1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Między tęsknotą a reorganizacją

Fakt, że zostajemy mamami, pociąga za sobą mnóstwo poukrywanych strat, z którymi musimy się zmierzyć. (Fot. iStock)
„Akceptacja straty nie polega na tym, że ją polubiłyśmy, jesteśmy za nią wdzięczne, tylko na uhonorowaniu tego, co straciłyśmy, i nauczeniu się życia z tą stratą” – mówi psycholożka Katarzyna Półtorak.

Żałoba to nie jest temat sexy dla nikogo, a tym bardziej dla młodych kobiet, które zostały matkami. A Pani przygotowuje dla nich warsztaty na ten temat. Skąd taki pomysł?
Tak, ten moment, gdy zostajemy matkami, nie kojarzy się z żałobą, którą przypisujemy zwyczajowo śmierci. Tymczasem żałoba pojawia się w naszym życiu bardzo często: przeżywamy ją po rozpadzie małżeństwa, zmianie mieszkania, kiedy dzieci opuszczają rodzinny dom, a także wtedy, gdy zostajemy mamami. We wszystkich tych sytuacjach możemy tęsknić za tym, co odeszło: za relacjami, rytuałami, sposobem życia. Warsztaty nazwałam „Żałoba – moja moc w budowaniu nowego życia”, bo takie zadanie może ona spełniać.
Żałoba była też kolektywnym doświadczeniem w czasie COVID-19 – tęskniliśmy za bliskimi, za celebracją różnych okazji.

Nie wszyscy otwarcie.
Bo żałobę każdy przeżywa po swojemu. W naszej tradycji mówi się, że żałoba po śmierci powinna trwać rok, że powinniśmy ubierać się na czarno, nie uczestniczyć w zabawach. Warto zatrzymać się na tej oczywistej prawdzie, że każdy ma swój sposób na przeżycie żałoby. Dlaczego? Ponieważ dużo trudności w relacjach wynika z tego, że oceniamy sposób przeżywania żałoby przez drugą osobę. Umiera dziecko, wielka trauma dla rodziców. Jedno z nich się zamyka, inne potrzebuje wyjścia do ludzi. I związek się rozpada. Nie z powodu tej tragedii, ale niezrozumienia, że każdy inaczej sobie w tej sytuacji radzi. Dobrze by było, gdybyśmy mieli nawyk nieoceniania tego, jak ktoś przeżywa żałobę. A my mamy tendencję do ferowania ocen: on za szybko znalazł sobie inną po śmierci żony, widocznie jej nie kochał. Żałoba wymaga czułości, życzliwości i nienachalnego towarzyszenia osobie ją przeżywającej, a nie oceniania.

Młodym matkom trudno pożegnać się poprzednim życiem. Czy jednak nazywanie tego stanu żałobą nie jest przesadzone?
Nie tylko Pani tak uważa. Gdy kilka dni temu tata zapytał mnie, co u mnie słychać, i powiedziałam mu, że będę rozmawiać z Panią o żałobie dotyczącej macierzyństwa, był bardzo zdziwiony: Jak to, do macierzyństwa można przykleić żałobę? Witanie dziecka to przecież moment radosny. Ale dla wielu kobiet także trudny. Opowiadają mi na konsultacjach, jak zmieniło się ich życie po pojawieniu się dziecka, jak tęsknią za tym, co miały, kim były. Gdy pomagam im nazwać tę emocję żałobą, to zaprzeczają: To na pewno nie jest żałoba, bo przecież chciałyśmy zostać mamami. Ale wybór nie zatrzymuje tęsknoty za tym, co było, nie hamuje pojawienia się żałoby.

Po co takiej mamie, i w ogóle nam wszystkim, żałoba?
Ta emocja ma kiepski PR. Nie lubimy o niej mówić, zajmować się nią, bo jest trudna. Ale ma moc transformacji, pomaga się z czymś pożegnać i przywitać nowe. Niestety, ludzie nie potrafią nazwać tego, co przeżywają, żałobą.
A dopiero kiedy potrafimy nazwać emocję, możemy ją przeżyć.

I zrozumieć, że to coś normalnego, a nie przejaw słabości?
Właśnie. W każdej sytuacji, kiedy dogłębnie przeżywamy stratę, powinniśmy dać sobie prawo do przeżywania żałoby. To bywa trudne w rodzinach, które nie dają sobie do tego przestrzeni, bo uważają, że to nie ten moment albo że „sama chciałaś, to czemu płaczesz za tym, z czego zrezygnowałaś”. Warto wiedzieć, że każdy wybór jest związany ze stratą. Każdy. Bo coś wybieramy kosztem czegoś innego. Albo coś innego musi poczekać. Fakt, że zostajemy mamami, pociąga za sobą mnóstwo poukrywanych strat, z którymi musimy się zmierzyć. Na przykład: brak wolnego czasu, zawieszenie aktywności zawodowej, towarzyskiej, niektórych relacji. Także utrata tożsamości. Bo z jednej strony mamy różne tożsamości, a z drugiej – pragniemy spójności, wydaje nam się, że powinniśmy być tą samą Kasią, Basią, którą byłyśmy wcześniej, zawsze tą samą. Dobrze mieć świadomość, że kiedy zostajemy matkami, to żegnamy tożsamość kobiety, która prowadziła określone życie, i teraz to życie się zmieniło, pewnie na zawsze.

