1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Nie bój się popełniać błędów, bo to one uczą cię najwięcej

Nie bój się popełniać błędów, bo to one uczą cię najwięcej

A co by się stało, gdybyś zaryzykował, gdybyś zawalczył o swoje życie, pomimo swojego wewnętrznego, negatywnego głosu i niesprzyjających ci opinii innych ludzi? (Fot. iStock)
A co by się stało, gdybyś zaryzykował, gdybyś zawalczył o swoje życie, pomimo swojego wewnętrznego, negatywnego głosu i niesprzyjających ci opinii innych ludzi? (Fot. iStock)
Z natury jestem perfekcjonistą, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, a ja sam muszę czuć, że w danej sytuacji wszystko kontroluję i nie popełnię najmniejszego błędu. Jednak życie wielokrotnie już pokazało, że toczy się swoim, a nie naszym rytmem. Pamiętaj, że nigdy nie będziesz gotów w 100 proc., aby być najlepszym mężem, najlepszą żoną, szefową, dzieckiem, pracownikiem czy trenerem. Ale zacznij z tym co masz, bądź po prostu „good enough” – poczuj, że jesteś wystarczająco dobry, z wiedzą i umiejętnościami, które dzisiaj posiadasz.

Leo Messi, uznawany za jednego z najlepszych piłkarzy na tym globie, powiedział kiedyś: 17 lat zajęło mi, aby odnieść sukces z dnia na dzień. Nadal uważasz, że aby stanąć na swoim życiowym podium wystarczy ci tylko talent? Kluczem jest cierpliwość, podsycana wytrwałością i niezłomną determinacją, której fundamentem są twoje marzenia, napędzane pasją. Natomiast my zbyt często odpuszczamy, rezygnując ze swoich marzeń, bo ktoś nam powiedział, że się nie da. Z obawy przed porażką nie podejmujemy działań, tkwiąc od lat w tym samym miejscu, w tym samym środowisku, z tymi samymi ludźmi i z tymi samymi przekonaniami w głowie, że życiu nie ma innych alternatyw. A co by się stało, gdybyś zaryzykował, gdybyś zawalczył o swoje życie, pomimo swojego wewnętrznego, negatywnego głosu i niesprzyjających ci opinii innych ludzi? Wiem, że nie będzie to łatwe. Jestem wręcz pewien, że twój mózg znajdzie tysiące wymówek, aby nie robić tego, mimo, że w sercu czujesz, że sprawiłoby ci to mega frajdę. Gorąco zachęcam cię, a nawet poczuj, że popycham cię, abyś zrobił ten pierwszy krok. Jeżeli przyjdzie moment, że się zawahasz, że poczujesz lęk przed porażką, to spróbuj użyć 3 poniższych narzędzi wprost z treningu mentalnego, które pozwolą ci poradzić sobie z porażką.

1. Jeżeli jesteś przed ważnym dla ciebie wydarzeniem - może jest to rozmowa o pracę, może podejście do dziewczyny i zaproszenie jej na randkę, a może za chwilę masz wejść na scenę i opowiedzieć swoją historię? Zadaj sobie wtedy pytanie, co najgorszego mogłoby się stać, jakby ci się nie udało? Jaki wtedy najczarniejszy scenariusz mógłby się wydarzyć? Spisz je wszystkie.

2. Następnie wypisz listę osób, które pomimo porażki nadal będą Cię wspierać?

Czy pomimo ewentualnej porażki, coś strasznego się stało? Czy wśród twoich znajomych, bądź bliskich ktoś przestał cię kochać? Nie wydaje mi się. Zapewne nic się nie zmieni. Dlatego może warto „spuścić trochę powietrza” i dać sobie więcej luzu.

3. A jeśli poniosłeś według ciebie porażkę, to spójrz na nią z dalszej perspektywy. Jeśli twoje życie to gruba księga, to ile w niej miejsca zajmuje wydarzenie, które traktujesz jako porażkę? Jedno zdanie? Jeden akapit? Dlatego jakie znaczenie ma ta porażka w skali całego Twojego życia? Mogę się z tobą założyć, że po tygodniu, a nawet i wcześniej zapomnisz o niej. W związku z tym, po co się martwić czymś, co za chwilę nie będzie miało dla ciebie żadnego znaczenia?

Dlatego daj sobie prawo do porażki, prawo do tego, że na swojej życiowej drodze napotkasz problemy, popełnisz mnóstwo błędów. Im większe i bardziej ambitne cele sobie stawiasz, tym więcej rozczarowań i trudności doświadczasz. To niepowodzenia i chwilowe trudności, których przecież starasz się uniknąć, przynoszą ci paradoksalnie najwięcej życiowych lekcji. Przeszkody, mimo ze ich nie chcesz, z pewnością nadejdą. Ale to one pozwolą ci stać się osobą, która sięga w życiu po więcej, która pomimo przeciwności realizuje swoje marzenia. I w końcu przyjdzie taki moment, że powiesz: te liczne porażki, które były moimi życiowymi doświadczeniami, ukształtowały mnie i sprawiły, że dzisiaj jestem dumny z tego co osiągnąłem. Z perspektywy czasu spojrzysz na porażki, jak na lekcje, które musiały się wydarzyć, które były cenne dla ciebie, za które dzisiaj jesteś wdzięczny.

Zacznij z tym co masz, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, bądź sobą w 100 proc. w tym co robisz, podążając za swoją pasją i marzeniami, wykorzystując powyższe narzędzia treningu mentalnego. I jak mówi Les Brown, jeden z najbardziej znanych mówców motywacyjnych na świecie: Nie musisz być wielki, aby zacząć, ale musisz zacząć, aby być wielkim.

Karol Ciborowski trener mentalny oraz trener fitness z kilkunastoletnim doświadczeniem. Motywujący i inspirujący, ale przede wszystkim podążający za swoją pasją i realizujący swoją misję, jaką jest odkrywanie potencjału drugiego człowieka. Wierzy, że marzenia i jasno określone cele są w stanie odmienić życie. W swojej pracy koncentruje się przede wszystkim na rozwoju dzieci i młodzieży, ponieważ jest przekonany, że siła treningu mentalnego może zmienić ich całe przyszłe życie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Czy miłość wszystko wybaczy?

To, co się wybacza, a czego nie, to indywidualna sprawa każdego człowieka i nie można tu konstruować żadnych teorii, bo byłoby to nadużycie. (Fot. iStock)
To, co się wybacza, a czego nie, to indywidualna sprawa każdego człowieka i nie można tu konstruować żadnych teorii, bo byłoby to nadużycie. (Fot. iStock)
Ktoś bliski zawiódł, zdradził… Czy miłość wszystko wybaczy? – pyta Agata Domańska. Tak, jeśli zaczniemy od miłości do siebie – mówi psychoterapeutka Teresa Raczkowska.

Co to właściwie jest zranienie?
To jest rodzaj wyjątkowej sytuacji, której doświadczamy nagle – choć bywa, że często – i która odbiera nam poczucie tożsamości, bezpieczeństwa, gruntu pod nogami. Zranienie jest poczuciem utraty łączności i jedności z drugą osobą, zachwianiem takiego podstawowego „mostu”, który nas łączy.

Czyli cierpimy podwójnie: z powodu zranienia, jak i oddzielenia.
Tak, przy czym poczucie oddzielenia dotyczy relacji, ale także oddzielenia od nas samych, co jest mniej uświadamianym, głębszym aspektem. Zazwyczaj reakcją na zranienie jest nawykowe obwinianie: ktoś mnie zranił, to jego wina. Tymczasem druga osoba jest wprawdzie nadawcą bodźca, ale żeby raniła, musi trafić w nasze dawne zranienie. Każdy ma w sobie takie obszary – im ich więcej, tym łatwiej i częściej będzie się czuł raniony.

I dlatego reakcja bywa nieadekwatna do bodźca?
Właśnie! Oczywiście z punktu widzenia osoby doświadczającej zranienia, reakcja jest adekwatna. Więc odpowiada złością, smutkiem, izolacją, wściekłością, obniżeniem nastroju, lękiem przed bliskością. Kiedy poczucie zranienia jest bardzo głębokie i zupełnie nieprzepracowane, często wycofuje się z relacji.

Trzeba mieć świadomość, że to moja reakcja i przyglądać się jej?
Tak, zobaczyć, co się we mnie obudziło. Za pierwszym razem to się raczej nie udaje, ale kiedy napięcie opada, może pojawić się ślad w pamięci, myśli: „Już kiedyś to przeżyłem, tylko bardzo skrzętnie wyparłem. Teraz ktoś utorował temu bolesnemu wydarzeniu drogę na powierzchnię. I właściwie powinienem być mu wdzięczny, bo pokazuje mi mnie samego”.

Ale złość, obraza czy opór są chyba normalne?
Jasne! Problem polega na tym, że my najczęściej od razu wpadamy w mechanizm obrony i ataku, który jest automatyczny, nieświadomy i niczego nie wnosi. Kolejność powinna być taka, że najpierw załatwiam sprawę ze sobą – i można to zrobić względnie szybko – a dopiero potem się konfrontuję z sytuacją. Nie ma nic gorszego, niż zamknięcie się w bólu – „jestem zraniona i teraz sobie cierpię”.

Powinniśmy drugiej osobie pokazać, co nam robi?
Raczej pokazać, co czujemy. Powiedzieć z pozycji „ja”, co „mnie” dotyka. Nie przerzucać poczucia winy, nie oskarżać, nie osądzać, nie ferować wyroków. Ograniczyć się do własnego wnętrza.

Ale są przecież niepotrzebne zranienia, takie ewidentne krzywdy?
Tak, są takie sytuacje. Z reguły mamy poczucie krzywdy, kiedy inni nami manipulują, bo chcą mieć rację, przeforsować swoje zdanie. Ale i wtedy – w pełni świadomi – możemy zobaczyć, że gdybyśmy naprawdę siebie zaakceptowali, nie doszłoby do zranienia. Manipulator nieświadomie zahacza o tę część, której w sobie nie lubimy, a to powoduje, że nie odpowiadamy mu z właściwej pozycji.

Wszystko można wybaczyć? Zdradę również?
Zdrada to ogromne nadszarpnięcie zaufania. Oczywiście, że można wybaczyć, ale takiego obowiązku nie mamy, nawet gdy partner bardzo prosi o wybaczenie.

Czasem się wybacza, ale się nie zapomina, tylko np. wypiera coś ze świadomości. To nie jest zdrowe. W ogóle to, co się wybacza, a czego nie, to indywidualna sprawa każdego człowieka i nie można tu konstruować żadnych teorii, bo byłoby to nadużycie.

Ja nie namawiam nikogo do wybaczania, bo żeby wybaczyć, trzeba najpierw ranę zabliźnić w sobie, ponownie przeżyć tę sytuację. O wybaczeniu można myśleć, kiedy poczujemy, że uraza, zranienie i ból zostały rozpuszczone – troską o siebie albo zabiegami tego, który skrzywdził.

A jeśli pozostajemy w relacji, w której ktoś nas krzywdzi i wcale nie wybaczamy…
To znaczy, że jest to relacja oparta na uzależnieniu, a my nie akceptujemy samych siebie. Jeśli nie odnajdziemy się w swoich uczuciach i będziemy nosić urazę, nie będzie zgodności z tym, co czujemy i robimy – wtedy będziemy postępować wbrew sobie.

Czy to równoznaczne z przyjęciem postawy ofiary?
Ofiara to ktoś, kto się godzi na to, co go w życiu spotyka i nic z tym nie robi. Pogrąża się w poczuciu bezradności. Może mieć też korzyści z tego, że jest ofiarą: jak jestem biedny i raniony, to ktoś się wreszcie nade mną zlituje i pocieszy.

Klasyczny przykład żony alkoholika: on wprawdzie pił i bił, ale ona poświęcała się „dla dzieci” i ciągnęła ten niewdzięczny wózek. To zwalnia od poczucia odpowiedzialności za swoje życie.

A przemoc fizyczna?
To jest przestępstwo. Z tym się nie dyskutuje i nie wybacza, tylko składa doniesienie do prokuratury i broni swego bezpieczeństwa. Tu nie potrzeba żadnej psychologii.

Teresa Raczkowska psycholog, psychoterapeutka prowadząca terapię humanistyczną metodą Gestlat. 

  1. Psychologia

Kolejny związek, te same błędy - czego oczekujemy od relacji?

Dlaczego w kolejnych związkach popełniamy ciągle te same błędy? Czego nie chcemy dostrzec w komunikacji z partnerem? (fot. iStock)
Dlaczego w kolejnych związkach popełniamy ciągle te same błędy? Czego nie chcemy dostrzec w komunikacji z partnerem? (fot. iStock)
Czy zdarzyło Ci się wpadać kolejny raz w tę samą rolę, mimo, że byłaś w związku z innym mężczyzną? Czy odważyłaś się zadać sobie pytanie z kim chcesz być i kim chcesz być w tej relacji? Brak czasu, tempo życia i chaos są „doskonałymi” wymówkami, które powodują popełnianie ciągle tych samych błędów.

Postaraj się zatrzymać i poświęcić sobie chwilę uwagi na to, by móc znaleźć w sobie odpowiedzi. Zapytaj siebie przede wszystkim, jaka relacja mogłaby Cię satysfakcjonować? Czy taka, w której to Ty jesteś dominatorem, czy w tej roli wolałabyś obsadzić partnera? Może właśnie taką relację przerabiałaś i masz dość ciągłego odświeżania atmosfery po kolejnym konfliktowym starciu? Może jesteś jedną z tych osób, która pragnie partnerstwa w związku? Tęsknisz za równomiernym podziałem obowiązków i przywilejów?

Doświadczenie pokazuje, że dostosowujemy swoje zachowanie do drugiej osoby wówczas, gdy uważamy to za korzystne dla nas. Jeśli uległością, spolegliwością wobec dominatora „kupimy” tak zwany święty spokój, wówczas kalkulujemy, że jest on dla nas korzystny i w taki sposób się zachowujemy. Ale czy “święty spokój” to jedyny produkt na jaki nas stać?

Zdolność zrozumienia innych osób i samego siebie ma ogromne znaczenie dla każdego człowieka. Zrozumienie swojego stylu komunikowania się z innymi, własnego stylu zachowań, reakcji na różnorakie wydarzenia – to klucz do satysfakcjonujących relacji z innymi. Wówczas nie popełniamy ciągle tych samych błędów lub popełniamy je w coraz mniejszym stopniu. Opierając się przykładowo na teorii czterech stylów społecznych (dominujący, ekspresywny, współpracujący, analityczny), można by sprecyzować kierunek swojej postawy w komunikowaniu się z otoczeniem. Warto zwrócić na nie uwagę w kontekście związków. Co cechuje osoby należące do poszczególnych typów? Jak wpływa to na komunikację?

Typ dominujący charakteryzuje się dość autorytarnym podejściem do relacji z drugim człowiekiem, zdecydowany i nie znoszący niekorzystnych dla niego kompromisów.

Typ ekspresywny to taki, który w sposób pełen ekspresji, czasem też chaotyczny, przedstawia swój punkt widzenia. Może w partnerze budzić odczucie zachwianego poczucia bezpieczeństwa.

Typ współpracujący to typ idealny dla osób, które pragną partnerskich relacji w związku. Ten styl społeczny charakteryzuje się ugodowością, równowagą emocjonalną i cierpliwością w realizacji obranego celu.

Typ analityczny to taki, który ujarzmi ekstrawertyka, pokaże mu inne aspekty danej sprawy i rzeczowo podejdzie do problemu, zazwyczaj bez emocji.

Prawda jest taka, że każdy z nas ma w swoim sposobie bycia elementy każdego z tych stylów. Ważne jest jednak poznanie nurtu przeważającego.

Nierozumienie różnic między ludźmi i założenie, że każdy powinien przyznać nam rację, zachowywać się i myśleć podobnie jak my jest przyczyną konfliktów na każdym polu, na którym ludzie wchodzą w jakiekolwiek interakcje. Stąd wiedza o sobie samym ma tak kluczowe znaczenie w relacjach i pomaga zdobywać wiedzę o innych.

Jeśli jesteś w kolejnym związku, w którym pełnisz rolę dominującą, a Twoje relacje z partnerem się pogarszają, może warto dostrzec oraz skomunikować wzajemne różnice. Warto z odwagą zadać sobie nawzajem pytania weryfikujące wasze odczucia związane z waszym związkiem, tj. „Co mogł(a)bym zmienić, abyś czuł(a) się ze mną dobrze?”; „Co Ty chciał(a)byś zmienić, abyśmy się lepiej rozumieli?”; „Kiedy przy mnie czujesz się sobą?”; „Kiedy czujesz, że musisz kupować tzw. “święty spokój” i w jakich sytuacjach ci to odpowiada, a w jakich nie?”

Nie ma jednej recepty na związek. Z pewnością mamy jednak podobne problemy, które można rozwiązać uniwersalnymi radami, ale z nałożeniem indywidualnego filtra. Z każdej lekcji, z której nie wyciągnęliśmy wniosków i nie odrobiliśmy zadania domowego, będziemy musieli odrobić lekcją wyrównawczą.

Zatem, aby nie popełniać ciągle tych samych błędów, odróbmy zadanie domowe z poprzedniej życiowej lekcji, a potem włóżmy je do bagażu doświadczeń, by nie zasłaniał tego, co przed nami.

Ewelina Jasik: propagatorka rozwoju osobistego, life coach i trenerka umiejętności interpersonalnych.

  1. Psychologia

Dokarmić dobrego wilka - dla zestresowanym mam

Pośpiech to fałszywa koncepcja na życie. Alternatywnym rozwiązaniem jest uczenie się BYCIA. (Fot. iStock)
Pośpiech to fałszywa koncepcja na życie. Alternatywnym rozwiązaniem jest uczenie się BYCIA. (Fot. iStock)
Warto sobie uświadomić, że każda chwila niesie wybór pomiędzy tym, co nas niszczy, wprowadza w nasze życie chaos, a tym, co nas buduje i zaprowadza w nas ład. I to od nas zależy, co wybierzemy – mówi psychoterapeutka Krystyna Łukawska. 

Mama bywa zapracowana, zmęczona, zestresowana, zdenerwowana, ale zrelaksowana? To niemożliwe, zwłaszcza jeśli ma małe dzieci. Warto się zastanowić, co to znaczy zrelaksowana mama. Na pewno nie jest to mama, która się nie stresuje. Wszyscy się stresujemy, mama też i nie ma co się łudzić, że stresu unikniemy. Nasze życie staje się bowiem coraz bardziej intensywne. Zrelaksowana mama to jest taka mama, która – po pierwsze - umie radzić sobie ze stresem, a nie taka, która nie przeżywa stresu. Czasami mamy skarżą się: „Nie mogę przestać się niepokoić, nie umiem się nie martwić.” Odpowiadam im: Też się przejmuję, denerwuję, wszystkie to robimy. Nawet nie wiem jak byśmy miały zaawansowane kariery, to jeśli mamy dzieci, rodzina pozostaje w centrum naszego życia i bywa źródłem niepokoju. Ale przede wszystkim jest źródłem satysfakcji! Bycie mamą to coś najlepszego, co mogło nam się przytrafić. Jednak żeby móc czerpać z tego doświadczenia radość, trzeba ją świadomie budować. Zrelaksowana mama to – po drugie – mama, która daje sobie prawo do tego, żeby zadbać o siebie. A więc nie czuje się winna, kiedy zostawia dziecko pod dobrą opieką i wychodzi z domu, żeby poćwiczyć, spotkać się z przyjaciółką, zrobić coś, co przynosi jej przyjemność. Ale najważniejsze dla osiągnięcia stanu prawdziwego zrelaksowania jest umiejętność BYCIA, a nie tylko działania.

Mamy relaksują się na przykład rozmowami na facebooku. I to nic złego. Jeśli chcę być zrelaksowaną mamą, to regularnie robię coś dla siebie, niezależnie od kontaktów z dzieckiem, na przykład korzystam z Internetu. Warto jednak wiedzieć, że walutą jaką płacimy za korzystanie z Internetu jest nasza uwaga. Badania z 2008 roku – teraz prawdopodobnie te liczby są jeszcze większe - pokazują, że przeciętna osoba pochłania 34 gigabajtów informacji dziennie, co przekłada się na 100 tysięcy słów, przy czym 1 gigabajt to na przykład symfonia albo pełnometrażowy film. Codziennie pochłaniamy taką ilość informacji! Badania pokazują, że Internet dostarczając mózgowi nieustannej stymulacji powoduje rodzaj chemicznego uzależnienia. Wydziela się wtedy dopomina, wywołująca uczucie przyjemności, więc chcemy to robić. Nie zatrzymamy rozwoju technologii, nie ma sensu jej potępianie, sama jestem jej wielką fanką. Trzeba tylko nauczyć się z niej korzystać. Ja też lubię pobyć na facebooku, ale pod koniec dnia zadaję sobie samej pytanie: co przyniosło mi balans, spokój, radość, szczęście? I żeby na to odpowiedzieć konieczne jest: BYCIE.

Co to takiego? To umiejętność uwolnienia się od presji czasu i pośpiechu, któremu wszyscy nieustannie ulegamy. Doskonale pamiętam tę presję. Dzwoni do mnie przyjaciółka, a ja pytam: Czy to coś ważnego, bo nie mam czasu. Dziecko o coś mnie prosi, a ja je poganiam: Tylko szybko, bo się spieszę. A ile czasu zajmuje wysłuchanie pytania dziecka, 30 sekund? Pośpiech to fałszywa koncepcja na życie. Alternatywnym rozwiązaniem jest uczenie się BYCIA. Ćwiczenie tej umiejętności zajmuje naprawdę niewiele czasu, wystarczy 30 sekund, minuta na godzinę przeznaczona na zatrzymanie się i świadome oddychanie. W sumie daje to kilkanaście minut BYCIA w ciągu dnia. To naprawdę nic w porównaniu z czasem, który przecieka nam przez palce. Badania neuropsychologiczne pokazują, że do tego, aby można tworzyć, być kreatywnym, trzeba przeplatać działanie BYCIEM.

Czyli odpoczynkiem? Nie do końca. Słowo „odpoczynek” kojarzy się z aktywnością fizyczną - jedziemy na narty, na rower, biegamy. To oczywiście jest odpoczywanie, ważne i potrzebne dla naszego rozwoju. BYCIE to jednak coś więcej. To moment zatrzymania naszego umysłu, nie identyfikowanie się z wszystkimi myślami, jakie przelatują nam przez głowę, co pozwala zauważyć, że niektóre z nich są  po prostu głupie i nie warto się w nie wciągać. Trzeba pamiętać, że 40 procent naszego działania jest działaniem nawykowym. A to znaczy, że reagujemy nie tak, jak wymaga tego sytuacja, często nawet nie tak, jakbyśmy chcieli, tylko tak, jak mamy to wdrukowane przez wychowanie, edukację, przyzwyczajenia.

BYCIE powściąga reakcje nawykowe? Tak. Taką reakcją nawykową jest, na przykład, mówienie do dziecka: „uważaj!” Ja też ciągle to powtarzałam. Pamiętam też, jak mój ojciec wołał z przerażeniem: „uważaj”, co miało oznaczać tylko to, że się boi, że zrobię sobie jakąś krzywdę, nic więcej. A więc kiedy uświadomiłam sobie, że to nie jest pomocne zawołanie do dziecka, a nawet, że wprowadza niepokój, to postanowiłam się powstrzymywać od mówienia takich słów. Dobra wiadomość jest taka, że nawet dzieci można nauczyć powstrzymywania się. Ale nie można uczyć dzieci czegoś, czego sami nie umiemy. Jako mama wypowiedziałam wiele nieodpowiednich i okrutnych słów dopóki nie uświadomiłam sobie tego i nie nauczyłam się wyrażać swojego niezadowolenia z szacunkiem i życzliwością dla dziecka.

Co daje bycie zrelaksowaną mamą? Uwolnienie od poczucia winy. Poczucie winy bardzo nas bowiem obciąża. W zachodniej kulturze obwiniamy się od setek lat, na winie i karze opierały się systemy edukacyjne. Nawet jeśli teraz wiemy, że obwinianie nie ma sensu i nie pomaga ani w uczeniu  ani w rozwoju, to ciągle pojawia się nawykowo. Z mojej pracy z mamami wynika, że one przede wszystkim obwiniają się same. I drugi problem – nie dają sobie prawa do błędów.   

Bo wszystkie chcemy być idealnymi matkami. Mam wrażenie, że same na sobie przeprowadzamy test: zdałam egzamin, czy go oblałam. I bardzo często odpowiadamy: oblałam. Zajmujemy się głównie tym, co zrobiłyśmy nie tak, podczas, gdy jako mamy niesłychanie się staramy, wkładamy w wychowanie dziecka wiele troski, starań, pracy, nieprzespanych nocy, a w ogóle tego same nie doceniamy! Kiedy pojawia się nawykowe samoobwinianie: „znowu nawaliłam, znowu sprawiłam, że synek się rozchorował” dobrze jest zrobić krótki moment przerwy i zauważyć: „Oto odzywa się we mnie mój wewnętrzny krytyk”. Zamiast sobie coś wyrzucać, lepiej zobaczyć to, że czegoś nie umiem, że byłam  bezradna. Można wykonać  wtedy proste ćwiczenie: Porównać ową sytuację do scenariusza filmowego i zastanowić się, co bym w nim zmieniła, żeby film zrobiony na jego podstawie mi się podobał. Jestem wielką entuzjastką warsztatów i w ogóle uczenia się. Sama korzystałam z wielu warsztatów i nadal to robię. Mam za sobą 25 lat intensywnej i regularnej medytacji, więc dla mnie zatrzymanie jest już łatwe i naturalne. Ale na początku było niesłychanie trudne. Uważam, że w każdym wieku można się zmienić, najpierw jednak trzeba nauczyć się BYCIA.

W końcu uda nam się kiedyś posiąść sztukę bycia zrelaksowanymi? To złudzenie, że możemy ten stan osiągnąć. W życiu cały czas balansujemy między równowagą, a brakiem równowagi. To tak, jakbyśmy chodzili po cienkiej linie. Nawet duchowi nauczyciele nie żyją w stanie permanentnej równowagi, oni tylko wiedzą, jak szybko ją odzyskać. Zacząć można od zatrzymywania się i świadomych oddechów. Starać się zauważać, ale nie  utożsamiać z głosem wewnętrznego krytyka. Ćwiczyć się w życzliwości i łagodności w stosunku do siebie. Myślę, że często nie umiemy okazać życzliwości, miłości, bo nas tego nie uczono. Rodzice bardziej starali się nauczyć nas czego nie robić, co jest dla nas niedobre niż tego, co robić i co jest dla nas dobre. Bardziej chronili niż poświęcali czas i uwagę. To ważne, żeby regularnie dbać o życzliwą, przyjazną atmosferę w domu. Okazujmy dzieciom miłość, ciepły i serdeczny dotyk, patrzmy sobie nawzajem w oczy i mówmy: O jak się cieszę, że się cieszysz, to cudowne, że ci się udało. Dziecko rośnie, gdy widzi zachwyt w oczach mamy. Celebrujmy momenty bycia razem, posłuchajmy z autentycznym zaangażowaniem historii jakie opowiada dziecko.

Łatwo powiedzieć…Wiele mam uzna, że to niewykonalne. Często narzekamy na dziecko, ponieważ nie możemy wybaczyć sobie tego, co mu zrobiłyśmy. Na przykład tego, że kiedy było chore, marudne, nakrzyczałyśmy na nie. Nasza reakcja wynikała nie ze złych intencji, tylko z bezsilności i nieumiejętności stawiania dziecku granic z szacunkiem i życzliwością. Na spotkaniach z rodzicami podkreślam, że jestem za wychowaniem bez kar. Rodzice odpowiadają, że wychowanie bezstresowe się skompromitowało. Ale wychowanie bez kar nie ma nic wspólnego z wychowaniem bezstresowym. Dziecko niesłychanie potrzebuje dyscypliny, każdy z nas jej potrzebuje, niczego nie moglibyśmy osiągnąć, gdyby nie dyscyplina. Naszym zadaniem jest więc nauczyć dziecko dyscypliny. A będzie to możliwe wtedy, kiedy sami zaczniemy czuć się swobodnie ze stawianiem dziecku wymagań, ograniczeń, ale bez upokarzania, obwiniania, oskarżania, z życzliwością i szacunkiem. I czasami to bardzo trudne, bo sami  takiego traktowania nie doświadczyliśmy. Dyscyplina nie polega na tym, żeby karać. W  karze zawiera się pewien rodzaj upokorzenia, pokazanie, że mam władzę. Oczywiście, rodzice mają władzę nad dzieckiem, ale nie ma potrzeby jej podkreślać. I to nieprawda, że zbuntowany nastolatek nie chce dyscypliny. On tak naprawdę marzy, żeby rodzice pomogli mu przejść przez trudny okres w życiu, ale żeby zrobili to z szacunkiem i życzliwością, żeby pokazali, że są po jego stronie, że nie chcą go zniszczyć, tylko pragną uszanować jego przestrzeń, osobowość. Swoboda w spokojnym stawianiu wymagań daje mamie niesłychaną siłę. Warto ją budować także poprzez chwile zatrzymania.

Co daje nam stan zrelaksowania? Spokój, odprężenie, jasność umysłu. Zmienia jakość naszych relacji z dzieckiem, partnerem, przyjaciółmi, ale przede wszystkim ze sobą samym. Warto sobie uświadomić, że każda chwila niesie wybór pomiędzy tym, co nas  niszczy,  wprowadza w nas chaos, a tym, co nas buduje i zaprowadza ład. Jest taka mądra przypowieść o starym Indianinie, do którego przychodzi wnuczek i mówi: - Nienawidzę kolegi, bo potraktował mnie niesprawiedliwie. Na co dziadek: - Ja też czasami czuję nienawiść do tych, którzy są chciwi i aroganccy. Ale nienawiść jest jak trucizna, którą pijesz w nadziei, że otruje drugą osobę. We mnie i w każdym z nas są dwa wilki, które toczą walkę. Jeden – pełen chciwości, agresji, zazdrości, pesymizmu – dąży do wojny i  zniszczenia. A drugi – pełen dobroci, miłości, wyrozumiałości, optymizmu – dąży do pokoju i harmonii. Każdy z nich chce dominować, chce być ważniejszy. - A który z nich wygra dziadku? - zapytał wnuczek. - Ten, którego będziesz karmił.

Ta przypowieść pięknie pokazuje, że w każdym momencie życia mamy wybór. Żeby jednak był możliwy, musimy na moment się zatrzymać i po prostu „być”, bo w tym „byciu” zapala się żarówka świadomości, dzięki której możemy zobaczyć nasze życie z innej perspektywy.

A gdy same się zmienimy, to nie ma siły, żeby nie zmienili się ludzie wokół nas. To niewiarygodne, jak to działa! Dlatego warto zacząć dzień nie od narzekań, że to nie zrobione, tamto nie zrobione, tylko od uśmiechu i serdecznego powitania dziecka: Dzień dobry, jak spałaś, jak się czujesz. Ale najpierw trzeba uśmiechnąć się do siebie i pomyśleć: Dzisiaj jest nowy dzień, postaram się być życzliwą dla siebie. Bo kiedy uśmiecham się do siebie, uśmiech pojawia się także na twarzach innych. 

Krystyna Łukawska – psychoterapeutka, coach, absolwentka Instytutu Psychologii UW, autorka wielu seminariów i warsztatów (w tym internetowych adresowanych do mam: www.zrelaksowanamama.pl) i książki „Szczęśliwi rodzice – szczęśliwe dzieci”. Od lat mieszka w USA.

Jak zadbać o siebie?

1. Ucz się życzliwego przyglądania się swoim myślom 

2. Ucz się rozumieć swoje ciało i traktuj je życzliwie

3. Akceptuj momenty słabości i unikaj obwiniania

4. Powstrzymuj się od reakcji kiedy jesteś zła

5. Ucz się uspokajać silne emocje

6. Uśmiechaj się do siebie i innych

7. Rób coś, co sprawia ci radość

8. Dbaj o ruch i wypoczynek

9. Rozwijaj wdzięczność do siebie i innych

10. Okazuj miłość i serdeczność

 

  1. Psychologia

Rozczarowania - 21 sposobów, jak je mądrze wykorzystać

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Rozczarowania są częścią życia, trudno ich uniknąć. Therese J. Borchard, autorka książki "The Pocket Therapist: An Emotional Survival Kit", podaje 21 sposobów, aby wykorzystać je do osobistego rozwoju.

1. Przyjmij, że nic nie jest "raz na zawsze"

Albert Einstein nie zdał egzaminu wstępnego na uczelnię. Walt Disney został zwolniony ze swojej pierwszej pracy w mediach. Michael Jordan został wyrzucony ze szkolnej drużyny koszykówki... Losy najwybitniejszych postaci naszej historii najlepiej pokazują, że przyszłość może nas pozytywnie zaskoczyć.

2. Pogódź się z tym, że bywa się raz na wozie, raz pod wozem.

Gdy poczujesz, że gorzej być nie może, przypomnij sobie stare buddyjskie przysłowie: „Kwiat lotosu najpiękniej kwitnie, rosnąc w najgłębszym błocie”.

3. Przypomnij sobie, jak powstaje perła

Popatrz na stan rozczarowania jak na proces tworzenie się perły. Potraktuj „niewygodne ziarenko piasku”, jako zaczątek drogocennej perły.

4. Ucisz krytyka

Zachowuj się tak, jakby go nie było. Jeśli się to nie udaje, wsłuchaj się w swój wewnętrzny głos, który krytykuje, osądza i łaje. Ucisz go, zdecydowanie.

5. Nie poddawaj się skrajnym emocjom,

Rozwijamy się, jeśli mamy silne korzenie, czyli myślimy racjonalnie, nie dając się powodować skrajnym emocjom. Spójrz na bambus - nie wygląda imponująco, ponieważ nie ma rozgałęzień. Ma jednak korzenie, które sięgają głęboko i szeroko. Dlatego ma szansę, tak szybko rosnąć.

6. Wytrwaj

Wytrwałość to podstawa: „Największy dąb był kiedyś małym orzechem, który wytrwał w jednym miejscu” .

7. Nie przyspieszaj procesu

Motyl zanim wyjdzie z kokonu cierpliwie czeka aż jego skrzydła staną się na tyle silne, żeby mógł latać.

8. Chroń się przez ludźmi, którzy nie są ci życzliwi

Unikaj ich. Odgrodź się od nich szczelną zasłoną. Karm się energią ludzi przyjaznych i wspierających.

9. Patrz na niepowodzenia z góry

Felietonista Ann Landers kiedyś napisał: „Spodziewaj się kłopotów jako nieuniknionej części życia, a kiedy przychodzą, trzymaj głowę wysoko. Spójrz im prosto w oczy i powiedz: "Jestem większy od was. Nie możecie mnie pokonać.” 10. Nie generalizuj porażki

„Pęknięcia” w twoich związkach czy karierze nie oznaczają, że całe twoje życie jest „rozbite”. 11. Prowadź dziennik

Najnowsze badania dr Jamesa Pennebakera, psychologa z Uniwersytetu w Teksasie, dowodzą że pisanie o bolesnych uczuciach łagodzi stres i przyśpiesza gojenie emocjonalnych ran.

12. Zmień perspektywę

Gdy jesteś we władzy negatywnych emocji, to tak jakbyś oglądał piękny obraz z bardzo bliska. Widzisz tylko rozmazane plamy. Ale z pewnej odległości obraz opowiada historię. Zupełnie inną historię.

13. Naucz się podnosić

Japońskie przysłowie mówi: „Spaść siedem razy, wstać osiem”.

14. Przyjmij nauki

Nikt nie jest doskonały. Ludzkie doświadczanie życia polega na zamienianiu rozczarowań i błędów w mądrość.

15. Skręć, czyli podejmij decyzję

„Kiedy dojdziesz do rozwidlenia na drodze, skręć".  Dopóki nie zdecydujesz się na zmianę, idziesz donikąd.

16. Zacznij od początku

Każde rozczarowanie jest okazją, aby zacząć od nowa. Popatrz na życie jak na białą kartkę papieru. Otrzymasz tyle pustych kartek, ile zechcesz.

17. Bądź łagodny

Mów do siebie z miłością i dobrocią. Jak do najlepszego przyjaciela.

18. Błogosław każdą niezaplanowaną zmianę trasy

Zostałeś wyrzucona z pracy? Nareszcie znajdziesz lepszą! Ciesz się na to, co czeka za ostrym zakrętem.

19. Tańcz w deszczu

Nie czekaj aż skończy się burza. Tańcz w deszczu. Bądź szczęśliwy już teraz.

20. Wierz w cuda

One zdarzają się zazwyczaj wtedy, kiedy się ich nie spodziewasz.

21. Zawsze miej nadzieję

Trzymaj się jej, nadzieja nie zawodzi.

 

  1. Psychologia

Mistrzostwo rodzi się w głowie - rozmowa z Darią Abramowicz, psycholożką pracującą z Igą Świątek

Igą Świątek jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. BEW)
Igą Świątek jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. BEW)
Jak to możliwe, że młoda tenisistka, jaką jest Iga Świątek, wykazała się tak niesamowitą siłą psychiczną? – Bez trudnych turniejów Igi w Stanach, w Rzymie nie byłoby jej świetnej dyspozycji w Paryżu. Porażka może być źródłem siły. Pod warunkiem że wyciągniemy z niej wnioski. 

Jesteśmy niestabilne, rozchwiane, rozhisteryzowane, a to świadczy o naszej słabości. Jest w takich sądach ziarnko prawdy?
Bywamy emocjonalne, to prawda. Ale czy to nas osłabia? Z moich doświadczeń zawodowych wynika, że zawodniczki są w stanie dochodzić do mistrzostwa w swoich dziedzinach, podobnie jak mężczyźni. I tak jak mężczyźni podczas rywalizacji przejawiają różne cechy, w tym cechy uznawane za stereotypowo męskie. Czasem na przykład wyrażają, używając silnej ekspresji, swoją złość, co przypisuje się mężczyznom. A z kolei mężczyźni niejednokrotnie reagują bardzo emocjonalnie, co przypisywane jest kobietom.

Według innej obiegowej opinii jesteśmy od mężczyzn odporniejsze na ból, stres. Sport to potwierdza?
Widywałam kobiety potrafiące przezwyciężać ból i bardzo silny dyskomfort, nawet podejmować ryzyko związane z zagrożeniem zdrowia, żeby realizować swój cel. I widywałam mężczyzn o – jak to nazywam – niekonstruktywnej relacji z bólem. Ale bywa też odwrotnie. Z moich obserwacji wynika, że kiedy zawodnicy stają przed bardzo długą i żmudną pracą, która wiąże się z pokonywaniem przeszkód, wieloma trudnymi sytuacjami wymagającymi odporności psychicznej, to kobiety często są tu sprawniejsze. Aczkolwiek nie twierdzę, że mężczyźni tego nie potrafią.

Przykład Igi Świątek pokazuje, jak ważna w sporcie jest siła psychiczna. Jako młoda zawodniczka rzucała rakietkami, teraz potrafi trzymać nerwy na wodzy w meczach o najwyższą stawkę. Jak buduje się taką siłę?
Mistrzostwo rodzi się w głowie. I to nie tylko to sportowe. Psychologiczne mechanizmy rządzące sportem są absolutnie takie same jak te w życiu. Siłę i odporność kobiet buduje się poprzez pracę nad samooceną, poczuciem własnej wartości, nad świadomością siebie w różnych obszarach: obrazu własnego ciała, inteligencji emocjonalnej, relacji. No i wreszcie w obszarze umiejętności poznawczych i treningu mentalnego, który daje poczucie sprawczości, skuteczności.

Co jednak musiało się stać, żeby Iga nagle uruchomiła w sobie taką siłę?
Zdecydowanie nie stało się to nagle. To proces związany – co warto podkreślić – z jej ogromną pracą, którą cały czas wykonuje z dużym oddaniem. Wyszła trochę laurka, ale absolutnie prawdziwa. W przypadku Igi nic nie stało się samo. Istotnym elementem jej pracy, przez wiele miesięcy, był trening mentalny, który wciąż trwa, a jego celem jest wykorzystywanie przez Igę swoich zasobów w danym momencie, czy to podczas treningu, czy meczu.

Na czym konkretnie ten trening polega?
Nie ma jednej prostej recepty. Ogólnie mówiąc, polega na stopniowym budowaniu samoświadomości, samooceny, byciu blisko siebie. Bo to wszystko sprawia, że kiedy przychodzi do meczu, czasem bardzo wymagającego, na wysokim poziomie napięcia, można uwierzyć w to, że da się przejąć nad nim kontrolę, czyli zrobić swoje. To jest siła.

Łatwo wyobrazić sobie, że siła może przerodzić się w agresję, a poczucie własnej wartości – w egocentryzm. Nie o taką siłę przecież chodzi.
Rzeczywiście siła bywa czasem utożsamiana z arogancją, agresją, egoizmem. Tę autentyczną buduje się poprzez zaufanie, bliskość, przekazywanie pozytywnych wzorców, co nie jest takie proste, bo żyjemy w czasach kryzysu autorytetów. Młodzi sportowcy też mają coraz mniej idoli, na których patrzą z uznaniem. A pozytywne wzorce są niezwykle ważne.

Co mogą robić rodzice, żeby wychować córki na silne kobiety?
Najważniejsza, choć może brzmi to banalnie, jest bliskość, uważne słuchanie i wola usłyszenia. Dzięki rozmowie mamy szansę poznać córkę, przekazać jej to, co myślimy, no i przede wszystkim zacieśniać z nią relację. Rozmowa sprawdza się także w sporcie. Ja na przykład rozmawiam z zawodniczkami o tym, jak postrzegają swoje ciało, gdzie upatrują źródeł swojej siły, jak ją sobie wyobrażają. I tworzymy razem wizję tego, jak chciałyby funkcjonować, a później dzień za dniem drobnymi krokami staramy się to realizować. Dla wielu kobiet takim filarem siły jest praca, bo daje im poczucie sprawczości, skuteczności, kontroli. Dobrze, żeby rodzice wzmacniali talenty córek. I żeby pracowali nad komunikacją i ich asertywnością, które są absolutnym kluczem do wyrażania własnych potrzeb i emocji w sposób, który nie narusza wolności innych. Tego też uczę intensywnie zawodniczki.

Są do tego jakieś narzędzia?
Czasem takie właśnie pytanie słyszę od zawodniczek: „Co zastosować, żeby od razu zadziałało?”. No, tak się nie da. Zmiana postaw, przekonań, nawyków to wynik procesu, czasem długotrwałego.

Czy takim rodzajem narzędzia może być myślenie pozytywne? Mecz źle idzie, a ja sobie wyobrażam wygraną.
Pamiętam słowa Ewy Woydyłło na jednym z wykładów o traumie: „Każdy z nas na koniec dnia ma wybór, czy chce się trzymać kurczowo przeszłości, czy jednak pomyśleć o pozytywnej wizji przyszłości i iść do przodu”. Co do zasady myślenie pozytywne ma wielką moc. Niemniej zachęcam zawodniczki, żeby pracować z konstruktywnym nastawieniem. Czyli myśleć o tym, ile pracy potrzeba, aby coś osiągnąć. I że nie będzie to zawsze przyjemne. Że czasem będzie mnie wszystko bolało, być może będę płakać z bólu czy z bezsilności, ale wiem, że to zaprocentuje, kiedy będę tego najbardziej potrzebować. Myślenie jednoznacznie pozytywne może przekłamywać rzeczywistość, która nas czeka. Zachęcam, żeby koncentrować wysiłki na pracy, na możliwościach.

Ważne chyba, nie tylko w sporcie, żeby traktować porażki jako lekcje.
Zdecydowanie tak, porażka może być źródłem siły. Pod warunkiem jednak, że wyciągniemy z niej wnioski. Bez bardzo trudnych turniejów Igi w Stanach, w Rzymie nie byłoby jej świetnej dyspozycji w Paryżu. Mogę też powiedzieć, że nie byłabym zawodowo w tym miejscu, gdzie jestem, gdyby nie wiele trudnych doświadczeń.

Ale niepowodzenia czasem mogą nas złamać.
Tak, mogą działać destrukcyjnie, szczególnie wtedy, gdy nie wypracujemy sobie zgody na ich pojawienie się w naszym życiu. Dlatego tak ważna jest akceptacja niepowodzeń.

Jak to osiągnąć?
Chciałabym podkreślić, że nie musimy tego robić sami. Ogromne znaczenie w radzeniu sobie z niepowodzeniami, ale też w budowaniu siły, ma sieć wsparcia społecznego, bliskich, a w sporcie – trenerów, psychologów, lekarzy. Dla sportowców symbolem niepowodzenia jest kontuzja. Jedni potrzebują wtedy silnego wsparcia terapeutycznego, innym wystarczy wsparcie bliskich. Podobnie jest w społeczeństwie. Nie po każdym traumatycznym zdarzeniu i nie każda osoba będzie potrzebowała pomocy terapeutycznej czy psychiatrycznej. Niemniej jeżeli jej potrzebujemy, to nie oznacza, że jesteśmy słabi.

Kobiety przez wieki były uczone, żeby służyć innym, więc budowanie swojej siły muszą zacząć od myślenia, żeby służyć sobie, od polubienia siebie.
Życie w zgodzie ze sobą jest czymś ekstremalnie istotnym dla każdego człowieka. Wszystko zaczyna się w nas i od nas. Trudno mówić o sile, odporności psychicznej, jeżeli nie kochamy siebie. W tenisie bardzo ważne jest skupianie się na sobie, żeby właściwie ustawić ciało, przygotować się do uderzenia. W życiu podobnie. Otworzyć się na siebie bardzo pomaga trening uważności. W pracy ze sportowcami często odwołuję się do metaforycznej skrzynki na narzędzia. Wkładamy do niej wspólnie różne narzędzia treningu mentalnego: młotek, wkrętarkę, klucz francuski, śrubokręt płaski czy krzyżak. Ta skrzynka może być dobrze wyposażona, ale jeżeli nie wiemy, do czego używa się młotka, a do czego klucza francuskiego, to te narzędzia nie do końca są użyteczne. Dlatego trzeba nie tylko mieć świadomość własnych potrzeb, swoich reakcji, postaw, nawyków, lecz także umieć je modelować.

Wydaje się, że Iga nie boi się rywalek. Jak pani pomogła jej to osiągnąć? Pytam, bo wiele z nas wycofuje się z lęku przed trudnościami.
Staramy się skupiać na mocnych stronach, tym zresztą charakteryzuje się praca w sporcie, aby być świadomym swojego potencjału i z niego w pełni korzystać. Rozmawiamy o Igi zasobach, o tym, w czym jest dobra, bo to pomaga redukować potencjalny lęk. A kiedy on się mimo wszystko pojawia, dużo łatwiej zakotwiczyć się w tym, co mocne, dobre, pozytywne.

Mówi się o sile spokoju. Zachowanie zimnej krwi w stresujących sytuacjach to sprawdzian siły?
Myślę, że tak. I znów – ten spokój łatwiej osiągnąć, gdy koncentrujemy się na sobie, na tym, na co mamy wpływ, czyli na pracy, bo na wynik nie zawsze mamy wpływ, a na pracę już tak. Budowanie siły spokoju polega też na regulacji emocji, uczeniu się ich rozpoznawania, nazywania, interpretacji, ekspresji, żeby – co jest niesamowicie ważne – być w stanie je potem regulować. Celowo nie używam słowa „kontrolować”, bo kontrola kojarzy się z powstrzymywaniem się, tymczasem każdy z nas odczuwa emocje i powinien je wyrażać. Trzeba jednak robić to asertywnie, ale w sposób, który nie rani i nie narusza wolności innych. Uczymy sportowców, że adekwatne do sytuacji wyrażanie emocji może pomagać wykorzystywać swój potencjał. Myślę, że dobrze byłoby uczyć tego już małe dzieci, bo to długi proces. Jeśli natomiast z jakichś powodów nie przebiegał on konstruktywnie i takich zasobów brakuje dorosłym kobietom, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby o to zadbały. Bo regulacja emocji stanowi jeden z filarów wewnętrznego spokoju.

Iga otwarcie mówi, jak wiele zawdzięcza pani, podkreśla wpływ wsparcia psychologicznego na jej sukces. Obie zrobiłyście ogromnie dużo dla rozpropagowania znaczenia psychologii w naszym życiu.
Staram się, aby sportowcy, z którymi pracuję, rozumieli, po co coś robią, co to daje. No bo ostatecznie to, jak pracują i jak żyją, to system naczyń połączonych. Bardzo jestem wdzięczna Idze za to, że w swoich wypowiedziach podkreśla wartość pracy mentalnej dla budowania swojej siły. To świadczy o tym, że osiągnęłam jeden z celów mojej pracy. I nadal staram się robić swoje. 

Daria Abramowicz, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. Katarzyna Milewska) Daria Abramowicz, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. Katarzyna Milewska)