1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Cierpliwość nie bez powodu nazywamy „świętą”. Jak się jej nauczyć? Psycholożka radzi: pamiętaj o piankach marshmallow

Cierpliwość nie bez powodu nazywamy „świętą”. Jak się jej nauczyć? Psycholożka radzi: pamiętaj o piankach marshmallow

(Fot. Deagreez/Getty Images)
(Fot. Deagreez/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Urszula Sołtys-Para - Cierpliwość nie bez powodu nazywamy „świętą”. Jak się jej nauczyć? Psycholożka radzi: pamiętaj o piankach marshmallow

00:00 11:58
15s
0,5 x
15s
Realia PRL-u, czasów, w których wzrastałam, nauczyły mnie czekać. Dorosło jedno pokolenie i ta kompetencja jakby zanika – obecnie wszystko chcemy na już i na teraz, a gdy się nie udaje, to niecierpliwimy się, złościmy, załamujemy. Na ile potrafimy w ogóle czekać?

Spis treści:

  1. Dlaczego coraz trudniej nam czekać?
  2. Czym jest odroczona gratyfikacja i czego uczy eksperyment marshmallow?
  3. Jak nauczyć dziecko cierpliwości i czekania?
  4. Dlaczego warto ćwiczyć cierpliwość i samokontrolę?
  5. Cierpliwość w dorosłym życiu. Dlaczego nie wszystko warto mieć od razu?

Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 06/2026.

Znacie te stosiki książek piętrzące się na biurku lub wokół łóżka w sypialni? Czasem bytują na stole kuchennym albo na półkach w łazienkach. Książki czekające na swój czas. Niektórzy nazywają je „stosikami wstydu”, ja wolę mówić o nich „stosiki nadziei”. W momentach słabszej formy psychicznej frustrują mnie, uświadamiają, jak wiele jest książek, których nie czytam, bo nie nadążam. A w momentach lepszej formy myślę, jakie to wspaniałe, że są, że nie braknie mi ciekawych książek do czytania w przyszłości. Osobiste wyzwania skłoniły mnie do refleksji, na ile potrafimy w ogóle czekać.

Dlaczego coraz trudniej nam czekać?

Jestem dzieckiem epoki PRL-u, kiedy czekanie było czymś naturalnym. Niczego nie było od ręki. Dorośli czekali na swój przydział na samochód, na zainstalowanie telefonu (stacjonarnego z kablem, rzecz jasna). Czekali na towary w sklepie i czekali potem w kolejkach, aby te towary kupić. Dzieci czekały tym bardziej – na wymarzone zabawki, na kolorowe kredki, na niedzielną wieczorynkę, która do obejrzenia była tylko w ten wieczór – a rodzice, choćby nie wiem jak się starali, nie byli w stanie od ręki reagować na materialne prośby dzieci, bo nie było to możliwe w tamtej rzeczywistości.

Owe niewygodne realia uodporniły nas jednak, wzmocniły w umiejętności czekania. Dorosło jedno pokolenie i ta kompetencja jakby zanika; obecnie wszystko chcemy na już i na teraz, a gdy się nie udaje, to niecierpliwimy się, złościmy, załamujemy. Bo ma być w tym momencie.

Niepokoimy się, gdy od razu nie dostaniemy odpowiedzi na wysłany SMS do znajomych; wybieramy zakupy online z opcją błyskawicznej wysyłki; rośnie w nas napięcie, gdy czekamy w restauracji dłużej niż 10 minut na zamówione danie.

A przecież natura życia taka jest, że nie otrzymujemy od losu wszystkiego, o czym zamarzymy, a jeśli nawet, to nie od razu… Czy jest szansa, aby nauczyć się czekania?

Czym jest odroczona gratyfikacja i czego uczy eksperyment marshmallow?

Wielu współczesnych rodziców, pamiętających ów dyskomfort związany z czekaniem, pragnie zaoszczędzić go swoim dzieciom, wylewając przy tym... dziecko z kąpielą. Zapominamy bowiem, że umiarkowana i adekwatna do wieku dawka frustracji może być niezwykle rozwojowa. Oswajanie, że potrafię czekać, że potrafię tolerować napięcie, które przy tym się pojawia, jest wzmacniające i budujące kompetencję czekania.

Znany jest w psychologii eksperyment przeprowadzony już w latach 60. na Uniwersytecie Stanforda, który zapisał się w historii psychologii jako „eksperyment marshmallow”, ponieważ słodkie pianki miały w nim swój udział. O tym jak i o innych badaniach dotyczących działania ludzkiej woli można przeczytać w bestsellerze „Siła nawyku” autorstwa Charlesa Duhigga.

Eksperyment marshmallow polegał na tym, że badane czterolatki były zapraszane do gabinetu psychologicznego, w którym w miseczce na stole znajdowały się słodkie pianki. Podczas rozmowy z psychologiem dzieci informowano, że mogą się od razu poczęstować jedną pianką albo – jeżeli zaczekają 15 minut – dostaną dwie pianki po powrocie psychologa (tak zwana odroczona gratyfikacja). Potem eksperymentator wychodził i zostawiał dzieci same. Ze słodkimi piankami przed oczami… Oczywiście część dzieciaków uległa pokusie i poczęstowała się natychmiast, ale około 30 proc. z nich potrafiło się powstrzymać, dzięki czemu, po powrocie osoby badającej, otrzymały podwójną słodkość.

Co ciekawe, dzieci, które potrafiły zaczekać, nie wpatrywały się w kolorowe pianki, tylko stosowały różne strategie odwracające uwagę od obiecanej nagrody: rysowały, śpiewały, odwracały głowę od pianek, a nawet zamykały oczy, próbując zasnąć. Czekanie jest wysiłkiem, o tak. Ale co ważne – ten wysiłek często się opłaca.

Eksperyment ów przyniósł pragmatyczne wnioski – otóż okazało się, że dzieci, które w czwartym roku życia potrafiły się oprzeć pokusie i poczekać, aby po kwadransie dostać więcej pianek, w okresie nastoletnim lepiej się uczyły, miały lepsze relacje społeczne i mniej skłonności do sięgania po używki. Jak widać, samokontrola popłaca.

Jak nauczyć dziecko cierpliwości i czekania?

Czy można nauczyć dzieci umiejętności czekania na odroczoną gratyfikację? Uważam, że tak, i nie wymaga to od rodziców wielkich nakładów. Wystarczy wieczorem przy oglądaniu bajek, gdy dziecko domaga się kolejnej (po tym, jak zapowiedzieliśmy, że to będzie ostatnia), powiedzieć, że dobrze, może być teraz jeszcze jedna bajka ALBO – jeżeli jednak teraz zakończymy, to jutro obejrzy trzy bajeczki ekstra.

I ciekawe, co zdecyduje dziecko? Cokolwiek postanowi, warto to uszanować. Jeżeli wybierze trzy bajki następnego dnia, to możemy się w duchu ucieszyć, a jeżeli obstaje przy tym, że chce teraz, to od czasu do czasu ponawiajmy tego typu propozycje, pytajmy, czy nie sądzi, że opłacałoby się poczekać. Upewniajmy się, jak Hubert Urbański w „Milionerach”, czy jest przekonane do swojej decyzji. Oczywiście, gdy proponujemy wybór bajki TERAZ, i dziecko tak wybierze, to pozwalamy na obejrzenie kolejnej kreskówki. (Ważne jest, abyśmy byli wiarygodni i pokazali dzieciom, że bierzemy odpowiedzialność za nasze obietnice). Można podobny zabieg stosować w przypadku jedzenia deserów/lodów/ciastek – czy na pewno chce teraz kolejne ciasteczko, czy poczeka i później (po obiedzie/po przedszkolu) dostanie dwa albo trzy.

Można z dziećmi wysiewać rzeżuchę i CZEKAĆ, aż wyrośnie, można upiec ciasto i obserwować, jak rośnie w piekarniku, a potem CZEKAĆ, aż ostygnie i będzie dobre do zjedzenia. Można proponować zabawy, które rozwijają cierpliwość – jak malowanie po numerkach albo układanie puzzli, w których to aktywnościach potrzeba czasu, zanim uzyskamy ostateczny wynik.

Kiedy dziecko pragnie nowej zabawki, możemy odroczyć ten zakup, obiecując go na urodziny albo na Dzień Dziecka. Nie musimy wszystkich zamówień na zabawki realizować od ręki. Pamiętajmy, że tego typu czekanie jest rozwojowe. Myślę, że taką funkcję pełnią również pisane listy do Mikołaja – kiedy dziecko napisze taki list, to potrzebuje poczekać dwa, trzy tygodnie. Tak, Święty Mikołaj uczy dzieci czekania na konkretny dzień, kiedy pojawią się prezenty.

Dlaczego warto ćwiczyć cierpliwość i samokontrolę?