Co pomaga w radzeniu sobie ze stratą?
Bardzo ważne, żeby mieć świadka żałoby: męża, przyjaciółkę, specjalistę. Jego zadaniem jest uznanie naszego prawa do przeżywania tej emocji, w tym momencie, tu i teraz; to nie jest fanaberia. Świadek nie może oceniać ani tego, jak ktoś przeżywa żałobę, ani tego, że w ogóle ją przeżywa.

Po stracie często skupiamy się na tym, co zrobiliśmy źle, zastanawiamy się, jak można było jej uniknąć. Mąż odszedł? Byłam za bardzo wymagająca. Na ogół nie myślimy, że coś dzięki stracie zyskaliśmy.
Według niektórych badaczy żałoba może być związana z wdzięcznością. Nie chodzi o to, żeby się cieszyć z tego, że na przykład kończy się mój związek, tylko że mogę być wdzięczna za wspólne życie. Czyli szukam sensu i znaczenia straty. To zresztą postuluje jako końcowy etap przeżywania żałoby badacz David Kessler, który o ten właśnie krok rozszerzył model stworzony przez Elisabeth Kübler-Ross, szwajcarską badaczkę. Wyróżniła ona pięć etapów przeżywania żałoby: zaprzeczanie, gniew, targowanie się, czyli negocjacje z życiem, depresja i akceptacja. Jednak dla wielu ludzi akceptacja tego, że coś odeszło, i życia z tym, co zostało, okazała się niewystarczająca. Kessler stracił syna i kiedy pytano go, jak może szukać znaczenia w takiej tragedii, odpowiadał, że dla niego wartością jest to, że miał szansę być jego tatą i że przeżył z nim mnóstwo cudownych chwil. Znaczenia nie szukamy w zdarzeniu, tylko w sobie.

Wyższa szkoła jazdy!
To wymaga ogromnych umiejętności, ale co najważniejsze – wymaga przeżycia żałoby. Szukanie znaczenia nie jest drogą na skróty, żeby hop-siup, jakoś to odbębnić. Może być jedynie czymś, co sprawi, że lądowanie do życia po stracie będzie odrobinę delikatniejsze. Chciałabym też zaznaczyć, że modeli przeżywania żałoby jest więcej. Mnie najbliższy jest model Brené Brown, która wyróżnia trzy komponenty: stratę, tęsknotę i konieczność reorganizacji. Jednak ludziom tak naprawdę wszystko jedno, jakie są te modele. Oni rozmawiają po prostu o tym, jak bardzo za kimś (za czymś) tęsknią.

Tęsknota to chyba najbardziej dojmująca emocja w czasie żałoby. Jak z nią żyć?
Tak, tęsknota jest silnie przypisana do żałoby, nie lubimy jej przeżywać, łatwiej nam się złościć niż tęsknić. Namawiałabym do tego, żeby zastanowić się, za czym naprawdę tęsknimy: czy za emocją, do jakiej nie mamy teraz dostępu, czy za osobą, rytuałem, a może za miejscem? Warto się nad tym zastanowić dlatego, żeby móc być może przenieść ten element, za którym tęsknimy, na nowy grunt. Świadomość otwiera ludziom dostęp do sprawczości i poczucia wpływu, daje poczucie, że coś od nich zależy, że mogą zabrać z poprzedniego życia coś, co karmi ważną dla nich część siebie.

Co ma zabrać świeżo upieczona mama, która tęskni za wolnością? To już nie wróci.
Tak, ale może tak przeorganizować sobie czas, żeby codziennie mieć godzinę tylko dla siebie. Wiem, że niektóre mamy myślą sobie teraz – akurat. Ale naprawdę da się, dla każdej z nas wolność oznacza przecież coś innego. Tańczyła, malowała, biegała? Niech więc sobie zostawi jedną z tych aktywności, da sobie do niej prawo. Będzie miała poczucie, że w jej życiu jest jakaś ciągłość, że jest wciąż tą samą dziewczyną. Żałoba pomaga pożegnać się ze starym i przywitać z nowym, ale też zostawić coś w jakiejś wersji i wziąć to w innej wersji.

Młode mamy często spotykają się ze słowami: skończyła się zabawa. To bardzo utrudnia im wchodzenie w nowy etap z ciekawością, obciąża je. Bo teraz to już nieważne, że jestem siostrą, przyjaciółką, mam zawód, teraz jestem tylko matką. Takie podejście nie jest też dobre dla relacji z dzieckiem, bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Koniec kropka. Dlatego ważne, żeby pozwolić sobie na tęsknotę za tym, co się straciło. Bo nawet jak świadomie podjęłyśmy decyzję o byciu mamą, możemy tęsknić za dawnym życiem, to często idzie w parze.

Co pokazuje nam tęsknota?
Na przykład że coś było dla nas ważne i nas karmiło. Tęsknota bywa podstępna, bo czas ściera ostre krawędzie przeszłości, która teraz jawi się nam jako łagodniejsza i przyjemniejsza, niż była. Pamiętamy na przykład głównie to, że przed urodzeniem dziecka miałyśmy dużo czasu, luz, mniej stresu. Ale zapominamy, że brakowało nam sensu życia, że pragnęłyśmy mieć dziecko, że czułyśmy się samotne. Pamiętamy tylko wycinek przeszłości, więc niekoniecznie życie, za którym tęsknimy, jest dokładnie takie, jak było. Warto poprzyglądać się swojej tęsknocie i jej nie ignorować, tylko dać jej przepłynąć.

Dlaczego to takie ważne?
Bo to pozwoli – używając terminu Brené Brown – nam się zreorganizować. Czyli poukładać sobie nowe życie, zdecydować, że teraz liczy się A, B i C, natomiast reszta alfabetu musi poczekać. Z żałobą jest tak, że ludzie targują się, czyja jest ważniejsza. Uważają, że ich przeżycia są najważniejsze, najtrudniejsze. A jak mówi Kessler – najdotkliwsza strata to zawsze twoja strata.

A może pomogłoby nam spojrzenie na żałobę jak na egzystencjalne doświadczenie każdego z nas, część naszego człowieczego losu?
Wokół żałoby narosło dużo wstydu. Na przykład mamom wydaje się, że nie powinny jej przeżywać w radosnym momencie narodzin dziecka, że to nieadekwatne. Dlatego właśnie organizuję te warsztaty – żeby wspólnie szukać tego, co pomoże im uznać swoje emocje, zreorganizować życie, przejść przez tę zmianę. Z czułością dla siebie.

Myślę, że trudno nam uznać żałobę za wartość także dlatego, że obowiązuje trend pozytywnego myślenia, wszystko ma być super.
No to idąc za nim, można powiedzieć, że super jest nazywanie i oswajanie swoich emocji. To dobra droga, bo żeby żyć pełnią życia, musimy wiedzieć, co przeżywamy. Ktoś porównał żałobę do połamanych żeber. Z zewnątrz wygląda, że wszystko jest w porządku, a trudno wziąć każdy następny oddech. Żałoba siedzi głęboko w środku, nie widać jej, natomiast złość czy smutek są bardziej widoczne.

Nigdy nie jest za późno na przeżycie żałoby po stracie. Jeśli mamy poczucie, że jej nie przeżyliśmy, to możemy się na nią otworzyć, wypuścić emocje, wspomnienia, dać upust tęsknocie, która się jeszcze gdzieś tli. A wszystko po to, żeby domknąć ten etap i móc wejść w nowy bez nierozpakowanego bagażu.

I zaakceptować, że nigdy nie będzie jak było, że na przykład nigdy nie będę młoda?
Akceptacja straty nie polega na tym, że ją polubiliśmy, że jesteśmy wdzięczne, tylko na uhonorowaniu tego, co straciliśmy, i nauczeniu się życia z tą stratą. Że przeminęła uroda, sprawność, że pewnych szans już nie dostaniemy, ale za to mamy na przykład spokój, mądrość, cierpliwość. Żałoba to nie jest proces liniowy, ona czasem się zapętla. Nawet jak jesteśmy na etapie akceptacji, to nagle znajdujemy zdjęcie, słyszymy piosenkę, i znowu pojawiają się rozpacz, łzy, tęsknota. Dobrze jest wiedzieć, że jak przechodzimy do następnego etapu, to ten poprzedni może wrócić. Ale do czasu.

Podsumujmy zatem, co zrobić, żeby pomóc sobie w przeżyciu straty.
Nazwać ten stan żałobą i dać sobie do niej prawo. Znaleźć świadka, który pomoże nam ją przejść. Pamiętać, że może się zapętlić i zawrócić nas na poprzedni etap. Przyjrzeć się, za czym tęsknimy. Przyjąć, że wybór nie hamuje tęsknoty. I że przeżyta żałoba otwiera nas na nowe życie.

Katarzyna Półtorak, psycholożka. Specjalizuje się w pomocy kobietom, szczególnie matkom. Zajmuje się oswajaniem krzyku i emocji, a także wspiera w odkrywaniu indywidualnych potrzeb i wolności. W ramach projektu Mama ma moc! prowadzi konsultacje online i warsztaty pt. Macierzyństwo bez krzyku oraz Żałoba – moja moc w budowaniu nowego życia (www.mamamamoc.pl).

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze