1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Optymizm nam się opłaca!

Optymizm nam się opłaca!

Nie mylmy optymizmu z dobrym nastrojem. To przede wszystkim podejście do życia, wyzwań, problemów. Coś, co cechuje nasz (pozytywny) sposób myślenia oraz działania i wpływa na jakość naszego życia. (fot. iStock)
Choć optymizm ma swoje wady... to i tak warto się go uczyć. Nie tylko dlatego, że optymistom łatwiej się żyje, bo potrafią znaleźć pozytywne aspekty niemal w każdej trudnej sytuacji. Optymistyczny sposób myślenia przekłada się przede wszystkim na lepsze zdrowie!

Optymizm – podejście do świata, które sprzyja zdrowiu i psychice

Optymizm to przekonanie, że wszystkie sprawy jakoś się ułożą, a problemy dadzą się rozwiązać. Optymiści nie zamartwiają się na przyszłość, nie panikują z byle powodu, są mniej spięci – a w związku z tym mają mniej hormonów stresu w organizmie, takich jak adrenalina czy kortyzol. Można żartobliwie powiedzieć, że stres ich co najwyżej „nadgryza”, ale nie „zjada”. Niski poziom stresu przekłada się ponadto na silniejszy układ odpornościowy, mniejsze ryzyko chorób tarczycy czy chorób serca.

– Ponieważ stresu i lęku jest mniej, nie ma też potrzeby sięgania po używki takie jak papierosy czy alkohol. Dlatego też optymiści statystycznie żyją dłużej, a do tego lepiej – ich jakość życia jest wyższa, rzadziej cierpią z powodu depresji czy zaburzeń lękowych. – podkreśla dr Beata Rajba, psycholożka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej – Do tego mają więcej przyjaciół, bo przyjemniej przebywać z kimś dobrze nastawionym do życia.

Mniejszy lęk czyni nas bardziej odważnymi i sprawia, że chętniej podejmujemy wyzwania, których wynik jest niepewny. – Oczywiście, czasem poniesiemy porażkę, choć pewnie optymista skwituje ją „następnym razem będzie lepiej”. Zwykle jednak skłonność do podejmowania umiarkowanego ryzyka popłaca – dodaje psycholożka. Może dlatego właśnie optymiści mają większą satysfakcję z pracy i mniej są narażeni na wypalenie zawodowe – zamiast rozpamiętywać wszelkie niepowodzenia, traktują je raczej jako wyzwanie. Często cechuje ich też wyższe poczucie własnej wartości, ze względu na większą motywację do działania i co najważniejsze: ciszą się bardziej udanymi związkami (są bardziej skłonni do godzenia się i konstruktywnego rozwiązywania problemów).

Tyle dobrego! Czy jednak z optymizmu czerpiemy same korzyści? Okazuje się, że nie…

Optymizm ma swoje wady

- Optymistom trudniej wytrwać w postanowieniu i podtrzymać wysiłek przez dłuższy czas. Jeśli wierzymy, że „jakoś się ułoży”, po co się uczyć? Naukowcy przeprowadzili nawet swego czasu eksperyment, w którym grupę studentów poddano treningowi, mającemu nauczyć ich optymizmu. W trakcie następnej sesji ich wyniki były znacznie niższe od tych w grupie, która nie miała treningu. Okazało się, że pesymistyczne nastawienie pozwala lepiej przewidzieć kłopoty i niebezpieczeństwa i przygotować się na nie, albo nawet im zapobiec. Oczywiście za cenę stresu, bo nasz „mózg emocjonalny” nie do końca rozróżnia fantazję i rzeczywistość – snując czarne scenariusze angażujemy nie tylko rozum, ale i emocje, przysparzając sobie cierpienia. Optymiści mają też tendencję do nieoceniania ryzyka, przez co łatwiej ulegają uzależnieniu od hazardu, częściej zapominają o zabezpieczeniu się w czasie seksu czy o maseczce. – tłumaczy dr Beata Rajba i dodaje:

Innym problemem jest presja kulturowa na optymizm. Pop-psychologiczne poradniki wmawiają nam, że wystarczy chcieć, a wszystko będzie po naszej myśli. Wręcz nie wypada prezentować postawy przeciwnej. Efekt jest taki, że przywdziewamy maskę, udajemy przed światem, gdy jest nam źle, i zostajemy sami z trudnymi emocjami. Jak w większości cech, najlepiej mieć średni poziom optymizmu.

Czy można stać się optymistą?

Bez wątpienia jest to postawa, którą warto w sobie kształtować. Dobrze znać jej „efekty uboczne”, ale, jak wiadomo, korzyści zdecydowanie przeważają. Czy jednak optymizmu można się nauczyć?

– Jak najbardziej, choć po części jest uwarunkowany genetycznie. Emil Chartier, francuski filozof, pisał nawet, że pesymizm jest kwestią nastroju, a optymizm siły woli. Pierwszym i najważniejszym krokiem jest uświadomienie sobie, ile nas kosztuje snucie czarnych scenariuszy. Stres, objawy nerwicowe takie jak kołatanie serca, ból brzucha czy głowy, trudne do wytrzymania (również dla otoczenia) poirytowanie. Większość z tych pesymistycznych scenariuszy nigdy się nie wydarzy, a nawet jeśli, to zwykle sobie z nimi poradzimy. Jeśli zaś nie poradzimy, to po co martwić się na zapas czymś, co pozostaje poza naszą kontrolą? W ten sposób marnujemy energię i teraźniejszość, która mogłaby być całkiem przyjemna – tłumaczy psycholożka.

Takie optymistyczne podejście jest zdecydowanie lepsze i bardziej logiczne, ale niekoniecznie łatwe do wykonania, szczególnie dla kogoś, kto przez lata snuł czarne scenariusze i nie ma innych, pozytywnych „ścieżek” w swoim umyśle. Wiadomo, że optymistami nie staniemy się z dnia na dzień. Jeśli nasiąkliśmy pesymizmem w domu rodzinnym, nie wyleczymy się niego tak od razu. Jednak warto, dla lepszego samopoczucia, podjąć wyzwanie. Nieraz wymaga to długiej pracy nad sobą i swoim sposobem myślenia (również z pomocą specjalisty). Możemy jednak, jeśli negatywne myślenie nie zatruwa nam całego życia, a jest bardziej nawykiem, zacząć od stosowania różnych ćwiczeń.

- Warto też zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć swoim myślom, temu, jak wyjaśniamy niepowodzenia. Kiedy ostatnio pomyśleliśmy o sobie „jestem głupi?”, albo „ nigdy mi się nie udaje”? To toksyczne i podcinające skrzydła. „Tym razem mi nie poszło, ale może następnym będzie lepiej” daje nadzieję, a ona jest jednym z podstawowych wyznaczników sukcesu w życiu – tłumaczy psycholożka. – Pewien dość sadystyczny naukowiec, Curt Richter, wrzucał szczury do wody, jednak części z nich dawał możliwość wdrapania się na deseczkę, zanim ją zabrał. Te, które miały już doświadczenie uratowania się, wrzucone do wody po raz drugi wytrzymywały kilkanaście razy dłużej, zanim przestawały walczyć o życie. Tak samo jest z optymistami – nawet jeśli życie ich nie oszczędza, zachowują wiarę w swoje możliwości dłużej, często wystarczająco długo, by przezwyciężyć kłopoty.

Dr Rajda podkreśla też, że optymizm powinniśmy kształtować u dzieci, i to od najmłodszych lat:

- W Polsce nie budujemy raczej w nich pewności siebie. Gdy wejdą na drzewo albo ściankę do wspinaczki, słyszą zazwyczaj lękowe „złaź, bo spadniesz”, albo w najlepszym przypadku „udało Ci się”, co sugeruje, że udało się przypadkiem, cudem jakimś. Tymczasem amerykańskie mamy krzykną raczej „you did it!”, „poradziłeś sobie”, kładąc nacisk na sprawczość i budując tym samym w dziecku zaufanie do samego siebie.

Uważaj, czego słuchasz!

Dobry nastrój, który nierozerwalnie wiąże się z optymizmem, budujemy nie tylko poprzez myśli, czy przebywanie w miłym otoczeniu, ale również poprzez dźwięki i słowa. Dlatego właśnie tak ważne jest to, czego słuchamy. Dowodem może być ciekawe doświadczenie przeprowadzone przez studentów Dolnośląskiej Szkoły Wyższej: puszczali oni jednej grupie badanych w trakcie wykonywania zadań matematycznych zestaw piosenek o tekstach optymistycznych, a drugiej grupie piosenki o równie żwawej linii melodyczej, ale smutnym tekście. Pierwsza grupa poradziła sobie z zadaniami szybciej, ale też miała znacznie lepszy nastrój.

Jak komentuje dr Beata Rajda: Prawdopodobnie w trakcie jazdy czy pracy wpadamy trochę w trans, a teksty piosenek stanowią dla nas sugestię hipnotyczną. Wniosek z tego, że powinniśmy uważać na to, czego słuchamy, np. jadąc rano do pracy, bo może to wpłynąć na cały nasz dzień. Dlatego lepiej wybrać „Simply the best” Tiny Turner, niż nucić cały dzień „Co ja robię tu?” Elektrycznych gitar. Smutniejsze i bardziej melancholijne, albo pełne złości teksty warto sobie zostawić na inne dni, w których ulgę przynosi nam wyrażenie własnych emocji poprzez śpiewanie razem z piosenkarzami.

Źródło: materiały prasowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej; materiały prasowe Centrum Medycznego Damiana.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze