1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ojciec - wielki nieobecny. Jak odbudować relację? Radzi terapeuta Jacek Masłowski

Ojciec - wielki nieobecny. Jak odbudować relację? Radzi terapeuta Jacek Masłowski

Wybaczenie po latach jest możliwe, ale wymaga od obu stron dojrzałości. (Fot. iStock)
Wybaczenie po latach jest możliwe, ale wymaga od obu stron dojrzałości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Dzisiejsi 30-, 40-latkowie to w większości synowie, którym zabrakło uwagi, obecności i dobrego wzorca od ojca. Jak wypełnić ten deficyt? Jak zbudować po latach na nowo (albo po raz pierwszy) męsko-męską relację? Terapeuta Jacek Masłowski podaje przykłady z terapii i swojego życia.

Jakie problemy z ojcami mają mężczyźni w dorosłym życiu?
Oni często nie mają już problemów z ojcami, bo nie mają z nimi relacji. Można powiedzieć, że mają raczej nierozwiązany konflikt z ojcem uwewnętrznionym. Wygląda to tak, że relacja z takim ojcem jest trzonem, wokół którego mężczyzna buduje scenariusz swojego życia, najczęściej w nieświadomy sposób. Na świadomym poziomie deklaruje, że ojciec nie jest mu do niczego potrzebny. Od lat go nie widział i wreszcie ma spokój. Tyle że tak naprawdę jest inaczej. Skoro nie dostał tego, co chciał, stwierdził, że to nie jest już dla niego ważne. Przynajmniej w sferze świadomego rozstrzygania pewnych kwestii.

Mówisz, że większość mężczyzn, którzy przychodzą do ciebie na terapię, pochodzi z rodzin, w których ojciec był nieobecny.
Tak, to zdecydowanie najpowszechniejszy schemat: ojciec nieobecny emocjonalnie lub fizycznie w życiu syna. Chociaż zdarza się też nadmiernie obecny ojciec przemocowy. Kiedy rozmawialiśmy ostatnio o nadopiekuńczej matce, mówiłem, że ten problem występuje właśnie wtedy, gdy ojciec jest nieobecny. W moim gabinecie często słyszę: „Ojciec dla świętego spokoju wycofał się z mojego życia”.

Co to znaczy, że ojciec był nieobecny w życiu syna?
To znaczy, że nie zajmował przestrzeni w jego życiu. Nie stał przy swojej kobiecie, nie był jej partnerem, nie wchodził z nią w relację seksualną. Nie podejmował decyzji, nie kanalizował emocji. A w związku z tym nie pokazywał synowi, jak funkcjonuje dorosły mężczyzna. Nawet jeżeli codziennie był w domu, siedział na kanapie i bawił się w bierki z chłopcem, to gdy matka mówiła: „Źle ubrałeś Maciusia, nigdzie nie wyjdziecie”, odpowiadał: „Dobrze, kochanie”. Gdy syn miał problem, mówił: „Idź zapytaj matki”. Tak zachowuje się właśnie nieobecny ojciec.

Drugi rodzaj to wycofanie swoich emocji z relacji. Taki ojciec nie ma żadnego kontaktu z emocjami, bez względu na to, czy chodzi o relacje z córką, synem czy żoną.

Trzeci rodzaj, ten najgorszy, który powoduje całkowity deficyt męskości w rodzinie, to fizyczna nieobecność ojca. Związki na odległość są dla dorosłych, nie dla dzieci. Nie da się być formatywnym rodzicem, jeśli nie ma cię w domu. Dzieci tak naprawdę nie słuchają tego, co się do nich mówi, tylko nas naśladują. A jeśli cię nie ma, to nie mogą cię naśladować.

Terapeuta rodzinny Jesper Juul, w książce „Być mężem i ojcem” pisze, że tylko połowa mężczyzn tworzy więź ze swoimi synami...
To skandynawskie i dość optymistyczne dane. W odniesieniu do naszego kraju powiedziałbym raczej o 10 proc. ojców, którzy potrafili nawiązać więź z dzieckiem. Jednak musimy zaznaczyć, że mówimy o relacji dorosłych mężczyzn z ojcami, którzy dzisiaj są już dziadkami. Oczywiście moje doświadczenie zbudowane jest na grupie specyficznych mężczyzn, którzy przyszli na terapię. Bo wszystko zaczyna się zmieniać, gdy mężczyzna zauważa, że w jego dorosłym życiu powtarzają się te same problemy. W relacji z kobietami bądź ze światem. Na szczęście dzisiaj faceci coraz częściej sięgają po pomoc, chodzą na męskie warsztaty czy terapię. Najczęściej dopiero tam ich problem z ojcem zostaje dostrzeżony i nazwany. Wtedy może zacząć się proces uzdrawiania tej relacji.

Czyli mężczyzna zaczyna interesować się relacją z ojcem dopiero wtedy, gdy w jego życiu zaczyna się coś psuć?
Istnieje całe barwne spektrum problemów, które są konsekwencją kiepskiej relacji z ojcem. Na przykład taki mężczyzna może wchodzić w relację z kobietą, w wyniku której jest ubezwłasnowolniony, nie potrafi się postawić. Albo nie jest w stanie osiągnąć stabilizacji materialnej. Świadomie nie chce być taki jak on. W efekcie buduje pogardliwy obraz ojca, a także męskości.

Mówi wtedy, że ojciec nigdy nie był dla niego wzorem.
Ojciec był dla niego wzorem, tyle że stał się negatywnym punktem odniesienia. Bardzo wielu mężczyzn nosi w sobie olbrzymi, wyparty lęk przed kobietami, więc wchodzą w relacje, w których stają się opresyjni. Nie chcą też być tacy ulegli jak ojciec. Nie trafiają na terapię, bo mają problemy z ojcem – przychodzą, bo rozwiodła się z nimi żona, a kolejne partnerki mówiły: „Jesteś agresywny i przemocowy”.

Jakie błędy popełniali ojcowie, którzy dzisiaj już dziadkami?
W tamtych czasach ojcowie kompletnie nie mieli świadomości swojej roli. Dopiero dzisiaj możemy powiedzieć, że popełniali jakieś błędy. W jaki sposób wychowywali swoich synów? Otóż stosowali wszelkiego rodzaju deprecjonowanie – drwili, żartowali, wyśmiewali, poniżali: „Jesteś dupa wołowa”, „Co z ciebie wyrośnie, z niczym sobie nie poradzisz”. To formy przemocy psychicznej – dziś już umiemy to nazwać. Wtedy panowało jednak przekonanie, że to dobra forma wychowania. Dzięki temu chłopiec miał stać się silnym mężczyzną, a nie pierdołą. To zachowanie ojców mocno wpłynęło na obniżenie samooceny synów w ich dorosłym życiu. I teraz dochodzimy do najważniejszej rzeczy: poczucie wartości u syna bierze się z relacji z ojcem, a nie z matką.

To może być obciążające dla obu stron tej relacji. Syn oczekuje od ojca wzoru męskości. Ojciec od syna więcej wymaga.
To o wiele trudniejsza relacja niż ojciec – córka. Dlatego ojcowie, którzy nie potrafią podołać sytuacji, często się wycofują. Dostrzegają, że syn nie zachowuje się tak, jak by chcieli, więc porzucają tę relację. Jednak ojciec jest dla chłopca jak foremka. Kiedy pieczesz babkę, musisz włożyć ciasto do foremki, żeby nadać jej jakiś kształt.

Ostatnio mówiłeś, że syn musi wygrać z ojcem.
Kiedyś jeden z mężczyzn na warsztatach opowiedział o swojej relacji z obecnym i karmiącym ojcem. Realizował się w życiu zawodowym, był dyrektorem dużej firmy. W pewnym momencie wciągnął syna w ten świat. Mężczyzna opowiadał, jak przyszedł z ojcem do ważnego klienta. Zaproponowano mu kawę, a on na to: „Dziękuję, ale najpierw zapytajcie, czego chciałby się napić mój syn”. „Do tej pory, gdy sobie o tym przypomnę, to rosną mi skrzydła” – wyznał. To jest właśnie wygrywanie męskości. Jestem przekonany, że kluczem do męskości kulturowej jest przyjęcie chłopaka przez innych mężczyzn. A pierwszym, który powinien użyć tego klucza, jest ojciec. W pewnym momencie ma powiedzieć: „Synu, teraz jest twój czas, powoli mogę się wycofać”. Nie chodzi o to, że masz udowodnić ojcu, że do niczego już się nie nadaje. Po prostu prześcigasz go w różnych rzeczach, bo jesteś młodym mężczyzną, bardziej sprawnym fizycznie, bardziej atrakcyjnym. Z ojcem wygrywa się w momencie, gdy wchodzi się w dorosłość. Tymczasem wielu ojców nieustannie rywalizuje ze swoimi synami. Nie pozwala im poczuć się w pełni sprawczymi. Udowadnia im, że nie dali sobie rady, że coś jest z nimi nie tak.

Pracuję z facetami, którzy mają dzisiaj po 40  lat, a ich ojcowie – 70. To bardzo często mężczyźni, którzy nieustannie walczą w życiu o uznanie. O to, żeby czuć się ważnymi. Nie zdają sobie sprawy z tego, że nadal przeżywają życie z pozycji chłopca, który nie dostał uznania od swojego ojca. Nie otrzymał poczucia wartości.

Kiedy rozmawialiśmy o nadopiekuńczości matek wobec synów, powiedziałeś, że stoi za tym ich niewyrażona złość na mężczyzn. Jakie emocje stoją za relacją nieobecny ojciec i syn?
Problem w tym, że na powierzchni nie widać żadnych emocji. Tymczasem w takim mężczyźnie głęboko siedzą potężna złość, smutek, żal, a nawet nienawiść. Jego życie oparte jest na wzorcu: „Ja ci, tato, coś udowodnię”. A gdy poradzi sobie z negatywnymi emocjami, odzywa się olbrzymia tęsknota i miłość do ojca. Statystyki pokazują, że w Polsce mężczyźni często umierają na choroby serca.

A serce to szczególne miejsce, kojarzone właśnie z uczuciem miłości. Jak dogadać się z ojcem, który był nieobecny w naszym życiu?
Cała zabawa polega na tym, że wcale nie trzeba się z nim dogadywać. Chodzi o to, żeby dorosnąć, czyli dogadać się z ojcem uwewnętrznionym, tym, którego obraz nosimy w sobie. A nie z tym ojcem, który mieszka trzy ulice dalej. Co więcej, dogadanie się z ojcem w sobie jest kompletnie niezależne od zachowania prawdziwego ojca.

Budowanie na nowo relacji z ojcem dobrze zacząć od zmiany własnej perspektywy, odkrywania go jako człowieka, a nie jego roli. (Fot. iStock) Budowanie na nowo relacji z ojcem dobrze zacząć od zmiany własnej perspektywy, odkrywania go jako człowieka, a nie jego roli. (Fot. iStock)

To nawet ułatwia sprawę w sytuacji, gdy ojciec nie chce z nim rozmawiać albo już nie żyje.
Nieważne, czy ojciec jeszcze żyje, a nawet czy w ogóle go poznaliśmy. Oczywiście można też pogadać z ojcem jak dorosły z dorosłym. Ale nie jest to konieczne! Przede wszystkim trzeba swojemu ojcu wybaczyć. Wywalić emocje, które nosi się w sercu, te z pozycji małego chłopca, zapisać je, wypowiedzieć, w jakiś sposób wyrazić. I zaakceptować fakt, że ta relacja była taka, a nie inna.

Mówisz: wybaczyć ale co to oznacza? Czy proces wybaczenia ojcu udaje się tylko w terapii?
Jeśli ktoś poradzi sobie z tym na własną rękę, to serdecznie mu gratuluję. Bo to nie dzieje się w dwa dni. Na męskich warsztatach często staramy się zainicjować proces wybaczania ojcu. Nieważne, co kiedyś ktoś nam zrobił, ale to, co my teraz zrobimy. To podstawa wybaczenia. Nie chodzi o zapomnienie, wyparcie czy zaprzeczenie. Tylko zaakceptowanie tego, że tak po prostu było.

Nie wszystko udaje się wybaczyć.
Tyle że trzeba. Oczywiście nie musisz tego robić. Ale jeśli nie wybaczysz, to ta relacja cały czas będzie pracowała w tobie, na twoją niekorzyść. Uwierz mi, bardzo opłaca się wybaczyć ojcu. To, że ci się udało, można poznać po tym, że gdy wracasz do wspomnień z dzieciństwa, to już nie zalewają cię emocje złości, smutku czy niechęci. Silne uczucia siedzą w nas tak długo, jak długo nie ma w nas wybaczenia. Dlatego zachęcam: mężczyzno, przyjmij swojego ojca takim, jakim był. Zaakceptuj swoje dzieciństwo, właśnie takie, jakie miałeś. Jakiekolwiek było.

A jeśli syn zdecyduje się porozmawiać z ojcem twarzą w twarz?
Musi podejść do tego jak dorosły. Uwzględnić to, że ojciec może nie chcieć czy nie potrafić z nim porozmawiać tak, jak chciałby syn. Jeżeli wiesz, że ojciec nigdy nie powie ci dobrego słowa, to możesz to przyjąć albo go za to opierdolić – jak dorosły dorosłego. Albo już więcej się z nim nie spotkać. Wybór należy do ciebie.

Jednak jeśli syn chciałby na nowo zacząć ułożyć sobie relacje z ojcem, powinien wysłać mu zaproszenie. Nie osądzać na wstępie: „Tato, zjebałeś mi życie i teraz przez ciebie cierpię”. Ojciec nie da sobie z tym rady. Powie: „Co ty gadasz, starałem się, jak mogłem”, a potem zamknie się w sobie. Chodzi o zaproszenie w stylu: „Tato, chcę cię poznać, chcę wiedzieć, jakim jesteś człowiekiem i jaki byłeś, zanim się urodziłem”. Bo kiedy pytam mężczyzn o to, kim był ich ojciec, zanim stał się ojcem, to 99 proc. nic na ten temat nie wie. Zapominają, że ich ojciec również miał swojego ojca, dzieciństwo, marzenia, plany, sukcesy, porażki czy inne kobiety przed matką. Kiedy syn odkrywa, że jego ojciec jest mężczyzną, nie tylko ojcem, przestaje patrzeć na niego z poziomu chłopca, a zaczyna go widzieć oczami dorosłego.

Tylko od czego zacząć taką rozmowę?
Od siebie. Od zmiany własnej perspektywy, odkrywania ojca jako człowieka, a nie jego roli. Warto też pozbyć się oczekiwania, że ojciec się zmieni. Bo jak ma zrobić coś, czego nie potrafił zrobić wcześniej, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi? Oczywiście bieżące sytuacje i reakcje ojca mogą nas emocjonować, ale to będą adekwatne emocje dorosłego mężczyzny. A nie zranionego chłopca.

Czy można w ogóle nadrobić ten stracony czas? Stworzyć z ojcem dobrą relację w dorosłym życiu?
Mnie się udało. Mojego ojca, który mieszka w Australii, nie widziałem przez 22 lata. Teraz mamy bardzo dobrą relację. Szanujemy siebie nawzajem, interesujemy się sobą. To relacja dwóch dorosłych mężczyzn. Jednak ja wiem, że to jest mój ojciec, a on wie, że jestem jego synem.

Kiedy poznałeś, że twoja relacja z ojcem jest dobra?
Wtedy, kiedy zacząłem myśleć o mojej przeszłości i przestałem czuć silne emocje. Bo już je wyraziłem. Ich już we mnie nie ma. Pamiętam doświadczenie, które pokazało mi tę przemianę. Ojciec wyjechał, gdy miałem 11 lat. To była trudna relacja, a jednocześnie byłem do niego bardzo przywiązany. Kiedy spotkałem się z nim po latach, nie byłem jeszcze w terapii. Zobaczyłem, jak ojciec obdarza czułością inną osobę. Poczułem wtedy żal, bo jako chłopiec tego nie dostałem, a okazuje się, że on miał z czego dać. Parę lat później na podobną sytuację zareagowałem już inaczej. I to był sygnał, że mam to w sobie już zamknięte. Nie patrzyłem już na to z poziomu głodnego chłopca. Tylko sytego mężczyzny, który ma własne zasoby. Radzi sobie ze sobą i światem. Byłem w stanie zobaczyć w ojcu mężczyznę, który ciekawi, a czasem też złości.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Gdy wraca dawna miłość... Dlaczego tęsknimy za przeszłością?

Powracający sen o dawnej miłości może być tak samo ważny jak wspomnienie. I jedno, i drugie jest sygnałem na coś ważnego, co dzieje się wewnątrz mnie. (fot. iStock)
Powracający sen o dawnej miłości może być tak samo ważny jak wspomnienie. I jedno, i drugie jest sygnałem na coś ważnego, co dzieje się wewnątrz mnie. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Dawne miłości wracają, by służyć rozwojowi psychicznemu. - Z tamtą relacją mogą być związane jakieś niedokończone procesy. Coś się nie stało w tamtym związku. Coś, co potrzebuje dopełnienia. - tłumaczy Tomasz Teodorczyk, psychoterapeuta.

Dawne miłości wracają, by służyć rozwojowi psychicznemu. Może to być sen o dawnej miłości lub tylko wspomnienie. - Z tamtą relacją mogą być związane jakieś niedokończone procesy. Coś się nie stało w tamtym związku. Coś, co potrzebuje dopełnienia. - tłumaczy Tomasz Teodorczyk, psychoterapeuta.

Najpierw możemy mieć takie objawy jak sen o dawnej miłości, sny o byłym partnerze czy partnerce. Wspominamy, myślimy, w końcu zaczynamy szukać.
Tak. Wchodzimy na "naszą klasę", wyciągamy stare dzienniki, oglądamy zdjęcia. To się może przydarzyć w każdej chwili.

Z czego to wynika? Zjawisko to rzadko jest związane z realną osobą. Najczęściej oznacza tylko tyle, że coś ważnego wewnątrz nas się uaktywnia. Chodzi o nasze wewnętrzne procesy.

Skoro tęsknimy za przeszłością, to w obecnym życiu czegoś nam brakuje, tak?
Oczywiście. Myśli o dawnej miłości pojawiają się, kiedy satysfakcja z naszego życia jest niepełna. Jeżeli żyję całością siebie i wszystko, co robię, jest zgodne z moją ścieżką serca, to nawet jeśli przypomni mi się dawna miłość, będzie to miało inny charakter. Będzie miłym lub niemiłym wspomnieniem i tyle.

A jak jest to już coś więcej niż tylko wspomnienie?
To sygnał, że dzieje się w nas coś takiego, że powinniśmy zwrócić na to uwagę.

Z czym może to być związane?
Często mamy tu do czynienia ze zjawiskiem idealizacji. Wydaje nam się, że właśnie z nim czy z nią było najlepiej na świecie, tymczasem najczęściej chodzi o pewny próg w życiu. O przekonanie, że nasze aktualnie życie już nigdy nie będzie wspaniałe. Wydaje nam się, że już nic sensownego nie jesteśmy w stanie zrobić, więc idealizujemy przeszłość. Chcemy żyć tamtym w chwili obecnej. Tylko, że wydaje nam się, że to jest niemożliwe.

Za wizją romantyczną może się kryć realna pułapka.
Możemy niepotrzebnie wejść w niedobry układ, w którym jesteśmy rządzeni jakimś naiwnym sentymentalizmem, uwiązujemy się do „tamtej” osoby. A wszystko przez to, że mamy nierozwiązany jakiś kryzys albo, że potrzebujemy wprowadzić istotne zmiany w swoim życiu.

Z jakich jeszcze powodów wracamy do dawnej miłości?
Z tamtą relacją mogą być związane jakieś niedokończone procesy. Coś się nie stało w tamtym związku. Coś, co potrzebuje dopełnienia. Na przykład w tamtym związku nie stawałem za sobą, byłem niewrażliwy na swoje potrzeby, nie wykazywałem wystarczającej asertywności, ktoś mnie zdominował. I myśl o dawnej miłości wraca do mnie w formie złości. Z kolei przy powrotach z mocnymi pozytywnymi emocjami mówi się czasem o związkach karmicznych. Można to zjawisko, niezależnie od poglądów na ten temat, wyjaśnić psychologicznie. Jest to taki układ, w którym coś naprawdę istotnego dla mnie zaistniało. Albo tamta osoba coś mi otworzyła, coś pokazała po raz pierwszy - radość życia czy duchowe aspekty egzystencji. Kiedy w aktualnym życiu nie realizuję tego w wystarczającym stopniu, zwracam się w tamtym kierunku. Chociaż myśl wraca do tamtej osoby, najczęściej jest to tęsknota nie za nią, tylko za procesem, który ona wniosła w moje życie.

Często chcemy wracać do związków, bo tak naprawdę ich nie kończymy.
Tak, związki przerywają się z różnych powodów, natomiast my cały czas jesteśmy „uwiązani”. Może to mieć dwie przyczyny. Po pierwsze możemy mieć małą tolerancję na zmianę. Jest wiele osób, które mają sztywny, konserwatywny sposób życia. Dla nich, jeżeli związek się kończy i nawet jak z jakichś powodów muszą to zaakceptować, to i tak ta zmiana jest dla nich nie do przyjęcia. Jest to związane z trudnością w elastycznym przechodzeniu do kolejnych etapów życia. Jeśli moją tożsamość buduję na tym, że do końca życia będę z tym mężczyzną, to jeśli on zakocha się w innej, będzie mi trudno to przyjąć, bo oznacza to dla mnie zmianę, a ja przecież nie chcę zmian.

Jeśli związku nie skończymy naprawdę, wróci?
Tak, bo nigdy nie przestaje być. To miejsce jest we mnie cały czas zajęte. Uniemożliwia mi wejście w nowy związek, który może jest dużo lepszy.

Myślenie o dawnych miłościach często jest związane z niemożnością przyjęcia straty.
Strata to trudne słowo, trudna myśl. Człowiek kurczowo trzyma się wizji pewnej kobiety czy pewnego mężczyzny, bo nie jest w stanie oddać czegoś, co wydaje mu się, że kiedyś miał. Mówię „wydaje mu się”, bo co to znaczy „mieć kogoś”? Strata jest tu złudzeniem, bo nie możemy stracić kogoś, kogo nigdy nie posiadaliśmy. Nie możemy przyjąć też tego, że życie związane jest z traceniem jednych rzeczy a zyskiwaniem innych.

Nieprzeżyta żałoba po dawnym związku?
Ona wiąże nas w przeszłości, a nie prowadzi do przyszłości. Kiedy związek się kończy, warto poświęcić trochę czasu na jego zamknięcie, rozliczenia, zobaczenie tego kawałka drogi, który razem przeszliśmy, ustosunkowania się do całej historii. Zastanowienie się, czego to mnie nauczyło, na jakich progach mnie postawiło. Takie domykanie związku, zanim rozpocznie się następny, to niezwykle ważna sprawa.

A czy może być tak, że ludzie są razem, ale się rozstają, i za jakiś czas się spotykają i wtedy mogą być już ze sobą?
Takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. Tu należałoby się zatrzymać nad myślą, czym w istocie są związki. Zazwyczaj wchodzimy w nie z osobami reprezentującymi te aspekty psychiczne, które są nam potrzebne. Po to, żeby się tak nie stało, musiałbym wewnętrznie sam być pełnią. Wtedy nie musiałbym szukać tej drugiej połówki na zewnątrz siebie. Bycie pełnią to poziom oświeconego Buddy. Jeżeli mam szczęście, mogę to osiągnąć w wieku lat 70 i być może wtedy stworzę taki związek. Ale wcześniej, w wieku lat 30 czy 40, kiedy mam parę rzeczy do przerobienia, to raczej niespecjalnie. Wtedy dawne miłości będą służyły temu, żeby wywołać to wewnętrzne zakręcenie, wewnętrzne poruszenie różnych rzeczy, które są potrzebne do mojego rozwoju psychicznego. To może być dokuczliwe głównie z tego powodu, że nie rozumiemy co się z nami dzieje.

Jak sobie pomóc?
Odczytać, jaki jest przekaz tej całej historii. I jeżeli przypomina mi się partner, z którym miałam kolorowe życie i zaczynam myśleć, żeby go odnaleźć, to warto się zastanowić, w jaki sposób sprawić, żeby to kolorowe życie wieść teraz. Jak wprowadzić to do aktualnego związku. Dobrze jest potraktować to jako sygnał, że to, co myślę że jest tam, potrzebuję zrobić tu. Jeżeli da się, to super. Jeśli nie - czeka nas zmiana.

Tomasz Teodorczyk: współzałożyciel Akademii POP. Dyplomowany psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, posiada Licencję Psychoterapeutyczną i Trenerską Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces. Pracą z procesem zajmuje się od 1988 r.

  1. Psychologia

Tata i nastolatka - trudna, ważna relacja

Zespół naukowców z Uniwersytetu w Oxfordzie zaobserwował szczególnie silną zależność między zaangażowaniem ojca w wychowanie nastoletniej córki a brakiem u niej problemów psychicznych w dorosłym życiu. (Fot. iStock)
Zespół naukowców z Uniwersytetu w Oxfordzie zaobserwował szczególnie silną zależność między zaangażowaniem ojca w wychowanie nastoletniej córki a brakiem u niej problemów psychicznych w dorosłym życiu. (Fot. iStock)
Tym razem coś tylko dla ojców... Gdy córcia wchodzi w okres dojrzewania, ty stawiasz czoła problemom wieku średniego. Najprostsze byłoby wycofać się z jej życia. Tato! Właśnie tego nie wolno ci zrobić!

Bycie ojcem nastolatki to niewdzięczna i niestety wyjątkowo mało satysfakcjonująca rola. Przestajesz być wyrocznią, a stajesz się tarczą strzelniczą lub workiem treningowym służącym do odreagowania młodzieńczych frustracji. W dodatku sam masz problem z tym, czy traktować ją jeszcze jako małą dziewczynkę, czy już jako dorosłą kobietę. Okazywać czułość, a może trzymać się na dystans?

Wielu mężczyzn w tym czasie instynktownie oddaje wychowanie córki w ręce partnerki, usuwając się w cień. To błąd! Ojciec jest potrzebny dziewczynie na każdym etapie życie, a zwłaszcza w okresie, w którym kształtuje się jej stosunek do własnego ciała i wyrabia opinia na temat płci przeciwnej.

Jak to rozumieć?

Ojcowie, którzy do tej pory znakomicie radzili sobie w tej roli, stają się nieporadni i zagubieni w momencie, gdy w życie ich córek wkraczają chłopcy, kosmetyki, dyskoteki, a przede wszystkim bunt. Nie rozumieją, co znaczą te emocjonalne, czasem wrogie, ale przede wszystkim irytujące zachowania nastolatki. Też tak masz? Na szczęście większość z nich da się w prosty sposób wyjaśnić.

Jeśli córka...

...trzaska drzwiami – pokazuje ci, że dorasta i ma swoje zdanie. Jednocześnie też mówi, że się ciebie nie boi- i bardzo dobrze!;

...wrzeszczy, płacze, histeryzuje – to znak, że nie radzi sobie ze swoimi emocjami. Najczęściej nastolatka zachowuje się tak, gdy zabrnęła w ślepy zaułek i nie wie, jak z tej sytuacji wyjść z twarzą;

...ubiera się w wyzywający lub niechlujny sposób, mimo że kilka razy zwróciłeś jej uwagę, że taki strój jest niedopuszczalny – nie martw się, ona nie szuka zaczepki, tylko akceptacji w grupie rówieśniczej;

...zapomina o obowiązkach domowych – robi tak, bo wie, że ktoś w domu je za nią wykona;

...wyłącza się, jakby w ogóle cię nie słuchała – najprawdopodobniej zrzędzisz, mówisz za długo i nie na temat. Poza tym nastolatki interesują się głównie własnymi sprawami, problemy innych są dla nich mało istotne;

 
...mówi lub krzyczy, że nic nie rozumiesz, żebyś jej nie mówił, co ma robić – tak naprawdę ma do ciebie pretensje, że za mało uwagi poświęcasz jej na co dzień, że nie interesuje cię jej świat i jej życie;

...rzuca na odchodnym: „dziś już jestem umówiona”, gdy jej mówisz, że zaplanowałeś fantastyczne popołudnie w domu – bynajmniej nie chce ci zrobić na złość. Żyje w ciągłym rozdarciu między oczekiwaniami rodziny („zostań w domu i nie marnuj czasu”) a grupy rówieśniczej („wyjdź z domu i strać trochę czasu”). Presja grupy jest zazwyczaj silniejsza, a konsekwencje odrzucenia przez rówieśników są w tym wieku dotkliwsze niż brak akceptacji ze strony rodziców;

...snuje się po domu i nic nie robi – wykorzystuje czas na coś bardzo w tym wieku cennego: na dorastanie. Dziewczynki muszą mieć też czas na nicnierobienie!

...obgaduje cię przed swoimi znajomymi – a ty nie żalisz się na nią swojemu koledze? Dzieci, tak samo jak my o nich, rozmawiają o nas z innymi, a ponieważ są szczere, mówią zwykle prawdę. Nastolatka wyczuje każdy rozdźwięk między twoją deklaracją a zachowaniem, więc miej się na baczności.

...odburkuje ci coś w odpowiedzi na spokojnie zadane pytanie – najprawdopodobniej wyczuwa, że pytasz na odczepnego, albo masz coś w zanadrzu i jesteś na nią zły. Albo: poświęcasz jej za mało czasu i w ten sposób cię karze;

...wzrusza ramionami, gdy pokazujesz jej coś ciekawego, a po dwóch dniach przybiega do ciebie i chwali się, że dowiedziała się o tym… od koleżanki – w tym wieku dziewczyna nie chce się niczego uczyć od rodziców;

...zachowuje się niegrzecznie przy osobach, na których zdaniu najbardziej ci zależy – cóż, to wiek, gdy dziecko buntuje się przeciwko zasadom obowiązującym w domu i musi ten sprzeciw zamanifestować.

Bądź przy niej

Jeśli jesteś właśnie na etapie myślenia, że nigdy już nie uda ci się ułożyć sobie „normalnych” stosunków z córką, uspokój się – to minie. Co nie znaczy, że powinieneś „wziąć na przeczekanie”. Okres dojrzewania to niezwykle istotny okres w życiu twojej córki. Nie wolno go przegapić! Twoje zadanie to, bez względu na trudy, trwać przy córce. Co więcej, nawet jeśli wydaje ci się, że jawnie odrzuca twoje rady i wyklucza cię ze swojego świata, to tylko pozory. Tak naprawdę pokazuje ci, jak bardzo cię potrzebuje.

Pamiętaj:

  • Nawet jeśli córka zniechęca cię do jakichkolwiek kontaktów, nie daj się nabrać. Ona tylko wypróbowuje twoją miłość i jej granice.
  •  Bądź pewny w roli ojca. Traktuj ją jako przywilej, dzięki któremu masz dostęp do wspaniałego obszaru, jakim jest świat nastolatki.
  •  Nie zaniedbuj kontaktu fizycznego. Mimo całej swojej szorstkości, nastolatka bardzo go potrzebuje. Częściej niż słowa wystarczy zwykły całus w czoło na dobranoc.
  •  Jak najczęściej bądź wesoły, pogodny, żartuj – po prostu buduj dobrą atmosferę w domu.
  •  Poświęcaj jej swój czas. To, na co go wykorzystacie, ma podrzędne znaczenie. Może to być „tylko” wspólne oglądanie telewizji czy zjedzenie obiadu.
  •  Chwal się córką przed znajomymi, wychodźcie razem z domu. Niech widzi, że chętnie się z nią pokazujesz, nawet jeśli ma zły humor.
  •  Zachęcaj, by odwiedziła cię w pracy, przedstaw ją swoim współpracownikom, niech widzi swoje zdjęcia na twoim biurku, a obcy ludzie mówią, że tatuś wciąż się nią chwali.
  •  Nigdy jej nie krytykuj. Jeśli coś ci się nie podoba, powiedz raczej: „Hm, czyli tak to chcesz zrobić?”.
 

Dbaj o dobry kontakt

Nie układa się wam? Nie rozumiesz jej i nie potrafisz z nią rozmawiać, ale chcesz nad tym popracować? Kochasz córkę i chcesz, żeby wiedziała, że jest dla ciebie ważna. Jak to wyrazić?

Wpadłeś na pomysł, by wyjść wcześniej z pracy, pojechać do jej szkoły, wywołać ją z lekcji, dać ogromnego misia i powiedzieć, że jesteś bardzo zapracowany, ale chcesz, by wiedziała, że jest dla ciebie najważniejsza i zawsze może na ciebie liczyć?

Hm, oczywiście możesz tak zrobić, ale córka raczej nie uwierzy w twoje dobre chęci, narobisz jej tylko wstydu w szkole, czego długo ci nie wybaczy. Może nawet pomyśli, że nie zrobiłeś tego bezinteresownie. Znacznie bezpieczniej i ciekawiej jest spróbować po prostu ją lepiej poznać. Zapytaj na przykład, czego ostatnio słucha. Co to za zespół? Poproś, żeby nagrała ci kilka kawałków na płytę, którą zamierzasz słuchać w samochodzie w drodze do pracy. A potem powiedz, który fragment najbardziej ci się podobał. Nie tylko dowiesz się, jaki ma gust, ale też będziesz na bieżąco z tym, czego nastolatki teraz słuchają. Córka doceni twoje zainteresowanie, a temat do rozmowy sam się pojawi. No i nie będziesz mieć problemu z prezentem na jej urodziny.

Córce zrobi się też miło, kiedy np. zadzwonisz do niej z pracy i zapytasz, co można kupić dziewczynie w jej wieku, bo córka kolegi z pracy ma imieniny i on nie wie, jaki prezent jej się spodoba. Potem napisz SMS, że bardzo wam pomogła i oczywiście kup jej coś z wymienionych rzeczy, dodając komentarz: „Dzięki za konsultacje”.

Noś przy sobie jej zdjęcie: w portfelu, w widocznym miejscu. Jeśli masz tam jej fotkę z okresu, gdy była malutka, teraz czas dołożyć taką, na której jest nastolatką. Inaczej wysyłasz jej sygnał, że wolałeś, kiedy była dzieckiem. Najlepiej powiedz, by sama je dla ciebie wybrała. I jakiekolwiek ci da, zachwyć się jej wyborem.

I co najważniejsze, nie wykonuj takich gestów jedynie od święta. Gdy zobaczysz, że ogląda jakiś film, postaraj się obejrzeć go razem z nią. Potem zapytaj, co o nim sądzi. Jeśli ma własny pokój, zaglądaj do niej pod byle pretekstem (pamiętaj: zawsze najpierw zapukaj i zaczekaj na „proszę”!). Rozejrzyj się i powiedz, że fajną ma tu atmosferę.

Nigdy:

  •  nie krytykuj wprost jej wyglądu, nie wspominaj o wadach budowy czy niedoskonałościach jej ciała,
  •  nie śmiej się z tego, jak się ubiera i czego słucha,
  •  nie komentuj wyglądu i zachowania jej znajomych,
  •  nie mów: „twoimi jedynymi zadaniami są nauka i domowe obowiązki”,
  •  nie unikaj przebywania z córką sam na sam,
  •  nie powtarzaj, że chłopcom chodzi tylko o jedno,
  •  nie porównuj córki do siebie w jej wieku, rodzeństwa czy dzieci sąsiadów,
  •  nie mów, że dopóki mieszka pod twoim dachem, ma być ci posłuszna,
  •  nie mów źle o jej matce,
  •  nawet niechcący nie sugeruj, że dziewczynki są od chłopców słabsze, mniej inteligentne czy mniej zdolne.

Na całe życie

Badacze Josh McDowell i Norm Wakefield szczegółowo zajęli się wpływem ojca na osobowość i szeroko pojęte sukcesy życiowe dzieci. W książce ich autorstwa „Zadziwiający wpływ tatusia” czytamy: „Zdolność kobiety do nawiązywania więzi uczuciowej i, co za tym idzie, do udanego związku z mężczyzną, związana jest z jej stosunkiem do ojca”.

Z kolei zespół naukowców z Uniwersytetu w Oxfordzie, działający pod kierunkiem Eirini Flouri, zaobserwował szczególnie silną zależność między zaangażowaniem ojca w wychowanie nastoletniej córki a brakiem u niej problemów psychicznych w dorosłym życiu.

Może więc – mimo niewątpliwego wysiłku, a nieraz braku bieżącej satysfakcji – dobrze być wspaniałym tatą?

  1. Psychologia

Ojciec i syn. Synowie potrzebują przede wszystkim rozmowy

Dzielenie się sobą, tym, czego ojciec doświadczył, co 
przeżywał, ma dla syna kolosalne znaczenie. (Fot. iStock)
Dzielenie się sobą, tym, czego ojciec doświadczył, co przeżywał, ma dla syna kolosalne znaczenie. (Fot. iStock)
„Co ja mogę przekazać synowi? Życie jak życie. Nie ma o czym gadać!”. Właśnie o to chodzi, żeby ojcowie gadali o tym niczym! Na to właśnie synowie czekają – wyjaśnia Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

Zaprzyjaźniony 50-latek zwierzał mi się ostatnio, że gdy patrzy na swojego niemal 30-letniego syna, który właśnie zostanie ojcem, to mu się robi słabo. „On powtarza wszystkie moje błędy!”.
Dlaczego ten mężczyzna nie powie o tym synowi?

Boi się reakcji. Nie chce chłopaka pouczać, strofować, naprowadzać na właściwą drogę. Nie był dla niego idealnym ojcem, więc syn może powiedzieć: „Przegrałeś swoje ojcostwo, więc co mi będziesz gadał!”.
Niech właśnie o tym gada! Że przegrał, że się nie wyrabiał…

„Wiesz, na kilka dni przed twoim urodzeniem pojechałem z kolegami w góry, żeby się powspinać…”
Tak, niech powie: „Uciekałem. Bałem się. Byłem przerażony, jak to będzie, gdy się urodzisz… Żaden ze starszych mężczyzn ze mną o tym nie rozmawiał. Mama w ciąży chodziła sama na badania, bo ja miałem treningi. Po skomplikowanym porodzie też była sama. Do tej pory nie może mi tego wybaczyć”. Wiele par na terapii boryka się z taką przeszłością. Kobiety mają żal, że mężczyzna nie był obecny w okresie ciąży i po porodzie. Mówią, że czuły się porzucone. Ojciec więc może powiedzieć synowi, czego żałuje, jakie błędy popełnił.

„W moim pokoleniu, gdy kobiety rodziły dzieci, mężczyźni balowali z kolegami do rana, a współcześni chłopcy nie wychodzą z Internetu” – mówi ten ojciec.
To jest mniej więcej to samo. Dla młodego mężczyzny sytuacja, gdy rodzi się dziecko, jest tak trudna, nowa, nieznana, że przestaje być obecny, wyjeżdża, zapuszcza grę komputerową. Kiedyś mężczyźni się upijali. Teraz nie muszą tego robić; wystarczy, że wejdą do Internetu, i już ich nie ma.

Załóżmy, że ojciec zaryzykuje taką rozmowę.
Dobrze, gdyby to on zaczął. Syn raczej nie odważy się zapytać, nie poprosi o radę czy pomoc. Relacje między synami a ojcami bywają napięte, a poza tym mężczyzna radzi sobie sam, nawet jeśli sobie nie radzi. Więc trudno mu przyznać, że czuje się zagubiony, że dziecko to dla niego życiowy próg, wielkie wyzwanie.

Co się dzieje w wewnętrznym świecie obu mężczyzn, gdy dochodzi do takiej rozmowy?
Dzielenie się sobą, tym, czego ojciec doświadczył, co przeżywał, ma dla syna kolosalne znaczenie. Doceni z pewnością odwagę ojca, który mówi prawdziwie, z serca, nie boi się, że ucierpi jego wizerunek ojca i mężczyzny. „Ciężko było mi wejść w rolę ojca, wolałem, żeby matka się tobą zajmowała, brakowało mi cierpliwości”; „Gdy się urodziłeś, trudno było mi od razu się ucieszyć, kobiety przeżywają macierzyństwo inaczej”. Ojciec, który przyznaje, że kiepsko sobie radził, zawiódł, popełniał błędy, często wybuchał, był rozdrażniony, nieobecny, tym samym pokazuje swoją siłę, ponieważ przyznanie się do słabości jest oznaką siły. Oczywiście, niedobrze, gdyby ojciec na tym poprzestał. Wiele się nauczył, szczególnie na temat kobiet, niech o tym opowie.

Na przykład?
To się często w terapii zdarza. Mężczyzna mówi, że gdyby mógł cofnąć czas, postąpiłby inaczej. Że gdyby miał świadomość, jak bardzo kobiety potrzebują w tym czasie obecności, opieki i miłości, nigdzie by nie wyjeżdżał. Ten przekaz dla syna mógłby brzmieć tak: „Nawet jeśli dziecko będzie cię nudzić czy drażnić, pamiętaj, że od tego, czy będziesz obecny, zależy przyszłość waszej rodziny”. Lepiej to wiedzieć zawczasu niż później przez lata borykać się ze skutkami zaniedbań. Rana porzucenia ciężko się zabliźnia.

To ma być przede wszystkim rozmowa o kobiecie?
Tak, o więzi, jak ją budować, wzmacniać. To jest najważniejsze. Kobiety skarżą się, że są przemęczone, wyczerpane. W jaki sposób mężczyzna mógłby odciążyć partnerkę w opiece nad dzieckiem? Na przykład zorganizować pomoc, aby mogła odpocząć, wyspać się, pójść na spacer, spotkać się z przyjaciółkami.

A relacja z dzieckiem?
Jeśli mężczyzna będzie obecny, miłość do dziecka się pojawi. Ojciec może powiedzieć do syna: „Nie martw się zawczasu. Ojcostwo mamy w genach, to są naturalne reakcje i zachowania. Ręce same wyciągają się do dziecka”. Instynktownie wiemy, co robić, jak się troszczyć, jak wzmacniać więź, która przecież i tak istnieje.

Ojciec może mieć wątpliwości co do swoich kompetencji w temacie ojcostwa także z tego powodu, że młodzi ludzie mają teraz dostęp do mądrych książek, Internetu, do wszystkich możliwych specjalistów.
Tak, to częste obawy. Nie doceniamy przekazu międzypokoleniowego. Ten przekaz jest nieoceniony, ponieważ jest żywy. W bezpośrednim kontakcie płynie energia i to ona nas zmienia i rozwija. Książka mnie nie widzi, coś wyjaśnia, opisuje, jednak w sposób mocno uogólniony. Ojciec jest obok, patrzy, słucha, rozumie, zależy mu, nie jestem sam. Gdyby młody mężczyzna przyznał się przed sobą, że potrzebuje kontaktu, że ma prawo sięgać po wsparcie ojca, gdyby nie upierał się, że przecież musi poradzić sobie sam, to wiele by zmieniło. Taka otwartość zawsze skutkuje dobrymi rozwiązaniami i uzdrowieniem rodzinnych zaszłości.

Pod warunkiem że ojciec nie chce rozwiązywać problemów syna.
Tak, musi na to uważać; wystrzegać się pouczania, nacisków, słownej i emocjonalnej przemocy. Dojrzali i świadomi ojcowie to potrafią. Wiedzą również, że taka rozmowa jest ważna także dlatego, że traktuje o relacji między ojcem a synem. Przełamuje lody. Otwiera na inne rozmowy – na przykład o dzieciństwie ojca. Synowie mają wtedy szansę na nowo poznać swoich ojców. I zrozumieć siebie.

W jaki sposób?
Syn zaczyna rozumieć, co wydarzyło się w jego dzieciństwie. Jako dzieci nadajemy sens różnym zdarzeniom, na przykład nieobecności ojca. Zapisuje się przekonanie, że skoro ojca nie było, to znaczy, że ja nie jestem ważny. To jest głęboko nieświadomy proces. Kiedy dowiadujemy się, że ojca nie było, ponieważ czuł się zagubiony i przerażony, nie wiedział, co robić, nie miał świadomości, wiedzy ani wsparcia ze strony swojego ojca, wtedy czujemy smutek, ale i ulgę. „A więc jego zachowanie nie było wymierzone przeciwko mnie”. Ta ulga sprawia, że zaczynamy doceniać to, co dostaliśmy, przypominamy sobie, że brał na spacery, czytał do snu, uczył jeździć na rowerze.

Co się dzieje, gdy ojciec jest obojętny wobec syna, który ma zostać tatą?
Ojciec ucieka od tego tematu, tak jak uciekał, gdy był młody. To znaczy, że nie zintegrował tamtego doświadczenia. Syn czuje się samotny, zirytowany, nawet wściekły. Myśli o ojcu: „Zawsze taki był, nic się nie zmienił, cały tatuś!”. Paradoksalnie to może bardzo syna motywować: „Nie będę taki jak ty, ja o swoje dziecko zadbam!”.

To się udaje?
Może się udać. Młodzi mężczyźni wyciągają wnioski z doświadczeń z ojcami i zaczynają żyć inaczej. Są dobrymi ojcami, co nie znaczy, że nie popełniają błędów. Uczą się ojcostwa, czytają, szukają mentorów. A jeśli szukają, to znajdują. A więc to, czego nauczyli się na zasadzie przeciwieństwa, może być wartością.

Znam ojca, który dużo rozmawia ze swoim synem. Temu synowi właśnie rodzi się trzecia córka, więc jest spanikowany, przemęczony. A ojciec go uspokaja: „To normalne, że się denerwujesz, takie jest życie, dasz radę”. Totalna akceptacja wszystkiego.
Może być tak, że tracimy mnóstwo energii na walkę z tym, co jest. A także z samymi sobą, bo przecież coś powinienem zrobić, tylko co. Pojawia się wewnętrzne rozdarcie, konflikt: to nie tak powinno być. A czasami trzeba po prostu zaakceptować to, co jest, przestać się szarpać. Starsi taką wiedzę, zgodę, akceptację mają w swoich sieciach neuronalnych. Wiele przeszli, doświadczyli, znają życie; warto ich słuchać.

Są też ojcowie, którzy mówią: „Co ja mogę przekazać synowi? Życie jak życie. Nie ma o czym gadać!”.
Właśnie o to chodzi, żeby gadali o tym niczym! Na to właśnie synowie czekają! Nie na dywagacje o pracy, polityce, pieniądzach, samochodach i kosiarkach; to już synowie znają do znudzenia. Niech ojcowie powspominają swoje zwyczajne, codzienne życie – jak to było, gdy syn się urodził, jakieś zdarzenia, anegdoty. Niech opowiedzą o swoim dorastaniu, o tym, co wiedzą o swoich ojcach. To nieprawda, że nie mają nic do przekazania. Mają wiele i synowie bardzo potrzebują tych opowieści. Potrzebują zwyczajnych rozmów, kontaktu.

  1. Seks

Nadużycia w związku. Na czym polega przemoc seksualna i emocjonalna? Gdzie szukać pomocy?

Najważniejszą rzeczą jest przyznanie się do bycia ofiarą nadużycia przed samym sobą, a potem opowiedzenie o nim komuś innemu.(Ilustracja: iStock)
Najważniejszą rzeczą jest przyznanie się do bycia ofiarą nadużycia przed samym sobą, a potem opowiedzenie o nim komuś innemu.(Ilustracja: iStock)
Między dwojgiem dorosłych ludzi wiele rzeczy jest dozwolonych. Pod warunkiem, że obydwoje się na nie godzą. Bo tylko w głupim żarcie „nie” oznacza „być może”... Na czym polega przemoc seksualna, kiedy mamy do czynienia z napastowaniem i molestowaniem seksualnym oraz jakie są nadużycia w sferze seksu i uczuć, tłumaczy psychoterapeuta Michał Pozdał. Wyjaśni też, jakie są formy przemocy seksualnej oraz gdzie szukać pomocy, gdy doświadczyło się molestowania.

Każdy człowiek biorący udział w akcie seksualnym może go w dowolnym momencie zatrzymać. Hasło „stop” powinno być czytelne w każdej fazie stosunku czy jakichkolwiek innych zachowań erotycznych. Przysługuje obu stronom, i wszystko, co druga osoba zrobi potem w celu zaspokojenia swojej potrzeby, ale wbrew woli partnera czy partnerki, jest nadużyciem. Będzie to więc nie tylko gwałt rozumiany jako przestępstwo karne, ale również przemoc emocjonalna, taka jak szantaż, groźby, wywoływanie poczucia winy czy używanie seksu jak narzędzia manipulacji.

W formie kary i nagrody

Na terapię do mnie często trafiają pacjentki, które przy odmowie seksu spotykają się z szantażem ze strony męża: „Jeśli mi nie dasz, to pójdę do prostytutki” czy pacjenci z dysfunkcją seksualną, którzy słyszą: „Zmień to albo cię zostawię”. Powtarzany i wzmacniany szantaż staje się groźbą. Przy czym groźba może dotyczyć zarówno sfery emocjonalnej („zdradzę cię”), finansowej („nie dam ci pieniędzy”), jak i fizycznej („pobiję cię”). W ten sposób jedna ze stron skłania drugą do form współżycia przez nią nieakceptowanych albo zachowań, na które nie ma ochoty. Przemoc emocjonalna ma wywołać poczucie winy – odmawiasz, więc mnie krzywdzisz. Obarczanie winą tylko jednej strony jest jednak nie fair i w niczym nie pomaga – na brak seksu zapracowują zwykle obie strony. Odmowa seksu na zasadzie kary lub późniejszej nagrody też jest nadużyciem. Osoba, która odmawia lub unika seksu, w tym obszarze związku ma władzę. Kiedy przychodzą do mnie pary z takim problemem, często okazuje się jednak, że po sprawdzeniu, jak partnerzy dzielą się obowiązkami domowymi, opieką nad dziećmi, jaki mają wkład w związek – osoba reglamentująca współżycie jest tak zdominowana, że seks jest jedynym obszarem, w którym może powiedzieć „nie”. Formą nadużycia jest też ignorowanie komunikatów drugiej strony: włączanie filmu pornograficznego podczas stosunku, niepożądane gesty czy wulgaryzmy, których druga strona sobie nie życzy i które ją poniżają. Trauma bycia uprzedmiotowionym przez bliską osobę, która miała nas kochać i chronić, jest podwójna, bo nie dość, że ktoś narusza nasze granice, to jeszcze zawodzi nasze zaufanie.

Między słowami

Niestety, żyjemy w kulturze, w której panuje przyzwolenie na ciągłe komentowanie atrybutów kobiecości. Młodzi mężczyźni często zwracają się do młodych kobiet słowami: „świnko”, „suczko”, „foczko”, „dupencjo”. Rodzice wspólnie z dziećmi podśpiewują piosenki, w których jest dużo zamaskowanego nadużycia w warstwie językowej. Jeśli kobiety zgodzą się na taką formę komunikacji, potem będzie tylko gorzej. Słowami można ranić do żywego. Zrozumiałe jest, że ludzie pod wpływem emocji mówią sobie różne przykre, a nawet okrutne rzeczy. Ale wejście na poziom komentowania zachowań seksualnych jest przekroczeniem granicy, zza której może nie być powrotu. Wypowiedzianych słów nie da się cofnąć. Takie zachowania najczęściej mają miejsce po alkoholu i są odwetem na partnerze za poniżenie czy odtrącenie. Oprócz mocnych słów są też takie lżejsze formy przemocy, które trudno opisać wprost: aluzje, spojrzenia, gesty, które w całości odczytać może tylko ich adresat. Powtarzane regularnie oznaczają działanie celowe z zamiarem skrzywdzenia.

Złapani w sieć

Nadużyciem jest też publiczne opowiadanie szczegółów wspólnego życia intymnego. I nie ma znaczenia, czy z tych wyznań przebija swoista forma uznania dla umiejętności albo atrybutów partnera, czy jest to krytyka oziębłości, sprawności seksualnej lub szczegółów anatomicznych. W dobie nowych technologii w równy sposób można kogoś pogrążyć upublicznieniem intymnej historii, jak i wrzuceniem do Internetu filmiku lub zdjęć. Zatem lepiej zawczasu dobrze zastanowić się, czy ufamy danej osobie na tyle, żeby zgodzić się na nagie zdjęcie czy zmontowanie wspólnej sextaśmy. Dopóki wszystko układa się w związku dobrze, takie materiały są ukryte, ale po zerwaniu łatwo mogą krążyć między znajomymi, a nawet przypadkiem trafić do pracodawców. Ceną za bezgraniczne zaufanie może być nasza reputacja, również zawodowa.

Gwałt

Najmocniejszą formą nadużycia jest gwałt, i nie chodzi tu tylko o napaść w miejscu publicznym, ale też, a może nawet głównie, stosunek ze stałym partnerem czy wykorzystanie przez kolegę po wspólnej imprezie. Najczęściej sprawcami przemocy są osoby bliskie: mężowie, partnerzy i chłopcy, a ofiary gwałtu nawet nie mają świadomości, że do niego doszło. Wciąż pokutuje wzorzec myślenia: „Miałam mini, całowałam go i dlatego zostałam zgwałcona”, gdzie „zostałam zgwałcona” oznacza „poddałam się gwałtowi”. Ale przecież to ktoś zgwałcił! Niezależnie od tego, jak dziewczyna czy kobieta była ubrana, nie ma w tym jej żadnej winy. A z takich słów i nastawienia rodzi się przyzwolenie na przemoc. Z praktyki terapeutycznej znam historie dziewczyn, które od miesięcy nie mają ochoty na seks i nie rozumieją tej nagłej oziębłości. W trakcie rozmowy okazuje się, że dziewczyna pamięta jakąś imprezę z alkoholem i trawką, na której była ze swoim chłopakiem. W pewnej chwili chłopak zaczął się do niej „dobierać”, potem zaczął to jeszcze robić ktoś inny i jeszcze ktoś. Same nie myślą o tym jak o gwałcie, lecz ich ciało się broni. Zdarzają się także odwrotne reakcje na gwałt – zapamiętanie w seksie, któremu towarzyszy  przekonanie, że wszystko jest pod kontrolą. Niezależnie jednak od scenariusza ofierze gwałtu często towarzyszą zaburzenia lękowe, zaburzenia odżywiania, może pojawić się depresja, a nawet myśli samobójcze.

Przepracować traumę przemocy seksualnej. Gdzie szukać pomocy?

W przypadku gwałtu ważna jest szybka obdukcja lekarska i zgłoszenie na policji. Następnie warto zadbać o pomoc emocjonalną – wielu doświadczonych terapeutów przyjmuje w przychodniach, szpitalach i w placówkach prywatnej opieki zdrowotnej w ramach NFZ. Można również zgłosić się do odpowiedniej fundacji, stowarzyszenia czy grupy wsparcia dla ofiar przemocy. Najczęściej ofiara – niesłusznie! – wstydzi się i ukrywa fakty. Dlatego najważniejszą rzeczą jest przyznanie się do bycia ofiarą nadużycia przed samym sobą, a potem opowiedzenie o nim komuś innemu. Nie wszystkie sprawy nadają się do ścigania przez prokuraturę. Wiele rzeczy – takich jak przewlekła krytyka, szantaże czy wymierzane kary – mogą być przejawem złej woli partnera czy chęci zemsty. Ale trzeba o tym mówić. Najpierw partnerowi – wyrazić swoją niezgodę na takie zachowania, a jeżeli rozmowa nie wystarczy, dobrze pójść po poradę do przyjaciela lub terapeuty. Żeby znaleźć rozwiązanie problemu, wystarczy czasami pojedyncza sesja konsultacyjna, nie musi to być wielomiesięczna terapia. Warto też zadać sobie pytanie, czy podobne doświadczenia zdarzyły mi się już w innych relacjach. Jeżeli faktycznie tak jest, oznacza to, że wiecznie odtwarzamy traumę z przeszłości. Ale ból jest bólem, niezależnie od głęboko ukrytych przyczyn. I trzeba go uleczyć.

Co może świadczyć o tym, że doświadczasz przemocy seksualnej i nadużycia w związku?

  • Z jakiegoś powodu obawiasz się swojego partnera.
  • Partner poniża cię przed innymi osobami.
  • Partner zmusza cię do robienia rzeczy, na które nie masz ochoty.
  • Odmowa wykonania życzenia partnera rodzi w tobie obawę przed karą lub zerwaniem relacji.
  • Partner powtarza ci, że nie jesteś normalna lub że powinnaś się leczyć.
Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par.

  1. Psychologia

Obecność to najważniejszy dar, jaki ojciec może dać córce. O relacjach ojca z córką

Ojcowie, którzy aktywnie opiekują się dziećmi, lepiej radzą sobie w relacjach z innymi ludźmi. A to wpływa także na ich zawodową karierę. Aktywne ojcostwo po prostu się opłaca. (Fot. iStock)
Ojcowie, którzy aktywnie opiekują się dziećmi, lepiej radzą sobie w relacjach z innymi ludźmi. A to wpływa także na ich zawodową karierę. Aktywne ojcostwo po prostu się opłaca. (Fot. iStock)
Kobiety sukcesu przyznają, że to ojcu zawdzięczają własną determinację i siłę do działania. Bo to on poświęcał im czas, rozmawiał z nimi o pracy, dopingował do aktywności fizycznej. Jednak zbudowanie więzi z córką to dla mężczyzny trudne zadanie. Dziewczynka należy przecież do nieznanego – kobiecego świata.

Tymczasem według badań Ann F. Caron, amerykańskiej psycholog specjalizującej się w problemach rozwojowych dziewcząt, niemal połowa córek wychowuje się w domu bez ojca przez co najmniej rok swego dzieciństwa. A gdy ojciec spędza z córką tak mało czasu i równie mało z nią rozmawia, ma też nikły wpływ na jej wychowanie. Może być jednak inaczej, dowodzą tego przypadki rodzin, w których matka jest chora lub zaburzona (np. nadopiekuńcza lub uzależniona) – wtedy to ojciec bierze na siebie ciężar związany z opieką nad córką. Potwierdza to Małgorzata, lat 50, dziennikarka: – Moja mama była autorytarna, nieczuła, oschła, wiecznie na wszystko narzekała. To tata mnie przytulał, opowiadał mi bajki, piekł ze mną ciasteczka, ubierał choinkę. Mogłam mu się zwierzać, wiedziałam, że mnie nie zawiedzie. Czułam się przez niego akceptowana, kochana. Porównywałam potem do niego każdego chłopaka. Teraz, kiedy sama jestem mamą i żoną, jeszcze bardziej rozumiem, jak wiele mu zawdzięczam.

Ann F. Caron dowodzi, że córki, którym ojcowie dawali ciepło i uwagę, uczyli sprawności fizycznej, grali w gry, zabierali na wyprawy – stały się niezależne, pewne siebie, aktywne, odważne. Zdecydowanie lepiej radziły sobie potem w życiu niż ich koleżanki pozbawione takiej opieki. Kobiety sukcesu przyznają, że to ojcu zawdzięczają własną determinację i siłę do działania. Bo to on poświęcał im czas, rozmawiał o pracy, dopingował do aktywności fizycznej. Najczęściej jednak ojciec jest niedostępny fizycznie lub emocjonalnie. Bez względu na to, czy mieszka razem z córką, czy nie, czas, który z nią spędza, ogranicza się do krótkich chwil chwytanych w biegu.

Warto rozmawiać

Ale i krótkie chwile spędzone razem z ojcem (swobodne, bez kazań, pouczeń) są bardzo cenne. Zwłaszcza dla nastolatki. Nawet jeśli córka nie chce mówić o sobie, to lubi słuchać o jego pracy, o tym, co on myśli na tematy polityczne, o jego przygodach z młodości. W ten sposób poznaje ojca, zostaje wprowadzona w jego świat, czuje, że jest dla niego ważna. Ojcowie mają jednak problem z rozmową w ogóle, a z rozmową z córką w szczególności. Łatwiej im rozwiązać konkretny problem, niż po prostu wysłuchać, co ma do powiedzenia. Ona mówi mu coś dla samej potrzeby wygadania się, a on chce od razu interweniować. Z trudem przyznaje jej rację. Bo to on chce być autorytetem.

Kasia, 18-latka: – Mój ojciec nigdy nie przyzna się, że czegoś nie wie albo że się pomylił. Nazywamy go z mamą Tatą Wszystkowiedzącym. Nawet jeśli przyłapiemy go na błędzie, tłumaczy się tak długo, aż powiem dla świętego spokoju: „no dobra, niech ci będzie”. Gdy mówię mu, że czegoś nie zrobię, to albo mi przerywa w pół zdania, albo mówi swoje słynne: „podaj mi trzy powody, dla których nie chcesz tego zrobić”. On po prostu nie rozumie, że człowiek może zwyczajnie czegoś, ot tak, nie chcieć. Nie wiem, co mu powiedzieć, więc udaję, że to robię.

Ojcowie często nie dopuszczają żadnej dyskusji. Ma być tak, jak oni chcą i koniec. I zamiast sztuki dyskutowania córki uczą się pomijania ważnych dla siebie kwestii, ponieważ ich własne argumenty wydają im się głupie w porównaniu z dojrzałymi, logicznymi wypowiedziami ojca. Gdy odkrywają, że ojcowie nie potrafią znieść konfrontacji, stosują coś w rodzaju biernego oporu – przeczekują, rezygnując z dyskusji. W ten sposób obie strony tracą możliwość poznania siebie.

Psychologowie z Centrum Badań nad Rozwojem Młodzieży w Waszyngtonie zapytali nastolatki, co lubią robić wspólnie z rodzicami. 27 procent odpowiedziało, że niczego nie lubią robić z ojcem, a tylko 7 – że niczego z matką. Jako powód niechęci do wspólnych zajęć z ojcem podały: Nie wyobrażamy sobie, żeby dobrze bawić się z kimś, kto nami komenderuje. W innych badaniach poproszono nastolatki, aby do zaproponowanych tematów rozmów wybrały osobę, z którą chciałyby o nich porozmawiać. Ojciec wybierany był tylko w dwóch przypadkach: rozmowy o pracy zawodowej i przekonaniach politycznych. Ponad 60 procent dziewcząt odpowiedziało, że niechętnie rozmawiałoby z ojcami o seksie, chłopaku, małżeństwie, a 50 procent nie chciałoby dyskutować z ojcem o znajomych, uczuciach do matki, szkole.

Kasia potwierdza: – Jak mogłabym rozmawiać szczerze na te tematy z ojcem, skoro on zawsze wie, co powinnam robić. Wchodzi do domu i nawet się nie przywita, tylko pyta z wyrzutem: „dlaczego nie odrabiasz lekcji?”. Gdy mu mówię, że właśnie skończyłam, on na to: „weź książkę, nie siedź tak”. Po czym sam siada przed telewizorem. Czy z kimś takim można gadać o seksie? Ojciec traktujący dorastającą córkę jak dziecko, dający jej do zrozumienia, że wie lepiej, szybko przestaje mieć na nią wpływ. Z kolei ojciec, który próbuje rozmawiać, nie powinien zrażać się, gdy córka unika intymnych zwierzeń. Dobrze jest wciągać ją w dyskusje na inne tematy. Dzięki słuchaniu i wypowiadaniu się córka nauczy się racjonalnej konwersacji, analizowania, argumentowania, formułowania własnych opinii. Podstawową zasadą takich rozmów jest jednak to, że zaczynamy je od wysłuchania tego, co córka ma do powiedzenia.

Trudna kobiecość

Jedną z trudności w relacjach ojca z córką jest jej kobiecość, czyli pierwsza miesiączka, rosnące piersi, zmiana wyglądu ciała. Źle, gdy pierwszych symptomów dojrzewania ojciec nie zauważa, jeszcze gorzej – gdy je wykpiwa albo wykorzystuje. Z badań wynika, że często dokucza córce z powodu rosnącego biustu. O miesiączce na ogół się nie dowiaduje. A powinien, bo – jak przekonuje Ann F. Caron – dziewczęta, które powiedziały o tym ojcu, bardziej pozytywnie oceniały swoje dojrzewanie niż te, które tę informację ukryły. Jak powinien zareagować ojciec na taką wiadomość? Nie zawstydzać, tylko po prostu powiedzieć: „to wspaniale”. Nic więcej.

Beata, 24-latka, opowiada, jak ojciec emocjonował się jej dorastaniem: – „Nie do wiary, moja córka ma cycuszki”, oznajmiał wszem i wobec. Nie widział nic złego w tym, że paradował przede mną i koleżankami w slipkach. Powiedziałam mu kiedyś, żeby się ubrał, że mama nie biega przy obcych w staniku. Na co on: „kobieta nie może, ale facet to co innego”. Na samo wspomnienie tamtych słów czuję się zawstydzona. Ojcowie też bywają zakłopotani zmieniającym się wyglądem córki. Powinni jej o tym powiedzieć, ale delikatnie, taktownie. Tak, aby nie sprawić, że poczuje się zawstydzona swoim ciałem. Nie mogą obruszać się, gdy córka odmawia przytulania, pocałunków, siadania na kolanach. To wcale nie znaczy, że go odrzuca. Po prostu jest skrępowana fizycznym kontaktem z ojcem – mężczyzną. Nadal pragnie jego czułości, ale krótki uścisk, pogładzenie po głowie wystarczą. Niestety, niektórzy ojcowie przekraczają granice intymności córki, a bywa, że wykorzystują je seksualnie. To prawdziwy dramat dla młodej kobiety. Rzutuje na całe jej życie, nie tylko erotyczne.

Nieobecność nieusprawiedliwiona

Grażyna, 16-latka: – Mój tata rozmawia ze mną na tematy męsko-damskie przez mamę. Gdy chce mi coś przekazać, o coś spytać, mówi jej, a ona przekazuje mnie. Działa to też w drugą stronę: kiedy ja chcę o czymś powiedzieć ojcu, najpierw mówię mamie. W wielu rodzinach matka jest pośrednikiem między ojcem a córką. Gdy taka praktyka filtrowania informacji przez matkę jest stała, ojciec i córka tak naprawdę nigdy się nie poznają. Czasem matki w swoim mniemaniu chronią w ten sposób zapracowanych mężów przed dodatkowym stresem. A córki są przekonane, że ojciec się nimi nie interesuje. Dlatego zdecydowanie lepiej – i dla rodziców, i córek – przekazywać wszelkie informacje – bez względu na to, czy są dobre, czy trudne – bezpośrednio. Wtedy córki doświadczają realności własnych ojców.

Niektórzy ojcowie traktują swoje córki jak księżniczki. Spełniają ich zachcianki, pozwalają na wiele więcej niż synom, a nawet zawierają z nimi koalicje przeciwko matkom. Córeczki tatusia potrafią to wykorzystać, owijając sobie ojców wokół palca. A potem dziwią się, że taka strategia nie sprawdza się w relacji z innymi mężczyznami. Prawdziwy ojciec to jednak ktoś więcej niż wielbiciel, a nawet dobry przyjaciel, który bez względu na wszystko zawsze stoi przy córce, wspiera ją, daje poczucie bezpieczeństwa. Powinien też wymagać, a gdy trzeba, umieć powiedzieć „nie”. Być kimś, kto uczy, jak dotrzymywać zobowiązań, jak być uważnym na potrzeby innych i jak mieć swój wkład w życie rodziny. Prawdziwy ojciec nie zastrasza córki, nie atakuje jej, nie wyśmiewa. Ma autorytet zdobyty własnym przykładem, ale także poczucie humoru i dystans do siebie.

Zdrowa relacja ojca z córką opiera się na wzajemnym szacunku, którego on powinien ją nauczyć. Obecność to najważniejszy dar, jaki ojciec może dać córce. Nawet jeśli jest bardzo zapracowany, może tak zaplanować zajęcia, żeby mieć dla niej czas. Może do niej zadzwonić, napisać mejla. Może po przyjściu z pracy zrobić coś tylko z nią – pójść na spacer, pobawić się, pograć w szachy. Dla córki to szalenie ważne, żeby ojciec uczestniczył w znaczących wydarzeniach jej życia – poszedł na występ w przedszkolu, zorganizował urodziny, zawiózł na bal maturalny. Współcześni młodzi ojcowie mają coraz większą świadomość swojej roli. Uczestniczą w porodach, biorą urlopy tacierzyńskie, dzielą się z matką opieką nad dziećmi. Zaangażowane ojcostwo dobrze wróży rozwojowi córek. Ale i ojcom wyjdzie na dobre. Michael Gurian w książce „Wspaniały świat dziewcząt” pisze, że ci, którzy aktywnie opiekują się dziećmi, lepiej radzą sobie w relacjach z innymi ludźmi. A to wpływa także na ich zawodową karierę. Aktywne ojcostwo po prostu się opłaca.

Lektury dla ojców córek: Michael Gurian „Wspaniały świat dziewcząt”, Wydawnictwo Rebis, Gisela Preuschoff „Wychowywanie dziewcząt”, Wydawnictwo Rebis, Mary Pipher „Ocalić Ofelię”, Wydawnictwo Media Rodzina, H. Rudolph Schaffer „Psychologia dziecka”, Wydawnictwo PWN.