fbpx

Grywalizacja. Jak gry mogą nas rozwijać?

Grywalizacja. Jak gry mogą nas rozwijać?
fot.123rf

Wymyśl sobie grę, a łatwiej ci będzie wykonywać nudne zadania, rozwijać się, motywować, a nawet zachęcić dzieci do domowych obowiązków. Grywalizacja – pomysł Pawła Tkaczyka – to klucz do zamiany życia w zabawę.
Jak gra może zmienić nasze życie?

By to zrozumieć, trzeba poznać nasze modele podejmowania decyzji. Mamy dwa takie systemy. Pierwszy jest automatyczny, nie mamy nad nim kontroli. Działa na zasadzie bodziec–reakcja. Czyli jeśli ja powiem: „bez pracy nie ma…”, to w pana głowie automatycznie wyskakuje brakujące słowo. Drugi system to świadomy głos w głowie – tzw. zdrowy rozsądek: „lepiej zrobić to, a nie tamto”. Problem polega na tym, że myślimy, iż kierujemy się w działaniach zdrowym rozsądkiem, tymczasem za decyzję odpowiada system pierwszy. Na przykład niech pan powie, kto rządzi w takim związku: jeździec i słoń?

Jeździec.

A gdy słoń się przestraszy, jest napalony albo głodny?

To słoń.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Właśnie. Tak mniej więcej wygląda podejmowanie decyzji w naszej głowie – nam się wydaje, że to zdrowy rozsądek, czyli jeździec, jest u władzy, ale tak naprawdę rządzi słoń, czyli automat. Jak sprawić, by te dwa systemy działały w zgodzie? Nabierać słonia. Na przykład musimy rano wstawać, by iść do pracy, ale słoń mówi: „Oszalałeś? Ja nigdzie nie idę!”. Oszukujemy więc słonia, nastawiając budzik, który nie tylko dzwoni, ale i ucieka. Słoń chce mieć spokój, więc musi wstać, żeby złapać budzik. W grywalizacji nie nabieramy słonia, tylko z nim rozmawiamy. Wtedy osiąganie celów staje się prostsze: niezależnie, czy chcesz zrzucić wagę, rzucić palenie, czy oszczędzać pieniądze na emeryturę.

Jaką grę by pan ułożył dla osób, które chcą się odchudzić?

Taką, która polega na dawaniu ludziom natychmiastowej nagrody za to, że coś robią albo przed czymś się powstrzymują. Przykład: aplikacja do biegania na smartfony. Wyznaczam sobie w niej wyzwania, np. dystans do pokonania w ciągu tygodnia, dnia, godziny itd. W aplikacji jest pasek postępu, dlatego cały czas widzę, ile do tego celu mi brakuje. Gdy na to spojrzę, to nie myślę, że dzięki temu będę mniej ważył za 10 lat, tylko myślę o tym, by pasek postępu się wypełnił. Dla słonia to wystarczająca nagroda.

Dlaczego gry są tak przyjemne?

Bo dają nam zastrzyk hormonów szczęścia. Poprzez grę uczymy się otaczającego świata. Człowiek rodzi się z mózgiem, który potrafi mniej niż mózgi zwierząt – źrebak w godzinę po narodzinach już sam chodzi, a człowiek potrzebuje na to ponad roku. Powinniśmy ten rok spędzić w łonie matki, ale rodzimy się, bo mózg musi rosnąć. A gdyby urósł przed porodem, mielibyśmy poważne problemy z urodzeniem takiego mózgu. Dlatego natura zdecydowała się rozwijać mózg dziecka poza łonem matki w bezpieczny sposób – poprzez gry, zabawy.

Ale my, dorośli, też lubimy grać.

Bo nigdy z tego nie wyrastamy – zastrzyki hormonów z dzieciństwa nas uzależniają od zaspokajania ciekawości. Grywalizacja wykorzystuje tę konstrukcję w ludzkim mózgu, by dawać nam przyjemność z grania.

W co grać, by się rozwijać?

Proszę sobie wyobrazić nastolatka, który mówi: „Tato, powyjmowałem gary ze zmywarki i teraz sobie wymyślę jeszcze dwie rzeczy, które mogę dzisiaj w domu posprzątać”. Jak to osiągnąć? W Internecie jest gra Chore Wars (wojny obowiązków domowych – przyp. red.), w której można stworzyć postać i zdobywać dla niej punkty oraz wyposażenie, w zamian za wykonywane obowiązki domowe. W drużynie jedna osoba wyznacza zadania i nagrody drugiej, np. za wyniesienie śmieci masz 2 złote dukaty, za co możesz sobie kupić miotłę chwały. Niematerialne nagrody, a działają. Mój nastoletni syn dostał ode mnie taką strukturę zadań i swobodę wymyślania własnych wyzwań, które ja musiałem zatwierdzić. On się tak w to wkręcił, że gdy przychodzi do domu, to mówi: „Ciekawe, co dzisiaj mogę sobie wymyślić. Posprzątam biurko”. Robi to z własnej woli, dla zabawy. My chcemy się automotywować poprzez gry, tylko potrzebujemy do tego pomysłu. Podobnie działa wspomniany program na smartfona. Mogę w nim zaplanować bieganie, skakanie, jazdę na rowerze itd. Gry mają wartość społeczną, więc program kusi: „zaproś znajomych”. Może się pościgacie? Gdy budzę się rano i widzę na smartfonie, że kolega właśnie nabija kilometry, to „mój” słoń myśli: „Ooo, stary. Jak tak, to wstajemy!”. To jest motywujące.

A jak siebie zmotywować do regularnej nauki języka obcego?

Zamiast mówić: „Muszę poświęcić godzinę dziennie na naukę” – bo wtedy słoń spyta: „Po co?” – trzeba mu dać jakąś fizyczną nagrodę, np. kolejne „eksponaty” do kolekcji. Ona nie ma pokazywać, ile ktoś już zrobił, ale ile jeszcze mu brakuje do celu. Pamięta pan, jak zbierał pan naklejki z gum do żucia?

Tak. Bardziej rzucało się w oczy, ile jeszcze ich mam do wypełnienia, a nie ile już uzbierałem.

Właśnie. Ten mechanizm można zastosować w nauce języka, np. stworzyć sobie okienko na korkowej tablicy, które zmieści 100 karteczek ze słówkami. Po każdym słówku, którego się pan nauczy, nalepi pan karteczkę na tablicy, uzupełniając kolekcję. Po jej wypełnieniu czeka nagroda, którą wcześniej sobie pan zdefiniował. Przy czym tablica musi być cały czas widoczna – dzięki temu motywacja wzrasta – oraz jasno pokazywać, ile brakuje do osiągnięcia nagrody.

Czy zna pan jakąś grę, którą każdy z nas mógłby wykorzystać w swoim życiu do rozwoju?

Kółko i krzyżyk. Reguły każdy zna. Wieszam na ścianie planszę do kółka i krzyżyka i za każdym razem, gdy np. przebiegnę 10 km, mogę postawić na planszy mój znak. Jednocześnie druga osoba, której rzucam wyzwanie, także ma prawo wypełnić na tej planszy pole po 10 km. Kto pierwszy wypełni trzy pola, wygrywa wcześniej ustaloną nagrodę. Tę grę można zastosować do czegokolwiek: nauki języka, czytania książek…

Wyobraża pan sobie dzień bez grywalizacji?

Nie bardzo. Zawsze są jakieś gry w moim życiu. Mam samochód, który pilnuje, bym oszczędzał paliwo, i robi to w formie gry – kolory na desce rozdzielczej się zmieniają w zależności od tego, czy jeżdżę ekonomicznie, czy też nie. Jako grę traktuję nawet kartkę z zadaniami, które mam wykonać danego dnia – odhaczam każde kolejne i widzę, ile mi brakuje do końca. Dzień bez grywalizacji byłby bardzo nudny.

Paweł Tkaczyk mówca publiczny, prowadzi wykłady i szkolenia nt. marki, nowoczesnego marketingu, stosowania zasad gier w firmach, autor książek: „Grywalizacja”, „Zakamarki marki”

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>