Zgubne skutki braku umiejętności czekania widzimy na przykład u osób wikłających się w kolejne za kolejnymi kredyty czy dających się zwieść obietnicom diety cud. Czuję żal, gdy dowiaduję się, że kolejne znane mi młode, inteligentne osoby rzucają studia, aby podjąć się pracy, która kolidowałaby ze studiowaniem. Tak staromodnie wierzę w wartość edukacji, że wiedza (mimo łatwo dostępnej sztucznej inteligencji!) jest jednak zasobem i inwestycją, która – poza innymi atutami – może także zwiększać szanse na wyższe zarobki w… przyszłości. Myślenie o tym, że może opłaci mi się teraz ponieść jakiś trud na rzecz przyszłości, jest jednak myśleniem dosyć niewygodnym.

Możemy zjeść szybkiego burgera w barze, a możemy ugotować samodzielnie obiad. Co będzie zdrowsze? Możemy wziąć chwilówkę, a możemy oszczędzać – co będzie dla nas lepsze?

Swoją drogą, czy dzieci mają jeszcze świnki skarbonki i uczą się oszczędzać? Czy mają kontakt z realnym, materialnym pieniądzem? Na etapie przedszkolnym i wczesnoszkolnym to konkretny banknot niesie ze sobą wartość, a nie wirtualna liczba na koncie.

I są jeszcze wciągające seriale i nocne oglądanie kolejnych odcinków, aby poznać zakończenie już dziś, już tej nocy, „bo nie mogę się doczekać”. Konsekwencją jest zarwana noc, walutą – nasz sen.

Cierpliwość w dorosłym życiu. Dlaczego nie wszystko warto mieć od razu?

Wszyscy to zapewne znamy, jesteśmy wszak ludźmi i pewnie każdemu zdarzyło się zniecierpliwić, pochopnie podjąć decyzję, czy zjeść batonik zamiast obiadu. Sama jestem (niestety) z tych bardziej impulsywnych i nie lubię czekać. Potrafię. Tak. Ale zauważam w sobie napięcie i oznaki zniecierpliwienia. Dbam o swoje „czasoumilacze” i gdy mam czekać w poczekalni u dentysty albo z kotem u weterynarza – mam ze sobą zawsze książkę na wszelki wypadek.

Także zdarzyło mi się niejeden raz iść spać za późno, bo wciągnęła mnie powieść albo serial, po czym przez tydzień snułam się niczym zombie. Znam to, oczywiście, jednak równocześnie zdaję sobie sprawę, że warto próbować, warto stawiać sobie takie wyzwania dla „mięśnia silnej woli” (o ćwiczeniu tego mięśnia wspomina Duhigg w „Sile nawyku”).

Paradygmat „szybko i od zaraz” przyczynia się również do trudności w budowaniu bliskich więzi, o czym pisze z kolei Tomasz Szlendak w książce „Miłość nie istnieje”. Analizuje zmiany społeczne, które wpływają na współczesne relacje romantyczne, erotyczne i partnerskie.

„Miłość wymaga długotrwałych starań i zaangażowania. Nie można jej nadejścia przyspieszyć, nawet za pomocą aplikacji randkowych. Zgodnie z obowiązującą logiką konsumpcjonizmu i konsumenckimi przyzwyczajeniami usiłujemy jednak maksymalnie skrócić proces docierania do miłości, podobnie jak skracamy czas dochodzenia do jakiejkolwiek innej konsumpcyjnej nagrody. Mało kto dzisiaj oszczędza i inwestuje, by zafundować sobie przyjemność. Jeśli pragniemy nowego smartfona, bierzemy go na raty. Podobnie chcielibyśmy z miłością – dostać ją jak najszybciej, najlepiej od razu. Z seksem – jeśli to właśnie seksu szukamy i jeśli to właśnie jego poszukuje druga strona – tak się da. Z miłością, do której wiodą zauroczenie i mozolne starania o zbudowanie intymności – to niemożliwe” – pisze autor.

I tak, zbliżając się do puenty, myślę sobie, że bez umiejętności czekania, bez trenowania „mięśnia silnej woli” trudno realizować swoje cele, trudno żyć spokojnie i ze wszech miar dobrze. Rezygnacja z udziału w wyścigu „biec jak najszybciej” na rzecz spacerku ścieżką malowniczą, krętą i spokojną może być wyrazem odwagi, ale też poszukiwaniem kierunku do autentycznego, spokojnego i spełnionego życia.

Urszula Sołtys-Para, psycholożka i psychoterapeutka ericksonowska. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Tychach i online – pracuje z osobami dorosłymi i rodzinami. Autorka poradników dla rodziców i książki „Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru”. Współautorka podcastu „Wspólne słowa”, w którym razem z Anną Dankowską popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii; twojpsycholog.net.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE