. To skutkuje dobrą pamięcią i koncentracją. Może nawet obniżać ryzyko demencji, gdyż naukowo potwierdzono, że osoby systematycznie stymulujące swoje szare komórki do rozwoju oraz aktywne fizycznie mają mózg w lepszej kondycji i zachowują ją na dłużej, niż ich bardziej leniwi rówieśnicy – wyjaśnia neurolog.

Czym jest demencja cyfrowa?

Specjaliści doradzają umiar i rozsądek w korzystaniu z nowych technologii, które mogą niekorzystnie odbijać się na sprawności naszych szarych komórek. Może więc być to problem nie tylko społeczny, ale również medyczny. Czym różni się demencja cyfrowa od typowej demencji?

- Demencja, inaczej otępienie, to zaburzenie pracy mózgu, którego istotą jest osłabienie funkcji poznawczych (w tym pamięci), skutkujące trudnościami w codziennym funkcjonowaniu, aktywności zawodowej czy międzyludzkiej. Istnieje wiele rodzajów otępienia, w zależności od choroby, która je wywołuje. Najczęstszą przyczyną otępienia z chorób neurodegeneracyjnych jest choroba Alzheimera kojarzona głównie z ludźmi starszymi. Według danych Alzheimer’s Disease International na otępienie typu alzheimerowskiego lub pokrewne cierpi około 44 mln ludzi na świecie. Liczba ta może rosnąć – przestrzega dr Kłodowska-Duda.

Cyfrowa demencja (ang. digital dementia) to zaś pojęcie, które głębiej zbadał niemiecki neurolog Manfred Spitzer. Są to symptomy chorobowe, zarówno psychiczne, jak i fizyczne, których przyczyną jest niekontrolowane korzystanie z mediów cyfrowych. Zjawisko to może być szczególnie niebezpieczne dla dzieci i młodzieży, których mózgi są bardziej plastyczne i absorbują bodźce zewnętrzne jak gąbka. Zbytnie zanurzenie się w wirtualnym świecie może skutkować trudnościami w samodzielnym myśleniu, zubożeniem zdolności komunikacyjnych i myślenia abstrakcyjnego, zaburzeniami pamięci, uwagi i orientacji przestrzennej oraz problemami w nauce. Współczesne modele życia odbijają się także na dorosłych – nacisk na wiadomości tekstowe i inne elektroniczne środki komunikacji wywołuje problemy z zapamiętywaniem informacji i koncentracją. Do tego dochodzi także stres i nadmiar obowiązków, co również nie sprzyja dobrej kondycji naszych komórek nerwowych.

Weekend na facebooku zamień na książkę i sport

Jak „wylogować się” z wirtualnego świata? Negatywne skutki cyfrowej demencji można odwrócić, nie tylko dla obecnych, młodych pokoleń, ale także osób już dorosłych. Specjaliści proponują zmianę nawyków i zadbanie o kondycję naszych szarych komórek. Poprzez odpowiednie bodźce, nawet mózg dojrzałej osoby można kształtować, pobudzać powstawanie nowych komórek i synaps pomiędzy nimi, intensyfikować impulsy zachodzące w ich obrębie. Im więcej wymagamy od naszego mózgu, tym lepiej.

- Jeśli mamy problemy z pamięcią krótkotrwałą i np. umyka nam jakaś informacja: nazwisko, data – dajmy sobie chwilę, skupmy się, zanim zajrzymy do Google. Czytajmy książki, ale nie na tablecie, tylko ich klasyczne, papierowe wersje. Uczmy się nowych rzeczy np. języka obcego czy gry na instrumencie – ta wymaga współpracy obu półkul mózgowych, pobudza aktywność szarych komórek i poprawia koncentrację. Istotny jest także ruch, który poprawia dotlenienie tkanek i przyśpiesza transport ważnych składników odżywczych do mózgu. Te proste metody są jak siłownia dla naszego mózgu – pozwalają mu prawidłowo funkcjonować – sprawniej i szybciej – doradza ekspert Neuro-Care.

- Z wiekiem komórki nerwowe w mózgu zanikają. Sprzyjają temu m.in. złe nawyki żywieniowe, używki i brak aktywności umysłowej, w tym zbytnie wyręczanie się nowymi technologiami. Trudno od nich uciec, ale warto raz na jakiś czas zrobić sobie wolne od gadżetów elektronicznych. Zamiast przed komputerem czy na portalach społecznościowych, wolny czas spędzajmy na świeżym powietrzu uprawiając sport, czytając książkę lub na rozmowie z bliskimi. Zamiast pasjansa na komputerze skorzystajmy z prawdziwej talii kart, zamiast na internetowym chacie spotkajmy się na żywo – to znacznie zdrowsze dla naszego mózgu, higieny umysłu, ale i emocji – dodaje.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Menu dla mózgu. Co jeść w pracy, by być zdrowym i efektywnym?

To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
Nikogo nie dziwi, że urządzenia nie pracują bez zasilania, ale od umysłu wymagamy, żeby „na głodnego” był ostry jak brzytwa. Tymczasem bez jedzenia nie jesteśmy w stanie logicznie myśleć ani rozwiązywać problemów. Dietetyczka Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska przekonuje, że przygotowywanie zdrowych posiłków do pracy zwyczajnie się nam opłaca!

Co najczęściej jadasz w pracy? To, co wcześniej przygotuję. Nie liczę na to, że gdy już dopadnie mnie głód, szybko wyskoczę do sklepiku. To, co mogę znaleźć w sklepie w pobliżu, nie spełnia moich oczekiwań. Dlatego zawsze zabieram ze sobą jogurt, owoce, nasiona i otręby.

Znowu te otręby. Byłam ostatnio w sklepie ekologicznym. Paczka otrębów kosztuje tyle co dobre kolorowe rajstopy. Można zbankrutować! To błędne myślenie. Właśnie wtedy, gdy jesteś nieprzygotowana, kupisz byle gdzie, byle co, przepłacisz i na dodatek wcale się nie najesz. Zdrowo wcale nie znaczy drogo. Nie musisz kupować otrębów ekologicznych, a poza tym worek otrębów starczy ci na wiele tygodni. Przecież nie zjesz ich od razu.

A już myślałam, że mój ekonomiczny argument będzie trafiony. W takim razie nie rozmawiajmy o pieniądzach, tylko o emocjach i nawykach. Podczas wakacji jadałam regularnie i zdrowo, ale po powrocie z urlopu wszystkie złe nawyki wróciły. Co robić, żeby nie wejść w niezdrowe żywieniowe kapcie? Jeść regularnie, nie ma innego wyjścia.

Masa roboty. W domu trzeba myśleć, co jesz, w pracy też... A może wykorzystać osiem godzin w biurze na naturalną głodówkę, czyli oczyszczenie organizmu? Co sądzisz o takim rozwiązaniu? Fatalne! Ośmiogodzinna głodówka, i to w pracy, podczas wysiłku intelektualnego, gdy zapotrzebowanie energetyczne jest bardzo duże, to najgorsze, co możesz sobie zrobić. Nie będziesz mogła normalnie funkcjonować, a co dopiero myśleć.

A mogę wyjść do pracy bez śniadania? Możesz, ale tylko jeśli masz do niej bardzo blisko i zjesz coś od razu po przyjściu. Śniadanie należy zjeść w ciągu godziny po obudzeniu się. Jeśli wypijesz kawę i przez trzy czy cztery godziny nic nie zjesz, to będziesz tak głodna, że w końcu rzucisz się na jakiekolwiek jedzenie. Zjesz znacznie więcej niż potrzebujesz i pięknie zasilisz swoją tkankę tłuszczową.

Wszystko opiera się na regularnym odżywianiu, ale w pracy czasem nie mam dosłownie chwili, by odejść od komputera. Mogę jeść przy biurku? Posiłki powinno się jeść w spokoju. Bez telewizji, nawet bez radia, bez czytania, powoli i w dobrej atmosferze. Wtedy szybciej się najadamy i jedzenie daje nam satysfakcję. Gdy czytasz coś i jednocześnie jesz, to jakbyś wrzucała jedzenie do worka bez dna. Mózg tego nie rejestruje. Na pewno słyszałaś, że najadamy się dopiero po 20 minutach konsumowania, bo wtedy mózgu odbiera sygnał „było jedzone”. Jeśli mózg nie dostanie takiej informacji, upomni się o pokarm. Gdy więc jemy w pośpiechu lub robimy jednocześnie coś innego, w praktyce zjadamy dużo więcej niż potrzebujemy.

Skoro mamy jeść w spokoju, czy to znaczy, że w pracy powinnam siadać przy stoliku sama? Jeśli będzie nas więcej, na pewno będziemy rozmawiać o pracy i od razu się zdenerwuję. Jeśli wiesz z góry, że się zdenerwujesz, to unikaj drażliwych tematów. Powtarzam: posiłki powinno spożywać się w spokojnej atmosferze, oczywiście miłe towarzystwo jest jak najbardziej wskazane.

Kiedy mam do załatwienia stresującą mnie sprawę, jakiś problem albo chcę tupnąć nogą o podwyżkę, to powinnam to zrobić przed jedzeniem czy po nim? Zdecydowanie po jedzeniu. Takie sprawy załatwiaj po przerwie obiadowej. Mózg jest wtedy odpowiednio odżywiony, reaguje stosownie do sytuacji, poziom stresu również jest na odpowiednio niskim poziomie.

Skoro nie głodówka i nie zjadanie czegoś, co się kupiło w sklepiku blisko pracy, to może najlepszym pomysłem byłoby wykorzystanie czasu w pracy na jedzenie owoców? Ludzie jedzą przecież ich zdecydowanie za mało… To też nie jest dobry pomysł. Owoce nie służą do tego, żeby się nimi zapychać, bo wprawdzie zawierają witaminy, ale też duże ilości cukrów prostych. Ktoś, kto uważa, że zdrowo się odżywia, bo kupuje kilogram gruszek i podjada je przez cały dzień, tak naprawdę źle się odżywia. Nadmiar cukrów prostych doprowadzi do tego, że rozhuśtamy gospodarkę cukrową w organizmie i przez to będziemy nieustannie głodni. Owoce są wskazane na początku dnia, nigdy na kolację. Po pracy koniecznie zjedzmy ciepły posiłek.

Czyli nie ma wyjścia – trzeba po prostu zawczasu pomyśleć o tym, co jutro zabierzemy do pracy… …dodam jeszcze, że najważniejsza jest konstrukcja naszego posiłku. Kto nauczy się prawidłowej konstrukcji, będzie mógł raz na zawsze pożegnać swoje problemy żywieniowe.

Masz na myśli wyznaczanie stałych godzin posiłków? Nie. Mam na myśli prawidłowe komponowanie każdego zjadanego dania. Powinnaś nauczyć się myśleć o swoim posiłku jak dajmy na to – o konstrukcji solidnego budynku, która uniesie wszystkich jego mieszkańców. Każdy twój posiłek powinien składać się z węglowodanów, białka, warzyw i owoców. Węglowodany to na przykład razowe, ciemne, pełnoziarniste pieczywo, nieoczyszczony ryż, makaron z mąki razowej czy wafle z niełuskanego ryżu. Białka dostarczysz do swojej diety z produktów zwierzęcych lub roślinnych, takich jak mięso, ryby, jaja, sery, produkty mleczne czy warzywa strączkowe. Warzywa i owoce są z kolei nie tylko bogate w błonnik, ale też zawierają mnóstwo witamin i składników mineralnych, bez których dieta nie byłaby odpowiednio zbilansowana. W okresie jesienno-zimowym spokojnie możesz wzbogacić menu o kiszonki i mrożone warzywa.

Podasz przepis na szybkie, tanie i dobrze skonstruowane danie do pracy? Wstajesz, nastawiasz wodę i gotujesz kaszę. Na garnku kładziesz sitko, a na nim brokuły. Szykujesz się spokojnie do pracy, a w tym czasie robi się danie. Gotową kaszę i brokuły przekładasz do pudełka, dokładasz tuńczyka, łososia lub mięso drobiowe. Do tego zabierasz dodatkową porcję warzyw. Tanio, szybko i zdrowo.

I stało się jasne, dlaczego nie dałaś się zdenerwować moimi pytaniami… Ty też nie będziesz się niczym denerwować, jeżeli twoja dieta będzie odpowiednio zbilansowana. To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji.

Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska specjalistka ds. żywienia, dyplomowana dietetyczka. Właścicielka Poradni Dietetycznej „hälsa”, blogerka kulinarna, propagatorka zdrowego, smacznego jedzenia. Autorka książki „Zdrowe wody, czyli pyszne wody smakowe i izotoniki” (Wydawnictwo Zwierciadło). 

  1. Psychologia

Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Wykrywanie kłamstwa było przedmiotem licznych badań naukowych (Vartanian et al., 2012; Jiang et al., 2015) i dzięki obrazowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego można zauważyć, że mózg inaczej reaguje, kiedy kłamiemy, a inaczej, gdy mówimy prawdę.

Mózg kłamcy

Jeśli na zadane pytanie odpowiadamy zgodnie z prawdą, obszary mózgu odpowiedzialne za słuch, następnie za rozumienie, wreszcie: za refleksję – aktywują się w normalny sposób: słuchamy pytania, rozumiemy je i zastanawiamy się nad odpowiedzią. Jeśli oszukujemy, włączają się liczne wyższe funkcje poznawcze. Można zaobserwować silne pobudzenie płata czołowego (odpowiada za refleksję i planowanie), wzrost aktywności kory przedczołowej (odgrywa rolę w kontroli poznawczej i regulowaniu myśli), zwiększenie się aktywności móżdżka (jest związany z funkcjami wykonawczymi) oraz aktywności kory ciemieniowej i śródmózgowia (zaangażowane w funkcjonowanie pamięci roboczej). Do źródeł pamięci roboczej sięgamy między innymi wtedy, kiedy musimy zastosować kontrolę poznawczą i wdrożyć procesy hamowania. Kłamstwo oznacza bowiem konieczność powstrzymania pewnych obszarów mózgu, które chcą powiedzieć prawdę! Im wyższa aktywność obszarów odpowiedzialnych za uruchomienie procesów hamujących, tym lepsza zdolność do kłamstwa! Innymi słowy, sposób komunikacji między poszczególnymi obszarami jest równie ważny, jak ich poziom aktywności i określa taktykę naszego kłamstwa.

Stwierdzono również, że trudności w kłamaniu, czyli poziom aktywacji obszarów mózgu, a także czas odpowiedzi, zależą od cech charakterystycznych bodźca lub formy, jaką przyjmuje kłamstwo, oraz prawdopodobnie typu stawianych pytań. Zresztą przednia część zakrętu obręczy kory aktywuje się mocniej, gdy musimy skłamać spontanicznie w pojedynczej kwestii niż w przypadku okoliczności zapamiętanej i wpisanej w narrację. Zatem większą trudność sprawi kłamstwo w odpowiedzi na nieprzewidziane pytanie, na przykład „Co twoja mama zrobiła wczoraj na kolację?”.

Konflikt emocjonalny spowodowany kłamstwem uaktywni również połączenie między wzgórzem i wyspą. Stąd biorą się tak silne emocje, gdy kłamiemy. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym, bo jeśli oskarżysz swojego partnera bezpodstawnie, także odczuje on silne emocje: wyrażanie emocji nie wystarczy do stwierdzenia, czy ktoś kłamie, czy nie.

Żeby uniknąć zdemaskowania, oszukujący musi zatem najpierw obliczyć ryzyko przyłapania, przypomnieć sobie, co mógł powiedzieć wcześniej (czyli odwołać się do zasobów pamięci), powstrzymać obszary mózgu, które popychają go do powiedzenia prawdy, a następnie wybrać najlepszą strategię odpowiedzi. Zachodzące wtedy w mózgu procesy tworzą pełne połączenie między partiami odpowiadającymi za pamięć roboczą, procesami hamującymi odpowiedź i uważnościowymi, rachunkiem mentalnym i działaniem.

Badacz i psychiatra Daniel Langleben należy do pionierów stosowania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do wykrywania kłamstwa. Jego zdaniem automatyczną reakcją mózgu jest mówienie prawdy (Langleben, 2008).

Im bardziej ludzie rozwijają zdolność do kłamstwa, tym bardziej maleją różnice między poziomem aktywności obszarów mózgu zaangażowanych w kłamstwo i mówienie prawdy. Wydaje się więc, że mózg przyzwyczaja się do kłamstwa.

A co dzieje się w naszym mózgu, gdy ktoś nas oszukuje?

Niewiele jest na ten temat badań, jednak prace Matthew Rushwortha, profesora neuronauk, dają pewne wskazówki. Podczas konferencji Cell Press Lab Links, która odbyła się w Londynie w 2010 roku, wykazał on, że myśl, iż jesteśmy oszukiwani, silnie uaktywnia grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową. Jeśli mamy poczucie zaufania, pozostaje ona spokojna. Kiedy te przewidywania okazują się fałszywe (ktoś nas oszukuje, choć myśleliśmy, że mówi prawdę, i odwrotnie), aktywność naszego mózgu znów się zmienia, pokazując, że tworzymy nowy obraz tej osoby. Zatem konfrontacja z kłamstwem wywołuje w mózgu stan wzburzenia!

Jeśli cierpisz na zespół stresu po zdradzie lub kłamstwo partnera (niezależnie od jego rodzaju) wywołało w tobie traumę, twój mózg – co logiczne – blokuje się. A ten stan angażuje: ciało migdałowate, hipokamp i korę przedczołową.

Ciało migdałowate odpowiada na bodziec oznaczający niebezpieczeństwo. Wytwarza ono poczucie strachu i aktywuje reakcję obronną, czyli ucieczkę lub walkę.

Hipokamp to ośrodek pamięci. Przechowuje wydarzenia.

Kora przedczołowa szacuje, racjonalizuje, planuje i podejmuje decyzje. Reguluje emocje.

Sytuacja stresu pobudza cały ten system, połączony z wyrzutem hormonów, jak adrenalina i kortyzol. Jeśli stres związany z daną sytuacją przekracza nasze zasoby i dociera do przechowywanych wspomnień, system się blokuje i kora przedczołowa nie może efektywnie pracować. Mózg i ciało pozostają w stanie permanentnego napięcia, co długoterminowo prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Mózg łapie wirusa i nie możemy robić nic innego.

Fragment pochodzi z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

  1. Zdrowie

Magnez na stres i poprawę nastroju – co warto wiedzieć?

Najlepszym rozwiązaniem jest dostarczanie magnezu w żywności, ponieważ występują w niej również współdziałające witaminy i minerały, które odgrywają kluczową rolę w przyswajaniu magnezu i które same dzięki magnezowi są łatwiej przyswajalne. (fot. iStock)
Najlepszym rozwiązaniem jest dostarczanie magnezu w żywności, ponieważ występują w niej również współdziałające witaminy i minerały, które odgrywają kluczową rolę w przyswajaniu magnezu i które same dzięki magnezowi są łatwiej przyswajalne. (fot. iStock)
Magnez to pierwiastek kochany przez Twoje całe ciało. Ma swój wkład w ponad trzystu różnych reakcjach i procesach zachodzących w organizmie, a wysoką pozycję na jego liście bez wątpienia zajmuje mózg.

Magnez ma działanie ochronne na różnych poziomach, szczególnie w obszarze związanym z  ochroną przeciwko ekscytotoksyczności, czyli uszkadzaniu i zabijaniu neuronów przez nadmiernie aktywne neuroprzekaźniki. Panuje przekonanie, że udział magnezu w przeciwdziałaniu temu procesowi to powód, dla którego wydaje się on redukować uszkodzenia mózgu powstające w wyniku udaru, a w przypadku wystąpienia hipertensji (zbyt wysokiego ciśnienia krwi), może on wręcz zapobiegać udarowi.

Poza tym magnez spowalnia reakcję stresową organizmu poprzez redukcję uwalniania hormonów stresu, takich jak kortyzol, oraz ograniczanie ich negatywnego oddziaływania na mózg. Jedna z  najbardziej zauważalnych korzyści działania magnezu polega na tym, że dzięki niemu znacznie łatwiej jest się nam wyciszyć i odprężyć. Z tego właśnie powodu kąpiel w wodzie z solą Epsom przynosi ulgę nie tylko mięśniom, lecz także mózgowi – sól ta ma wysoką zawartość magnezu, który jest wchłaniany do organizmu przez całą powierzchnię skóry. To jeszcze nie wszystko  – magnez działa również jako bardzo skuteczne wsparcie snu i środek przeciwlękowy, a zauważono także silny związek pomiędzy poziomem tego mikroskładnika a poziomem serotoniny (niski poziom magnezu jest ściśle powiązany z niskim poziomem serotoniny). Z tego względu terapia magnezowa została włączona w proces leczenia depresji.

Choć suplementy magnezu są pomocne, najlepszym rozwiązaniem jest dostarczanie jak najwięcej tego mikroskładnika w żywności, ponieważ występują w niej również współdziałające witaminy i minerały, które odgrywają kluczową rolę w przyswajaniu magnezu i które same dzięki magnezowi są łatwiej przyswajalne. Na szczęście na tym polu natura jest bardzo hojna – żywność pochodzenia roślinnego ma w sobie mnóstwo tego cennego minerału.

Roślinne źródła magnezu:

  • tofu i produkty sojowe,
  • warzywa liściaste,
  • orzechy i nasiona,
  • ciemna czekolada/ kakao,
  • rośliny strączkowe,
  • pełne ziarna,
  • wodorosty.
Uwaga: Fityniany, czyli związki chemicznie naturalnie występujące w roślinach strączkowych i zbożach, mogą niemal zatrzymać proces wchłaniania magnezu, dlatego trzeba maksymalnie ograniczyć ich działanie. W tym celu trzeba porządnie namaczać nasiona roślin strączkowych przed gotowaniem i w miarę możliwości sięgać po ziarna porośnięte zamiast ziarna normalne.

Co łączy witaminę D i magnez?

Nasze organizmy potrzebują odpowiedniego poziomu witaminy D, żeby móc należycie wchłaniać magnez. Bliska więź między oboma minerałami występuje też w naturze – magnez to pierwiastek, który umożliwia roślinom przetwarzanie światła (witaminy D) w energię.

Magnez a stres – jak wygląda ta zależność?

Ponieważ magnez jest kofaktorem (działa jak klucz, który otwiera „drzwi” do pewnych reakcji biochemicznych), jego niedobory mogą skutkować różnymi problemami neurologicznymi, takimi jak stany lękowe i zaburzenia snu. Deficyt magnezu to zaskakująco powszechne zjawisko, zazwyczaj powiązane z niewłaściwą dietą. Za ten deficyt odpowiada jeszcze jeden winowajca – stres. Stres uruchamia w organizmie reakcję „walcz lub uciekaj”, która zużywa bardzo dużo magnezu. Przewlekły stres może z czasem doprowadzić do nadmiernego uszczuplenia zasobów tego pierwiastka. Chociaż dziś reakcję „walcz lub uciekaj” wywołuje nie niedźwiedź wychodzący zza drzewa, tylko na przykład perspektywa ciężkiego tygodnia dopadająca nas w niedzielny wieczór, skutki w sensie biologicznym są takie same: magnez zostaje spożytkowany i wydalony. Związek między stresem i niskim poziomem magnezu może z czasem prowadzić do powstania błędnego koła: stres powoduje zmniejszenie zasobów magnezu, co zwiększa stany lękowe, a te prowadzą do kolejnego stresu. Dlatego regularne spożywanie produktów bogatych w magnez (lub w razie nagłej potrzeby wspieranie się suplementami) może być bardzo pomocne w wydostaniu się z tego kręgu niemożności i niewracaniu do niego.

Fragment z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” autorstwa Julie Morris.

  1. Zdrowie

Dieta MIND – remedium na chorobę Alzheimera

MIND znaczy „umysł”, jednak pełne rozwinięcie skrótu to Mediterranean-DASH Intervention for Neurodegenerative Delay, co oznacza, że połączenie diety śródziemnomorskiej i diety DASH opóźnia powstawanie chorób neurodegeneracyjnych. (fot. iStock)
MIND znaczy „umysł”, jednak pełne rozwinięcie skrótu to Mediterranean-DASH Intervention for Neurodegenerative Delay, co oznacza, że połączenie diety śródziemnomorskiej i diety DASH opóźnia powstawanie chorób neurodegeneracyjnych. (fot. iStock)
Nie od dziś wiemy, że sposób odżywiania przekłada się na wydajność pracy mózgu. –  Mamy znaczny wpływ na naszą wydolność intelektualną i potwierdzają to liczne badania naukowe. Okazuje się, że odpowiednio skomponowana dieta jest w stanie ją podnieść – przekonuje Mikołaj Choroszyński, dietetyk kliniczny.

Na ile dieta tak naprawdę może wpłynąć na naszą wydolność intelektualną? Aby odpowiedzieć na to pytanie posłużę się pewnym przykładem badania, w którym jednej grupie zaproponowano ciasto bananowe z orzechami włoskimi, a drugiej ciasto bananowe bez orzechów. Okazało się, że u osób, które jadły ciasto z orzechami włoskimi poprawiła się zdolność wnioskowania, czyli wyciągania wniosków na podstawie danego problemu, inaczej mówiąc - poprawiło się im krytyczne myślenie. Jest to umiejętność szeroko wykorzystywana np. przez naukowców. W innym badaniu zaproponowano uczestnikom koktajl składający się z jagód, porzeczek, truskawek, owoców czarnego bzu, borówek i pomidorów, które de facto też są jagodami (w Polsce uznawanymi umownie za warzywo). Wpływ koktajlu, w porównaniu do grupy placebo, był zdumiewający. Uczestnikom poprawiły się nie tylko wyniki testów IQ na papierze, ale również poprawił się czas reakcji w symulacji jazdy samochodowej.

W innym, dobrze kontrolowanym badaniu przeprowadzonym w 2017 przez szwedzki zespół, zjedzenie dwóch porcji jagód powodowało u 10 letnich dzieci lepsze samopoczucie i nastrój dwie godziny po konsumpcji, co bezpośrednio przekłada się na lepszą koncentrację i łatwość w uczeniu. Nie od dzisiaj wiemy, że dzieci gorzej odżywione lub niedożywione nie będą orłami w szkole. Mogą występować u nich różne zaburzenia, jak zespół ADHD, zespoły zaburzeń koncentracji i uwagi lub nawet poważne intelektualne wady rozwojowe. Taki obraz został zaobserwowany we francuskim powojennym pokoleniu, które cierpiało głód. Czasami wystarczy tylko odpowiednia interwencja dietetyczna, aby zdolności poznawcze, takie jak zapamiętywanie i odtwarzanie informacji, poprawiły się. W tym obszarze regularnie publikowane są nowe doniesienia naukowe. Jest to dla mnie naprawdę ekscytujący obszar, którym również zajmuje się naukowo, prowadząc badania nad prewencyjnym wpływem diety na choroby otępienne u osób starszych.

Na czym polega dieta MIND? Polega na doborze produktów spożywczych tak, abyśmy za kilka lat nie doświadczyli choroby Alzheimera. Jest to model żywieniowy czerpiący to co najlepsze z diety śródziemnomorskiej i diety DASH (najskuteczniejszej diety w przypadku nadciśnienia). Dieta MIND jest niezwykle skuteczna ze względu na jej prostotę. Tutaj nie trzeba przeliczać kalorii, stosować skomplikowanych reguł czy planów. Wystarczy przestrzegać kilku prostych zasad, a w zasadzie dwóch. Po pierwsze trzymać się 10 grup produktów z zielonej listy, które powinny być jedzone jak najczęściej. Natomiast ograniczyć produkty z pięciu grup zaliczanych do tych o szkodliwych właściwościach.

Naukowcy wskazują, że jagody jedzone kilka razy w tygodniu nie tylko są w stanie poprawić zdolności intelektualne dzieci w wieku szkolnym, ale dodatkowo poprawiają sprawność intelektualną osób starszych, już w początkowej fazie problemów z pamięcią. W badaniu podawano uczestnikom szklankę soku z jagód rano i wieczorem przed 3 miesiące. Wyniki były zdumiewające. Takiego efektu nie dało się osiągnąć lekami. (fot. iStock) Naukowcy wskazują, że jagody jedzone kilka razy w tygodniu nie tylko są w stanie poprawić zdolności intelektualne dzieci w wieku szkolnym, ale dodatkowo poprawiają sprawność intelektualną osób starszych, już w początkowej fazie problemów z pamięcią. W badaniu podawano uczestnikom szklankę soku z jagód rano i wieczorem przed 3 miesiące. Wyniki były zdumiewające. Takiego efektu nie dało się osiągnąć lekami. (fot. iStock)

 

No właśnie, dietę MIND podaje się za niezwykle skuteczną w prewencji choroby Alzheimera. Czy są na to naukowe dowody? W 2015 roku, przeglądając artykuły naukowe odnośnie żywienia, natknąłem się na pewien tekst Marty Claire Morris z uniwersytetu Rusch w Chicago. Udostępniła ona wyniki swojego badania, które były zdumiewające. Okazało się, że osoby przestrzegające zaleceń diety MIND osiągały redukcję ryzyka rozwoju choroby Alzheimera o 53%. Ich mózgi były nawet o 8 lat młodsze niż u osób jedzących mniej zbilansowaną dietę. Ale to nie wszystko… ponieważ nawet osoby, które przestrzegały zaleceń diety od czasu do czasu, potrafiły ograniczyć ryzyko rozwoju choroby o 34%. Są to naprawdę zdumiewające wyniki. Wyobraźmy sobie teraz, że na świecie jest o 1/3 mniej chorych osób. Te wyniki nie są odosobnione, ponieważ Diane Hosking w 2019 roku opublikowała badanie przeprowadzone w Australii, a jej wyniki pokazały dokładnie to samo, co badania Marty Clare Morris. To dieta MIND, a nie dieta śródziemnomorska pozwalała ograniczyć ryzyko rozwoju chorób otępiennych. Dla mnie jest to niezwykle istotne, ponieważ sam miałem w rodzinie osobę dotkniętą tą chorobą. Moja babcia zmarła właśnie w wyniku powikłań choroby Alzheimera. Teraz chcę zrobić wszystko, aby osoby, u których w rodzinie wystąpiła ta choroba, mogły zawczasu zadbać o siebie.

Co w takim razie powinniśmy jeść i w jakiej ilości, żeby nasz mózg dużo lepiej funkcjonował? Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Jedzmy więcej warzyw i produktów roślinnych o jak najniższym stopniu przetworzenia. W diecie MIND, w odróżnieniu od innych diet, dzieli się warzywa na dwie grupy. Pierwsza grupa to warzywa zielonolistne o niesamowitych właściwościach ochronnych dla mózgu. Druga grupa - pozostałe warzywa innych kolorów. Zwracam uwagę, że kolory odgrywają tutaj największą rolę. Za kolor oraz pigment warzyw i owoców odpowiadają związki, które również znacząco wpływają na nasze zdrowie.

Warto pamiętać też o regularnej konsumpcji nasion, pestek i orzechów, a szczególnie siemienia lnianego, konopnego, nasion chia, orzechów włoskich (bogatych w kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3). Tutaj prym zdecydowanie wiedzie siemię lniane, którego łyżeczkę lub dwie powinniśmy codziennie dodawać do potraw. Konsumpcja pestek i orzechów powinna być naszą codziennością. Co ciekawe, w diecie MIND zaleca się również jedzenie ryb, ale konsumpcja więcej niż jednej porcji w tygodniu nie poprawiała dodatkowo funkcji mózgu. Ważne natomiast, aby ryby nie były smażone.

Najlepszym źródłem białka wydają się nasiona roślin strączkowych, więc pamiętajmy, aby jeść takie produkty jak fasola, groch, cieciorka, soczewica czy soja, przynajmniej 3 razy w tygodniu. Tutaj świetnie sprawdza się hummus lub inne pasty z wymienionych strączków. Owoce natomiast nie mają specjalnych właściwości chroniących mózg... Chyba, że są to jagody. Jak już wspomniałem wcześniej: jagody mają niesamowite właściwości. Wystarczy kilka garstek w tygodniu, aby zauważyć poprawę samopoczucia i koncentracji. Zimą mogą być mrożone lub liofilizowane.

Jakich produktów, pomijając oczywiście fast-foody, dobrze jest unikać (bo np. obniżają koncentrację)? Badania zwracają uwagę na konsumpcję soli. Osoby jedzące większą ilość soli, czyli krótko mówiąc - osoby, które jedzą na mieście, jedzą kupne produkty, albo dosalają sobie od czasu do czasu potrawy - mają gorszy stan naczyń krwionośnych w mózgu, co przekłada się na gorszy przepływ krwi oraz gorsze ukrwienie neuronów. Przekłada się to na słąbszą pamięć i szybsze starzenie się mózgu. W diecie MIND zaznacza się, aby ograniczać masło, ser żółty, czerwone mięso (w szczególności jego przetwory). Możemy tutaj zwrócić uwagę na zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych. W badaniu opublikowanym w 2020 roku konsumpcja jednego posiłku bogatego w tłuszcze nasycone skutkowała spadkiem koncentracji o 11%. Wyobraźmy sobie teraz, że codziennie odejmujemy sobie 11% uwagi. Jeżeli jesteśmy na nogach przez 16 godzin, to tak, jakbyśmy oddali dwie godziny sprawnego funkcjonowania! Tego typu tłuszcze znajdziemy również we wspomnianych daniach fast food oraz wyrobach cukierniczych.

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o cukrze. Nawet choroba Alzheimera, czyli najczęstsza choroba otępienna, jest nazywana cukrzycą 3 typu. Dlaczego? - Ponieważ podniesiony poziom cukru we krwi uszkadza cały nasz układ nerwowy, więc jest po prostu toksyczny. Badania wskazują, że nadmiar cukru w diecie prowadzi do przewlekłego stanu zapalnego dotykającego mózg, a to przekłada się na problemy z nauką i pamięcią.

Problematyczny jest ten cukier. Z jednej strony, jak wiadomo, utarło się przekonanie, że cukier odżywia mózg, z drugiej – szybko nas uzależnia i pogarsza stan zdrowia… Paliwem dla mózgu jest glukoza. Ten prosty cukier jest tak niezbędny, że nawet jeżeli nie przyjmiemy go wraz z dietą, organizm jest w stanie wytworzyć go z białek i tłuszczy. Natomiast to, co mamy w wielu gotowych produktach, w syropach, w miodach, w syropie glukozowo-fruktozowym - to połączenie glukozy i fruktozy. I ten typ produktów jest dla nas szczególnie niszczący. Zaraz wiele osób podniesie głos, że przecież owoce są bogate w cukier (we fruktozę) i są zdrowe. To prawda. Jednak owoce zawierają błonnik, więc po zjedzeniu zalegają w naszych jelitach przez określony czas i w tym momencie przypomina to „pływający szwedzki bufet”, w którym stołują się bakterie jelitowe metabolizujące te proste cukry. Jeżeli natomiast wypijemy lub zjemy cukier, albo dodamy go do żywności w formie niezawierającej błonnika, bezpośrednio przedostaje się on do wątroby i tam już sieje spustoszenie uszkadzając cały organizm, łącznie z układem nerwowym i mózgiem. No, ale powiemy też, że cukier może wpływać na nasze samopoczucie. To też fakt. Cukier jest silnym psychostymulantem. Jednak warto się zastanowić, czy zwiększone ryzyko depresji i chorób psychicznych o 23% jest tego warte…

Po jakim okresie, od zmiany diety, powinniśmy zauważyć poprawę? Wśród moich pacjentów zmiany często widać z dnia na dzień. Wiele oczywiście zależy od wyjściowej diety, bo jeżeli ktoś żywił się żywnością mocno przetworzoną, a zamieni ją na zdrową, zbilansowaną, kolorową i smaczną dietę roślinną - to organizm od razu zacznie odżywać. Jeżeli jednak ktoś już stosował dietę zdrową i zbilansowaną, ale od czasu do czasu zdarzały mu się wpadki - to zmiany będą bardziej subtelne. Zauważyć je będziemy w stanie najczęściej po okresie około dwóch tygodni. Zobaczcie, że uzupełnienie diety chociażby w odpowiednią ilość niedoborowego w naszym społeczeństwie magnezu, skutkuje od razu lepszą koncentracją, lepszym i bardziej regenerującym snem. A już następnego dnia, dzięki temu, że się wyspaliśmy, bo zjedliśmy żywność bogatą w magnez, jesteśmy bardziej witalni. To prosta zależność.

Mam takie wrażenie, że różne rodzaje diet skupiają się często na konkretnych układach (nerwowym, krwionośnym) lub zalecane są na jakieś dolegliwości (np. problemy jelitowe, insulinooporność, nadciśnienie). Pomijając poprawę funkcjonowania mózgu, na jakie jeszcze organy wpływa korzystnie dieta MIND? Czy mogą być jakieś przeciwwskazania do stosowania tej diety? Z założenia dieta dobra dla mózgu jest również dobra dla serca i całego organizmu, a warto podkreślić, że choroby serca są główną przyczyną zgonów na całym świecie, szczególnie w Polsce, a szczególnie wśród kobiet. Dobra, odpowiednio zbilansowana dieta, oparta o nieprzetworzone roślinne produkty spożywcze, z pewnością jest w stanie ograniczyć ryzyko wszelkich chorób i wydłużyć czas trwania życia, według niektórych badań średnio o 10 lat. Przeciwwskazaniami mogą być różnego rodzaju wspomniane dolegliwości, choroby układu pokarmowego, choroby wątroby, trzustki, które w takich wypadkach będą wymagały spersonalizowanej diety (już z dokładnymi wytycznymi). W tym wypadku trzeba trzymać się rozpiski, jeżeli chcemy wyzdrowieć. Natomiast, gdyby nasze społeczeństwo jadło bardziej w stylu MIND, bylibyśmy po prostu zdrowsi i tego nam wszystkim życzę, szczególnie w nowym 2021 roku.

Mikołaj Choroszyński jest magistrem żywienia i dietetyki oraz absolwentem studiów podyplomowych na kierunku psychodietetyka (Uniwersytet SWPS), obecnie w trakcie doktoryzacji z nauk medycznych. Jest wykładowcą akademickim w Wyższej Szkolenie Inżynierii i Zdrowia w Warszawie i Warszawskiej Uczelni Medycznej im. Tadeusza Koźluka oraz właścicielem poradni dietetycznej Bdieta. Specjalizuje się w dietetyce klinicznej. Jest także autorem pierwszej na polskim rynku książki o diecie przeciwdziałającej chorobom neurodegeneracyjnym „Dieta MIND. Sposób na długie życie”, a także wydanej dopiero książki „Uzależnienie od słodyczy – skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.

  1. Psychologia

Co potrafi nasz umysł? Jak działa? - tłumaczy Wojciech Eichelberger

To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
W pracy, w domu wciąż wymaga się od nas jeszcze i jeszcze. Przydałby się jakiś dodatkowy zasób, z którego moglibyśmy czerpać. Czy to prawda, że na co dzień wykorzystujemy tylko 10 procent możliwości mózgu? Jak sięgnąć po te 90 pozostałych? I co ma z tym coś wspólnego psychoterapia? – odpowiada Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Jak to jest z mózgiem? Badania zebrane w „50 wielkich mitach psychologii popularnej” Scotta O. Lilienfelda, Stevena Jaya Lynna, Johna Ruscio i Barry’ego L. Beyersteina nie potwierdzają, że mamy w nim jakiś ukryty potencjał. Ale chcemy wierzyć, że jednak on tam jest.
Nie jestem neurobiologiem ani neurokognitywistą, tylko psychoterapeutą, i dlatego zajmuję się umysłem, a nie mózgiem. Programem, jak można by powiedzieć, a nie samym komputerem, którym w tym ujęciu nazwałbym mózg. Ale też z mojego doświadczenia wynika jasno, że to właśnie umysł decyduje o tym, co może mózg. On mu to nawet dyktuje! To umysł decyduje o tym, jak postrzegamy siebie i świat, a więc co myślimy. Źródłem umysłu jest oczywiście kultura, w której żyjemy, język, którym mówimy, ale też emocje i wydarzenia z życia, wątki biograficzne, a więc to, czym zajmuję się na co dzień jako psychoterapeuta. I myślę – na co mam wiele dowodów – że to umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. Przyszedł do mnie prezes firmy z wypaleniem zawodowym i depresją. Jego mózg stracił zdolności kreatywne i firma, którą stworzył, popadła w stagnację. Stał się drażliwy, a nawet agresywny, co psuło mu kontakty z pracownikami i niszczyło atmosferę w domu. Zapytałem go o marzenia i o plany, które musiał porzucić dla swojej wyczerpującej pracy. Okazało się, że od dziecka marzył o grze na fortepianie. Poradziłem mu, że jeśli chce odzyskać siły i kreatywne możliwości umysłu, powinien wziąć sobie sześciomiesięczne wolne i w tym czasie zająć się przede wszystkim fortepianem. Pojawił się po pół roku, szczęśliwy i rozpromieniony, o wiele lat młodszy. Okazało się, że zrobił tak, jak mu doradzałem, i że dalej poświęca nauce gry na fortepianie dwie godziny dziennie. W międzyczasie wyzdrowiał – pokonał depresję, twórczo zreorganizował firmę i podniósł ją na zupełnie inny poziom. Znakomicie też poprawił swoje relacje ze współpracownikami i z rodziną.

Odzyskał zdolności kreatywne, dodając sobie zajęć?
Gdy nasze ciało nabiera nowych umiejętności, a na pewno gra na fortepianie tego wymaga, mózg musi te nowe umiejętności „zapisać”. Związane jest to z powstawaniem większej ilości połączeń między neuronami. Te zazwyczaj mają ich kilka, a mogą wielokrotnie więcej. Powstaje więc sieć, która być może jest tym właśnie ukrytym potencjałem. Tak czy inaczej, ucząc się nowych rzeczy, rozwijamy umysł i mózg. Mamy też – słuszne zresztą – poczucie, jakbyśmy stali się mądrzejsi. Myślę, że gdybyśmy zbadali mózgi ludzi przed psychoterapią i po niej, to okazałoby się, że zmieniła się ich aktywność. Badania mózgów ludzi kreatywnych, które miałem okazję zobaczyć, wykazały, że kreowanie nowych wizji i rozwiązań jest powiązane z inną niż przeciętna aktywnością elektryczną kory mózgowej.

Ale gdy podłączono mózg do urządzeń pozwalających obserwować jego pracę (EEG, PET, fMRI), nie znaleziono nieaktywnych obszarów.
Może nie chodzi o zwiększenie aktywnego obszaru, ale o rodzaj tej aktywności? A mówiąc znów o umyśle, adepci psychoterapii wprost stwierdzają: „Czuję, że mózg mi się otworzył. Że mam więcej przestrzeni w głowie. Jakbym więcej widział, czuł i przede wszystkim rozumiał”. Te obserwacje są trafne. Oddają to, co – upraszając – można ująć tak: łatwiej myśleć, gdy nie przeszkadzają w tym trudne emocje, kompleksy czy lęki, a nawet fobie. One zdecydowanie zmieniają nasze widzenie świata i relacje – także ze sobą. Przyszła do mnie bardzo światła osoba, pani profesor, nauczycielka akademicka, która panicznie bała się kotów. W trakcie terapii okazało się, że jej trudne doświadczenia z dzieciństwa zainstalowały w jej umyśle program, który kazał jej kojarzyć wszystkie kocie cechy z karą i odrzuceniem. W dzieciństwie nie wolno jej było się bronić, walczyć o swoje, korzystać z wolności, bawić się, poszukiwać komfortu i przyjemności, zajmować się swoim ciałem itd. Gdy zdała sobie z tego sprawę i przy mojej pomocy zmieniła ten program, otwierając się na swoje wcześniej wyparte potrzeby i możliwości, jej życie się zmieniło. Zaczęła dawać sobie więcej uważności i troski. Odpuściła też innym, bo miała wreszcie siebie pod opieką.

A więc czasem mamy w głowie za dużo lęku, by postępować mądrze, czyli na przykład zadbać o siebie czy po prostu móc skupić się na nauce i pracy.
To częsta sytuacja, kiedy przepracowanie trudnych emocji i wydarzeń sprawia, że człowiek nie ma problemów z zadbaniem o swoje sprawy, z koncentracją, z nauką, z jąkaniem się, z migreną czy nawet z dysgrafią. Dzieje się tak, bo znikają filtry, które zakłócały mu poznanie świata i szczere relacje z innymi.

W autobiografii „Mózg i serce, magiczny duet” neurochirurg James R. Doty opisuje, jak będąc chłopakiem, opanował zasady uspokajania ciała i umysłu, co pomogło mu zostać lekarzem, a potem profesorem. Zyskał nie tylko zdolność do błyskawicznej koncentracji, ale też posługiwania się intuicją. Ale nic by z tego nie było, gdyby nie pokonał kompleksów, a wstydził się nawet śmiać, bo uważał, że ma straszne zęby.
Moje doświadczenie psychoterapeuty potwierdza badania i obserwacje Doty’ego. Mózg potrafi przekształcać się pod wpływem umysłu, a więc pracując nad umysłem, możemy doprowadzić do pozytywnych zmian we własnych neuronalnych drogach. I on tego dokonał już jako dziecko, ucząc się przez wiele wakacyjnych tygodni metody uspokajania umysłu. A potem, kiedy jako lekarz wychodził ze spustoszeń po zawale mózgu i odzyskiwał sprawność. Opowieść Doty’ego jest także niezbitym dowodem na to, że świadomość nie jest produktem mózgu, lecz że jest wobec mózgu pierwotna. A więc siła umysłu decyduje o tym, w jakim stopniu wykorzystamy nasz potencjał.

No właśnie, najważniejsze pytanie na dziś to: jak domowymi metodami sięgnąć po ten ukryty potencjał umysłu czy mózgu?
Warto wiedzieć, że umysł może być nastawiony na to, aby poszukiwać, być otwartym na świat i na nowe. Ale może też być konserwatywny i bronić się przed zmianami. W przeciwieństwie jednak do komputerów mamy samoświadomość i ona nam pomaga przeprogramować nasze umysły. Wielu z nas z tej szansy, jaką daje bycie człowiekiem, korzysta, i to często nieświadomie. Dla przyjemności czyta dużo, i to także autorów o kontrowersyjnych poglądach. Próbuje zrozumieć to, co awangardowe, a nawet skandalizujące w sztuce. Nie żeby podziwiać, tylko żeby wiedzieć. Podróżuje, poznaje inne kultury i dziwne egzotyczne obyczaje. Interesuje się rozwojem nauki, filozofuje. Medytuje, uprawia wymagające dyscypliny sportu, udaje się na odosobnienia lub pielgrzymki. Ci zaś, których umysły są raczej konserwatywne, czyli chcący się kontaktować wciąż z tą samą opowieścią o świecie, nie mają nowych wyzwań ani nowej wiedzy do zasymilowania. Nie ma więc powodu, by neurony w ich mózgach zatrudnić do cięższej pracy, a więc uruchomić ten dodatkowy potencjał.

Po dniu pracy w dzielnicy biurowców zmuszać się do nowego?! Gdy ciągną nas seriale, jakiś kryminał, może wino... Wierzymy też, że skutecznie uczyć się można do 20. roku życia.
Zarówno mózg, jak i umysł pozostają plastyczne przez całe życie. Nigdy nie jest za późno, aby coś inaczej zobaczyć, zrozumieć, zmienić się. Bycie otwartym pomaga, bo trzymanie się starych rozwiązań w zmieniającym się świecie skazuje nas i ludzi wokół na fiasko, na zamieszanie i cierpienie. Pamiętajmy o tym, bo nasz umysł – zwłaszcza w sytuacjach kryzysu – ma tendencję do sięgania po stare rozwiązania. A my nie dostrzegamy, że te sprawdziłyby się w tamtych realiach, a dziś spowodują dodatkowy kłopot. Na przykład kiedy nastolatek domaga się swobody, zaufania i szacunku, to co robią rodzice? Na ogół przykręcają śrubę, sięgając po rozwiązania konserwatywne: „Musimy zabronić, musimy więcej wymagać, musimy zdyscyplinować, byliśmy zbyt pobłażliwi”. Choć problem wydaje się stary jak świat, to szybko okazuje się, że stare sposoby nie zdają egzaminu. Bo młody człowiek wzrastał w świecie zupełnie różnym od świata, w którym wzrastali jego rodzice, np. od czasu gdy nauczył się posługiwać komputerem, miał nieograniczony dostęp do informacji i wiedzy. Rodzice są imigrantami w świecie elektronicznych mediów, a młodzi się w tym świecie urodzili. Wiele wskazuje na to, że mają inaczej ukształtowane mózgi. Ich umysły konstruują inny obraz świata, inną prawdę o nim.

No i rozbolała mnie głowa. Zażyję tylko tabletkę i…
Na szczęście nie rozmawiamy o empatii, bo wtedy – odradzałbym. Badania brytyjskie dowodzą, że paracetamol zmniejsza zdolność do rozumienia i reagowania na potrzeby i uczucia innych. To, co w układzie nerwowym oraz w mózgu odpowiada za odczuwanie bólu fizycznego, odpowiada też za współodczuwanie z innymi. Połkniesz tabletkę i może nie być dla ciebie jasne, czemu partner marudzi, a przyjaciółka płacze.

Ale kiedy boli głowa, również trudno o empatię.
Zaskakujące, jak wiele czynników może wpływać na to, co myślimy, a nawet czego oczekujemy. Na przykład szefowa, którą często boli głowa, będzie więcej wymagać od pracowników, ale mniej ich rozumieć. A możemy mówić o paracetamolowym stylu zarządzania w Polsce, biorąc pod uwagę ilość spożywanych leków przeciwbólowych. Polacy konsumują około dwóch milionów tabletek rocznie. Ale Wisły kijem nie zawrócimy.

Wojciech Eichelberger:
psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

Ciekawostka

Jak pisze Ałbena Grabowska, dr nauk medycznych, neurolożka i pisarka: Półkule mózgowe ze sobą współpracują, ale też zazwyczaj jedna dominuje. Jeśli nie ma między nimi połączenia, to np. śmiejemy się, gdy coś nas rozbawi, choć nie wiemy czemu. Jeśli z kolei są równorzędne, to piszemy obiema rękami tak samo sprawnie, ale też nasz umysł może znacznie więcej, bo jedna myśl toruje drogę drugiej, a to podstawa geniuszu. Ten dar miał malarz i wizjoner Leonardo da Vinci.